ROZDZIAŁ 10
„Pani profesor"
– Zabierz swoje rzeczy i wynoś się stąd – warknął groźnie. – Radzę, byś zadbała o naprawdę szybkie konie. Nie masz pojęcia, jak daleko sięgają moje zaklęcia.
Kobieta uśmiechnęła się do niego lubieżnie, wstając z łóżka i odrzuciła w jego stronę okrycie, które jej wcześniej podał.
– Nie masz pojęcia, jak daleko potrafią moje – zaśmiała się ironicznie i nie zważając na swą nagość, wyszła z pokoju.
Ubrał się pospiesznie i wybiegł na poszukiwanie żony. Znalazł ją nad jeziorem. Siedziała zapłakana na pomoście i ze złością wrzucała wyczarowane kamienie do wody.
– Niech pan stąd odejdzie – krzyknęła, gdy wszedł na pomost. Wstała i z każdym jego krokiem cofała się. – Odejdź, nie chcę pana widzieć.
– Hermiono – zaczął niepewnie, gdy zbliżyła się do krawędzi pomostu. – Nie potrafisz pływać. – Zaniepokoił się, gdy za nią była już tylko wcale nie płytka woda. Wyciągnął rękę w jej kierunku, ale ona tylko ze złością prychnęła. – Proszę, porozmawiaj ze mną.
– Nie chcę cię widzieć – zaszlochała i zachwiała się na skraju pomostu.
– Hermiono – poprosił. – Zbliż się do mnie. Boję się, że wpadniesz do wody.
– I co z tego? – krzyknęła z pretensją. – Nie zachowuj się, jakby ci na mnie zależało.
– Zależy, kochanie – zapewniał.
– Jak mogłeś mnie zdradzić? Jak mogłeś? – krzyczała z pretensją. – Z pokojówką? W naszej sypialni? W naszym łóżku? Czy byłam dla pana tak złą żoną, że musiał mnie pan tak zranić? Upokorzyć? I to ja sama ją zatrudniłam. – Ukryła twarz w dłoniach i z rezygnacją opadła na kolana. Podszedł do niej pospiesznie i chwycił ją w ramiona.
– Nie zdradziłem cię, Hermiono – odparł łagodnym tonem, przytulając ją mocno do siebie. – Nie mógłbym cię zdradzić. Kocham cię nad życie. Kocham bezgranicznie. Tęskniłem i wypatrywałem cię każdego dnia. Jak mógłbym być z inną, gdy ciebie tak bardzo kocham. Nie wiem dlaczego ta kobieta przyszła do mojego łóżka i nie wiem, jakich użyła czarów, bym się nie obudził, ale nie byłem z nią. Nie ma takiej siły na świecie, która zmusiłaby mnie, bym kochał się z inną. Bym chciał na inną patrzeć. Pamiętasz naszą przysięgę małżeńską? Magia nigdy nie pozwoli któremuś z nas na zdradę – zapewniał.
– Jesteś potężnym czarodziejem – odparła słabym głosem. – Skąd mam wiedzieć, że nie skorzystałeś z jakichś potężniejszych czarów, by zerwać tę przysięgę?
– Bo mnie kochasz i mi ufasz, Hermiono – odpowiedział z przekonaniem. Chwycił jej twarz w dłonie i zmusił, by spojrzała na niego. – Wiesz, że to prawda. Wiesz, że cię nie zdradziłem. – Pokiwała lekko głową i wtuliła się w niego, wciąż cichutko szlochając.
– Dlaczego ona to zrobiła? – spytała po chwili z pretensją.
– Nie wiem, najmilsza – odparł, ciężko wzdychając. – Nie mam pojęcia.
– Panna Sprout wydawała się miła i uczynna, gdy ciocia Minerwa ją do nas przyprowadziła i tak rozpaczliwie potrzebowała pracy po śmierci brata – jęknęła. – Chciałam jej pomóc. Dlaczego miałaby zrobić coś takiego? – Odetchnęła głęboko i oparła głowę na jego ramieniu, uspokajając się trochę.
– Nie znam jej, Hermiono – odpowiedział, gładząc jej ramiona. – Była twoją pokojówką. Niewiele miałem z nią do czynienia, ale zdawało się, że czuje do nas jakąś urazę, gdy ją wyrzucałem. Znam cię i wiem, że jesteś łagodna i miła dla służby, a zatrudniamy jej tyle, że niewiele mają do roboty. Nie mam pojęcia o co mogło jej chodzić.
– Wyrzuciłeś ją? – Popatrzyła na niego z nadzieją.
– Wyrzuciłem i poleciłem skrzatom dopilnować, by wyniosła się jak najprędzej – zapewnił.
– Dziękuję, nie potrafiłabym na nią spokojnie spojrzeć. – Odetchnęła z ulgą i wtuliła się w niego z całej siły. – Uwodziła cię wcześniej? – spytała po chwili niepewnie.
– Nie, Hermiono, żadna pokojówka nigdy mnie nie uwodziła – odrzekł poważnie. – Każda jedna wie, że kocham tylko ciebie i nie ma u mnie szans, więc nawet nie próbują.
– Katie mówiła mi, że to się często zdarza – powiedziała cichym głosem. – Że mężczyźni zamężni często sypiają ze służbą.
– Nie wiem z kim sypia Avery – odparł nieco urażonym tonem. – Jak dla mnie może nawet ze stajennym. Ja sypiam jedynie z tobą, najdroższa.
– Chciałam ci zrobić niespodziankę – szepnęła, wtulając się w niego.
– Zrobiłaś, kochanie – westchnął. – Ogromną. Bardzo za tobą tęskniłem.
– Tydzień temu, z Averym przyjechała ciocia Minerwa – wyjaśniała. – Pomyślałam, że nic się nie stanie, jeśli zostawię chłopców pod jej, Katie i Ginny opieką i wrócę z moją niespodzianką wcześniej.
– Ty jesteś największą niespodzianką – odparł, całując jej skroń.
– Niech ci będzie – mruknęła zalotnie. – Niemniej mam coś jeszcze dla pana, panie Snape.
– Czyżby to były skrzela ramory? – spytał, unosząc brew. – Słyszałem, że ich ławica była widziana w okolicach tamtejszych nabrzeży.
– Oczywiście, że mam dla ciebie nie tylko skrzela ramory – burknęła. – Mam też całe zęby smoka bristolskiego i kilka innych tamtejszych ingrediencji, ale to nie to jest niespodzianką.
– W takim razie potrzebuję podpowiedzi. – Spojrzał na nią, rozkładając bezradnie ramiona.
– Christopher twierdzi, że to jest takie malutkie. – Pokazała mu niewielką szczelinę między kciukiem a palcem wskazującym.
– Avery, powiadasz – zamyślił się. – Coś więcej?
– Mam nadzieję, że zgodzisz się na imię Jane, jeśli będzie dziewczynką – odpowiedziała i spojrzała na niego wyczekująco. Potrzebował jedynie chwilki, by spłynęło na niego zrozumienie i w następnej całował ją bez opamiętania. – Przestań, wariacie – pisnęła, gdy rozsznurowywał dekolt jej sukni. – Jestem w ciąży, jest ranek i ktoś nas może dostrzec.
– Merlinie, przepraszam najdroższa – jęknął, przytulając ją mocno. – Jestem tak szczęśliwy, że nawet nie pomyślałem, że musiałaś podróżować całą noc. Powinnaś odpocząć.
– Nie chciałam się zatrzymywać w żadnej gospodzie po drodze – wyznała. – Zmieniałam tylko konie i jechałam przez cały czas.
– Wybacz, Hermiono, że tak niemiłe wydarzenia powitały cię w domu. – Pogładził jej włosy i lekko w nie ucałował. – Pozwolisz, że teraz wszystko nadrobię? – Nie czekając na odpowiedź, chwycił ją na ręce i ruszył w stronę domu.
– Puść mnie – zapiszczała, ale gdy nie zareagował mocno się w niego wtuliła.
– Hermiono – westchnął i zawahał się przed kontynuacją pytania – informowałaś kogoś o swoim wcześniejszym powrocie?
– Tak – szepnęła wciąż mocno przyciśnięta do niego. – Tuż przed wyjazdem wysłałam wiadomość do Sprout, żeby przygotowała wszystko na mój powrót, ale prosiłam, by nie informowała o nim ciebie.
– Możliwym jest, że obraziła się na ciebie, bo do Bath zabrałaś Bonnie i Biedronkę zamiast niej? – drążył.
– Nie sądzę. – Hermiona wzruszyła ramionami. – Bonnie służyła mi jeszcze u wujostwa. Jest całkiem sporo pokojówek, które zabrałbym w pierwszeństwie przed nią.
– Nie mówmy już o tym, dobrze? – poprosił.
– Możemy o tym zapomnieć? – Spojrzała błagalnie, a on przytaknął. – Ona nie powie o tym nikomu, prawda?
