Sześćdziesiąt. Następne sześćdziesiąt sekund będzie się ciągnąć w nieskończoność. Pięćdziesiąt dziewięć. Nie wiem czy to dobrze czy to źle. Pięćdziesiąt osiem. Jak tylko rozlegnie się gong, Igrzyska rozpoczną się naprawdę i zacznie się zabijanie. Pięćdziesiąt siedem. Jeśli Peeta przeżyje pierwsze pół godziny, (pięćdziesiąt sześć) to jego szanse drastycznie wzrosną. Pięćdziesiąt pięć. Zwykle tylko nieco więcej niż połowa przeżywa rzeź pod Rogiem Obfitości.
Pięćdziesiąt cztery. Rozglądam się i znajduję Misu. Pięćdziesiąt trzy. Jest po lewej stronie Peety i dzieli ich czterech trybutów. Pięćdziesiąt dwa. Nawet bez zbliżenia na jej twarz (pięćdziesiąt jeden) widzę spojrzenie jakie posyła Peecie gdy tylko go zauważa.
Pięćdziesiąt. To straszne patrzeć na trybutów stojących na swoich platformach (czterdzieści dziewięć), to idealnie oddaje to, czym naprawdę są Igrzyska. Czterdzieści osiem. Dwadzieścioro czworo dzieci i wszyscy mają nadzieję, że uda im się wydostać z areny. Czterdzieści siedem. Dwadzieścioro trzech trybutów wróci do domu w trumnach. Czterdzieści sześć. A to wszystko w imię rozrywki. Czterdzieści pięć. Wiem, że wcale nie jestem lepsza. Czterdzieści cztery. Mam nadzieję, że zginie dwadzieścioro troje ludzi (czterdzieści trzy) po to, by chłopak, którego kocham, mógł do mnie wrócić.
Czterdzieści dwa. Zauważam, że wokół Rogu Obfitości leży mnóstwo rzeczy w tym roku. Czterdzieści jeden. Znaczy, zawsze są (czterdzieści), ale w tym roku wydaje się ich być dużo więcej. Trzydzieści dziewięć. Jakieś siedemdziesiąt stóp przed Peetą leży duży nóż z grawerowaną rączką. Trzydzieści osiem. Mógłby się nim dobrze bronić gdyby tylko szybko do niego podbiegł i go zabrał. Trzydzieści siedem. Ale to nie jest warte ryzyka. Trzydzieści sześć. Mam nadzieję, że po prostu ucieknie (trzydzieści pięć) i ukryje się w gęstym lesie. Trzydzieści cztery. Nie jestem zadowolona, gdy Peeta dostrzega nóż. Trzydzieści trzy. Nie podoba mi się sposób w jaki na niego spogląda. Trzydzieści dwa. Lepiej niech o tym zapomni.
Trzydzieści jeden. Znów patrzę na Misu. Trzydzieści. Widzę jak uważnie rozgląda się wokół (dwadzieścia dziewięć) i wiem, że nie zamierza uciekać. Dwadzieścia osiem. Szuka czegoś szczególnego. Dwadzieścia siedem. Nie wiem, co to może być (dwadzieścia sześć), ale mam nadzieję, że tego nie znajdzie.
Dwadzieścia pięć. Haymitch rzuca mi krótkie spojrzenie. Dwadzieścia cztery. Myśli, że nie zauważyłam. Dwadzieścia trzy. Martwi się o mnie (dwadzieścia dwa), boi się, że rozpadnę się na kawałki. Dwadzieścia jeden. Ale nie powinien się o mnie martwić (dwadzieścia), tylko skoncentrować się na utrzymaniu chłopca przy życiu.
Dziewiętnaście. Nie zostało już zbyt wiele czasu. Osiemnaście. Aż drżę ze zdenerwowania (siedemnaście), czuję ucisk w brzuchu. Szesnaście. Zastanawiam się czy Peeta myśli o mnie. Mam nadzieję, że tak (czternaście), mam nadzieję, że ta myśl pomoże mu przetrwać to, co się zaraz wydarzy. Trzynaście. Serce głośno wali mi w piersi. Dwanaście. Oddech zamiera mi w gardle. Jedenaście. Znów patrzę na Peetę.
