Wszystko...

Każdy ma marzenia. Czy więcej szczęścia daje nam spełnienie swoich marzeń, czy też może spełnienie marzeń innych...

Rozdział 12 Mam marzenie

Harry, który zawsze musiał spędzać wakacje u Dursleyów, w tym roku nagle stanął przed koniecznością wyboru - czy ma jechać do Syriusza czy do Rona. Szczerze: obie propozycje średnio mu się podobały. Syriusz był w porządku, ale Grimauld Place było dość ponurym miejscem a i pusty zamek w Szkocji był zabawny, ale nie na dłuższą metę. U Rona z kolei było mnóstwo ludzi i pewno byłoby wiele rozrywek ale Harry zaczął chcieć od życia czegoś więcej niż tylko zabawy.

Wciąż nie wiedział, co ma z tym zrobić kiedy nieoczekiwanie pojawiła się trzecia opcja. Pytanie Draco spadło mu jak z nieba. Szczególnie po niespodziance z pominięciem szóstego roku. Kiedy Syriusz usłyszał całą sprawę zgodził się, że to najlepsze wyjście.

Teraz zostało mu tylko przekonanie Rona, który patrzył na niego pytająco, czekając na wyjaśnienie jego wcześniejszego wyjaśnienia. Najlepiej chyba będzie zrobić tak jak z Syriuszem...

- Kiedy spotkaliśmy się dzisiaj z Radą... - Zaczął od powodów, które usprawiedliwią jego decyzję. Jednak wiedział, że Ron i tak może ich nie przyjąć. - ...Powiedzieli, że jest przepis w regulaminie, że jak ktoś ma więcej niż 96 punktów z SUM-ów, to może ominąć jeden rok nauki i to nam zaproponowali. - Ron zamrugał jak sowa, przyswajając wiedzę. - Możemy po wakacjach uczyć się z siódmym rokiem i podejść z nimi do OWUTEM-ów. Przyjęliśmy to.

Ron niezbyt elegancko rozdziawił usta.

- Przenoszą was o rok wyżej? - Harry pokiwał głową. - Czyli nie będziemy już razem się uczyć... Ani mieszkać... - Ron pokręcił głową, potem zastygł, jakby się ocknął. - Ale to znaczy, że musicie zakuć w wakacje cały szósty rok!

Harry poczuł się lekko nieswojo, gdyż kiedy zastanawiał się nad całą sprawą nie pomyślał o tym, że będzie musiał zostawić swoich przyjaciół i kolegów z roku i z dormitorium. Myślał tylko o sobie... Potrząsnął głową, nie czas teraz o tym myśleć, podjął decyzję i teraz już jej nie zmieni, nawet gdyby miał wątpliwości. Oficjalnie się z Draco zadeklarowali. Wszyscy już się zaangażowali w organizację ich doszkalania.

Druga sprawa, którą zobaczył i poruszył Ron była znacznie ważniejsza - o to właśnie w tym chodziło. Pokiwał głową.

- Dokładnie tak, Ron, mamy mnóstwo nauki. Snape i Malfoy już nam zorganizowali dodatkowe zajęcia z nimi i z Syriuszem a nawet Lupinem, chociaż Snape go nie znosi, - Voldemorta wolał na razie pominąć i przeszedł do sedna. - Dlatego wszyscy razem zadecydowaliśmy, że mam na wakacje jechać do Malfoyów, żeby nie robić zbędnych problemów z logistyką.

- Kurczę, Harry. - Ron podrapał się w czoło i potarł kark. - To jasne, jak macie się razem uczyć, tak będzie wygodniej. - Pokręcił głową wciąż nie dowierzając, że ktoś może sam wybrać coś takiego. - Ale że wam się chce spędzić wakacje na nauce. - Rozszerzył oczy mając kolejne olśnienie, - i rok wcześniej iść do pracy. Nie lepiej było grzecznie podziękować i jeszcze dwa lata sobie pożyć jako uczeń? W końcu wreszcie możesz robić, co chcesz.

Harry wzruszył ramionami.

- Chcę być Aurorem, Ron. Lubię to: zaklęcia, zagadki, pojedynki, walka ze złem - to co my robiliśmy od pierwszego roku, ale na poważnie, z całą wiedzą i praktyką Ministerstwa... chcę z nimi pracować i chcę mieć jak najlepszy start. Te wyniki stawiają mnie w lepszej pozycji, to moja szansa, Ron. A u Malfoyów nauczę się więcej o czarodziejskim świecie i obyczajach. Ojciec Draco pracuje w Ministerstwie i o tym też na pewno będę mógł z nim porozmawiać. - Spojrzał niemal przepraszająco na przyjaciela.

- Jasne, rozumiem. My nie moglibyśmy ci tego zapewnić. - Ron starał się mówić spokojnie, ale było słychać gorycz. W końcu jego ojciec też pracował w Ministerstwie, Weasleyowie też byli czarodziejami czystej krwi.

Harry poczuł się fatalnie, nie chciał obrazić rodziny przyjaciela. Musiał szybko myśleć.

- Wy jesteście zbyt nowocześni a ja muszę poznać tradycje, wychowałem się u mugoli, potrzebuję podstaw kultury i tradycji. Malfoyowie wciąż się tego trzymają. - Dobrze, tak o wiele lepiej to zabrzmiało.

Ron tylko pokiwał głową, nie był zadowolony z wyboru przyjaciela jednak widoczne było, że poczuł się lepiej jako nowoczesny czarodziej, w porównaniu z zacofanymi Malfoyami. Przechylił głowę, mrużąc oczy.

- No dobra, rozumiem. Masz ambicje, oni ci mogą pomóc. - Skrzywiony przyjrzał się badawczo Harry'emu. - Ale spotkamy się w czasie tych wakacji?

