- Jak, na Merlina, mogłeś do tego dopuścić?! – wrzasnęła Molly, gdy powrócili do Instytutu Summerbee'ego. – Ma ledwo siedemnaście lat, a ty pozwoliłeś jej na zaręczyny!? Widziałeś ją? Krótkie spódniczki, makijaż, kolczyki – wyglądała jak tania dziwka! Nie wspominając już o tym, że się jak taka zachowuje. Odchodzi ze swoim chłopakiem.
- Molly! – powiedział Artur ostro. – Po pierwsze, musisz się uspokoić. Chcesz zrazić do siebie swoją własną córkę?
- Nie, chcę, żeby była w domu, gdzie mogę mieć na nią oko! – krzyczała wściekła Molly. – Chcę stąd wyjść.
Artur stał w kącie, patrząc, jak Molly chaotycznie wrzuca swoje rzeczy do znoszonej torby.
- Molly, nie pomagasz nikomu w takim stanie.
- Myślałam, że mogę ci zaufać, że będziesz miał oko na dzieci, ale nie potrafiłeś podołać nawet temu prostemu zadaniu. Widocznie aspekt fizyczny ich relacji zaszedł dużo za daleko. Pozwoliłeś na to, żeby twoja córka stała się…
- Przestań w tej chwili! – krzyknął Artur, zaskakując Molly swoim gniewem. – Wiem, że wzięliśmy cię z zaskoczenia, ale nie pozwolę ci na oczernianie naszej córki i jej relacji. Czy chciałbym, żeby była starsza? Tak, oczywiście, że tak, ale ich łączy miłość – prawdziwa i głęboka miłość. Chciałbym, żebyś widziała ich tego lata. Wspierali się nawzajem i pomagali sobie. Nie zapomni o niej.
Molly opadła na łóżko, nadal mając w rękach niektóre ze swoich szat.
- Ale jest za młoda i może zostać zraniona, i co wtedy?
- Jest młoda – zgodził się Artur. – Tak, może zostać zraniona, ale wiesz, że Harry nigdy nie zraniłby jej celowo. Nie możemy wszystkiego już za nią naprawiać, Molly. Już od lat tego nie potrafimy.
Gdy zobaczył, że jego żona zaczęła słuchać, wykorzystał przewagę.
- Molly, ona mogła właśnie przekroczyć granicę dorosłości, ale jest dużo bardziej dorosła niż siedemnaście lat. Musiała szybko dorastać. Wydarzenia z jej pierwszego roku się o to postarały, nie wspominając o zeszłym roku. Musiała dać radę podźwignąć ciężar cierpienia nie tylko swojego, ale także innych. Słuchałaś, co mówiła Minerwa? Jak Ginny wszystkim pomagała?
Molly pokiwała głową z niepewnością.
- Słyszałam Minerwę, ale nadal ciężko mi uwierzyć, że wszystko mogło pójść tak źle.
- Każdemu ciężko w to uwierzyć – zgodził się Artur, patrząc na żonę ze współczuciem. Wiedział, że bardzo powoli sobie radzi z myśleniem nad takimi rzeczami, ale poczuł, że jest już wystarczająco spokojna i można bezpiecznie usiąść naprzeciw niej. Przypomniała mu się rozmowa z Ronem tyle tygodni temu.
- Niestety, to naprawdę się stało. Udając, że nic się nie stało tylko umniejszamy jej doświadczenia. Harry jej słuchał i pomógł jej poradzić sobie ze wszystkim, przez co przeszła w zeszłym roku – powiedział już trochę spokojniej.
Molly westchnęła.
- Boję się jej słuchać. Nie chcę wiedzieć, co jej się przytrafiło. – Jej oczy wypełniły się łzami. – Powiedziała mi, jak zniknęli jej szaty i ubrania i… Bałam się, że ją wykorzystali. Nie chciałam już słyszeć nic więcej.
- Nie winię cię za to – powiedział cicho Artur. – Ale tu nie chodzi o nas, tylko o Ginny. Ona potrzebuje być wysłuchana. Gdy się rozpływasz nad tym, jak to Percy i Ron mieli źle, mówisz jej, że wcale nie jest dla ciebie ważna.
- Nigdy nie chciałam, żeby tak myślała – odparła zapłakana Molly. – Po prostu nie wiem, co mam jej albo G-Georgiemu powiedzieć…
- Ale nie możemy ich ignorować – powiedział. – To jest trudne. Trudniejsze niż cokolwiek, co robiłem w życiu, ale nie mogę się skupiać na lęku, że źle wychowałem moje dzieci. Muszę być dla nich wsparciem i pomagać im najlepiej, jak potrafię. Nie możemy się teraz załamać. Płakanie im nie pomaga, a to właśnie musimy robić – pomagać im. Naprawdę… naprawdę chciałbym, żebyś mi w tym pomogła.
- Więc co zrobimy z Ginny? – zapytała po paru minutach Molly.
- A co chcesz zrobić? – spytał Artur. – Zakochaliśmy się, gdy byliśmy w Hogwarcie. Dlaczego tak trudno ci uwierzyć, że oni też się kochają?
Molly ucichła, próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie.
- Naprawdę myślisz, że się kochają? Wygląda, że są na to zbyt młodzi. Jak może być taka tego pewna, skoro jest taka nim przykryta? Boję się, że jest oczarowana jego reputacją, a nie nim. W nadchodzącym roku będzie oblegany jak prawie żaden inny chłopak w jego wieku. Jest bogaty i sławny… i te wszystkie zdjęcia w gazetach… może mieć każdą kobietę, czy każdą ilość kobiet, jaką sobie tylko zapragnie. Boję się, że Ginny zostanie zraniona.
Artur westchnął.
- Możesz mieć rację. Harry może zapaść w picie i kobiety i wszelkie inne niekoniecznie grzeczne rzeczy. Czy myślę, że tak się stanie? Nie. Nie możemy go karać za rzeczy, które się nie zdarzyły. Kocha Ginny i chce mieć rodzinę.
- Chce, bo nigdy nie miał prawdziwej rodziny – zgodziła się Molly. – Ale co się stanie za dziesięć lat, gdy wciąż będzie młodym człowiekiem, przywiązanym do rodziny? Zacznie ją zdradzać, czując, że coś go ominęło? Bill, nasz Bill, spotykał się z Fleur przez lata, zanim się ustatkował. Żaden z innych naszych chłopców nie myśli tak poważnie o dziewczynach – dlaczego Harry miałby być inny?
