Ufff... myślałam, że nie dam rady tego napisać;/ W piątek byłam na rockowo/harcorowo/metalowym koncercie. Szalałam, krzyczałam i wywalałam głową na wszystkie strony - teraz mam sztywną i obolałą szyję, bolą mnie nogi i mam zdarte gardło, ale i tak warto było:D W każdym razie... mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu, bo mnie osobiście szczególnie nie porywa. Wszystko zostawiam Waszej ocenie. Tylko nie bądźcie zbyt surowi xd
~Ewka: Jeśli chodzi o dwie notki tygodniowo.. wątpię bym dała radę. Mam zbyt dużo otwartych projektów, którymi zajmuję się w wolnych chwilach. Gdy je pokończę, może zacznę publ. CF dwa razy w tygodni, ale nic nie obiecuję!;p
~Ruby: Wydaję mi się, że to nie będzie dla mnie problemem. Postaram się w przyszłym tygodniu wrzucić CF już w sobotę!
~Limbo: hahaha, kolejna z tymi dłuższymi rozdziałami. Zabiję Was kiedyś. Z notki na notkę staram się pisać coraz więcej, no!xd
Enjoy wszystkim i dziękuję za wsparcie!;*
Balthazar's POV:
- Czyli nie mam u ciebie żadnych szans? – spytałem z nadzieją. Charlie zlustrowała mnie wzrokiem, rozkosznie marszcząc brwi. Wiedziałem, że przez tą całą sprawę z Portierem, pewnie prędko mi nie zaufa, ale nie mogłem się poddawać. Nie, jeśli chodziło o zdobycie mojej piękności!
- Nie! Nigdy nie będziesz miał. – Jej słowa zabrzmiały surowo i poważnie. Przełknąłem ślinę powoli godząc się ze swoją pierwszą porażką.
- Dlaczego? Zobaczysz, że przeczytam wszystkie tomy, obejrzę filmy i stanę się takim samym potteromaniakiem, jak ty! – Raczej nie będę miał tyle wytrwałości, by przebrnąć przez wszystkie siedem tomów i nieco za długich filmów. Może streszczenia wystarczą?
- Zobaczymy. – Wzruszyła ramionami, rzucając mi chłodne spojrzenie. – Na razie zostawmy ten temat, ok? – Odsunęła się ode mnie i pokiwała w stronę rechoczącego się Gabriela. Nie znosiłem typa z całego serca.
- Dobrze. Tylko pamiętaj, co ci mówiłem. Stanę się…
- Tak, tak. Będę pamiętała. – pokiwała lekceważąco dłonią.
- Cha…
- Cześć lamusy! – krzyknął chłopak, bezczelnie wtrącając mi się w słowo. W jednej dłoni trzymał kawałek czekoladowego ciasta, którego sporą część właśnie przeżuwał. W drugiej zauważyłem niewielką kartkę przepełnioną numerami telefonów. Nad każdym z nich napisane było imię jakieś dziewczyny. – Zobaczcie ile dupeczek dziś zarwałem! – pomachał białym świstkiem, po czym wsunął go do kieszeni. – Co się stało? – spytał, zauważając nasze zdegustowane miny. Wymieniliśmy z Charlie porozumiewawcze spojrzenia, odpowiadając wzruszeniem ramion.
- Ty się nigdy nie zmienisz, co? – spytałem.
- Dlaczego miałbym się zmieniać? Kobiety mnie kochają i nic na to nie poradzę. – Posłał mi podejrzane perskie oko i usiadł między mną a Charlie. W pierwszej chwili, chciałem przywalić mu za to, że rozdzielił mnie i moją piękność. Z jednej strony mogłem to zrobić, z drugiej nie miałem ochoty wszczynać bójki.
- Pokaż mi tę kartkę. – odezwała się dziewczyna. – Zobaczymy, kogo tym razem będę musiała ratować z opresji. – Zlustrowała szybko pomięty papier, zatrzymując wzrok na jednym konkretnym imieniu.
- Bardzo śmieszne. Ej! Muszę wam coś powiedzieć.
- Gilda*?! Skąd masz jej numer? – oburzyła się nastolatka. Nie rozumiałem jej nagłego wybuchu. W jej cudownych oczach zauważyłem furię.
- Sama mi dała. Właśnie to chciałem wam powiedzieć...
- Przecież to lesbijka. – wtrąciłem.
