ROZDZIAŁ DWUNASTY: Rodzina Grand
Ewan oglądał a przynajmniej próbował oglądać jakiś film z kolekcji Gamay. Jednak krwawa jatka nie potrafiła skutecznie zająć jego myśli. Kiedy usłyszał jak ktoś wbiega po szklanych schodach odetchnął z ulgą. Pojawił się jednak Elvin, nie Heath jak oczekiwał. Mężczyzna zdjął płaszcz i rzucił go na wolny, biały fotel. Zsunął okulary z twarzy kładąc je na stole. Wyciągnął prostokątne urządzenie z torby i podał je bratu.
− Przesyłka od Heatha… Nie mogę uwierzyć, że poprosiłeś go o coś tak głupiego.
Ewan zaczął przeglądać zdjęcia. Z każdym kolejnym mina rzedła mu coraz bardziej. Blondyn obserwował go kilka chwil po czym zajął miejsce obok niego.
− Skończ to nim zacznie się na poważnie… A tak w ogóle to gdzie jest Arsene – jego lodowaty głos nagle nabrał ciepła. Jednak jego brat pogrążony był w rozmyślaniach. Raz po raz przez głowę przesuwały mu się obrazy. Jak Stevens trzyma ją za rękę, jak próbuje ją objąć. Dobrze, że Heath nie czekał do końca ich spotkania. Oddał bratu z powrotem urządzenie i wstał.
− Co masz zamiar zrobić? – spytał zaciekawiony.
− Spotkać się z nią – odpowiedział i już po chwili go nie było. Elvin westchnął i wyjął telefon.
− Arsene, gdzie ty jesteś? Chciałem ci przypomnieć, że jesteś poszukiwana.
***
Była wyprowadzona z równowagi. Mało powiedziane. Nigdy nie spodziewałaby się czegoś takiego po Stevensie. Teraz siedziała w jakimś barze, którego nazwy za nic nie mogła sobie przypomnieć. A wystarczyło spojrzeć na neon nad półką z alkoholami. Jednak ona pochłonięta była swoim drinkiem. Musiała wyglądać źle ponieważ barman co chwila pytał czy dobrze się czuje. Zbywała go lakonicznymi odpowiedziami. Kiedy zamówiła kolejny kieliszek poczuła jak telefon wibruje w jej kiszenie. Automatycznie go wyjęła i odblokowała. Nagle jej twarz rozjaśnił uśmiech. Szybko odpisała i nie tknąwszy nawet napoju wyleciała jak na skrzydłach z baru.
Czekał na nią niedaleko, pod kinem. Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Procenty robiły swoje i była bardziej otwarta niż zazwyczaj. Niespodziewanie powietrze przeciął różowym promień lasera. Krzyknęła z bólu i osunęła się w ramionach chłopaka. Zdezorientowany Ewan przerzucił ją przez ramię i porwał deskę od ulicznego sprzedawcy. Nie oglądając się za siebie odleciał jak najdalej. Lawirował między budynkami aż dotarł do swojego domu. Kryjówką Grandów był olbrzymi, trzypiętrowy budynek. Parter najwyraźniej zajmowały garaże a kolejne piętra, oszklone pomieszczenia o zaciemnionych szybach. Wylądował na balkonie, kopniakiem otworzył drzwi. W salonie siedzieli niemal wszyscy. Arsene i Elvin oglądali film, Gamay gotowała coś w dołączonej do pokoju kuchni, Heath nakrywał do stołu a Rose grzebała w dużej, dwuskrzydłowej lodówce. Wtargnięcie Ewana wywołało spore poruszenie. Najstarszy z braci upuścił talerze a jego dziewczyna uderzyła się w głowę, strącając kilka produktów ze szklanych półek. Gamay odskoczyła od kuchenki i podbiegła do brata.
− Co się stało?
− Dostała laserem – odpowiedział szybko i położył ją na leżance. Elvin przestał obejmować Arsene, która jak oparzona podskoczyła i pochyliła się nad Kallisto.
− Faktycznie ładna.
− Arsene – skarciła ją Gamay. Rudowłosa zbadała puls rannej a Ewan zdjął jej koszulkę i obrócił tak, aby leżała bokiem. Wydała kilka krótkich poleceń Heathowi, który znikł na chwile po czym pojawił się z szarą walizeczka. Kliknęły zamki. Gamay wyjęła dużą strzykawkę i napełniła ja płynem z przeźroczystej fiolki. Przemyła wacikiem skórę na zgięciu łokcia i wstrzyknęła jej płyn. Kallisto zaczęła miarowo oddychać.
− Zanieś ją do sypialni. Niech się prześpi. Nie będzie blizny – powiedziała wskazując na gładka skórę na plecach.
Ewan wziął ją na ręce i zaniósł piętro wyżej. Popchnął pierwsze drzwi, które prowadziły do jego pokoju i położył ją na dużym, równo zasłanym łóżku. Kucnął przy niej i gładził delikatnie po głowie.
