11. Boski obiad
Edward
Nigdy nie byłem uległy. Zawsze byłem tym dominującym w sypialni. Teraz wyszło na jaw, że jestem gotowy zostać pieprzonym niewolnikiem.
Kurwa, jestem twardy jak diabli.
Po prostu skinąłem na jej żądanie. Bella posłała mi uśmieszek, a jej spojrzenie zabłysnęło triumfem na jej cudownej twarzy. Przestała mnie dotykać, na co głośno jęknąłem.
- Przepraszam, ale przez to małe przedstawienie nie otrzymasz żadnej ulgi, dopóki nie powiem - powiedziała stanowczo, zanim odwróciła się na swoich szpilkach i podeszła do umywalki, by umyć ręce. - Teraz idź się wyczyść zanim wrócisz na lunch. I radzę żebyś swój wzrok trzymał z dala od biustu Mandy inaczej będziesz cierpiał na syndrom niebieskich jaj do końca tygodnia.
Puściła mi oczko, kiedy suszyła dłonie i poprawiła włosy. Westchnąłem jak idiota, zanim otworzyłem drzwi i upewniłem się, że nie ma nikogo na korytarzu. Schowałem się w męskiej toalecie, by umyć ręce.
Jak tylko uwolniłem się spod czaru Belli i jej niesamowitego zapachu, zastanawiałem się jak to mogło zajść tak daleko. Jak doszło do tego, że moje myśli krążyły wokół jednej kobiety? Jak to mogło się stać? Teraz miałem dać jej kontrolę nad naszym związkiem? Związkiem?
Kurwa. Związek? Jestem teraz pieprzoną cipką. Nie wchodzę w związki.
Muszę przyznać, że myśli o niej dominującej w sypialni, powodowały gorące fantazje. Większość obejmowała wiązanie. Oficjalnie jestem chory.
Wyrzuciłem myśli z mojej głowy, wracając na lunch z panem Knightem i podwójną D Mandy. Bella rozmawiała zawzięcie z Philem, kiedy Mandy wydawała się z minuty na minutę coraz bardziej zmieszana. Kiedy podszedłem bliżej, zdałem sobie sprawę dlaczego. Bella rozmawiała po hiszpańsku. Jej głos zmysłowo dźwięczał przy literze r.
- No sé? - Bella wzruszyła ramionami obojętnie. Phil zaśmiał się i odpowiedział:
- Mi estimado, nunca lo he visto mirar a una mujer come él te mira a ti - powiedział Phil, przyglądając się w oszołomieniu Belli.
- Solamente porque él me quiere en su cama. - Bella zaśmiała się miękko, kręcąc głową. Przeczyściłem gardło, mając nadzieję, że odbiorą to jako nieznajomość języka. Oczywiście wszystko zrozumiałem.
Phil powiedział Belli, że nigdy nie patrzyłem tak na żadną kobietę jak na nią. Bella odpowiedziała, że to dlatego iż chcę jej w swoim łóżku. Chociaż to mógł być przypadek, ale wytrąciło mnie z równowagi to jaki ma wgląd w moje myśli i zachowanie. Nie mam pojęcia co Phil miał na myśli ze swoją uwagą. Nie patrzę na Bellę inaczej.
Prawda? Zaczynam się czuć jakby chciała mnie wykorzystać do tego samego. Nie jestem pewny czy podoba mi się ta opcja.
Gówno.
Zająłem miejsce obok Belli, próbując wyglądać jakbym dopiero przyszedł.
- Na czym skończyliśmy?
Resztę lunchowego spotkania spędziliśmy dyskutując o naszych planach i dokonaniu kilku ustaleń.
Po lunchu otworzyłem cicho drzwi od strony pasażera, a Bella wsunęła się na siedzenie. Jechaliśmy w ciszy w drodze do biura. Westchnąłem, lekko zdenerwowany i zaniepokojony sprawą pomiędzy Bellą i mną, która poważnie zaczęła wpływać na mój durny mózg.
- Co jest? Cokolwiek masz do powiedzenia, zrób to - zirytowała się.
- Zrozumiałem wszystko co ty i Phil mówiliście, kiedy wróciłem do stolika.
- I jak długo stałeś i słuchałeś? - Bella spojrzała na mnie, przygryzając dolną wargę.
- Na tyle długo, żeby wiedzieć o pomyśle zaciągnięcia cię do łóżka. - Wzruszyłem ramionami.
Bella zaśmiała się.
- Innymi słowy jesteś zły, bo nadal źle o tobie myślę.
Tak. Nie odpowiedziałem.
- Przepraszam, że cię zasmuciłam, Edwardzie. Ale nie mogę zmienić zdania z dnia na dzień.
- Nie chcę, żebyś o mnie tak myślała. Nie zrozum mnie źle, chcę cię w moim łóżku, ale chcę też czegoś więcej - skłamałem z wprawą.
To kłamstwo, prawda?
- To miło - powiedziała miękko. - Postaram się o tym pamiętać, skoro posuwamy się do przodu.
- To wszystko o co proszę, kochanie. - Wziąłem jej dłoń i pocałowałem w wewnętrzną część nadgarstka, za co dostałem uśmiech. Po tym jak puściłem jej dłoń, słuchaliśmy najnowszych piosenek Kings of Leon lecących z głośników mojego stereo. Zanim minęliśmy dwa kolejne budynki, Bella przesunęła się na fotelu, jej nogi zwróciły moją uwagę.
- Teraz - powiedziała tym samym tonem, którego użyła w toalecie w restauracji. - Tylko dlatego, że byłeś grzecznych chłopcem nie znaczy, że minie cię twoja kara. - Kątem oka zauważyłem jej uśmiech. Po czym poczułem jej dłoń na moim udzie, poruszającą się w górę nogi. Mój fiut zadrżał na jej dotyk i głos.
Cholera, ta kobieta rzuciła na mnie jakiś urok. Czarownica.
Jej ręka torturowała mojego biednego penisa, dotykając go zbyt delikatnie, by doznać ulgi. Kontynuowała dopóki nie dojechaliśmy na parking naszego biurowca. Zaparkowałem samochód i pozwoliłem mojej głowie opaść do tyłu, by skupić się na jej poczynaniach.
Przestała, kiedy uciekł mi jęk.
- Czas wracać do pracy - drażniła się. - Pamiętaj, nie możesz dojść dopóki nie pozwolę. Lepiej, żebym cię nie znalazła w twojej łazience zajmującego się tym problemem. - Uniosła na mnie brew, zmuszając mnie do powiedzenia czegoś. Postanowiłem się z nią podroczyć.
