Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od autorki: Więc, powracam z kolejnym rozdziałem. Dziękuję wszystkim komentującym. Pisanie tego chapteru sprawiło mi wielką radość, mimo że nie jestem aż taka dobra w tworzeniu scen walki. Uznajcie to za mini zabawny filler – początek zamętu już wkrótce!
Mini ostrzeżenie: Mały podtekst związany z yaoi, ale w sumie nic wielkiego. Tak naprawdę chodzi bardziej o fakt, że naszą ulubioną dwójkę łączą relacje, które wychodzą poza przyjaźń i może nawet poza braterstwo. Co to jest – jeszcze o tym nie wiedzą ;)
Ukryci Za Maskami
Rozdział 9: Rozładujmy Trochę Napięcia
Dialogi: „bla bla"
Myśli: „bla bla"
Naruto obudził się, czując ciepło. Westchnął i wtulił się w poduszkę – wszystko było perfekcyjne, aby zostać w łóżku odrobinę dłużej. Oprócz… powietrze ciągle dmuchało mu w twarz, doprowadzając go do szaleństwa. Jego czoło się zmarszczyło, podczas gdy on zmusił swój mózg do myślenia. Nie pamiętał otwierania okna. Próbował poruszyć ręką, ale zauważył, że jest przez coś przytrzymywana. Jego nos zadrgał, prawie jak u lisa. W końcu zmusił oczy do otwarcia i prawie podskoczył i wrzasnął, kiedy prosto przed nim ujrzał twarz. Zamiast tego lekko zaskamlał. Zmusił siebie do relaksu, a jego mózg w końcu się uruchomił, przypominając sobie, że wiele dni temu on i Sasuke zgodzili się dzielić to samo łóżko. Jednak definitywnie nie oczekiwał takiego naruszenia przestrzeni osobistej. Na całe szczęście, mimo hałasu, jego towarzysz ani drgnął. Powoli próbował uwolnić swoją rękę. Bez sukcesu. Spróbował usiąść, ale ręka tylko mocniej go przyciągnęła. Świetnie… i co ja teraz zrobię?
Biorąc pod uwagę fakt, że ręka teme w tym momencie odmawiała kooperacji i Naruto uderzyła nuda, blondyn postanowił pomarnować trochę czasu przez przestudiowanie twarzy jego bladoskórego przyjaciela i spróbowanie odkrycia, co takiego widziały w nim wszystkie dziewczyny. Jego oczy powoli przeczesały twarz kruczowłosego, pochłaniając jej kształty. Skóra była oczywiście blada, prawie przejrzysta. Podczas snu wyglądał nieco anielsko – niemożliwe było niedostrzeżenie długich, ciemnych, lekko zakręconych rzęs. Rozwiane loki tego samego koloru idealnie komponowały się na jego twarzy. Jego cienkie usta były delikatnie zwrócone ku górze. Zadziwiająca była obecność małego, ozdabiającego jego twarz uśmiechu. W końcu było to całkowitym przeciwieństwem jego zwyczajnego obojętnego spojrzenia lub, co gorsza, grymasu. Uzumaki musiał i tak przyznać, że teme naprawdę był przystojny. Zazdrościł mu tego… dziewczyny wydawały się nigdy nie interesować takimi miłymi gośćmi jak on. I wszyscy sądzili, że był zbyt jasny, zbyt głośny, zbyt… yyy… wszystko. Przeważająca większość z jakiejś przyczyny leciała na wysokich, ciemnych i tajemniczych.
Naruto był tak zatopiony w myślach, że w żadnej chwili nie zauważył pary powoli otwierających się powiek… póki jego oczy nie napotkały czarnego spojrzenia. Przez chwilę żaden z nich nawet nie mrugnął. Po prostu gapili się na siebie nawzajem. Nikt, wydawało się, nie potrafił jako pierwszy odwrócić wzroku. Ich oddechy się wymieszały, głowy przybliżały, jakby przyciągała ich do siebie jakaś magnetyczna siła, aż do momentu, w którym ich nosy znalazły się o włos od dotknięcia…
I wtedy odezwał się zdrowy rozsądek.
- AAAAAAA… CO, DO DIABŁA?!