Dziesięć. Proszę, Peeta, pamiętaj o czym ci mówiłam.
Dziewięć. Nie walcz, po prostu uciekaj.
Osiem. Znajdź schronienie i wodę.
Siedem. I przestań być taki miły.
Sześć. Uważaj na Misu.
Pięć. Ona jest niebezpieczna.
Cztery. Nie poddawaj się.
Trzy. Nie daj się zabić.
Dwa. Wróć do mnie.
Jeden. Kocham cię!
Rozlega się gong.
Nagle ekran dzieli się na trzy części. Dwie skupiają się na trybutach z Dwunastego Dystryktu, a trzecia pokazuje to, co na bieżąco pojawia się w telewizji. Peeta jest na ekranie po lewej stronie. Patrzę jak biegnie, co jest dobrym znakiem. Rozgląda się wokół, co nie jest złym pomysłem. Ale chyba wolałabym, żeby skupił na tym dokąd biegnie. Zatrzymuje się przy nożu i podnosi go. W porządku, ale biegnij dalej. Peeta tak robi, ale biegnie nie w tą stronę co powinien.
- Co on robi? - pyta Haymitch.
- Nie wiem! - odpowiadam. Mimo że wiem, że Peeta mnie nie usłyszy, pytam. - Co ty robisz?
Poznaję odpowiedź gdy widzę jak podchodzi od tyłu do dziewczyny z Drugiego Dystryktu. Jest zajęta rzucaniem noży w kogoś i nie zauważa Peety, który korzysta z tego i rączką noża uderza ją w głowę. Dziewczyna upada na ziemię, ale wciąż żyje, choć jedno szybkie pchnięcie noża by to naprawiło. Nie wierzę, że Peeta pozbył się zawodowca już na początku Igrzysk, a z tego, co słyszałam to ta dziewczyna była jedną z lepszych. Ale pchnięcie nie nadchodzi. Zamiast tego Peeta stoi nad leżącą na ziemi dziewczyną i patrzy na coś, czego ekran nie pokazuje. Kiwa szybko głową do kogoś albo czegoś, spogląda na ledwie przytomną dziewczynę u swych stóp i wciąż nic nie robi.
- Co on robi? Dlaczego jej po prostu nie wykończy? - Haymitch jest tak samo na skraju rozpaczy jak ja.
- Nie wiem! - powtarzam i owijam się ciaśniej marynarką Peety.
Peeta waha się zbyt długo. Ktoś biegnie do niego z nożem w ręku. Nie, nie ktoś. To Misu, a jej oczy pełne są wściekłości i determinacji. Peeta łapie leżący niedaleko pomarańczowy plecak i zaczyna uciekać. Na szczęście biegnie w stronę lasu.
Przenoszę uwagę na ekran, który przedstawia naszą trybutkę. Misu podbiega do dziewczyny, która ogłuszył Peeta i bez zastanawiania się podrzyna jej gardło. Zanim dziewczyna umiera, Misu już odskakuje w bok, unikając krótkiego miecza. Chłopak z Dwójki jest rozwścieczony i znów rzuca się na Misu, ale dziewczyna odskakuje. Jedną rękę trzyma w górze i wygląda na to, że mówi do chłopaka. Chciałabym ją słyszeć, ale dźwięk pochodzi tylko z głównego ekranu, który pokazuje to, co na bieżąco pojawia się w telewizji. A na tym widnieje walka pomiędzy chłopakiem z Jedenastki, a chłopakiem z Czwórki.
Nieważne, co Misu mówi, bo widzę jak chłopak opuszcza broń. Kiwa głową, a Misu podchodzi do niego i całuje go prosto w usta.
- Co to było? - pyta Haymitch, wyrażając moje własne myśli.
- Myślę, że właśnie dołączyła do zawodowców - mówię i jestem tak zdegustowana jej poczynaniami, że znów przenoszę swoją uwagę na Peetę.
