ROZDZIAŁ 11
Zaborczy tata
Severus
– Co cię boli, najdroższa. – Ukucnąłem przed nią i mocno chwyciłem za dłonie. – Zostań tu – nakazałem. – Wezwę mamę. – Chciałem ruszyć do salonu, do kominka, ale zatrzymała mnie.
– Lepiej wezwij też transport medyczny. Nie dam chyba rady udać się tam świsto … auaaaa … klikiem – wykrzyczała jednym tchem, zginając się w pół. – Oddychać, spokojnie oddychać – powtarzała sobie na głos. Spojrzałem na nią z czułością i po chwili zbiegałem na dół.
Mama zjawiła się niemal natychmiast, ale gdy zobaczyła Solem nakazała wstrzymać chwilowo służby odpowiadające za transport do szpitala.
– Pomóż jej dostać się do sypialni i połóż ją na łóżku. – Bez zastanowienia chwyciłem ją na ręce i zaniosłem do naszego pokoju. Matka zaśmiała się na ten widok. – Myślę, że bez trudu doszłaby tam o własnych siłach. – Eileen usiadła obok niej i z czułością chwyciła dłoń. – Skarbańku, rodzisz – zakomunikowała, czym wywołała przerażenie na twarzach nas obydwojga. Nie to, że się tego nie spodziewałem, ale już? Dziś? Przecież to dopiero dziewiąty miesiąc. Jak to możliwe, że moje dziecko za chwilę przyjdzie na świat i jak u licha ono na ten świat przyjdzie. Dziesiątki panicznych myśli zalewało mój umysł. Pamiętałem dokładnie noc, kiedy robiliśmy to maleństwo, ale wówczas to naprawdę było maleństwo i dostało się do jej brzucha bez większego trudu. Teraz wyglądało na dużo większe i jak niby miało opuścić jej łono, nie miałem najmniejszego pojęcia. Ból i przerażenie na twarzy mojej żony podpowiadały, że i ona nie miała najmniejszego pojęcia, jak to niby się stanie.
– Wszystko wygląda dobrze, skarbeńku. – Z zamyślenia wyrwał mnie głos matki, która skończyła właśnie badanie. – Szacuję, że to potrwa jeszcze kilka godzin, sześć, może siedem. Nie widzę przeciwwskazań, żebyś urodziła w domu, ale jeśli oczywiście chcesz, możemy wezwać transport teraz albo za jakiś czas i zabrać cię do szpitala.
– W domu? – spytała zaskoczona. – Mogłabym? – Matka przytaknęła, a Solem spojrzała na mnie. Dopiero teraz się zorientowałem, że przez cały ten czas stałem w progu pokoju i wciąż trochę obawiałem się wejść dalej. Niepewnie, ale zbliżyłem się do łóżka i zachęcony przez żonę usiadłem obok.
– Jak chcesz, kochanie – odparłem na niezadane pytanie.
– A mama będzie tutaj? – spytała, patrząc z nadzieją na Eileen.
– Oczywiście, dziecko. Dopóki nie urodzisz, nigdzie się stąd nie ruszę, obiecuję. – Matka uśmiechnęła się z czułością.
– A ty? – zwróciła się do mnie. – Zostaniesz przy mnie?
– Nie ruszę się stąd nawet, jak urodzisz – odparłem, starając się zachować spokój. Bardzo chciałem być teraz daleko stąd, ale nie mogłem jej opuścić. Potrzebowała mojego wsparcia i sam nie byłem pewien, czy zaznałbym spokoju w jakimś innym miejscu. Jednak na myśl, że za chwilę coś małego i zakrwawionego będzie przeciskać się przez jej szparkę, robiło mi się słabo. Z niepokojem spojrzałem na jej duży brzuch i głośno przełknąłem. Chyba za głośno.
– Nie martw się, syneczku, to nie jest mój pierwszy poród – uspokajała matka. – Wiem, jak zminimalizować ból i przyspieszyć poród. To nie potrwa dłużej, niż konieczne. Jednak rozwarcie jest jeszcze minimalne i musimy troszkę poczekać.
Nie miałem pojęcia o jakie rozwarcie chodziło, bo to co mignęło mi przed oczami, podczas gdy mama badała moją żonę wyglądało na całkiem sporych rozmiarów dziurę.
– Średnica otworu szyjki macicy musi mieć przynajmniej dziesięć centymetrów – tłumaczyła, widząc mój wyraz twarzy, który chyba błędnie odczytała jako pytający. Wcale nie chciałem wiedzieć nic więcej, ale matka najwyraźniej uznała, że powinienem. – Teraz są ledwie cztery. Jak już osiągnie odpowiednie rozwarcie, wtedy zaczniemy przeć i to już nie potrwa długo – opowiadała z uśmiechem.
Solem spojrzała na mnie z troską i pogładziła lekko po policzku.
– Idź na dół, kochanie – szepnęła. – Zawiadom moich rodziców i wyślij Patronusa do Amelii, dobrze? – Przytaknąłem ruchem głowy. – Severusie. – Zatrzymała mnie, łapiąc mocno za rękę. – Jeśli chcesz możesz zostać na dole. Nic się nie stanie, jeśli przyjdziesz tu dopiero kiedy się urodzi. – Nie miałem pojęcia, że moje rozterki były tak bardzo widoczne na twarzy. Posmutniała. Początkowo myślałem, że to przez ból wywołany skurczami, ale teraz wiedziałem, że martwiła się o mnie. Nie chciałem jej sprawić przykrości. Bałem się porodu, chyba bardziej niż ona, ale pragnąłem z nią być. Już na początku ciąży obiecałem, że przejdziemy przez to razem i byłem gotów dotrzymać słowa.
