Osobiście uwielbiam ten rozdział:) Jeżeli komuś przeszkadza Lazel, to radziłabym nie czytać, w innych rozdziałach też dużo występuje ta para.
To był smutny, życiowy fakt, pomyślał Leo. Kiedy próbujesz uratować świat, siedząc jako więzień w ciemnej jaskini, wtedy nie jest zabawnie. Nie ważne jak bardzo lubisz swojego towarzysza niedoli.
Zwłaszcza, gdy rzeczony towarzysz jest nieprzytomny i zamartwiasz się o niego do szaleństwa.
- Leo? Jesteś tam?
Dzięki Zeusowi, obudziła się.
- Tak, jestem tu.
Usłyszał westchnienie ulgi w ciemności, a potem huk.
- Auć, moja głowa. Co się stało?
- Te wielkie, straszne potwory śnieżne złapały nas i zamknęły tu. Nienawidzę Chione.
Oparł głowę o ścianę skalną.
Skały, hmm.
- Hej, jak myślisz, mogłabyś przeciągnąć tę ścianę?
Siedziała przez chwilę w ciszy. Leo wyobrażał sobie jej cudowny, zadumany wyraz twarzy.
- Nie sądzę. Założyli na to jakieś zaklęcie... i tak czy inaczej nigdy przedtem nie probowałam przeciągnąć solidnej skały. - przerwała - Chyba tu utknęliśmy.
Leo się wyprostował.
- My? Utknęliśmy? Żartujesz sobie ze mnie!
- Leo.
- Mam na myśli, jasne, mieliśmy sporo bardzo, bardzo złych sytuacji, w których utknęliśmy, ale zawsze...
- Leo!
- Okej, dobra! Będę cicho.
Przez chwilę jedynym dźwiękiem był odgłos wody spływającej z sufitu. Musieli być w czymś w rodzaju jaskini.
Nagle Hazel przerwała ciszę.
- Chciałabym, żeby nie było tu tak ciemno.
- Och, nie mów mi, że boisz się ciemności.
Leo pomyślał, że to dziwne u kogoś, kto był ekspertem w tunelach.
- Nie! No, może trochę. To tylko... Nie mogę przestać myśleć o Percy'm i Annabeth.
Załkała i Leo zauważył, że płakała cicho. Nieśmiało wyciągnął rękę i położył na jej ramieniu.
- Hej, będzie dobrze.
Zapewne Hazel mu nie uwierzyła, ale nie powiedziała ani słowa.
Leo wpadł na pewien pomysł.
- Oczywiście!
Wyciągnął rękę do przodu i zapalił ją.
Światło rozjaśniło jaskinię, rzucając cienie na niektóre stalaktyty (a może stalagmity, Leo nigdy nie orientował się, które to które). To była mała jaskinia, wystarczająca aby Leo mógł wstać i wyprostować obydwie ręce, co właśnie zrobił.
- Łał, gdzie są drzwi?
Hazel stanęła obok niego i rozejrzała się.
- To jedna z tych jaskiń, położonych głęboko w ziemi i nie mających żadnych dużych wejść. - spojrzała na jego ręce - Lepiej to wyłącz, albo dym nas udusi!
Leo natychmiast zgasił ogień. Usiadł i usłyszał jak Hazel robi to samo. Ciemność wydawała się bardziej uciążliwa i groźniejsza, od kiedy światło zostało zabrane.
- Myślisz, że uda nam się stąd uciec?
Zdezorientowana zagryzła wargi, po prostu to wiedział.
- Może... Jeśli chcieliby nas zabić, pewnie już by to zrobili... ale powinniśmy przestać rozmawiać, tylko w jaskini, może nie starczyć nam powietrza.
Leo jęknął, starając się ukryć, jaki był przerażony.
- Przestać rozmawiać! Ja, Leo Valdez, najprawdopodobniej idący już w stronę grobu, mam przestać rozmawiać i być irytującym?
- Leo.
- Okej, okej! - uciszył się
Minuty się przeciągały. Hazel była tak cicho, że Leo zastanawiał się czy nadal tam jest.
- Leo?
- Ta-ak?
- Mógłbyś wydawać jakikolwiek dźwięk? Nie mów... Coś co nie wyczerpuje energii. Nie lubię, kiedy jest tak cicho... i potrzebuję wiedzieć, że tu jesteś.
- Okej.
Położył palce na ścianie obok i zaczął stukać w nią paznokciami. Na początku, nie miał żadnej metody co do wybijania dźwięków swoimi palcami.
Potem, Leo wpadł na pomysł; może ostatni na jaki wpadnie. Uśmiechnął się lekko do siebie i zmienił rytm stukania.
Wystukiwał w kodzie Morse'a. Był to język, którym potrafił najlepiej wyrazić uczucia dla organicznych form życia. Nawet jeśli organiczne formy życia nie rozumiały go (taką miał nadzieję. Byłoby niezręcznie, gdyby jakimś cudem wyszli żywo z tego bałaganu.)
Wystukiwał to samo, co na ścianie do swojej mamy i co Sammy wystukiwał na ramieniu swojego fotela w tamtym wspomnieniu.
Cały czas, kiedy czekali w ciemności, Leo wystukiwał dwa krótkie słowa.
Kocham Cię.
Następna miniaturka nazywa się: Trzymanie za ręce. Dzisiaj zaczęły mi się ferie, więc przetłumaczę rozdziały i będę częściej wstawiać:)
