Obudził się rano dość zaskoczony, że nie jest zmarznięty. Derek leżał za nim, nadal go obejmując, ale to wydawało się tak sztywne, że zesztywniał instynktownie, kiedy tylko wróciła do niego pełna świadomość tego co się dzieje. Wilkołak zresztą zabrał ręce, kiedy zdał sobie sprawę, że Stiles już nie śpi. A potem Derek znikł w leśnej gęstwinie, zapewne w poszukiwaniu pożywienia.

Śniadanie było krótkie i ciche. Ruszyli w milczeniu kiedy tylko wilkołak zagasił ognisko i był naprawdę zaskoczony, gdy dostrzegł pierwsze prześwity w oddali. Ten las się naprawdę kiedyś kończył w co nie bardzo potrafił uwierzyć. Promienie słońca i zmieniająca się roślinność były jednak dostatecznym dowodem na to. Zanim minęło południe wyszli na otwartą przestrzeń i Stiles zamarł, bo przed nim stało miasto. Miał je na wyciągnięcie dłoni. Nie było podobne w niczym do stolicy Beacon Hills. Oni z pewnością nie budowaliby na litej skale, wykorzystując naturalną rzeźbę terenu. Nikt wśród ludzi nie miał na tyle siły i woli, aby zmusić naturę do postępowania zgodnie ze swoim życzeniem. Tymczasem budowla stojąca na samym szczycie jedynego wzniesienia w okolicy wydawała się potężna i sięgać o wiele bardziej w głąb ziemi niż to się początkowo wydawało. Stiles zastanawiał się nawet dlaczego nie widział jej zza lasu, ale odległość musiała sprzyjać ukryciu.

Czuł obecność Dereka za sobą, ale wilkołak go nie poganiał. Może wyczuwał też jego szok, zaskoczenie, po trochu zachwyt. Główna brama została ukształtowana tak, że z tej odległości nie widział łączeń. I może wcześniej też znajdowały się tam skały, które uformowano dla swoich potrzeb. Budynki w środku były nieliczne, ale jasnym było, że wilkołaki nie przywiązywały wagi do materialnego znaczenia domu.

- Jest piękne – przyznał w końcu, trochę zaskoczony jak bardzo ochrypnięty był jego głos.

Nie rozmawiali od ponad doby i to nie było dla niego normalne. Nie milczał tak długo. Do tej pory nie można było go do tego zmusić, a tymczasem Derek zrobił to nawet bardzo się nie starając. Lydia byłaby pod wrażeniem, gdyby antypatia, którą żywił do niej alfa nie była odwzajemniana.

Derek nie odezwał się ani słowem i co dziwniejsze zadowolenie nie promieniowało z niego, kiedy minął Stilesa, wchodząc na coś, co wyglądało jak trakt. Nawet z oddali dostrzegał, że do miasta przybyła karawana kupiecka, co nie powinno być zaskoczeniem. Wiedzieli w Beacon Hills, że utrzymywano kontakty handlowe z terytorium. W końcu tylko kupcy przynosili wieści zza granicy, którą bał się przekroczyć ktokolwiek inny.

Terytorium wilkołaków było jak zupełnie inny świat.

Dotarli do miasta dość szybko i nie otoczył ich gwar, co początkowo zaskoczyło Stilesa. Beacon Hills było głośne od kroków ludzi, szeptów i śmiechów. Tymczasem wszyscy tutaj poruszali się w ciszy. Rozmowy przebiegały niemal bezgłośnie i widział jedynie poruszające się usta tych, którzy konwersowali. Jedynie ludzcy kupcy przyciągali niezdrową uwagę. I wydawali się niemal niezgrabni w swoich ruchach.

Na Dereka spoglądano z pewną dozą szacunku, co Stiles dostrzegł już wcześniej. Nikt nie wyszedł im na spotkanie, ale też nie zatrzymano ich, kiedy podążali na wzniesienie do budowli, którą Stiles nazywał zamkiem. Był pewien, że znaleźli się w stolicy, chociaż Derek wcześniej nazywał to miejsce jedynie miastem. Miewali podobne w Beacon Hills, ale nie były, aż tak spektakularne. Stanowiły po prostu trochę większe wsie, gdzie kupcy zatrzymywali się, aby odpocząć.

