Rozdział 09 – Najtrudniejszy pierwszy raz
Jego jedyną spójną myślą było: Moja.
Hermionie nic nie
przychodziło na myśl.
Usta złączone delikatnie, łagodnie,
potem miażdżąco, wymagająco. Palce we włosach, przyciągające.
Gorący oddech. Dłonie wypalające niewidzialne piętna,
naznaczające, parzące, ogień palący jak kwas. Szaleństwo.
Wściekłość. Złość. Wszystko przechodzące w głębokie,
wszechogarniające zanurzenie się w wodach tysięcy cichych,
szemrzących, cienistych fal…
- Powietrza… - sapnęła
Hermiona. Z wygiętą w łuk szyją opierała głowę na jego
ramieniu, jej ramiona unosiły się i opadały, każdy oddech był
małym cudem. – Muszę oddychać.
- Tak, Hermiono, oddychaj,
nie przestawaj. – Jego głos, cichy i głęboki, zabrzmiał w jej
uchu, gdy zanurzał twarz w jej włosach.
Zacisnęła dłoń na
jego kołnierzyku, jakby był ostatnią rzeczą łączącą ją z
rozsądkiem. Jego dłonie delikatne wokół jej ramion,
przyciskające, silne ramiona, otaczające, żądające, a ona –
on, znikający w ciemnej, gorącej nocy jej ust na jego szyi. Jego
głowa odchyliła się w zaproszeniu. Jej usta: błogosławieństwo,
pytanie, odpowiedź, przebaczenie, szaleństwo, cud i podziw.
-
Oddychaj, Hermiono, oddychaj – jego oddech rwał się; jej
delikatne usta ocierały się lekko, pieszcząc jego szyję; jej
twarz tuż przy jego uchu.
Jego ręce. Chwycił jej włosy, wsparł głowę, palcami pieścił długi kosmyk aż do końca. Silne ramię dookoła jej talii, dłoń przyciśnięta, zaspokojona , na jej biodrze.
Oddechy. Cisza.
A potem cicho:
-
Severusie?
Jednak iskierka w absolutnej czerni jego oczu.
-
Tak?
Wciąż bawił się jej włosami.
- Dlaczego?
Z
gardła wyrwał mu się niski dźwięk.
- Czy kiedykolwiek
skończyły ci się pytania?
- Jak dotąd nie.
- Nie miałem
wyboru.
Jej oczy promieniały.
- Zawsze jest wybór.
Delikatnie pocałował jej skroń przez włosy.
- Dokonałem
swojego.
- Hmmm… dobrze.
Bardzo delikatne uniesienie brwi,
spojrzenie skierowane w bok. Wciąż leniwie owijał lok dookoła
palca.
- Dobrze?
Przesunęła dłonią wzdłuż guzików.
Tak delikatne.
- Bardzo – powiedziała zdecydowanie.
-
Rzeczywiście. – Jego usta zadrżały.
Przez dłuższą chwilę
siedzieli w ciszy. Wreszcie wyprostowała się, ciągnąc za włosy.
Wyplątała włosy z jego dłoni i przesunęła palcami po skroni
mężczyzny, dotykając kącika oka. Zbyt wiele widział.
Zamknął oczy, oddychając głęboko, gdy jej włosy wsuwały
się z jego palców.
- Wracamy do pracy?
- Tak. –
Zagryzła usta.
Obserwował spod oka, jak wstawała, wiązała
włosy w zwyczajny kok i wracała do stołu. Ze wszystkich mistrzów,
którym służył, włączając w to siebie, Hermiona mogła
okazać się najbardziej bezlitosnym.
Po chwili również
podszedł do stołu.
Dłuższą chwilę zajęło jej ułożenie
notatek.
- Mogę mówić otwarcie?
- Oczywiście.
Wystarczająco panuję nad sobą by docenić delikatność i…
naglenie sytuacji.
Uśmiechnęła się sceptycznie, jednak nie
mogła powstrzymać się od spojrzenia na zegarek.
- Widzę, że
rozumiesz.
Hermiona zarumieniła się gwałtownie.
-
Zachwycające… - sarknął. – A teraz. Jeśli byłabyś tak
uprzejma i podsumowała nasze… kłopotliwe położenie.
- Drań
– wymruczała.
- Numerologia, panno Granger.
