Gdy samochód zatrzymał się pod domem Kagami'ego, Kuroko przyjrzał mu się uważnie. Budynek nie wyróżniał się specjalnie; znajdował się w mieszkalnej dzielnicy Tokio, kilkunastopiętrowy. Widać było jednak, że znajduje się na drogim osiedlu i po samochodach zaparkowanych obok doszedł do wniosku, że sąsiadom Kagami'ego również niczego nie brakowało. Blisko znajdował się ogromny plac zabaw, sala treningowa Aidów i kilka sklepów. Naprawdę, miła okolica, pomyślał z lekkim uśmiechem. Nijak miała się do tej, w której mieszkał on sam. No ale co miał począć, wciąż spłacał część długów, jakie zostawili mu rodzice, więc nie mógł pozwolić sobie na nic więcej niż jeden pokój z kuchnią i łazienką. W tym momencie uświadomił sobie, że gdy przyjdzie co do czego, będzie się wstydził zaprosić Kagami'ego do siebie.
-Chodź, podjedziemy windą – oznajmił Kagami, wysiadając i okrążając auto, by otworzyć mu drzwi. Kuroko znów lekko się zarumienił.
-Traktujesz mnie jak kobietę – mruknął, korzystając jednak z podanej mu dłoni i wyskakując z auta. Kagami zrobił się lekko czerwony.
-S-sorki – burknął. –Jakoś tak no.…
-Wiem, wiem, jesteś dżentelmenem – uśmiechnął się uspokajająco.
Gdy wjeżdżali do góry przeszkloną z jednej strony windą, Kuroko spoglądał na panoramę Tokio spowitego deszczem. Naprawdę niesamowity widok, a dla Kagami'ego stanowił codzienność. Czy ich światy nie były zbyt różne?
-O czym myślisz? – zapytał nagle Kagami, również wyglądając przez szybę. On, prócz paru przymglonych świateł i deszczu nie widział nic szczególnego.
-Myślę, że to naprawdę ładny widok – Kuroko szybko odwrócił wzrok. –Zazdroszczę ci, że widzisz go co dnia.
Kagami podrapał się w kark. Naprawdę tego nie rozumiał. Widok jak widok.
Gdy wjechali na jego piętro, pokazał mu drzwi na końcu korytarza.
-To moje – oznajmił. –Tam obok mieszka Hyuuga z rodziną, ale prawdopodobnie są teraz w kinie albo na randce, tak jak my – dodał, nim ugryzł się w język.
-Dużo o nich wiesz – zaśmiał się delikatnie Kuroko. –Widać, że jesteście przyjaciółmi. To fantastyczne. Przepraszam za najście – dodał grzecznościowo, gdy przechodzili próg mieszkania Kagami'ego.
Tutaj nie czuł się tak przytłoczony bogactwem jak na korytarzu czy pod blokiem. Mieszkanie urządzone było skromnie, ale elegancko. Było czysto, chociaż tu i ówdzie zauważył porzucone buty sportowe a w jednym z pokojów, przez niedomknięte drzwi, dostrzegł suszarkę z praniem. Atmosfera panując a w mieszkaniu Kagami'ego była po prostu domowa. To mu się bardzo podobało.
-Ładne mieszkanie, Kagami-kun.
-Dzięki – bąknął. –Rozgość się, a ja szybko dokończę kolację. Zrobię ci też herbatę. No wiesz, na rozgrzanie.
Dopiero teraz Kuroko przypomniał sobie, że wciąż ma na sobie bluzę wyższego mężczyzny. Zarumienił się, uświadamiając sobie, że nie chce jej oddawać.
-Chętnie. M-mogę skorzystać z toalety?
-Jasne, do końca tego korytarza i na prawo. Czuj się jak u siebie - zachęcił go Kagami.