- On jest inny – powiedział delikatnie Artur. – Jak Ginny, musiał szybko dorastać. Wiele razy stawał oko w oko ze śmiercią, nie jest już dzieckiem. Czy wiem, co się stanie za dziesięć lat? Nie. Ale nie wydaje mi się, że będzie ją zdradzał czy zabawiał się w szybkie numerki z prostytutkami. To nie jest taki typ człowieka. Jest dobry, stabilny i szlachetny. Ufam mu, że będzie ją kochał i troszczył się o nią. – Gdy zobaczył, że Molly faktycznie go słucha, kontynuował. – Jeśli stanie się najgorsze i zostawi ją samą, ze złamanym sercem… - Westchnął. – Jeśli to się stanie, będziemy dla niej wsparciem.
Ucichł, patrząc na żonę. Rozumiał, jak się czuje. Bardzo chciał chronić córkę, ale wiedział, że nie będzie w stanie. Tak samo się czuł, gdy Bill wyjeżdżał do Egiptu, a Charlie do Rumunii. Musiał mieć nadzieję, że dobrze ich wychował i wspierać ich.
- Chodź, kochanie – powiedział. – Położysz się do łóżka i poradzimy sobie z tym jutro.
Powoli, Molly zgodziła się. Został z nią i rozmawiał z nią cicho na temat jego dnia, a ona mówiła o swoich wieczornych zajęciach, zupełnie jakby to robili w domu. Minęła prawie godzina, zanim wyszedł.
Gdy Molly w końcu zasnęła, Artur zmęczony aportował się w Norze. Był zadowolony, że wszyscy jego synowie już byli w łóżkach. Nie chciał już tego dnia z nikim rozmawiać.
Ginny obudziła się raczej późno kolejnego dnia. Otworzyła oczy i wydarzenia z zeszłego wieczoru przeleciały przed nią jak mgła. Rozejrzała się za Harrym, ale potem przypomniała sobie, jak pocałował ją na pożegnanie, gdy wychodził do pracy.
Usiadła i zauważyła złożoną notatkę i różę na poduszce Harry'ego. Uśmiechnęła się i powąchała różę, po czym rozłożyła kartkę.
Ginny,
Naprawdę nie chcę cię opuszczać – wyglądasz tak pięknie (i tak odpowiednio) śpiąc w moim łóżku. Bardzo bym chciał z tobą zostać, ale muszę iść dziś do pracy. Naprawdę bardzo bym chciał z tobą zostać. Zobaczymy się wieczorem.
Kocham cię,
Harry.
Wzięła różę, po czym wstała i ubrała się, i zeszła do kuchni. Stworek akurat robił chleb.
- Dzień dobry, moja pani.
- Dzień dobry, Stworku – odparła Ginny. – Miałam nadzieję na płatki dziś rano.
- Oczywiście, pani. – Stworek pstryknął palcami i przy stole były już trzy różne typy płatków, razem z mlekiem i owocami.
- Dzięki, to jest świetne. – Ginny zjadła śniadanie i zaczęła się zastanawiać, co powinna dziś zrobić. Nie chciała dziś konfrontacji z rodzicami, a także z braćmi. Pomyślała o odwiedzeniu Luny, ale w końcu zdecydowała, że poczyta zakupione magazyny i zacznie jakieś plany. Gdy wstała, żeby wyjść do kuchni, Stworek zatrzymał ją.
- Z tyłu domu, na parterze jest pani gabinet. Jeśli chce pani go używać, mogę go otworzyć.
- W porządku – odparła, gdy weszła za Stworkiem po schodach, a potem przeszła na tył domu.
Musiała przyznać, że była bardzo nerwowa, zastanawiając się jak może wyglądać jej gabinet. Była zachwycona, gdy Stworek otworzył drzwi do pięknego pokoju z widokiem na tylny ogród. Był jasny i luźno urządzony, generalnie przeciwieństwo reszty domu. Był udekorowany na złoto, z kryształowymi akcentami. Wielkie biurko stało przy ścianie, zwrócone do okna. Najbardziej spodobała się jej jednak wodna ozdoba, spływająca nad brykającymi jednorożcami.
- Stworku, to jest niesamowite. – Rozejrzała się jeszcze raz po pokoju. – Czemu wcześniej tego nie widziałam?
- Wcześniej nie było pani – wyjaśnił Stworek. Wskazał na biurko. – Na biurku jest menu. Jeśli je pani wypełni, pojawi się w kuchni i przygotuję wybrany posiłek. Jeśli nie będzie pani jadła w domu, po prostu pani przekreśli.
- Dziękuję – odparła Ginny i podeszła do biurka, żeby przyjrzeć się menu.
Sztywny, kremowy pergamin był pełny wykaligrafowanego pisma. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziała. Myśl, że jej matce mogłoby się to spodobać uderzyła ją z siłą, jakiej się nie spodziewała. Była na nią zdenerwowana za jej nastawienie i działania, ale Ginny brakowało jej bardziej niż mogłaby się spodziewać.
Wybijając tą myśl z głowy, usiadła przy biurku. Było tu eleganckie pióro i raczej drogi atrament. Ginny zaśmiała się do siebie. Czuła się jak bohaterka jednej z nowel, które czytała. Zamówiła kanapki na lunch i kurczaka z rożna z ziemniakami i fasolką szparagową na obiad, a na deser tartę melasową.
Usiadła na złotej sofie, sięgając po jeden z magazynów. Dziś mogła robić co jej się żywnie podobało i zamierzała to wykorzystać. Trochę poczuła się, jakby bawiła się w dom*, ale podobało jej się to.
- Kurde, stary! – krzyknął Seamus. – To do dupy.
Harry potaknął z żalem. Dwójka przyjaciół przeglądała akta spraw ataków Śmierciożerców, aby się upewnić, że wszyscy zostaną złapani. Właśnie skończył opowiadać Seamusowi o reakcji pani Weasley na jego prezent dla Ginny.
- Ginny mówi, że jej matka zmieni zdanie, ale była strasznie wkurzona – powiedział Harry. – Nie spodziewałem się czegoś takiego.
Seamus wzruszył ramionami.
- Moja mama jest taka sama. Zawsze o wszystko robi aferę. Zwykle się uspokaja i wszystko jest dobrze, ale nie jest fajnie, jak się na ciebie drze.
