Tutaj wrzucam kolejny rozdział... a w innym opku idzie mi jak krew z nosa... zginę marnie (T.T)


-''Wiedziałam… ja wiedziałam, że to się tak skończy''- myśli Belgii dalekie były od pozytywnych, ciężko było zachować pogodę ducha kiedy twój kraj był atakowany przez znacznie silniejszego wroga. Siedziała na fotelu, w holu swojego przestronnego i bogato urządzonego domu, który niegdyś tak oszołomił jej starszego brata Holandię.

-Luksemburg poddał się w ciągu paru godzin… to mnie nie dziwi, bo on praktycznie nie ma żadnej armii…- mruknęła Belgia, jednak to co nastało parę dni później…

Holandia poddał się w cztery dni po rozpoczęciu inwazji, jego siły starały się stawiać opór, zadali najeźdźcom nawet dość duże straty jeśli spojrzeć na różnicę sił, ale mimo to Niemcom udało się zająć kluczowe pozycje… zbombardowali Rotterdam… .

Ona sama czuła, że długo nie da rady stawiać oporu, nawet pomimo pomocy Anglii i Francji. Zresztą o czym było tu teraz mówić, siły aliantów w chwili obecnej podejmowały rozpaczliwą ewakuację spod Dunkierki, prowadzoną pod ostrzałem niemieckiego lotnictwa… chyba tylko fakt, że Niemcy nie zdecydowali się użyć innych sił poza powietrznymi sprawił, że ta operacja miała jakiekolwiek szanse powodzenia. Ona sama właściwie czekała już tylko na nieuchronny koniec, jej armia została rozbita, kraj praktycznie zajęty… w każdej chwili spodziewała się wizyty obcego mocarstwa z żądaniem poddania się.

-Wiedziałam, że remilitaryzacja Niemiec, nie oznacza niczego dobrego!- syknęła Belgia -Mówiłam, zwracałam uwagę! Ale nieeee… po co było zawracać sobie tym głowę!- miała szczerą ochotę udusić Francję za jego zaniedbania. Jej zdaniem jej sąsiad spoczął na laurach po Wielkiej Wojnie, uznał, że skoro jest jedną z największych potęg w Europie, to może zignorować wzrost siły Niemiec, bo przecież co mógł osiągnąć kraj który przegrał ostatnią wojnę i był praktycznie w rozsypce?

Cóż teraz odpowiedź na to pytanie była aż nadto oczywista.

-Mam nadzieję, że braciszkowi Holandii i braciszkowi Luksemburgowi nic nie jest- westchnęła opierając głowę na dłoni

-Dlaczego sama się o tym nie przekonasz?- Belgia drgnęła unosząc głowę i spoglądając na drzwi wejściowe, spodziewała się ujrzeć Niemcy, ale zamiast tego…

-A ty co tu robisz?- zapytała zdziwiona patrząc na Prusy z uniesionymi wysoko brwiami

-Głupie pytanie, przyszedłem po twoją kapitulację kesesesese- zaśmiał się Gilbert

-A gdzie jest Ludwig? Spodziewałam się raczej jego wizyty- stwierdziła Belgia

-Bruder musiał na wrócić na chwilę do Berlina- odparł Prusy -Swoją drogą ty też tam za niedługo trafisz, razem z pozostałą dwójką, pytanie tylko czy pójdziesz po dobroci czy będę musiał cię zmusić?-

-Niech was piekło pochłonie- westchnęła Belgia -Ciebie i twojego brata, za rozpętanie tej wojny-

-To miało znaczyć tak, czy nie?- zapytał Gilbert zdezorientowany

-Nie będę stawiać oporu- stwierdziła Belgia wstając -Gratuluję wygraliście następną potyczkę, ale zapamiętaj sobie moje słowa, jeszcze przyjdzie czas, że szale przechylą się na drugą stronę, ty i Ludwig jeszcze zdążycie zapłacić za wszystkie okrucieństwa których się dopuszczacie. Sprawiedliwość jest ślepa, ale dopada każdego.-

-Jasne jasne- powiedział Prusy niewzruszony jej przemową -Skoro nie będziesz stawiać oporu to chodź, zapakuje cię do samochodu który zawiezie cię do Berlina, a potem muszę ruszać na Francję-

-Myślisz, że tak łatwo wam z nim pójdzie?- zapytała Belgia

-Jeśli dalej będzie stosował przestarzałe taktyki i będzie ślepo wierzył w to, że Linia Maginota jest nie do sforsowania? Owszem- uśmiechnął się Gilbert -Mamy przygotowane tyle niespodzianek, więc teraz ty posłuchaj i zapamiętaj moje słowa. Dwa tygodnie. Tyle czasu minie nim Francja padnie na kolana przed potęgą Trzeciej Rzeszy!-


Ludwig był lekko zdziwiony tym, że tak nagle dostał polecenie powrotu do Berlina, zastanawiał się co mogło być tego przyczyną. Pozostawił dowodzenie armią Gilbertowi, w kwestiach wojskowych ufał swojemu bratu, wiedział, że nie sprawi mu to zbytnich problemów i udał się w drogę do swojej stolicy. Jego przełożeni mówili, że to nic takiego, że to tylko drobna dyplomatyczna formalność którą musiał się zająć.

