Between the devil and the deep blue sea – wersja polska
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 11
One less bell to answer
One less egg to fry
One less man to pick up after
I should be happy
But all I do is cry*
Z ciężkim sercem wzięłam się w końcu w garść i sprzątnęłam ciało ofiary Damona, zanim ktokolwiek mógł je zobaczyć. Zaraz po tym zauroczyłam strażnika, by „zgubił", to znaczy oddał mi wszystkie nagrania z kamer, na których mogłyby zostać zarejestrowane minione minuty na parkingu i zmusiłam tego faceta, by szybko posprzątał plamy krwi, które zostały na betonie.
Cry, cry, no more laughter / Oh, I should be happy
Oh, why did he go?
I only know that since he left
My life's so empty
Thought I try to forget
It just can't be done
Each time the doorbell rings, I still run*
Niedługo później niepostrzeżenie pozbyłam się ciała dziewczyny i wróciłam do domu. Czułam się tak bardzo wyczerpana, że skorzystałam z windy, by wjechać na ostatnie piętro. Mimowolnie, zajrzałam do sypialni Damona. Widać było, że wyrzucił tylko kilka rzeczy z szaf i zniknął. Mogłam się założyć, że, kiedy zejdę ponownie na parking, Camaro nie będzie już stało na swoim miejscu.
I don't know how in the world
To stop thinking of him / I should be happy
Cause I still love him so
I end each day the way I start out / I start and end each day crying
Crying my heart out*
Zniknął. Byłam tego pewna. I nie miał zamiaru wracać. Powinnam się cieszyć. Dlaczego więc czułam się tak, jakbym miała się zaraz rozsypać? Zajrzałam do zamrażarki i sięgnęłam po jedną z torebek ludzkiej krwi, które tam zostawił. Opróżniłam ją całą właściwie jednym haustem, zaraz potem aplikując sobie sporą dawkę werbeny. Potem westchnęłam ciężko i zapatrzyłam się bezmyślnie przed siebie. Pewnie, gdyby nagle znalazł się obok, bez trudu uwolniłabym się z tego marazmu, chociażby po to, by rzucić mu ciętą ripostę.
One less bell to answer
One less egg to fry
One less man to pick up after
No more laughter
No more love*
Poszłam na górę, by przebrać się w czyste ciuchy, a te, które miałam na sobie tego dnia, od razu wyrzuciłam do kosza. Wzięłam prysznic – nadzwyczaj gorący, nawet jak dla mnie. Próbowałam przez chwilę nie myśleć o niczym. Nie chciałam się zastanawiać nad tym, dlaczego czułam się tak, jak się czułam.
Since he went away
Since he went away
Ooohhh*
Ubrałam się w duży, jasnoniebieski szlafrok frotte i zeszłam na dół, pozwalając, by mokre włosy same mi wyschły, bez pomocy suszarki. Zobaczyłam, że zostawiłam laptopa na stoliku do kawy w salonie. Zrobiłam sobie bardzo mocną i bardzo słodką kawę i wyciągnęłam z zamrażarki duże pudełko lodów, przygotowane tam na mój urodzinowy maraton filmowy, na który zapraszałam przyjaciółki na najbliższy weekend. Zaczęłam je jeść przed komputerem prosto z pudełka, za pomocą długiej łyżeczki. Zaczęłam przeglądać wiadomości, mając nadzieję, że może któryś z wykładowców przesłał mojej grupie teksty do tłumaczenia, prace domowe – cokolwiek, byleby czymś zająć umysł. Owszem, w skrzynce mailowej było coś takiego. Jednak najnowsza wiadomość, ta która sama się otworzyła, pochodziła… od mojej kuzynki – tej, na której weselu byłam razem z Damonem. Pewnie właśnie wróciła z miesiąca miodowego, bo w pierwszych słowach dziękowała za przepiękny prezent, który od nas dostała. Nie przypominałam sobie, bym coś specjalnego przygotowywała – dokładałam się do prezentu od rodziców. Zdałam sobie sprawę po dłuższej chwili, że to Damon musiał wykombinować jakiś prezent, który miał być od nas obojga. Poczułam w tym momencie, że łzy napływają mi do oczu, ale czytałam wiadomość dalej.
A chair is still a chair
Even when there's no one sitting there
Well I'm not meant to live alone
Turn this house into a home
When I climb the stair and turn the key
Ohhh, please be there...