– Nie, kochanie – zapewnił. – Służba, jaką zatrudniamy jest pod działaniem przysięgi wieczystej. Żadne z nich nie może zdradzać sekretów naszego domu. Nigdy.
Uśmiechnęła się niepewnie i wtuliła mocniej w jego ramiona. Jęknęła cichutko, gdy śpiącą odkładał do łóżka i nie mógł sobie odmówić położenia się obok niej.
Sypialnia Severusa, XX w.
Obudził się po idiotycznym śnie i teraz nie mógł ponownie zasnąć. Sądząc po cichych westchnieniach i skrzypieniu łóżka, Hermiona miała dokładnie ten sam problem. Usiadła w końcu, podkurczając nogi pod brodę i zapaliła świecę na etażerce stojącej po jej stronie łóżka. Przyglądał się jej przez chwilę, gdy próbowała zachowywać się cicho, myśląc zapewne, że on śpi. Spuściła nogi na podłogę i sięgnęła po szlafrok.
– Dokąd idziesz? – spytał, chwytając ją za rękę.
– Obudziłam cię? – jęknęła. – Przepraszam. Chcę się napić.
– Przywołać ci szklankę wody? – Usiadł obok niej i objął ją ramieniem.
– Chcę się napić czegoś mocniejszego, czegoś co pomoże mi zapomnieć ten sen i pozwoli zasnąć – odparła, spoglądając na niego łagodnie.
– Drżysz – zauważył, biorąc jej dłoń w swoją.
– Coś mnie zdenerwowało w tym śnie i nawet nie wiem do końca co – odpowiedziała. – Śniłeś o tym samym, prawda?
– Chyba tak – mruknął. – I dla mnie to też nie było miłe, pomijając jego zakończenie. Dopiero pierwsza, napijesz się wina? – Popatrzył na nią uważnie, gdy lekko przytaknęła.
– Z profesor Sprout? – prychnęła, gdy schodzili do salonu. – Sprout, Severusie?
– Zgłupiałaś? – wykrzyknął z oburzeniem. – To nie była Pomona. Ta pożal się Merlinie pokojówka była od niej ze trzy razy cieńsza.
– Ha, przyglądałeś się jej. – Przystanęła i wymierzyła do niego palcem.
– Nie było czemu się przyglądać – burknął. – Nie wiem czy zauważyłaś, że była dwa razy starsza ode mnie.
– Zdradził ją? – spytała niepewnie, gdy podawał jej kieliszek wina.
– A jak ci się wydaje? – syknął ze złością.
– O bogowie, całe szczęście profesor Sprout nie obudziła się z nami w łóżku. – Hermionę nagle olśniło.
– Mówiłem ci już, że to nie była Pomona. – Wywrócił oczami. – Czy ty zawsze musisz się upijać po pierwszym łyku wina?
– Nie jestem pijana – warknęła. – Znasz jakąś inną Sprout? Ta mnie chyba nie lubiła.
– Nie znam żadnej Sprout – burknął. – I nie pij tyle. To może zaszkodzić dziecku – sarknął.
– Skończ z tymi dziećmi – wycedziła przez zęby. – Proszę. Nie wiem, jakim sposobem ona zgodziła się na czwarte. Nie zdradził jej, prawda? – Spojrzała na niego błagalnie.
– Nie, Hermiono – odparł łagodnie. – Nie zdradził i nie wiem dlaczego nie obudził się, gdy ta lafirynda wchodziła do jego łóżka. Mam dziwne wrażenie, że coś w tym śnie mi umknęło.
– Mam dokładnie to samo – odrzekła z zamyśleniem. – Nie mogę sobie przypomnieć co, ale wydaje mi się, że to coś ważnego. O co w tym wszystkim chodzi? – jęknęła i zsunęła się z kanapy na dywan. Wpatrywała się dłuższą chwilę w kominek, w którym rozpalił ogień.
– Nie wiem, Hermiono. – Usiadł obok niej i objął ramieniem.
– Dlaczego nie możemy po prostu normalnie żyć? – Spojrzała na niego zmartwiona.
– Nie wiem, czym jest normalne życie, ale to z tobą tutaj, podoba mi się. – Uśmiechnęła się, kładąc głowę na jego ramieniu. – We śnie nazwałaś tę pokojówkę panną Sprout? – spytał nagle.
– Tak mi się wydaje – odpowiedziała, upijając łyk wina.
– Pomona nosi nazwisko po mężu, to nie ona. – Zastanawiał się, napełniając swój kieliszek. Zignorował ją, kiedy wyciągnęła rękę z prośbą o dolewkę. – Będziesz pijana – mruknął.
– Profesor Sprout jest mężatką? – zdziwiła się, sięgając po butelkę. Wyrwał ją jej i posłał karcące spojrzenie.
– Będziesz pijana – powtórzył i odstawił alkohol poza zasięgiem jej rąk. Wywrócił oczami i prychnął głośno, widząc, jak sięga po jego pełny kieliszek.
– Lubię to wino – odpowiedziała na niezadane pytanie. – I wiem, że masz eliksir, który zapobiega skutkom picia alkoholu.
– To eliksir na kaca, nie na trzeźwość – wyjaśnił i z kwaśną miną sięgnął po drugi kieliszek.
– Proszę cię. – Posłała mu krzywy uśmiech. – Potrafię czytać. W twoim składziku jest eliksir na kaca, ale jest też eliksir trzeźwiący.
– Niech ci będzie, ale nie dostaniesz go – kłócił się.
– Nie potrzebuję, nie zamierzam się upić – burknęła. – Przestań mnie traktować jak małe dziecko.
– Troska nie oznacza, że traktuję cię jak małe dziecko, Hermiono – odparł łagodnie. – I nie kłóć się ze mną.
– Nie kłócę – szepnęła. – I wypiję tylko ten kieliszek.
– Grzeczna dziewczynka. – Ucałował ją w skroń i zamyślił się przez chwilę. – Sprout była mężatką – odpowiedział jej w końcu. – Jej mąż nie żyje. – Spojrzała na niego zasmuconym wzrokiem. – Został zabity przez śmierciożerców niecały rok po ich ślubie. Nie znałem go.
– Ulżyło mi, że to nie profesor Sprout wlazła ci do łóżka – mruknęła pod nosem. – Lubię ją.
– Ona ciebie też lubi. – Uśmiechnął się. – Hermiono, dlaczego ją zatrudniłaś?
– Nie pamiętam dokładnie – westchnęła. – Śniłam o niej, jak już u nas była. I dlaczego się nad tym zastanawiamy? Czy to ma jakieś znaczenie?
– Szczerze mówiąc; nie wiem. – Wzruszył ramionami. – To był okropny sen. Merlinie, ta kobieta była stara – jęknął z obrzydzeniem. – Nie wiem co musiałoby się stać, bym chciał ją w ogóle dotknąć – wzdrygnął się.
– Strasznie irytujące to twoje powodzenie u kobiet – mruknęła z niesmakiem.
– Co masz na myśli? – Posłał jej pełne powątpiewania spojrzenie.
– Bellatriks, ta Sprout i Lawender nie daje ci spokoju pomimo tego, że jesteśmy po ślubie – odparła pełnym pretensji głosem. – O, a zaraz po narodzinach Hugo, wówczas, gdy jeszcze źle się czułam, tańczyłeś z panią Crabbe. Z Pansy, Severusie – dodała z wyrzutem.
– Jesteś stuknięta – burknął. – Nie tańczyłem z tą idiotką, tylko z jej matką. Byliśmy na balu u Parkinsonów, na który sama chciałaś iść. Jak miałem się wykręcić od tańca z panią domu?
– Z panną Tonks też musiałeś tańczyć, ha? – Popatrzyła na niego wyczekująco.
– Owszem, musiałem – prychnął. – Obściskiwałaś się z jej narzeczonym. Musiałem ją poprosić do tańca.
– Z nikim się nie obściskiwałam – warknęła.
– Jasne – zadrwił. – I chcesz mi wmówić, że cała ta banda rudych idiotów, którą widzę obok ciebie, jak tylko na chwilę spuszczę cię z oka nie próbuje cię podrywać. Albo Black, który wciąż nie może przeboleć swojej straty – fuknął. – Ciągle obok ciebie skacze. Ciągle z tobą flirtuje, nie wspomnę już o tym durnym eliksirze, który ci podał. Chociaż to mogę jakoś jeszcze zrozumieć; jesteś jego ostatnią deską ratunku. Jeśli nie uda mu się zdobyć bogatej żony bądź kochanki – wypluł – skończy na bruku. O, i nie tańczyło się z panem, jak mu tam … Creevey na balu u Averych. Niech ja dorwę szczeniaka w swoje ręce. Od dziś, moja droga żono, nie będziesz chodziła na żadne bale. W ogóle nigdzie nie będziesz wychodziła. I żadnych wycieczek do tej rudej. – Hermiona nie wytrzymała i wybuchnęła gromkim śmiechem. – I z czego rżysz?