-Jaka dyplomatyczna formalność jest na tyle ważna żeby ściągać mnie z frontu?- mruknął Niemcy obserwując okolicę przez okno samochodu.

W sumie nie było to takie złe, uznał, że przy okazji odrobinę odpocznie i sprawdzi jak ma się sytuacja w jego posiadłości.

-Hmm… wraz z przybyciem krajów Beneluksu zrobi się tam chyba trochę tłoczno- stwierdził Ludwig myśląc nad obecnym stanem pokoi -W razie czego ściśnie się ich trochę bardziej… w ostateczności wszystkich Untermensch ulokuje się w szopie w ogrodzie… albo wybuduje im się barak i tak nie zasługują na nic więcej-

-Zresztą, to nie tak, żeby ta banda zawszonych dzikusów miała długo pożyć, kiedy wojna się skończy, a Trzecia Rzesza zapanuje nad światem, wygniecie się ich jak robactwo.- stwierdził Niemcy pod dłuższych rozmyślaniach.

Do swojej posiadłości dotarł dość szybko, szofer wziął sobie do serca polecenie pośpiechu. Pogoda nie była najlepsza, mimo że zbliżał się już czerwiec, niebo było zachmurzone i lekko kropiło. Patrząc na swój dom zadrżał lekko, budynek sprawiał bardzo ponure wrażenie… ale to na pewno była wina pogody, w deszczu wszystko wyglądało na bardziej ponure niż w rzeczywistości. Wszedł do środka bez pukania, czy dzwonienia do drzwi, dlaczego miałby to robić we własnym domu?

W holu natknął się na Austrię, jego mina świadczyła, że powrót Ludwiga zupełnie go zaskoczył.

-O-och… witaj w domu Niemcy- powiedział Roderich -Nie zapowiadałeś się, że wrócisz tak wcześnie…-

-Hooo? Więc twoim zdaniem powinienem się zapowiadać we własnym domu?- zapytał Ludwig mierząc Austrię badawczym spojrzeniem

-N-nie… oczywiście, że nie… ale… gdybyśmy wiedzieli wcześniej, przygotowalibyśmy jakiś… obiad powitalny…- wydukał wyraźnie zdenerwowany Roderich

-Obejdzie się i tak nie zostanę długo, mam tu tylko do załatwienia pewną sprawę i zaraz wracam na front- oznajmił Niemcy -Czy poza mną przybył ktoś jeszcze?-

-Nie, jak do tej pory nie- odparł Austria uspokoiwszy się nieco -Czy… masz jakieś polecenia? Jakieś… szczególne życzenia?-

-Każ Czechom przygotować kąpiel, ostatnio doszedłem do wniosku, że zna się na tym znacznie lepiej niż Słowacja- powiedział Ludwig kierując się w stronę swojego pokoju -Kiedy skończy, ma mnie o tym powiadomić, co do samego Słowacji, niech przygotuje mi jakąś przekąskę… albo lepiej niech przygotuje jakiś lekki poczęstunek dla naszego przyszłego gościa. Co prawda nie powiadomiono mnie kto to ma być, ale nie zaszkodzi się pokazać od dobrej strony-

-Tak jest- powiedział cicho Roderich, odwrócił się w stronę schodów na piętro żeby wydać odpowiednie dyspozycje, mając nadzieje, że Ludwig nie ma dla niego żadnych więcej poleceń.

Mimo posiadania pewnych przywilejów, Austria nie lubił swojej pozycji w domu Niemiec, przemoc nie sprawiała mu zbytniej radości, dlatego korzystanie z niej, aby utrzymać porządek pod tym dachem, nie sprawiało, że czuł się dobrze. Wręcz przeciwnie, nawet pomimo tego, że niegdyś był mocarstwem, rządził sporą częścią Europy, to jednak… jego pasją była sztuka, a zwłaszcza muzyka, a nie rządy żelaznej ręki. Tym bardziej jeśli chodziło o walkę, tym raczej zajmowała się Elizabeta, jego żona… teraz już była żona, miała dryg do prowadzenia potyczek, jakiego jemu zawsze brakowało.

Węgry… to był kolejny powód, dla którego jego obecna pozycja mu nie pasowała, nie potrafił zliczyć ile kłótni wybuchło między nimi z tego powodu. Elizabeta jasno dawała do zrozumienia, że nie podoba jej się sposób w jaki on traktuje nacje które znalazły się pod panowaniem Niemiec, wiedziała, że nie miał innego wyboru bo takie dostał polecenie, ale zawsze twierdziła, że z tego da się znaleźć inne wyjście.

