Aomine zaparkował pod studiem i spojrzał na wysoki budynek z lekką niepewnością. Czy to tutaj dokonywano aktów przemocy na Kise, czyli depilacji woskiem (wolał o tym nie myśleć), strzyżenia, manicure (cokolwiek to było), pedicure (tym bardziej nie wiedział) i nakładania tych wszystkich mazi na twarz modela? Co prawda, Aomine podobały się efekty, tj. delikatna, pozbawiona włosów skóra Kise i subtelny zapach, jaki zawsze go otaczał, ale on nigdy by sobie na to nie pozwolił. Na swój sposób, uznawał Kise za odważnego, naprawdę dzielnego za znoszenie tego wszystkiego. Z ciężkim westchnięciem nasunął na nos ciemne okulary, poprawił sportową marynarkę i wszedł do środka.
Za biurkiem w recepcji siedziała młoda kobieta, która z zapałem godnym prymuski szkółki niedzielnej, zawzięcie stukała coś w klawiaturę. Jasne włosy, zebrane w końskim ogonie, podskakiwały lekko z każdym stuknięciem, jakby wkładała w to całą swoją siłę. Gdy zauważyła go kątem oka, wyprostowała się, eksponując mikroskopijny biust, i uśmiechnęła się sztucznie.
-W czym mogę pomóc? – zapytała, odsuwając się lekko od biurka.
-Przyjechałem po Kise. Kise Ryoutę – wyjaśnił, wkładając dłonie do kieszeni i lekko kołysząc się na piętach. Zauważył w lobby stolik, otoczony kilkoma kanapami. Wyglądał chłodnie i nieprzyjaźnie.
-Och, pan to pewnie Aomine Daiki, jego rodzina? – upewniła się. –Nim zadzwonię do Kise-san, musiałabym zobaczyć jakiś dowód pana tożsamości – wyjaśniła.
Nagle z uczennicy szkółki niedzielnej stała się Cerberem, który pilnował bram piekła. Aomine jednak nie protestował; cieszył się, że agencja chroni Kise przed wizytami niepożądanych gości, a także gdzieś w sercu drgnęło mu coś szybko, gdy dowiedział się, że jego kochanek podał w agencji jego dane jako dane członka rodziny. Wyjął portfel z kieszeni dżinsów i wyciągnął z niego swój dowód, który podał recepcjonistce, jednocześnie zsuwając okulary na czubek głowy, by mogła przyjrzeć się jego twarzy. Kobieta przez kilka długich sekund przypatrywała się Aomine i jego zdjęciu, nim w końcu przytaknęła.
-Proszę usiąść, zaraz zadzwonię do Kise-san.

Mężczyzna przeszedł do lobby, gdzie korzystając z chwili nieuwagi cerbera, złapał garść cukierków z miseczki i wcisnął do kieszeni marynarki. Odpakował jeden z nich i wsunął do ust, nerwowo stukając stopą w ziemię. Zaraz po telefonie, zwolnił się z pracy na resztę dnia; co prawda, i tak nie mieli wiele do roboty, a ich śledztwo utknęło w ślepym punkcie, więc mógł poświęcić czas na opiekę nad Kise.
Gdy zauważył blondyna, z oddali widział już, że jak nic złapało go jakieś choróbsko. Model opierał się o swoją asystentkę, a z lekko opuchniętych oczu leciały mu łzy. Czerwony nos, przypominający Aomine świąteczne renifery, wydawał się lekko nabrzmiały. Rano Kise skarżył się na ból głowy, ale nigdy nie przypuszczaliby, żaden z nich, że kilka godzin później grypa całkiem go rozłoży.
-Ja się nim już zajmę dalej – powiedział do kobiety, która jako jedyna wiedziała, że on i Kise nie są tylko przyjaciółmi. Agentka blondyna skinęła głową i cofnęła się lekko.
-Odmówił wycieczki do szpitala i uparł się, żeby zadzwonić do ciebie, Aomine-san – oznajmiła, obciągając swoją elegancką sukienkę.
-Nie lubię szpitali, to nie jest grzech – burknął Kise, a potem kichnął cztery razy i głośno wysmarkał nos. –Tam śmierdzi. I mają te takie duże igły, bardzo duże – zaznaczył, pokazując na palcach ich wielkość. Nie żeby potrafił wziąć na siebie o wiele większej rzeczy, pomyślał mimowolnie Aomine.
-Pomijając igły, myślę, że to zwykłe przeziębienie – agentka zignorowała słowa Kise i westchnęła ciężko. –Odwołałam jego sesje do końca tygodnia, część może uda się przełożyć na później. Na początku września potrzebujemy go na chodzie, Aomine-san. Bierzemy udział w dużej kampanii, bardzo dużej, nawet nie chcesz wiedzieć, jaką karę mamy przewidzianą w kontrakcie, jeśli go nie będzie – skinęła lekko głową. –W razie czego dzwoń.
-Zadzwonię – obiecał Aomine, odruchowo dotykając dłonią czoła Kise. Faktycznie, model był ciepły, ale nie aż tak. Mimo to nie puszczał jego ramienia aż do momentu, gdy pomógł Kise wsiąść do auta i sam usadowił się za kierownicą.
-Przepraszam Aominecchi – kichnął Kise, zasłaniając usta.
-Spoko – odparł, włączając się do ruchu. –Lepiej żebyś zadzwonił niż gdybyś miał tłuc się do domu metrem. Swoją drogą…
-Tak, wiem. Mówiłeś mi – Kise, mimo złego samopoczucia, przewrócił oczami. –To kara za to, że siedziałem trzy godziny w krzakach pod domem Kagamicchi'ego, kiedy on i Kurokocchi jedli kolację. Tak, tak. Dobra. Powiedz to, ale tylko raz – uniósł palec wskazujący, a Aomine uśmiechnął się złośliwie.
-A nie mówiłem, że ci to zaszkodzi? Mniejsza z tym – dodał, wzdychając. Kiedy Kise nic nie powiedział, skierował się w stronę swojego mieszkania.
Tam łatwiej będzie mu zająć się Kise.