– Jesteś zazdrosny – parsknęła.
– Nie jestem zazdrosny – warknął ze złością. – Jedynie stwierdzam fakty.
– Wyobraź sobie, że panu Creeveyowi, Colinowi, urodziła się córka – zaczęła – i wymyślił sobie, że będę jej matką chrzestną, a za kilka lat wyswata ją z naszym najstarszym synem.
– Z Severusem? – spytał, nie dowierzając. – To dziecko.
– Yhy – przytaknęła. – Jego córka miała wówczas trzy miesiące. Przez cały taniec nie mówił o niczym innym, jak tylko o posagu, jaki planuje jej zostawić.
– Co mu powiedziałaś? – Spojrzał na nią uważnie.
– Chyba nie myślisz, że jakakolwiek córka Colina będzie wystarczająco dobrą partią dla naszego synka – prychnęła. – Powiedziałam mu, że moi synowie sami poszukają sobie żon. Chyba się na mnie obraził.
– Już ja sobie porozmawiam z tym małym gnojkiem – mruknął ze złością.
– Zostaw Colina w spokoju – powiedziała, spoglądając na niego twardym wzrokiem.
– Niby dlaczego miałbym? – spytał zjadliwie.
– Bo nic złego nie zrobił – odparła łagodnie.
– Będę jak zawsze sprawiedliwy. – Posłał jej ironiczny uśmieszek, a Hermiona westchnęła z rezygnacją.
– Powiedz mi co przeczytałeś w tej zakodowanej księdze? – Przesiadła się naprzeciw niego, oczekując wyczerpującego wykładu.
– Wciąż niewiele z niej rozumiem – wyjaśnił. – Jest tam zaklęcie odsyłające dusze, na które została rzucona klątwa, do czasu, w którym można tej klątwie zapobiec.
– Sugerujesz, że to właśnie się z nami stało? – spytała niepewnie.
– Nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Podejrzewam, że to możliwe.
– Ich dusze nas opętały? – zdziwiła się.
– Nie sądzę. – Pokręcił głową. – Myślę, że nasze i ich dusze są w jakiś sposób połączone. Ani ty, ani ja nie jesteśmy opętani.
– Na strychu znalazłam książkę opisującą wędrówkę zaklętych dusz. – Hermiona zamyśliła się. – Z tego co tam napisano, dusza może przejść swobodnie na drugą stronę, ale istnieją klątwy, które mogą zakłócić jej przejście. W akcie zemsty, można skazać kogoś na wieczną tułaczkę albo udrękę. Ale to wcale nie muszą być złowrogie klątwy – dodała, spoglądając na niego z zamyśleniem. – Można rzucić urok w jakimś konkretnym celu. Wówczas dusza spoczywa w spokoju, ale na ziemi pozostaje jej widmo, które pod wpływem sprzyjających okoliczności przenika do duszy potomków i zmusza do wypełnienia woli przodków. Nie sądziłam, że to możliwe, dlatego nie zagłębiałam się w tę księgę.
– Znajdziesz ją dla mnie jutro? – poprosił, a ona przytaknęła z uśmiechem.
– Sądzisz, że jeśli coś się stało z ich duszami, moglibyśmy tam wrócić, do ich czasów i zapobiec temu, cokolwiek się stało? – spytała, przygryzając wargę.
– Temu właśnie służy to zaklęcie – odparł. – Jest tylko jeden problem, pani Snape – westchnął. – Nie ma drogi powrotnej. Zostaniemy tam na zawsze, nasze dusze się połączą, nasze wspomnienia wymieszają. Będziesz tą Hermioną i tamtą jednocześnie. Jeśli uda nam się pokonać klątwę, o ile taka została w ogóle rzucona, odrodzimy się ponownie i żadne widmo duszy już nas nie będzie prześladowało. Możliwe też, że zmienimy bieg historii i żadne z nas po dwustu latach się nie narodzi. – Zbliżył się do niej i chwycił jej twarz w dłonie.
– Lubię życie z tobą, Severusie – wyznała.
– Jesteś skłonna zostawić to wszystko? Świat za barierami? – Spojrzał prosto w jej oczy.
– Tam nic na mnie nie czeka, Severusie. Nawet jeśli Harry zwycięży … już zawsze będę musiała oglądać się za siebie. Zawsze będę musiała się przed kimś chować – odparła łagodnie.
– Przykro mi, że cierpisz za moje grzechy, Hermiono. – Wplótł palce w jej włosy i delikatnie przejechał kciukiem po policzku.
– Jestem szczęśliwa, z tobą. I wcale nie tęskno mi do wyjścia stąd – zapewniła.
– Dlaczego ze mną? Dlaczego zakochałaś się we mnie, Hermiono? Czy to dlatego, że nie miałaś wyjścia? – pytał niemal rozpaczliwie.
– Myślę, że kochałam cię już tamtej nocy – wyznała szczerze. – Małżeństwo nie zostałoby zawarte bez miłości.
– Tym bardziej nie wiem dlaczego miałabyś mnie kochać. – Uśmiechnęła się i chwyciła jego dłonie mocno ściskając.
– Dzięki pani Snape. To ona pokazała mi ciebie takim, jaki jesteś. Prawdziwego ciebie – zaczęła z uśmiechem. – To jak potrafisz kochać i troszczyć się o kobietę, o mnie. A ja z każdym dniem dostrzegałam w tobie coraz więcej z tamtego Severusa. Otwierałeś się, pokazywałeś mi siebie, swoje serce. Teraz wiem, że mogłabym, że chcę spędzić z tobą całą wieczność. Tak jak pani Snape. Myślę, że oni dają nam wskazówki. Nie tylko te dzięki którym uda nam się zapobiec rzuconej klątwie, ale też pokazują nam, jak kochać. – Ujął jej twarz w dłonie i pocałował z czułością. Przytulił ją mocno i przez chwilę rozkoszował się chwilą, wdychając jej słodki zapach. – A ty, byłbyś skłonny to zrobić?
– Poszedłbym za tobą na koniec świata i … tak – wyznał – podoba mi się ich życie. Nie wiemy jednak co się stało. Nie wiemy kto rzucił klątwę i dlaczego. Możliwe, że coś więcej jest w tej księdze, ale tym zajmiemy się jutro, Hermiono. Jesteś zmęczona i pijana.
– Nie jestem pijana – zaśmiała się, podnosząc z podłogi. – Ale zgadzam się, jestem trochę zmęczona. Jak już się tam znajdę, będę musiała porządnie przyjrzeć się służbie, jaką zatrudniamy.
– Yhy, trzeba zwolnić wszystkie stare baby i przystojnych mężczyzn – zaśmiał się Severus, a Hermiona posłała mu groźne spojrzenie. – Creeveyem zajmę się we wrześniu.
I znowu wiek XVIII
– Severusie? – Hermiona nieśmiało wetknęła głowę do gabinetu męża. – Zdradzisz mi co tak bardzo cię pochłonęło, że nie zaszczyciłeś nas na kolacji?
– Kolacji? – Mężczyzna poderwał nagle głowę, spoglądając na stary zegar. – Merlinie, Hermiono przepraszam – wykrzyknął z przerażeniem i pospiesznie podszedł do niej. – Zaczytałem się, ale nie sądziłem, że jest tak późno, a prosiłem pokojówkę, by mi nie przeszkadzano. Przepraszam, najmilsza.
– Nic się nie stało – zapewniła z uśmiechem. – Myślałam, że pracujesz nad czymś ważnym, dlatego nie zaglądałam wcześniej, ale … nie możesz nie jeść, bez względu na to, jak ważne jest to co czytasz – skarciła go. – Kazałam zostawić kolację w jadalni – dodała już łagodnym tonem, a on ucałował ją delikatnie, obejmując w talii. – Chłopcy są troszkę zawiedzeni. Hugo już śpi, ale może Albusowi i Severusowi poczytałbyś do snu?
– Oczywiście, najdroższa – zapewnił, oplatając ją ramieniem i poprowadził w stronę jadalni.
– Zdradzisz mi co tak bardzo oderwało cię od ojcowskich obowiązków? – spytała, gdy zasiadł już do stołu.
– Robiłem porządki w rzeczach po moich rodzicach – odparł. – Szczerze mówiąc, nigdy do tego nie zaglądałem. Po śmierci ojca nie miałem dość sił, by to zrobić.
– Och – jęknęła Hermiona. – Może niepotrzebnie ci przeszkodziłam.
– Potrzebnie. – Chwycił jej dłoń i z czułością ucałował.
– Znalazłeś coś ciekawego? – spytała z troską.
– Owszem, ale porozmawiamy o tym później, dobrze? – poprosił, wracając do kolacji. – I możecie wejść, wy małe pędraki – zawołał do czających się w drzwiach chłopców.
– Hugo – wykrzyknęła Hermiona. – Miałeś już spać.
– A bajeczka? – spojrzał na nią błagalnie i po chwili przeniósł wzrok na ojca.