Wyjaśnienie co teraz byłoby przydatne, ale wilkołak uparcie milczał. I Stiles zaczynał się irytować, ponieważ to przestawało być krępujące, a nawet zabawne. Alfa zachowywał się dziecinnie, a przynajmniej takie odnosił wrażenie.

- Co teraz? – spytał więc wprost.

Derek spojrzał na niego przelotnie, zanim zaczął wspinać się po schodach.

- Medyk – powiedział krótko wilkołak.

Stiles wypuścił z ust długie westchnienie.

ooo

Kobieta, która musiała zajmować się organizacją w zamku, umieściła go w dość wygodnych komnatach. Derek odszedł, zostawiając go na łaskę Kali, która marszczyła nos za każdym razem, kiedy spoglądała na niego. Był nawet mniej niż niechcianym gościem. Czuł się intruzem. Odnosił wrażenie, że kobieta pilnowała go specjalnie, jakby obawiała się, że Stiles jest szpiegiem, który sprowadzi na nich jakieś nieszczęście. Okradnie ich z sekretów i zniknie pewnego dnia, aby zdradzić wszystko gatunkowi, którego nienawidziła.

- Gdzie jest Derek? – spytał, bo kobieta nadal nie wyszła z komnaty, chociaż pomogła mu przynajmniej przebrać się w czyste ubranie.

Nie protestował, kiedy kazała mu się położyć na łóżku. Jego żebra przestały tak kłuć i nie planował podnosić się zbyt szybko. Jego plecy nie były stworzone do spania na gołej ziemi, nawet jeśli za koc robił dla niego całkiem ciepły wilkołak.

Kali zmarszczyła brwi i chyba początkowo zamierzała zignorować jego pytanie. Odwróciła się jednak w jego stronę, patrząc mu prosto w oczy z niechęcią.

- Alfa Hale jest zajęty - poinformowała go sucho.

- Nie o to pytam – rzucił, lekko zirytowany.

- Alfa Hale nie upoważnił mnie do udzielania tobie żadnych informacji. Przyniosę kolację i wodę dla ciebie za chwilę – dodała niechętnie Kali. – Medyk pojawi się przed nocą.

Powinien podziękować, ale to słowo nie mogło przejść mu przez usta. Kobieta nie musiała mówić nic więcej. Czuł jej niechęć w powietrzu, chociaż nie miał aż tak wyostrzonych zmysłów jak oni.

- Kiedy Derek się pojawi? – spytał w końcu wprost, bo Kali ewidentnie nie łapała aluzji.

Ciągle nazywała mężczyznę alfą Hale, jakby chciała go zmusić do używania tego tytułu. Dla niego były to jednak tylko puste słowa. I Derek pozwolił mu mówić do siebie po imieniu z czego zamierzał korzystać.

- Wtedy kiedy alfa Hale będzie miał takie życzenie – odparła Kali i tym razem w jej głosie słyszał wyraźną satysfakcję, co nie wróżyło niczego dobrego.

Nie umknęło jej, że przybyli w milczeniu. Derek nadal się do niego nie odzywał. Poza sporadycznymi uwagami, które rzucił do swoich podwładnych, Stiles nie słyszał jego głosu. I wilkołak obiecał mu swoją ochronę oraz pomoc, ale to nie znaczyło, że miał być obecny przez cały czas. Stilesa uderzyło to dopiero teraz. Tak bardzo odpychał od siebie Dereka, że ten po prostu spełniał jego cholerne życzenie. I Stiles mógł winić tylko siebie.

Sama wizja samotnego spędzania czasu na terytorium, którego nie znał wśród takich jak Kali nie była przyjemna. I niewielkie iskierki paniki, które zaczynały się przebijać przez jego maskę spokoju, musiały dotrzeć do kobiety, bo wychodziła zadowolona z siebie jeszcze bardziej.

ooo

Medyk okazał się nikim innym jak kowalem. Stiles mógł poczuć się urażony, ale w zasadzie konie przecież też łamały kości i wilkołaki musiały radzić sobie jakoś z tą sytuacją. W mieście nie było zbyt wielu zwierząt, ale te które widział, były w doskonałym stanie. I mężczyzna, który dotykał jego własnych kości robił to z zaskakującą delikatnością.