- Jasne. - Natychmiast go zapewnił, oddychając z ulgą. Ron wciąż uważał go za przyjaciela i chciał dalej się z nim trzymać. - Nie będziemy przecież tylko wciąż się uczyć. Może razem z Draco do was wpadniemy albo wy do nas? Malfoyowie mają mnóstwo świetnych miejsc: parki, basen, boisko. Możemy pograć w Quidditcha. Będziemy mieli, co robić. - Nim zdążył się rozgadać, otworzyło się przejście i pierwsi uczniowie zaczęli się schodzić po kolacji.

Koledzy od razu podeszli do nich by wypytywać o tę całą sprawę z najlepszymi wynikami i o ich spotkanie z Radą. Harry zaczął opowiadać o samym spotkaniu i o swoich planach na przyszły rok, tym razem bardziej szczegółowo niż Ronowi, z którym chciał jak najszybciej przejść do sedna.

Gryfoni oczywiście byli dumni z jego sukcesu, choć u niektórych wyczuł też nieco zawiści: Harry Potter zawsze musi być lepszy i ma jakieś przywileje. Nie miało znaczenia, że nie dostał je za nazwisko ale ciężko na to zapracował. Za to uczniowie szóstego roku od razu spojrzeli na siebie porozumiewawczo kiwając głowami.

- Mamy Pottera!

Wysoki chłopak, którego Harry pamiętał mgliście z któryś eliminacji do drużyny uśmiechnął się szeroko i przysiadł na poręczy fotela Harry'ego, obejmując go ramieniem a druga ręką ściskając jego dłoń.

- Markus jestem, Markus Moore. Będziesz musiał się przenieść do naszego dormitorium. W naszym pokoju jest wolne miejsce a właściwie dwa. Będziesz mógł wybrać, Harry. Może chcesz teraz zajść, obejrzeć nasze pokoje? - Zachęcająco machnął ręką wskazując na schody na górą.

- O nie! - Wtrącił się natychmiast Seamus. - Może Harry będzie z wami się uczył, ale za rok. Teraz jest nasz!

- Dokładnie tak. - Zainterweniował też Ron. - Na razie nic się nie zmieniło. - Objął Harry'ego ramieniem i pociągnął na kanapę miedzy ich rocznik.

Harry uśmiechnął się przepraszająco do swoich nowych - przyszłych kolegów. Od razu poczuł się lepiej, kiedy tak fajnie zareagowali. W sumie o tym też nie pomyślał, że będzie musiał się uczyć i mieszkać z właściwie nieznanymi do tej pory chłopakami.

Nie przemyślał wcale tej sprawy! Miał szczęście, że wszystko się tak dobrze ułożyło i zarówno jego obecni jak i nowi koledzy się o tę całą sprawę nie obrazili i wszyscy dalej chcą go mieć w swoim gronie. Naprawdę: Głupi ma szczęście.

Minęło jeszcze kilka godzin na rozmowach. Koledzy z drużyny oczywiście natychmiast się dopytywali, czy mając tyle nauki dalej będzie grał. Wyjaśnił, że nigdy nie miał zamiaru rezygnować z Quidditcha. (Chociaż szczerze: była to kolejna kwestia o jakiej nie pomyślał.)

W końcu wszyscy powoli porozchodzili się po dormitoriach. Harry był zbyt zmęczony aby myśleć o oczekującym go weekendzie, ale kiedy ustawiał alarm nie mógł powstrzymać się przed myślą, że po tych całych planowanych przez Draco "atrakcjach" będzie być może jeszcze bardziej zmęczony niż przed weekendem.


Kiedy różdżka zawibrowała i zaczęła cicho dzwonić na pobudkę, Harry miał ochotę nakryć głowę poduszką i udawać, że jej nie usłyszał. Nie miał szans. Już po kilkunastu sekundach koledzy zaczęli syczeć i jęczeć a potem rzucać w niego poduszkami i co tam mieli pod ręką.

- Wyłącz ten alarm, Potter i się zbieraj. Daj ludziom pospać w sobotę.

Harry wstał i rozejrzał się po pokoju. Ron był zwinięty w kulkę i odwrócony do niego plecami. Albo jeszcze spał, albo udawał bo jednak był trochę na niego obrażony. Postanowił tego nie sprawdzać. Wystarczająco stresowało go, że nie miał pojęcia, czego tak naprawdę się po tym dniu spodziewać. Draco lubił iść na całość... Chociaż w sumie, co takiego mógł wymyślić?

Kiedy już zdecydował się wstać, Harry szybko się umył i ubrał. Nie wybierał specjalnie ubrania, bo w końcu i tak mieli kupować nowe. Włosom i tak by nie dał rady a po co wałczyć z fryzurą idąc do fryzjera? O dziwo wcale nie wyglądał przez to gorzej niż zwykle. Może niepotrzebnie się codziennie starał?

Kiedy wyszedł z dormitorium na schody usłyszał jak ktoś dyskutuje z obrazem a potem jeden z Gryfonów otworzył przejście od środka i rozległ się zniecierpliwiony głos Draco, który na jego widok skrzywił się i skomentował - spokojnym głosem - dżentelmeni nie krzyczą.

- Harry, miałeś być gotowy na ósmą. Wiesz, że nie zostajemy na śniadanie w szkole.

Harry wzruszył ramionami. - Jestem gotowy.

Przyjaciel tylko wzniósł oczy do nieba, błagając o cierpliwość i bez słowa odwrócił się do wyjścia. Harry szybko ruszył za nim. Obecni w salonie Gryfoni zachichotali na tę scenę, Harry tylko przewrócił oczami i wzruszywszy ramionami wyszedł na korytarz. Draco już znikał za zakrętem. Harry kręcąc głowa i uśmiechając się pod nosem podążył za nim do lochów.