-''Przecież nie musisz ślepo podążać za instrukcjami Roderich!''- mówiła Węgry za każdym razem kiedy poruszali ten temat w kłótniach -''Nie musisz traktować ich wszystkich jak psy! Niemiec tak często nie ma w domu, możesz im przecież odpuścić skoro nie będzie nic wiedział!''-

Problem w tym, że Austria był pewny, że Ludwig i tak się dowie, co jeśli któraś z podlegających mu nacji, wydałaby go Niemcom? W dzisiejszych czasach nikomu nie można było ufać, każdy mógł okazać się wrogiem, każdy szukał okazji żeby ulżyć sobie, a nie dbać o interesy innych.

Dlatego pomimo starań, nie potrafił dogadać się z Węgrami, nie potrafiła zaakceptować okrucieństwa z jakim obchodził się z resztą domowników… zwłaszcza jeśli chodziło o Polskę.

Z Czechami, Węgry dogadywała się… różnie, przez większość czasu traktowały się przyjaźnie, chyba, że ktoś poruszył temat SPA. Ze Słowacją też utrzymywała przyjacielskie stosunki.

Za to Polska… Austria za nic nie potrafił powiedzieć, dlaczego relacje Elizabety i Feliksa były AŻ TAK dobre, co nie podobało mu się w żadnym stopniu. Blondyn był głośny, arogancki, bezczelny… mógłby tak wymieniać jeszcze długo, ale kwestią niedającą mu spokoju było, co takiego Węgry w nim widziała, że dogadywali się tak dobrze.

Niby byli tylko dobrymi przyjaciółmi, niby wyglądało na to, że jego ''ostrzeżenie'' dotarło do Polski, ale i tak nie był pewny, czy w tym nie ma czegoś więcej. Faktem było, że niezbyt przepadał za Feliksem… ale nawet on nie czuł się dobrze z tym, co blondyn musiał znosić, od kiedy znalazł się w Berlinie. Niby nie miał z nim zbyt wiele do czynienia, ale nie mógł zignorować faktu, że od jakiegoś czasu Polska wyglądał… mizernie, chociaż to było chyba za mało powiedziane, prawie podskakiwał z przerażenia prawie za każdym razem kiedy ktoś się do niego odezwał, nie odzywał się niemal w ogóle i nieustannie wyglądał jakby spodziewał się czegoś strasznego. Roderich domyślał się czego Feliks mógł się obawiać. Minęło już trochę czasu od wyjazdu tego całego doktora, ten człowiek budził w nim… niepokój, chyba każdy kto miał z nim do czynienia czuł się podobnie. W pierwszym dniu po wyjeździe Fleischera, wysłał Czechy żeby zajrzała do Polski w jego nowym, przydzielonym mu przez doktora pokoju, chciał wiedzieć, czy nadawał się do tego, żeby zająć się pracami domowymi, kiedy wróciła, była praktycznie na skraju załamania, nie chciała powiedzieć Słowacji co się stało, on nawet nie pytał. Dał Feliksowi kilka dni na odpoczynek, chociaż nie powinien był tego robić, w tym czasie, Czechy co jakiś czas go doglądała, zdając potem raport z tego, czy mógł już wrócić do pracy. Ostatnio udało mu się go spotkać przy czyszczeniu kuchni… nawet on był zszokowany, przed przybyciem Fleischera, Polska nie wyglądał aż tak źle… może niezbyt go lubił, ale nawet on potrafił mu współczuć.

Przed swoim wyjazdem, Węgry prosiła go, żeby nieco odpuścił Feliksowi, skoro i tak przechodził więcej, niż niejeden kraj, starał się dotrzymywać obietnicy… ale nie miał wpływu na to, co robił z nim tamten pokręcony doktor, albo co mógł z nim zrobić Niemcy.

Dlatego teraz miał cichą nadzieje, że Ludwig nie przypomni sobie o Polsce, że skoro jego wizyta nie miała potrwać długo to nie będzie miał czasu wyżyć się na Feliksie.

Austria przyspieszył nieco kroku chcąc jak najszybciej się oddalić i wydać odpowiednie polecenia… tylko parę kroków…

-Ach i jeszcze coś- Roderich poczuł jak kropelki potu zbierają mu się na czole, kiedy głos Niemiec zatrzymał go w miejscu -Gdzie on jest? Pomyślałem, że to całkiem dobry pomysł odstresować się nieco stresu przed wizytą naszego gościa- nadzieje Austrii zostały doszczętnie pogrzebane, przełknął cicho ślinę nim odpowiedział

-W piwnicy… ustawia pudła z zapasowym jedzeniem- dzisiejszego ranka do posiadłości przybył transport z awaryjnymi racjami żywnościowymi, wszyscy oprócz Feliksa byli zajęci, a ktoś musiał to zrobić.