– Dajcie mi dokończyć, a później poczytamy w bibliotece – zapewnił Severus.
Hermiona westchnęła zrezygnowana. Zwykle wspólne czytanie kończyło się dopiero wówczas, gdy chłopcy zasypiali zmęczeni na kanapach, a następnego ranka z trudem wyciągała ich z łóżek, by mogli o czasie rozpocząć swoją naukę. Był świadom tego, że mocno rozpieszcza swoich synów i często przymyka oko na ich obowiązki i godziny snu, ale Hermiona nie była skłonna odpuścić im choćby jednego dnia nauki. Zwłaszcza, jeśli powodem było siedzenie do późna. Odetchnął głęboko i ucałował dłoń żony.
– Przypominam tylko, że jutro rano macie lekcje łaciny z panem Prewettem – zakomunikowała surowym tonem. – Punkt ósma, chcę waszą trójkę widzieć na śniadaniu i ostrzegam; jeśli Marlena i Lily poskarżą mi się, że ociągaliście się z pobudką, więcej nie zgodzę się, by ojciec czytał wam tak późno. – Severus z trudem utrzymał powagę na twarzy, widząc, jak jego małżonka ściąga usta, by wyglądać na surową. W rzeczywistości, była jeszcze bardziej łagodna niż on. Chociaż goniła chłopców do nauki i starała się, by sumiennie przestrzegali wyznaczonych godzin, to poza tym była dla nich pobłażliwa i bardzo wyrozumiała.
– A czy ja też mogę jutro latać? – Hugo z błagalną miną spojrzał najpierw na niego, a po chwili na Hermionę.
– Przykro mi, kochanie, ale na to jesteś jeszcze za młody. – Hermiona uśmiechnęła się pogodnie do młodszego syna i pociągnęła go na swoje kolana.
– Ale pani Hooch …
– Pani Hooch zacznie z tobą lekcje w stosownym dla ciebie czasie – przerwała mu, gładząc go po policzku. Chłopiec próbował jeszcze, spoglądając na niego błagalnie, ale nawet gdyby był skłonny zgodzić się na wcześniejsze lekcje latania, nie mógł sprzeciwić się żonie. Starsi bracia posłali mu współczujące spojrzenia i głośno krzycząc, wybiegli z jadalni. – Gdy twoi bracia będą na lekcji – szepnęła spokojnym tonem – możesz mi towarzyszyć w wyprawie na łąkę niedaleko jeziora. – Na myśl o zbieraniu kwiatów, Hugo zrobił bardzo niezadowoloną minę.
– Zapewniam cię, młody człowieku, że będziesz z tej wyprawy bardzo zadowolony – przekonywał go, domyślając się, że Hermiona chce malcowi pokazać jednorożce. – Jak powiesz braciom co tam widziałeś będą ci szczerze zazdrościli, a teraz leć do nich i powiedz, że pozwoliłem tobie wybrać bajkę na dzisiejszy wieczór.
– A czy oni to już widzieli? – dopytywał zainteresowany nagle chłopczyk.
– Nie, będziesz pierwszy – odparła Hermiona i pognała syna do biblioteki. – Masz coś przeciwko, jeśli położę się wcześniej spać? – zwróciła się do niego, gdy skończył kolację.
– Oczywiście, że nie, Hermiono – zapewnił. – Powinnaś teraz dużo wypoczywać. Chciałbym jednak z tobą pomówić w dość delikatnej sprawie.
– Mogę zaczekać. – Uśmiechnęła się serdecznie.
– Nie jest to aż tak pilne – odparł, z czułością gładząc jej policzek. – Może zaczekać do jutra. – Przytaknęła i podniosła się, gdy stanął za jej krzesłem. – Spacer tuż po śniadaniu, gdy chłopcy będą na lekcji?
– Niestety, mój drogi – westchnęła. – Ciocia Minerwa zapowiedziała się z wizytą. Myślę, że chce porozmawiać o pannie Sprout.
– Zasadniczo, to i ja o tym chciałem porozmawiać z tobą. – Przystanął w progu i spojrzał na nią uważnie. Posmutniała i zrobiła nieco zrezygnowaną miną. – Znalazłem to nazwisko w zapiskach ojca. Chciałbym ci to pokazać – uspokoił ją pospiesznie. – I przysięgam ci, Hermiono – chwycił ją za dłonie i spojrzał w oczy – nic mnie z tą kobietą nie łączy. – Przytaknęła lekko i pozwoliła mu się przytulić.
– Chciałabym, żebyś był obecny podczas rozmowy z ciotką – poprosiła.
– Będę – zapewnił, całując ją w czubek głowy. – Idź się połóż, najmilsza. Przyjdę zaraz, jak tylko poodkładam ich do łóżek.
– Jak mogłaś, Hermiono, w taki sposób wyrzucić tę nieszczęsną kobietę. – Dobiegły go pełne wyrzutu krzyki Minerwy Dumbledore. – Nie zdradziła mi dokładnego powodu, jak sądzę przez przysięgę, do której ją zmusiłaś, ale domyślam się dlaczego tak ją potraktowałaś. – Szanował wujostwo małżonki, ale mocno denerwowało go, gdy pani Minerwa wtrącała się w ich osobiste sprawy, a robiła to przy każdej możliwej okazji. Miała tysiące rad odnośnie wychowania dzieci, oczywiście każda jedna wbrew temu, jak postępowała Hermiona. Polecała im wciąż nowe służące, ogrodników i stajennych, chociaż służby i skrzatów mieli pod dostatkiem. Ostatnio nawet wyrażała swoje niezadowolenie z powodu koni, jakie zakupił dla małżonki. Sama, bez konsultacji przysyłała nauczycieli dla chłopców i sama starała się układać dla nich plan zajęć. Jak tylko mógł, usiłował temu przeciwdziałać i zwykle dość twardo sprzeciwiał się działaniom ciotki, ale Hermiona, jakby zapominając, że jest już dorosła z pokorą przyjmowała nagany i wypełniała jej wolę. Zdawała sobie sprawę ze swojego braku asertywności, dlatego zwykle prosiła, by był obecny przy podobnych rozmowach.
– Ciociu …
– Hermiono, nie było cię przez miesiąc. – Zaczął pospiesznie zapinać surdut, przypominając sobie co obiecał wczoraj żonie i ruszył do salonu. – Nie sądziłaś chyba, że przez ten czas, łóżko twojego męża będzie czekało na ciebie puste.
– Ufam, że moja żona tak właśnie sądziła – wszedł jej w słowo. – Witam panią, pani Dumbledore. – Skłonił się i kątem oka dostrzegł, jak Hermiona odetchnęła z ulgą. – Nie sądzę, by to co dzieje się w naszej sypialni musiało być przedmiotem jakiejkolwiek dyskusji, ale skoro już porusza pani tę kwestię, to dla pani informacji, moja żona jest jedyną kobietą, z którą sypiam i będę sypiał, bez względu na to, jak długo przebywa poza domem. Dużą wagę przykładam, by służbę jaką zatrudniam stanowiły osoby dyskretne i z dużym poczuciem szacunku dla mojej żony. Każda jedna pokojówka w tym domu wie, jakim uczuciem darzę pani podopieczną i żadna nie próbowała nigdy naruszyć tej więzi, aż do czasu panny Sprout – wypluł, spoglądając gniewnie na starszą czarownicę. – Panna Sprout przekroczyła granice nie tylko te wyznaczane przez nas, ale też wszelkie granice dobrego smaku, kultury i dobrego wychowania. Została zwolniona przeze mnie, nie przez Hermionę i jeśli ma pani ku temu jakieś obiekcje, proszę kierować je pod moim adresem.
– Wyraził się pan dość jasno w tej kwestii, Severusie. – Kobieta odetchnęła głęboko i spojrzała na Hermionę już nieco łagodniej. Chciało mu się śmiać, gdy uświadomił sobie, że jego żona chcąc być surową dla dzieci, stara się naśladować minę swojej ciotki. A co śmieszniejsze, obydwie równie szybko przeobrażały się w łagodne i ustępliwe. Zwykle po tego typu wybuchach złości na Hermionę, Minerwa Dumbledore stawała się potulna niczym baranek. – Byłam pewna, że panna Sprout przypadnie wam do gustu. Wybaczcie, że naraziłam was na niepotrzebne nieprzyjemności i stresy.
– Mam nadzieję, że zakończyliśmy już temat panny Sprout. – Severus z uśmiechem skinął do starszej wiedźmy. – Stres nie jest wskazany w stanie, w jakim aktualnie znajduje się moja małżonka.
– Niedomagasz, Hermiono? – Minerwa szczerze zmartwiona przesiadła się obok Hermiony.
– Wszystko w porządku, ciociu. – Kobieta uśmiechnęła się zawstydzona. – Ja i Severus spodziewamy się kolejnego dziecka – dodała, coraz bardziej się czerwieniąc.