Still in love with me*
To był naprawdę duży błąd. Okazało się, że moja kuzynka wysłała mi zdjęcia z wesela, na których byliśmy ja i Damon. Kiedy ściągnęłam wszystkie załączniki i zaczęłam je przeglądać, aż się przeraziłam. Damon i ja przy stole, obejmujący się na parkiecie, śmiejący się razem, Damon w tańcu odchyla mnie do tyłu z twarzą tuż przy mojej, albo podnosi mnie wysoko, trzymając mnie w pasie, aż w końcu… Damon i ja, całujący się na środku parkietu podczas Perhaps, perhaps, perhaps… To było więcej, niż mogłam znieść. Przeklinałam swoje podkręcone wampirze emocje, które spowodowały, że na widok tego ostatniego zdjęcia wybuchłam płaczem.
One less bell to answer
Each time the doorbell rings I still run
One less man to pick up after
No more laughter
No more love...*
W tym momencie poczułam, jak czyjeś ramiona obejmują mnie i zostaję przyciśnięta do szerokiej, męskiej piersi. Po zapachu i łagodnym, kojącym głosie i słowach, rozpoznałam, że to Stefan przytula mnie, gładzi po mokrych włosach i próbuje złagodzić mój ból. Instynktownie przylgnęłam do niego i schowałam twarz w jego piersi, nie przejmując się tym, że nie tylko łzami, ale także dlatego, że cała wciąż byłam mokra po prysznicu, moczę mu cały przód koszulki.
Since he went away
Since he went away*
Jego kojąca obecność bardzo, bardzo powoli mnie uspokajała. Nie wiedziałam, nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo rozpaczam po odejściu Damona. Dlaczego czułam, że moje serce pęka, dlaczego miałam największą ochotę sięgnąć po telefon, zadzwonić do niego i przeprosić za wszystkie beznadziejnie głupie słowa, jakie rzuciłam mu w twarz?! Powinnam się cieszyć, że wreszcie zostawił mnie w spokoju. Powinnam wręcz skakać z tego powodu z radości. Ale nie mogłam. W jakiś dziwny, niewyjaśniony sposób, moja fizyczna fascynacja starszym Salvatore'em zamieniła się w coś więcej, ale zbyt późno zdałam sobie z tego sprawę. Nie umiałam tego jeszcze nazwać nawet sama przed sobą, ale świadomość, że w ogóle coś takiego zaistniało, spowodowała, że łzy znów zaczęły płynąć strumieniami po moich policzkach.
All I do is cry…*
- Masz. Nie chcemy przecież, żebyś zapłakała nam się tu na śmierć. – Klaus podał mi chusteczkę i na chwilę uwolnił z więzów, które mnie przytrzymywały, bym mogła otrzeć łzy, których nie mogłam powstrzymać na wspomnienie tamtych przeżyć. Hybryda wiedział, że i tak nie będę w stanie nigdzie uciec – nie miałam na tyle siły.
- Dziękuję. – Wytarłam nos, nie bardzo wierząc, że byłam w stanie wypowiedzieć te słowa do niego. – A dlaczego nie wykorzystujesz tego, co właśnie powiedziałam, żeby mi bardziej dokopać, co? Przecież sama się o to prosiłam… - Zerknęłam do góry i zobaczyłam w oczach swojego oprawcy… współczucie? Jednak po chwili zniknęło.
- Po prostu twoje użalanie się nad sobą nie przyśpieszy tego, żebyś mi powiedziała, gdzie oni teraz są. – Klausa znów wydawało się nie obchodzić nic poza osiągnięciem swego celu. Poczekał, aż się uspokoję i znów przypiął moje ręce do oparcia krzesła, na którym siedziałam. – Skoro tak rozpaczałaś po Damonie, to dlaczego przyjechałaś za Stefanem do Mystic Falls?
Spuściłam wzrok. Jak w prosty sposób wyjaśnić to, co wydarzyło się później? Najlepiej krótko i zwięźle.
Od tamtej pory dni mijały spokojnie i raczej powoli. Przeżyłam nawet bez większych stresów swoje fałszywe dwudzieste drugie urodziny i udało mi się nie ujawnić przyjaciółkom podczas maratonu filmowego, jak bardzo byłam rozbita wewnętrznie. Cóż z tego, że wszystko mi tego dnia przypominało, że nigdy nie będę już w stanie osiągnąć tego wieku, że na zawsze już będę mieć dwadzieścia jeden lat?
Jakoś przetrwałam rodzinne święta, na które zaprosiliśmy z rodziną także Stefana. Zgodził się od razu i od tamtej pory właściwie byliśmy wszędzie razem. Od momentu zniknięcia Damona był dla mnie ogromnym wsparciem. Nie padło między nami więcej jego imię przez kolejne miesiące, jakie upływały.