– Wrócę tu za chwilę – zapewniłem i z czułością ucałowałem jej skroń. Uśmiechnęła się nieznacznie i mocno ścisnęła moją rękę.
Na całe szczęście poród przebiegał prawidłowo. Rodzice zjawili się w naszym domu zaraz po tym, jak do nich zafiuukałem, a Amelia przysłała swojego Patronusa z rozweselającą wiadomością. Nie opuściłem już sypialni nawet na chwilę, nawet wówczas, gdy głośne burczenie w brzuchu przypominało, że przecież nie zdążyliśmy zjeść kolacji. Wyganiała mnie kilka razy, ale nie wyszedłem. Już wcześniej mocno zebrałem się w sobie i teraz szczerze się bałem wyjść, by nie ominęło mnie najważniejsze.
– Severusie, to jeszcze ze dwie godziny – zapewniała matka.
– Nie jestem głodny – warknąłem, ale gdy po chwili teściowa przyniosła talerz kanapek zjadłem kilka, groźnie spoglądając na matkę, która najwyraźniej także nieco zgłodniała.
– Podobno nie jesteś głodny – mruknęła i sprzątnęła mi sprzed nosa ostatnią. – Ja wręcz przeciwnie. Nie zdążyłam w domu zjeść kolacji, a i obiad jadłam w biegu. – Solem poczerwieniała na te słowa.
– Mogła mama powiedzieć – wydukała z bólem. – Mogliśmy przenieść się do szpitala.
– Och przestań gadać bzdury – oburzyła się Eileen. – Miałabym pozwolić, żeby jakiś uzdrowiciel z bożej łaski zajmował się porodem mojej ulubionej synowej?
– Ulubionej? – spytała niepewnie Solem. – A ma mama inne? – Spojrzałem na matkę podejrzliwie.
– Tata o tym wie? – sarknąłem.
– Oczywiście Severusie, tylko tobie zapomnieliśmy o tym wspomnieć – odparła ze złością. – W piwnicy trzymaliśmy jeszcze pięciu twoich braci, ale nie chcieliśmy ich narażać na twoje urocze towarzystwo. Tak mi się powiedziało, skarbeńku – Eileen zwróciła się czule do rodzącej. – Jestem pewna, że nawet gdybym miała ich więcej byłabyś ulubioną. Po prostu nie wyobrażam sobie lepszej. Chcesz coś przeciwbólowego?
– Nie, chybaaaaaa – krzyknęła Solem i zacisnęła powieki. – Albo chcę – dodała, gdy ból minął.
– Idź po eliksir – nakazała mi, wskazując drzwi. – Znajdziesz na dole w mojej torbie.
– Powiedziałem już, że nigdzie się stąd nie ruszę – mruknąłem.
– Wolisz, żeby twoja żona cierpiała? – Matka spojrzała na mnie z niedowierzaniem, a Solem aż pisnęła.
– Oczywiście, że nie pozwolę, by cierpiała więcej niż musi – odparłem z oburzeniem. – Mam tu wszystko przygotowane. Nie jestem głupi. Od kilku tygodni warzyłem eliksiry, żeby później mieć odpowiedni zapas. – Wskazałem na pudełko pełne fiolek stojące na stoliku.
– Zdecydowaliście już jakie będzie miało imię? – spytała Liwia, która od dłuższego czasu siedziała w ciszy.
– Nie jeszcze, mamo – wydukała Sol.
– Zdecydujemy, jak już się urodzi – dodałem.
– Masz jakieś propozycje? – spytała młodsza pani Snape, widząc zafrasowaną minę swojej matki.
– Nie, kochanie. To musi być wasza decyzja – odparła z uśmiechem.
– Mamo? – Solem spojrzała uważnie na matkę. – Coś cię martwi? – Dopiero teraz spostrzegłem, że teściowa w istocie wygląda na bardziej zamyśloną niż zwykle.
– Nie, córeczko, tylko chciałabym już mocno wyściskać i ciebie, i moje wnuczę – westchnęła. – Chciałbym się wami nacieszyć.
– Naci... – Solem urwała, gdy poczuła kolejny skurcz.
Solem
Ból był niewyobrażalny. Przestraszyłam się, gdy poczułam pierwsze skurcze, ale po chwili spłynęła na mnie ulga, że to już, że nareszcie zobaczę swoje maleństwo. Bardzo chciałam trzymać je już w swoich ramionach. W przeciwieństwie do większości przyszłych matek, które już w pierwszym miesiącu ciąży zapewniały, że znały płeć, ja nie miałam żadnych podejrzeń. Dziecko było od samego początku dużą niespodzianką i chciałam, by pozostało nią do samego końca. I mnie, i Severusowi było też zupełnie obojętne, czy będziemy mieli córkę, czy syna i może częściowo przez to nie miałam żadnych przypuszczeń.
