Następnego dnia rano, Harry wrócił na lekcje, czując się znacznie lepiej. Draco nie korzystał z magii, więc jego stan uległ szybkiej poprawie. Gdy wieczorem siedzieli razem we wspólnych komnatach, wreszcie zaczęli rozmawiać.

- Co zamierzasz zdawać na Owutemach? - spytał Draco Harry'ego.

- Umm, Wybrałem Zaklęcia, Obronę Przed Czarną Magią, Zielarstwo i Eliksiry. Planowałem jeszcze Transmutację, ale to by było zbyt wiele. I nie jestem z tego przedmiotu zbyt dobry.

- Jak na Krukona to dość mało - odparł zdziwiony Draco.

- Wiesz, sądziłem że nawet tyle na niewiele mi się przyda. Zamierzałem znaleźć pracę wśród mugoli.

- Wśród mugoli? Dlaczego? - chłopak był bardzo zaskoczony jego słowami.

Harry nerwowo potarł kark i spojrzał na swoje kolana, nim odpowiedział:

- Mugolski świat jest tańszy. A mając magię łatwiej byłoby mi sobie poradzić. Do wujostwa i tak już nie wrócę, pieniędzy mam za mało żeby coś wynająć, gdy skończę szkołę, więc muszę szybko znaleźć pracę. A w czerwcu w magicznym świecie jest ciężko, wielu absolwentów i… - Harry urwał.

Nigdy wcześniej nikomu nie zwierzał się ze swoich planów na przyszłość. Rozmawiał kiedyś z profesorem Flitwickiem, który przeprowadzał pogadanki ze wszystkimi uczniami siódmego roku, ale wtedy powiedział nauczycielowi co chciałby robić, a nie to, co zamierzał naprawdę.

Poza tym teraz jego plany były już nieaktualne. Nie bardzo wyobrażał sobie, że rodzina taka, jak Malfoy'owie, pozwoli mu pracować fizycznie w jakimś mugolskim sklepie. Jego teść mówił też coś o pieniądzach, które mu prześlą i choć Harry nie chciał z nich korzystać, to uświadomił sobie, że miałby szansę chociaż spróbować sił w swoim wymarzonym zawodzie. Dach nad głową, jedzenie i czas na zdobycie pracy to było aż nadto, gdyby tylko dobrze poradził sobie na Owutemach i zdał jednak Transmutację.

Z zamyślenia wyrwał go głos:

- Harry?

- Och, wybacz. A ty co zamierzasz zdawać?

Draco zmarszczył czoło, ale po chwili odpowiedział:

- Wybrałem Obronę Przed Czarną Magią, Transmutację, Numerologię, Starożytne Runy, Eliksiry, Zaklęcia i Historię Magii. A, i jeszcze Zielarstwo.

Zaimponował Harry'emu i chłopak zawstydził się, że przedmiotów, które on planował zaliczyć, jest tak niewiele. Spytał:

- Planujesz pracować w Ministerstwie, jak twój ojciec?

- Tak. W Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Od dziecka uczyłem się języków obcych. Znam francuski, hiszpański, norweski i trochę niemieckiego. Chcę jeszcze nauczyć się chińskiego albo koreańskiego, ale zdecyduję którego, gdy skończymy szkołę.

Harry był pod ogromnym wrażeniem. Dopiero po chwili zauważył, że Draco spogląda na niego niepewnie, z wahaniem.

- O co chodzi? - zapytał męża.

- Wiesz, teraz będziesz miał większe możliwości. Możesz zdawać Transmutację i pójść do takiej pracy, do jakiej chcesz. Mógłbyś też wcale nie pracować i zajmować się domem i… - urwał. - Umm, dziećmi? - Na końcu zdania Harry wyraźnie usłyszał znak zapytania.

Nie rozmawiali o niczym przed ślubem, więc Draco nie miał pojęcia, że Harry marzy o dużej rodzinie i dzieciach w przyszłości. Przypomniał sobie wizję ze zwierciadła Ain Eingarp i chłopczyka, który stał obok niego.

- Nie mam nic przeciwko dzieciom – użył liczby mnogiej celowo, - ale chciałbym poczekać z tym kilka lat. I raczej nie planuję nie pracować. Uwielbiam rośliny i chciałbym się tym zajmować, może zdobywać składniki dla Świętego Munga?

Draco spojrzał na niego z podziwem.

- To naprawdę świetny pomysł. Więc, umm, nie miałbyś nic przeciw posiadaniu kiedyś dzieci?