Wyrzuciłam z pamięci starszego Salvatore'a. Nie mówiłam o nim, nie wspominałam go, nie myślałam o nim. Skupiłam się na tym, co było przede mną. Na tym i na osobie Stefana, którzy przez cały ten czas był przy mnie. Nawet nasi wspólnie znajomi szybko zaczęli uważać nas za parę. Szczególnie, że dzięki niemu jakiś czas później znów byłam w stanie się śmiać.
Tylko w snach, których nie byłam w stanie kontrolować, postać Damona wracała właściwie każdej nocy. Dręczył mnie, nękał i kusił, ukazując mi najwymyślniejsze i jak najbardziej plastyczne wizje, które powodowały, że często budziłam się w środku nocy cała zgrzana, spocona i dysząca jak po długim biegu. Kiedy zdawałam sobie z tego sprawę, znów łzy zaczynały spływać po moich policzkach, bo łóżko obok mnie było zimne i puste i nie mogłam znaleźć tam wsparcia, które pomogłoby mi zasnąć z powrotem.
Na spowodowaną w ten sposób bezsenność najlepszym lekarstwem okazała się nauka. Między innymi dlatego zimową, a później letnią sesję egzaminacyjną zdałam bez żadnych problemów. Właściwie, przez wakacje przed trzecim rokiem miałam już wykonaną lwią część pracy licencjackiej. Spędzałam nad nią większość nocy, kiedy już wybudziłam się z sugestywnych snów i nie pozwalałam sobie poddać się im znowu. Działo się tak nawet wtedy, kiedy razem ze Stefanem wyjechałam na miesiąc do Wielkiej Brytanii, a głównie – Londynu.
Mój towarzysz był najlepszym przewodnikiem po tym mieście, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. Było idealnie pod każdym względem.
No, prawie pod każdym. Wciąż nawet nie spróbował mnie pocałować. Jakby postępował według jakiegoś durnego męskiego kodeksu, który zabraniał przystawiać się do dziewczyny brata w ciągu kilku miesięcy po ich zerwaniu. Drażniło mnie to coraz bardziej.
Pod koniec naszego pobytu w Londynie, postanowiliśmy po raz już któryś z kolei przejechać się London Eye. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie i była to idealna pogoda, by po raz ostatni podziwiać panoramę miasta w pełnej krasie.
Weszliśmy do gondoli i ja, jak zwykle, z radością małej dziewczynki podeszłam do przeszklonej szyby i cieszyłam się krajobrazem , który bardzo powoli zaczął się zmieniać.
Mniej więcej, kiedy prawie wjechaliśmy na górę, poczułam, jak ramię Stefana obejmuje mnie w pasie. Instynktownie oparłam się o niego i na chwilę zamknęłam oczy, by przez moment po prostu cieszyć się jego obecnością. Potem odwróciłam się do niego i dopiero wtedy zorientowałam się, że jesteśmy zupełnie sami w tej niewielkiej, przeszklonej przestrzeni. Wcześniej byłam zbyt podekscytowana, by to dostrzec.
Zmierzyłam podejrzliwym wzrokiem swojego towarzysza. Domyśliłam się, że albo zauroczył pracownika obiektu, albo nieźle mu za to zapłacił. Albo jedno i drugie.
Nie miałam czasu, by się nad tym zastanawiać. Na dłuższą chwilę zatonęłam w jego zielonych oczach, które błyszczały w tym momencie rozbawieniem. Jak w zwolnionym tempie widziałam, jak podchodzi do mnie, bierze moją twarz w dłonie i nachyla się nade mną coraz niżej…
Kiedy poczułam jego usta na swoich, były delikatne i jakby czekające na moje dalsze przyzwolenie. Zupełnie inne od Damona… Kiedy złapałam się na tym, o czym myślę, zganiłam się za własną głupotę i postanowiłam już na zawsze pozbyć się wspomnień na jego temat! Aby pozwolić Stefanowi na kontynuację tej cudownie przyjemnej pieszczoty, podeszłam jeszcze krok do niego i położyłam mu dłonie na ramionach, żeby przysunąć go jeszcze bliżej. Połączyliśmy się w słodkim, zniewalającym pocałunku, od którego zabrakło mi tchu. Potem na moment odsunęliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i prawie niedostrzegalnie skinęłam głową i sama go pocałowałam, dając mu przyzwolenie, by posunął się dalej. Jego usta bardzo powoli, chyba po to, żeby mnie dalej dręczyć, przesuwały się na linię mojej szczęki do płatka ucha, a potem na szyję, natomiast jego dłonie przesunęły się na moje plecy i gładziły każdą nierówność, każdą wypukłość mojego ciała.