- Chyba właśnie to mnie trafiło – odparł Harry. – Pani Weasley zawsze była dla mnie taka miła.
- Traktuje cię bardziej jak rodzinę – powiedział Seamus. – Rozmawiałeś z Ginny dziś rano?
Harry zarumienił się.
- Właściwie to była ze mną w domu.
- Co? – Seamus wyglądał na nieźle zszokowanego. – I nie miałeś na karku sztabu wściekłych rudzielców?
- Chyba nikt oprócz pana i pani Weasley nie wie – wyjaśnił Harry. – Pani Weasley była wkurzona, ale pan Weasley pozwolił jej pójść.
- Pozwolił córce spędzić noc z jej chłopakiem? – spytał zaskoczony Seamus.
- Pozwolił córce spędzić noc z jej narzeczonym – poprawił go Harry.
- CO!? – Seamus roześmiał się i uściskał przyjaciela. – Gratki, stary. Kiedy się oświadczyłeś?
Gdy pracowali, Harry opowiedział Seamusowi o wycieczce z Ginny do Paryża. Nie mógł uwierzyć, jak dobrze jest podzielić się z kimś radością.
- To super – powiedział Seamus z uśmiechem. – Bardzo się cieszę. Kiedy bierzecie ślub?
- Ginny chce w Boże Narodzenie.
Michael zapukał w otwarte drzwi do biura, w którym pracowali przyjaciele.
- Jest lunch, chcecie do nas dołączyć w bufecie?
- Trzeba to uczcić – powiedział Seamus. Zwrócił się do Harry'ego. – Co powiesz na to, żebyśmy wyszli do tej restauracji, o której mówił Terry? Tej w Covent Garden?
- Brzmi świetnie – odparł Harry, wstając.
- Dobra… - powiedział trochę zdezorientowany Michael. – A co świętujemy?
- Powiemy ci w restauracji – odpowiedział Seamus, gdy wychodził za nimi z biura.
Arturowi ulżyło, że wszyscy jego synowie zdecydowali wyjść do sklepu. Chciał przełożyć wszelkie starcia na wieczór. Po zjedzeniu miski płatków, ruszył do Ministerstwa.
Jego personel w Wykrywania i Konfiskowania Fałszywych Zaklęć Obronnych i Środków Ochrony Osobistej został zmniejszony po wojnie, gdy wprowadzano coraz mniej podróbek. Kingsley chciał zintegrować to biuro ze starym departamentem Artura, Departamentu Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli i uczynić Artura szefem. Miałby wtedy większy personel i miałby też pod sobą Biuro Kontaktów z Mugolami. Artur był bardzo podekscytowanymi tymi planami.
Od końca wojny, Artur pracował w specjalnym kolegium powołanym do przejrzenia praw i regulacji ustanowionych przez ostatnie kilka lat. Była to konieczna rzecz i Artur był bardzo zadowolony, że może w tym pomóc, ale musiał przyznać, że brakowało mu kontaktu z wynalazkami mugoli.
Ranek został spędzony na przeglądaniu kolejnych akt z Komisji Rejestracji Mugolaków. Mimo, że wszyscy niesłusznie uwięzieni w Azkabanie zostali wypuszczeni, trzeba było się upewnić, że wszyscy, którzy uniknęli Komisji, wiedzą, że jest już bezpiecznie.
Gdy wrócił z lunchu, powróciły do niego myśli o jego córce. Trzeba było coś zrobić. Nie chciał, żeby jego rodzina była podzielona.
- Więc co świętujemy? – spytał Michael, gdy już wszyscy usiedli.
Harry zarumienił się lekko.
- Ginny i ja zamierzamy wziąć ślub.
- Gratulacje! – powiedziała Katie. Podeszła do niego i uściskała go. – Bardzo się cieszę.
Każdy pogratulował Harry'emu. Jeszcze raz przytoczył skróconą wersję jego wycieczki do Paryża i jego oświadczyn.
- Co powiedział Ron? – spytała Susan.
- Jeszcze mu nie powiedziałem – odparł Harry. – Chcieliśmy to ogłosić zeszłego wieczora, ale, powiedzmy, nie wszystko poszło tak, jak zaplanowaliśmy. – Pewna myśl przeszła mu przez głowę. – Na razie zatrzymajcie to dla siebie. Chcę, żeby rodzina Ginny dowiedziała się o tym, zanim pojawi się to w gazetach.
- Nie ma problemu – obiecał Seamus.
Szóstka przyjaciół cieszyła się lunchem, po czym powróciła do Ministerstwa. Gdy Harry zbliżał się do departamentu Aurorów, zwolnił trochę, gdy zobaczył pana Weasleya czekającego przy wejściu. Próbował się zdecydować czy ma tam podejść, czy nie, gdy Artur go zobaczył.
- Harry.
- Pan Weasley – przywitał się Harry ostrożnie. Rozumiejąc, że musi jakoś wytłumaczyć się z ostatnich zdarzeń, kontynuował. – Przepraszam, że zdenerwowałem panią Weasley zeszłego wieczoru. Nie chciałem.
- Wiem, chłopcze – powiedział Artur. – Przykro mi, że przyjęcie Ginny się tak skończyło.
- Wie pan, dlaczego jest tak wobec nas nastawiona? – zapytał Harry smutnym tonem. – Jakoś myślałem, że będzie szczęśliwa.
- Nie mogę za nią mówić – zaczął pan Weasley. – Ale nie widziała was razem. Boi się, że to przelotny romans i złamiesz Ginny serce. Wiem, że tak nie jest, ale nie widziała was. Molly czasem zapomina, że Ginny nie jest małą dziewczynką.
Rozejrzał się i wskazał Harry'emu puste biuro. Gdy Harry zamknął drzwi, pan Weasley odezwał się.
- Miałem nadzieję, że moglibyście dziś przyjść na kolację. Wydaje mi się, że powinieneś powiedzieć o tym jej braciom.
Harry podrapał się po karku.
- W sumie to dobry pomysł. Myślę, że przyjdziemy po kolacji. Muszę tylko jeszcze porozmawiać z Ginny. Chcę… chcę, żeby wszyscy się dowiedzieli, powiedziałem dziś o tym moim przyjaciołom z programu Aurorów. Trochę… trochę się martwię o ich reakcję. – Podniósł wzrok. – Ron ma tendencję do zbyt mocnego reagowania, a nie mam pojęcia, jaki jest Charlie. Nie chcę, żeby ktoś denerwował Ginny.