W tamtej chwili nikt nie był pewien, kto wypowiedział te słowa – może obydwaj – ale obydwoje wyskoczyli z łóżka tak, jakby znajdował się na nich jakiś wróg. Zmierzyli się wzrokiem z przeciwległych kątów pokoju, jakby zaistniała sytuacja była winą tego drugiego. Przez ich głowy gnała ta sama myśl: Czy ja go prawie pocałowałem? Naruto potrząsnął głową w próbie jej oczyszczenia, po czym chwycił ręcznik.
- Uch… prysznic… teraz – wydukał i zniknął w łazience.
Sasuke stał jak stał, gapiąc się na zamknięte drzwi.
Aya skubała kawałek chleba, podczas gdy patrzyła się to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Ktoś mógłby pomyśleć, że ostatnie, czego potrzebowała po nasyceniu się w swoim domu, to kolejna porcja jedzenia… a jednak siedziała i jadła drugie śniadanie z jej dwoma sensei.
Wracajmy do rzeczy. Obydwaj chłopcy byli cicho, co było bardzo niezwykłe. To znaczy nie dla Sasuke-sensei – on tak codziennie. Ale Ruka-sensei, który zawsze paplał o wszystkim i o niczym, by po prostu nie zapanowała cisza, zachowywał się nienormalnie. Jeszcze dziwniejsze było to, że żaden z nich nie spoglądał temu drugiemu w oczy. Dziewczyna zaczęła stukać palcami w stół, po to tylko, by narobić odrobinę hałasu. Rozejrzała się raz, drugi… Wtedy głośno westchnęła, sądząc, że zrozumieją. W końcu po kolejnych dziesięciu minutach absolutnej ciszy, bez żadnych widocznych znaków poprawy, młoda nastolatka nie mogła tego więcej znieść. Wstała i trzasnęła rękami w stół, w międzyczasie mierząc ich wzrokiem, z którego byłby dumny nawet Uchiha. Jej blond sensei podskoczył, a ciemnowłosy skupił na niej swój wzrok.
- Nie mogę tego dłużej znieść! Z czym macie problem?
Sasuke, będąc Uchihą, oczywiście, nie wyglądał na poruszonego i po prostu dalej bez słowa się na nią gapił. Naruto z drugiej strony został wytrącony ze swojego cichego zamroczenia.
- N-Nic. Zupełnie nic. Wow… spójrz na godzinę! Zgaduję, że lecimy do pracy, ech, Aya?
Wtedy wyskoczył z bananem na twarzy, nagle nadpobudliwy, po czym wyciągnął Ayę z siedzenia i popchnął przez tylne drzwi.
- Ruka-sensei… czekaj…
- No chodź Aya. Mamy ćwiczenia kontroli chakry do zrobienia! Nowe jutsu do opanowania!
Sasuke patrzył się na dwójkę, lekko się trzęsąc. W mgnieniu oka zaczął się wściekać. Właśnie ujrzał, jak na miejsce wskakuje maska dobe. Tak jakby założył ją w odwecie! Teraz, kiedy mógł dostrzec różnice, nienawidził fałszywego Naruto, którego ujrzał niczym na pokazie. Cholera, prędzej mu kaktus na ręce wyrośnie, niż pozwoli blondynowi na kontynuowanie tej fasady. Wstał z zaciśniętymi po bokach pięściami i obudzonym do życia Sharinganem. Była to jedyna droga, by poradzić sobie z napięciem między nimi. To była jedyna rzecz, która na nich działała. Wykradł się na zewnątrz i w mgnieniu oka skupił całą swoją uwagę na swojej zdobyczy.
- Dobe… - zawarczał.
Naruto i Aya obrócili się. Kiedy Naruto ujrzał wirujący Sharingan, lekko się uśmiechnął. Sasuke był wkurwiony. I dokładnie wiedział, czego Uchiha od niego chciał i z radością stał się do jego dyspozycji. Prawdę mówiąc aż go świerzbiło. Kiedy zaczął spacer w kierunku kruczowłosego, zaczął wykrzykiwać instrukcje do swojej uczennicy.
- Aya, pracuj nad tym, co ci pokazałem, póki tego nie opanujesz. Wtedy, jeżeli będziesz chciała, będziesz mogła popracować nad zwojem, który ci zostawiłem.
- W porządku.
Aya obserwowała, jak chłopaki truchtają do lasu, dopóki nie zniknęli jej z oczu. W końcu wzruszyła ramionami i wróciła do swojego zadania. Faceci są tacy dziwni…
Naruto podążył za Sasuke głęboko w las. Ominął ogromne drzewo po to tylko, aby jego twarz przeżyła spotkanie pierwszego stopnia z pięścią.