Nie spodziewałam się, że Severus zacznie tak bardzo panikować. Byłam pewna, że od początku będzie zachowywał zimną krew i trochę się przestraszyłam, gdy zobaczyłam, jak pobladł tuż po pierwszym badaniu, i chyba nieświadomie zaczął się wycofywać z pokoju. Pragnęłam, by przy mnie był przez cały czas, ale rozumiałam, że to może być dla niego zbyt trudne doświadczenie i nie chciałam go do niczego zmuszać. Wystarczała mi świadomość, że czekał na to dziecko tak samo mocno jak ja. Dość szybko zdołał zapanować nad swoimi nerwami i jak tylko pojawili się rodzice, wrócił do mnie i dzielnie znosił każdy skurcz. Ból był coraz większy i obawiałam się czy zdołam urodzić w naturalny sposób.
Kiedy teściowa powiedziała, że to już i nakazała ułożyć się w odpowiedniej pozycji przez chwilę chciałam uciekać, ale nie miałam pomysłu, jak w inny sposób wyciągnąć dziecko, które teraz dość mocno próbowało przeciskać się przez, jak mi się wydawało zbyt wąską, waginę. Severus zbladł jeszcze bardziej i Eileen poprosiła, żeby zmienił się miejscami z Liwią. Pozwolił, by to mama pomagała przy porodzie, ale sam nie odszedł daleko i przez cały czas gładził mnie delikatnie po włosach, i pomagał przeć.
– Jeszcze troszkę, skarbeńku – pocieszała pani Snape. – Już widzę główkę.
– Jakie ma czarne włoski – zachwyciła się Liwia. Spojrzałam na męża ze łzami w oczach, ale ten nie był skłonny spojrzeć w dół.
– Nabierz powietrza i przyj – nakazała Eileen, a ja posłusznie wykonałam polecenie. Tak bardzo chciałam szybko wypchnąć to dziecko ze swojej macicy, że przestałam odczuwać już ból, tylko parłam z całej siły.
– To chłopiec, skarbeńku, to chłopiec – Liwia się rozpłakała, a Eileen położyła mi maleństwo na brzuchu. Przygarnęłam go do siebie i pogładziłam po czarnej czuprynce. Nie potrafiłam zapanować na wzruszeniem, gdy Severus ze łzami w oczach przecinał pępowinę.
– Kocham cię, Solem – wyszeptał mi do ucha i sam delikatnie pogładził maleństwo. Nawet nie zauważyłam kiedy nasze matki zostawiły nas samych. Czułam się niezwykle wyczerpana i zmęczona, ale też niewiarygodnie szczęśliwa. W zasięgu ramion miałam cały świat. Miałam wszystko czego pragnęłam w życiu, czego potrzebowałam. Myślałam, że mam już wzruszenie za sobą, ale gdy maleńkie usteczka przyssały się do mojej piersi, łzy ponownie pociekły mi po policzkach.
– Jak mu damy na imię? – zwróciłam się do Severusa, który z lekkim uśmiechem przyglądał się swemu nowo narodzonemu synkowi.
– Jedno mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu – zaczął.
– Jeśli Severus, to zapomnij – zaśmiałam się cichutko.
– No to nie wiem – westchnął zrezygnowany. – Teodor?
– Teo? Ładnie. Podoba mi się. – Odwróciłam się do męża i czule ucałowałam jego usta. – Witaj, Teo – szepnęłam do maluszka.
– Jest podobny do ciebie – mruknął nieco niezadowolony.
– Chcesz mi powiedzieć, że jestem spuchnięta i fioletowa na twarzy? – Spojrzałam na niego ze złością, ale po chwili uśmiechnęłam się promiennie. – Dziękuję Severusie. Mamy najpiękniejsze dziecko na świecie.
– Zobacz jego rączki. – Z zachwytem gładził maleńkie paluszki.
– Ma dłonie po tobie. – Z uśmiechem badałam ciało swojego Teodora.
– I twoje oczy, śliczne. Zobacz, jak patrzy – zachwycał się Severus.
– Ale usteczka ma za tobą. – Pogłaskałam leciutko główkę maluszka.
– Na szczęście nosek ma twój – westchnął. – Cieszę się, że zapomniałaś tego eliksiru.
– Ja też. – Zaśmialiśmy się oboje, a po chwili usłyszeliśmy cichutkie pukanie do drzwi.
Rodzice zachwycali się małym Teodorem i przekomarzali do kogo był bardziej podobny. Jeden przez drugiego przekazywali go sobie z rąk do rąk i co bardzo mnie zdumiało, chłopczyk przez ani chwilkę nie zapłakał. Wydawało się, że było mu dobrze w ramionach dziadków i zapewne czuł, jak bardzo był kochany.
– Dobrze się spisałaś, córeczko. – Mama usiadała obok i przytuliła mnie do swojej piersi.
– Nie płacz, mamusiu. – Podniosłam się lekko i zamieniłam się pozycjami z matką, przytulając ją mocno do siebie.
– To ze szczęścia, dziecko – zaszlochała Liwia i zaczęła się śmiać. – Teo jest cudowny i jestem pewna, że będziesz dla niego dobrą mamą. A Severus; zobacz z jaką czułością go do siebie tuli. Nie pomyliłam się co do niego. Jest wspanialszym zięciem niż mogłam sobie wymarzyć.
– Jest, mamo – westchnęłam cicho i jednym ramieniem oplotła swoją matkę, a drugą mocno ścisnęłam dłoń teściowej.
– Jak czworo małych dzieci – zaśmiała się Eileen, gdy mężczyźni zaczęli kłócić się, po kim Teodor odziedziczył usteczka.