- Tak, pani. - Bele wywróciła oczami zanim wyszła z auta. Wziąłem kilka głębokich oddechów, starając się uspokoić przed wyjściem.
Dogoniłem ją, a ona niespodziewanie chwyciła moją dłoń. Przynajmniej tak myślałem. Wręczyła mi parę koronkowych czarnych majtek. Mój fiut napiął się w moich spodniach.
O cholera. Czy ona próbuje mnie zabić?
Bella puściła mi oczko zanim wsiedliśmy do windy. Zadrżałem nieznacznie i poprawiłem się, słysząc jej śmiech. Wsunąłem jej majtki do kieszeni marynarki i zdałem sobie sprawę, że będę ją czuć przez resztę dnia. Yeah, taki był jej plan od samego początku.
To jest to! Ona nie jest jedyną, która może grać w tą małą grę.
Szybko obróciłem nas i pchnąłem ją na ścianę windy obok przycisków. Przycisnąłem swoje ciało do jej, by poczuła co mi robi. Wygięła się w łuk i przyciągnęła mnie tak blisko jak tylko mogła.
Pragnie mnie tak samo jak ja jej.
W momencie, gdy drzwi windy się zamknęły, moje usta były na jej. Jej palce gorączkowo chwyciły moje włosy, próbując przyciągnąć mnie bliżej. Zdyszane jęki opuszczały nasze usta, kiedy całowałem ją od ust do szyi. Popatrzyłem na wyświetlacz nad drzwiami windy i zauważyłem, że zbliżamy się do 4 piętra.
Nie chciałem tego tak szybko kończyć, więc przycisnąłem przycisk awaryjny. Oczy Belli otworzyły się szeroko.
- Co ty robisz? - spytała, łapiąc oddech.
- Daję nam trochę prywatności - stwierdziłem, ssąc z małym poświęceniem jej gardło. Jęknęła, kiedy moje zęby podrażniły jej skórę. Uśmiechnąłem się, uświadamiając sobie, że mam na nią taki sam wpływ jak ona na mnie.
Na, nah, nah na ne neh. Chwila, czy ona jest bez bielizny? Muszę wykorzystać ten fakt na swoją korzyść.
Moje dłonie przesunęły się z jej bioder na uda. Wsunąłem je pod jej spódnicę, powoli chwytając jej jedwabistą skórę. Bella jęknęła, gdy moje usta przygryzły jej sutek przez sweter z dekoltem w literę V. Szarpnęła mnie za włosy, zmuszając do spojrzenia na nią. Jej oddech był gorący i ciężki, kiedy lizała moje usta swoim językiem. Warknąłem i chwyciłem jej nagi tyłek, po czym przycisnąłem do niej mojego kutasa. Czuła się tak dobrze.
Pieprzona doskonałość.
Jej spódnica podjechała w górę jej ud, kiedy kontynuowałem ugniatanie jej jedwabiście miękkiej skóry na tyłku. Nagle przypomniałem sobie coś. Jestem przekonany, że chłopaki z ochrony mają niezły pokaz, ale Bella nie chciałaby w nim uczestniczyć. Nie chciałbym, żeby któryś dupek widział ją, kiedy ją pieprzę. Moja!
Odsunąłem się niechętnie wiedząc, że nie możemy iść dalej.
- Kochanie, musimy przestać. Jesteśmy obserwowani - wyszeptałem, próbując złapać oddech. Moje dłonie nadal były pod jej spódnicą, zaciśnięte na jej dupie. Bella jęknęła w proteście.
- Pieprzone kamery - warknęła, zostawiając całusa na moim policzku. Zsunąłem w dół jej ud moje dłonie i przycisnąłem jeszcze mojego fiuta do niej.
Odsunąłem się całkowicie, przeczesując palcami moje włosy wiedząc, że Bella mogła spowodować większy nieład niż zazwyczaj. Wyprostowała się, poprawiając swoją spódnicę wyrównując niewidoczne zmarszczki.
- Wyglądasz świetnie, kochanie - powiedziałem, uspokajając ją. Właśnie miałem nacisnąć guzik windy, kiedy mnie powstrzymała.
- Wiem co starałeś się osiągnąć - powiedziała rozdrażnionym tonem. - Nie będę tolerować nieposłuszeństwa. Spróbuj znowu przejąć kontrolę, a nie dostaniesz nagrody. Zrozumiano? - warknęła i nacisnęła guzik stopu, włączając tym sposobem windę.
Nagrodę? Hmm, zastanawia mnie co to może oznaczać.
Kiwnąłem. Pieprzyć to, chętnie zostanę niewolnikiem. Oczywiście ona będzie rządzić w trakcie naszego intymnego zbliżenia i będę czekał na to, ale nie za długo. Jestem pieprzonym facetem. Jednakże w momencie kiedy będę w niej chciałbym przejąć kontrolę i otrzymać wszytko czego chcę.
Przez resztę dnia byłem pobudzony. Bella upewniła się, żebym sobie nie ulżył. Wchodziła z klientami i siadała blisko mnie, a jej zapach pochłaniał całą moją uwagę. Oczywiście fakt, że nie ma bielizny nie pomagał. Dotykała mnie przy każdej nadarzającej się okazji.
Lunch był wcześnie, przez co nie opuściliśmy biura do piątej, musieliśmy odpuścić sobie siłownię, ku mojemu rozczarowaniu. Bella zdecydowała się mnie drażnić podczas jazdy samochodem poprzez unoszenie swojej spódnicy coraz wyżej.
Trochę wyżej poproszę. Bella wzięła moją prawą dłoń z kierownicy i położyła na swoim udzie, przygryzając dolną wargę.
Kurwa.
Oddech Belli uwiązł, kiedy moja dłoń przesunęła się w górę. Nie chciałem jej dać uwolnienia, więc zjechałem dłonią do jej kolana. Gapiła się na mnie, kiedy rzuciłem na nią okiem. Strzepnęła moją rękę ze swojej nogi i poprawiła spódnicę. Zaśmiałem się.
- Zapłacisz za to - zagroziła, nadal się na mnie gapiąc. Zaśmiałem się głośno.
- Możesz udawać groźnego tygrysa, ale jesteś tylko małym słodkim rozgniewanym kociakiem.
- Może, ale ten kociak nie zadowoli cię dopóki nie będziesz zachowywał się i robił tego co mówię - prychnęła z irytacją.