Mieli udać się do Snape'a a potem kominkiem do Malfoyów i stamtąd po śniadaniu ruszyć razem z Draco na miasto. Dorośli uznali, że Draco w zakupach jest najlepszy ze wszystkich znanych im czarodziejów więc ich pomoc nie będzie potrzebna i chłopcy mogą spokojnie wybrać się we dwójkę.

Harry nie był pewien, czy to go cieszy. Nie będzie miał ze sobą nikogo, kto mógłby stanąć w jego obronie i spróbować przekonać Draco, jeżeli jego pomysły będą dla niego zbyt radykalne. Radosny entuzjazm Draco przerażał go, na szczęście mógł przynajmniej ufać w jego dobry gust, nawet jeśli przekroczy granice jego wytrzymałości to nie granice dobrego smaku.

Kiedy weszli do salonu Snape był już gotowy. Krótko ich przywitał ale kiedy Harry skierował się śladami Draco natychmiast w stronę kominka, gestem zatrzymał go i podniósł jakiś leżący na stole kawałek plastiku, który wyciągnął w stronę Harry'ego.

- To twoja karta, Harry.

Chłopak machinalnie uniósł rękę i przyjął podany przedmiot. Przypominał mugolskie karty identyfikacyjne, czy bankowe. Sam oczywiście żadnej nigdy nie miał ale widział w telewizji. Wuj Vernon chyba też miał takie coś. Tymczasem profesor widząc jego zagubione spojrzenie wyjaśnił.

- W eleganckich salonach - a Draco tylko w takich bywa nie chodzi się z workami monet. Gobliny sporządziły takie karty dla poważnych klientów z większymi skrytkami. Zamówiłem ją dla ciebie już wcześniej, na wypadek gdybyś miał robić większe zakupy. - Wyciągnął palec wskazując okienko na trzodzie karty z małymi cyferkami - To jest stan twojego konta. Żebyś wiedział na co możesz sobie pozwolić. Z tyłu jest mikroświstoklik, kiedy przyłożysz go do rachunku gobliny przeniosą galeony z twojego konta na konto sklepu.

Spojrzał w stronę kominka, w którym zniknął Draco, czy czasem nie zawrócił albo nie połączył się, żeby ich pośpieszyć.

- Można ustalić limit kwoty na każde zakupy, ale że teraz macie kupić naprawdę wiele rzeczy tym razem go nie ustawiono. Jedyne czego nie możesz ruszyć to kapitał główny, wszystkie zyski z lokat i inwestycji, jakie gobliny założyły na polecenie twojego ojca są do twojej dyspozycji. - Snape uśmiechnął się żartobliwie. - Tylko nie musisz o tym mówić Draco. Jak go poniesie może ci wyczyścić skrytkę na same buty.

Harry zrobił naprawdę przerażoną minę i Snape ze śmiechem poklepał go po ramieniu.
- Nie martw się tak. Żartowałem. - Widząc powątpiewające spojrzenie chłopaka profesor tylko się roześmiał. - Za dużo o tym myślisz Harry, po prostu zrelaksuj się i staraj cieszyć tym dniem. I tak nie możesz nic zrobić, nie znasz się na takich sprawach, zaufaj Draco. - Lekko popchnął go w stronę kominka. - No już, ruszaj.

Harry wciąż nie był ani szczęśliwy, ani spokojny, ale Snape miał rację. Musiał zaufać Draco. Raz kozie śmierć. Wziął garść proszku i sypnął na ruszt, nauczony złym doświadczeniem bardzo wyraźnie mówiąc.

- Malfoy Manor.


W rezydencji Malfoyów już kolejny raz od rana panowało zamieszanie. Ciekawe co tym razem wymyślili... Wczoraj wrócili naprawdę późno, zbyt późno by się z nim spotkać, Lord Voldemort chciał więc wreszcie porozmawiać z nimi o wczorajszym spotkaniu w Hogwarcie i o chłopcach. Skierował się schodami na dół. Pewno już czekają na niego w salonie, żeby przejść razem do jadalni.

Pewnym krokiem wszedł przez otwarte drzwi do salonu i rozejrzał się. Owszem, Malfoyowie czekali, ale na tle jasnego światła bijącego z drzwi na taras zobaczył jeszcze dwie osoby stojące w tych drzwiach. Zamrugał oczami, by przystosować je do słońca i rozpoznał te osoby: Draco Malfoy a obok niego Harry Potter. Draco pokazywał przyjacielowi słynny ogród Malfoyów - dumę Narcyzy, która nie tylko nadzorowała skrzaty, ale też często osobiście w nim pracowała.

Kiedy chłopcy usłyszeli, że ktoś wszedł do salonu obejrzeli się i Lord znowu ujrzał te przeszywające szmaragdowe spojrzenie. Na jego widok Draco natychmiast skłonił się głęboko. Harry tylko pochylił głowę patrząc na niego uważnie i ogarniając szybko jego wygląd.

Voldemort odwzajemnił mu się tym samym. Zawsze kiedy go zobaczył zaskakiwał go wygląd chłopaka. Na żywo wyglądał o wiele lepiej niż w myślach czy wspomnieniach.

Lucjusz spojrzał na chłopców z uśmiechem a następnie zwrócił się do Czarnego Pana.

- Skoro wszyscy już jesteśmy, możemy iść do jadalni?

Voldemort nie ruszył się z miejsca. - Nie mówiłeś Lucjuszu, że będziecie dzisiaj mieć gościa.

Malfoy lekko się speszył. Cholera, jak mógł zapomnieć uprzedzić Czarnego Pana.

- Tak, Mój Panie, ale wszystko omówiliśmy wczoraj i nie miałem potem okazji z tobą rozmawiać. - Szybkie ostre spojrzenie wyraźnie mówiło, że usprawiedliwienie nie zostało przyjęte. Lucjusz przełknął ślinę i kontynuował wyjaśnienie. - Wiesz, że Draco postanowił zaprosić Harry'ego na wakacje. Harry się zgodził, ale że nie ma zbyt wielu rzeczy chłopcy postanowili zrobić razem dla niego większe zakupy. Zwolniliśmy ich na weekend ze szkoły i zaraz po śniadaniu wybierają się do Paryża.