Pan Weasley uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzięję, że będą się cieszyć. Bill wie?
- Wie on i Fleur.
- Również ich zaproszę – odparł pan Weasley.
- Dziękuję.
Artur uśmiechnął się do niego.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Ginny sączyła powoli swój sok dyniowy, siedząc w Dziurawym Kotle. Przed południem dostała sowę od Hermiony z zapytaniem, czy nie mogłyby się spotkać na lunch. Poinformowała o tym stworka i wyruszyła do baru. Hermiona miała się z nią tam spotkać, a potem miały wyjść do mugolskiej części Londynu na lunch.
Po jakichś dziesięciu minutach Ginny zobaczyła charakterystyczne puszyste włosy. Oczy czarownicy, do której owe włosy należały, omiotły pub, po czym zatrzymały się na Ginny.
- Ginny!
Wstając, Ginny uściskała przyjaciółkę.
- Hermiona! Strasznie się cieszę, że wysłałaś mi sowę!
Hermiona uśmiechnęła się.
- Nie miałam okazji z tobą wczoraj pogadać.
Dwójka dziewcząt wyszła z baru. Był piękny, słoneczny dzień.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, ale chciałam pójść do mojej ulubionej restauracji niedaleko Hyde Parku.
- Nie, brzmi ciekawie.
Po krótkim czasie jechali taksówką wzdłuż parku. Po jednej stronie ulicy znajdowały się bardzo zadbane szeregowe domy wiktoriańskie. Hermiona poprowadziła ją do pubu, o którym wcześniej wspomniała. Na zewnątrz były ustawione siedzenia i przyjaciółki zdecydowały, że skorzystają z pięknej pogody i usiądą na dworze.
Hermiona uśmiechnęła się do rudowłosej.
- Dzięki, że przyszłaś na spotkanie. Moi rodzice zawsze przyprowadzali mnie tu po zwiedzaniu. To jedno z moich ulubionych miejsc.
Ginny uśmiechnęła się.
- Widać, czemu. Tu jest pięknie. – Spojrzała na przyjaciółkę i zobaczyła, że jest trochę zamyślona. – Myślałam, że pracujesz w gabinecie rodziców.
- Pracowałam – odparła Hermiona – ale zatrudnili normalnego recepcjonistę i będę tam tylko od czasu do czasu. Jakoś mi to nie przeszkadza, będę miała czas na powtórzenie. Trochę się denerwuję, bo przez rok nie było mnie w szkole.
Ginny zaśmiała się.
- Hermiono, jestem pewna, że sobie poradzisz.
Pojawiła się kelnerka, żeby odebrać zamówienia. Ginny zdecydowała się na kanapkę i sałatkę. Gdy kelnerka odeszła, rudowłosa spojrzała uważnie na przyjaciółkę.
- No więc… o co chodzi? I nie wmawiaj mi, że martwisz się o szkołę. Widzę, że to nie to.
Hermiona westchnęła.
- Nie jestem pewna. – Spojrzała w stronę parku. – Jestem zagubiona i nie mam pojęcia, co zrobić. Ostatniej nocy, po przyjęciu… eee… Ron i ja… no… my…
Ginny patrzyła na nią przez chwilę, nie rozumiejąc, po czym gwałtownie wciągnęła powietrze.
- Spałaś z nim?
- Prawie – przyznała Hermiona, a jej twarz była cała czerwona. – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy o tym nie myślałam, ale jeszcze się z tym nie czuję dobrze. Zawsze myślałam, że poczekam, dopóki nie będę pewna, że… no, że to jest odpowiednia osoba. Bardzo go lubię, ale spotykaliśmy się tylko przez kilka miesięcy. Czy na pewno do siebie pasujemy? Tak mi się wydaje, ale…
- Mówiłaś mu o tym?
Hermiona znów się zaczerwieniła.
- Nie wiem, jak ani co powiedzieć. Wydaje mi się, że jego relacja z Lavender była, no… powiedzmy, bardziej… rozwinięta w aspekcie fizycznym… no i nie chcę, żeby stracił zainteresowanie, bo…
- Dobra, na razie wystarczy – przerwała Ginny. – Żaden chłopak nie jest wart, żebyś przez niego straciła poczucie własnej wartości. Dean chciał ode mnie znacznie więcej, niż chciałam dać i powiedziałam mu to wprost. Nie mógł mnie dotknąć bez pozwolenia.
- Nie bałaś się, że zerwie z tobą, bo nie robiłaś tego, czego chciał?
- Nie – odparła szczerze Ginny. – Jeśli zerwałby ze mną z tego powodu, nie był wart mojego czasu. To samo jest z moim bratem, ale nie wydaje mi się, że taki jest. Jedyny związek, w jakim był to był z tą… no, nie oszukujmy się, Lavender jest taką trochę… dziwką. Nie wiem, co robili czy czego nie robili, ale chodzi o to, że musisz mu powiedzieć, jakie stawiasz ograniczenia. Może mu się to nie spodobać, ale z tobą nie zerwie.
Hermiona piła powoli wodę, słuchając przyjaciółki.
- Rozmawiałaś z Harrym o tych sprawach?
Ginny zarumieniła się trochę.
- Uwierz mi, Harry i ja sporo razy rozmawialiśmy o tych sprawach. Ma tak jakby odwrotny problem, niż większość chłopaków. Bał się mnie dotknąć. – Opuściła lekko głowę. – Powiedzmy, że musiałam być z nim trochę bardziej… agresywna.
Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze.
- Czy wy…
Wydawało jej się, że twarz rudowłosej nie może się bardziej zaczerwienić. Myliła się. Omal nie dało się odróżnić koloru jej twarzy od włosów. Ginny lekko kiwnęła głową.
- My… no, zrobiliśmy to po raz pierwszy w Paryżu.
- Bałaś się? Skąd wiedziałaś, że to właściwa decyzja?