Tymczasem na dole Elvin kręcił głową. Nie był zachwycony pojawieniem się Kallisto. Arsene mruczała mu coś do ucha na co jeszcze bardziej się krzywił. Zapewne szeptem przekonywała go do wybranki brata. Gamay rozmawiała przez telefon, co jakiś czas mieszając w dużym, srebrnym garnku. Wszędzie roznosił się aromatyczny zapach sosu pomidorowego. Heath wraz z Rose siedzieli już przy stole. Mężczyzna upominał się o posiłek, stukając sztućcami o siebie. Towarzyszyła mu przy tym mina rozbawionego dziecka. Jasnowłosa Rose wywróciła oczami i zabrała mu łyżkę i widelec. On na złość wziął kolejny zestaw.
− Niech ktoś po niego pójdzie – poprosiła Gamay. Arsene nie trzeba było dwa razy powtarzać i po kilku sekundach była już na schodach. Wpadła do pokoju bez pukania. Ewan natychmiast ją uciszył. Nie chciał żeby Kallisto się obudziła.
− Chodź, obiad gotowy.
− Nie jestem głodny. Zresztą wolę być przy niej jak się obudzi.
− Przyniosę ci tutaj – powiedziała i ulotniła się najszybciej jak potrafiła nim zdążył zaprotestować. Chłopak westchnął i pocałował śpiącą dziewczynę w jej odsłoniętą szyję. Tymczasem na dole pozostała czwórka zasiadła do posiłku. Arsene chwyciła jeden z napełnionych spagethii talerz i popędziła z nim na górę.
Heath pokręcił głową i zaczął jeść. Ostatnio rzadko kiedy mogli zjeść spokojny obiad. Ciągle byli poza domem. Gamay polała makaron sosem i nakręciła na widelec przy pomocy łyżki. Katem oka obserwowała siedzącego obok Elvina. Trudno było wyczytać cokolwiek jego miny. Z pewnością nie był zadowolony. Tak samo jak niegdyś pojawiła się Rose a potem Arsene. Był w stosunku do nich bardzo nieufny. O dziwo związał się z Arsene i w dalszym ciągu ma manię na jej punkcie. Odrzucił swoje loki z twarzy i spojrzał na siostrę urażony. Wiedział o czym myślała. Zresztą, trudno było się nie domyślić.
Gdy skończyli jeść pojawił się Ewan. Kiwnął tylko na siostrę i wrócił na górę. Gamay powędrowała za nim, profilaktycznie biorąc ze sobą kuferek. Drzwi do pokoju były na oścież otwarte. Przez specjalne zaciemnione szyby, słońce bez przeszkód wpadało do pomieszczenia. Kallisto leżała z na wpół przymkniętymi powiekami. Była blada, bardzo blada. Jak podejrzewała lekarka sińce pod oczami były pozostałością po ostatnim przebytym leczeniu.
− Kallisto, słyszysz mnie? – zapytała cicho.
− Tak – szepnęła.
− Jak się czujesz?
Ewan niecierpliwie kręcił się po pokoju. Gamay zmierzył puls rannej.
− Mój kręgosłup…, i mam problem z oddychaniem.
Kobieta zareagowała natychmiast. Kazała bratu przynieść nosze. Dom Grandów, podobnie jak ich statek wyposażony był w zaplecze medyczne. Po chwili Ewan wrócił trzymając długa, żółtą deskę. Ostrożnie przeniósł Kallisto na nią pozwolił aby swobodnie lewitowała.
Kompleks jaki udało im się urządzić był im niezbędny. Zawsze ktoś mógł zostać ranny. A rany po laserach nie były by zbyt mile widziane w szpitalach. Zaczęły by się pytania i policja Technoidu na karku gotowa! Teraz, kiedy zarówno Ewan i Arsene byli poszukiwani, wzrastało ryzyko.
Gamay podłączyła Kallisto do aparatury ułatwiającej oddychanie. Ewan usiadł na podłodze a głowę oparł na łóżku, obok dziewczyny. Uśmiechała się lekko.
– Przepraszam. Tak mi wstyd, że jesteś tu przeze mnie.
Przytknęła mu palec do warg.
– Jutro gramy mecz… będę musiała pojawić się na zbiórce.
– Nie martw się. Gamay, Aston i Martin zadbali o dobre alibi – uspokoił ją, uśmiechając się łobuzersko… – Bardzo cię boli?
Pokręciła głowa na tyle ile była w stanie. Gamay zdążyła nafaszerować ją lekami więc była mała szansa by cokolwiek czuła. Kręciło się jej trochę w głowie. Ewan podparł się na łokciach i wpatrywał się w powoli odpływającą Kallisto.
***
– Widział ktoś Kallisto? – zapytała Mei podczas oglądania meczu. Druzyna pokręciła głowami. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Może jest ze Stevensem? – powiedziała cicho Tia. Rocket syknął a Micro-Ice zakrztusił się sokiem.
– No tak! Mark, Yuki ten blondyn, to był Stevens! – zawołała, triumfalnie unosząc ręce do góry. Butelka nektaru potoczyła się po podłodze, rozlewając zawartość. D"Jok wpatrywał się w Tię.
– Jak spotkałem się z ojcem wspomniałem o Kallisto. Stevens zapytał się mnie czy już wyszła ze szpitala.
Mei zrobiła wielkie oczy. Micro-Ice zachowywał się jakby wygrał puchar w pojedynkę, Rocket patrzył ze złością na jasnowłosą i dezaprobata na resztę zaś bracia nie byli zainteresowani Kallisto i Stevensem. Drużyna zaczęła plotkować, wymyślając coraz to inne historie.