W tym samym czasie, w innej części miasta, Aomine dostał wyniki z laboratorium i znów przeżył rozczarowanie. Ich śledztwo utknęło w martwym punkcie. Ktoś zaplanował sobie zbrodnię idealną i był niczym duch; nie było żadnych śladów, żadnych nagrań z kamer przemysłowych, żadnych światków, a denat nie miał wrogów tylko teoretycznie. Aomine nie chciał, by teczka z materiałami z tej sprawy trafiła do skrzyni z nierozwiązanymi sprawami i została zamieciona pod dywan. Mimo to, czuł, że znaleźli się w ślepym zaułku. Miał nadzieję, że chociaż Kise bawi się lepiej tej nocy.
Już miał zbierać się do domu, kiedy do jego gabinetu wszedł Imayoshi. Szef również nie wyglądał najlepiej i o ile nierozwiązana sprawa będzie tylko plamą na honorze Aomine, tak jego przełożony będzie musiał się z tego tłumaczyć. Być może dlatego miał podkrążone oczy i wyglądał na przemęczonego.
-Jest sprawa, Aomine.
-Zapewne, na kawę byś do mnie nie wpadł – odgryzł się, opadając głębiej na fotel. –Słucham.
-Powinienem z tym iść do innego działu, ale skojarzyłem nazwisko. Akashi Seijuro to twój znajomy, prawda?
-Niestety – prychnął. –Chodziliśmy razem do szkoły, ale nie wiem, czy nazwałbym go przyjacielem.
-A więc pewnie nie interesuje cię informacja, że od jakiegoś czasu dostaje pogróżki, coraz poważniejsze? Oczywiście, wszystkie wysyłane z telefonów pre-paidowych, nie ma opcji wyśledzenia kart SIM.
-Zapewniam cię, że Akashi świetnie sam sobie z tym może poradzić – mimo to, Aomine poczuł lekkie ukłucie niepokoju. Musiało być naprawdę ciężko, że Akashi zgłosił to na policję, zazwyczaj mężczyzna z takimi wpływami i pozycją, rozwiązywał tego typu problemy sam.
-Też tak myślał, dopóki nie dostał ostatniej wiadomości – Imayoshi usiadł naprzeciwko Aomine i podał mu teczkę. Policjant otworzył ją i zerknął na wykaz wiadomości.
Pierwsze nie były wyjątkowo groźne, ot, ktoś kazał Akashi'emu pilnować swojego nosa i nie wtykać go w biznes innych (tylko wyrażone mniej grzecznymi słowami), potem zaczęły się pogróżki z opisywaniem tego, co Akashi miał na sobie – widocznie prześladowca miał sposobności, by widzieć Akashi'ego i zapewne wiedział też, gdzie ten mieszka. Mimo niepokoju, Aomine wmawiał sobie, że to normalne. Akashi należał do bogatej, sławnej rodziny. To oczywiste, że znajdą się ci, którzy go znienawidzą.
Ostatnia wiadomość jednak wzbudziła jego niepokój i już wiedział, dlaczego Imayoshi z tym do niego przyszedł.
-„Płomienie służą mnie, spalę twój dom, twoje życie, twój świat." – przeczytał na głos i podniósł wzrok. –Pomijając to, że brzmi strasznie dennie, myślisz, że to ta sama osoba, która doprowadziła do pożaru w szkole i zabiła Sanadę?
-Jest takie prawdopodobieństwo. Wszystkich was łączy szkoła, od której zaczął. I, o ile dobrze przejrzałem kroniki Teiko, Akashi Seijuro był kapitanem waszej drużyny.
-Był – Aomine zamyślił się i nagle gwałtownie wyprostował. –Nijimura Shuzo. Musimy go odnaleźć.
Kuroko spoglądał na swoje odbicie w lustrze i oddychał szybko. Nie było się czego bać, Kagami był godzien zaufania. Był przystojny, służył ludziom i ratował ich, miał dobry charakter, a teraz stał w kuchni i gotował. Więc dlaczego ni stąd, ni zowąd, Kuroko poczuł się zdenerwowany? Zapewne nie przez to, że po zamknięciu się w łazience, nie mógł powstrzymać ciekawości i po cichutku powąchał żel stojący obok prysznica i wodę po goleniu, która stała na półce. Te zapachy ogromnie mu się spodobały, nie tylko dlatego, że idealnie do siebie pasowały, ale dlatego, że pasowały idealnie do Kagami'ego.