Derek pojawił się wraz z kowalem, ale pozostał niedaleko wejścia do komnaty, jakby spieszno było mu już wychodzić.

- Pęknięte – zdecydował mężczyzna.

- Jaka to różnica? – spytał rzeczowo Derek.

- Gdyby szedł ze złamanymi żebrami, umarłby bardzo szybko. Szczęściem kości nie wystają do zewnątrz ani do wewnątrz. Są naruszone, ale nie przemieszczone – wyjaśnił starszy wilkołak, którego ręce wyglądały na spracowane.

Nie były jednak szorstkie, co zaskoczyło go. Pewnie regenerowały się równie szybko, co cała reszta ciał wilkołaków. Nie mógł nie zastanawiać się nad tym czy oni w ogóle się starzeli.

- Jak długo zajmie mu wyleczenie? – spytał Derek.

Stiles miał ochotę wtrącić, że sam potrafił rozmawiać z medykiem. Ale to było dobre pytanie.

- Nie wiem – przyznał mężczyzna. – Tkanka regeneruje się około dwóch, trzech tygodni. Musi leżeć. Nie powinien wstawać. Moglibyśmy unieruchomić jego tułów, ale to utrudni mu życie.

Derek skinął głową, jakby chwytał w lot w czym problem. I Stiles wolał leżeć na plecach przez kilka tygodni zamiast zostać zawiniętym w coś twardego i niewygodnego. Cena w postaci chodzenia nie była zbyt wielka. I tak nie miał gdzie pójść. Kali zapewne byłaby zadowolona, gdyby nigdy nie opuścił komnaty, w której go umieszczono.

- Jakieś napary uśmierzające ból… - podrzucił Derek.

- Mogę zrobić wywar z ziół, który podaje się dzieciom – odparł mężczyzna.

Stiles spojrzał na Dereka zaskoczony. Nie spodziewał się, że alfa będzie przez cały czas odbierał jego ból, ale wilkołak ewidentnie planował się całkiem od niego odseparować. Stiles nie był pewien czy uniezależniał jego od siebie czy po prostu się odcinał dla własnego spokoju. I ta myśl nie była przyjemna. Sądził, że skoro Derek został z nim zamiast podążyć z Lydią przez granicę, to cokolwiek znaczyło.

- Kali odprowadzi cię. Dziękuję za twoją ekspertyzę – rzucił Derek nagle.

I to chyba oznaczało koniec wizyty medyka. Stiles pospiesznie zaczął zapinać guziki koszuli, nie wiedząc co miałby teraz zrobić. Zmierzchało, on zjadł kolację i Kali nawet przyniosła dla niego owoce, gdyby miał ochotę coś przegryźć w nocy. Medyk polecił mu jeść warzywa i kobieta chyba wzięła sobie to do serca.

Mężczyzna wyszedł zostawiając ich samych. A przynajmniej tak mu się wydawało dopóki Derek nie ruszył w stronę drzwi.

- Czekaj – powiedział pospiesznie, starając się podnieść na łokciach, co nie było takie proste jak mu się początkowo wydawało.

Derek przystanął jednak, patrząc na niego po raz pierwszy od doby z lekkim zainteresowaniem.

- Jesteś na mnie zły – rzucił niepewnie.

Żaden muskuł nie drgnął na twarzy wilkołaka, ale coś wypełniło pomieszczenie. Coś na tyle nieprzyjemnego, że wcześniejsze skrępowanie wróciło. Nie potrafił jednak do końca określić tej emocji.

- Nie – odparł Derek krótko.

I co dziwniejsze Stiles mu wierzył. Alfa nigdy dotąd go nie okłamał. Trochę nim manipulował i milczał, kiedy go zbywał, ale nie posunął się do kłamstwa.