- Jak pan
sobie życzy, profesorze – odparła. – Rozszyfrowaliśmy pierwsze
dwa podobieństwa – pierwszym powiązaniem jest horkruks będący
dziennikiem Voldemorta z okresu dzieciństwa. Wspólny punkt to
bezsilność. Wymagał dwóch istnień: Jęczącej Marty i –
choć nie do końca – Ginny, obie w wieku dziecięcym. Drugim
podobieństwem było przyjęcie przez ciebie Mrocznego Znaku z
powodu… – Nie spojrzała na niego. – Cóż, z kilku
powodów, wszystkie powiązane z ojcostwem i mocą. Śmierci
zaangażowane w stworzenie i zniszczenie horkruksa, będącego
pierścieniem, to przodkowie Voldemorta i – oczywiście –
Dumbledore.
Przerwała.
Nie zawahaj się, Hermiono. Nie
teraz.
Wzięła głęboki oddech.
- Dobrze. Przechodźmy
dalej. Trzeci horkruks – medalion – powiązany jest z twoją
Przysięgą, złożoną Lily – lub stworzonym przez ciebie
wewnętrznym przymusem. Etap życia reprezentowany przez
macierzyństwo i jego aspekt – nie jestem jeszcze pewna – muszę
nad tym popracować; coś zostało wniesione z wewnętrznym przymusem
wchodzącym w ten sposób w skład Przysięgi… - Zanotowała
coś. – Zakładając, że będzie się trzymało wzorów –
odważne założenie – powiedziała nagle, oczy jej się
rozszerzyły. Przełożyła pergaminy, jakby się obawiała, że
duża, dymiąca dziura, która pojawiła się na jednym z nich,
podpali i zniszczy jej dłonie.
Zorientował się, dlaczego to
zrobiła – taktyka opóźniająca. Wyciągnięte wnioski
były idealne i wie o tym.
Nie znajdując żadnych błędów
w swoim rozumowaniu, Hermiona mówiła dalej, jakby recytowała.
- Zakładając, że szczeliny w twojej duszy naśladują wzór
stwarzania horkruksów, możemy wykorzystać wspomnienia tego,
co je spowodowało, by zrozumieć horkruksy Voldemorta. Jeśli tak…
- wzięła głęboki oddech, jednak jej głos nie pozostał spokojny
– może zrozumiemy jak je zniszczyć i którzy z członków
Zakonu będą musieli… - Nie była w stanie dokończyć. Życie jej
przyjaciół zależało od atramentu w jej piórze.
-
Czyje życia będą musiały zostać poświęcone, by
usatysfakcjonować Zabezpieczenia Horkruksów, i w jakiej
kolejności.
Jej pióro pozostawało nad pergaminem, lecz
się nie poruszało.
- Pierwszy raz jest najtrudniejszy,
Hermiono.
- Zawsze robię, co w mojej mocy, Severusie.- Jednak
zwątpienie w jej głosie nie mogło pozostać niezauważone.
-
Tym razem jest inaczej, wiem o tym.
- Severusie… co będzie,
jeśli zawiodę? Co, jeśli mi się uda? Ja… - Nie mogła dalej
mówić, zadławiła się. – Tak czy inaczej, moi przyjaciele
umrą.
- Ale niekoniecznie na próżno, Hermiono. Nie na
próżno. To twój wybór, twój dar. –
Kolejne słowa wypowiedział delikatnie. – Nie możesz ich ocalić,
Hermiono, ale możesz nadać ich śmierci znaczenie.
Potrząsnęła
głową, jej oczy rozszerzały się w panice.
- Chyba nie jestem
w stanie tego zrobić… Ten rodzaj odwagi zawsze okazywał Harry. I
Dumbledore. – Spojrzała na niego. – I ty.
- Możesz zmienić
znaczenie ich śmierci. Tylko ty jesteś w stanie im to ofiarować.
Obserwowałem jak twój umysł pracuje, jak dojrzewa, odkąd
miałaś jedenaście lat. Widziałem, jak spełnia pokładane w nim
nadzieje i żąda jeszcze większych wyzwań. Jesteś jedyną osobą,
która ma umysł wystarczająco żywy, szybki i subtelny, by
wykonać to zadanie. Jest on naszą największą bronią, Hermiono –
bronią sprawiedliwości i miłosierdzia. Możesz tego dokonać.
Byłaś przygotowywana do tego od dnia narodzin.
Zamknęła oczy
i raz szybko skinęła głową.
Stając za nią i kładąc dłonie
na jej ramionach wyszeptał:
- Będzie bolało, Hermiono. Tak jak
nic nigdy dotąd. Możesz to zrobić. Jestem przy tobie.
Skłoniła
głowę. Jej twarz wyglądała, jakby była wykuta z marmuru. Uniosła
pióro nad pergamin i zaczęła pracę. Severus stanowił mur
siły za jej plecami.