- Zadowalać?
- Och, nie udawaj, że tytuł książki nie spowodował sztywnienia twojego fiuta zeszłej nocy? - powiedziała Bella dokuczliwie, ale było słychać, że jej gniew słabnie.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - Udałem niewiniątko. - Zawsze masz takie upodobania w przeszłości?
- Interesuję się dwoma stronami. Zauważyłam, że nie mam szczególnych preferencji jeśli chodzi o uległość czy dominację. Ale wydaje mi się, że ty zawsze dominujesz. Pomyślałam, że spodoba ci się coś innego.
Uśmiechnąłem się i wyobraziłem sobie ją w skórze i z batem. Tak, to byłoby coś czego bym nie odmówił i z chęcią powtórzył.
- Nigdy nie pozwoliłem kobiecie rządzić w sypialni. Jestem zaintrygowany tym co możesz ze mną robić. Ufam ci.
Pomiędzy jej brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Kiwnęła i posłała mi półuśmiech.
- Więc wybieramy się do Palisade na dzisiejszą kolację - powiedziała, całkowicie zmieniając temat. - Muszę się przygotować. Radzę ci zająć się twoim problemem pod prysznicem.
- Tak, pani - powiedziałem sarkastycznie. Uśmiechnęła się.
- Dobrze. Uczysz się. - Zachichotała przekornie, mrugając. - Spotkajmy się tutaj o szóstej trzydzieści. Weźmiemy mój samochód, więc proszę byś tu przyszedł. - Wyjęła swoją kartę z kieszeni żakietu.
- Dobrze - wymamrotałem.
- Czy coś się stało? - spytała Bella.
- Miałem nadzieję, że nie będę musiał sam się zajmować moim problemem.
Bella zaśmiała się wysiadając z samochodu.
- Do zobaczenia później, kolego.
Kiedy wróciłem do mojego mieszkania zająłem się moim kłopotem. Myślałem o słodkim tyłeczku Belli w moich dłoniach, kiedy stałem pod prysznicem. Pomyślałem również o erekcji podczas spotkania z rodzicami.
Palisade było pięciogwiazdkową restauracją na nadbrzeżu z zapierającym dech widokiem. Miałem nadzieję, że rodzice zrobili rezerwację w sali Orchideii lub Magnolii. Te sale jako jedyne miały obrusy na stołach.
Miałem zamiar iść bez bielizny, myśląc że to będzie świetny sposób na sprawdzenie Belli. Jednakże, założyłem bokserki w nadziei, że powstrzymają namiot przez całą noc. Ostatecznie miałem na sobie czarne spodnie oraz dopasowaną marynarkę wraz z pasującą ciemno niebieską koszulą. Odpuściłem sobie krawat, wiedząc że będę musiał go poluzować podczas zaspokajania Belli.
Sama myśl o moich palcach w brązowookiej spowodowała, że byłem twardy i napalony.
Złapałem klucze i portfel, po czym opuściłem budynek. Nocne powietrze było chłodne i rześkie. Dozorca powitał mnie, rozpoznając od razu i otworzył przede mną drzwi. Ruszyłem w stronę windy, w połowie drogi drzwi się rozsunęły. W środku windy stała moja Bella wyglądająca przepięknie w jasnym świetle.
Posłała mi uśmiech i spojrzała na mnie spod swoich długich rzęs. Uśmiechnąłem się, a moje oczy przeniosły się z jej twarzy na nagie ramiona. Miała na sobie ciemną niebieską sukienkę koktajlową bez ramiączek, która spływała kilka centymetrów nad jej kolanami. Na ramionach miała narzucony jedwabny szal, a w dłoni trzymała czarną torebkę. Jej nogi wyglądały niesamowicie w czarnych szpilkach.
- Podoba ci się to co widzisz? - Puściła oczko, zanim wyszła z windy.
- Zdecydowanie, kochanie - wyszeptałem, przyciągając ją do siebie. Poczułem zapach jej włosów, kiedy moje usta zbliżyły się do jej szyi, by pocałować ją delikatnie.
- Mmm, podaj mi dłoń - powiedziała z zapartym tchem.
- W czym mam ci pomóc? - Spojrzałem na nią zaciekawiony. Podała mi swój szal, obracając się tyłem. Delikatnie owinąłem jedwabną tkaninę na niej, a moje palce musnęły jej skórę. Schyliłem się, by wyszeptać do jej ucha:
- To wstyd zakrywać taką śliczną szyję. - Pocałowałem ją u podstawy szyi, słysząc cichy jęk. Zachichotałem, kiedy sobie uświadomiłem co mamy na sobie.
- Co cię tak śmieszy? - wymamrotała.
- Pasujemy do siebie. - Odwróciłem ją powoli, chwytając ją za dłoń i przyciskając usta do niej. Jej usta rozchyliły się, kiedy zauważyła moje usta na swojej dłoni.
Yeah, mam cię piękna.
Moje oczy zablokowały się z jej. Odwróciłem jej dłoń w mojej. Zadrżała, gdy mój język dotknął jej nadgarstka.
Westchnęła cicho, posyłając mi pożądliwe i szydercze spojrzenie.
- Powinniśmy już iść, zanim się spóźnimy. Mój samochód jest na przodzie. - Wyciągnęła kluczyki, które szybko złapałem, łapiąc jej dłoń w moją. Uśmiechnąłem się i szliśmy trzymając się za ręce przez lobby.
Dozorca otworzył drzwi.
- Panno Swan, wygląda dziś pani cudownie.
- Dziękuję, Derek. - Bella uśmiechnęła się do siwego mężczyzny. - Zostawiłam obiad dla ciebie i Ricka w pokoju wypoczynkowym. Korzystajcie. - Mrugnęła do Dereka.
- Co mamy dzisiaj w menu? - zapytał dozorca z uśmieszkiem.
- Twój ulubiony. Kurczak Alfredo.
- Jest pani dla nas za dobra - powiedział Derek, kręcąc głową.
- Chociaż tyle mogę zrobić. Do zobaczenia. - Bella pomachała do niego, po czym ruszyliśmy w stronę samochodu. Otwarłem przed nią drzwi. - Dziękuję. - Pomogłem jej wejść i zamknąłem drzwi.
Kilka minut później jechaliśmy do centrum Seattle, w stronę wybrzeża.
Alice
- Tak, właśnie potwierdziłam rezerwację. Kogo zabierasz? - spytałam, aby usłyszeć o planach kundla.
