Ciekawe jak tam Harremu idzie oklumencja. Powinien ją zaraz skończyć więc może jeszcze zdążę go jeszcze trochę wypytać. Oo. O wilkołaku mowa. Tylko co mu się stało, że biegnie jakby goniło go stado rozwścieczonych hipogryfów.

- Hej. Co ci się stało, że uciekasz z lochów jak opętany?

- Snape…on…chce…mnie…zabić – wydyszał.

- Coś ty znowu narozrabiał?

- To był przypadek. A teraz spadam stąd na wypadek gdyby mnie gonił.

No i uciekł aż się za nim kurzyło. Gryfon a taki tchórz. No i w ogóle chyba będę musiała mu strasznie podziękować za rozwścieczenie profesora, który pewnie wyżyje się na mnie. Dzięki ci Chłopcze- Który- Przeżył- Aby- Złościć- Snape'a.

Hermiona pełna obaw pojawiła się w pracowni. Tyle czasu tam spędzała, że już nawet nie musiała pukać i czekać jak ją profesor wpuści gdyż często się jej zdarzało, że sama warzyła eliksiry.

- Co tak późno?

- Jestem jeszcze przed czasem.

- To ja ustalam wymagania a ty powinnaś się do nich dostosować.

- Nawet do tych, których nie znam?

- Zwłaszcza do tych.

- Co mam dzisiaj robić?

- Twoim zadaniem jest przygotowanie dziesięciu kociołków eliksiru Lorenza. Bazy są już gotowe. Zrozumiałaś?

- Oczywiście.

- I skończ z tym „oczywiście". Nie znasz innych słów?

- Oczywiście, że znam!

- To to udowodnij i zacznij ich używać.

- Oczyw… - w tym momencie napotkała karcące spojrzenie nauczyciela – Dobrze profesorze.

- Już lepiej.

- Mogę o coś zapytać?

- Już zapytałaś, ale słucham dalej.

- Co znowu narozrabiał Harry, że uciekał stąd gdzie pieprz rośnie? Na dodatek krzycząc w niebogłosy, że profesor chce go zabić. Czyżby zaczął się wtrącać w pana prywatne sprawy?

- Nie twój interes!

- Czyli zaczął.

- Jak chcesz wiedzieć twój „przyjaciel" ma tendencje do wtykania nosa w nie swoje sprawy.

- I za to chciał go pan zabić? Myślałam, że przez te pięć lat zdążył się profesor do tego przyzwyczaić.

- Czyżby panna Granger właśnie powiedziała coś złego na swojego przyjaciela?

- Nie. Ja tylko stwierdziłam fakty.

- Fakty są już stwierdzone. Dlatego to są fakty, a nie tezy.

- To potwierdziłam ich autentyczność. W końcu niektóre plotki też są uważane za fakty.

- To może niech pani zacznie dodawać składniki do wywaru pulsującego aby eliksir, który masz uwarzyć stał się autentyczny jak fakty dotyczące Pottera.

- Oczywiście profesorze.

- Co ja ci mówiłem?

- Że mam używać innych słów niż „oczywiście".

- To dlaczego tego nie robisz?

- Ostatnio użyłam inne więc…

- Więc bierz się do roboty i mnie nie wkurzaj.

- Jak sobie profesor życzy. – dziewczyna przygotowała potrzebne ingerencje przy swoim stanowisku, a mężczyzna zajął miejsce przy biurku i zaczął sprawdzać jakieś wypracowania mrucząc pod nosem uwagi typu: „co za imbecyl z tego Puchona. Od kiedy beozar znajdziemy w korze brzozy?" albo „Jeszcze raz mi ktoś powie, że atrybutem Krukona jest rozum to go powieszę na jego własnym języku. Bo żeby napisać, że eliksir Żywej Śmierci służy do ożywiania trupów i tworzenia zombie to trzeba być kompletnym kretynem". Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

- Wejść.

- Witaj Severusie.

- Ach, to ty.

- Też się cieszę, że cię widzę. Witaj Hermiono.

- Dzień dobry dyrektorze.

- I jak ci się układa współpraca z profesorem?

- Chyba dobrze skoro jeszcze żyje.

- A lekcje oklumencjii i leglimencjii?

- Chyba też dobrze…

- Severusie?

- Nie jest dobrze, mimo że widać nie skretyniała do końca w towarzystwie Pottera i Weasley'a.