-Doskonale- uśmiech Ludwiga sprawił, że Austria zadrżał mimowolnie -Przynajmniej nie trzeba będzie sprzątać… zawołaj mnie kiedy kąpiel będzie gotowa… albo kiedy zjawi się mój gość- Roderich skinął głową i odszedł wydać polecenia reszcie.

Niemcy zmienił kierunek, zamiast do swojego pokoju udał się po schodach do piwnicy swego domu. Skoro już tu był nie miał zamiaru odpuścić sobie odrobiny rozrywki, a ustawiczne sprowadzanie Polski do poziomu podłogi było ostatnio jednym z jego ulubionych zajęć. W końcu ten żałosny kraj i tak przeznaczony był do eksterminacji, jako pierwszy spośród wielu, tym razem miał umrzeć na dobre, a Ludwig chciał się upewnić, że śmierć Feliksa będzie tak powolna i bolesna, jak to tylko było możliwe.

W podziemiach było wiele pomieszczeń, ale znalezienie ofiary nie stanowiło zbytniego problemu, Niemcy kierował się odgłosami, które po bliższym przysłuchaniu się, okazały się jakąś nieznaną Ludwigowi melodią, nuconą przez Polskę. Nie musiał iść zbyt daleko, nucenie dobiegało z jednego z najbliższych pomieszczeń, drzwi były otwarte, a na korytarz sączyło się przyćmione światło, Niemcy wszedł do środka bezszelestnie, Feliks stał tyłem do wyjścia, przesuwając po podłodze kilka sporych pudeł z konserwami.

-Najwyraźniej czujesz się tutaj całkiem dobrze skoro masz jaja żeby sobie nucić- powiedział głośno Ludwig, Feliks natychmiast przestał nucić, wydał z siebie tylko coś pośredniego między piskiem strachu, a jękiem rozpaczy, mimo to nie odwrócił się, mając nadzieje, że to tylko kolejna halucynacja.

-Mówię do ciebie Untermensch- powiedział Niemcy -A to znaczy, że masz się do mnie odwrócić…- ledwie Polska się odwrócił, pięść Ludwiga posłała go prosto na pudła którymi się zajmował, puszki potoczyły się po całym pomieszczeniu z brzękiem.

-Za późno- stwierdził Niemcy ze złośliwą satysfakcją -Kiedy do ciebie mówię, masz odwracać się natychmiast Polen!- obserwował jak jego ofiara z trudem podnosi się z ziemi, wzrok go nie mylił czy coś było inaczej…

-Ach! Rozumiem!- krzyknął Ludwig -Wygląda na to, że doktor Fleischer dobrze się tobą zajął! Nie ma go przypadkiem? Z miłą chęcią popatrzyłbym na przebieg waszego spotkania!-

Feliks spojrzał na Niemcy z oczami wypełnionymi czystą paniką, kiedy w końcu doszedł do siebie na tyle, żeby w miarę poprawnie funkcjonować, życie uświadamiało go, że cały świat go nienawidzi

-Odpowiedz mi Polen! Zadałem ci pytanie!- wrzasnął Niemcy zadając kolejny cios

-N-nie ma go! Wyje… wyjechał w jakiejś sprawie!- zawył Feliks z ledwością utrzymując się na nogach

-Och jaka szkoda…- powiedział Ludwig schylając się po jedną z puszek, zaczął obracać ją w dłoni jakby czytał etykietę -Kiedy wyjechał? Nie mówił kiedy wróci?-

-Nic nie mówił… ja… ja nie wiem kiedy dokładnie wyjechał…- powiedział Polska cichym głosem, czuł, że ta odpowiedź nie spodoba się Ludwigowi

-Jak to nie wiesz?- zapytał Niemcy unosząc brwi

-Ja… straciłem poczucie czasu… wiem, że tydzień przebywałem w… w pracowni doktora…- mówił Feliks drżącym głosem, właściwe cały się trząsł, co tylko upewniało Ludwiga, że Fleischer dobrze wykonywał swoją robotę -Nie… nie było tam kalendarza… nie wiem kiedy to… było… ja… nie spałem tyle czasu… nawet po tym jak pojechał… nie odróżniałem nocy od dnia…-

-To niedobrze…- stwierdził Niemcy z zawodem w głosie, bez ostrzeżenia cisnął puszką którą trzymał, prosto w twarz Polski. Jednocześnie rozległ się metaliczny dźwięk uderzenia i krzyk mniejszej nacji. Feliks zasłonił sobie usta dłonią, rzut był tak silny i celny, że wybił mu kilka zębów, krew pociekła mu między palcami… nawet nie zdał sobie sprawy w którym momencie usiadł na jednym z pudeł, czując silne zwroty głowy.