Dotarł do lasu i wciąż begnie dalej. Dobrze. Teraz, gdy Misu dołączyła do zawodowców, jest bardziej niebezpieczna niż kiedykolwiek, więc najlepiej by Peeta uciekł od niej jak najdalej się tylko da. Tak bardzo skupiam się na Peecie, że jestem wdzięczna Haymitchowi, gdy zwraca moją uwagę na Misu.
- Zabiła jeszcze jednego - mówi Haymitch, wskazując na Misu stojącą nad wykrwawiającym się chłopakiem z Trzeciego Dystryktu.
- Jak go dopadła?
- Chłopak próbował ją zagadać i pomyślałem, że się z nim zgadza - mówi Haymitch. - Podeszła do niego i pchnęła go nożem w pierś.
- Pewnie widział jak dogadała się z zawodowcami i chciał zrobić to samo - odpowiadam.
- Może - mówi szorstko i wiem, że jest tak samo niezadowolony jak ja z doboru sojuszników przez Misu.
Haymitch i ja omijamy lunch. W tym stanie nie ma możliwości byśmy mogli skupić się na jedzeniu. Peeta nie przesadzał wcześniej, mówiąc o swojej kondycji, bo cały czas biegnie dalej. W końcu zatrzymuje się. Ściąga plecak i sprawdza jego zawartość. Nie wygląda na rozczarowanego, ale i też nie wygląda na zbytnio zadowolonego. Z powrotem zakłada plecak i rozgląda się uważnie wokół.
- Chyba w plecaku nie było żadnej wody - mówi Haymitch.
Oczywiście, że na to liczył. Choć powinien wiedzieć lepiej. To byłoby zbyt łatwe, a na arenie nic nie jest łatwe. Peeta nie znajduje ani śladu wody i rusza szybkim marszem.
Gdy Peeta coraz bardziej oddala się od Rogu Obfitości w poszukiwaniu wody, nagle w głowie pojawia mi się okropna myśl:
- Myślisz, że jezioro to jedyne źródło wody na arenie? - pytam Haymitcha przerażona tym, co może mi odpowiedzieć.
- Nie byłbym zaskoczony - mówi. - To zapewniałoby nieustanną walkę.
Ma rację, ale nie mogę powstrzymać drżenia na samą myśl o tym. Musi być tu gdzieś jakiś staw, strumień albo jakiekolwiek inne źródło wody. Musi.
Po czasie ciągnącym się niemal w nieskończoność, Haymitch mówi:
- Wygląda na to, że wszystko się w końcu nieco uspokaja.
Na ekranie pokazującym Misu, widzę Misu z innymi trybutami. Jestem zaskoczona, że zostało ich tylko czworo. Wygląda na to, że dwójka zawodowców zginęła w rzezi pod Rogiem Obfitości. Nie sądzę, aby coś takiego zdarzyło się kiedykolwiek wcześniej. Przyglądam się uważniej i zdaję sobie sprawę, że chłopak z Czwórki nie przeżył i mam nadzieję, że Finnick naprawdę nie był do niego przywiązany.
Niektórzy z tej grupy nie wydają się zadowoleni z obecności Misu. Na szczęście, prezentują to oficjalnie w telewizji, więc wszystko słyszymy.
- Czyś ty zwariował, Cato? - Dziewczyna z Pierwszego Dystryktu mówi do chłopaka z Dwójki. - Dlaczego jej nie zabiłeś?
- Dobrze radzi sobie z nożem - warczy Cato w odpowiedzi. - Poza tym, chyba sobie na to zasłużyła za zabicie Clove.
Musi mówić o dziewczynie ze swojego dystryktu i część grupy wydaje się przekonana.
- Miała szansę jedynie dlatego, że kochaś powalił Clove - mówi dziewczyna z Jedynki. - Widziałam to. Clove nawet nie miała szansy się obronić.
- Czy to ważne jak to się stało? - pyta Misu. - Jest martwa, bo ją zabiłam. A skoro Cato mówi, że jestem z wami, to jestem.
Chłopak z Jedynki robi krok do przodu i powstrzymuje dziewczynę ze swojego dystryktu, która ma ochotę wyrazić swoje zdanie.
- Odpuść, Glimmer. Nie musimy teraz się o to bić.
Glimmer patrzy na Misu, która odwzajemnia spojrzenie z przyjemnością.