- No wie pan co!

- Spokojnie Hermiono. Profesor w ten sposób wyraża swoje zdumienie, że tak świetnie sobie radzisz.

- Wcale nie.

- Ależ owszem. Uważasz tak tylko nigdy się do tego nie przyznasz.

- Świetnie. Dobrze się dowiedzieć od kogoś innego co mówię i myślę. W końcu wszyscy wiedzą lepiej.

- Widzisz jacy jesteśmy zgodni?

- Po co Granger musiała w ogóle się tego uczyć?

- Będzie jej to potrzebne przy jej zadaniu.

- To moim zadaniem nie jest pomoc przy warzeniu eliksirów na potrzeby Zakonu?

- Na razie tak.

- A mogę wiedzieć co to za zadanie?

- Dowiesz się w swoim czasie.

- Co ty kombinujesz?

- Ja? Nic. O co ty mnie posądzasz Severusie.

- O to co planujesz dla panny Granger.

- Również dowiesz się w swoim czasie, bo być może będziesz jej towarzyszył.

- Nie zgadzam się.

- Uspokój się mój drogi. To nie jest jeszcze ustalone. Może będę miał dla ciebie ważniejsze zadanie niż pilnowanie Hermiony.

- Ale i tak się nie zgadzam.

- Nie musisz się już kłócić, bo jest jeszcze trochę czasu.

- Wolę już zacząć. Jeżeli ci będę o tym na każdym kroku przypominał to może będziesz miał dość mojego gadania i mnie nigdzie z nią nie wyślesz.

- Niezła taktyka profesorze.

- Nie życzę sobie żadnych tego typu komentarzy panno Granger.

- To już nie mogę prawić panu komplementów?

- Nie z tą ironią w głosie – dziewczyna prychnęła i zwróciła się do drugiego mężczyznę.

- Czy może mi pan cokolwiek zdradzić co będę miała robić? Chcę się móc jakoś przygotować.

- Możesz się przygotować na to, że nie spędzisz wakacji w domu.

- W jakim domu – obu mężczyzną nie umknęła mieszanina smutku i ironii w jej głosie.

- Więc możesz już wymyślić jakąś wymówkę dla swoich rodziców.

- Trzeba ich najpierw mieć – mruknęła pod nosem.

- I dla przyjaciół. Możesz się również przygotować na to, że oprócz tego że będę dalej uczył cię zaklęć dojdą do tego metody zwiększenia swojej mocy, które będziesz musiała stosować.

- Ona i jeszcze większa moc? Czy to rozsądne? Ona już ledwo panuje nad tą co ma.

- Wiem, że Hermiona jest potężną jest potężną czarownicą ale…

- Nic takiego nie powiedziałem.

- Nie przerywaj mi. Ale to zadanie będzie bardzo wymagające że tak powiem. I pamiętaj Hermiono, że nikt oprócz mnie no i może profesora Snape'a nie może wiedzieć gdzie jesteś i co robisz nawet…

- Nawet Ron i Harry. Tak wiem o tym.

- Bystra dziewczyna.

- Tu bym się kłócił.

- Co pan powiedział profesorze Snape?

- To może ja już pójdę i zostawię was samych? Do zobaczenia moi drodzy.

- Do widzenia! – odpowiedzieli chórem przy akompaniamencie zamykanych drzwi.

- Co pan powiedział?

- Głucha jesteś? Powiedziałem że bym się kłócił ze stwierdzeniem, że jesteś bystra.

- Czyżby?

- Tak. I przestań się zachowywać jakbyś się z Longbottomem na mózgi pozamieniała.

- Jeszcze tego nie zrobiłam, więc ma pan jeszcze szanse by zmądrzeć – mruknęła pod nosem.

- Czy ty próbujesz mnie obrazić?

- Ja? Jakbym śmiała.

- Nie tym tonem. Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?

- Ja wiem. Ale skoro profesor zapomniał kim jest to mogę przypomnieć.

- Jak tam eliksiry?

- Sprytna zmiana tematu. Kończę dziesiąty.

- Już? To znaczy. Co tak długo?

- Oj przepraszam za moje zabójcze tempo.

- Skąd ta ironia w pani głosie przy przeprosinach?

- Biorę z pana przykład.

- I myślisz, że dzięki temu będę dla ciebie milszy?

- Nie. Mam nadzieje, że doprowadzę pana do szewskiej pasji.