- Paryża? - Harry do tej pory słuchający z uwagą i obserwujący tę wymianę zdań niemal zapiszczał, w tej chwili nie dbał o to, czy to kulturalne, przerywać rozmowę dorosłych. Odwrócił się do Draco. - Paryża?! Mówiłeś, że jedziemy do Londynu!

Przyjaciel spojrzał na niego jak na idiotę.

- Nic nie mówiłem o Londynie. Mówiłem, że pójdziemy na miasto. - Draco wydął wargi i zmarszczył nos. - W Londynie można dokupić jakieś pojedyncze rzeczy, ale prawdziwe zakupy trzeba robić w prawdziwych salonach. - Uniósł palec mówiąc tonem nauczyciela wyjaśniającego podstawy magii. - Moda jest kreowana w Paryżu. To stolica mody, stylu i dobrego smaku. Londyn?! - Aż się zatrząsł z odrazą. - Doprawdy, Harry. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć.

Voldemort patrzył na tę przemowę w wykonaniu Draco z lekkim uśmieszkiem. Wyraźnie już się otrząsnął z zaskoczenia. Harry zobaczył ten uśmieszek i też się uśmiechnął, aż nazbyt słodko.

- Może przejedziesz się z nami, Tom? Na pewno też mógłbyś coś znaleźć dla siebie.

Malfoyowie zamarli. Ton i treść wypowiedzi Harry'ego była nie do pomyślenia w stosunku do Czarnego Pana.

Voldemort chciałby przyjąć to zaproszenie, jednak.. tylko się roześmiał, tym razem już szczerze i otwarcie i zamachał rękami odżegnując się od tego pomysłu.

- O nie, Harry, to wasz dzień. Tylko bym wam przeszkadzał. Bawcie się dobrze chłopcy, my staruszkowie zostaniemy przy naszych dorosłych sprawach. - Dodał żartobliwie spoglądając na Malfoyów, którzy też uśmiechnęli się, chociaż nie aż tak radośnie.

Harry słysząc odpowiedź trochę się skrzywił zawiedziony. Co prawda pomysł wpadł mu do głowy z zaskoczenia, ale faktem było, że Czarny Pan to jedyna osoba która byłaby w stanie zapanować nad entuzjazmem Draco. Westchnął ciężko, nie ma dla niego ratunku. Uśmiechnął się jednak bohatersko i zwrócił się do ich gospodarza, który przez tę rozmowę chyba był w lekkim szoku.

- Bardzo dziękuję za zaproszenie, panie Malfoy.

Ojciec Draco jakby się ocknął i przybrał standardowy uprzejmy uśmiech.

- Cieszę się, że zechciałeś do nas przybyć Harry. - Zrobił szeroki ruch ręką, wskazując na otwarte drzwi i wrócił do roli idealnego gospodarza domu. - Zapraszam wszystkich do jadalni, skrzaty już przygotowały śniadanie. - Wyciągnął dłoń do Narcyzy, która z uśmiechem ją ujęła i ruszyli pierwsi w stronę drzwi.

Voldemort zwrócił się w stronę chłopców. Skinął głową Draco i odezwał się do Harry'ego:

- Naprawdę się cieszę znowu cię widząc, Harry.

Chłopak przechylił głowę ze złośliwym uśmieszkiem.

- Lepiej się do tego przyzwyczajaj, Tom. Za tydzień zaczynają się wakacje. Wiesz przecież, że twoi gospodarze także i mnie zaprosili? Będziemy potrzebowali każdej pomocy, żeby się przygotować do szkoły. Mam nadzieje, że i ty się zaangażujesz?

Lord poważnie pokiwał głową i położył dłoń na jego plecach kierując w stronę jadalni.

- Oczywiście, że wam pomogę, Harry. - Nachylił się do niego z szerokim uśmiechem, niby konspiracyjnie wyznając. - Wiesz..., kiedyś chciałem być nauczycielem.

Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi i odwrócił do Draco:

- Widzisz, Draco? Spełniamy marzenia. - Potem znowu wrócił uwagą do swego towarzysza. - Czyli robimy ci przysługę... - Uśmiechnął się chytrze. - Co z tego będziemy mieli, Tom? - Voldemort w odpowiedzi tylko roześmiał się a ponieważ byli już w jadalni odsunął dla Harry'ego krzesło i sam usiadł obok niego.

Idący tuż za nimi Draco nie wiedział, czy ma ochotę się śmiać, czy krzyczeć. Widział jedyne spotkanie Harry'ego z Czarnym Panem i było sztywne i niezręczne. Teraz jednak zachowywali się jak starzy przyjaciele. Co się tu na Melina, dzieje?!


Śniadanie przebiegło w raczej cichym i nerwowym nastroju. Jedynie Harry i Tom zachowywali się swobodnie, rzucając sobie nawzajem dość złośliwe uwagi i wprawiając tym w osłupienie resztę towarzystwa. Wszystko co dobre, jednak szybko się kończy i gdy tylko skończyli jeść Draco natychmiast pociągnął Harry'ego w stronę kominka, Żegnając się dość obcesowo jak na tak układnego arystokratę.

- Dziękujemy bardzo, było miło ale musimy już iść. Dzień jest krótki a my mamy dużo do zrobienia. - Harry ledwo zdążył skinąć głową na pożegnanie gospodarzom i pomachać Tomowi, który śmiejąc się odpowiedział tym samym i już byli w kominku. Draco mocno chwycił go za rękę wypowiadając niezrozumiałą dla niego francuską nazwę i fiuu - byli na miejscu.