- Obiecałem ojcu, że wezmę go ponownie w to miejsce, więc chyba jasne. Nadal nie zdaję sobie z tego sprawy. Czy Bella nie będzie zła? - Głos Jacoba zabrzmiał przez komórkę nisko i nieśmiało.
- Myślę, że dlatego Emmett cię o to poprosił. Chce zobaczyc zazdrosnego Edwarda i czy Bella będzie zła albo zdenerwowana. - Wzruszyłam ramionami, zerkając na mojego przystojnego męża, który odjeżdżał właśnie z podziemnego parkingu.
- Taa, moim kosztem. Zaczynam żałować zaoferowanej pomocy - jęknął Jacob.
- Myśl, że sobie poradzisz, RinTinTin - powiedziałam słodko.
- Poradzę sobie, Calineczko - zaśmiał się. Wywróciłam oczami. Nie mógł pomyśleć nad czymś lepszym?
- Tylko przypomnij ojcu, żeby nie spalił przykrywki Belli.
- Nie martw się, nie zapomnę. Do zobaczenia na miejscu.
- Narka. - Parsknęłam, zanim się rozłączyłam.
Edward
Zatrzymałem samochód przed restauracją parę minut przed siódmą i przestrzegłem kamerdynera, żeby dbał o auto Belli. Inny kamerdyner otworzył drzwi od strony pasażera, ofiarując brązowookiej rękę.
Jego oczy zbyt długo spoczywały na jej nogach. Szybko pokonałem odległość pomiędzy nami i wziąłem jej dłoń, piorunując go wzrokiem.
Zapomnij o napiwku, kolego.
Wprowadziłem Bellę do środka restauracji z owiniętym ramieniem wokół jej talii, kiedy ona oparła głowę o mój bark. Wydawała się być zrelaksowana. Pocałowałem czubek jej głowy, przeciągając ten moment. Zdecydowałem się nie walczyć z moim instynktem, który chciał jej przez cały wieczór.
- Jeśli moja rodzina zacznie cię przesłuchiwać i nie będziesz się czuła z tym dobrze, daj mi znać, to wyjdziemy.
- Coś mi mówi, że zazwyczaj nie zabierasz swoich randek na spotkania z rodziną - powiedziała miękko.
Westchnąłem, decydując się na szczerość.
- Nie, nigdy nikogo nie przyprowadziłem. Nawet do klubu, nigdy nie poznaję nikogo z moją rodziną.
- Jesteś głupi - zaszydziła.
- I ostrożny - kontynuowałem. Klepnęła mnie w brzuch, śmiejąc się. - Prawda jest taka, że nigdy nie chciałem nikogo przedstawić mojej rodzinie.
- Tak, ale musisz zrozumieć, że czuję się teraz jakbyś to robił tylko dlatego, że ich poznałam w firmie.
Zatrzymałem nas przed wejściem do środka.
- Jeśli tak się czujesz, to powinniśmy wyjść - stwierdziłem zły i odsunąłem się. Złapała moje ramię.
- Spójrz na mnie - powiedziała stanowczo. Jej spojrzenie było łagodne i delikatne, ale jej usta pokazywały jej defensywę. - Nie możesz mnie obwiniać. Jedynym powodem dlaczego znam Alice i Rosalie jest to, że przyszły mnie poznać. Emmett i Jasper pracują w firmie twojego ojca. Z twoją matką mamy obiad w przyszłym tygodniu. Przykro mi, jeśli nie chcesz usłyszeć prawdy. Ale to nie będzie działało, jeśli nie będziemy sobie mówili tego o czym myślimy.
- Dobra, powiem ci o czym myślę. - Splunąłem i chwyciłem ją za ramiona. - Pragnę ciebie, nie zaprzeczę. Chcę ciebie w moim łóżku, w biurze, pod prysznicem i gdziekolwiek gdzie pozwolisz mi się pieprzyć. Ale chcę też coś wiedzieć o tobie. Chcę cię poznać. Jestem nowy w tym całym gównie i po raz drugi zwalasz całą winę na mnie.
Skinęła głową, a jej oczy rozszerzyły się, kiedy przygryzła swoją wargę.
- Też tego chcę. Całkowicie. Chcę mówić ci o wszystkim i chcę cię poznać. - Odsunęła się ode mnie, nagle zła. - Przepraszam. Nie jesteś kimś kogo się spodziewałam i mam problem z tempem w jakim się posuwamy. - Przestała i pokręciła głową.
- Powiedz mi - powiedziałem miękko, przyciągając ją do mojej klatki piersiowej. Stała sztywno, kiedy byliśmy tak blisko siebie, mimo to, dystans pomiędzy nami był duży.
- Boję się, że możemy tylko siebie skrzywdzić.
Nie mam pojęcia co odpowiedzieć na jej wyznanie. Zanim odpowiedziałem, usłyszałem głos Alice wołający ze środka restauracji.
- Hej, na co czekacie? Wchodźcie.
Bella odsunęła się od razu, mówiąc coś o niecierpliwości. Przekląłem cicho i podążyłem bliziutko za nią.
Wziąłem ją za rękę, ściskając mocno, przez co ofiarowała mi nieśmiały uśmiech.
Alice uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła nasze złączone ręce i pokiwała nam.
- Powiedzieli, że nasz stolik w sali Magnoliowej będzie gotowy za dziesięć minut. - Uścisnęła Bellę i szepnęła jej coś do ucha. Cokolwiek jej powiedziała, Bella natychmiast się zrelaksowała. - Mama i tata trochę się spóźnią. - Alice odsunęła się od Belli, a Rosalie zajęła jej miejsce.
To dziwne, że Rosalie zaakceptowała kogoś właściwie obcego.
Nie dając możliwości brązowookiej na odejście, chwyciłem ją za rękę. Moja rodzina zdecydowała się na drinka, kiedy czekaliśmy na stolik i rodziców.
- Bella? - Głęboki męski głos zabrzmiał gdzieś za nami. Bella spięła się, zanim odwróciła się, by zobaczyć kto ją woła. Za nami stał facet po pięćdziesiątce ze szpakowatymi włosami na wózku inwalidzkim. Za nim stał nie kto inny, jak Jacob Black, który gapił się na mnie. Zignorowałem go, zwracając swoją uwagę na Bellę.
- Billy! - Bella schyliła się, by uściskać mężczyznę, a łzy zabłyszczały w jej oczach.