- Wiem o tym. – Gabriel wzruszył ramionami, zupełnie nie przejmując się tym, co powiedziałem przed chwilą. – Nie przeszkadza mi to. Zresztą powiedziałem jej, że ją nawrócę.
- Nawrócisz? To chore. – skwitowałem. Ten chłopak miał nie po kolei w głowie, by uderzać do homoseksualnej dziewczyny. – Co chcesz tym udowodnić?
- Otóż to, że nawet lesbijki nie mogą oprzeć się mojemu urokowi. – Wyszczerzył szereg niezbyt równych zębów, połykając ostatni kęs ciasta.
- Masz coś z głową, wiesz o tym?
- Niby czemu? – burknął w moją stronę. – Mogę robić, co mi się żywnie podoba, ot co.
- Bawić się uczuciami niewinnej dziewczyny też?
- Aleś się jej uczepił. Jak ci tak zależy, mogę pójść z nią tylko na jedną randkę. – Przyłożył dłoń do serca. – Obiecuję, że nie będzie żadnego macanka.
Odruchowo spojrzałem na Charlie. Furia, którą widziałem wcześniej ustąpiła miejsce czemuś dziwnemu. Smutek? Ten sam, który widziałem w oczach Castiela, gdy ten słyszał o nowych podbojach Deana.
- Charlie. – odezwałem się po chwili. Nastolatka zadrżała, jakby zbudzona z dziwnego transu. Posłała w moją stroną spłoszony uśmiech, który obudził we mnie pewne podejrzenia. – Możemy pogadać na osobności?
- O czym? – Ostatni raz spojrzała na kartkę z numerami, po czym oddała ją Gabrielowi. – Nie mam na to ochoty. Zresztą i tak minęła już przerwa. Muszę iść na zajęcia.
- Poczekaj! – Podniosłem się na równe nogi, łapiąc dziewczynę za ramiona. – Chcę ci tylko powiedzieć, że zawsze możesz na mnie liczyć. Cokolwiek by się nie działo…
- Tak, tak. Wiem o tym, dzięki.
Zlekceważyła mnie, jak nigdy dotąd. Zagryzłem wargę, odprowadzając ją wzrokiem pod same drzwi. Gdy zniknęła, wtapiając się w tłum poirytowany runąłem z powrotem na ziemię. Tak bardzo nie chciało mi się wracać na lekcje! Castiel i Dean zwiali, przez co pewnie zostaną zawieszeni. Dobrze im tak. Haha, żartuję.
Ja nie mogłem sobie na to pozwolić. W tym roku dostałem chyba z trzynaście nagan od wychowawcy, za olewanie szkoły. Na dodatek dwa razy zawiesili mnie w prawach ucznia na całe dwa tygodnie. Gdybym teraz wpadł na pomysł ucieczki, z pewnością wyleciałbym ze szkoły. Wzdrygnąłem się na samą myśl o tym, że nigdy bym nie ujrzał mojej piękności, mojej Charlie.
Miałem poważną misję. Musiałem zabawiać się w detektywa Holmesa i dowiedzieć się, dlaczego dziewczyna tak bardzo posmutniała, gdy zobaczyła numer Gildy na kartce tego durnia. Od razu pomyślałem, że Charlie może być lesbijką, jednak nie wykluczałem też innych możliwości. Może Charlie zwyczajnie martwiła się o przyjaciółkę? Cała szkoła huczy przecież od przeróżnych plotek na temat podbojów tego kretyna.
Balthazarze, to twój czas! Gdy tylko uda ci się obronić homoseksualną niewiastę przed tym pseudo macho! Gdy tylko dowiesz się, co łączy obydwie dziewczyny! Gdy tylko okaże się, że Charlie wcale nie jest lesbijką – będziesz bohaterem!
- Ziemia do Balthazara! – Uchyliłem powieki, wracając do rzeczywistości. Zbyt mocno pochłonęła mnie bohaterska fantazja. Gabriel machał mi przed oczami, uśmiechając się kretyńsko. – Idziesz?
- Tak. Zamyśliłem się. – wymruczałem od niechcenia. Ten typek straszliwie działał mi na nerwy. Nie miałem ochoty spędzać z nim ani minuty dłużej.
- Myślałeś o swojej słodkiej Charlie, tak? Czy się mylę?
- Może. To cię nie powinno obchodzić.