- Masz rację.
- Powinniśmy zacząć gromadzić zapasy - sugeruje dziewczyna z Czwartego Dystryktu. - Rozdzielmy się, tak pójdzie szybciej.
Grupa rozdziela się z wyjątkiem trybutów z Pierwszego Dystryktu. Trzymają się razem, gdy pozostała część grupy oddala się. Dziewczyna z Pierwszego Dystryktu mówi do swojego partnera:
- Powinnam ją zabić, jak tylko odwróciła się do mnie plecami - mówi Glimmer, łapiąc leżący niedaleko plecak.
- I wkurzyłabyś tylko Cato, a to byłoby niezwykle głupie - przypomina jej chłopak. - Pomyśl o tym tak: jest łatwą zdobyczą, gdy jest sama. I pozbyła się Clove za nas.
- Masz rację, Marvel - mówi Glimmer i wygląda na spokojniejszą. - Zwiększyła nasze szanse na wygraną.
- Musimy tylko trzymać się planu i pozwolić Cato myśleć, że to on wydaje rozkazy - mówi Marvel i Glimmer potakuje.
Rozdzielają się i zbierają rzeczy rozłożone wokół Rogu Obfitości. Zajmuje im to dużo czasu i kończą dopiero późnym popołudniem. Układają zapasy w ogromny stos niedaleko jeziora i odchodzą w stronę Rogu Obfitości. Na niebie ukazuje się poduszkowiec, a ja przenoszę uwagę na Peetę, nie chcąc patrzeć jak zabierają martwe ciała.
Peeta wciąż biegnie, ale widać po nim pierwsze oznaki zmęczenia. Nagle zatrzymuje się, chowa się za drzewem i mruży oczy. Przykłada dłoń do ucha i wtedy zdaję sobie sprawę, że nasłuchuje czegoś. Używając słuchu jako przewodnika, szybko rusza przez krzaki i w końcu zatrzymuje się przy wartkim strumieniu.
- Znalazł wodę - mówię do Haymitcha, który zdycha z ulgą.
- Dobrze. Bałem się, że znajdzie się w takiej sytuacji jak ty.
Peeta siada przy strumieniu i zdejmuje plecak. Rozpina go i wyciąga dwie butelki. Jedna ma zawartość pół galeona i jest pusta, a druga jest mała i pełna. Przypuszczam, że to jodyna. Jestem za to wdzięczna, ponieważ ostatnią rzeczą jakiej potrzebujemy to, żeby Peeta pochorował się, tak jak ja, po wypiciu brudnej wody.
Napełnia pustą butelkę i wlewa kilka kropl jodyny. Gdy rozlega się armatni wystrzał, Peeta i Misu rozglądają się wokół. Znów słychać wystrzał, znów i znów. Naliczyłam się dwunastu. Dwanaście wystrzałów oznacza dwunastu martwych trybutów.
Zawodowcy cieszą się, że zostało tylko jedenaście śmierci do wygranej, ale Peeta wygląda na przytłoczonego tą liczbą. Oczyszcza do końca wodę i chowa ją. Misu i jej sojusznicy podchodzą do swoich zapasów i sprawdzają co tak naprawdę udało im się zgromadzić.
Mój osobisty komputer wydaje z siebie dźwięk, co oznacza nadejście darowizn od sponsorów. Sprawdzam konto Peety. Niemal mdleję, widząc sumę pieniędzy. Liczba jest tak duża, że w pierwsze chwili sądzę, że to pomyłka.
Haymitch gwiżdże obok mnie.
- Chłopak nieźle sobie poradził, co nie? Spójrz na te wszystkie zera.
- Jak sądzisz, ile z nich to pieniądze Snowa? - pytam, dotykając palcami wyświetlonej sumy.
- Zbyt dużo - odpowiada krótko, a ja wiem, że ma rację.
Sprawdzam konto Misu i nie jestem zaskoczona, widząc tam całkiem sporą kwotę. Jej decyzja o dołączeniu do zawodowców prawdopodobnie zaimponowała wielu sponsorom, na tyle by wysłali pieniądze.