- Czyżby życie było ci niemiłe?

- Nie. Po prostu lubię patrzeć jak pan się złości. – odpowiedziała dodając do swoich słów szeroki uśmiech.

- Przestań się tak szczerzyć, bo ci zęby wyschną.

- Skończyłam.

- Widzę, że ty również sprytnie unikasz odpowiedzi.

- Więc przyznaje się pan, że pytanie o eliksiry było tylko metodą na uniknięcie odpowiedzi?

- Nic takiego nie powiedziałem! A teraz wynoś się stąd i niech cię moje oczy więcej nie widzą!

- O której i kiedy mam przyjść?

- Jutro o tej samej porze co zwykle. A teraz spadaj.

- Dobrej nocy profesorze.

- Niech ci się śnią same koszmary Granger.

xxx

Gdzie ta Ognista? Ta Granger mnie kiedyś wykończy. Co ta smarkula w ogóle sobie myśli? Fakt. Ona nie myśli. Chociaż już nie taka smarkula a szesnastoletnia kobieta. Stop! Snape! To twoja uczennica! I co z tego, że jest ładna i dobrze ci się z nią gada? Boże! Ja naprawdę potrzebuję tej Ognistej! Musze zapomnieć o tym wszystkim. Dobrze, że zawsze mam duży zapas eliksiru na kaca. Przezorny zawsze ubezpieczony. A ta Granger mogła by nie być taka ładna. To wszystko jej wina.

xxx

W końcu w Pokoju Wspólnym. Będzie można trochę się pouczyć. No nie. Tylko nie on. I diabli wzięli moje plany na dzisiejszy wieczór.

- Hej Miona. Co tak późno?

- Miałam eliksiry.

- Wiem. Ale zazwyczaj wracasz szybciej.

- Wydaje ci się Ron.

- Nie wydaje mi się. Powinnaś już być tu od dziesięciu minut.

- Moja wina, że się zagadałam z profesorem?

- Że co? Zagadałaś się z tym dupkiem?

- Nie obrażaj go! I w ogóle co w tym dziwnego, że mam ochotę czasami pogadać z kimś na poziomie.

- To nie możesz pogadać ze mną?

- Na poziomie to znaczy że nie o Quidditchu ani jedzeniu.

- To o czym w takim razie dyskutujesz z tym Nietoperzem?

- Po pierwsze Ron: nie obrażaj go. Po drugie: nie twój zasmarkany interes. Po trzecie: wymyśl jakieś nowe przezwiska bo słuchanie w kółko o dupku czy Nietoperzu z lochów jest już po prostu nudne.

- Tobie chyba coś na łeb spadło!

- Rozczaruje cię, ale nie. A teraz wybacz mi ale idę spać bo jestem zmęczona. Dobranoc.

- Dobranoc

W końcu w łóżku. I w ogóle co to było? Ta zemsta chyba już powoli wymyka się spod mojej kontroli. Nie dość, że Ron bzikuje i zaczyna wpadać w paranoje to na dodatek ja chyba naprawdę zaczynam lubić profesora. No i te jego oczy…ach… Opanuj się dziewczyno! To twój nauczyciel! Może i nim jest ale to nie zmienia faktu, że ma piękne oczy…

xxx

- I co się ciekawego dowiedziałeś mój Obserwatorze?

- Hermiona będzie miała jakieś zadanie w wakacje i jest możliwe, że profesor Snape będzie jej towarzyszył.

- Oby tak było.

- Dumbledore chce jeszcze bardziej zwiększyć moc dziewczyny.

- Co? Czy on do reszty oszalał? Przecież ona już jest najpotężniejszą uczennicą jaką miał Hogwart a na dodatek w tym momencie jest już potężniejsza od niektórych nauczycieli!

- Chyba faktycznie oszalał. Może zaszkodziły mu te cytrynowe dropsy?

- To nie jest powód do śmiechu.

- Wiem, ale nie możemy również nic z tym zrobić. W końcu nie mamy wpływu na decyzje dyrektora.

- Niestety.

- Wiesz co ci powiem?

- Co?

- Żałuj, że nie słyszałaś, żadnej z ich kłótni. A najlepsze jest to, że widać, że obydwoje cierpią z tego przyjemność.

- W końcu jakaś dobra wiadomość.

- Zostawiłem ją specjalnie na koniec by ci osłodzić rozczarowanie wynikające z poprzednich wiadomości.