- Wyluzuj. Ja tylko próbuję złapać z tobą kontakt, brachu.
- Zostaw Gildę w spokoju. – wycedziłem przez zęby. Nie znałem jej zbyt dobrze. Często mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, może i zamieniliśmy kiedyś kilka słów. Wiedziałem o niej tylko to, że jest lesbijką i wychowała się w domu dziecka. Cała sprawa wyszła na jaw, gdy jakaś idiotka wpadła na pomysł powiedzenia o tym całej szkole.
- Widzę, że ty z nią tak na poważnie.
- Bardzo poważnie.
- Czyli, jak jej nie zostawię… oberwę od ciebie, tak?
- Tak. Oberwiesz, tak mocno, że się z ziemi nie podniesiesz. – Adrenalina pulsowała mi w żyłach. Czułem niesamowitą przewagę, co tylko pomagało mi w utrzymaniu groźnego wizerunku. Nastolatek zlustrował mnie posępnym wzrokiem, przestąpił z nogi na nogę i wymruczał coś pod nosem. – Więc, jak będzie?
- Nadal chcę być piękny.
- Słucham?
- Nie chcę się bić. Zostawię Gildę w spokoju, brachu. – Pogłaskał się po twarzy, oddychając z ulgą. – Widzisz te usta? Dziewczyny za nimi szaleją.
- Nie wątpię.
- Nie mógłbym pozwolić, by coś się im stało.
- Jesteś chory.
Jedną sprawę załatwiłem. Teraz musiałem dowiedzieć się o relacjach między Gildą a Charlie. Chwyciłem torbę i pognałem w stronę szkoły. Zabawa w Sherlocka musiała jednak zaczekać, gdyż aktualnie czekała mnie jedna z najgorszych lekcji. Biologia, a właściwie mikrobiologia molekularna, z której czekał mnie dziś przerażający sprawdzian. Nie przyłożyłem się zbytnio do przyswojenia materiałów, gdyż byłem przekonany, iż mój najdroższy przyjaciel będzie u mojego boku.
- Niech go szlag. – Stojąc przed drzwiami, rozważałem dwie możliwości: wejście do klasy i napisanie klasówki najlepiej, jak potrafiłem lub wejście do klasy i nienapisanie jej wcale. W obydwu przypadkach czeka na mnie ocena niedostateczna. – Nad czym ty się zastanawiasz?
Wyjąłem telefon, próbując po raz kolejny dodzwonić się do Castiela. Martwiłem się o tego gówniarza. Mimo, iż wciąż miałem wątpliwości, czy Benny mówił prawdę – nie chciałem, by Casowi stała się jakakolwiek krzywda. Tak, jak przypuszczałem odrzucił mnie i potem bezczelnie wyłączył komórkę.
- Mam cię dosyć! – krzyknąłem do telefonu. Złapałem za klamkę i ze zwieszoną głową przekroczyłem próg pomieszczenia. Nauczycielka przywitała mnie entuzjastycznym uśmiechem, gestem dłoni każąc mi zająć miejsce obok Jo.
- Wszyscy, czy ktoś się jeszcze spóźnij?
- Nie ma Castiela Novaka, proszę pani. – odezwał się jakiś rudzielec.
- Czyżby uciekł?
- Źle się czuł. Zadzwonił do mnie dziś rano i powiedział, że nie przyjdzie.
- Rozumiem. Niech przyjdzie do mnie w czwartek i to nadrobi.
- Przekażę mu. – odpowiedziałem. Odetchnąłem głęboko, próbując skupić się na teście. Cały czas myślałem o Charlie i Gildzie, po raz setny przerabiałem rozmowę z Bennym i zastanawiałem się, czy z Casem wszystko w porządku. Boże dopomóż!
Dean's POV:
Co mnie skusiło, by powiedzieć Castielowi o tej sprawie z Backstreet Boys? To była najbardziej wstydliwa rzecz, jaka przytrafiła mi się w moim marnym życiu, a ja tak po prostu podzieliłem się tym z moim ukochanym. Wspaniale!
- Dorwę cię, Fretko! Nie uciekniesz mi! – krzyknąłem w stronę rozchichotanego nastolatka. Po raz kolejny zdążył mi umknąć, tym razem lądując w salonie. Miałem nad nim sporą przewagę, gdyż z pomieszczenia było tylko jedno wyjście.