- Kochanie, co u ciebie słychać? - spytał Billy zaniepokojony, kiedy oderwała się od niego, by usiąść i porozmawiać.
- W porządku, tęsknię za nim - powiedziała brunetka miękkim głosem, z uśmiechem. - Za tobą też tęskniłam.
- Nie widzieliśmy się przez jakiś czas. Twój brat za tobą tęskni - dał do zrozumienia Billy, wycierając łzę spływającą po policzku Belli. Jestem pewien, że jest smutna z powodu swojej rodziny. Chciałbym wiedzieć więcej, ale pytanie o to jak straciła rodziców mogłoby spowodować, że spyta o moich.
Spojrzałem na Jacoba i zauważyłem, że jego oczy są utkwione w Belli, a właściwie na jej piersiach. Przeczyściłem gardło i spojrzałem na niego. Bezczelnie się uśmiechnął.
- Nie chcę o tym dyskutować ani z tobą, ani z nikim innym - powiedziała miękko brązowooka, ale stanowczym tonem. Billy kiwnął i spojrzał na mnie.
- Billy, to jest mój przyjaciel, Edward Cullen. To jest ojciec Jacoba, Billy Black. Był przyjacielem mojego taty. - Wyciągnąłem rękę i uśmiechnąłem się, kiedy stanowczo nią potrząsnął. Oceniał mnie zamiast jego przyjaciela.
- Cześć, Jacob - przywitała się nerwowo z psem.
- Hej Bells. Wyglądasz dziś cudownie - powiedział Jacob, wychodząc zza wózka Billego, by ją uścisnąć. Zacisnąłem pięści, próbując nie podejść i rozdzielić ich.
Tylko przyjaciele... Są tylko przyjaciółmi.
Uścisk Jacoba był zbyt intymny jak dla mnie. Całkowicie otoczył jej małe ciałko swoim wielkim ciałem. Bella zirytowała się, kiedy zacieśnił uchwyt i pochylił się, by jej coś powiedzieć. Przez ten cały czas utrzymywał swoje spojrzenie na mnie. Cholera jasna, próbuje mnie wkurzyć. Zacisnąłem szczękę, kiedy zdałem sobie sprawę, że jego dłonie zsuwają się w dół jej pleców. Za bardzo w dół.
Bella odsunęła się szybko i uderzyła go w ramię. Dupek wywrócił oczami i zaśmiał się.
- Nie zamierzam odpowiedzieć na to pytanie - powiedziała wściekle brunetka. - Zgaduję, że nadal się będziesz zastanawiał.
- Edward, Bella, nasz stolik jest gotowy - zawołała nas z baru Alice. Jej oczy powiększyły się, kiedy zobaczyła kto jest z nami. - Underdog - czule zadrwiła z Black'a.
- Króliczek Energizer - przywitał się tak samo Jacob.
Zanim Jacob odszedł z firmy mojego ojca, nasza dwójka nigdy za sobą nie przepadała. Reszta mojej rodziny wolała się przypatrywać sytuacji z Jacobem. Przyciągnąłem Bellę do siebie, gdy kontynuował gapienie się na mnie. I w tym momencie weszli moi rodzice, tworząc mały korek przy wejściu.
- Jacob, jak się masz? - spytał kundla ojciec, wyglądając na zaskoczonego. Black uniósł brew na mnie, zanim nie odwrócił się do mojego ojca, by się przywitać.
- Witajcie Carlisle, Esme - przywitał się Black z obojgiem moich rodziców potrząśnięciem ręki i sztucznym uśmiechem.
- Słyszałem, że biznes twój i Sama dobrze się kręci - powiedział ojciec.
- Tak, idzie nam całkiem nieźle. Ostatnio pracujemy nad podpisaniem umowy z miastem Seattle - powiedział Jacob, wiedząc że mnie to wkurzy. Moja krew się gotowała odkąd Bella i ja przyjechaliśmy, a Jacob podsycił to uczucie. Jego firma była naszą konkurencją.
Gospodarz przywitał Blacka i oznajmił, że jego stolik jest gotowy. Kiwnął głową i pchnął wózek ojca dopóki nie zrównał się z Bellę.
- Do zobaczenia później, Bells - powiedział. Schylił się i pocałował ją w policzek. Warknięcie zabrzmiało w mojej klatce piersiowej. Poczułam jak palce Belli owijają się wokół mojej dłoni, próbując mnie uspokoić.
- Znacie się z Bellą? - spytała Esme, podczas gdy mój ojciec pomagał jej zdjąć płaszcz.
Bella wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale Jacob ją ubiegł:
- Tak, jest moją byłą narzeczoną.
Jacob wzruszył ramionami i ruszył przed siebie, pchając wózek ojca.
Czerwona mgła wypełniła moją wizję, kiedy wyszarpnąłem rękę z dala od Belli i wyszedłem na zimne nocne powietrze.
Dlaczego to sprawiło, że jestem taki wściekły? Czy byłem zazdrosny? Sam pomysł, że mogli być czymś więcej niż przyjaciółmi wypełniał moje myśli obrazami ich razem.
- Edward. - Usłyszałem za sobą miękki szept.
- Proszę, powiedz mi, że nic już do niego nie czujesz? - wymamrotałem, nie będąc w stanie na nią spojrzeć.
- Oczywiście, że czuję - powiedziała brunetka. Przynajmniej była szczera. - Kocham go jak przyjaciela i żeni się z moją kuzynką. - Poczułem jak się zbliża do mnie, a jej dłonie dotknęły moich pleców, chwytając ramiona, zanim się odwróciłem.
- Skoro chce poślubić twoją kuzynkę, to dlaczego tak mnie wkurza?
- To męskie zagrywki, a wasza dwójka w nie gra. - Uśmiechnęła się, zanim owinęła ręce wokół moich ramion. Ukryłem mój nos w zgięciu jej szyi, wdychając jej zapach.
- Przepraszam za wcześniej - wyszeptała. - Boję się.
- Tak jak ja, kochanie - powiedziałem, całując ją delikatnie w szyję. - Mamy dwie opcje, kończymy to teraz albo czekamy co z tego wyniknie.
- Obiecuję dać ci szansę - powiedziała miękko, zmniejszając odległość między nami. Przytaknąłem, zostawiając pocałunki wzdłuż jej ciepłego, gładkiego ciała, do którego mam dostęp.
- O co pytał, szepcząc ci do ucha? - spytałem.
- Zapytał czy jego był większy - zachichotała.