- Peeta prawdopodobnie jest głodny - mówię, sprawdzając ceny prezentów. - Myślę, że powinniśmy mu coś wysłać.
- Już?
- Stać nas na to - mówię. - Poza tym, to przypomni mu, że jesteśmy tutaj dla niego.
- Więc wyślij mu trochę chleba - mówi Haymitch. - Na pewno to doceni.
Przeglądam listę w poszukiwaniu takiego samego chleba lub podobnego, do tego, który dał mi tyle lat temu. Nie znajdę tego samego chleba, ale bardzo podobny. Wiem, że Peeta to dostrzeże mimo że chleb nie będzie spalony.
Naciskam przycisk i po kilku minutach na ekranie pojawia się spadochron. Kamery transmitujące pokazują teraz Peetę, który bierze prezent w swoje ręce. Uważnie przygląda się pieczywu i śmieje się cicho, rozpoznając chleb.
- Dziękuję, Katniss - mówi i zaczyna jeść.
Nagle, suma na koncie Peety zwiększa się o prawie sześciokrotną wartość chleba, który posłałam Peecie.
Następnych kilka godzin mija spokojnie. Peeta odpoczywa i ponownie uzupełnia butelkę wodą, a Misu razem z zawodowcami pilnuje zapasów.
Jemy szybko kolację by zaraz wrócić na nasze stanowisko. Haymitch wygląda na znudzonego i pewnie myśli o tym, że przydałby mu się drink. Klepię go w ramię.
- Zdrzemnij się - mówię. - Zawodowcy szykują się do kolacji, a Peeta nadal odpoczywa.
Haymitch kiwa głową.
- Dobrze. Obudź mnie jeśli coś się będzie dziać.
- Obudzę - obiecuję i Haymitch wychodzi.
Niedługo pote\m Peeta wstaje i rozciąga się. Zaczyna iść, kierując się wzdłuż strumienia. Cieszę się, że Peeta znów jest w ruchu, ale nie podoba mi się to, że strumień wydaje się biec w stronę Rogu Obfitości. Wiem, że Peeta jest wystarczająco daleko od zawodowców, ale wolałabym, żeby jeszcze bardziej się od nich oddalił niż szedł w ich kierunku.
Zapada noc, a Peeta wciąż idzie. Zatrzymuje się dopiero gdy zaczyna grać hymn. Siada i wpatruje się w niebo i zauważam, że na prawym ekranie Misu robi to samo. Na środkowym ekranie pojawiają się zdjęcia wszystkich trybutów, którzy dzisiaj zginęli. Pierwsze zdjęcie pokazuje Clove i widzę jak Peeta napina mięśnie. Potem pokazują chłopca z Trzeciego Dystryktu i nawet nie jestem zaskoczona brakiem reakcji ze strony Misu. Potem są chłopcy z Czwórki i Piątki. Oboje trybutów z Szóstki i Siódemki, co oznacza, że Johanna i Krilla już skończyły z Igrzyskami. Zginął także chłopak z Ósmego Dystryktu i oboje z Dziewiątki. Na końcu pokazują zdjęcie dziewczyny z Dziesiątego Dystryktu. Pojawia się godło Kapitolu, a muzyka cichnie.
Oboje moich trybutów wciąż żyje i nie mogę sobie przypomnieć kiedy dwoje trybutów z Dwunastego Dystryktu przetrwało rzeź pod Rogiem Obfitości. Zastanawiam się jak w domu zareagowali na taki zwrot wydarzeń. Niewątpliwie większość wspiera Peetę, zwłaszcza po tym jak Misu dołączyła do zawodowców. Mama nadzieję, że mama Misu będzie miała na to jakieś rozsądne usprawiedliwienie gdy jej młodsze dzieci zapytają dlaczego ich starsza siostra coś takiego zrobiła.
Peeta idzie jeszcze kawałek dalej aż znajduje ogromny, gęsty krzak. Obchodzi go dookoła kilka razy i nico rozchyla gałęzie. Kiwa delikatnie głową i wyciąga śpiwór z plecaka. Wpycha plecak w środek krzewu i sam wchodzi między gałęzie, gdzie kamery go nie widzą. To dobra kryjówka i cieszę się, że telewizja pokazała jak bardzo pomysłowy jest Peeta.
