Rozdział 11
STYCZEŃ
Sue zapisała mnie na lekcje rodzenia, po tym jak wyszła Nonna, obiecała, że pójdzie razem ze mną. Zazwyczaj to ojciec dziecko w to się angażuje, ale tym razem nie było o tym mowy, by Edward mógł to zrobić. Było by to kureswko popieprzone.
Instruktorka była całkowicie zwariowane. Chodziło tylko o oddychanie, uczycie i przenie. Pod koniec byłam tak wkurzona, że mogłabym uderzyć tą sukę. Dzięki Bogu, Sue zabrała mnie od razu do domu, bo inaczej dawno bym rzuciła się na nią.
Edward i ja dużo razem wychodziliśmy, co było naprawdę fajne. Rose była teraz z Emmetem, nareszcie znalazła sobie kogoś takiego jak Alice, które robiły wszystko, bym się zrelaksowała. Czułam się jak wystraszone pisklę. To oznacza po prostu, że wariuję podczas ciąży. Jak mam być spokojna, jak znalazłam się w elicie?
Reszta ludzi postąpiła tak jak myślałam. Szepty za plecami ciągle się nasilały. Zamiast iść normalnie po korytarzu, ukrywałam się i unikałam. Mój brzuch urósł już do pokaźnych rozmiarów. Wyglądało to teraz tak, jakbym po bluzkę włożyła mała poduszkę. Moje dżinsy stały się trochę większe w tali, dzięki pomocy Sue. Starałąm się przekonać Charliego, by pozwolił działać mi Samek, ale Sue powiedziała, że muszę to powoli rozegrać.
– I bierz te cholerne witaminy – dokończyła, zachowując się jak małe dziecko.
Edward musiał opiekować się swoją młodszą siostrą Katie w jeden sobotni wieczór, więc postanowiłam mu pomóc. Jego rodzice byli na jakieś kolacji biznesowej w Seatlle czy innym jakimś badziewiu.
Byłąm trochę za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie, ponieważ zdążyłam spotkać się z rodzicami Edwarda przy drzwiach. Pani Masen akurat zakładała kolczyki, kiedy podeszła do drzwi, by mi je otworzyć jak zapukałam.
– O, cześć Bello – powiedziała z uśmiechem. – Powiem Edwardowi, że tutaj jesteś.
– Dziękuję, pani Masem – odpowiedziałam, wkładając ręce do kieszeni. – Wygląda pani gorąco.
– Um, dziękuję – wyszeptała, uśmiechając się. – Poczekasz tutaj.
– Oczywiście – kołysałam się na boki, zmieniając ciężar z nogi na nogę, kiedy poszła po Edwarda. W międzyczasie, Edward Senior pojawił się dosłownie znikąd i przestraszył mnie na śmierć. Położyłam rękę na sercu i przełknęłam ślinę.
– Witaj, panie Masen.
– Panno Swan – przywitał się, sikając głową. – Jak się miewasz? – wzruszyłam ramionami.
– Nieźle, a jak pan?
– Chyba, dobrze.
– Słyszałam, że kandyduje pan ponownie na burmistrza. Jak idzie pańska kampania?
– No cóż, było lepiej. Byłem uważany za porządnego, religijnego obywatela, a teraz mój syn zapłodnił córę szeryfa, trochę w tym hipokryzji, co nie?
– Tato! – przerwał mu Edward, gdy wszedł do pokoju. – Co to do cholery było? – uśmiechnął się delikatnie do syna.
– Nic, Edwardzie – zapiał do końca swoje spinki do koszuli. – Idziesz, Elizabeth?
– Tak, jestem tutaj – westchnęła. – Idźmy już, zanim powiedz za wiele.
Wyszli z domu, cicho się kłócąc. Nagle poczułam parę ramion owijających się wokół mojego pasa, przyciągającą mnie do siebie. Jego wargi złożyły pocałunek na mojej szyi. Westchnęłam, zamykając oczy i próbując się zrelaksować.
– Bardzo mi przykro, z tego co się stało – przeprosił cicho Edward.
– Miał rację – odpowiedziałam, próbując zasłonić swój brzuch. – Zrobiłam mu kurwa najgorszą rzecz, teraz.
– Nie mów tak – stwierdził Edward. – Nic, kurwa mu nie zrobiłaś, po prostu wszystko zmieniłaś. Niektóre rzeczy, były aż tak idealne, że teraz jest o wiele lepiej.
– Chyba – uśmiechnąłem się. Edward obrócił się, pocałował mnie w usta i złapał mnie za rękę.
– Chodź – tchnął, ciągnąc mnie do salonu. – Pooglądajmy filmy z Katie.
Film „Piękna i Bestia" był już w prawie w połowie, a zresztą Katie ledwo zauważyła, że weszliśmy do pokoju.