Znów poczuł się jak zakochana nastolatka, zwłaszcza wtedy, kiedy jego serce biło szybko w piersi. Musiał się doprowadzić do porządku, inaczej Kagami od razu zauważy, że coś jest nie tak.
Nagle zauważył kartkę, która wystawała spod spodni, leżących na pralce. Dziwne miejsce na trzymanie listów, pomyślał, mimowolnie sięgając po nią, nim w ogóle zastanowił się, co robi. Ku własnemu zdumieniu, zauważył pismo Kise, a obok koślawe znaki, które Aomine nazywał swoim „charakterem pisma".
-Porady randkowe – przeczytał cicho i zmarszczył brwi.
Pod tym tytułem Kise sporządził całą listę, a Aomine dodał do niej swoje uwagi. Znalazł się tutaj wypad do kina, zaproponowanie spaceru i posiłku, otwieranie drzwi od auta (określone przez Aomine jako „upierdliwe") oraz podanie bluzy, gdy „randka" marznie. Było mówienie komplementów, był nawet „pocałunek w kinie" i „pocałunek na dobranoc".
Kuroko miał ochotę się śmiać. Wyobrażał sobie, jak zażenowany musiał być Kagami, prosząc akurat tę dwójkę o pomoc, a z drugiej strony, widział w wyobraźni radosną minę Kise, gdy sporządzał tę listę. To musiała być urocza scena.
-Kuroko, wszystko w porządku? – zawołał Kagami tuż pod drzwiami łazienki, wyrywając go z zamyślenia. Odruchowo wsunął kartkę do kieszeni swoich dżinsów i wyszedł, uśmiechając się lekko.
-Tak – zapewnił go, siłą powstrzymując się od tego, by nie rzucić się na Kagami'ego tu i teraz.
-Spoko – mężczyzna podrapał się w kark. –Jedzenie już się podgrzewa, jeszcze trochę. Zrobiłem nam herbaty, jest w dużym pokoju.
-Świetnie. Prowadź.
Gdy usiedli w salonie, Kuroko znów nie mógł powstrzymać ciekawości i rozglądał się dookoła. Tak wielki telewizor widział jedynie u Aomine i Kise (Akashi miał większy, a Midorima w ogóle nie miał odbiornika TV), z przykrością jednak odnotował brak książek (chyba, że za literaturę można uznać stos magazynów o koszykówce). Zauważył też masę zdjęć na ścianie i wstał, by móc im się przyjrzeć bliżej.
-To moja opiekunka, Alex – poinformował go Kagami, lekko ruszając brodą w stronę zdjęcia, które obserwował Kuroko. Przedstawiało uroczą blondynkę w okularach, trzymającą w rękach piłkę do koszykówki. –Była przyjaciółką mojej mamy i po śmierci moich rodziców zajęła się mną, chociaż sama ledwo co osiągnęła pełnoletność.
-Musiała być przerażona – powiedział cicho Kuroko. –A jednocześnie odważna.
-Dalej jest odważna – zapewnił go, z tajemniczym uśmiechem. –Pomagali jej rodzice Tatsuyi.
-Himuro-san? – zerknął na niego przez ramię. Nie musiał jednak czekać na odpowiedź – na zdjęciu obok zauważył młodszego Kagami'ego, stojącego ramię w ramię z Himuro, a za nimi, na stopniach, stali jego rodzice (uderzające podobieństwo) oraz Alex.
-Taaa. To zdjęcie zrobili nam, gdy skończyliśmy gimnazjum. To były najlepsze wakacje mojego życia. Spędzaliśmy całe dnie nad oceanem surfując, a potem chodziliśmy na boisko do kosza i graliśmy aż do późna.
-Musiało być fantastycznie. Naprawdę kochasz koszykówkę, Kagami-kun.