- AU! – Naruto chwycił swój nos, kiedy wypłynęła z niego krew. – Za co, u licha, to było teme?!
Sasuke dalej mierzył go wzrokiem z dziko wirującym Sharinganem. Jego dłonie w dalszym ciągu zaciśnięte były w pięści.
- Dobe, następnym razem, kiedy złapię cię na noszeniu tej cholernej maski, to SKOPIĘ CI TYŁEK!
Źrenice Naruto rozszerzyły się. Na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek, starł krew tyłem dłoni i ruszył na Sasuke.
- TEME!
Skierowany na twarz Uchihy cios nigdy nie trafił do celu. Sasuke złapał jego dłoń i rzucił Naruto na drugą stronę polany. Parsknął.
- Musisz zrobić coś więcej, niż to, dobe.
Naruto zawarczał i stworzył pięć klonów. Wszystkie, z różnych stron, od razu ruszyły na Sasuke.
Walka się zaczęła.
Wymieniali ciosy szaleńczym tempem. Wymierzane były uderzenia i kopniaki, za chwilę były blokowane, potem znów to samo, póki obydwoje od siebie nie odskoczyli po to tylko, aby zmienić taktykę. Jeden rzucał bronie, drugi ich unikał. Jeden znikał i pojawiał się za drugim po to tylko, aby ten drugi się wyratował. Naruto był w trakcie unikania fuuma shurikena, kiedy usłyszał:
- Katon: Goukakyuu no Jutsu!
Naruto próbował cokolwiek wymyślić. Jego głowa przechylała się to w jedną, to w drugą stronę. Eh… zero wody w okolicy do wodnego jutsu… wiatr tylko pogorszy sprawę… Płomienie znalazły się nad nim, zanim zdążył ułożyć plan. Kiedy był pochłaniany przez ogień, użył mocy Kyuubi'ego. Wyciekła z niego czerwona chakra, tworząc barierę pomiędzy jego skórą, a gorącymi płomieniami. Gnał przez nie, w międzyczasie tworząc Rasengana i chwilę później pojawił się na zewnątrz, celując nim w Sasuke. Uchiha ujrzał go w ostatniej sekundzie i zrobił unik. Okrągła kula chakry uderzyła w drzewo, przeszywając je na wylot.
- Co ty, u licha, próbujesz zrobić, teme?! Zniszczyć las? – Naruto wrzasnął wyjmując rękę z drzewa i obrócił się, by spojrzeć na otaczające ich drzewa. Większość roślin znajdujących się wokół polany zostało zwęglonych. W odpowiedzi na twarzy Sasuke pojawił się uśmieszek. Naruto zmierzył go wzrokiem i ponownie zaatakował. Sasuke nie poruszył się, dopóki dłoń blondyna nie znalazła się o cal od uderzenia. Wtedy wygiął się plecami do ziemi, by go uniknąć i wylądował na rękach, wymierzając kopniaka w twarz Uzumaki'ego.
To zaczęło szybki i wściekły taniec taijutsu.
Walka trwała tak długo, że Aya zdołała opanować wszystkie powierzone jej zadania i zdecydowała odnaleźć ich i poobserwować. Kopniaki i uderzenia wymierzane były z niewyobrażalną szybkością dla jej trzynastoletniego umysłu. Jutsu były wymieniane, jedno po drugim, póki obydwaj mężczyźni się nie wywrócili, krwawiąc z różnorodnych miejsc. Naruto skierował swoją głowę na Sasuke. Sasuke popatrzył na Naruto. Obydwoje łaknęli powietrza. Obydwie twarze zdobił ogromny uśmiech. Na absurdalność tej sytuacji Aya tylko pokręciła głową.
A teraz, kiedy minął moment ekscytacji, zeskoczyła ze swojego punktu obserwacyjnego i stanęła nad dwoma wykończonymi ninja z rękami na biodrach.
- Obaj jesteście nienormalni.
Godzinę później znaleźli się z powrotem przed domem z wrzeszczącą na nich Ayą na temat ich głupich męskich sposobów na radzenie sobie z takimi sytuacjami i używania przemocy zamiast rozmowy ze sobą, jak czynią to normalni ludzie. Podczas gdy ona im wymyślała, dwójka zajmowała się swoimi ranami i dyskutowała o odbytym sparingu.