Z czułością przyglądałam się mężowi, który leciutko kołysał naszego małego synka. Maluch zasnął przed chwilą i ja też zaczynałam coraz bardziej odczuwać trudy porodu.
– Skarbeńku, Teo będzie spał teraz przez ładnych kilka godzin. – Teściowa wyrwała mnie z zamyślenia. – Ty też powinnaś odpocząć i to porządnie. Dobrze się spisałaś, dziecinko. Gdyby każda moja ciężarna pacjentka była tak dzielna jak ty, z radością biegałabym od porodu do porodu – westchnęła. – My teraz pójdziemy z tatą, ale zajrzę za kilka godzin.
– Nie zostanie mama? – Byłam trochę przerażona, że mam zostać sama z dzieckiem. Nie miałam pojęcia, jak się nim zajmować, kiedy dać mu jeść, co może pić, kiedy przewinąć. Nie wiedziałam kompletnie nic. – A jak się obudzi?
– Skarbeńku – roześmiała się kobieta. – Jestem pewna, że poradzicie sobie z Severusem sami. Ja zajrzę jutro i wszystko ci wytłumaczę, jak go kąpać, przewijać, pielęgnować. Nauczę cię kilku zaklęć, chociaż jestem pewna, że wszystko bardzo dobrze znasz już z książek. Solem, poradzisz sobie – zapewniała.
– Kąpać? Ja mam go kąpać? Sama? – Przerażona otworzyłam szeroko oczy.
– Wszystko ci jutro pokażę – zaśmiewała się Eileen. – Teraz odpocznij. Będę w domu i fiuukaj na wypadek, gdybyś mnie potrzebowała albo poczuła się źle.
– Jutro, dopiero jutro? – Westchnęłam, gdy dotarły do mnie własne słowa. – Przepraszam, boję się, że nie będę umiała i zrobię mu krzywdę.
– Odpocznij, kochanie, jutro sama będziesz się paliła, żeby wszystko przy nim robić bez pomocy – Eileen nie mogła ukryć rozbawienia. – Jesteś cudowną, młodą mamą i ze wszystkim sobie poradzisz. Zobaczysz.
– Dziękuję, mamo. – Przytuliłam się do matki męża. – Dziękuję, że mi mama tak bardzo pomogła. Chyba sama bym nie dała rady go urodzić.
– Dałabyś. Ja nic takiego nie zrobiłam – odparła z powagą. – Dałaś mi ślicznego wnuka, to ja dziękuję, skarbeńku. – Eileen pogładziła mnie po włosach, a po chwili podeszła mocno uściskać syna.
Severus
Nie mogłem się nadziwić, jak bardzo delikatną istotkę moje żona wydała przed chwilą na świat. Początkowo bałem się, że mogę zrobić mu krzywdę, chwycić zbyt mocno albo w niewłaściwy sposób, ale gdy tylko wziąłem go w swoje ramiona nie bardzo miałem już chęć odłożyć, a tym bardziej podzielić się z kimkolwiek. Najchętniej wyrzuciłbym wszystkich z domu, Solem położył spać i tulił go w nieskończoność. Z trudem to przyznawałem, ale Teodor był niesamowicie podobny do niej. Był śliczny. Swoimi zielonymi oczami patrzył na mnie z niezwykłą ufnością i miałem nadzieję, że będę mógł je podziwiać w nieskończoność. Niestety maluszek zmęczony porodem dość szybko zasnął i pozostało mi jedynie podziwienie jego uroczej buźki. Machinalnie pożegnałem się z rodzicami i rzuciłem szybkie spojrzenie w kierunku żony. Po chwili wróciłem do niej wzrokiem i odetchnąłem głęboko. Wyglądała cudownie. Pomimo widocznego zmęczenia wciąż była piękna. Uśmiechała się do mnie leciutko i z zazdrością patrzyła na małe zawiniątko, które tuliłem w swych ramionach.
Niezbyt chętnie, ale podszedłem do łóżka i uważając, by Teo się nie obudził, usiadłem obok Solem. Oparła głowę na moim ramieniu i leciutko pogładziła małego chłopca po czarnej czuprynce.
– Jest śliczny – szepnęła.
– Odpocznij, słoneczko – zwróciłem się do niej z troską. – Mama mówiła, że powinnaś porządnie się wyspać. Ja przy nim poczuwam.
– Też powinieneś odpocząć. – Solem spojrzała na mnie z czułością i pogładziła po bladym policzku. – Teo będzie spał jakiś czas. Możesz go chyba odłożyć do kołyski. – Uśmiechnęła się.
– A jak się obudzi? – spytałem i niezbyt pospiesznie przysunąłem maleńką kołyskę bliżej łóżka.
– To my będziemy w pobliżu – zapewniła. – Chociaż, jak widzę, to ty będziesz w pobliżu – zaśmiała się, widząc, jak stawiam kołyskę po swojej stronie łóżka.
– Ty powinnaś dłużej odpoczywać – usprawiedliwiłem się, spoglądając zaborczym wzrokiem na syna.
– Nakarmisz go, jak się obudzi? – Solem spytała od niechcenia, kładąc się wygodnie na łóżku.
– Dobrze, już dobrze – mruknąłem. – Po prostu nie mogę się na niego napatrzeć. Najchętniej położyłbym go obok siebie.