– Och – jęknęła Minerwa – to wspaniałe wieści. Severusie, gratuluję – wykrzyknęła radośnie. – Albus będzie przeszczęśliwy. Nawet nie wiecie, jak ubolewa nad małą liczbą wnuków. Tak bardzo się cieszę, Hermiono. – Pani Dumbledore przytuliła Hermionę i nieco niepewnie podeszła też uściskać Severusa.
– Pani Minerwo – Severus zatrzymał ją jeszcze, gdy wchodziła do swojego powozu. Zatrzymała się w pół korku i spojrzała na niego karcąco.
– Jak mam cię przekonać, byś zwracał się do mnie w bardziej poufały sposób? – spytała z nutką rozbawienia. – Jeśli nie chcesz, Severusie, nazywać mnie po imieniu, pragnę zwrócić ci uwagę, że jestem także twoją ciotką. Nie jesteśmy we dworze i myślę, że nie złamiemy żadnych konwenansów, jeśli nieco ocieplimy nasze relacje. Wiem, że Hermionie bardzo na tym zależy.
– Proszę mi wybaczyć – skłonił się z lekkim uśmiechem – postaram się więcej nie zapomnieć. Jestem pewien, że małżonka moja byłaby bardziej szczęśliwa, gdybym w ten sposób złamał etykietę.
– O, tego jestem pewna. – Kobieta wywróciła oczami. – Zawsze lubiła nieco naginać zasady. Ale to dobra dziewczyna. Cieszę się, że trafiła na mężczyznę, który szczerze ją kocha. Kiedyś uważałam to za brednie i namawiałam, by przede wszystkim znalazła męża dobrze sytuowanego, z odpowiednią do jej pozycją. Na jej szczęście mnie nie słuchała i kierowała się głównie sercem. Znalazła ideał, jak widzę. Jeszcze raz przepraszam za pannę Sprout. Teraz mam wyrzuty sumienia, że tak bardzo polecałam ją Hermionie.
– Właśnie o to chciałem ciocię zapytać – westchnął. – Skąd pani ją zna, jeśli wolno spytać?
– To żadna tajemnica, chłopcze – odparła ze smutnym uśmiechem. – Panna Sprout to siostra naszego ogrodnika. Po jego śmierci, sześć miesięcy temu, zatrudniliśmy jego żonę, świetnie opiekuje się naszym ogrodem. Kilka dni po tym, jak przyjęliśmy panią Sprout, jej szwagierka przyszła pytać o posadę. Nie mieliśmy nic wolnego, ale Hermiona ma tak dużo pracy przy dzieciach, więc pomyślałam, że przyda wam się jeszcze jedna pokojówka. Przyznam szczerze, że pani Sprout nie wyrażała nad tym zachwytu. Zdawało mi się, że obydwie panie nie pałają do siebie zbyt dużą sympatią. Wówczas wmawiałam sobie, że tylko tak mi się zdawało, ale teraz rozumiem, że faktycznie mogą się nie lubić. Dlaczego o nią pytasz? – Spojrzała na niego uważnie.
– Zastanawiałem się co mogło kierować tą kobietą – odparł. – Odniosłem wrażenie, że ma o coś żal do Hermiony – skłamał gładko.
– Czy masz coś przeciwko, byśmy z wujem urządzili niewielkie przyjęcie na cześć Hermiony? – spytała z miłym uśmiechem. – Przyda jej się troszkę rozrywki i będzie to wspaniała okazja, by ogłosić jej stan.
– Sam już się nad tym zastanawiałem …
– Proszę – przerwała mu – Severusie, pozwól mi się tym zająć. – Skinął lekko na zgodę i poczekał chwilę na gościńcu, aż kobieta odjedzie.
Sypialnia w wieku XX
– Spodobałbyś się mojej mamie. – Hermiona przywitała się z nim, całując go czule w nos.
– A ojcu? – spytał przekornie, mocno ją do siebie przyciągając.
– Wyobrażasz sobie, byś polubił jakiegokolwiek mężczyznę w życiu naszej Jane? – odparła pytaniem.
– I nie przeszkadzałoby twojej mamie, że jestem w jej wieku? – Spojrzał na nią z wysoko uniesioną brwią.
– Mama była prawdziwą romantyczką – zaśmiała się smutno. – Podobałoby jej się w jaki sposób dbasz o mnie i że robisz to tak otwarcie. Myślę, że ani mama, ani tata nie zwróciliby uwagi na różnicę wieku. Mama była młodsza od taty o piętnaście lat – wytłumaczyła. – Poza tym, myślę że komuś dojrzałemu prędzej by zaufali niż komuś w moim wieku.
– A tobie? – Przytulił ją i ucałował w czubek głowy. – Przeszkadza ci, że jestem stary?
– Nie jesteś stary – oburzyła się. – Jesteś starszy ode mnie, ale nie stary, Severusie – zaśmiała się. – I nie, nie przeszkadza mi to. Jesteś pierwszym mężczyzną, w którym się zakochałam. Myślę, że w jakiś sposób twoja dojrzałość miała na to wpływ. Nie umiałabym zakochać w kimś, kto jest niestabilny emocjonalnie.
– A pan Krum? Weasley? McLaggen? – zadrwił. – Mógłbym pewnie zrobić całą listę, ale mi się nie chce.
– Jesteś czasem taki zabawny – prychnęła ze złością. – W żadnym z nich nie byłam zakochana.
– Tylko się z tobą droczę, Hermiono. – Przyciągnął ją ponownie, gdy próbowała wstać z łóżka.
– A ty? Byłeś zakochany? – spytała poważnie.
– Wydaje mi się, że przerobiliśmy już ten temat – odpowiedział z niezadowoleniem.
– Nie, rozmawialiśmy jednie o mamie Harry'ego – odparła Hermiona. – Na świecie jest jeszcze całe mnóstwo kobiet, które stanęły na twojej drodze.
– Hermiono – odetchnął głęboko – bardzo starałem się unikać tematu kobiet, ale chyba na dłuższą metę to nieuniknione. Zadowoli cię odpowiedź, że jesteś jedyną, którą kocham? Którą kiedykolwiek kochałem? – Pani Snape spojrzała na niego niezbyt pewnie. – Tak myślałem. Nigdy nie byłem z żadną kobietą w związku. Jak już ci kiedyś wspominałem, nigdy też z żadną nie umówiłem się na drugą randkę. Po pierwsze, dlatego że żadna nie zrobiła na mnie wystarczającego wrażenia, a po drugie, jako szpieg i śmierciożerca, nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek uczucia. Chociaż to zdaje się być zupełnie od nas niezależne, jeśli na naszej drodze staje odpowiednia osoba. Sypiałem z kobietami, ale to wszystko, Hermiono. Nie jestem z tego dumny, ale większości nawet nie znałem imienia. I nie wyobrażaj sobie, że przez moje łóżko przewinęły się jakieś niezliczone tabuny. Nie jestem typem mężczyzny, który na każdym kroku śpiewa o swojej miłości, ale nie zamierzam też ukrywać swoich uczuć względem ciebie. Zależy mi jednak, byś mi ufała, byś wiedziała co czuję bez mówienia o tym każdego dnia.
– Ufam ci – szepnęła.
– To co do ciebie czuję to nie jakieś przelotne uczucie – kontynuował. – Wiem, jak to wygląda. Pojawiłem się w twoim życiu dość nagle, ale wiedz, że nie zamierzam z niego zniknąć.
– Wiem, Severusie – mruknęła, wtulając się w niego. – Tylko czasem … – zawahała się – tak trudno mi uwierzyć, że jestem po prostu szczęśliwa i boję się, że ktoś to ode mnie zabierze.
– Nie wiemy co będzie jutro – westchnął. – Nie mogę ci zagwarantować, że nic złego się nie wydarzy, ale mogę ci obiecać, że będę cię kochał. Zawsze. I zawsze będę starał się cię ochraniać.
Spojrzała na niego i ciepło się do niego uśmiechnęła. Chwycił jej twarz w dłonie i z czułością pocałował w usta.
– Co było w tym pamiętniku ojca Severusa? – spytała po chwili. – Miałeś mi powiedzieć przed snem, ale zasnęłam.
– Nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Zacząłem śnić, gdy weszłaś do mojego gabinetu. Nie mam pojęcia co chciałem ci powiedzieć.
– Wiesz, gdzie może być ten pamiętnik? – Przygryzała wargę i spojrzała na niego z nadzieją.
– Mam nadzieję, że jest gdzieś w pudłach Severusa, tam na dole – odparł bez przekonania. – Na szczęście wszystko tam jest dość dobrze opisane. Jeśli ten pamiętnik jest w domu, znajdziemy go bez problemu. Od twojej ciotki wiem też, że tajemnicza pokojówka była siostrą zmarłego męża Sprout.
– Myślisz, że profesor Sporut ma szwagierkę? – Hermiona zrobiła minę, jakby w jej głowie formował się niecny plan zemsty na kobiecie.