-Chyba będę musiał zadbać o to, żeby ci się nie nudziło pod nieobecność doktora Fleischera- powiedział Ludwig robiąc krok w kierunku swojej ofiary, Feliks zamknął oczy szykując się na kolejny cios.

-Panie Niemcy! Kąpiel będzie gotowa za pięć minut!- dobiegł ich uszu krzyk Czech, dochodzący ze schodów prowadzących na górę, brunetka starała się jak mogła żeby głos jej nie zadrżał, nie miała żadnych wątpliwości dlaczego Ludwig był w tej chwili w piwnicy, miała tylko nadzieję, że Polska nie zdążył zbytnio ucierpieć.

-Mówiłem, żeby poinformować mnie kiedy będzie gotowa! Nie pięć minut przed faktem!- krzyknął poirytowany Niemcy

-Ale pan Austria kazał przekazać, że dostał wiadomość odnośnie dzisiejszego gościa! Za pół godziny ma się tu zjawić Feliciano Vargas!- Ludwig zastygł w bezruchu, jego pięść zamarła tuż przed brzuchem Feliksa

-Włochy?- powiedział cicho, chyba już domyślał się dlaczego został wezwany -Już idę! Przekaż Słowacji, żeby darował sobie przekąski, dzisiaj obiad zjemy wcześniej! Masz mu pomóc i lepiej, żebyście wyrobili się zanim Włochy tu będzie!-

-A ty…- Niemcy zwrócił się do Polski ostrzegawczym tonem -Lepiej zrobisz, jeśli będziesz tu siedział przez całą wizytę Włoch- Ludwig zdawał sobie sprawę z tego, że Feliciano i Feliks są całkiem dobrymi przyjaciółmi, więc nie chciał, żeby Włoch zobaczył Polaka w takim stanie. Wmawiał sobie, że po prostu nie chciał zniechęcić Veneziano do potencjalnego sojuszu, w końcu był bezwzględnym zdobywcą, dążącym do zapanowania nad całą Europą! To nie tak, że nie chciał wyjść przed Włochami na kompletnego psychopatę i potwora… .

-Jeśli, podczas jego pobytu tutaj, twoja twarz mignie mi chociaż przez sekundę… nie chcesz wiedzieć co z tobą zrobię… dotarło?- zapytał Niemcy, Polska tylko kiwnął głową w odpowiedzi.

Ludwig czym prędzej opuścił piwnicę, zostawiając w niej Feliksa, ruszył pośpiesznie w stronę kuchni, musiał wydać nowe dyspozycje.

-Jadalnia i salon mają błyszczeć! Obiad ma być gotowy za maksymalnie godzinę, macie stawić się wszyscy i zachowywać się… naturalnie- powiedział do znajdujących się w kuchni Czech, Słowacji i Austrii -Przekaż to wszystkim… domownikom- Niemcy w ostatniej chwili powstrzymał się przed rzuceniem jakiegoś obraźliwego słowa, Austria kiwnął głową i ruszył w stronę wyjścia z kuchni, kiedy go mijał, Ludwig przytrzymał go na chwilę -Wszyscy z wyjątkiem tego szkodnika w piwnicy, Włochy ma nie wiedzieć o jego obecności tutaj- powiedział ściszonym głosem, Roderich nie dał po sobie poznać, że ta wytyczna go nieco zdezorientowała, dał tylko do zrozumienia, że przyjął rozkaz do wiadomości i opuścił pomieszczenie. Niemcy nie tracąc więcej czasu czym prędzej udał się do łazienki, żeby wziąć przyspieszoną kąpiel, musiał się jeszcze przebrać… pozbyć się krwi Polski z ciała i ubrań.

Feliks wciąż zakrywał dłonią usta, próbując jak najostrożniej poumieszczać wybite zęby na swoich miejscach, dało się je jeszcze uratować, a poczekanie aż wszystko się zregeneruje z pewnością było szybsze i zużywało mniej energii niż wyrośnięcie nowych. Siedział wśród porozwalanych po podłodze puszek, kiedy tylko Niemcy opuścił piwnicę, zsunął się z pudła na którym siedział na ziemię i oparł o nie.
I tak miał trochę czasu żeby to wszystko posprzątać, miał stąd nie wychodzić, przez jakiś czas, coś mu mówiło, że dość długi. Oddychał szybko próbując uspokoić łomoczące mu w piersi serce, uznał, że szczęście nie do końca się od niego odwróciło, doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby nie wizyta Włoch to skończyłby znacznie gorzej niż teraz. Zresztą to co robił Niemcy, nie było najgorszym co go spotykało, trochę bólu… krwi… tyle, do traktowania jak robactwo już w miarę przywykł i jeszcze miał w sobie te resztki pewności, że jest wart znacznie więcej niż twierdził Ludwig. To co robił Fleischer było znacznie gorsze, doktor większą uwagę poświęcał jego psychice… powolnym łamaniu jej, roztrzaskiwaniu na drobne kawałeczki. Ten człowiek wiedział… on po prostu wiedział.
Wiedział jakie pytania zadawać, żeby nie chciał na nie odpowiadać, co dawało pretekst do kary, wiedział, że jeśli uzyska odpowiedzi, zyska nowe opcje na torturowanie go.