- Przez ostatni rok bardzo żałowałam, że… no, że nigdy z Harrym nie uprawialiśmy miłości – powiedziała spokojnie. – Cały czas myślałam, że jeśli on by zginął… Był jedyną osobą, o której myślałam w ten sposób. Gdy znów byliśmy razem, to była tylko kwestia czasu. – Zaśmiała się delikatnie. – Jest takim dżentelmenem... Przez pewien czas myślałam, że to nigdy się nie stanie. Zawsze mi się wydawało, że jesteśmy w niewłaściwym miejscu, albo o niewłaściwym czasie. Ten pierwszy wieczór w Paryżu był niesamowity. Przez większość popołudnia robiliśmy zakupy, a potem Bill i Fleur zabrali nas na kolację. Gdy wróciliśmy do hotelu… no, oboje wiedzieliśmy, że to odpowiednia chwila.
Hermiona zaśmiała się cicho.
- W takim razie bardzo się z waszego powodu cieszę. Powiedzmy, że ciężko mi jest się przyzwyczaić do myślenia o Harrym, że… no wiesz, że może być romantyczny, no ale z tobą on jest zupełnie inny. Trochę jestem zazdrosna – to znaczy, nie dlatego, że to Harry, ale dlatego, że jakoś tobie wszystko dobrze idzie.
- To prawda – zgodziła się Ginny. – Ale trochę to trwało.
- Martwisz się, co będzie w tym roku? – spytała Hermiona, gdy kelnerka przyniosła posiłki.
- O co mam się martwić?
- Że nie będzie cię z Harrym – sprecyzowała Hermiona.
Młodsza dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie będzie fajnie, ale będziemy do siebie pisać i raz na tydzień będę się z nim widywać na lekcjach.
- Jesteś taka pewna siebie – odparła Hermiona. – Ja cały czas myślę, że Ron będzie poznawał nowych ludzi… a co, jeśli spotka kogoś, kto według niego jest lepszy?
- Zawsze szalał za tobą, no i sądząc po tym, jak się ślini na twój widok, chyba nie masz powodów do zmartwień – powiedziała Ginny, chichocząc.
- Ty mówisz, że za mną szaleje, Harry mówi, że Ron za mną szaleje, ale Ron sam nigdy tego nie powiedział. Mówi, że mnie lubi i prawi mi komplementy, ale nigdy nie posuwał się dalej – odpowiedziała smutno Hermiona. – Cały czas przypominam sobie jesień, na moim szóstym roku. Byłam prawie pewna, że Ron mnie lubi, a od razu po tym dowiedziałam się, że liże się z Lavender przy każdej okazji.
- Naprawdę się boisz, że znajdzie sobie kogoś innego? – spytała niepewnie Ginny.
Hermiona westchnęła.
- Nie jestem pewna. Nie wydaje mi się, ale ostatnio… widzę, jak się ślini, gdy widzi Fleur. Nie jest tak źle, jak kiedyś, ale jednak… - Musicie porozmawiać o waszych relacjach – powiedziała Ginny. – Ty się boisz, że on znajdzie sobie inną, a on się robi zazdrosny, jak rozmawiasz z jakimkolwiek chłopakiem. Myślałam, że już się między wami trochę ociepliło.
- Ciężko się rozmawia o uczuciach – odpowiedziała w obronie Hermiona.
- To prawda, trochę strach się jest otwierać przed kimś innym – zgodziła się rudowłosa. – Ale jeśli wasz związek będzie szedł do przodu, to w końcu trzeba będzie się przełamać. Pytałaś go kiedykolwiek o jego relacje z Lavender?
Hermiona potrząsnęła głową.
- Już się dość nasłuchałam Lavender. Cały czas sugeruje, że… no, że ze sobą spali.
Ginny skrzywiła się.
- Nie wydaje mi się. To znaczy, to możliwe, ale wiesz, jaka ona była o ciebie zazdrosna i starała się pokazać, że należy do niej.
- Skąd mogła wiedzieć, jak ja o nim myślałam?
Rudowłosa wlepiła wzrok w przyjaciółkę, drapiąc się po głowie z niedowierzaniem.
- Naprawdę? Wydaje mi się, że cała wieża czekała, aż przestaniecie się kłócić i zaczniecie się obcałowywać.
- Że co?
- Hermiono, weźże sobie daj siana. Słabo ukrywasz uczucia. To było aż boleśnie oczywiste, że do siebie pasujecie.
Hermiona spłonęła rumieńcem, ale uśmiechnęła się. Spojrzała na przyjaciółkę.
- A Harry kiedyś powiedział ci, że cię kocha?
Ginny rozpromieniała.
- Cały czas mi to mówi.
Gdy wychodziła z Grimmauld Place, rzuciła z powrotem zaklęcia ukrywające, ale naprawdę chciała się podzielić tą wiadomością z Hermioną. Kelnerka przyszła uzupełnić ich szklanki i zabrała talerze.
Gdy kelnerka odeszła, Ginny nachyliła się lekko do Hermiony.
- Powiedział mi, że tej nocy, w Lesie, miał wybór. Mógł zostać z rodzicami, albo wrócić. Wrócił dla mnie.
Oczy Hermiony rozszerzyły się.
- Powiedział ci to?
Ginny pokiwała głową.
- Jest dużo bardziej otwarty. Kocha mnie i nie może się doczekać, kiedy założymy rodzinę.
- Co!?
Ginny dyskretnie usunęła zaklęcia kryjące pierścionek i pokazała dłoń Hermionie. Ta gwałtownie się zapowietrzyła, gdy dotarł do niej sens pierścionka na palcu rudowłosej.
- Poprosił cię, żebyś za niego wyszła?
Ginny potaknęła, uśmiechając się.
- Oświadczył się, gdy byliśmy w Paryżu.
- Wow. – Hermiona oddychała ciężko, patrząc na pierścionek, starając się to wszystko jakoś ogarnąć. – Ten pierścionek jest piękny.
- Dzięki – odparła Ginny. – To był pierścionek jego matki. To jego sposób na, tak jakby włączenie jego rodziców w nasz ślub.
- To słodkie – powiedziała Hermiona. Wzięła głęboki oddech, po czym kontynuowała. – Posłuchaj, nie zrozum mnie źle, ale nie jesteście trochę zbyt młodzi, żeby rozmawiać o ślubie?
Ginny zmarszczyła lekko brwi.
- Może jesteśmy młodzi, ale się kochamy. Nie weźmiemy ślubu aż do następnych świąt, więc będziemy mieli niespotykanie długi okres zaręczenia.
Hermiona wyglądała, jakby ją to trochę przekonało.
- Skąd wiesz, że na pewno go kochasz?