Sygnał z komputera mówi mi, że sponsorzy mają takie samo zdanie.
Skupiam uwagę na środkowym ekranie, który w tym momencie pokazuje Misu i jej towarzyszów. Próbują właśnie ustalić w jaki sposób obejmują warty. Po kilku małych różnicach w końcu dochodzą do porozumienia, a Misu i Cato biorą pierwszą wartę. Gdy tylko pozostała trójka znika w namiotach, które rozstawili, Misu pochyla się i znów próbuje pocałować Cato, który ją odpycha.
- Co ty robisz?
Misu spogląda na niego uwodzicielsko spod opuszczonych powiek.
- Pomyślałam, że skoro zostaliśmy sami i...
Cato przygląda się jak Misu próbuje zaprezentować swoje wdzięki z jak najlepszej strony.
- Później.
Nie trudno zauważyć rozczarowanie i frustrację na twarzy Misu, która nawet nie stara się tego ukryć. Podczas gdy większość telewidzów pomyśli, że te emocje wywołane są odtrąceniem Cato, ja wiem o co jej tak naprawdę chodzi. Cato zepsuł jej okazję na zabicie go.
- Masz rację - zgadza się i siada za nim. Zaczyna masować dłońmi jego kark. - Musimy pozbyć się jeszcze kilku słabeuszy zanim się trochę zabawimy.
Cato parska.
- Pozbycie się kilku słabeuszy będzie zabawne.
- Prawda - mówi, masując jego ramiona. - Zwłaszcza gdy dopadniemy Peetę, a on będzie błagał nas o śmierć.
- Co tak w ogóle masz przeciwko kochasiowi? - pyta Cato z ciekawością w głosie. Chichocze. - Złamał twoje serce, gdy wyznał miłość waszej mentorce?
- Jakbym w ogóle mogła zakochać się w takim głupcu o miękkim sercu - mówi Misu, ledwie hamując obrzydzenie. - Wolę mężczyzn takich jak ty, silnych, mądrych i niebezpiecznych.
- Nie powinnaś się mnie bać?
- Kto powiedział, że się nie boję? - pyta Misu ochrypłym głosem. - Ale może lubię się bać.
Misu przechyla się przez jego ramię i całuje go. Tym razem Cato na to pozwala, ale tylko przez kilka sekund i szybko ją od siebie odsuwa.
Patrzy się na nią, a Misu próbuj przybrać najbardziej niewinną minę, co wygląda bardzo nienaturalnie. Misu pochyla pokornie głowę.
- Przepraszam. Wiem, że mówiłeś, bym tego nie robiła, ale nie mogłam się powstrzymać.
- W porządku - mówi, próbując brzmieć obojętnie, ale widzę, że jego zdaniem, Misu też jest trochę niebezpieczna.
Cato oddala się od niej i siedzą w ciszy, obserwując otoczeni. Patrząc na Misu i na Peetę schowanego w krzakach, szybko ogarnia mnie nuda. Dlatego jestem zadowolona, gdy Haymitch wraca.
- Zdarzyło się coś ekscytującego? - pyta Haymitch i siada na krześle obok mnie.
- Nie - mówię, próbując nie ziewać. Wskazuję na krzaki na lewym ekranie. - Peeta jest tutaj, odpoczywa. A Misu jest z Cato, mają pierwszą wartę.
W telewizji pokazują podsumowanie pierwszego dnia i kończą je zdjęciami martwych trybutów.
Patrzę na środkowy ekran gdzie właśni pokazują sceny z rzezi pod Rogiem Obfitości. Byłam tak skupiona na Peecie i Misu, że wiele przegapiłam. Patrzę jak mała Rue biegnie, łapiąc po drodze mały plecak. Na nieszczęście, chłopak z Dziewiątki, chwyta ten sam plecak w tej samej chwili i zaczyna się przepychać z Rue. Jednak szarpanina kończy się zanim tak naprawdę się zaczyna, bo chłopak nagle upada z nożem w plecach. To Clove. Rzuca jeszcze raz nożem, ale Rue w ostatniej chwili unosi plecak i nóż utyka w torbie. Clove szykuje się do kolejnego rzutu, ale Peeta pojawia się za nią i uderza ją rękojeścią noża w głowę. Rue dostrzega go i szybko wstaje. Zanim znów zaczyna biec, szybko kiwa głową z wdzięcznością do Peety, który odpowiada jest takim samym gestem.