Harry nie wiedział czego się spodziewać ale i tak był zaskoczony. Wyszli w szerokim eleganckim holu, przestronnością trochę przypominającym mu ten w Ministerstwie, tylko że tutaj nie było hałasu i tłumu czarodziejów. Rozbrzmiewała za to cicha, uspokajająca muzyka. Na środku stał ogromny marmurowy wazon a w nim piękne egzotyczne kwiaty. Jednak nie było czuć dusznego kwiatowego zapachu, zapewne magicznie je go pozbawiono, żeby nie przytłaczał gości.

Na ścianach wisiały jasne akwarele z wakacyjnymi pejzażami: plaże, palmy, egzotyczne rośliny i zwierzęta. Białe ściany i lekkie bambusowe i ratanowe fotele i stoliki pogłębiały tę wakacyjno- kolonialną atmosferę. Harry bezwiednie od razu poczuł się spokojny i odprężony.

Kiedy tylko wyszli z kominka w korytarzu pojawiła się młoda, śliczna i elegancko ubrana czarownica, miała prostą długą białą sukienkę że złotym pasem i złote sandały, a włosy luźno rozpuszczone. Też wyglądała jak na wakacjach. Jak Kleopatra na wakacjach.

Z szerokim uśmiechem podeszła do Draco, witając go uściskiem i całując w policzek jak dobrego znajomego. Potem oboje spojrzeli na Harry'ego, który natychmiast poczuł się speszony i zażenowany. Dziewczyna dokładnie go lustrowała i nie była zachwycona tym, co widziała.

Uśmiechnęła się także do niego i wyciągnęła rękę na przywitanie.

- Witaj Harry. Jestem Michele, prowadzę ten salon. Draco mówił, że chcesz zmienić swój wizerunek. Cieszę się, że zwróciłeś się do nas o pomoc. - Rzuciła mu szybkie taksujące spojrzenie. - Myślę, że najlepszy będzie pakiet super premium. - Zwróciła pytające spojrzenie na Draco.

Ten potakująco skinął głową.

- Zdajemy się na ciebie, Michele. Zrób co uważasz za konieczne.

Dziewczyna kolejny raz, już bardziej drobiazgowo obejrzała krytycznie Harry'ego, cały czas jednak uśmiechała się naprawdę milo, więc był bardziej zawstydzony niż obrażony. Zakończywszy inspekcję czarownica zawołała kilka innych pracownic salonu i wydala instrukcje.

- Najpierw masaż, potem manicure, pedicure i twarz. - Widząc zaszokowane spojrzenie Harry'ego uśmiechnęła się uspokajająco. - Nie bój się, nie zrobimy z ciebie dziewczyny, to tylko zabiegi dla zdrowia i dobrej kondycji twojej skóry i paznokci. Włosami zajmą się już u fryzjera. - Zastanowiła się chwilkę. - Myślę, że za trzy godziny będzie już gotów na ten etap. - Odwróciła się z uśmiechem do Draco. - Chcesz skorzystać z jakiś usług, czy pójdziesz przez ten czas na miasto?

Harry zwrócił na Draco przerażone spojrzenie. Czarownica i jej pracownice wyglądały sympatycznie i profesjonalnie ale nie chciał zostać sam w tym miejscu. Draco zrozumiał jego niemą prośbę.

- Proszę o to samo, co Harry, Michele. We dwójkę raźniej. - Uśmiechnął się do przyjaciela, który nawet nie próbował ukryć ulgi i wdzięczności.

Michele uśmiechnęła się ze rozumieniem i lekkim rozbawieniem i oddała ich w ręce swoich pracownic, sama wracając do biura.

Kiedy przeszli do przebieralni Harry dopytywał się, dlaczego to musi tak długo trwać.
- Czy w czarodziejskim zakładzie to nie powinni mieć na to zaklęć.

Draco zaśmiał się ale cierpliwie wytłumaczył:
- Zaklęcie mogą zmienić cię wizualnie, ale ich efekty szybko znikają. Dla prawdziwej zmiany twoje ciało i umysł muszą wiedzieć, że coś się naprawdę dzieje, po to żeby efekt był trwały. Poza tym to naprawdę jest przyjemne, Harry. Zobaczysz, że ci się spodoba. Ostatnio miałeś dużo stresów, tutaj się odprężysz i za trzy godziny poczujesz się jak młody bóg.

Harry miał swoje wątpliwości co do teorii Draco. Po trzech godzinach stwierdził, że może i usługi kosmetyczne są przyjemne i uspokajające ale zdecydowanie nie w jego stylu. Ten raz mu w zupełności wystarczył.

Wciąż zawinięty w puszysty biały szlafrok został przekazany w ręce fryzjera Jean Claude'a. Prześliczny, wymuskany chłopak wręcz płakał na widok jego włosów i nie chciał ich nawet dotknąć zanim jego asystent nie umyje ich i nie nałoży tony przeróżnych odżywek. Harry nie widział sensu w pakowaniu odżywek we włosy, które i tak będą ścięte, ale z profesjonalistą się nie dyskutuje. Zresztą wcześniejszy pobyt u kosmetyczek ostatecznie złamał jego opór.

Po pół godzinie wreszcie został usadzony w fotelu przed lustrem i po raz pierwszy od wejścia do tego przybytku mógł się obejrzeć. Naprawdę zadziwił się swoim wyglądem. Jego skóra była gładka i błyszcząca. Włosy spływały łagodnymi falami, z wyglądu miękkie i gładkie. Naprawdę, dla niego było super, ale Jean Cladude tylko zacmokał z dezaprobatą i zaczął je przegarniać, dłońmi przesuwając pasma w różne strony i z namysłem rozważając różne opcje.