- Uzupełnia mnie – odparła Ginny z rozmarzonym uśmiechem. – Tak bardzo mi pomógł tego lata i naprawdę nie widzę siebie spędzającej życie z kimkolwiek innym. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale on mnie zawsze potrafi uszczęśliwić. Słucha mnie i mnie szanuje. Wie, jak poprawić mi humor, nawet jeśli wymaga to tylko posiedzenia przy mnie i wysłuchania mnie.
- Moja mama mówiła, jak bardzo wyglądacie na zakochanych – przyznała Hermiona. – Myślałam, że może ona tak trochę wszystko przejaskrawia, wiesz, ona jest bardziej romantyczna. Nie boisz się, że popełniasz błąd? Wiesz, jesteś taka młoda. Jak będziesz grać w Quidditcha, gdy będziecie małżeństwem?
Ginny trochę zesztywniała, słysząc potok pytań z ust przyjaciółki, ale wiedziała, że właśnie tak ona przetwarza wszelkie informacje.
- Wiem, że nie popełniam błędu. Nie wiem, jak ci to wyjaśnić, ale kocham go i spędzę z nim resztę mojego życia. A jeśli chodzi o Quidditcha, nadal mogę grać, nawet jeśli będę w małżeństwie. Harry powiedział, że będzie mnie wspierał, cokolwiek nie zrobię. Czy chcę grać w Quidditcha, czy podróżować, czy cokolwiek innego, on po prostu chce ze mną być. Nie planujemy od razu mieć dzieci. Chcemy trochę poczekać.
Hermiona wysłuchiwała przyjaciółki, kończąc lunch. Część jej chciała ich zganić. Było oczywiste, że są zbyt młodzi. Jak, do cholery, mogą wiedzieć, czy łączy ich miłość? Hermiona wiedziała, że jej związek z Ronem, a sama myśl o małżeństwie to piekło a niebo. Jak Ginny, która była prawie dwa lata od niej młodsza, mogła być już gotowa?
- Nie chciałabyś przez chwilę żyć własnym życiem? Być całkiem sobą?
Ginny wzruszyła ramionami.
- Właściwie to nie. To znaczy, nadal będę sobą, ale nie mam jakiejś przytłaczającej potrzeby udowadniania komukolwiek, że potrafię sobie sama poradzić.
Hermiona potrząsnęła głową.
- Ja sobie nie mogę nawet wyobrazić małżeństwa zaraz po szkole. Tyle rzeczy chciałabym zrobić. Chciałabym podróżować, mieć własne mieszkanie i po prostu cieszyć się życiem w Londynie.
- Też będę podróżować – powiedziała Ginny. – Tylko, że z Harrym. Będziemy mieć własne mieszkanie. Na początku będziemy żyć na Grimmauld Place, ale w końcu uwijemy sobie jakieś przytulne gniazdko.
- A co na to twoi rodzice? – spytała Hermiona.
Ginny skrzywiła się.
- Tata się cieszy i dał nam błogosławieństwo. Mama… mama nie jest taka zadowolona. – Wyjaśniła, co się stało zeszłej nocy.
Hermiona była wyraźnie zszokowana.
- Kazała mu się wynieść z Nory?
Ginny potaknęła.
- Bardzo go to zraniło. Nie rozumiem jej. Zachowuje się, jakby chciała, żebyśmy wszyscy się powiązali w pary i wzięli śluby, ale jak dotąd nie była specjalnie uradowana, gdy przychodziło co do czego. Okropnie traktowała Fleur i nie była jakoś specjalnie miła dla Harry'ego. Wiem, że go kocha i się o niego martwi. Dlatego tak go to dotknęło. – Uśmiechnęła się. – Tata i Bill byli super.
- A Ron? – spytała Hermiona. – Nie może wiedzieć, pewnie już by coś mi powiedział.
- Chcieliśmy powiedzieć wszystkim po tym, jak powiemy mamie… - powiedziała trochę smutno Ginny. – Nie wiem, co teraz zrobimy. – Spojrzała na nią. – Chcesz ze mną wrócić na Grimmauld Place?
Hermiona zaakceptowała zaproszenie i po zapłaceniu rachunku, dwie czarodziejki udały się na Grimmauld Place. Ginny była bardzo uradowana, że może pokazać przyjaciółce swój gabinet.
- To jest piękne – powiedziała Hermiona, przechadzając się po pokoju. – Nie mogę uwierzyć, że to tu było przez cały czas.
Ginny wzruszyła ramionami.
- Stworek powiedział, że wcześniej nie było pani, więc nie można było go otworzyć.
Hermiona uniosła brwi.
- Stworek zwraca się do ciebie jako „pani"?
Ginny pokiwała głową.
- Odkąd się zaręczyliśmy. Coś mówił o tym, że Harry wybrał mnie na swoją partnerkę.
- Czyli dlatego Stworek robił to, co kazałaś? Zastanawiałam się nad tym – przyznała Hermiona. – Myślałam, że może to przez to, że ty jesteś czystej krwi, a ja jestem mugolakiem.
Pukanie w otwarte drzwi spowodowało, że obydwie dziewczyny natychmiast się odwróciły. Stworek stał w przejściu, ze srebrną tacą, na której był poskładany kawałek pergaminu.
- Pan wysłał pani sowę.
- Dziękuję, Stworku – powiedziała Ginny, zabierając list. – Stworku, Hermiona wie, że Harry i ja jesteśmy zaręczeni.
- Dobrze, pani. – Skrzat skłonił się i zniknął z pyknięciem.
- Przepraszam na moment – rzekła Ginny, otwierając notatkę.
Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, kochanie. Powiedziałem przyjaciołom o nas i bardzo się cieszą. Nie chciałem nic mówić, ale jakoś się to tak potoczyło i wygadałem się Seamusowi ze wszystkiego.
Rozmawiałem z twoim tatą i chce, żebyśmy przyszli po kolacji i powiedzieli wszystkim o zaręczynach. Jak dla mnie to dobry pomysł.
Kocham cię!
Harry.
- O, to dobrze – powiedziała Ginny, podążając w stronę biurka. – Harry chce, żebyśmy przyszli do Nory po kolacji i powiedzieli wszystkim. – Spojrzała na przyjaciółkę. – Chcesz z nami tam pójść? Mogłabyś zostać na kolację, a potem wybralibyśmy się do Nory.