I wiedział, że Feliks też wie.

Feliks wiedział, że w którymś momencie się złamie i ta myśl napawała go przerażeniem, myśl, że w końcu zostanie odarty z każdej warstwy ochronnej, że stanie się kompletnie podatny na każdą torturę, że zacznie mówić wszystko co wie i co najgorsze, że da w ten sposób potężną broń swojemu wrogowi. Wiedział gdzie stacjonują jego pozostałe oddziały, zdawał sobie sprawę z istniejącego w jego okupowanym państwie ruchu oporu, pośrednio znał także niektóre posunięcia aliantów, gdyby Niemcy zdobył te informacje byłby nie do powstrzymania. I zdawał sobie sprawę, że jeśli osiągnie dno, to pociągnie za sobą innych i to nie tylko w kwestii zaważenia na losach wojny.

Fleischer mówił mu przecież, że jest do obłędu zafascynowany personifikacjami państw, jeśli z niego wyciągnie wszystko, kto będzie następny? Czechy? Węgry? Słowacja?

Litwa?

-Musisz dać radę Feliks… musisz… musisz… musisz!- szeptał gorączkowo pod nosem, walcząc z napadem paniki -W końcu ta wojna się skończy… Niemcy na pewno przegra… źli goście zawsze w końcu przegrywają… wyjdziesz stąd… wrócisz do siebie… powoli się pozbierasz, tak jak po pierwszej wojnie- jęknął kiedy żarówka zamrugała niebezpiecznie, nie chciał żeby się przepaliła, nie chciał zostać w ciemności, bał się tego, w ciemnościach zawsze przychodziły najgorsze rzeczy, halucynacje, sny… .

-Spokojnie… spokojnie… tylko spokojnie… zaśpiewaj coś… śpiew zawsze ci pomagał pamiętasz?- Feliks potrząsnął głową i oparł głowę na kolanach, tylko nie znowu… ze wszystkich halucynacji które go dręczyły ta budziła w nim największą rozpacz… właśnie dlatego, że była tylko halucynacją.

-Proszę… odejdź…- szepnął Polska nie chcąc podnosić głowy

-Chcę ci pomóc Feliks, dlaczego odrzucasz moją pomoc?-

-Bo nie jesteś prawdziwy! Nie ma cię tutaj!- jęknął Feliks, zęby mu zadygotały i odpowiedziały ostrym bólem kiedy zacisnął mocniej szczęki, zaklął w myślach, musiał być ostrożniejszy -Gdybyś był… byłoby mi łatwiej… znosić to wszystko… ale nie chcę żebyś tu był… nie chcę żebyś też przechodził przez to piekło-

-Czyyyli… chcesz żebym tu był, ale jednocześnie nie chcesz żebym tu był?-

-Dokładnie, a teraz zniknij w końcu, jak każda poprzednia halucynacja!- blondyn czuł jak w oczach zaczynają mu się zbierać łzy

-Dlaczego uważasz, że jestem tylko halucynacją? Powtórzę raz jeszcze, chcę ci pomóc, zawsze byłem obok żeby ci pomagać prawda?-

-Proszę… po prostu odejdź…- powiedział Polska łamiącym się głosem, nie... on nie zawsze był obok żeby mu pomóc, nie było go przez ostatnie dwadzieścia lat, nie było go po rozbiorach... i teraz też go tu nie było

-Spokojnie brangiausio… musisz się uspokoić… może ja ci coś zaśpiewam? Pamiętam ile razy mnie o to prosiłeś, mówiłeś, że to pomaga ci uspokoić nerwy-

-Proszę… Toris…- Feliks uniósł w końcu głowę, tak jak się spodziewał, był w pomieszczeniu sam, głos Litwy nie odezwał się już więcej, kiedy jego umysł w pełni uświadomił sobie, że to była kolejna ułuda. Prawie zawsze dał się na to nabrać, pamiętał pierwszy raz kiedy pojawiła się ta konkretna halucynacja, przez krótką chwilę poczuł się naprawdę szczęśliwy, naprawdę myślał, że nie jest już w tym piekle sam… rozczarowanie było tak bolesne, ledwie udało mu się po tym pozbierać. Ciałem Feliksa wstrząsnął cichy szloch, w jednym widmo miało rację, musiał się uspokoić… na początku tylko nucił, potem gdy już nieco ochłonął, pojawiły się słowa, tym razem nie polskie, śpiewał jedną z litewskich kołysanek które kiedyś śpiewał mu Toris.