– To tak zrób. – Solem zachęciła mnie i głośno westchnęła, widząc, jak kładłem malca na brzegu łóżka. – Severus, będzie bezpieczniej jeśli położysz go na środku, między nami. – Spojrzała na mnie z rozbawieniem i wywróciła oczami. – Nie zabiorę ci go, obiecuję. Chociaż przypominam, że to ja wypchnęłam go ze swego łona w wielkich boleściach.
Westchnąłem głośno, słysząc słowa żony. Zrobiło mi się trochę głupio i delikatnie ułożyłem Teodora na środku. Otuliłem żonę kołdrą, a później poprawiłem kocyk, w który zawinięty był maluch. Ułożyłem się na boku i patrzyłem na moją śliczną rodzinę
– Ale to ja namówiłem cię do seksu tej nocy, gdy go zrobiliśmy i ja się wówczas więcej napracowałem – wymruczałem pod nosem, a Solem spojrzała na mnie nieco zasmucona, po czym leciutko pocałowała malucha w główkę i bez słów próbowała zasnąć. – Dziękuję, Solem – wyszeptałem po chwili dłuższego przyglądania się jej. – Wiem, że to ty odwaliłaś większość roboty i wiem, że to ty będziesz bardziej zapracowana przy nim w najbliższym czasie. Ja … kocham was oboje bardzo mocno, promyczku, bardzo mocno i nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że on z nami jest. – Pogładziłem ją delikatnie po włosach.
– Ja też się cieszę, Severus. Bardzo. – Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie tak promiennie, jak najjaśniejsze słońce.
Wziąłem kilka dni wolnego i starałem się pomagać żonie, jak tylko mogłem. Matka nauczyła nas wszystkich niezbędnych zaklęć, a także pokazała, jak zajmować się dzieckiem bez magii. Solem radziła sobie ze wszystkim nad wyraz dobrze i starałem się jej dorównywać. Karmienie ze względów oczywistych spadało na nią, kąpanie przypadało w moim udziale, ale już przewijaniem dzieliliśmy się po równo. Z zachwytu nad synem oprzytomniałem dopiero po kilku dniach. Widok maluszka przyssanego do piersi mojej ślicznej żony, był najpiękniejszym co w życiu zobaczyłem i nie wyobrażałem sobie, bym kiedykolwiek mógł zobaczyć coś, co się z tym równa. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo zaniedbałem swoją ukochaną w ostatnim czasie.
Uśmiechnąłem się pod nosem i machnięciem różdżki wyczarowałem kilka małych gwiazdek, które posłałem w jej kierunku. Początkowo nie zwróciła na nie uwagi, ale gdy sprawiłem, by zaczęły migotać poderwała zaskoczona głowę w moim kierunku i spojrzała prosto w moje oczy. Piękna – kolejnym machnięciem wyczarowałem gwiezdny napis, a na jej twarzy pojawił się maleńki rumieniec. Zadziwiało mnie, że po tak długim czasie, jaki wspólnie spędziliśmy wciąż jeszcze zawstydzały ją takie rzeczy. Wciąż wpatrując mi się prosto w oczy, pogładziła Teodora po główce, a gdy tylko maluszek zasnął, odłożyła go do małej kołyski ustawionej w sypialni. Podszedłem do niej wolnym krokiem i lekko ścisnąłem jej biodra, gdy pochylała się, by przykryć malca kołderką. Poczułem, jak napięła mięśnie, gdy zacząłem podwijać jej sukienkę, ale nie zatrzymałem się. Ucałowałem ją w kark i zaciągnąłem się zapachem świeżo umytych włosów.
– Severus – szepnęła, odwracając się do mnie przodem. Objąłem ją, wciąż trzymając dłonie na jej pupie i leciutko zacząłem ugniatać pośladki. – Teo. – Próbowała mnie powstrzymać, kładąc dłonie na moich przedramionach.
– Śpi. – Zacząłem delikatnie wodzić ustami po jej smukłej szyi.
– Ale …
– Chodź do łazienki albo do pokoju gościnnego – mruknąłem i przycisnąłem ją do siebie mocno, tak, by mogła poczuć, jak bardzo podniecony byłem. Przygryzła lekko dolną wargę i uśmiechając się nieznacznie, pociągnęła za rękę do wolnego pomieszczenia. Odwróciła się do mnie dość nagle i wspinając na palce, pocałowała z niezwykłą czułością. Całowaliśmy się namiętnie, jakbyśmy nie robili tego od lat. Czułem, że ruchy moich dłoni były nieco nerwowe, ale nic teraz nie mogłem na to poradzić. Nie byłem z żoną od kilku tygodni i bardzo tego potrzebowałem. Zanurzyć się w jej ciepłym, wilgotnym wnętrzu, zespolić nasze ciała w jedno i oddać się rozkoszy. Szybkim ruchem pozbawiłem ją letniej sukienki i odsunąłem się na wyciągnięcie ramion, by podziwiać piękny widok. Biała bielizna seksownie kontrastowała z jej oliwkową skórą. Piersi, teraz o dobre dwa rozmiary większe niż przed porodem, nieznacznie wypływały z miseczek stanika, a brzuszek wciąż pozostawał leciutko zaokrąglony.