- Dlaczego mu nie odpowiedziałaś? - Do diabła, jestem facetem i jestem ciekawski.
- Nie miałam serca, by powiedzieć, że ci nie dorównuje - powiedziała Bella, kładąc głowę na mojej klatce.
- Dobrze wiedzieć - powiedziałem zadowolony. Zaśmiała się cicho i uszczypnęła mnie. Jęknąłem i odwróciłem ją, doprowadzając do wybuchu śmiechu.
- Powinniśmy wrócić do środka. Nie byłam tu od lat - powiedziała, bawiąc się włosami na karku.
- Nie chcę. Możemy zwiać, zanim ktoś przyjdzie i nas złapie - zaproponowałem, delikatnie biorąc płatek jej ucha między wargi i ssąc lekko.
- To by było niegrzeczne. Co sobie pomyśli o mnie twoja matka?
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się.
- Jestem pewien, że cię pokocha.
Starała się odsunąć, ale rozmyśliła się i przysunęła bliżej. Uśmiechnęła się, dokuczając mi poruszaniem się naszych warg po sobie. Wzięła moją dolną wargę pomiędzy swoje i zassała lekko, zanim jej język spotkał się z moim. Przyciągnąłem ją bliżej i pogłębiłem pocałunek. I w tym momencie ktoś za nami przeczyścił gardło.
- Przepraszam, ale Alice wymaga waszej obecności - powiedział Jasper, wskazując byśmy ruszyli za nim.
Wziąłem rękę Belli, kierując się do środka. Uwielbiam tą restaurację i zauważyłem, że Bella również, kiedy jej oczy były utkwione w wykończenie. Odsłonięte drewniane belki krzyżowały się nad nami oświetlone, aż do owalnego miejsca gdzie stał główny filar.
Stoły stały wszędzie. Większość głównej sali była zajęta przez gości, a Jasper prowadził nas do magnoliowej sali, gdzie czekała reszta rodziny. Ojciec i matka wstali, by przywitać się z Bellą.
- Mamo, to jest Bella Swan. Bella to moja mama, Esme. - Brunetka uśmiechnęła się ciepło i spróbowała podać jej rękę, po czym zdała sobie sprawę, że nadal ją trzymam. Oczy mojej matki się rozszerzyły, kiedy spojrzała na nasze złączone dłonie. Rumieniec pojawił się na mojej twarzy, kiedy puszczałem dłoń brunetki. Moja mama uśmiechnęła się zadowolona, kiedy wzięła dłoń Belli i potrząsnęła.
- Bello, tyle o tobie słyszałam - powiedziała Esme, ściskając brązowooką. Spojrzałem na matkę zdezorientowany. Kto dyskutował z nią o Belli?
- Synu, Bella bardzo wspiera lokalne organizacje charytatywne od ostatnich kilku lat. Właściwie, z jej powodu jest małe zamieszanie w stowarzyszeniach.
- Cóż, ja też dużo o pani słyszałam, pani Cullen. Właściwie, twoja praca w Children's Foundation zainspirowała mnie do rozpoczęcia projektu. - Bella uśmiechnęła się, odsuwając się od mojej matki.
- Skarbie, nazywaj mnie Esme. Teraz usiądźmy, by złożyć zamówienie i będziemy mogli porozmawiać o twoim projekcie. - Mama uśmiechnęła się, siadając na krześle, które ojciec dla niej odsunął. Carlisle zaoferował swoją rękę Belli i mrugnął. Mrugnął, serio?
Otrząsłem się z zaskoczenia i odsunąłem krzesło obok mojej matki dla Belli. Pokręciła głową delikatnie. Skinęła żebym się zbliżył. Pochyliłem się i wyszeptała w moje ucho:
- Siedź po mojej prawej.
- Dlaczego?
- Chcę sprawdzić czy twoja lewa dłoń jest tak samo sprawna jak prawa - wyszeptała.
Moje oczy się rozszerzyły, oddech uwiązł w gardle, a mój fiut zadrżał. Ona nadal chce mnie do palcówki przy mojej mamie po jednej stronie i Jasperem po drugiej.
Nie jestem pewien czy byłem podniecony, czy przerażony. Yup, podniecony.
Odsunąłem drugie krzesło, a Bella wsunęła się na nie. Wziąłem głęboki oddech, kiedy siadałem obok niej. Dziękowałem w myślach za owalny stół nakryty ciemnogranatowym obrusem. Kiedy moja rodzina przeglądała menu, przyciągnąłem krzesło Belli najbliżej jak się da do mojego. Złapałem moją kartę dań, by zasłonić nas przed ciekawskim spojrzeniem Emmetta, który zerkał na mnie od paru minut.
- Jeśli osiągnę cel i nie zawstydzę nas przed moją rodziną, jaką dostanę nagrodę? - Byłem ciekawy, co miała na myśli i byłem gotowy odwdzięczyć się wieczorem.
Bella przygryzła swoją dolną wargę, a czoło zmarszczyła w zamyśleniu. Posłała mi niegrzeczne spojrzenie, które spowodowało, że byłem gotowy do wyjścia.
- Wrócimy do mojego mieszkania - powiedziała drżącym, seksownym głosem i zrobiła przerwę dla większego efektu. - Posmakuję cię. - Sapnąłem w zaskoczeniu na jej słowa, ponieważ jej ręka spoczęła na moim fiucie. Wywróciłem oczami, ale udało mi się uspokoić.
Kurwa.
Złapałem najbliższą szklankę z wodą, aby ukryć mój nierówny oddech. Usłyszałem cichutki śmiech brunetki, kiedy przeglądając menu zabrała swoją rękę z mojej bolącej erekcji.
- Więc co tu mają dobrego, Alice? - spytała, spoglądając znad karty dań na moją siostrę. Słuchała każdej opinii. Uśmiechała się i wyglądała na lekko przytłoczoną.
- Kochanie, innymi słowy wszystko w menu jest przepyszne - powiedziałem, uśmiechając się do niej. Rozmowy przy stole ucichły.
- Jak ją nazwałeś? - spytał Emmett zza stołu. Jego usta były szeroko otwarte, tak samo jak reszty rodziny.
- Co masz na myśli? Powiedziałem Bello. - Wróciłem pamięcią do ostatniego dialogu. Tak powiedziałem, Bella.
- Nie zrobiłeś tego - powiedziała Rosalie, wyglądając na zmieszaną i zaskoczoną.