- Więc uratował tę mała dziewczynkę - mówi Haymitch cicho.
- I przez to sam niemal zginął - przypominam mu, gdy na ekranie widać Misu atakującą Peetę. - Mówiłam, że jest zbyt miły!
Haymitch nie odpowiada i tylko gapi się na prawy ekran gdzie Misu i Cato stają i wpatrują się w coś w oddali. Pojawiają się też na środkowym ekranie i wszystko słyszymy.
- Widzisz to? - Cato pyta Misu, wskazując na coś.
- Czy to dym?
- Chyba tak. Ktoś rozpalił ogień i praktyczniw wręczył nam mapę - mówi podekscytowany. - Powinniśmy obudzić innych i wykończyć dzieciaków zanim pójdą dalej. Kto wie? Może dopisze nam szczęście i trafimy na kochasia?
Misu potrząsa głową.
- To nie on. Jest zbyt mądry by zwracać na siebie uwagę w ten sposób.
- Cóż, w każdym razie to ktoś, kto właśnie wysłał nam zaproszenie na swoją śmierć - mówi Cato, a wypowiedź Misu wyraźnie dała mu do myślenia. Woła innych i pozostała trójka wygląda z namiotów zaalarmowana, choć jednak nie tak bardzo jak powinni.
Cato szybko wyjaśnia sytuację i zaczyna się krótka dyskusja kto powinien iść, a kto powinien zostać. W końcu okazuje się, że Misu, Cato, Glimmer i Marvel wyruszają by zająć się osobą, która rozpaliła ognisko (i innymi osobami, na które natkną się po drodze), a dziewczyna z Czwórki zostaje by pilnować obozu.
We czwórkę ruszają w kierunku ogniska. Misu i Glimmer z latarkami, a Cato i Marvel z bronią. Idą szybko, ale nie biegną. Robią za to straszny hałas i nawet się tym nie przejmują. Telewizja krótko pokazuje dziewczynę z Ósemki, śpiącą przy ognisku.
- To zbyt duża nadzieja, że ona zda sobie sprawę, że zrobiła kolosalny błąd i ucieknie zanim Misu i reszta do niej dotrą, prawda? - pytam, czując, że żal mi tej dziewczyny, która potrzebuje tylko ostrzeżenia.
- Raczaj tak - mówi Haymitch, gdy telewizja znów pokazuje dziewczynę z Ósemki. - Już raczej po niej.
- Może obudzą ją hałasem, który robią i będzie miała szansę uciec - mówię z nadzieją.
Wędrówka zajmuje zawodowcom kilka godzin. Gdy docierają do ogniska, dziewczyna z Ósemki budzi się. Wstaje i próbuje uciekać, ale Cato szybko atakuje ją swoim mieczem.
Dziewczyna upada na kolana, krew wypływa z jej rany, a ona sama błaga o litość, gdy zawodowcy ją otaczają. Wszyscy czworo się śmieją, nabijając się z łez umierającej dziewczyny. Wciąż błaga by ją wypuścili i Misu ma w końcu dość. Pochodzi i dźga ją nożem w pierś. Dziewczyna upada, wciąż żywa, ale już nie jest w stanie błagać o litość. Wkrótce rozlega się trzynasty armatni wystrzał na tych Igrzyskach.
- Jeszcze dziesięć - mówi Haymitch, ale w jego słowach nie ma ani odrobiny radości, gdy patrzy na zawodowców, którzy odchodzą i zostawiają za sobą martwą dziewczynę.
Z każdą kolejną śmiercią, szanse Peety na wygraną rosną. Ale wiem, że Peeta tak naprawdę nie ma szans dopóki Misu i Cato żyją. Ale mała część mnie cieszy się, gdy widzę jak słońce wstaje nad areną, co oznacza, że Peeta przetrwał pierwszą noc.
