Wesele było wspaniałe. Wszyscy śmiali się i tańczyli. Sokka lekko pijany skakał po wielkim placu.
-Nie, ja dziękuję- odmówił Aang, gdy chciano go poczęstować alkoholem. Widział co działo się z Sokką, nie chciał być potem obgadywany przez ludzi że Awatar to czy tamto. Już samo „Awatarowanie" go przytłaczało.
-To najlepsze wesele w dziejach ludzkości!- krzyknęła Katara oglądając ze śmiechem wyczyny brata.
Nagle do stolika przy którym siedział Aang, Katara, Toph, Teo i Haru przybiegł pan młody.
-Toph, może zatańczysz?- zapytał dosyć niewyraźnie. Dziewczyna nie odpowiedziała tylko dała mu mocnego kopniaka w nogę.
-Ałć- wykrzywił się Aang.
-Dobrze zrobiłaś. Przynajmniej nie będzie robił wstydu naszej rodzinie- uznała Katara.
Rzeczywiście, Sokka kuląc przez bolącą nogę poszedł do swojej żony i siedział do końca przyjęcia.
-A ty zatańczysz? Czy zrobisz to co Toph?- Młody Awatar zapytał podając Katarze rękę.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła za Aangiem. Przeszli między wszystkimi aż trafili na sam środek.
-Aang, nie wiem czy to dobre miejsce. Wszyscy będą na nas patrzeć- powiedziała nerwowo Katara.
-Cii. Pamiętasz? Teraz jesteśmy tylko ty i ja- powiedział ciepło i oboje się zarumienili. Wirowali między tłumem nie zważając na wszystko wokół. Wszyscy goście zatrzymali się, aby obejrzeć ich taniec.
-Wow są świetni- zadziwił się Teo patrząc na parę.
-Taa… popisują się- prychnęła Toph.
-A tobie co? Jesteś zazdrosna?- zapytał ciekawy Haru.
-Nie, niby o kogo?- krzyknęła dziewczyna.
-Dobra, ja o nic nie pytałem- uspokoił dziewczynę.
Hakoda też przyglądał się swojej córce. Wyglądało, jakby ci dwoje rozumieli się bez słów. Przypomniał sobie rozmowę z Katarą. Gdy zobaczył ją i Awatara, nie miał już wątpliwości o kim mówiła.
Po skończonym tańcu para wróciła na swoje miejsca.
-To było wspaniałe!- pochwalił ich Teo.
-Tak. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś lepiej prowadził dziewczynę w tańcu.- powiedział z uznaniem Haru- Gdzie się nauczyłeś tak tańczyć?
-Nie wiem… po prostu to potrafię- przyznał Aang.
-Wszyscy jesteście żałośni- prychnęła Toph- Jak można tak się podniecać tańcem?
Wszyscy spojrzeli na dziewczynę zdumieni jej słowami.
Wesele się skończyło, więc wszyscy goście przenocowali w Świątyni. Tylko Aang nie mógł spać, chociaż był bardzo zmęczony. Znów usłyszał to dziwne pukanie, które zabrało go pod ogromne wrota. Pchnął je i znalazł się w środku. Zobaczył jakąś postać stojącą przy oknie.
-Katara?- zapytał nieśmiało. Nagle postać odwróciła się. To co zobaczył Awatar było straszne, ale nie wiedział że to dopiero początek…
-Tchórz. Jesteś tchórzem. Uciekłeś. Zostawiłeś nas. Nie pomogłeś. Potrzebowaliśmy ciebie. Jesteś tchórzem, Aang.- powtarzał chłopiec.- Tchórz, tchórz, tchórz!- krzyczał coraz głośniej a do jego głosu dołączały inne.
-Przestańcie!- krzyknął Aang łapiąc się za głowę. W jednej chwili głosy ucichły, a chłopiec rozpłynął się w powietrzu. Młody Awatar wybiegł zostawiając otwarte wrota i przerażony zamknął drzwi od swojego pokoju.