- O czym wy mówicie? - spytałem, zerkając na Emmetta, który patrzył się na Bellę. Odwróciłem się w jej stronę i zauważyłem, że kiwa głową.
- Nieważne - powiedział Emmett, wracając do menu. Ponownie spojrzałem na Bellę, ale ona odwróciła wzrok. Spojrzałem na rodziców i zauważyłem, że cicho szepczą.
Czy ja coś przegapiłem?
- Czy ktoś może mi powiedzieć, co właśnie się wydarzyło? - Spojrzałem najpierw na Emmetta, a następnie na Bellę.
- Edwardzie, naprawdę nic - powiedziała brązowooka.
- Jeśli to jest nic, to mi powiedz - domagałem się.
Bella westchnęła zrezygnowała.
- Powiedziałeś do mnie 'kochanie' - wyszeptała, kładąc dłonie na kolanach.
- Naprawdę?
- Zrobiłeś to, skarbie - powiedziała Esme z małym uśmiechem.
Siedziałem zmieszany, ponieważ naprawdę nie pamiętałem, że tak do niej powiedziałem. Po kilku minutach do naszego stolika podszedł kelner, by zebrać zamówienie, przerywając moje rozmyślanie.
Co do diabła to miało znaczyć?
Moi rodzice zamówili świeże ostrygi w muszelkach, homara i dip krabowy oraz sajgonki dla nas wszystkich jako przystawkę, po czym wszyscy złożyli swoje zamówienia. Inny kelner, prawdopodobnie koło dwudziestki, zaczął rozdawać napoje. Zauważyłem, że jego oczy są utkwione w Belli odkąd przyszedł.
- Co do picia dla pana? - spytał, ale jego oczy nadal spoczywały na nogach Belli. Położyłem rękę na jej udzie i spiorunowałem go wzrokiem. Zarumienił się, kiedy jego oczy powędrowały z mojej ręki do moich oczu.
- Napiję się piwa, jakiegokolwiek z beczki - burknąłem.
- Co dla pani? - spytał wpatrzony w jej twarz.
Tak jest koleżko, oczy z dala od jej ciała.
- Może spróbuję Tropical Itch - powiedziała do kelnera o imieniu Joe.
- To ulubieniec wśród pięknych pań. - Puścił do niej oczko i szybko odszedł, kiedy miałem zamiar wstać i pozbawić go życia. Siedziałem obok niej, a on nadal flirtował, idiota. Bella zachichotała i usłyszałem Jaspera z Emmettem jak też się śmieją. Musieli widzieć grę pomiędzy nami.
- Do cholery Edwardzie, co się z tobą do diabła dzieje? - spytał Emmett, próbując się opanować. Spiorunowałem go wzrokiem.
- Nic - mamrotałem. Czerwona mgła pojawiła się ponownie. Nie mogłem spędzić chociaż jednego wieczoru bez kogoś pieprzącego wzrokiem moją... Um, jak mam ją nazwać?
- Edwardzie, nie bądź śmieszny - wyszeptała Bella w moje ucho. - Jak ręka? - Spojrzałem na nią, jak wzięła moją prawą dłoń w swoje. Siniak był czerwony i obolały.
- Nie boli. Jest dobrze - wyszeptałem, ciesząc się z jej dotyku. Nasze spojrzenia się połączyły, a uśmieszek zagrał na jej ustach. Zastanawiałem się czy ona czuła tą samą elektryczność co ja.
- Co ci się stało w rękę? - spytał Jasper, przyglądając się dziwnie. Pokręciłem głową, próbując powiedzieć, żeby nie poruszał tematu.
- Co z ręką Edwarda? - uprzedziła mnie moja matka.
Za późno.
- To nic takiego mamo, to tylko lekkie stłuczenie. Nic wielkiego.
Próbowałem ją zniechęcić, ale wyciągnęła rękę, by móc sprawdzić. Bella wypuściła moją dłoń z chichotem. Wywróciłem oczami i położyłem rękę w malutkiej dłoni mojej matki.
- Jak to się stało, synu? - spytał Carlisle, jego oczy badały moją rękę.
- Pomagał mi wczoraj z trudnym pacjentem - odpowiedziała za mnie Bella.
- Pacjent? - stwierdził Emmett, ale zabrzmiało to jak pytanie. Jęknąłem wewnętrznie. Myśl o bracie wiedzącym, że brunetka jest seksuologiem sprawiała, że miałem ochotę walić głową w stół.
- Tak, pacjent. Nie mogę wchodzić w szczegóły, ponieważ obowiązuje mnie tajemnica lekarska. - Bella wzruszyła ramionami.
- Jakim lekarzem jesteś? - spytał Emmett, niezadowolony z jej odpowiedzi. Bella przygryzła dolną wargę i wyglądała na niezdecydowaną, nie żebym ją winił.
- Emmett, jestem seksuologiem.
Emmett zbladł i zagapił się, po czym odwrócił się lekko różowy, zanim wybuchł histerycznym śmiechem.
Zaczyna się.
- Edward... Bella... seks... Och... To takie zabawne... - wyksztusił chaotycznie mój brat.
- Emmecie, jeśli masz zamiar nabijać się ze mnie lub Edwarda, to zanalizuję cię przy wszystkich. Zaufaj mi, to nie będzie przyjemne. - Bella uniosła brew, rzucając mu wyzwanie. Uśmiechnąłem się, kiedy Emmett zbladł i się zamknął. - Tak, zdecydowanie powinieneś spędzać godzinę tygodniowo na mojej kanapie, Emmecie - skarciła go.
Wszyscy, włącznie z Rosalie, zaczęli się śmiać.
- To było cudowne, kochanie. - Pocałowałem ją w szyję, nadal się śmiejąc. Brunetka przechyliła głowę z małym uśmiechem. I właśnie zdałem sobie sprawę co powiedziałem.
Nazwałem ją kochaniem. Dlaczego ją tak nazwałem?
Śmiech ucichł, kiedy nasze drinki przybyły. I dzięki bogu, Joe ich nie podawał. Przełożyłem na później moje rozmyślania na temat nazwania Belli 'kochanie'.
Cieszyliśmy się przyjemną rozmową z moją mamą o projekcie Belli, nawet rozważaliśmy założenie fundacji. Bella ściskała ręką moje udo pod stołem, kiedy podano kolację. Zwróciłem na nią swoją całą uwagę, przez co posłała mi uśmiech.
