– Philia – odparł całkiem poważnie Hawkeye, zaprzestając polerowania grotów strzał i czyszczenia łuku, i zastanawiając się chwilę w milczeniu. – Zawsze philia. Chociaż jakbyś spytał o to Laurę, to stwierdziłaby, że storge. Ale wiesz jaka ona jest – uśmiechnął się ciepło, znów wracając do ulubionego zajęcia.

Stark zamarł z kubkiem gorącej kawy w ręku przysłuchując się z zaskoczeniem tej rozmowie. Loki z nikim nie rozmawiał. Znaczy się... z nikim prócz Tony'ego, a przynajmniej tak myślał do tej pory.
Cóż, widocznie nastał czas, w którym Laufeyson stał się dla zespołu kimś więcej niż przez-chwilę-nie-mordercą, a to zaś wróżyło poprawienie relacji między Avengersami. Może nawet Natasha znów zacznie pojawiać się na tradycyjnych wieczorach filmowych, wyciągając na nie straumatyzowanego Bruce'a i miskę popcornu.
Mimo wrodzonej ciekawości dręczącej jego duszę ścisnął mocniej uszko kubka ze swoją podobizną, wycofując się niezauważony do warsztatu. Musiał posegregować informacje i zając czymś swoje myśli, nie rozkładając na czynniki pierwsze ledwo co dokonanego odkrycia. To wcale nie było tak proste do zaakceptowania – Loki z kimś rozmawiał nie próbując go rozsmarować na ścianie w ramach oddania hołdu sztuce nowoczesnej ani nawet nie próbując wpędzić rozmówcy w najmroczniejsze głębiny własnej psychiki. I Tony nieco sobie z tym fantem nie radził.

Środkiem nocy, gdy trwał, zawieszony między obcymi konstelacjami gwiazd i czernią martwej zbroi a gorącym, suchym powietrzem Afganistanu wypalającym bolesne dziury w jego gardle, cichy szelest wyrwał go z półsnu burząc doskonałe plany koszmarnych wspomnień.
Nawet Natashy nie podejrzewał o umiejętność wpełznięcia pod jego kołdrę w sposób tak cichy i naturalny, że Jarvis nie zareagował, a on sam nie czuł potrzeby odwrócenia się. Ani o zimne dłonie, bijące żywym ciepłem w sposób tak oczywisty, że nikt nie mógłby nawet pomyśleć o posiadaniu trupa za plecami.

– Eros – usłyszał, cicho, mrukliwie, jakby słowo to stanowiło esencję długich przemyśleń oraz bitw ze samym sobą, przychodziło z trudem, jednocześnie lgnąc do warg z chęcią zostania wypowiedzianym. Ton nie nosił choćby śladu niepewności, Loki podjął pewną decyzję, przez co Stark nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wcześniej w życiu miał tak wielką potrzebę wyciśnięcia z zasobów internetu całej wiedzy jaką mógł posiąść, o ile miała choćby minimalny związek z tematem.

Ale lodowate ramię oplatające go w pasie chwilę później odpędziło natrętne niczym muchy myśli, pozwalając Tony'emu pogrążyć się w mrokach snów na kolejne parę godzin.

W okolicach południa czuł się irracjonalnie szczęśliwy, jakby Boże Narodzenie przyszło wcześniej, cały świat mu machał i na dodatek zwolniono go z obowiązku chodzenia do dentysty. Uśmiechał się do własnej kawy w sposób co najmniej głupkowaty, niczym dziecko otrzymujące długo wyczekiwanego szczeniaczka w prezencie.

Tylko nadmiar szczęścia stanowił wierzchołek góry lodowej problemów i obowiązków, jakie zgodził się przyjąć.