Harry zaczerwienił się i odrzekł:

- Nie, nie miałbym. Zawsze chciałem mieć własną rodzinę.

Draco uśmiechnął się i zaczął opowiadać mu o swoim rodzeństwie:

- … i wiesz, on był taki naiwny jak miał pięć lat, a patrzył we mnie, jak w obrazek! Wmówiłem mu, że jeśli zerwie w ogrodzie gałąź w odpowiednim kształcie, to będzie mógł czarować, tak jak rodzice. Ze cztery godziny kręcił się po krzakach, był cały podrapany. Ależ mama była na mnie wściekła, gdy Cygnus przybiegł do niej z płaczem, że jego nowa różdżka nie działa! Lynx i Lyra wyglądają słodko, ale skrzaty domowe nie mają z nimi lekko, to wcielone diablice, uwielbiają psocić. Guwernantki zmieniają im się bardzo często, żadna nie może z nimi wytrzymać.

Harry śmiał się z opowieści Draco i wreszcie zrobiło mu się lżej na sercu. Nie chciał pamiętać o tym, co stało się tamtej nocy. Wreszcie rozmawiał z chłopakiem, w którym był zakochany od dawna. Może nawet uda im się zaprzyjaźnić? Musieli jakoś znaleźć ze sobą wspólny język, jeśli chcieli jakoś funkcjonować w następnych latach. Nie mieli możliwości bycia z nikim innym, rytuał im to uniemożliwiał. Harry uświadomił sobie, że nie ma pojęcia co stało się z Astorią i jego żołądek ścisnął się z nerwów. Zmieniając więc temat, zagadnął:

- Może nie powinienem pytać, ale jak na tą nagłą zmianę sytuacji zareagowała Astoria?

Draco natychmiast nachmurzył się i Harry pożałował, że nie ugryzł się w język.

- Ciężko to przeżywa, nasze rodziny znają się od lat i nasz związek był planowany. Gdyby wszystko potoczyło się bez zmian, pewnie po skończeniu przez nią szkoły za dwa lata, zostałaby moją żoną.

- Przykro mi. - Cały dobry nastrój Harry'ego ulotnił się. Wiedział, że nie ponosi winy za ich obecne małżeństwo i przyszłe problemy, ale nie mógł nie czuć ciężaru odpowiedzialności. Gdyby nie jego wybuch magii, Draco odzyskałby swoją moc i mógłby ożenić się z dziewczyną.

- Hej. - Draco pochylił się i lekko położył dłoń na jego kolanie. Serce Harry'ego przyspieszyło. - Nic nie dało się na to poradzić. Jakoś się dogadamy i będzie dobrze. - Uśmiechnął się do męża, który wpatrywał się w niego jak urzeczony.

Harry zaczerwienił się i spuścił wzrok. Nie ulegało wątpliwości, że wciąż coś do niego czuł.


Kilka następnych miesięcy minęło spokojnie. Harry wreszcie czuł się na swoim miejscu w Hogwarcie, a jego związek z mężem znacznie się poprawił. Dużo rozmawiali i choć Harry raczej pozwalał Draco mówić, to Malfoy również dowiedział się o nim paru rzeczy. Choć Harry, z zasady, raczej nie wspominał o własnej rodzinie, bardzo lubił słuchać o rodzeństwie partnera i o jego dzieciństwie. Podobało mu się, jak zupełnie różne od jego własnych doświadczeń, było.

Inni uczniowie traktowali go teraz zupełnie inaczej. Dotychczas pozostawał dla nich niewidzialny, a teraz dzielili się na dwie kategorie. Jedną z nich byli pochlebcy, którzy liczyli na pieniądze i koneksje rodu Malfoy'ów. Harry nie wiedział, jak sobie z nimi radzić, na szczęście Draco bardzo mu pomógł i dał trochę rad. Z kolei drugą grupą, byli ludzie zazdrośni o zmianę jego statusu. Wciąż słyszał pełne pogardy głosy i widział ich szydercze uśmiechy, gdy szedł korytarzami szkoły. Zdecydowanie wolał pozostawać ignorowanym.

Pozornie wszystko szło w dobrym kierunku. Draco mógł korzystać z magii, która uspokoiła się dość szybko po tym, gdy nawiązali bardziej przyjacielskie stosunki. Harry dostawał od teściów miesięczne kieszonkowe, które dla niego było ogromnymi pieniądzmi, nie był jednak w stanie odmówić, bo jego odmowa po prostu nie została przyjęta. Odkładał je więc na własne konto, nie chcąc marnować ani galeona. Zresztą, na co miałby je wydawać? Jedzenie miał zapewnione w Hogwarcie, książki brał z biblioteki, dostał także cały komplet nowych szat. Zbliżały się święta i wiedział, że będzie musiał kupić prezenty nowej rodzinie.