- Pewnie – zgodziła się Hermiona. Patrzyła, jak jej młodsza przyjaciółka odpowiada na list i pomyślała, że dobrze będzie tam być, w razie jakby Ronowi odbiło.
- Idę się trochę odświeżyć, zanim tam pójdziemy – oznajmiła Ginny, gdy skończyli kolację.
Harry był szczęśliwy, że była z nimi Hermiona i już wiedziała o ich małym sekrecie. Jak dotąd, wieczór był bardzo przyjemny i spokojny, ale musiał przyznać, że trochę się martwił o reakcję braci Ginny.
- W porządku – powiedział, całując Ginny w policzek.
Patrzył, jak jego narzeczona opuszcza pokój, po czym zwrócił swoją uwagę na inną kobietę siedzącą w pomieszczeniu. Widział, że czekała, aż będzie mogła z nim porozmawiać w cztery oczy.
- Harry – powiedziała, patrząc na niego ostro. – Coś ty zrobił?
- Rozumiem, że mówisz o zaręczynach? – spytał, gdy powoli do niego dotarło, co miała na myśli.
- Tak – syknęła. – Harry, nie wydaje ci się, że jesteście na to za młodzi? Na ślub?
- Nie pobierzemy się aż do następnego roku – odparł Harry. – Ja będę miał dziewiętnaście, a ona osiemnaście lat. To nie była decyzja podjęta pod wpływem chwili, chcę ją poślubić i spędzić z nią resztę życia.
- Spotykacie się dopiero kilka miesięcy – powiedziała Hermiona, nie dając za wygraną. – Dlaczego nie możecie po prostu jeszcze trochę się tak spotykać i zobaczyć, co z tego wyniknie?
- Bo nie chcę. Nie chcemy – odpowiedział cierpliwie Harry. – Hermiono, kocham ją i chcę ją poślubić, i spędzić z nią resztę życia.
Hermiona jęknęła.
- Ale jesteście tacy młodzi.
- Ciągle to mówisz – powiedział Harry, widząc, że Hermiona już tej myśli nie rozwija. – Nie wiem, co innego mogę ci powiedzieć poza tym, że ją kocham, a ona mnie. Nie czuję się zbyt młody. Wiem, że nie wszyscy w moim wieku chcą się ożenić, ale wiem, że Ginny do mnie pasuje, jest moją drugą połówką. Nie ma znaczenia, ile mamy lat.
Patrzył na nią, gdy próbowała przetrawić jego słowa.
- Dlaczego masz z tym taki problem?
- Nie wiem – przyznała. – Moi rodzice zawsze przestrzegali mnie przed tak szybkim wyjściem za mąż. Obydwoje jesteście młodsi ode mnie, a ja nie czuję się ani trochę, jakbym miała w najbliższym czasie wziąć ślub.
Harry wzruszył ramionami.
- Nie musicie być tak samo zaawansowani w waszych relacjach jak my, ale czy to aż tak dużo cię kosztuję, żeby cieszyć się z naszego powodu? Pani Weasley nie jest zbyt szczęśliwa, ale pan Weasley, Bill i Fleur bardzo się cieszą. Poza tym, moi rodzice musieli się pobrać bardzo wcześnie. Gdy się urodziłem, mieli zaledwie dwadzieścia lat.
Hermiona patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, po czym na jej twarzy zagościł uśmiech. Wstała, podeszła do niego i mocno uściskała.
- Cieszę się. Po prostu się martwię, to wszystko.
- Wiem – odparł Harry. – Trochę to straszne, ale wiem, że to właściwy wybór.
Oderwała się od niego i odszukała wzrokiem jego oczy. Ku jej zdziwieniu, w szmaragdowe oczy aż promieniały jego szczerością i miłością do Ginny.
- Po prostu… ja… nie wiem. Upewnijcie się, że wiecie, co robicie. Nie chcę, żeby któreś z was zostało zranione.
Harry zaśmiał się.
- Nie martw się, będziemy cali.
Po jakimś czasie powróciła do nich Ginny. Przebrała się w niebieską suknię, ciasno okalającą jej ciało i włożyła szpilki.
- Wyglądasz przepięknie – powiedział z uśmiechem. Nachylił się i pocałował ją. – Jesteś gotowa, kochanie?
Ginny skrzywiła się, ale potaknęła. Trójka ruszyła w stronę wyjścia, żeby móc teleportować się do Nory.
Hermiona wyprzedziła ich, a Ginny zwolniła. Harry zatrzymał się razem z nią, spoglądając na nią pytająco. Uśmiechnęła się.
- Wszystko dobrze. Po prostu… po prostu chciałabym wiedzieć, jak zareagują.
- Wiem – przyznał Harry. – Twój tata i Bill byli super. Mam nadzieję, że reszta twoich braci… no, mam nadzieję, że będą szczęśliwi.
- Ja też – odparła.
Złapała go mocno za dłoń, po czym udali się do Nory. Pan Weasley czekał przy drzwiach. Uściskał córkę i Harry'ego, zapraszając ich do środka. Ron rozmawiał z Hermioną, a Bill i Fleur rozmawiali z Georgem i Percym. Percy był jedynym, który nie siedział przy stole. Harry wyszedł i postawił na stole dwa pojemniki.
- Stworek zrobił trochę tarty melasowej, dla wszystkich.
- Dzięki, stary – powiedział Ron.
Ginny pomogła ojcu nakryć do stołu. Po krótkiej chwili, wszyscy już siedzieli przy stole, jedząc tarte.
George spojrzał na siostrę.
- Gdzie dzisiaj byłaś?
Ginny posłała ojcu spojrzenie, ale on tylko pokiwał głową. Wzięła głęboki oddech.
- Na Grimmauld Place.
Spojrzała na braci i zobaczyła dezorientację na twarzy Charliego, a także pociemnienie twarzy Rona. Złapała Harry'ego za rękę.
- Zeszłej nocy, po przyjęciu, mama… zdenerwowała się na Harry'ego i powiedziała, że jego prezent był niestosowny, bo był za drogi.
- Kolczyki? – spytał Charlie.
Ginny pokiwała głową.
- Tak, wkurzyła się i to nieźle. Harry powiedział jej, że mnie kocha i to jedyny powód, dla którego dał mi te kolczyki. Mama… mama nie wytrzymała. Powiedziała, że jesteśmy zbyt młodzi, żeby wiedzieć, że łączy nas miłość i kazała Harry'emu wynieść się z Nory.