Wreszcie zdecydował się:

- Twoje włosy, 'Arry bardzo trudne do układania. Nie mogą być za krótkie. Z boku i z tyłu je skrócimy, ale góra zostanie jak jest. Przy mniejszej ilości nie będzie już odstawać tylko falami opadać w dół. - Ściągnął jego włosy ze spodu w tył i pokazał jak będą wyglądać te, które zostaną.

Draco skinął głową z aprobatą. Harry'emu też się ten pomysł spodobał. Zmiana nie będzie zbyt drastyczna a efekt... Też skinął głową na zgodę. Jean Claude uśmiechnął się promiennie i chwycił swoje nożyczki.

Kolejna godzina minęła i Harry przebrany znowu w swoje szaty znalazł się ponownie w holu, gdzie czekał na niego Draco rozmawiający z Michele. Czarownica na jego widok uśmiechnęła się promiennie i obejrzała go, tym razem z miną pełną zachwytu i dumy.

- Jak ci się spodobała wizyta u nas, Harry? Czy jesteś zadowolony z wyniku?

Harry pokiwał głową ze szczerym uśmiechem.

- Tak, jestem bardzo zadowolony. Było naprawdę przyjemnie a efekt jest niesamowity. - Michele uśmiechnęła się jeszcze szerzej, szczęśliwa z pochwały. Zadowolony klient to darmowa reklama.

- Bardzo mnie to cieszy, Harry. Zapraszam ponownie, kiedy tylko będziesz miał ochotę.

Harry skinął głową, dziękując ale w myślach obiecując sobie, że nigdy więcej nawet wołami go w takie miejsce nie zaciągną. Wyjął kartę chcąc zająć się rachunkiem, ale Draco nakrył jego dłoń i pokręcił przecząco głową.

- Ty chciałeś tylko zakupić nowe ubrania, to był całkowicie mój pomysł, więc już sam zapłaciłem. Zresztą za podwójny pakiet dostaliśmy zniżkę. - Harry otworzył usta, by zaprotestować, ale Draco tylko uśmiechnął się i pożegnawszy Michele stanowczo pociągnął go do wyjścia. - Nie martw się Harry, jeszcze zdążysz dziś wydać niemało galeonów. Teraz idziemy do Calvina Kleine'a.

Harry wiedział, że za tę wizytę Draco pewno zapłacił więcej niż przeciętna czarodziejska rodzina wydaje przez kilka miesięcy ale wiedział też, że wszelkie próby dyskusji z nim spowodują tylko, że chłopak się obrazi. Zapisał więc to sobie w pamięci i postanowił odwdzięczyć się przyjacielowi przy pierwszej nadarzającej się okazji.


Było już po czternastej i Harry zaczynał być głodny jednak Draco pędził przed siebie z entuzjazmem rozprawiając o różnych strojach, które będą oglądać. Harry nie rozumiał połowy z jego wywodów, uznał jednak, że nie będzie mu przerywać. Do tej pory jeszcze nigdy nie widział aby przyjaciel był czymś aż tak podekscytowany. Oczy mu błyszczały i cały czas się uśmiechał, pewno nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Harry nie chciał marudzić, aby nie psuć mu zabawy. W końcu to tylko jeden weekend, da radę.

Kiedy wreszcie dotarli do salonu, zamiast do przeglądania półek i wieszaków z ubraniami, zostali przez hostessę zaproszeni do małego saloniku, urządzonego w stylu, który Harry kojarzył właśnie jako francuski. Eleganckie tapicerowane foteliki i mały rzeźbiony stolik ze złoconymi nóżkami i inkrustowanym blatem. Na ścianach zamiast papierowych tapet były jedwabne tkaniny w jasne kwiatowe wzory a naprzeciwko stolika ścianę zakrywała nieco ciemniejsza w odcieniu kotara.

Zanim zdążyli usiąść zza kotary wyszedł uśmiechnięty i wyglądający na szczerze zachwyconego ich wizytą około trzydziestoletni czarodziej. (Miał się z czego cieszyć, pomyślał zgryźliwie Harry, Draco pewno go uprzedził ile rzeczy mają zamiar kupować). Był wysoki, smukły, czarnowłosy - z wyglądu trochę przypominał Harry'emu Voldemorta, tylko, że miał na sobie nowoczesne kolorowe ubranie, jakiego Czarny Pan na pewno by nie założył.

Mężczyzna przywitał ich obu zaskakująco mocnym uściskiem dłoni, przedstawiając się jako Henri i klasnął na skrzata, który przyniósł im kawę i herbatę oraz talerze z przekąskami. Czyżby jednak nie byli w salonie mody? Harry nie miał nic przeciwko. Swobodnie rozmawiając o mieście i pogodzie zjedli lekki lunch i kiedy skrzaty zabrały naczynia, Henri przeszedł do rzeczy. Obejrzał szybko Harry'ego i wdał się z Draco w dyskusję po francusku.

Harry nie rozumiał ani słowa więc nawet ich nie słuchał, zanurzając się w myślach o bliskich wakacjach. Nagle klaśnięcie w dłonie wyrwało go ostro z zamyślenia. Poderwał głowę i zobaczył jak zza zasłony wychodzi młody chłopak o jego sylwetce i podobnej karnacji. Może nie wyglądał jak jego sobowtór ale mógłby ujść za kuzyna.

Harry domyślił się, że tak wygląda tutaj dobieranie szat. W sumie to rozsądne. Na człowieku lepiej widać ubranie niż na wieszaku a sam klient nie musi cały czas się przebierać. Jemu to odpowiadało, w zakupach najbardziej nienawidził właśnie przymierzania. Nie żeby miał za sobą wiele zakupów, tylko szaty do szkoły, bo zwykłe ubrania dostawał po Dudley'u.

Chłopak miał na sobie ciemnozieloną wyjściową szatę a pod nią proste czarne spodnie i białą koszulę. Do tego ciemnobrązowe trzewiki. Draco przyglądał mu się uważnie a potem zwrócił się do Harry'ego.
- Co o tym myślisz?