-O tak. Na następnym zdjęciu ja i Seirin podczas jednego z obozów treningowych. Ten facet to Kagetora Aida, dziadek Tory.
-Miałem przyjemność go poznać jakiś czas temu. Nic się nie zmienił. Ale Riko-san miała tak krótkie włosy?
-Uwierz, to akurat był najmniejszy problem. Katowała nas treningami tak ciężkimi, że miałem po nich dosyć. A mimo to zawsze przegrywaliśmy na pewnym etapie. Ale dobrze się bawiliśmy. Zawsze.
-Zapewne – zgodził się z nim Kuroko. –A tutaj?
-Ach, to zdjęcie po tym, jak dostałem się do tej samej Akademii, co moi koledzy z Seirin. Wielu z nich zostało strażakami, a ja myślałem o tym też wcześniej. Świętowaliśmy wtedy. Widzisz tego chłopaka z brzegu?
-Tego uśmiechniętego?
-Taak. To Kawahara. Zginął podczas tej samej akcji, po której ja wylądowałem w szpitalu – odchylił głowę do tyłu.
Nie chciał tego wspominać, ale to samo wracało. Płomienie, które lizały jego ubranie, skradając się coraz bliżej i bliżej. Piekło bez wyjścia, bez góry i dołu – wszędzie ogień, dym i temperatura, która paraliżowała wszystkie zmysły. A potem dźwięk, który do dziś budził go często ze snu, dźwięk pękającego stropu, który zwalił się na nich z całym impetem. Byli zbyt przerażeni, by zareagować, a nawet gdyby zareagowali, byli zbyt zmęczeni, by ich ciała poruszyły się wystarczająco szybko. Co najbardziej go zaskakiwało to to, że nie pamiętał bólu, jedynie nieznośny ciężar i gorąco, a potem smród palonego ciała. Próbował nawoływać Kawaharę, ale kolega milczał. W słuchawce słyszał tylko głos Kiyoshi'ego, który obiecywał, że zaraz po nich przyjdą, że mają nie panikować.
A potem pamiętał dopiero szpital i grobowe miny swoich przyjaciół, zapłakaną Riko i Hyuugę, który delikatnie obejmował żonę i czule gładził jej plecy. Pamiętał przerażenie, gdy nie mógł poruszyć nogami i swoją panikę, nim koledzy przekazali mu słowa lekarza. Paraliż był chwilowy, po odpowiedniej rehabilitacji i odpoczynku wszystko wróciło do normy. Aczkolwiek Kagami wciąż śnił o tym, że tkwi sparaliżowany w płonącym budynku, niezdolny nawet do krzyku.
-Kagami-kun? Wszystko w porządku? – z zamyślenia wyrwał go cichy głos Kuroko, gdy ten chłodną dłonią dotknął jego policzka. Wzdrygnął się, czując kontrast ich temperatur, a potem mimowolnie wtulił policzek w skórę Kuroko.
-Taaak. Nieprzyjemne wspomnienia – przyznał, nie otwierając oczu. Mógłby tak trwać całą noc, pogrążony w zadumie, z chłodną dłonią Kuroko która studziła jego smutek.
-Twoja praca jest niesamowicie ciężka, Kagami-kun. Przykro mi. A jednocześnie podziwiam cię i jestem dumny – zapewnił go, uśmiechając się lekko. Skóra Kagami'ego była ciepła, niczym płomienie, ale na tym podobieństwo się kończyło.
-Dzięki – ni stąd, ni zowąd, Kagami zarumienił się lekko i otworzył oczy, odsuwając się lekko. –Jedzenie już pewnie gotowe. Poczekaj, przyniosę je tutaj.