Kiedy przesunął się na dekolt, otworzyłam oczy i wtedy…
Wtedy w szybie przed nami, w której co najwyżej powinniśmy się lekko odbijać my oboje, zauważyłam…
TWARZ DAMONA!
Patrzył na mnie tak jak wtedy, kiedy tak głupio wyrzuciłam z siebie to, że uważam go tylko za bezwzględnego mordercę.
Jednocześnie przeraziłam się tym i zabolało mnie to tak bardzo, że natychmiast odskoczyłam od Stefana i odwróciłam się od niego plecami. Dotknęłam dłonią swoich ust, by wcale nie poczuć podniecającego smaku ust Damona. Zdałam sobie sprawę z tego, że w tym wszystkim brakuje mi… właśnie jego!
Całowanie się ze Stefanem było przyjemne i… właśnie – przyjemne. Zabrakło tej namiętności, tej pierwotnej radości, tej iskry, która przy jego starszym bracie zawsze zapalała się we mnie z pełną mocą i powodowała u mnie prawie że samozapłon. A właśnie w tej chwili zrozumiałam, że nie byłabym w stanie zgodzić się na mniej.
Pięknie!
Po prostu cudownie!
Patrzyłam w tym momencie już bezmyślnie na przepiękną panoramę Londynu, jednocześnie uświadamiając sobie straszną, okrutną prawdę:
ZAKOCHAŁAM SIĘ W DAMONIE!
I nie zmienił tego fakt, że przed momentem całowałam się z jego młodszym bratem.
Odwróciłam się wreszcie do Stefana i… w jego oczach ujrzałam zrozumienie.
- Przepraszam. Pospieszyłem się…
Podeszłam znów do niego i ujęłam jego twarz w dłonie. Musiał wiedzieć, że to nie on był winny, to ja byłam wszystkiemu winna.
- Nie, Stefanie. To wcale nie dlatego… - Czułam, jak drży mi podbródek, jakbym za moment miała się rozpłakać.
Wtedy do niego dotarło.
- Kiedy zobaczyłem to zdjęcie, na którym całowałaś się z Damonem… Już tedy domyśliłem się, że się spóźniłem.
Bezgłośnie roześmiałam się w odpowiedzi, ale był to śmiech przez łzy.
- To raczej my oboje się spóźniliśmy… Ale teraz… - Zawahałam się, ale wiedziałam, że dla spokoju swojego ducha musiał to usłyszeć. – Już wiesz… - Głos mi się łamał. – Dla mnie to zawsze był, jest i będzie Damon… - Uświadomiłam sobie, że była to prawda. Moje początkowe zauroczenie Stefanem było niczym w porównaniu z tym, co czułam w obecności Damona. Tak było od samego początku.
Stefan pokiwał głową i pocałował mnie w policzek.
- Rozumiem.
Nie chciałam go stracić. Powstrzymałam jeszcze przez chwile łzy i spytałam:
- Ale… możemy być przyjaciółmi, prawda?
Powoli skinął głową i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Zawsze nimi byliśmy. I na pewno będziemy.
Pocałowałam go w policzek i przytuliłam się do niego, a on objął mnie ciasno ramionami.
- Damon ma szczęście…
Zdusiłam śmiech.
- Nie powiedziałabym tak. Nie po tym, jak go potraktowałam ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy. Chociaż założę się, że przeszedł z tym do porządku dziennego na pewno szybciej niż ja.
- Nie pożerał tony lodów i nie wlewał w siebie hektolitrów kawy, żeby nie spać w nocy? – Usłyszałam nad sobą jego rozbawiony głos.
Aż go trzepnęłam pięścią w plecy, wciąż go obejmując.
- W każdym razie, jeśli oczekuje, że będę go szukać a potem padnę mu do stóp i będę błagać o wybaczenie, to się grubo myli. Mam zamiar ostatecznie sprowokować go do tego, żeby to on mnie przeprosił…
- Jestem pewien, że ci się to uda…
Roześmialiśmy się głośno, kiedy obojgu nam przyszła do głowy wizja Damona, klęczącego u moich stóp i kajającego się za to, co zrobił.
xxx
*Barbra Streisand/Glee Cast - One Less Bell To Answer/A House Is Not A Home