– Przyprowadziłeś kogoś, żeby z nami pooglądał filmy, Katie – powiedział jej Edward.
– Yeah, Bella, hej – przywitała się, jednak nie odwróciła głowy od telewizora.
– Cześć Katie.
– Dziecko, jeszcze się nie rusza?
– Nie jeszcze nie.
– Okej.
Katie miała obsesję na punkcie dotykania mojego brzucha. Chciała poczuć jak kopie dziecko. Nigdy nie widziała wcześniej kobiety w ciąży, więc to wszystko było dla niej nowe. Oglądaliśmy wspólnie „Piękną i Bestię", po czym „Księżniczkę i żabę", który był moim nowym ulubionym filmem. Cholera, ten książę był naprawdę przystojny.
– Okej, Katie – ogłosił Edward, uderzając w swoje uda i wstając. – Czas iść do łóżka.
– Dopiero dziesiąta! – zawołała.
– I tak już jest godzina później niż zawsze kładziesz się spać – odpowiedział. – Wstawaj, śmierdziuchu.
– Dobrze – westchnęła z grymasem na twarzy. – Do zobaczenia Belllo.
– Dobranoc, Katie.
Edward pochylił się, Katie mogła mu teraz wskoczyć na plecy. Zaczęłam sprzątać, kiedy poszli razem do jej pokoju. Zaczęłam nawet zmywać, miskę popcornu, kiedy ponownie Edward owinął ponownie swoje ramiona wokół mnie, a jego ręce spoczywały na moim brzuchu.
– Nie musiałaś tego robić – szepnął.
– Ale chciałam – mruknęłam, kiedy poczułam jego wargi na mojej skórze. – Ty wycierasz – jęknął figlarnie, uśmiechnęłam się do niego, podając mi ręcznik.
– Ale możemy się obściskiwać? – zapytał.
– Chyba tak – odpowiedziałam z westchnieniem.
– Pragniesz mnie – powiedział uśmiechając się do mnie prowokująco.
– Taki pewny siebie – zbeształam go. – Wiesz, a już myślałam, że znowu stanę się dziewicą. Pozostanę czysta, dopóki nie wyjdę za mąż, wtedy stanę się nowonarodzoną dziewicą, czy coś takiego.
Edward jedynie przewrócił oczami, uśmiechając się nadal.
– Kochanie, jesteś w ciąży. To już dawno za tobą.
– Cóż, jak ktoś by mnie nie uwiódł podczas Homecoming'u….
– Jeżeli byś nie miała na sobie tej sukienki…. – odpowiedział, wyciągnęłam zatyczkę ze zlewu, śmiejąc się.
– Przypomnijmy więc to Rose.
– Nigdy – wymamrotał Edward, odłożył ręcznik, naparł swoimi ustami na moje, a ja splątałam swoje palce w jego włosach. Oparłam się o blat ściągając koszulę Edwarda, przyciągając go do siebie coraz bliżej.
Skończyliśmy na kanapie uprawiając sex, po czym Edward zawsze po swoim orgazmie dodawał „Kocham Cię". Oczywiście, nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy. Te dwa słowa miały bardzo duże znaczenie i mogłam trochę się ich bać.
Pan i pani Masen spędzali noc w Seatlle, więc zostałam na noc u Edwarda. Kazał mi założyć na siebie jedną z jego koszulek, które tak naprawdę ledwo, co pasowały.
– Moje ubrania wyglądają na tobie lepiej – wyjaśnił, kiedy kładliśmy się do łóżka. – A jeżeli ktoś wejdzie jutro rano do mojego pokoju bez pukania, chcę by wiedzieli do kogo teraz należysz – przekręciłam oczami, uśmiechając się.
– Jesteś nadopiekuńczym idiotą.
– Twoim nadopiekuńczym idiotą – sprostował Edward, przyciągając mnie do siebie.
Wsunęłam swoje zimne palce u nóg miedzy jego i zamknęłam oczy.
– Bella?
– Hmmm?
– Jest coś co chciałbym ci powiedzieć.
– No strzelaj, kowboju.
– Kocham Cię.
Zamarłam. W końcu dotarliśmy do tej całej... sytuacji.
– Słyszałam – szepnęłam.
– Wiem, że powinienem ci to powiedzieć, kiedy no nie robimy tego.. co teraz, ale byłem trochę zdenerwowany – zaśmiał się trochę. – Nadal jestem.
– Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent też cie kocham – odpowiedziałam. Więc, nie martw się.
– Tylko na dziewięćdziesiąt dziewięć procent?
– Zobaczymy, co będzie, jak wydostanie się dzieciak na świat – ziewnęłam. – Teraz się zamknij.
– Dobranoc, Bella.