– Spytam przy najbliższej okazji, ale jeśli ma, przypominam ci, że nie jest to kobieta, która próbowała mnie uwieść – zapewnił.
– Jesteś pewien? – sarknęła, czym zasłużyła sobie na groźne spojrzenie.
– Nie sypiałem ze starymi, wychudzonymi babami – warknął. – I wstawaj – dodał, spychając ją z łóżka. – Dziś i aż do rozpoczęcia roku szkolnego nie wchodzimy do laboratorium. Poszukamy tego pamiętnika. Możesz znaleźć dla mnie tę książkę o duszach?
– Powinna być w moim pokoju – odparła, wstając. – Przyniosę ci ją po śniadaniu.
– Nie myślałaś, że powinniśmy zajmować jeden, wspólny pokój? – spytał, obejmując ją w pasie.
– Myślałam – prychnęła. – To ja ciągle muszę wędrować po ubranie na drugi koniec korytarza. Mój pokój jest większy i ładniejszy.
– Myślałem o zupełnie innym pokoju – wyznał. – Sypialnia moich pradziadków ma dwie garderoby i dużą łazienkę. I większe łóżko – dodał, całując ją w szyję.
– Będziesz musiał nocować w Hogwarcie, prawda? – Odwróciła się do niego przodem i oprała dłonie na jego klatce piersiowej.
– Zamierzam się do ciebie wymykać – szepnął jej do ucha z zalotnym uśmiechem. – Dziś wieczorem, Dumbledore zwołał zebranie i muszę na nim być, chcesz iść ze mną?
– Mogłabym? – spytała z nadzieją.
– To najwyższy czas, bym przedstawił swoją żonę całemu gronu pedagogicznemu – mrugnął do niej i lekko ucałował w czoło. – Poza tym, uwielbiam patrzeć na minę Minerwy, gdy cię całuję.
– Wszyscy nauczyciele mnie znają; chcesz, bym poszła z tobą, byś mógł robić na złość profesor McGonagall? – Spojrzała na niego z krzywą miną.
– Rozgryzłaś mnie – mruknął. – I nie znasz nowego nauczyciela od Obrony.
– Wiesz coś? – spytała, nie kryjąc ciekawości.
– Wiem, że to nie będę ja – prychnął. – Dyrektor co roku trzyma tę posadę w tajemnicy do samego końca, jakby to miała być jakaś długo wyczekiwana niespodzianka.
– I jak dotychczas nie udało mu się znaleźć nikogo interesującego – odparła z krzywą miną. – Nie mówiłeś, że starałeś się o tę posadę.
– Nie mówiłem, bo nie starałem – odparł, wchodząc do garderoby. – Mam teraz ważniejsze rzeczy na głowie, niż nowa posada.
– Co masz ważniejszego? – spytała zalotnie, przyglądając się, jak ubiera koszulę.
– Ciebie, moja droga. – Podszedł do niej i ucałował ją w usta.
Z lekkim uśmieszkiem przyglądał się zachwytowi w jaki wpadła Hermiona po wejściu do piwnicy. Podobnie jak on, była oszołomiona jej wielkością i porządkiem, ale miał nadzieję, że on nie robił tak głupich min, gdy zszedł tam po raz pierwszy. Widział, jak kusi ją by zajrzeć do każdego z kwartałów, ale ostatecznie powstrzymała się i ruszyła dzielnie do daty ich małżeństwa. Wcześniej sporo na ten temat rozmawiali i obydwoje doszli do wniosku, że lepiej będzie jeśli nie będą starali się poznać zbyt wiele szczegółów z życia potomstwa państwa Snape. Sam nie wiedział, co go przed tym powstrzymywało. Nie było niczym dziwnym w zagłębianiu się w przeszłość swojej rodziny i nie miał żadnych skrupułów, by przeglądać rzeczy prababki albo rodziców, jednak w poznawaniu losów ludzi, o których śnił coś go stopowało. Czuł, podobnie zresztą jak Hermiona, że to tak, jakby poznawał swoją własną przyszłość. Dlatego póki co ograniczał się do lat, jakie zdążył poznać w snach.
– O, bogowie – krzyknęła z zachwytem, patrząc na portret ich dzieci – ci chłopcy wyglądają jak ty.
– Jak każdy mężczyzna z mojego rodu, Hermiono – spojrzał na nią krzywo, nie upatrując w portrecie niczego zabawnego.
– Wyobrażasz sobie miny swoich uczniów, gdyby zobaczyli taką gromadę ciebie w różnym wieku? – zaśmiała się.
– Byłoby zabawnie, gdyby nasze dzieci mogły chodzić do szkoły razem z Potterem – mruknął, po czym uśmiechnął się zjadliwie. – Właśnie rozpaliłaś we mnie chęć posiadania syna. Bliźniaki nie wydają się złe.
– Chcesz syna, by straszyć nim uczniów w Hogwarcie za jedenaście lat? – Roześmiała się radośnie.
– Snape junior na każdym roku, to by było coś – dodał z rozmarzeniem, czym rozwiał radość małżonki. – Jeszcze nic straconego – kontynuował z błogą miną. – Z dużym prawdopodobieństwem Potter przeżyje tę wojnę i napłodzi całą gromadę dzieciarów z tą rudą. Nasi mili synowie staną się ich prawdziwą zmorą. Już ja …
– Czasem zastanawiam się, które z nas to to starsze – prychnęła.
– Chciałem sobie tylko poprawić humor – odparł, wzdychając.
– Coś cię gryzie, Severusie? – Podeszła do niego i delikatnie pogładziła po policzku. – Myślałam, że masz całkiem dobry humor.
– Nic nie stoi na przeszkodzie, by był jeszcze lepszy, prawda? – zaśmiał się.
– Nie chcesz tabuna dzieci, prawda? – spytała, przyglądając się mu uważnie. – Droczysz się jedynie, bo wiesz, jak bardzo przyprawiasz mnie tym o dreszcze.
– Dreszcze, powiadasz? – szepnął jej do ucha.
– Przerażenia – dodała, wywracając oczami.
– A ty mimo wszystko dajesz mi się prowokować – odparł, rozkładając bezradnie ramiona.
– To dziwne, że wpadają mi w ręce jedynie obrazy, które już widziałam we śnie. – Hermiona zamiast szukać po co przyszli, wciąż uparcie szperała w rzeczach, które on już przeglądał. Co gorsza kompletnie ignorowała porządek, jaki tam wcześniej zrobił. Zacisnął zęby i przeglądał zawartość kufra, który zdawało mu się, był starszy niż cała reszta.
– Tego nie oglądaj. – Wyrwał jej pospiesznie płaskie pudełko obszyte aksamitem. – Ja to widziałem we śnie, ty nie – wyjaśnił. – I nie chcę byś widziała. To znaczy on nie chce by jego żona widziała. – Odetchnął, gdy nie nalegała na oglądanie. Kompletnie wyleciało mu z głowy, by schować to przed nią nim zaprosił ją na dół. Nie miał zbyt wielu możliwości zakupu dla niej prezentu urodzinowego, a chciał to załatwić zanim rozpocznie się rok szkolny. Musiał się troszkę wysilić, ale zaklęcia z książeczki, którą znalazł wśród biżuterii troszkę mu pomogły. Chciał móc podarować jej coś o wiele piękniejszego, ale liczył, że Hermiona doceni prezent.
Wśród rzeczy swojej prababki, znalazł naszyjnik z trzema kaboszonami wysadzanymi rubinami. Zapewne kamienie nie należały do tanich, ale coś takiego kompletnie nie pasowało do jego żony. Wyjął kamienie, a zamiast nich osadził tam zdobione, kryształowe fiolki z eliksirami. Środkową, największą wypełnił eliksirem wiggenowym, mniejsze; Felix Felicis i eliksirem iluzji. Była to dość rzadka mikstura, a uwarzenie jej stanowiło nie lada sztukę. Początkowo, chciał zażartować i nalać tam balsamu do włosów, ale ostatecznie stwierdził, że skupi się na jej bezpieczeństwie. Eliksir iluzji, można było wykorzystać w walce przeciwko jednemu bądź grupie skupionych blisko ludzi. Rzucony w ich kierunku zatruwał swoimi oparami i wywoływał halucynacje trwające nawet do dziesięciu minut. Dawało to sporą przewagę, zwłaszcza, jeśli zagrożenie stanowił więcej niż jeden czarodziej.
Dzięki zaklęciom, które odnalazł wśród rzeczy Severusa, udało mu się tak wkomponować te fiolki, że kaboszony wyglądały jak wysadzone kryształem i kotś niewtajemniczony nie miał prawa dostrzec, że zawierają tak ważne mikstury. Miał nadzieję, że Hermiona nigdy nie będzie musiała użyć żadnej z nich, ale pamiętając jej przygody z Malfoyem, a później z Bellatriks, wolał dmuchać na zimne. Sprawa jej bezpieczeństwa stawała się jego małą obsesją, za co odpowiedzialność zrzucał na ich przysięgę małżeńską. Severus ze snów wciąż wynajdował nowe czary, uroki i biżuterię, która miała ochraniać jego żonę, i on w dużej mierze zapożyczał je od niego. Hermiona na szczęście nie była w pełni świadoma zaklęć jakimi ją raczył albo co też prawdopodobne, udawała, że nic nie wie.
