Bezowocne rozważania
Zeskoczyłam na ziemię dokładnie w chwili, kiedy jakaś głowa wyjrzała przez okno.
-Bardziej już nie mogłaś się guzdrać?- spytał Sparrow, gdy pokojówka zaczęła krzyczeć.- Masz?
-Tak- podałam mu szkatułkę i chciałam pobiec do bramy, ale pirat pociągnął mnie w inną stronę.
-Tamtędy nas nie wypuszczą. Znam lepszą drogę.
Pobiegliśmy przez ogród do wysokiego murowanego płotu. On też był pokryty liśćmi, chyba dzikiej róży. Nie miałam czasu zastanawiać się nad umiłowaniem rodziny Jacka do liściastych ścian, bo po krótkiej chwili znalazł w murze dziurę i uciekliśmy przez nią. W dzikim pędzie pognaliśmy do portu. Kiedy z trudem wdrapałam się z powrotem na statek myślałam, że wykaszlę własne płuca. Trzymałam się za serce i oddychałam z trudem.
-I co? Macie tą wskazówkę?- spytał Will.
-Idź... z... tym... do... Sparrowa- wydyszałam, próbując złapać oddech.
-Kapitana Sparrowa, słonko- był uprzejmy poprawić mnie Jack.
-A idź w cholerę!- warknęłam.- Sami sobie oglądajcie tę szkatułkę, ja muszę odpocząć.
Jakoś dowlokłam się do kajuty. Elizabeth wzruszyła ramionami na facetów i poszła za mną. Dała mi trochę wody, poczym poszła do reszty zostawiając mnie samą. Kiedy nieco ochłonęłam leżąc na koi, zdałam sobie sprawę, że nadal mam przy sobie pergamin zabrany ze szkatułki, a Sparrow pewnie jest nieco zbity z tropu tym, że nic nie znaleźli. Jak tylko sobie to uświadomiłam, momentalnie usiadłam na łóżku. Sięgnęłam pod koszulę i wyjęłam złożony, pożółkły pergamin. Ostrożnie, żeby go nie zniszczyć rozłożyłam kartkę. Wbrew moim oczekiwaniom nie była to wcale mapa. Zresztą mapy robiono przeważnie na skórach zwierząt, które były o wiele mocniejsze i gwarantowały im przetrwanie. Kartka była zapisana drobnym i równym pismem z mnóstwem zawijasów. Po bliższym przyjrzeniu stwierdziłam, że to pismo w ogóle nie przypomina normalnych liter. Nie dało się go odczytać. Westchnęłam zrezygnowana. I tak muszę pokazać to teraz 'kapitanowi'. Może on wpadnie na to, w jakim to jest języku. Albo Elizabeth, przecież na pewno jest wykształcona. Chociaż... Przyjrzałam się kartce jeszcze raz. To coś mi przypomina. Jakbym już kiedyś widziała ten język... Tylko kiedy? Może w Anglii, zanim tu przypłynęłam? Mimo wytężenia umysłu nie mogłam sobie przypomnieć.
Zrezygnowana wstałam i poszłam do reszty. Nie zastałam ich już na pokładzie. Sparrow razem z Elizabeth, Willem, Gibbsem i Royem siedzieli w kajucie kapitana.
Jeszcze przed drzwiami usłyszałam gniewny głos właściciela kajuty. Otworzyłam drzwi i oparłam się o framugę.
-I co, nic nie znaleźliście?- spytałam z przekorą. Co prawda nie zatrzymałam tej kartki specjalnie, ale oni nie muszą o tym wiedzieć.
Wszyscy zamilkli i spojrzeli na mnie. Siedzieli wokół dębowego stołu, na którym Jack zwykle wyznaczał kurs. Teraz zamiast sterty map, leżała tam tylko drewniana szkatułka, z wyjętym fałszywym dnem.
-Mogłem się domyślić- rzucił Sparrow.- Wyjęłaś mapę, czy wskazówkę, która tam była?
-Owszem, ale to nie mapa- powiedziałam podchodząc do stołu i kładąc na nim pergamin.- Nie potrafię tego odczytać.
Wszyscy równocześnie spojrzeli na kartkę i tak jak ja zatopili się w myślach poszukując w pamięci możliwego języka, w którym została napisana wskazówka.
-Nie mam pojęcia- wyznała Elizabeth.- W domu ojca widziałam mnóstwo książek napisanych w innych językach, nawet po chińsku, czy cyrylicą, ale... Żadna nie miała takiego pisma.
-Może to jakiś starożytny język. Azteków, albo Majów?- zastanawiał się Will.
-O ile wiem, oni nie znali alfabetu- powiedziałam z powątpiewaniem.- Posługiwali się raczej czymś w rodzaju pisma obrazkowego.
-Skąd wiesz?- Spytał Jack.
-Nie tylko ty masz swoje tajemnice- odgryzłam się, ale już o nic nie zapytał.
Poszukiwanie skarbu zdawało się utknąć w martwym punkcie.
-Gdybyśmy chociaż wiedzieli co to za język- marudziła Elizabeth.- Moglibyśmy znaleźć jakiegoś tłumacza, a tak?
Odepchnęłam Sparrowa i usiadłam obok niego przy stole. Zaczęło robić się ciemno więc pirat zapalił świece i postawił ją na blacie. Drewniany stół był przymocowany do podłogi, żeby się nie przesuwał nawet podczas sztormu. Stał zaraz przy oknie, tak, że jedna z krawędzi prawie dotykała szyby.
W oknie zauważyłam odbicie płomienia, który zatańczył podczas stawiania świecy. W jego blasku jeszcze raz spojrzałam na kartkę, a potem mój wzrok przesunął się po odbiciu w oknie. Aż sapnęłam z własnej głupoty i zerwałam się na nogi.