Teraz Harry przyjrzał się uważnie modelowi, przechylając głowę. Ubranie było nie przesadnie modne i nowoczesne. Wyglądało na wygodne. Nie szalał za ubraniami tak jak Draco ale to naprawdę mu się spodobało. Skinął głową akceptując.
- Może być.

Draco jeszcze raz obejrzał modela i też skinął głową precyzując.
- Może być na co dzień. Dopasuj do Harry'ego i weźmiemy to dzisiaj. - Polecił władczo.

Henri skinął głową i szybko rzucił na Harry'ego zaklęcie mierzące a potem zapisane na kartce wyniki przekazał modelowi, który wziął je, by przekazać krawcowi i zniknął z powrotem za kotarą. Draco tymczasem zażądał czegoś na bardziej eleganckie okazje i znowu po francusku omawiał z Henrim kolejne szaty, potem kolejne i kolejne...

Modele pojawiali się i znikali, ubrania, które zyskały ich aprobatę miały po dopasowaniu zostać wysłane prosto do Malfoy Manor i czekać w przygotowanych dla niego komnatach. Po czterech godzinach Draco wreszcie uznał, że to na razie wystarczy. Henri przyniósł wybrane na początku szaty i Harry przebrał się w nie, dotychczasowe ubranie zaś zostało zapakowane w elegancką firmową torbę na ramię, którą zabrał ze sobą.

Po uregulowaniu rachunku opuścili salon żegnani przez uszczęśliwionego, zginającego się w ukłonach sprzedawcę.

Kiedy zamiast skorzystać z kominka w salonie mody wyszli na ulicę Harry nie wiedział czego oczekiwać. Był przekonany, że po zakupach wrócą do domu Malfoyów lub do Hogwartu. Draco tymczasem ruszył przed siebie spokojnym, choć szybkim krokiem.

Widząc zaciekawienie i zdezorientowanie Harry'ego wyjaśnił nie zwalniając kroku.
- Międzynarodowe podróże zużywają zbyt wiele mocy i Ministerstwo ustala limity, których przekroczenie drogo kosztuje. Nie ma sensu wracać dzisiaj do domu a rano znowu tutaj. Ojciec załatwił nam nocleg - mamy w Paryżu starą ciotkę, siostrę ojca, która nie wiadomo czemu mnie uwielbia i gdyby się dowiedziała, że tu byłem i nie zaszedłem do niej obraziłaby się śmiertelnie. A dowiedziałaby się, to stara plotkara.

Skrzywił się i wzdrygnął na myśl o tym, co musiałby zrobić by ją udobruchać, gdyby się obraziła.
- Lepiej skorzystajmy z jej gościny, ona będzie szczęśliwa a nam to zaoszczędzi czasu i opłat.

Harry znowu poczuł wstyd. Nawet nie przyszło mu do głowy, że fiuu może mieć limity i że dla niego Malfoyowie mogą je przekroczyć. Draco naprawdę się starał, on i jego rodzice a on sam się zachowywał jakby to on robił im łaskę, że to wszystko przyjmuje.

Zrobił przepraszającą minę.
- Draco, dziękuje ci za to wszystko, co dla mnie robisz, naprawdę to doceniam i jestem wdzięczny.

Draco rozjaśnił się, cieszyły go same zakupy ale to, że Harry doceniał jego wysiłki i był wdzięczny sprawiło mu jeszcze większą radość. Machnął jednak ręką zbywając jego podziękowania.

- Nie ma o czym mówić Harry. Między przyjaciółmi nie ma miejsca na takie rzeczy. Jestem tu z tobą, bo tego potrzebujesz a ja mogę ci pomóc. Nie musisz dziękować. Kiedy będę potrzebował twojej pomocy też bez wahania cię o to poproszę.

Harry skinął głową przyjmując to i obiecując sobie po raz kolejny, że odwdzięczy się przyjacielowi przy pierwszej okazji.


Nagle Ślizgon zatrzymał się na środku chodnika i skierował wzrok w stronę przejścia między dwoma kamienicami. Harry podążył spojrzeniem w tym samym kierunku i wkrótce między kamienicami dojrzał pojawiające się żelazne kute ogrodzenie z prostych prętów zakończonych u góry kwiatami lilii. Przez płot widział bardzo zarośnięty ogród a kilka metrów od ulicy stary rozpadający się domek.

Spojrzał na Draco z niedowierzaniem. Ciotka Malfoyów miałaby mieszkać w takim domku? Niemożliwe!
Przyjaciel roześmiał się widząc jego minę po czym ujął lekko nadrdzewiałą klamkę i otworzył przeraźliwie skrzypiącą bramkę. Gestem zaprosił Harry'ego do środka. Chłopak, wciąż nie dowierzając swoim oczom przekroczył próg...

I znalazł się na białej żwirowej ścieżce w przepięknie utrzymanym francuskim ogrodzie, po obu stronach ciągnęły się starannie zaplanowane idealne rabaty. Kwiaty były zasadzone tworząc kolorowe geometryczne wzory a krzewy przystrzyżone w figury naturalnych i magicznych stworzeń. Ogród zupełnie nie przypominał kontrolowanej swobody i naturalności ogrodu Narcyzy.

Kilkaset metrów dalej stał przepiękny renesansowy pałacyk. Harry tylko pokręcił głową nad swoją naiwnością. Kiedy wreszcie przyzwyczai się na tyle do magii, by przestać robić z siebie idiotę.

Kiedy weszli i Draco zamknął bramkę rozległ się trzask i pojawił się skrzat domowy, który natychmiast rzucił się na niego obejmując jego nogi, bo wyżej nie sięgał i krzycząc entuzjastycznie.