– Dziwne – szepnęła, gładząc jedwabny szal – dotykać rzeczy, które były ich własnością. Pamiętam, że Hermiona dostała go od Severusa, gdy ten musiał wyjechać aż do Kornwalii. Nie było go przez sześć tygodni i obudziłam się ze strasznym uczuciem tęsknoty. Sypialnia, o której mówiłeś, sypialnia twoich pradziadków, to ich sypialnia, prawda?
– Tak to wygląda – odparł, gładząc jej dłoń. On też był zmęczony doświadczaniem uczuć, których w rzeczywistości nie przeżył. Kochał Hermionę, ale sporo emocji z nią związanych dotyczyło nie jej, ale tamtej Hermiony. Czasem zdarzało się, że mylił rzeczywiste wspomnienia ze snami, czasem doszukiwał się w niej pani Snape, a coraz częściej i w sobie szukał tamtego Severusa. Zaczynał obawiać się, że przeniesienie się w tamte czasy i połączenie z parą sprzed ponad dwustu lat będzie jedynym rozwiązaniem, by mogli spokojnie zacząć żyć. Nic go tu nie trzymało i jeśli tylko jego żona byłaby na to gotowa, on mógłby to zrobić choćby dziś. Bał się jedynie tego co może się stać. Ich dusze pozostaną prawdopodobnie nienaruszone, a dusze dziadków spoczną w spokoju, wspomnienia jednych i drugich przenikną się wzajemnie, ale ich świadomość pochodzenia z innego świata pozostanie na zawsze.
Czasy nie były tak odległe i mógłby tam żyć. Hermiona też z całą pewnością odnalazłaby wiele korzyści ze zmiany, ale nie wiedział, jak wiele mogli zniszczyć, próbując naprawić cokolwiek, co duszom ich przodków nakazywało pozostanie na tym świecie. Czy odrodziliby się ponownie, skoro jego żona tak bardzo stroniła od dzieci. Wcześniej udało mu się prześledzić drzewo genealogiczne, ale jedynie do Severusa urodzonego w 1750 roku, starszego z braci bliźniaków. Co dziwne, dyrektorowi, który zgromadził dla niego całe pliki dokumentów z ministerstwa, nie udało się znaleźć wzmianki, że rodzicami tego Severusa i jego brata Albusa była kobieta o panieńskim nazwisku Granger. Nie były to czasy aż tak bardzo odległe, a biorąc pod uwagę fakt, że szlacheckie rody dużą wagę przywiązywały do swoich korzeni, stanowiło to dla Severusa niemałą zagadkę. Owszem w domu znalazł sporo dokumentów świadczących o tym, że dwieście pięćdziesiąt lat temu zawarli związek małżeński, ale nic w oficjalnych archiwach. W starych wydaniach gazet, które przeglądała Hermiona były częste wzmianki o państwu Snape, ale wydanie z ogłoszeniem ślubnym zaginęło.
Dziwne zbiegi okoliczności, a przede wszystkim czas, w jakim to wszystko zaczęło się dziać, podpowiadały mu, że ktoś wciąż manipuluje ich życiem. Nie mógł też pojąć, jakim cudem Hermionie udało się odkryć ogród zielny i dlaczego nie wiedział o tym, skoro nałożone na niego są bardzo silne bariery i alarmy. I jak to się stało, że akurat tego samego dnia czytali pamiętniki, w dodatku na ławkach oddzielonych od siebie jedynie krzewem?
– Severusie, jeden z bliźniaków był twoim dziadkiem – Hermiona wyrwała go z zamyślenia – a moim przodkiem była ich siostra?
– Jeśli daliśmy jej na imię Jane, to całkiem możliwe – odparł. – Tak masz na drugie, prawda?
– Tak miała na imię moja babcia. – Zamyśliła się. – Ale to popularne imię i wówczas, i dziś.
– Każde z ich dzieci może być twoim pradziadem albo prababką, Hermiono – westchnął. – Możliwe, że Severus miał też córkę. – Pani Snape zerknęła w stronę, gdzie zgromadzone były dokumenty z późniejszych lat.
– Mam wrażenie, że to nie ma żadnego znaczenia, po prostu jestem ciekawa – zaśmiała się.
– Dajmy sobie jeszcze trochę czasu, Hermiono. – Odetchnął i pogładził ją po włosach, wpinając w nie dyskretnie znalezioną wcześniej prześliczną spinkę jego żony ze snów. – Zajrzymy tam, kiedy wszystko inne zawiedzie. – Przytaknęła i zaskoczona dotknęła ozdoby.
– Skąd to masz? – spytała, przyglądając się w transmutowanym przed chwilą lusterku. – Jest śliczna.
– To pamiątka rodzinna – wyjaśnił z uśmiechem. – Należała do babki Severusa, ale możliwe, że jest jeszcze starsza. Dostał to od niej w prezencie.
– Jest niezwykła, dziękuję, Severusie. – Uśmiechnęła się i ucałowała go w policzek. – Ha – wykrzyknęła nagle z triumfem – przegapiłeś coś.
– Pewnie sporo przegapiłem, Hermiono, ale mam pamiętnik jego ojca – odparł z zadowoloną miną.
– Umiałbyś korzystać z tego palnika, który był w komplecie do kociołka z chińskiej terakoty, który Severus wyskaml... przekonał swoją ciocię, by mu go podarowała? – spytała od niechcenia.
– Sama mu go podarowała – syknął. – Ja nie skamlę, kobieto. Jak coś chcę to, to dostaję.
– Oczywiście – sarknęła. – To umiałbyś?
– Nigdy nie korzystałem z czegoś podobnego, chociaż nie ukrywam, że szukałem czarów, które w taki sposób utrzymywałyby ogień. Niestety nie działały poprawnie – odpowiedział, rozkładając ręce. – Według zapisków Severusa to bardzo przydatne narzędzie, a kociołek bez niego nie działa tak jak on to opisywał – westchnął nieco zrezygnowany.
– A co dostanę za ten palnik? – spytała z szerokim uśmiechem.
– Całusa – mruknął, powstrzymując uśmiech. – I kolczyki do kompletu ze spinką.
– Pozwolisz mi zajrzeć do zapisków Severusa? – Posłała mu błagalne spojrzenie i podała szukany wcześniej palnik.
– Zastanowię się – mruknął i z zadowoleniem odebrał od niej przyrząd. – Gdzie go znalazłaś?
– Tam, gdzie nie szukałeś – zaśmiała się. – W kufrze z szalami i nie pytaj co tam robił palnik.
– Najwyraźniej pani Snape była taką samą bałaganiarą jak ty – burknął. – I wyjaśnij mi, po co kobiecie, komukolwiek cały kufer szali.
– Zobacz jakie są piękne – westchnęła. – Och, ten jest kaszmirowy. Śliczny.
– Chyba śmiało możemy założyć, że wszystkie należą do ciebie – rzekł, przyglądając się wyciągniętemu przez Hermionę kawałkowi materiału. – Mi się nie przydadzą. Chcesz przejrzeć ze mną te pamiętniki ojca Severusa?
– Pewnie. – Owinęła się jednym z szali i łapiąc go za rękę, ruszyła na górę.
Będąc już w bibliotece, gdzie najwygodniej było im zabrać się za czytanie, podał jej zapiski Severusa dotyczące eliksirów, a sam zaczął czytać pamiętnik Tobiasa Snape'a. Początkowo nie znalazł w nim nic ciekawego, chociaż musiał przyznać, że mężczyzna był zdecydowanie innym człowiekiem niż jego ojciec. Pamiętnik był spisany w formie luźnych myśli, podkreślone były ważne wydarzenia i od czasu do czasu uczucia, jakie akurat targały mężczyzną. Co mocno zaskoczyło Severusa, jego prapradziad z niezwykłą czułością pisał o swojej małżonce. W każdym zdaniu, w którym o niej wspominał czuć było miłość jaką ją darzył. Cieszył się na wieść o potomku i szczerze rozpaczał, gdy jego żona straciła dziecko, a kiedy w końcu Severus przyszedł na świat, zdawało się, był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Trzy lata po narodzinach syna nastąpiła przerwa, a dalsze zapiski były zapisem myśli człowieka zgorzkniałego, zmartwionego i zmęczonego.