- Chciałem… - zaczął i urwał. – Chciałem podziękować – powiedział wprost.

- Będziesz zdrowy w ciągu kilku tygodni – poinformował go Derek.

- Wiem, słyszałem – odparł.

W końcu był w tej samej komnacie, kiedy medyk badał jego ciało. Wilkołak zignorował zupełnie nacięcia na jego skórze, ale te rany nie stanowiły problemu.

- Medyk przygotuje wywar na ból – podjął Stiles.

Derek jednak nie złapał haczyka. Zamiast tego czekał na jego kolejne słowa, co nie było proste, bo Stiles nie był nauczony takiej bezpośredniości.

- Nie będziesz już odbierał mojego bólu – stwierdził.

I to wywołało u Dereka przynajmniej jakąś reakcję. Wilkołak przeniósł ciężar ciała na drugą nogę, przechylając lekko głowę w lewo, jakby zastanawiał się do czego dąży Stiles.

- Nie będzie takiej potrzeby – odparł Derek.

I to byłoby o wiele bardziej proste, gdyby sam wiedział w czym tkwił problem.

- Nie przyjdziesz tutaj więcej? – spytał wprost.

I niewypowiedziane 'do mnie' zawisło w powietrzu.

Derek nie odpowiedział jednak ani słowa, kiedy wyszedł z jego komnaty. Krzyczenie za wilkołakiem, że domagał się chociaż słowa nie było najrozsądniejszym wyjściem, więc zapadł się ciepłe koce, zastanawiając się jak przetrwa kolejne tygodnie.

ooo

Kali przyniosła rano śniadanie i zostawiła go samego, na co nie narzekał, ponieważ ich niechęć była obopólna. Promienie słoneczne wpadały przez nieoszklone okno wraz z lekkim wiatrem. Wilkołaczyca wspomniała, że napełni dla niego wannę, co było cudownym pomysłem, bo potrzebował kąpieli. Medyk wytarł jego ciało ostrożnie poprzedniego wieczora, ale nic nie mogło zastąpić prawdziwego mycia. Teraz kiedy wiedział, że tępy ból żeber pochodził od pęknięcia a nie złamania, ruszał się z większą odwagą. I syczał o wiele rzadziej, jakby przyzwyczaił się do tego, że w jego życie wstąpiła pewna niedogodność. Nie był typem znoszącym cierpienie w milczeniu, ale początkowo odnosił wrażenie, że jeśli zacznie narzekać, Lydia nigdy nie odjedzie, a Derek uzna go za umierającego. Alfa był dostatecznie przerażony jego niegojącymi się ranami. Dla wilkołaków to musiał być szok.

Drzwi do jego komnaty uchyliły się i Derek wsunął się do środka bez pytania i bez uprzedzenia, co dziwnie do niego pasowało. Stiles mógł być nagi albo cokolwiek, ale alfa miałby to w nosie. Może nawet nie mrugnąłby okiem na ten widok. Widział go w końcu już nagiego, co powinno być niepokojące, ale Stiles nie potrafił jednak dostrzec w tym, aż tak wielkiego problemu.

I może nie chciał się też za bardzo przyznać do tego, że widok Dereka ucieszył go. Naprawdę sądził, że alfa już nie wróci.

I wilkołak spojrzał na niego zaskoczony, więc musiał wyczuć tę emocję w powietrzu. Stiles jednak nie planował wpadać w panikę, bo to było raczej naturalne, że wśród obcych lgnęło się do jedynej osoby, którą się znało. Przynajmniej chociaż trochę.

Derek wszedł głębiej do pomieszczenia przelotnie zerkając na talerze, które zostawiła dla niego Kali. Nie pytał czy Stilesowi było wygodnie, ale może to rozumiało się samo przez się, skoro nie powiedział ani słowa. W tej chwili w zasadzie wystarczało mu samo łóżko i był szczęśliwy.

- Przyniosłem dla ciebie opowieści – rzucił alfa, kładąc na stoliku obok łóżka wysłużony tom.

Stiles spojrzał na książkę zaskoczony. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, Derek był już w drodze powrotnej na korytarz.