- Zobaczymy.
- Mam cię! – Stanąłem w drzwiach, widząc jego rozbiegane spojrzenie. Jak rozkosznie wyglądał szukając drogi ucieczki. Jeszcze nigdy nie przypominał mi fretki tak bardzo, jak w tamtym momencie. – Poddaj się, a będziesz mniej cierpiał. – wydyszałem, próbując wyrównać oddech. Oparłem dłonie o kolana, zwieszając na moment głowę. Skubany był szybszy i zwinniejszy, niż sądziłem. Ja miałem już swoje lata.
- Nie boję się. – wytknął język. Po zarumienionej twarzy spływały drobne kropelki potu, które nastolatek starł szybko wierzchem dłoni. W jego zachowaniu znów dostrzegłem tą samą nieporadność, w której się zakochałem. Castiel mógł jedynie przede mną stać i dyszeć, jednocześnie będąc dla mnie najpiękniejszą istotą, jaka chodziła po ziemi.
- A powinieneś!
- Czemu nie chcesz się przyznać, co? – Zgrywał pewnego siebie, co uważałem za naprawdę słodkie. Co jakiś czas zerkał w moje oczy, po chwili szybko umykając w przeciwnym kierunku.
- Cicho bądź!
- Który skradł twoje serce? Nick? Brian? A może Kevin?
Sam nie byłem pewien, który z chłopaków mnie zauroczył. Pamiętam tylko, że miał dość śniadą karnację i ciemne włosy. Na teledyskach zawsze wydał mi się… Stop! Dean, czyś ty postradał zmysły? Nad czym ty się do cholery zastanawiasz? Odpuść sobie i skup się na dorwaniu tego małego gnojka, który się z ciebie nabija.
- Oj Fretko, jak tylko cię dorwę to…
- Co? – Rzucił we mnie poduszką, ale nie powstrzymało mnie to od złapania go i rzucenia na kanapę. Chłopak uległ mi błyskawicznie, całkowicie się poddając. Okey, może przesadziłem.
- I jak teraz uciekniesz? – zapytałem, szczerząc zęby. Usiadłem na castielowych biodrach i chwyciłem go za obydwie dłonie. Szybko skrępowałem je nad jego głową, nachylając się nad zarumienioną twarzą. – Choć nie powinienem, pozwolę ci wybrać metodę tortury. – Castiel wyrzucał biodra do góry, próbując mnie zepchnąć, jednak efekt jego działań tylko mnie bardziej podniecał. Byłem ciekaw, czy robił to świadomie.
- Ale śmieszne! – pisnął. Choć wciąż próbował ze mną walczyć, zauważyłem cień poddania. Chłopak zagryzł dolną wargę, zamykając oczy. – Dean, mhm... – Kołysałem całym ciałem, czując przeszywające dreszcze. Widok niewinnej twarzy i ten rozkoszny jęk!
- Coś się stało, Fretko? – Nachyliłem się nad nastolatkiem, darując mu długi pocałunek. Nie chciałem go przestraszyć, więc nie rozkręcałem się z pieszczotami zbyt szybko. Odsunąłem spierzchnięte wargi, na co chłopak zareagował niezadowoleniem. Spojrzał na mnie porozumiewawczo, wydymając usta. – Widzę, że taki pocałunek już ci nie wystarcza. – Językiem rozsunąłem jego wargi i wcisnąłem się do ciepłego wnętrza.
- Mhm.
Przymknąłem powieki, całkowicie oddając się tej chwili. Tego dnia wydarzyło się tyle wspaniałych rzeczy. Po raz pierwszy pocałowałem chłopaka, o którym marzyłem. Spędziłem z nim sam na sam tyle czasu. Mieliśmy okazję się trochę bliżej poznać. Teraz leżeliśmy na kanapie w moim salonie wtuleni w swoje ramiona. I to wszystko wydarzyło się jednego dnia! Stopień mojego szczęścia osiągnął maksimum. Choć korciło mnie, by nieco urozmaicić naszą niewinną zabawę, wiedziałem, że nie będzie to najlepszy pomysł.
- Puść moje dłonie. – rozkazał nagle zachrypniętym głosem. – Puść, bo nie wytrzymam i cię ugryzę.
- Fretka stała się agresywna. – zaśmiałem się głośno, puszczając jego dłonie. Castiel, choć pewnie próbował wcale nie wyglądał groźnie. Spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem i objął moją szyję, przyciągając do siebie.