Widok, tak bardzo mnie podniecił, że przez chwilę miałem wrażenie, że moja męskość rozerwie spodnie. Na szczęście, jakby czytając w myślach, moja żona pospiesznie zdjęła ze mnie koszulę, a następnie z leciutkim uśmieszkiem zajęła się spodniami. Odpięła pasek i już dużo wolniejszymi ruchami zajęła się maleńkimi guziczkami rozporka. Wydałem się z siebie głośny syk, gdy uklęknęła, ściągając moje spodnie. Członek wyprężył się mocno przed nią, gdy pociągnęła moją bieliznę w dół. Chwyciła go w swoje maleńkie dłonie i przejechała po całej długości językiem. Wstała z klęczek i popchnęła mnie w kierunku stojącego nieopodal fotela. Chciałem ją pociągnąć za sobą, ale nie pozwoliła mi na to. Uśmiechnęła się, słodko marszcząc nosek i ponownie klęknęła przede mną. Oparła dłonie na moich udach i językiem obrysowała główkę penisa. Wirowała na niej przez chwilę, po czym bez ostrzeżenia, połknęła go całego. Jęknąłem i musiałem mocno chwycić się podłokietników fotela, gdy moja męskość ginęła między jej wargami. Dłońmi pieściła uda, a po chwili przeniosła je na jądra, delikatnie ugniatając.
Coraz szybciej poruszała głową w górę i w dół, i nie byłem zachwycony, gdy nagle zatrzymała się i wypuściła mnie z ust. Spojrzała wzrokiem pełnym ognia i powoli zaczęła przesuwać dłońmi po trzonie twardego niczym skała członka, a językiem leciutko wirowała po napiętych jądrach, co chwilę któreś chwytając między wargi. Odchyliłem do tyłu głowę i z rozkoszą poddawałem się jej pieszczotom. Gdy ponownie przeniosła usta na penisa i zassała się na nim, poczułem, że to nie potrwa już długo. Chciałem przerwać pieszczotę i posiąść jej gorącą cipkę, ale gestem nakazała mi pozostać w miejscu. Byłem bardzo spragniony, ale nie sądziłem, bym miał jakiś problem, by być za chwilę ponownie gotów, więc bez oporu poddałem się jej. Coraz szybciej poruszała głową, a dłońmi pieściła uda i pośladki, masowała pachwiny i ugniatała jądra. Wplotłem palce w jej włosy i lekko zacisnąłem, czując zbliżający się orgazm, ale ona nie wypuściła mnie ze swych warg. Nigdy wcześniej nie dochodziłem wprost w jej usta, ale nie byłem w stanie teraz analizować sytuacji. Odruchowo wypchnąłem krocze do przodu, mocno dociskając do niego głowę Solem i po chwili moja męskość pulsowała, tryskając strumieniem spermy. Jęknąłem przeciągle i przez chwilę rozkoszowałem się niezwykłym orgazmem. Moja żona była najwspanialszą istotą na świecie, co do tego nie miałem żadnych wątpliwości.
Oderwała się ode mnie i z niewinnym uśmieszkiem wspięła się w górę. Usiadła okrakiem na moich kolanach i pocałowała namiętnie. Bez zastanowienia sięgnąłem do zapięcia jej stanika, ale powstrzymała mnie, łapiąc za dłonie i splotła nasze palce.
– Jeszcze nie – szepnęła, lekko przygryzając wargę. – Jeszcze za wcześnie, kochanie. – Przeklinałem się w myślach za swoją niecierpliwość. Moja żona urodziła niecałe dwa tygodnie temu i to zrozumiałe, że jej ciało nie było jeszcze gotowe do współżycia, a ja niczym napalony nastolatek próbowałem zaciągać ją do łóżka, myśląc tylko o sobie i swoich potrzebach. – Są zaklęcia przyspieszające gojenie, ale to i tak musi troszkę potrwać. Przepraszam. – Mocno ją do siebie przytuliłem i zawstydzony ucałowałem w czubek głowy.
– To ja przepraszam, słoneczko. Nie pomyślałem – westchnąłem. – Jesteś taka piękna i tak bardzo cię pragnę. Przepraszam, czuję się jak skończony kretyn.
– Dlaczego? – Poderwała głowę i spojrzała zaskoczona.
– Nie powi... – Uciszyła mnie, kładąc palce na ustach i po chwili zastąpiła je swymi ciepłymi wargami.
– Nie było ci przyjemnie? – spytała z przekornym uśmieszkiem.
– Wariatka – warknąłem i ponownie przyciągnąłem jej usta do swoich. – Sol … kocham cię. Bardzo cię kocham. – Oderwałem się od niej i przycisnąłem swe czoło do jej. Westchnęła i z czułością pogładziła mnie po policzkach.
Nie mogłem zająć się jej strategicznymi miejscami na ciele, ale starałem się zrewanżować, jak tylko potrafiłem. Tuliłem ją do siebie z całych sił przez całą noc, a rankiem wstałem jeszcze przed nią i przygotowałem obfite śniadanie. Niestety, gdy wróciłem do sypialni z tacą, Teo zajadał się już swoim. Spojrzała na mnie gniewnie, gdy dla żartu spróbowałem zająć się jej drugą piersią i pogroziła placem.
– Chcesz pozbawić dziecka śniadania? – Dla lepszego efektu zmarszczyła brwi.
– Wymienię się za kawę, tosty i jajecznicę. – Zaśmiała się w odpowiedzi i przytuliła mnie wolnym ramieniem. – Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
– Możesz być co najwyżej na drugim miejscu – odparła z pewnością w głosie.
– Moja droga, nie masz szans mnie przebić. – Wykrzywiłem usta w drwiącym uśmieszku. – To ja miałem wczorajszej nocy dwa najcudowniejsze orgazmy. – Westchnąłem i z błogą miną ułożyłem się obok niej.