Bezgłośnie poruszyłem ustami 'teraz', a ona przygryzła swoją dolną wargę, przytakując. Spojrzałem na moją rodzinę, która była zajęta rozmową i przystawkami. Kiwnąłem, biorąc kilka ostryg i sajgonek dla siebie.
Bella zrobiła to samo z uśmiechem.
Denerwowałem się nie tylko tym, że rodzina może nas przyłapać, ale nie byłem pewien czy utrzymam opanowanie. Na myśl o jej mokrej, ciepłej i pulsującej cipce, moje ciało reagowało.
Utkwiłem spojrzenie w Belli. Jej uśmiech powiększył się, kiedy moja ręka przesunęła się w górę jej uda. Wziąłem głęboki oddech i przemieściłem moją dłoń wyżej. Delikatnie ugryzłem sajgonkę, która pomogła mi stłumić jęk, gdy dotarłem do miejsca, w którym powinny być majtki. Nie miała bielizny.
Cholera.
Poprawiłem się na krześle, w moich spodniach zrobiło się niekomfortowo. Musnąłem jej szparkę kilka razy i zauważyłem, że jest mokra i cholernie ciepła. Przygryzłem dolną wargę i poczułem jak zaciska uda. Chciałem jej spróbować ponownie, wsunąć palce w moje usta.
Kontynuowałem jedzenie przystawek, obserwując Bellę kątem oka. Przez chwilę miała zamknięte oczy, zęby wbijała w dolną wargę. Uśmiechnąłem się i wsunąłem w nią palec. Pocierałem kciukiem wokół jej łechtaczki, drażniąc ją. Wsunąłem głębiej palec i prawie otarłem się o miejsce, w którym najbardziej mnie potrzebowała, powodując, że spojrzała na mnie ze złością. Puściłem jej oczko i wsunąłem w nią dwa palce, na co cicho jęknęła.
Bella
Kurwa, wie jak używać swoich długich palców. Pamiętaj, żeby oddychać.
Wzięłam głęboki oddech, biorąc gryza sajgonki. Palce Edwarda zwinęły się we mnie i zaskoczona zacisnęłam nogi. Edward cicho zachichotał obok mnie, kiedy wziął ostrygę i zasiorbał muszlę. Wywróciłam oczami, dzięki czemu dodał trzeci palec zważywszy na kąt penetracji dotarł we właściwe miejsce. Jęknęłam, moje uda odruchowo się zacisnęły, gdy kontynuował wbijanie swoich palców we mnie. Wzięłam ostrygę, pozwalając jej zsunąć się w dół mojego gardła, kiedy jego kciuk potarł moją łechtaczkę z zapałem.
Kurwa! Poczułam zbliżające się ciepło i skręcanie w dole mojego brzucha, kiedy Edward doprowadził mnie na skraj orgazmu. Zauważył, że moje ścianki zaczęły zaciskać się na jego palcach i przyśpieszył. Chciał, abym doszła szybko, by uniknąć przyłapania, ponieważ oboje byliśmy cicho i nie braliśmy udziału w rozmowach wokół stołu.
Edward pochylił się, by wyszeptać ledwo słyszalnie:
- Dojdź dla mnie, Bello.
Jęknęłam lekko, ale stłumił to pocałunek Edwarda. Moja dolna część ciała drżała, gdy spełniłam jego prośbę.
Boże, kocham jego ręce.
Edward
Uciszyłem Bellę pocałunkiem w jej usta. Jej uwolnienie rozpłynęło się na mojej dłoni i na jej jednym udzie. Powoli usunąłem rękę i wyciągnąłem chusteczkę z kieszeni w spodniach, by się uporządkować.
Obserwowałem brunetkę, zamknęła oczy na parę minut, by uspokoić oddech. Jej klatka unosiła się i opadała z każdym oddechem. Bella wzięła łyk swojego koktajlu i wstała od stołu. Chciałem iść za nią, ale Alice i Rosalie zdecydowały się do niej dołączyć.
Poczekałem kilka minut i przeprosiłem wszystkich, by pójść do toalety. Umyłem ręce i pomyślałem o czekającej mnie nagrodzie. Mam nadzieję, że nie zapomni co mi obiecywała - o smakowaniu mnie. Chciałem poczuć jej usta na całym moim ciele. Wyobrażenie sobie ust Belli na moim penisie spowodowało, że musiałem się poprawić.
Nigdy czegoś takiego nie robiłem. Muszę przyznać, że stało się to bardziej erotyczne i gorące. Zastanawiałem się czy nie będzie się chciała odwzajemnić pod stołem, ale zdałem sobie sprawę, że nie usiedziałbym w ciszy.
Kiedy wróciłem do stołu, dziewczyny już siedziały na swoich miejscach. Usiadłem koło Belli, podczas gdy kelner wrócił z moim piwem. Bella odmówiła kolejnego drinka, a ja spytałem dlaczego.
- Jedno z nas musi zawieść nas z powrotem do domu. - Oczywiście miała rację. Obserwowałem i słuchałem moją rodzinę zadającą pytania Belli odnośnie jej projektu, jej wykształcenia i takie ogólne. Kontynuowaliśmy cichą rozmowę, kiedy przynieśli naszą kolację.
Alice przeczyściła gardło.
- Zgadnijcie co odkryłam dziś porządkując dokumenty w kadrach? - Bella zesztywniała i spojrzała na moją siostrę. Alice uśmiechnęła się szeroko.
- W sobotę Bella kończy dwadzieścia osiem lat. - Bella spojrzała na nią i wymamrotała pod nosem 'wypłata jest suką, mały chochlik'. Jasper zaśmiał się obok niej, słysząc co wyszeptała.
- Nie obchodzę urodzin - zaczęła stanowczo zaczęła brunetka. - Poza tym już mamy plany.
- Plany? - zapytała Esme Bellę za mną.
- Tak, chcemy jechać do Snoqualmie Falls w sobotę.
- My? - Mój ojciec spytał Bellę. Wywróciłem oczami.
- My czyli ja, Bella i inni - odpowiedziałem ojcu.
- Zabrzmiało to jakbyś nie chciał żebyśmy pojechali z wami. - Emmett udał że słowa go zraniły.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz urodziny w ten weekend? - spytałem Bellę, a wszyscy spojrzeli na nią.
Wyglądała jakby nie chciała odpowiadać, ale zauważyła, że wszyscy się na nią gapią.
- Nie lubię świętować moich urodzin - powiedziała miękko, wpatrując się w swoje kolana. - Ponieważ tego samego dnia zginęli moi rodzice.