Raz w tygodniu przychodził do niego prywatny nauczyciel zatrudniony przez Lucjusza Malfoy'a. Harry niezbyt przepadał za tymi lekcjami, na wszystko brakowało mu czasu, ale jakoś dawał radę.

Jednak największym problemem, którego żaden z nich nie chciał poruszać, był fakt, że od tamtej okropnej nocy poślubnej, nie doszło między nimi do żadnego kontaktu fizycznego. Harry nie chciał rozpamiętywać tamtych wydarzeń i udawał sam przed sobą, że zapomniał i jest gotowy na więcej. Nie zmieniało to faktu, że Draco nie wydawał się być choćby trochę zainteresowany owym czymś więcej.

Harry był więc pewny, że zupełnie nie pociąga męża i bardzo go to męczyło. Mieszkali razem, więc nie mógł uniknąć widywania chłopaka przebierającego się albo siedzącego w pidżamie. Całe szczęście, że było zimno, ale Harry już martwił się na zapas, co zrobi, gdy Draco latem zacznie sypiać w samej bieliźnie. Miał wrażenie, że bycie w ciągłym stanie podniecenia seksualnego, źle odbije się na jego zdrowiu.

Za nic na świecie nie zgadłby, że kiedyś zaprzyjaźni się z Draco Malfoy'em i że stale będzie tak blisko niego. Spotykali się na lekcjach, jadali razem, gdy tylko mieli okazję, uczyli się wspólnie. Szczenięce zakochanie przeszło u Harry'ego w miłość. Jak mogłoby być inaczej?

Draco traktował go bardzo dobrze. Był cierpliwy, nie denerwował się, gdy Harry czegoś nie wiedział, zamiast tego spokojnie mu tłumaczył. Dzięki temu historia rodów i jego nowej rodziny wcale go nie nużyła. Malfoy znał wiele zabawnych albo żenujących faktów, co pozwalało Harry'emu lepiej zapamiętywać. Całe szczęście, bo jego nauczyciel był bardzo surowy i często sprawdzał nowo nabytą wiedzę.

Nie kłócili się, a Draco dbał o niego. Kilka razy przyniósł mu tosty, gdy Harry zaspał i nie zdążył na śniadanie, przedstawił go swoim przyjaciołom, którzy zachowywali się w stosunku do niego dość miło. Dużo razem spacerowali, śmiali się i sobie dokuczali. Harry nigdy nie miał kogoś takiego.

Jednak to mu nie wystarczało. Pragnął czegoś więcej, chciał, żeby ich związek przestał być umową, a stał się prawdziwym małżeństwem. Nie wiedział, co powinien zrobić, by to zmienić. Nie dostrzegał żadnych sygnałów, które świadczyłyby o tym, że Draco czuje do niego cokolwiek poza życzliwym przywiązaniem.

Zresztą, czy powinno go to w ogóle dziwić? Wciąż pozostawał sobą – biednym, brzydkim, nijakim chłopakiem, który przez czysty przypadek miał szansę zbliżyć się do kogoś takiego, jak Malfoy. Czemu łudził się, że w ogóle istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że Draco się w nim zakocha? Powinien się cieszyć. W przyszłości będzie miał dach nad głową, dzieci i rodzinę, a jeszcze parę miesięcy temu taka możliwość wydawała się nie do spełnienia. Dlaczego więc chciał czegoś więcej?


Harry przezornie zrobił świąteczne zakupy pod czujnym okiem męża. Nie chciał popełnić żadnej gafy. Samotnie wybrał tylko prezent dla Draco, kupując mu ulubione słodycze.

Po raz pierwszy nie zostawał na ten okres w Hogwarcie. Wpisywanie nazwiska na listę wyjeżdżających było słodko-gorzkie. Z jednej strony wreszcie nie spędzi świąt samotnie, a z drugiej nie był pewien, jak zostanie przyjęty i czy jednak decyzja o opuszczeniu szkoły nie była błędem.

- Pierwszy wieczór zawsze spędzamy wspólnie, w niewielkim gronie – mówił Draco, który leżał na łóżku i znudzony czytaną książką, postanowił zagaić rozmowę.