- Znów mnie paraliżujesz, Dean. Musisz przestać.
- A jeśli ja nie chcę? – Zdrowy rozsądek to jedno. Napalone ciało to drugie.
- Zrobimy coś, czego możemy żałować. – Złapał mnie za oba policzki. – Zastanów się, czy…
- Nie chcesz tego, prawda? – spytałem, choć mogłem ugryźć się w język.
- Przerabialiśmy już to. Wiesz, że chcę i to bardzo. Tylko obawiam się, że to może zepsuć naszą relację.
Castiel miał rację. Dopiero, co dowiedzieliśmy się o uczuciu, który do siebie żywimy. Byłem przeszczęśliwy mogąc go całować. Tyle powinno mi na razie wystarczyć, w przeciwnym razie mógłym stracić go na zawsze. Już chciałem wygłosić dojrzałą przemowę o wzajemnym szacunku, gdy usłyszałem jakiś hałas. Jak nic, dobiegał zza drzwi.
- Dean, jesteś już w domu?
- Shh. – Przyłożyłem palec do ust, bezsłownie każąc Castielowi siedzieć cicho. Mój młodszy braciszek był najbardziej ciekawską kreaturą, jaką znałem. Nie mogłem pozwolić, by dowiedział się o mnie i Fretce. Nie zastanawiając się długo zeskoczyłem z kanapy i pognałem do przedpokoju. – Witaj Łosiu. – przywitałem chłopaka z udawaną grzecznością. Musiałem w jakiś sposób pozbyć się Castiela z domu, nim Sammy zdąży go zauważyć.
- Cześć. – Zlustrował moje pewnie zaczerwienione oblicze i skrzyżował ręce na piersiach. – Gdzie on jest?
- K-kto?
- Nie udawaj, Dean. Wiem o wszystkim.
- O czym ty mówisz? Nie mam pojęcia o co ci chodzi. – Udawałem głupka, chcąc zyskać więcej czasu. Oparłem się o drzwi salonu, torując mu przejście. Sam uśmiechnął się i pchnął mnie do środka.
- Cas, prawda?
- T-tak. – Nastolatek rzucił mi pytające spojrzenie. Szybko poprawił pomiętą koszulę, próbując zapanować nad chaosem, który miał we włosach. – C-Castiel N-Novak.
- Castiel! – Sammy klasnął w dłonie i usiadł obok zaskoczonego chłopaka. Przełknąłem głośno ślinę i usiadłem na fotelu obok. Tak, jak myślałem mój kochany braciszek zrobił maślane oczka i zwrócił się w stronę mojej Fretki. – Powiesz mi, jak to między wami jest? Słyszałem pewne plotki, ale wolałbym potwierdzić ich prawdziwość u najbardziej wiarygodnego źródła.
- Ja jestem tym źródłem? – spytał.
- Oczywiście. Uciekasz z moich bratem do wesołego miasteczka, potem wracasz z nim do naszego domu.
- My tylko… - Nastolatek spłonął rumieńcem, zagryzając dolną wargę.
Nie wiedziałem, co robić. Spanikowany rozejrzałem się po pomieszczeniu, szukając jakiegoś natchnienia. Nie mogłem wyrzec się tego, co czuję w stosunku do Castiela. Kochałem go najbardziej na świecie, lecz powiedzenie o tym mojemu bratu z pewnością sprowadzi chaos. Sammy potrafi być naprawdę nieznośny. Choć nie dzieli nas duża różnica wieku, bo zaledwie rok* - czasami mam wrażenie, jakby był młodszy ode mnie o co najmniej pięć lat. Od zawsze wtrącał się do wszystkiego. Interesowali go moi znajomi, dziewczyny z którymi chodziłem. (W rzeczywistości kręciłem z kilkoma chłopakami, ale to nie było nic poważnego. Najwyżej lekki flirt.) Był nieznośnym szkodnikiem, którego ledwo trawiłem.
- Co „tylko"?
- My tylko…
- Całowaliście się już, nie? Osobiście lubię dziewczyny i nie miałem jeszcze okazji całować się z chłopakiem, ale zawsze ciekawiło mnie, jak to jest.
- To idź się z kimś przeliż. - prychnąłem. Ledwo pojawił się w domu, a już działał mi na nerwy!