- Severusie – mruknęła po ustaleniu
równania wyjściowego.
- Symbole?
- Już czas.
Potrzebuję ich. Wymień je. Muszę je wpasować do równania.
- Izyda – matka… – rozpoczął.
- Lily. – Zaczęła
pracować nad zapisem.
- … ukrywając swego syna, Horusa,
chroniąc go, aż osiągnął wiek odpowiedni by… - Severus mówił
bez przerwy.
- Harry, magia krwi, dziedzictwo ochrony, która
działała aż do wczorajszego wieczora. – Sięgnęła po
wcześniejsze zapiski i wprowadziła symbol składający się z ciała
lwa i głowy sokoła. Horus, z tym że jej znak miał głowę orła –
ze względu na Gryffindora.
- … stoczyć walkę z Setem, wężem,
uzurpatorem…
- Wiemy kim on jest – wymruczała,
rysując znaki, które zwijały się i skręcały nawet podczas
powstawania.
- … który rozczłonkował ciało Ozyrysa na
siedem elementów i ich odwrotności, razem czternaście, i
ukrył je wzdłuż brzegów Nilu, deprawując, zmieniając
płodność w...
- Nieśmiertelność. – Zatrzymała się. –
Zatem Ozyrysem jest James? – Potrząsnęła głową. – To nie ma
sensu.
- Hermiono, to magia, a nie matematyka. Myśl.
Odwzorowanie nie jest dosłowne – nie jeden za jeden. Ozyrys to
metafora ojcostwa, Słońca, ognia, który daje życie. Lub
jeśli wolisz, życia samego w sobie.
- Co za dyskryminacja –
wymruczała, myśląc jednocześnie: Wciąż nie powie „James
Potter". Nie było potrzeby drążyć głębiej, mogła
pracować z tym, co już miała. Pochyliła się nad pergaminem.
-
I Anubis. Czarny szakal – jego głos zadrżał – wierny towarzysz
Izydy. Pierwszy Mistrz Eliksirów. Powiązany ze śmiercią,
zastojem, owijaniem dusz zmarłych. Związany z podziemnym światem,
którego bram strzeże, opiekun zagubionych dusz, a przez to
obrońca sierot. Albo, jeśli wolisz – kontynuował – oślizgły
dupek z lochów.
- Nie, dziękuję. Przynajmniej za
etykietkę. Dupek sam w sobie jest… interesujący – powiedziała
dziwnie dalekim tonem, wciąż skupiona na równaniu.
Wprowadziła Anubisa – strażnika. Obserwowali, jak formuła
zmienia się, gorąca, zimna, płynna, jej intensywność zaczynała
swoją przemianę z ultrafioletu do podczerwieni. Zmiany były
powolne, subtelne i nieuniknione.
Hermiona odetchnęła.
- To
wszystko, co równanie zaakceptuje w tym momencie. Wciąż tam
czegoś brakuje, jednak najpierw musi zostać rozwiązana obecna
postać. – Zmieniając swoją pozycje, skomentowała. – Zawsze
byłam zdania, że Anubis został przedstawiony niesprawiedliwie w
większości współczesnych wersji. W końcu pomógł
Izydzie znaleźć i poskładać części… Och, czekaj. Izyda… to
Lily. Ale… - Podobieństwo było zbyt uderzające.
- Wypełniłem
już część mojego zadania dotyczącego horkruksów. Wiem
czym i gdzie są, Hermiono.
Obróciła się na krześle i
zapatrzyła na niego.
- Wszystkie?!
- Wszystkie. Nie
tylko Potter znał szczegóły pracy Dumbledore'a, a miałem,
od tamtego zdarzenia, czas na rozmyślanie. Jednak najpierw dokończ
to.
- Ale…
- Po jednym na raz, Hermiono – upomniał ją z
melancholią. Mały trójkąt jego białego koszuli wyglądał
surowo na tle nieprzeniknionej czerni jego postaci. – Po jednym na
raz.
Westchnęła. Nie chciała obserwować atramentu wijącego
się po pergaminie.
- Jest symbol, który muszę jeszcze
dodać.
- Już nie długo. Jesteś gotowa, Hermiono?
Z
determinacją kiwnęła głową. Jednak jej twarz pozbawiona była
tego blasku, który zazwyczaj towarzyszył jej pracy
intelektualnej.
Severus odwrócił głowę, chowając
twarz za zasłoną włosów, tak by nie dostrzegła, jak krzywi
się z bólu.