– Jak się tak będziesz puszył, to będą to dwa ostatnie na bardzo długi czas – syknęła, marszcząc czoło.
– Grozisz mi, wstrętna kobieto? – Zmrużyłem oczy i ugryzłem ją w ucho.
– Przed chwilą to było jedynie ostrzeżenie, ale za tę wstrętną … – Solem obrażona odwróciła głowę.
– Najwspanialsza – szepnąłem jej do ucha. – I twoje usta – mruknąłem po chwili. – Uwielbiam twoje maleńkie usteczka.
Nie byłem zadowolony, wracając po dwóch tygodniach do pracy. Wciąż chciałem przebywać ze swoją rodziną i wciąż było mi ich mało. Uwielbiałem spacery po parku i wspólne pikniki, a teraz musiałem z tego częściowo zrezygnować. Teściowa zastępowała mnie w sklepie, jak tyko mogła, ale nie wszystko dała radę robić sama. Ze względu na bezpieczeństwo dziecka, z warzeniem eliksirów przeniosłem się całkowicie do sklepu i z jeszcze większym utęsknieniem wyczekiwałem powrotów do domu. Na szczęście Solem prawie każdego dnia odwiedzała mnie na Pokątnej, przynosząc obiad i smakołyki, które zdołała upiec. Nie wiem, jak udawało jej się gotować przy dziecku, ale nie mogłem narzekać, a jej wizyty poprawiały mi nastrój w pracy i częściowo pozwalały uporać się z tęsknotą.
Początkowo miałem wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą z dzieckiem, które było przecież bardzo absorbujące, ale zwykle przed południem odwiedzała ją Eileen albo Liwia, a wieczorami przychodziła Amelia. Do tego, Teo dość dobrze znosił teleportację, a dzięki specjalnej chuście, jaką podarowali nam Eileen i Tobias, nie był narażony na rozszczepienie. Solem nie czuła się tak bardzo uwiązana i z radością pojawiła się z dzieckiem w Dolinie Godryka, odwiedzając rodzinę i znajomych z pracy.
Solem
Wieczorem umówiłam się z Severusem w domu jego rodziców. Odwiedzając ojca i przyjaciół w wydawnictwie, zapewniłam Teodorowi sporo wrażeń jak na jeden dzień i teraz maluszek spokojnie drzemał przyciśnięty do mojej piersi magiczną chustą. Uśmiechnęłam się i z czułością ucałowałam czubek jego główki. Był całym moim światem, śliczny, niewiele płakał i dawał przespać całą noc. Początkowo niepokoiła mnie zaborczość Severusa. Bałam się, że nie będzie w stanie podzielić się synem z dziadkami i przyjaciółmi. Gdy Amelia odwiedziła nas po raz pierwszy, przez cały czas bacznie obserwował każdy jej ruch w pobliżu Teodora, a swojemu przyjacielowi z dzieciństwa, Emilowi Mulciberowi, nie pozwolił nawet podejść do łóżeczka. Z czasem jednak przeszła mu ta zaborczość i chyba zrozumiał, że nasi bliscy także mieli prawo nacieszyć się chłopcem, przytulać go, zabrać na spacer i pomachać grzechotkami, próbując rozśmieszyć.
Było mi przykro, gdy po dwóch tygodniach musiał wrócić do pracy i starałam się codziennie odwiedzać go w porze obiadowej. Był dobrym ojcem i aż kipiał z miłości do syna. Nie spodziewałam się tak wielkiej pomocy z jego strony. Nie miał trudności z przewijaniem, kąpaniem ani nocnym wstawaniem. Często towarzyszył mi podczas karmienia o czwartej nad ranem, tylko dlatego, żeby móc na nas popatrzeć. Rozczulało mnie jego zachowanie i starałam się jak mogłam, nie zatracić się w byciu matką i nie zapomnieć o byciu żoną. Kiedy Teoś spał, udoskonalałam zaklęcia ułatwiające sprzątanie i ćwiczyłam się w magii wypieków. Nie wszystko wychodziło jak należy, ale Severus udawał zachwyconego nawet największą kulinarną klapą. Był najwspanialszym mężem na świecie.
– Sol? – Aż podskoczyłam na dźwięk znajomego głosu.
– Remus. – Obróciłam się i uśmiechnęłam niepewnie. – James. – Skinęłam leciutko do kolegów ze szkoły.
– Witaj, Solem. – Potter ukłonił mi się grzecznie. Zaniepokoiłam się, gdy dość mocno zacisnął dłoń na ramieniu mojego dawnego przyjaciela, ale starałam się nie spanikować. Chyba bardziej niż tego, że Lupin coś mi zrobi, bałam się, że może pojawić się w pobliżu Severus. Wolałam raczej nie dopuszczać do konfrontacji tej dwójki i chciałam szybko odejść, ale zatrzymał mnie.
– Co u ciebie? – spytał niepewnie.
– Wszystko dobrze, Remusie. Dziękuję – odparłam tak grzecznie, jak tylko umiałam, ale odruchowo mocniej przycisnęłam do siebie Teodora. – A co u was? – Remus opowiedział pokrótce o swojej pracy w jednym z magicznych gospodarstw, ale mnie wydawało się, że nie był w pełni zadowolony z zajęcia. Wcale mu się nie dziwiłam. Był inteligentnym czarodziejem i tylko z powodu likantropii nie mógł znaleźć adekwatnej do wykształcenia pracy.