Toris z irytacją żuł końcówkę długopisu, wpatrując się w kartkę na której zapisywał swoje myśli. Jego plan jak wyrwać Feliksa z niewoli powoli zaczynał nabierać realnego wyglądu i nawet sprawiał wrażenie wykonalnego. Ostatnio miał dużo czasu żeby nad nim siedzieć, bo wyjątkowo nie miał dużo do roboty, głównie dlatego, że ostatnio nie dogadywał się ze swoim nowym rządem. Plus był taki, że nie miał teraz dużo roboty, jeśli chodziło o minusy… praktycznie nie wiedział teraz co tam się dzieje, jego własny rząd NIE CHCIAŁ żeby wiedział co się dzieje w całym państwie. Nawet jeśli był państwem, był połączony ze swoimi ludźmi i mniej więcej zdawał sobie sprawę co się dzieje, to jednak wolał dostawać jasne i rzetelne informacje. W gruncie rzeczy Litwa był zaniepokojony tym co działo się… na Litwie, szczerze powiedziawszy, to ze swoim szefostwem nie czuł takiego połączenia jak z przeciętnym obywatelem, a to już był powód do poważnego niepokoju, jeśli państwo nie dogadywało się z własnym rządem, to coś było mocno nie w porządku. Z całego tego zdenerwowania miał problemy ze snem i jedzeniem, ledwie zmuszał się do parogodzinnych drzemek i skubnięcia czegoś w ciągu dnia. Jego zmartwienia zaczynały nawet przybierać materialną formę, praktycznie czuł zimny oddech Rosji na swoim karku, zaczynał się zastanawiać, czy jego plan ratunkowy nie miał przypadkiem dwóch celów. Pierwszym było ocalenie najdroższej mu osoby… drugim było ocalenie jego samego przed czymś, co miało wkrótce nastąpić, a czego za nic nie chciał żeby się stało, nie znowu.

Toris podniósł kartkę i przyjrzał się jej uważnie, wciąż brakowało kilku istotnych szczegółów, ale nic nie dało się z tym zrobić, nie wiedział na przykład gdzie dokładnie miał szukać Feliksa, ani jak ciężko będzie się do niego dostać, ta kwestia musiała poczekać.

Z zamyślenia wyrwało go głośne walenie, nie zwykłe pukanie, tylko łomotanie do drzwi z taką siłą, że drewno aż uginało się z trzaskiem. Litwa poczuł jak jego żołądek przewraca się do góry nogami, pełen jak najgorszych przeczuć rozkręcił długopis i wyjął z niego wkład. Otworzył jedną z szuflad i wsunął wyciągnięty wkład od spodu przez maleńką dziurkę, podważając dno szuflady. Trzęsącymi się rękami schował plan nad którym pracował do schowka, wolał dmuchać na zimne, gdyby ktoś obcy znalazł jego zapiski mógłby mieć niemałe kłopoty.

Łomotanie się powtórzyło, klnąc pod nosem Toris pobiegł otworzyć drzwi, mimo że instynkt podpowiadał mu żeby tego nie robić. W chwili w której przekręcił klucz w drzwiach, niemal dostał nimi w twarz kiedy otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł mały oddział wojska.

Sowieckiego wojska.

-Co do…- zaczął Litwa, zbladł kiedy w jego pierś została wycelowana lufa karabinu

-Руки вверх!- krzyknął żołnierz który do niego mierzył, brunet posłusznie uniósł ręce do góry

-Co to ma znaczyć?!- krzyknął Toris po rosyjsku, chciał wyjaśnień, nie miał pojęcia co miała znaczyć ta napaść

-Och to proste Lietuva~- Litwa poczuł jak kolana się pod nim uginają, znał ten głos aż za dobrze, mężczyzna który wszedł do jego domu tuż za żołnierzami uśmiechnął się promiennie

-Rosja… co ma znaczyć to najście?!- zapytał Toris mierząc uśmiechniętego Ivana wściekłym wzrokiem

-To nic takiego- Rosja machnął lekceważąco ręką -Po prostu wszystko wraca do normy~-

-Do jakiej normy?- Litwa uniósł brwi, czuł, że odpowiedź mu się nie spodoba

-Od dnia dzisiejszego ty, Łotwa i Estonia zostajecie włączeni do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, cieszysz się da~?- zapytał Ivan takim tonem jakby właśnie się dowiedział, że Gwiazdka w tym roku wypada wcześniej

-''Jak jasna cholera''- pomyślał Toris zgrzytając zębami -To nie zabrzmiało jak propozycja…-

-Bo to nie była propozycja towarzyszu~.- zaśmiał się Ivan -Ja tylko stwierdzam fakt~. Sam pomyśl… cała wasza trójka pozwoliła mi na stworzenie baz dla mojej armii na waszych terenach, jakie macie szanse, żeby mi się przeciwstawić? No i przecież twój rząd nie ma nic przeciwko~-