– Pani Sprout była jego kochanką – odezwał się, spoglądając na Hermionę. Spojrzała na niego, marszcząc brwi. – Tobias pisze o niej niewiele, ale zdaje się, kobieta, matka naszej pokojówki uraczyła go klątwą miłosną. Cały majątek jej męża po jego śmierci przejęli krewni, a ją razem z dziećmi wyeksmitowali do jakiegoś niewielkiego domku na wsi. Kobieta uznała, że jej bogaty sąsiad może nieco zaradzić jej finansowym problemom, ale ze względu na brak wymaganych kwalifikacji nie był skłonny zatrudnić jej u siebie. Uznała, że więcej wskóra jako jego kochanka. – Hermiona odłożyła czytane zeszyty i podeszła do niego. – Severus miał wówczas trzy latka – westchnął. – Tobias na krótko uległ czarowi. Nie tylko zdradził żonę, ale też miał w planach zostawić ją i dziecko. Opamiętał się po trzech miesiącach. Wszyscy wiedzieli o jego romansie, co mocno upokorzyło Eileen, która popadła w chorobę, a później zmarła. Wówczas pani Sprout przystąpiła do kolejnego ataku i próbowała wymusić na nim oświadczyny. Przez krótki czas nawet utrzymywała, że spodziewa się jego dziecka. – Odetchnął głęboko i objął Hermionę, która siadła na jego kolanach. – Tobias kochał swoją żonę i nie mógł darować kobiecie, że przyczyniła się do jej śmierci. Po tym, jak odkrył, że był pod działaniem uroku, postanowił się zemścić. Odkupił domek i przynależne do niego ziemię, w którym mieszkała Sprout ze swoimi dziećmi od właściciela, a ta została bez dachu nad głową.
– To smutne – jęknęła kobieta. – Jak ona mogła tak zrobić?
– Zmarła kilka miesięcy później, a co dziwne, Tobias zadbał o opiekę dla jej dzieci – westchnął z nutką nostalgii. – Rodzinie, która zajmowała się nimi po śmierci matki, wypłacał regularnie dość znaczne kwoty.
– Panna Sprout chciała się zemścić? – zdziwiła się Hermiona.
– Najwyraźniej, chociaż nie możemy mieć pewności jak było naprawdę – odparł z zamyśleniem.
– Może to ona rzuciła na nich jakąś klątwę? – zastanowiła się Hermiona. – Wspominałeś, że się odgrażała i najwyraźniej była czarownicą.
– Jeśli w istocie jest tak, jak zakładasz i ktoś obdarzył państwa Snape jakąś klątwą – spojrzał na nią z zamyśleniem – to mógłbym ułożyć całą listę ludzi do tego skłonnych i wówczas, i dziś. Hermiono, co wiesz na temat uroków i klątw powiązanych z duszą.
– Są bardzo trudne do wykonania – odparła, przyglądając się mu uważnie.
– Trudne i z powodzeniem rzuci je tylko potężny czarodziej – przytaknął.
– Czytałam trochę o klątwach, które mogą działać po tak długim czasie. – Kobieta wstała i zaczęła przeglądać książki na półkach. Wyciągnęła niezbyt gruby, ale dość stary tom i wróciła na swoje miejsce na jego kolanach. Uśmiechnął się pod nosem. Zrobiła to tak, jakby było najbardziej naturalną rzeczą na świecie, że dorosła kobieta siada na kolanach jeszcze bardziej dorosłego mężczyzny. Zawsze był powściągliwy w swych uczuciach, ale teraz, takie drobne czułości i poufałość bardzo mu się podobały. – Zobacz – wskazała szukany akapit. – Tutaj napisali, że aby klątwa wiążąca widmo duszy pozostała po tej stronie na dłuższy czas, trzeba powiązać ją z widmem własnej duszy.
– Czyli jeśli to faktycznie ich widma odrodziły się w nas, bądź połączyły z nami z chwilą otwarcia pamiętników, widmo duszy rzucającego urok powinno być gdzieś w pobliżu – analizował. – Możliwe, że ta osoba jest wciąż blisko nas.
– Autor tej książki twierdzi, że dusze bądź ich widma obarczone klątwą mogą odrodzić się lub ujawnić swoje istnienie poprzez potomków krwi, ale dusza tego, który je naznaczył urokiem będzie szukała ciała w pobliżu – tłumaczyła Hermiona. – Jednak na dłużej może gościć jedynie w kimś o zgodnym charakterze.
– Z dużym prawdopodobieństwem, widmo duszy czarodzieja, który wykonał obrzędy rzucania uroku, poszuka kogoś z bliskim pokrewieństwem. – doczytał Severus. – Może próbować dokonać klątwy bądź pilnować, by ta została dokonana w odpowiednim czasie. Klątwy dusz, to bardzo stare czary i od bardzo dawna nie słyszałem, by ktoś rzucił coś podobnego z powodzeniem. Jednak podczas moich studiów natknąłem się na opisy uroków, które miały czemuś zapobiegać w przyszłości. Czarodziej może wówczas rzucić zaklęcie na samego siebie, co wydaje mi się bardzo mało prawdopodobnym, by się powiodło. Nie mogę jednak z całą stanowczością tego wykluczyć. Z tego, co udało mi się odczytać ze strych pergaminów, tego typu urok, można rzucić na samego siebie tylko w chwili śmierci. Wróćmy jednak do tego co sprawdzone. Jak już wspominałem, widmo duszy prześladowcy odradza się, by dokonać klątwy w odpowiednim czasie. Najczęściej stosowano ten czar w akcie zemsty … – Severus urwał i spojrzał z uwagą na żoną, która z zamyśleniem wpatrywała się teraz w trzymaną książkę.
– Uwolnić od klątwy można, niszcząc widmo duszy agresora, bądź cofając się w czasie, by klątwie zapobiec. Nie dane mi jest niestety posiadać zbyt dużej wiedzy w tym temacie – kontynuowała Hermiona. – Nie jestem pewien, ale według moich wyliczeń, czarodziej, który zdecyduje się na powrót do ciała swoich przodków, już nigdy nie będzie w stanie powrócić do swego życia. Dopiero, jeśli przyszłość za jego udziałem nie ulegnie zmianie, odrodzi się w swoim czasie. – Odetchnęła głęboko i spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Objął ją i mocno do siebie przycisnął.
– Zakładam, że ktoś rzucił na nich tę klątwę – szepnął nieco zmęczonym głosem. – Musimy dokładnie przeanalizować swoje sny, Hermiono. Myślę, że to co nam pokazują, to w dużej mierze wskazówki. Zastanów się kto chciał nas skrzywdzić, ciebie, mnie, nasze dzieci – polecił. – Później zastanowimy się, do kogo ze znanych nam czarodziejów, możemy dopasować czarodzieja ze snów. I proponuję nie kierować się tamtą tożsamością.
– Wiem – mruknęła. – Już ustaliliśmy, że z dużym prawdopodobieństwem sami dopasowaliśmy sobie nazwiska i twarze do ludzi, których spotykali państwo Snape.
– Severusie, Hermiono – przywitał ich radośnie dyrektor. – Nie spodziewałem się was obojga. – Przywitał się wylewnie z panią Snape.
– Uznałem, że nie będziesz miał nic przeciwko temu, by moja żona uczestniczyła w zebraniu. – Severus spojrzał z ironicznym uśmieszkiem na Dumbledore'a, a po chwili jego uszu dobiegło dyskretne chrząknięcie z rogu pomieszczenia. Hestia Jones. Tego mu tylko brakowało. W dodatku domyślał się, że to nie kurtuazyjna wizyta, tylko dyrektor zatrudnił ją na stanowisko nauczyciela Obrony. Oczywiście, starzec zrobi wszystko, by uprzykrzyć mu życie. Zerknął na swoją żonę, pogrążoną w rozmowie z dyrektorem i pożałował, że zabrał ją tutaj ze sobą. Gdyby nie było jej podczas przedstawienia Hestii, mógłby jakoś ukryć przed nią fakt, że kobieta w ogóle istnieje, a tak wystarczy zapewne jedno słowo tej starej wiedźmy, by Hermiona domyśliła się wszystkiego. No może nie wszystkiego, ale z całą pewnością tego o czym nie chciał jej informować.
– Witaj, Severusie. – Hestia z dziwnym błyskiem w oku zbliżyła się do nich. Przyglądała się jego żonie z uwagą i z dziwnym, nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie miał pojęcia o co chodzi kobiecie. Nie sądził, by czuła do niej antypatię, zanim jeszcze zdołała ją poznać.
– Hestia. – Skinął delikatnie. – Hermiono, poznaj moją znajomą ze szkoły i jak się domyślam, nową nauczycielkę Obrony. Hestia Jones – zwrócił się do żony.
– Hermiona Snape. – Młoda czarodziejka posłała starszej kobiecie promienny uśmiech, a dyrektor parsknął pod nosem, słysząc z jaką łatwością przyszła jej zmiana nazwiska. Nie spodobało mu się, gdy Hestia zbyt długo przytrzymała dłoń jego żony i posłała jej przenikliwe spojrzenie prosto w oczy.
Kolejny rozdział: „Jane"