- ŻE CO?! – krzyknęli chórem zszokowani bracia.
Charlie zwrócił się do ojca.
- Tato, co się dzieje?
Wzdychając, pan Weasley odpowiedział na pytanie.
- Waszej matce ciężko jest się pogodzić z tym, że Ginny jest już dorosła i że ona i Harry są w poważnym związku. Rozmawiałem z Harrym, a on stwierdził, że zostanie już na Grimmauld Place. I tak zostało tylko kilka tygodni, i tak by się tam wyniósł.
- Nie chcę niepokoić pani Weasley – powiedział spokojnie Harry.
- To nie twoja wina, stary – powiedział George.
- Dzięki. – Harry był szczęśliwy, że ktoś go wspiera.
- Jest coś jeszcze, prawda? – spytał Charlie.
Harry spojrzał na Ginny, a ona pokiwała głową.
- Ginny i ja chcielibyśmy ogłosić wszystkim, że jesteśmy zaręczeni. Poprosiłem ją o rękę, a ona się zgodziła.
Przez ułamek sekundy, choć mogły minąć całe wieki, trwała cisza. A potem George doskoczył do nich i uściskał oboje.
- Gratki! Strasznie się cieszę!
- Dzięki – powiedziała Ginny, ucieszona. Spojrzała na Charliego, który był trochę speszony. Zaśmiał się.
- Ciężko mi uwierzyć, że jesteś wystarczająco dorosła, żeby wziąć ślub, ale widzę, jacy jesteście razem szczęśliwi.
Uściskał siostrę.
- Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też.
Harry trochę się rozluźnił, a Ginny pokazała wszystkim swój pierścionek. Spojrzał na Rona, który stał z Hermioną. Uniósł brew, a wtedy najmłodszy brat Ginny podszedł do niego.
- Żeby „wziąć ślub"? – powtórzył niepewnie słowa Charliego.
Harry pokiwał głową, zastanawiając sobie, o czym myśli teraz Ron.
- Tak. Kocham ją i chcę ją poślubić.
- Czyli już nie będziesz z nią zrywał? – spytał trochę agresywnie Ron. Harry trochę się zdenerwował, bardzo chciał mu przypomnieć, kto tak bardzo nalegał, żeby „nie zawracał jej w głowie", ale zdecydował, że nie skończyłoby się to za dobrze. Potrząsnął tylko głową.
- Nie mogłem wytrzymać zerwania z nią, ale wtedy myślałem, że to właściwa decyzja. Teraz wiem, że dobrze nam razem.
Ron patrzył przez chwilę na przyjaciela, po czym wyciągnął rękę.
- Jeśli z nią wytrzymasz…
Zaśmiał się i uścisnął Ronowi rękę.
- Dzięki, stary.
- Nie. Wierzę. Własnym. Oczom.
Odwrócili się i zobaczyli Hermionę przenoszącą wzrok to na jedno, to na drugie.
- Co? – spytał Ron.
- Zgadzasz się na to? Byłam pewna, że nie będzie tak kolorowo.
Ron wzruszył ramionami.
- Teraz widzę, że nie zawraca jej w głowie. Kocha ją, a ona jego. Tego zawsze chciała i wiem, że będzie się o nią troszczył.
- Dzięki, Ron.
Odwrócili się i zobaczyli Ginny stojącą tuż za bratem. Uściskał ją.
- Gratki, siostrzyczko!
Gdy improwizowana impreza dobiegła końca, Hermiona, a także Bill i Fleur wrócili do domu. George uciekł na górę, a reszta poszła za panem Weasleyem do salonu. Ron od razu zaczął partię szachów z Charliem. Harry usiadł z Ginny na kanapie.
Gdy wszyscy już się usadowili, Ginny spojrzała na ojca.
- Mama miała jeszcze coś do powiedzenia?
Artur westchnął.
- Nie była szczęśliwa, ale chyba zmieni zdanie. Nie widziała was razem i nie była na to gotowa. Boi się, że będziesz tego żałować i zostaniesz zraniona.
- Nadal mi nie ufa, prawda? – spytał smutno Harry.
Pan Weasley uśmiechnął się do młodego czarodzieja, próbując rozproszyć trochę bólu, który spowodowała jego żona.
- Nie jestem pewien, Harry. Molly i ja ożeniliśmy się od razu po skończeniu Hogwartu i byliśmy odtąd bardzo szczęśliwi, ale dotarło do nas, że mieliśmy też dużo szczęścia. Nie wszyscy, którzy pobierają się tak szybko kończą szczęśliwie.
Ginny sięgnęła po rękę Harry'ego i wplotła palce w jego dłoń.
- My też będziemy szczęśliwi, tato.
- Wierzę, że tak będzie – powiedział, kładąc rękę na złączonych dłoniach Harry'ego i Ginny.
Od autorki:
Podziękowania dla mojej autorki StephanieO!
Od tłumacza:
Długo się naczekaliście na ten rozdział, ale na swoją obronę powiem, że:
a) był jak dotąd najdłuższy,
b) zaczęła się szkoła (grrr)
c) FF miało jakieś problemy techniczne i próbowałem dziś cały dzień coś dodać, cały czas były błędy. Od 1 stycznia aż do mniej więcej godz. 17 dzisiaj (2 stycznia), w ogóle nie liczyło wyświetleń.
Dodam jeszcze, że autorka przez ostatnie kilka miesięcy miała spore problemy zdrowotne i przeszła kilka operacji. Na szczęście wszystko idzie dobrze i wraca do zdrowia. Napisała mi, że czuje się na siłach i zamierza wrócić do pisania. Nie mniej jednak raczej nie nadąży za tempem mojego tłumaczenia i zanim "Realizations" dobiegnie końca, możecie spodziewać się "Unintended Consequences", również jej autorstwa. Jest to historia AU, alternatywa do 7. tomu, czyli co, jeśli Hermiona wybiegła za Ronem i w ostatniej chwili, próbując go zatrzymać, deportowała się razem z nim?
A w następnym rozdziale:
- Hermiona porozmawia z rodzicami o sprawach sercowych itede,
- Odwiedzimy pizzerię na Pokątnej,
- Incydent w Dziurawym Kotle. Harry, dwie panienki bez staników, resztę sobie dośpiewajcie.