- Panicz Draco, Panicz Draco! Pani będzie taka szczęśliwa! - Po czym puścił go i podskakując pobiegł do domu, co chwila oglądając się za siebie i śmiejąc radośnie. Z zachwytu najwyraźniej zapomniał, że może się do dworku aportować.

Harry patrzył za nim w osłupieniu. Skrzat był równie nadpobudliwy jak Zgredek i równie dziwacznie ubrany. Była to skrzatka bo miała na sobie czystą i wyglądającą na nową sukienkę, ale uszytą z dziwnych nie pasujących do siebie kolorem i wzorem kawałków materiału.

- To Iskierka. - wyjaśnił Draco. - Jest trochę szalona, jak zresztą chyba każdy skrzat. - Harry musiał się z tym zgodzić, skrzaty to miłe ale dziwaczne stworzenia. - Jest bardzo zdolna i pracowita, ale ma nadmiar energii. Uwielbia kolorowe szmatki, więc jak ciotka chce coś wyrzucić to odcina sobie kawałki a potem zszywa razem, tak by było jak najwięcej kolorów i wzorów. Na początku jej żywiołowość może być trochę denerwująca, ale przyzwyczaisz się.

Zdążyli już dojść do małej fontanny naprzeciw wejścia. Woda tryskała z czubka malej palmy, do której przytulona była mała syrenka. Ciekawe połączenie. Najwyraźniej ciotka Draco była równie niepospolita jak jej skrzatka. Kiedy odwrócił się w stronę dworku, u szczytu schodków stała już gospodyni, czekając by ich przywitać.

Czarownica była w wieku rodziców Draco, też jak oni była platynową blondynką i na tym koniec podobieństw. W zwiewnej pastelowej sukience i delikatnych sandałkach z rozwichrzonymi kręconymi włosami wyglądała jak kolorowy egzotyczny ptak. Na widok Draco otworzyła szeroko ramiona i chłopak zamiast klasycznego malfoyowskiego zimnego oficjalnego ukłonu po prostu podbiegł i mocno ją przytulił.

Kobieta przez chwilkę go tuliła a potem odsunęła, ucałowała w czoło i zlustrowała uważnie, kręcąc głową i cmokając z niedowierzającym uśmiechem. Jej twarz była cała rozświetlona i Harry też się uśmiechnął patrząc na nią.

- No, mój Draco. Naprawdę wyrosłeś mój kochany. Tak dawno cię nie widziałam. Zaniedbujesz starą ciotkę, nieładnie. - Zacmokała z naganą a potem spojrzała na Harry'ego. - Czy to twój chłopak? Wygląda na miłego młodzieńca.

Draco spektakularnie się zaczerwienił.

- To Harry, ciociu, mówiłem ci o nim. Nie jest moim chłopakiem, przyjaźnimy się. - Wycedził z naciskiem, wyraźnie zdenerwowany.

- Tak, tak, mówiłeś. Od małego mówiłeś tylko o Harrym. Już jako dziecko nie mogłeś zasnąć, bez przeczytania ci historii o Harrym Potterze. Zresztą w szkole było podobnie, tylko wtedy już ty sam opowiadałeś historie, jak to Harry pokonuje wszelkie niebezpieczeństwa i jak walczy z potworami.

Harry z zainteresowaniem przyglądał się przyjacielowi, którego uszy były już tak czerwone, że lada chwila mogłyby zapłonąć.
- Ciociu! - Wysyczał Draco, a potem robiąc płaczliwą minę dokończył miękko. - Proszę.

Czarownica tylko się roześmiała nic sobie nie robiąc z jego zażenowania i skinęła na Harry'ego, który podszedł, ukłonił się i naśladując podpatrzony w telewizji gest ucałował jej dłoń.

- Witam panią, jestem Harry Potter.

Czarownica uśmiechnęła się uroczo i naprawdę miała dołeczki w policzkach.
- Witam Harry. Jestem Rose Malfoy, siostra Lucjusza. Mów do mnie po imieniu, proszę. Dzięki temu nie czuję się tak staro.

Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Stara? Nigdy. Jest pani przepiękna i przeurocza... Rose. - Dodał po jej karcącym spojrzeniu.

- Proszę, wejdźcie do środka, chłopcy. Iskierka pokaże wam pokoje a ja dopilnuję obiadu.

- Dobrze ciociu. dziękujemy. - Draco skinął jej głową, wciąż trochę obrażony i kiedy zniknęła w salonie i szli za skrzatem po schodach na piętro, natychmiast zaczął tłumaczyć.
- Nie słuchaj co moja ciotka mówi, Harry. To stara dziwaczka.

- Nie jest dziwaczką. - Harry od razu skontrował. - Jest fantastyczna. Przezabawna i przeurocza, po prostu lubi cię drażnić.

Draco spojrzał na niego niepewnie, mrużąc oczy podejrzliwie.
- Ale chyba w to nie uwierzyłeś, co?

- W to, że jestem idolem twojego dzieciństwa? Wcale mnie to nie dziwi, w końcu jestem Złotym Chłopcem. - Roześmiał się widząc osłupienie przyjaciela. - Nie stresuj się tak, Draco. Gdyby cię nie kochała nie żartowałaby z ciebie. A jeśli chodzi o tego chłopaka... - Uniósł brwi i zagryzł usta, kręcąc głową z przepraszającą minką. - Nie jesteś w moim typie. Ale kto wie? - Dodał pocieszająco.

Draco skrzywił się.
- Teraz ty będziesz sobie ze mnie żartować. - Westchnął żałośnie. - Nikt mnie nie lubi, sami szydercy dookoła.

Harry roześmiał się tylko wchodząc do wskazanego mu pokoju. Draco popatrzył na zamknięte drzwi i znowu westchnął. Wcześniej starał się o tym nie myśleć, Harry nigdy nie wykazał zainteresowania, ale rzucona przez ciotkę uwaga jak chwast błyskawicznie zagnieździła się i rozpleniła w jego myślach.