- Jezu teme, próbowałeś zniszczyć cały las tym twoim ognistym jutsu, co nie?
- Dobe, wyolbrzymiasz. To nie było aż takie złe. Poza tym mówisz tak, jak gdybyś nie był w stanie sobie z tym poradzić.
- Taa, ale dalej…
- Hn – Sasuke lekko zmienił pozycję, by Naruto mógł swobodnie go zabandażować. – Poprawiłeś się, dobe – Naruto parsknął.
- Zachowujesz się tak, jakby był to szok czy coś w tym stylu – Sasuke przechylił głowę, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
- Bo tak jest, ostatni z ostatnich.
- Zamknij się, teme.
- Zmuś mnie, usuratonkachi.
- Drań.
- Idiota.
- Dupek.
- Chuj.
- …
- I znowu wygrałem – Sasuke uśmiechnął się i wszedł do środka.
- TEME! – zawarczał Naruto, po czym za nim podążył.
A Aya stała na zewnątrz, kompletnie zapomniana. Potrząsnęła głową i westchnęła.
- Więc to tak wygląda uczucie bycia zignorowanym.
*Tydzień później…*
- Hej dobe, masz jakiś dodatkowy plecak, który mógłbym pożyczyć?
- Taa. Poczekaj, przyniosę ci.
Sasuke przebywał tutaj przez ponad dwa i pół miesiąca. Ale… teraz odchodził.
- Masz teme – Naruto rzucił mu przedmiot. – Och, mam coś jeszcze – Naruto wręczył mu kilka zwojów. – Umieść w nich jedzenie i ubrania, dodaj swojej krwi do małej pieczęci na przodzie i to wszystko.
Sasuke skinął głową.
- Hn… dziękuję.
- Więc, jak długo cię nie będzie? – Sasuke ogłosił kilka dni temu, że potrzebował odejść i sprawdzić kilka rzeczy.
- Może kilka tygodni. Nie sądzę, że zajmie mi to dłużej.
Sasuke skończył w końcu pakować ostatnie rzeczy do zwojów, po czym umieścił je na sobie w różnych miejscach i zamknął plecak. Podniósł głowę i zauważył, że jego przyjaciel dziwnie wygląda.
- Co jest nie tak?
Naruto spojrzał gdzieś obok.
- Nic takiego.
Sasuke mógł stwierdzić, że jego przyjaciel był zmartwiony, ale wiedział, że mu tego nie okaże.
- Dobe – Naruto zmierzył go wzrokiem.
Sasuke uśmiechnął się.
- I o to chodzi – potargał spiczaste blond włosy, po czym minimalnie szarpnął kilka kosmyków.
- Au, uważaj na włosy, teme!
Lekko się zaśmiał, po czym zrobił coś kompletnie przypadkowego i spontanicznego (jak na niego). Pociągnął blondyna w swoje ręce, by go szybko do siebie przytulić. Wtedy go odepchnął, odwrócił się, otworzył drzwi i wyszedł bez spoglądania w tył. Naruto podążył za nim aż za próg i stanął na ganku. Nerwowo skubał zębami usta, gdy obserwował, jak teme odchodzi. W końcu, zanim kruczowłosy znalazł się zbyt daleko, by go usłyszeć, wrzasnął:
- LEPIEJ WRÓĆ. JEŻELI TEGO NIE ZROBISZ, PONOWNIE CIĘ ZNAJDĘ! I NASTĘPNYM RAZEM NIE BĘDĘ TAKI MIĘKKI. SŁYSZYSZ MNIE, TEME?!
Sasuke, mimo tak dużej odległości od domu, usłyszał wrzeszczącego blondyna. Na chwilę go zmroziło, po czym się uśmiechnął. Podniósł dłoń, po czym pomachał w sposób, z którego był dobrze znany i kontynuował marsz.
Znajdujący się na ganku Naruto dostrzegł gest i lekko uśmiechnął się z ulgą. Obserwował maszerującego Uchihę, dopóki nie zniknął mu z oczu. W końcu westchnął i wszedł do domu, który nagle wydał mu się goły i pusty bez jego przyjaciela.
Od autorki/tłumaczki: Następny rozdział = aktualizacja, co słychać w Konosze!
Od tłumaczki: Jak się podobało? Liczę na to, co zwykle! :)
Katon: Goukakyuu no Jutsu - Element Ognia: Wielka Kula Ognia