Kuroko miał wrażenie, że Kagami nie chce się z nim dzielić swoimi wspomnieniami, nie wszystkimi, nie teraz. Chociaż mężczyzna na pierwszy rzut oka wydawał się prosty i nieskomplikowany, z sercem na dłoni, tak naprawdę skrywał wiele tajemnic i rzeczy, które zjadały go od środka. To wywoływało u Kuroko smutek, gdyż głęboko wierzył iż Kagami na to nie zasługuje. Chciałby móc zgłębić jego tajemnice, pomóc mu przestać powracać do tych złych wspomnień. Ale czy był wystarczająco silny, by to zrobić?
O tym myślał całą kolację, jednocześnie prowadząc z Kagamim lekką, niezobowiązującą rozmowę o życiu codziennym w przedszkolu. Co chwila chwalił też każdą potrawę i były to szczere pochwały, gdyż Kagami gotował fantastycznie (przestało go dziwić to, że i Aomine, I Kise często się u niego stołują). Wkrótce też był już pełen, ale samo obserwowanie Kagami'ego, który jadł, było na swój sposób intrygujące – jakim cudem i gdzie on to wszystko mieścił?!
Po kolacji Kuroko miał cichą nadzieję, że Kagami zaproponuje mu nocleg. Że rzuci się na niego i zedrze z niego ciuchy. Zamiast tego jednak, mężczyzna szarmancko zaproponował, że go odwiezie, o ile Kuroko nie chciałby się jeszcze czegoś napić. Godzina jednak robiła się późna, a i jak na trzecią randkę, to i tak daleko zaszli.
Ale wciąż przed nimi był jeszcze jeden krok.
Kagami zatrzymał samochód pod nieciekawie wyglądającą kamienicą i przyjrzał się jej z nieukrywaną niechęcią. Miał nadzieję, że Kuroko podał mu zły adres. Ta dzielnica naprawdę wyglądała źle, chociaż wcale nie znajdowała się tak daleko od jego domu. Budynek, pod którym stali, wydawał się być stary i zaniedbany, a wrażenie to potęgowała złuszczająca się farba z frontowej ściany i gdzieniegdzie odpryski na tynku. Kuroko zarumienił się lekko, widząc minę Kagami'ego.
-To nie są luksusy, ale mieszkam tu od urodzenia – wyjaśnił, zaciskając palce na pasku swojej torby. –Mam bardzo miłych sąsiadów.
-Mam nadzieję – odparł Kagami. –Odprowadzę cię do drzwi.
-Nie trzeba – zapewnił go szybko Kuroko, rumieniąc się jeszcze bardziej. –Znam tutaj wszystkich, a wszyscy znają mnie. To bezpieczna dzielnica, Kagami-kun. Poza tym.. tam nie mógłbym zrobić tego.
-Tego? Czego? – zapytał zaskoczony mężczyzna, ale w tym samym momencie Kuroko złapał go za bluzę i przyciągnął do siebie, po czym pocałował go najlepiej, jak umiał. Rozchylił lekko usta i pozwolił, by język Kagami'ego wsunął się między jego wargi, pogłębiając pocałunek. Zamruczał delikatnie, kiedy duża, ciepła dłoń zacisnęła się na jego udzie i instynktownie lekko rozchylił nogi, robiąc dla niej miejsce. Pocałunek trwał dobrych kilka chwil, nim Kuroko zabrakło powietrza. Spuścił wzrok, rumieniąc się i oblizując opuchnięte wargi. Nim Kagami zdążył coś powiedzieć, wyciągnął z kieszeni kartkę od Kise i podał mu ją.
-Znalazłem to i przeczytałem, przepraszam. Pocałunek na dobranoc… mam nadzieję, że ci się podobał. I że wkrótce to powtórzymy!
Po tych słowach, Kuroko wyskoczył z samochodu i wbiegł do kamienicy, na chwilę tylko odwracając się do Kagami'ego i machając mu na pożegnanie. Zbyt oszołomiony, by myśleć, Kagami wpatrywał się tylko w wysokie, dębowe drzwi, które zamknęły się za drobnym mężczyzną, nieświadom tego, że Kuroko opiera się o nie po drugiej stronie i próbuje uspokoić szybkie łomotanie serca.
Szczęśliwego 2016, moi Kochani :)
