***Sasuke pov.***
Wyszedłem z łazienki i zastałem przesłodki widok. Kyuubi spalania na klacie Naruto. Oni pogrążeni w śnie wyglądali tak kawai! Zaraz... Czy ja właśnie pomyślałem, że ten młotek i demon są słodcy?! Co się ze mną dzieje?!
Tak właściwie... Kto to jest uke do ch*****?! Wiem na pewno, że miało mnie obrazić.
Nie mając wielkiego wyboru połozyłem się do łóżka, stojącego po lewej stronie. Jest lepsze od mojego w domu. Mhm... Zasnąłem.
Nienawidź mnie... Gardź mną... Zabij mnie... Oni na to zasłużyli... Przecież nikt na ciebie nie zwracał uwagi... Więc będzie jak dawniej... Dalej nie będą zwracać na ciebie uwagi... Zawsze w cieniu brata... Czemu płaczesz?.. Chyba nie z ich powodu?.. Pamiętaj... Nienawidź mnie i stań się silniejszy. Pokonasz mnie dopiero po zdobyciu wyższego poziomu sharingana... A teraz uciekaj... Uciekaj i pogrążaj się w nienawiści mnie...
Obudziłem się gwałtownie, ciężko dysząc. Złapałem się za serce, a z moich oczu popłynęły łzy. Znowu... Znowu śnią mi się jego słowa.
Nagle ktoś pogłaskał mnie po włosach. Szybko wytarłem łzy i spojrzałem na niszczyciela moich włosów.
- Czego chcesz młotku? - zapytałem zimno.
- Masz - podał mi chusteczkę.
- Po co mi to?
- Nie udawaj. Płakałeś, więc trzymaj to zanim się zdenerwuję - powiedział takim tonem głosu, że wziąłem chusteczkę wbrew samemu sobie.
Wytarłem twarz. Ten młotek dalej obok mnie siedział.
- Czego jeszcze chcesz?
- Miałeś koszmar.
- I co ci do tego?
- O czym był?
- Śniły mi się... Słowa mojego brata - nie wiem czemu mu to powiedziałem, ale zrobiło mi się lżej na sercu.
- Jakie to były słowa? - położył dłoń na moich plecach, a Kyuubi siedzący na jego ramieniu przysłuchiwał się nam.
- Chciał żebym go nienawidził i zabił. Powiedział mi to kiedy znalazłem go obok martwych rodziców- jak na zawołanie z moich oczu zaczeły lecieć kolejne łzy - Ale... Ale ja nie potrafię go znienawidzić. To on starał się poświęcać mi swój wolny czas. Chwalił mnie i pocieszał. Ojciec widział tylko jego. Chodził na wszystkie spotkania w akademii. Kiedy to on się uczył. Nie chciał przyjść na moje rozpoczęcie nauki. Itachi namówił go do tego grożąc, że jeśli nie pójdzie, on sam porzuci misję, by być ze mną w tym ważnym dniu.
Wtedy stało się coś czego się nie spodziewałem. Kyuubi mnie polizał, a Naruto przytulił.
Zamarłem. Nikt nie przytulał mnie tak prawdziwie od lat.
- Wypłacz się. Będzie ci lżej.
Rozpłakałem się jeszcze mocniej. Nie. To za łagodne określenie. Ja się rozryczałem. Moje słone łzy wsiąkały w koszulę blondyna. Glaskał mnie uspokajająco po włosach, a lis lizał po ręce.
Uspokiłem się po kilku minutach. Dalej łkałem wtulając głowę jeszcze bardziej w klatkę Naruto.
- Cii. Już dobrze. Nie jesteś sam. Tearz masz mnie i Kuramę. Już nigdy się nie rozdzielimy.
- Obiecujesz? - zapytałem cicho.
- Obiecuję.
Usnąłem w ramionach blondyna, a po mojej głowie roznosiło się echem jedno słowo. Obiecuję. Jedno słowo, a tak wiele dla mnie znaczy...