- Nie, to raczej nie dla mnie. – Machnął ręką. Przydługie pasemko włosów, schował za ucho wracając do znęcania się nad moją Fretką. – To co mi powiesz? Mój braciszek dobrze całuję, bo niektóre dziewczyny skarżyły się na ślinotok.
- Ślinotok? – Castiel powtórzył, niczym echo. Świdrował mnie wzrokiem, próbując połapać się w dziwacznym dialogu, który prowadziłem z moim szanownym braciszkiem. – Zgubiłem się.
- Cicho bądź! – krzyknąłem w stronę Sammy'ego. Jak bardzo miałem ochotę mu przywalić! – Możesz się nie wtrącać w nasze sprawy, Łosiu?
- No dobrze, dobrze. Przecież wiesz, że żartuję. Interesuję mnie tylko, co robiłeś ze swoim rozkosznym chłopaczkiem. Tak, Dean. Wiem o twoich preferencjach, z resztą wiedziałem od zawsze.
- Co?
- To nie w moim pokoju znalazłem plakat jakiegoś boysbandu oblepiony…
- Starczy! Nic już nie mów. – Zakryłem twarz dłońmi. Kątem oka zauważyłem Castiela, próbującego powstrzymać śmiech. Byłem totalnie skompromitowany.
- Ej, braciszku. Nie masz się czego wstydzić. Castiel jest rozkoszny, mama na pewno go polubi.
- O czym ty gadasz?! – Powinienem się cieszyć, że mój brat mnie akceptował. Powinienem się cieszyć, że polubił moją Fretkę. Dlaczego więc, nie mogłem powstrzymać dziwnego uczucia wściekłości? – Castiel, chodź ze mną. Sammy daj nam spokój, okey? To nie twoja sprawa.
- Czemu się tak wściekasz? Przecież powiedziałem, że nic nie mam ani do ciebie, ani do twojego chłopaka. Nic się między nami nie zmieniło, braciszku. – Sam poklepał mnie po plecach. Po chwili odwrócił się w stronę Castiela, posyłając mu serdeczny uśmiech. – Bardzo miło było cię „poznać". – Uniósł dłonie, robiąc w powietrzu cudzysłów. – Kojarzyłem cię ze szkoły, ale nigdy nie pomyślałbym, że…
- Przestań już, Łosiu.
- O co ci chodzi? – Sammy zmarszczył brwi, nie rozumiejąc mojej postawy. – Dlaczego jesteś taki wredny?
Nie odpowiadając mu na pytania, pociągnąłem Castiela ze sobą i wróciliśmy do mojego pokoju.
Castiel's POV:
Jednego nie mogłem pojąć. Dlaczego Dean zachował się w stosunku do brata, jak totalny dupek? Byłem na niego naprawdę wściekły. Usiadłem na brzegu łóżka i czkałem, aż się uspokoi. Od rozmowy z Samem chodził po całym pokoju i mruczał coś pod nosem.
- Dean. Mam do ciebie pytanie. – Odezwałem się po dłuższej chwili.
- Słucham. – Chłopak usiadł szybko obok mnie, obejmując ramieniem. – Wiem, o co chcesz spytać. – Zagryzł wargę.
- Więc dlaczego? Myślałem, że macie inne stosunki.
- Sam nie wiem, Fretko. Widziałeś, jak się zachowywał!
- Zachowywał się fajnie. Byłem w szoku, bo spodziewałem się zupełnie czegoś innego. – Złapałem Deana za policzek, głaszcząc ciepłą skórę. – Gdy powiedział, że znalazł w twoim pokoju ten plakat Backstreet Boys myślałem, że padnę ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne. – Zbliżył się do mnie, całując w kącik ust. – Czasem jesteś tak rozkosznie wredny.
- Wiem.
- Chłopaki! – Usłyszałem spanikowany głos Sammy'ego. Otworzył drzwi i z impetem wparował do pokoju. – Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem. – zachichotał.
- Czego chcesz, Łosiu? – Dean wycedził przez zaciśnięte zęby. Szturchnąłem go w bok, odchrząkując. – Znaczy, co się stało, braciszku?
*Gilda - wróżka z 8 odc. "LARP and the Real Girl" (8 sezon) - pamiętacie ją?
*Wiem, że między chłopakami są cztery lata różnicy, ale na poczet opow. to zmieniłam, ot co:)