- Tak? Nauczyciel przysłany przez twojego ojca powiedział mi, że zawsze organizujecie wielki zimowy bal – Harry odpowiedział, odkładając własną książkę na biurko. Zsunął okulary na czoło, przetarł łzawiące ze zmęczenia oczy i ziewnął.

- Tak, na pewno przysłano już twoje szaty na bal. Choć chyba muszę powiedzieć ojcu, że powinien wezwać krawca, by cię ponownie zmierzył i je poprawił. Chyba trochę urosłeś w ostatnim czasie i nabrałeś ciała. - Harry zaczerwienił się na te słowa.

Rzeczywiście, ostatnio jego wygląd trochę się poprawił. Więcej jadł i zaczął ćwiczyć, bo odkrył, że dobrze wpływa to na jego samopoczucie. Wystarczyły trzy miesiące, by nieśmiało pokazały się mięśnie, a szaty stały się bardziej obcisłe.

Widząc jego reakcję, Draco roześmiał się i kontynuował:

- Miałem cię kiedyś spytać, ale ciągle zapominam. Dlaczego wciąż nosisz te okropne okulary? Powinieneś zacząć używać eliksiru na poprawę wzroku. Lepiej wyglądałbyś bez nich.

- Och, okulary są znacznie tańsze, a ten eliksir bardzo dużo kosztuje, więc wcześniej nawet tego nie rozważałem.

Jego mąż odpowiedział:

- Poproszę wujka Severusa, żeby podarował ci kilka fiolek w prezencie.

Harry zaskoczony stwierdził:

- Nie rób tego, nie chciałbym zawracać profesorowi Snape'owi głowy. I tak dopiero od niedawna zaczął mnie tolerować.

Była to prawda. Snape dotrzymał słowa danego mu w Skrzydle Szpitalnym i rzeczywiście wezwał ucznia do siebie na rozmowę. Harry przedstawił mu dość okrojoną wersję swojego życia u Dursley'ów, jednak z każdym kolejnym słowem, twarz mężczyzny wykrzywiała się coraz bardziej. Skarcił chłopaka, że wcześniej nie szukał pomocy, a potem zaproponował, że jeśli Harry potrzebuje czegokolwiek, to zawsze może się do niego zgłosić. Zapytał także, czy Harry nie chce podjąć żadnych oficjalnych kroków, ale ponieważ chłopak był już w świetle prawa czarodziejów dorosły, nie mógł go do tego zmusić. A Harry definitywnie nigdy więcej nie chciał do tego wracać. Poza tym istniała szansa, że media usłyszałyby o jego przeszłości i rozdmuchały jak tanią sensację. Jak na Snape'a, było to bardzo miłe i Harry nigdy nie posądzałby ponurego i surowego nauczyciela o takie zachowanie.

Wrócił do rzeczywistości, gdy Draco mu odpowiedział:

- Nonsens. Wuj zdaje się być nadspodziewanie opiekuńczy w stosunku do ciebie. Ciągle suszy mi głowę i upewnia się, że dobrze cię traktuję. Jestem pewien, że nie będzie miał nic przeciwko przygotowaniu ci eliksiru.

Harry'emu zrobiło się ciepło na sercu. Więc jednak to nie była tylko jego wyobraźnia, a nauczyciel naprawdę zwracał na niego szczególną uwagę. Harry uśmiechnął się.

- Powinienem sam mu coś podarować. Nie pomyślałem o tym wcześniej. Masz jakieś pomysły?

Draco przewrócił oczami.

- Wujowi nie jest wcale trudno zrobić prezent, zwłaszcza w okolicy świąt. Wystarczy książka dotycząca jakichś nowych odkryć, a Severus celowo nic sam nie kupuje w tym okresie, żeby nie mieć dubli.

Harry roześmiał się.

- Naprawdę? Nie miałem pojęcia, że jest taki taktowny.

Draco przypatrywał mu się z dziwną miną i nic nie odpowiedział.

Harry zmarszczył brwi i spytał:

- Coś się stało? Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz?

Draco zdawał się być wyrwany z zamyślenia i ku zaskoczeniu Harry'ego, zaczerwienił się.

- Pomyślałem sobie, że zbyt rzadko się śmiejesz, a wyglądasz wtedy naprawdę… uroczo.

Harry zaniemówił i cisza pomiędzy nimi przeciągnęła się. W końcu jego mąż odchrząknął, wymamrotał coś pod nosem i schował się za książką.

A w Harry'm bardzo nieśmiało obudziła się nadzieja.