– Spodziewamy się z Lily dziecka – odpowiedział drugi z mężczyzn. – Za tydzień ma termin porodu i wyjechała już do rodziców, żeby tam urodzić.
– Jak ma na imię? – Ku mojemu przerażeniu Remus podszedł i pogładził Teo po maleńkiej główce.
– Teodor – odpowiedziałam, uważnie się im przyglądając.
– Urodę odziedziczył po tobie. – Dłuższą chwilę stałam zaskoczona, gdy Lupin się szczerze uśmiechnął. – Jeśli nie ma czarnych oczu, zapewne Severus jest niepocieszony.
Spiął się, wypowiadając imię mojego męża.
– Ma zielone oczy – wyjaśniłam i próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale moje nerwy były chyba bardzo widoczne. – I Severusowi to raczej nie przeszkadza. – Zadrżałam i przytuliłam maluszka jeszcze mocniej, gdy Remus zacisnął szczękę. Pożegnałam się i chciałam pospiesznie odejść, wymawiając się umówionym spotkaniem, ale wilkołak próbował mnie jeszcze zatrzymać.
– Sol, może spotkamy się na kawie, jak będziesz bardziej wolna. – Spojrzał wymownie na niesionego przeze mnie malutkiego człowieczka.
– Niestety, Remusie, w najbliższym czasie chyba raczej nie będę bardziej wolna – odparłam i odwracałam się już powoli w swoją stronę, ale wciąż mi na to nie pozwalał.
– Proszę, Sol – szepnął, spoglądając błagalnie. Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Naprawdę nie miałam teraz czasu na wyjścia, a nie bardzo widziało mi się zapraszanie Lupina do naszego domu. Nie chciałam nawet myśleć o tym, co zrobiłby wówczas Severus.
– Postaram się znaleźć trochę czasu w niedalekiej przyszłości – zapewniłam. Przeszył mnie dreszcz, gdy stary przyjaciel chwycił moje ramię.
– Łapa na nas czeka, przyjacielu. – James złapał mocno Lupina za rękę i delikatnie, ale stanowczo odciągnął go ode mnie. Skinęłam do niego w podziękowaniu i udałam się na spotkanie z teściami.
Ulżyło mi, gdy już nie usłyszałam za sobą ich głosów. Na szczęście dom państwa Snape znajdował się niedaleko. Pospiesznie przekroczyłam barierę ochronną i przymknęłam powieki, ciężko oddychając.
– Jesteśmy już bezpieczni, mój maleńki – szepnęłam Teosiowi do uszka i po chwili zostałam pochłonięta przez silne ramiona męża. – Spotkałam Lupina – jęknęłam.
– Zabiję – warknął i ruszył w stronę furtki.
Zatrzymałam go, stanowczo chwytając za ramię i obejmując ochronnie główkę maluszka, przytuliłam się do piersi męża.
– Tylko rozmawialiśmy, nic się nie stało. – Spojrzałam błagalnie. – Po prostu mnie przytul – poprosiłam i sama mocniej do niego przylgnęłam.
.: :.
Severus
Początkowo miałem w pracy zostać nieco dłużej niż zwykle. Solem zapowiedziała się z Teodorem u swoich rodziców i chciałem to wykorzystać, nadrabiając z eliksirami. Jednak przez całe popołudnie nie mogłem się skupić na pracy i koniec końców wróciłem do domu wcześniej niż zamierzałem. Nie zdziwiłem się, że żony jeszcze nie było, ale nieco zaintrygował mnie list pozostawiony przez nią na kuchennym blacie. Ktoś prosił ją o popołudniowe spotkanie w domu jej rodziców, ale notatka była bez podpisu i wynikało z niej, że już wcześniej była z tym kimś wstępnie umówiona. Wydawało mi się, że znałem większość jej znajomych, jednak tego charakteru pisma nie mogłem z nikim skojarzyć.
Przez cały dzień nie opuszczało mnie uczucie niepokoju i teraz z każdą chwilą zaczęło to we mnie narastać. Kręciłem się bez celu po domu i już miałem sięgnąć po proszek fiuu i przenieść się do domu teściów, ale przez okno dostrzegłem kręcącego się w tę i z powrotem ojca. Wyglądał blado i wydawało się, że miał jakiś problem z wejściem do środka. Zaskoczony podszedłem do drzwi.
– Tato – zawołałem i gestem zaprosiłem go, by wszedł dalej.
Tobias spojrzał niepewnie i w pierwszym momencie pomyślałem, że ucieknie, ale ojciec odetchnął głęboko i otworzył w końcu furtkę. Dopiero teraz spostrzegłem, że drżał na całym ciele, a zaczerwienione oczy świadczyły o niedawnym płaczu.
– Tato? Co się stało? – spytałem z niepokojem i objąłem go ramieniem, wprowadzając do domu. – Coś … coś się stało mamie?
– Nie, synku – zaczął nerwowo. – Usiądź syneczku, proszę cię usiądź. – Spojrzał na mnie z takim bólem i determinacją, że nie miałem siły mu teraz odmówić i wykonałem polecenie.
– Tato, co się do cholery stało? – ponagliłem, widząc, że ojciec nie mógł zebrać się w sobie.
– Sol … Solem – wydukał po chwili. Nie wytrzymałem i podszedłem do ojca, mocno chwytając go za ramiona.
Kolejny rozdział: „Ciemność"