Doprowadził ją brutalnie do tego punktu.
Mimo to wywołanie cienia na zazwyczaj promiennej twarzy Hermiony nie
było nawet bliskie najgorszej zbrodni, jaką kiedykolwiek popełnił.
Właściwie nie powinno to być nawet zauważalne. Jednak…
Zakuło
go w lewym przedramieniu – wczesne ostrzeżenie, jakby był w
łaskach. Godzina, najprawdopodobniej. Może trochę więcej.
Jej
głos wyrwał go z zamyślenia.
- Wiesz, jaki to symbol, prawda,
Severusie?
- Tak – odpowiedział, powstrzymując bezradny
śmiech. – Miałem ci powiedzieć, byś to sprawdziła. Późniejsza
postać Anubisa, ta z okresu greckiego.
- Kiedy jego umiejętności
– cóż – związane zostały z umiejętnościami Hermesa,
pierwszego alchemika, nadano mu nowe imię, Hermanubis. Doszłam do
tego, gdy demolowałeś kuchnię.
- Zaczynasz więc pojmować.
Dlaczego ja… - nie mógł dokończyć zdania na głos, jednak
jego umysł nie ustawał. – Dlaczego odebrałem ci niewinność…
wykorzystałem cię… wypróbowałem… popchnąłem, by
sprawdzić, czy się załamiesz. Musiałem to zrobić, by go chronić.
By ich chronić. Przełknął ciężko. By chronić ciebie.
Musiałem cię poświęcić by cię ochronić.
Cisza zaległa
między nimi. Jej oczy pociemniały ze świadomości do odcienia
zbliżonego do jego oczu.
- Grasz w niebezpieczną grę,
Severusie.
- W wiele. – Wpatrywał się w jej oczy z
intensywnością prawie tak głęboką, jak ta poruszająca się na
pergaminie za jej plecami. – Jesteś w stanie teraz dokończyć? –
To było wyzywanie.
Oddała mu spojrzenie z zimną krwią.
-
Tę część – tak.
Skrupulatnie dodała alchemiczny symbole
reprezentujący Hermanubisa, trzymającego jednak kaduceusz, atrybut
Hermesa, jako uzdrowiciela.
Formuła zwinęła się w ciasne,
wydajne spirale; z mniejszą energią, wykorzystaną do większych
celów, wydzielone obszary zaczęły się stabilizować.
Z
poczuciem ostateczności odłożyła pióro.
Jej oczy
rozszerzyły się, gdy dotarło do niej znaczenie rozwiązania.
Hermes. Nigdy wcześniej nie próbowała narzucić
wydarzeniom swojej woli. Jednym Numerologicznym gestem pokazała, że
nie tylko akceptuje wszystko, co na niej wymusił w ciągu ostatnich
godzin, ale przyznała, że widzi to – wszystko – aż do samego
końca. Nie tylko jako członek Zakonu Feniksa – wszyscy zostali
zaprzysiężeni do stania przy Harrym Potterze przeciw Voldemortowi.
To powinno było wystarczyć – to więcej niż powinno się wymagać
od tej szczupłej postaci przed nim, bez względu na to, jak
zadziwiający byłby jej umysł.
Jednak Hermiona, z dodaniem
ostatniego symbolu, reprezentującego ich połączone wysiłki,
dobrowolnie powierzyła siebie dodatkowemu celowi: jego uwolnieniu.
- Twój ruch, Severusie – powiedziała cicho.
Severus
nie mógł oderwać wzroku od pergaminu. Coś ty uczyniła,
Hermiono?
- Przypomniałam ci kogoś, w tej właśnie chwili?
– Uśmiechnęła się bezradnie. – Ta formuła zadziała.
- Dodatkowy czas. – Jego oczy wyglądały jak nawiedzone.
Oczekiwał śmierci. Spodziewał się zobaczyć swoje imię na liście, kiedy już skończę. Możliwe, że jako ostatnie, ale i tak rezultat byłby ten sam.
Obserwowali, jak atrament wiruje. Jego ruchy były hipnotyzujące. I nieuchronne.
A/N: Źródła: Wszystkie nawiązania do egipskiej mitologii i jej późniejszego, greckiego rozwoju, włączając w to Anubisa, jako obrońcę sierot i połączenie Anubisa z Hermesem, są prawidłowe i zaczerpnięte z wielu wspaniałych stron internetowych. Jedynym moim dodatkiem jest uczynienie Anubisa Mistrzem Eliksirów – lecz on właściwie wynalazł płyn balsamujący i inne maści pogrzebowe.