-Niech zgadnę… żadne… a tak odnośnie tych baz, to niby mieliśmy jakiś wybór? I chyba nie mogę nazwać twoich wyszkolonych piesków swoim rządem- zapytał Litwa

-Hmm w sumie to nie~- Rosja tylko wzruszył ramionami, zignorował uwagę Litwy na temat jego rządu

-I co pewnie teraz mam grzecznie pójść z tobą do twojego domu tak?- Toris był jednocześnie wściekły i przerażony

-Ubolewam nad tym faktem, ale na chwilę obecną nie- powiedział Ivan ze smutkiem -Ale to się wkrótce zmieni~- jego twarz znów rozjaśniła się uśmiechem -Myślę, że już w przyszłym roku ty i twoi bracia będziecie mogli do mnie wrócić i wszystko będzie w porządku da?-

-Szczerze w to wątpię- syknął cicho Litwa do siebie -To co masz zamiar zrobić z nami teraz? Wtrącić do więzienia? Czy od razu wysłać na Syberię?-

-Och nie spokojnie, skąd ci się wzięły takie pomysły Lietuva~?- zapytał Rosja wyglądając na zranionego tymi oskarżeniami -Na Syberię wysyłam tylko bardzo… oporne przypadki… takie jak maleńki Feliks i jego ludzie~. A ty przecież jesteś bardzo grzeczny i posłuszny da?- Ivan chyba nie mógł wyobrazić sobie piękniejszego widoku, niż obecny wyraz twarzy Litwy -A przynajmniej nie jesteś taki trudny do zdyscyplinowania jak Polsha-

-Skończ. Ten. Temat.- warknął Toris, Rosja dobrze wiedział jak wytrącić go z równowagi, znał jego słabości bardzo dobrze, a temat Feliksa był jedną z nich

-Och no dobrze, ale prosiłbym żebyś nie odnosił się do mnie w taki sposób- powiedział Ivan ostrzegawczo unosząc dłoń -Wracając do tematu, na razie nie mogę cię zabrać do swojego domu chociaż bardzo bym chciał… mamy tyle zaległości do nadrobienia, ale za to mam inne rozwiązanie.- Rosja wskazał na żołnierzy którzy mu towarzyszyli -Wybrałem ich specjalnie do tego zadania, będą twoimi… opiekunami. Będą pilnować, żebyś nie próbował zrobić czegoś głupiego, jak na przykład… wyjazd za granicę…- Toris skrzywił się nieznacznie, czy to możliwe, że Ivan przejrzał jego plany? -Będą dbać o twoje bezpieczeństwo Lietuva~! Czyż to nie miło z mojej strony?-

-Bardzo…- mruknął Litwa

-Wiedziałem, że to docenisz~! A teraz wybacz, mam bardzo dużo, bardzo ważnych interesów i nie mogę zostać dłużej. Do svidaniya towarzyszu!- z tymi słowami Rosja opuścił dom Litwy.

Toris spojrzał na żołnierzy którzy mieli go pilnować, część z nich zdążyła już opuścić budynek, zapewne po to, żeby obserwować go z zewnątrz, dwóch czy trzech zabrało się za przeszukiwanie posiadłości, a z nim został ten który wcześniej do niego mierzył, najwyraźniej miał za nim chodzić krok w krok.

Co prawda Toris domyślał się, że coś takiego może nastąpić, ale stało się to w chyba najgorszym możliwym momencie, potrzebował jeszcze może tygodnia, żeby zabrać się za wykonanie swojego planu, ale teraz… .

Teraz szanse na uratowanie Feliksa stopniały prawie do zera.


Feliciano wysiadł z samochodu tuż pod bramą posiadłości Niemiec, dość dawno tu nie był, ale nie pamiętał żeby wcześniej to miejsce sprawiało takie przerażające wrażenie. Włochy mimowolnie zadrżał z zimna, niby wygląd domu się nie zmienił, ale atmosfera panująca wokół… .

-To pewnie tylko moja wyobraźnia- powiedział cicho Veneziano, nie potrafił powstrzymać drżenia nóg kiedy zmierzał w stronę drzwi posiadłości.

-Uch… naprawdę wolałbym wrócić do domu- jęknął Feliciano stając przed drzwiami -Ale nie chcę wiedzieć co zrobiłby mi szef gdybym wrócił bez wykonania zadania… no i Lovino też pewnie spuściłby mi łomot-

Włochy wziął głęboki wdech i nacisnął dzwonek, teraz już nie było odwrotu.


Piekło~ piekło~ spłonę w piekle~. Mam tylko nadzieje, że będę mogła zabrać ze sobą lapka i że mają tam internet bo coś czuje, że rozdziałów tego fika jeszcze trochę będzie...

Руки вверх - Ręce do góry (ros.)
brangiausio - najdroższy (lit.)