Po ulokowaniu blondyna w łóżku (nie obyło się bez cichych protestów), Aomine otulił go kołdrą i zasłonił rolety. Po cichu wyszedł z pokoju, by przygotować coś do jedzenia, a Kise przesunął się na łóżku i wtulił nos w poduszkę Aomine. Zamknął oczy i westchnął ciężko. Nawet przez katar czuł jego zapach, co natychmiast wpłynęło na niego uspokajająco. Wiedział, że dla mężczyzny zapewne wygodniej było przywieźć go do siebie, aniżeli zajmować się nim w mieszkaniu Kise, ale wmawiał sobie, że Aomine lubi go mieć u siebie, że sprawia mu przyjemność to, że Kise śpi właśnie w jego łóżku. Kilka razy był bliski powiedzenia mu, że odda klucze do swojego apartamentu i wprowadzi się do niego na stałe, co byłoby wygodniejszym rozwiązaniem dla nich obu, ale Aomine odczytałby to jako atak na jego wolność. Przecież byli tylko kochankami, nie żyli w związku. Był głupi, że podał kontakt do Aomine swojej agencji, pewnie policjant będzie o to zły.
Kise zacisnął powieki i podciągnął kolana do piersi, nie chcąc się rozpłakać.

Aomine tymczasem wrzucał do garnka wcześniej pokrojone warzywa i kilka kawałków mięsa, przygotowując lekki, ale pożywny bulion dla Kise, tak, jak nauczyła go mama. I nawet jeśli było to tylko przeziębienie, nie zaszkodzi zasięgnąć porady lekarza, prawda?
Patrząc, jak zupa się gotuje i mieszając ją jedną ręką, drugą wyjął telefon z kieszeni dżinsów i po kilku głębszych oddechach zadzwonił do Midorimy.
Lekarz odebrał po kilku sygnałach i już po tonie jego głosu Aomine wiedział, że wybrał zły moment.
-Cześć, Aomine. Czego chcesz?
-Potrzebuję porady – wycedził, dla dobra Kise chowając swoją dumę do kieszeni. Zapewne w czasach liceum nigdy by otwarcie nie poprosił o pomoc, ale – na szczęście – zmienił się od tamtego czasu.
-Świat się kończy. Czego ma dotyczyć ta porada?
Aomine nagle zauważył, że zamiast odgłosów szpitala, w tle słychać było ciche miauczenie i muzykę. Czyli Midorima nie był u siebie w domu? U kogo innego mógłby być w poranek?
-Kise ma gorączkę i katar, drapie go w gardle. Wygląda nieciekawie.
Midorima milczał przez chwilę, po czym głośno westchnął.
-Dzwonisz do mnie z tym samym problemem za każdym razem, kiedy Kise jest chory. I tylko dlatego, że mam złotą cierpliwość, powiem to chyba po raz setny. Jestem chirurgiem, nie internistą, Aomine!
Aomine burknął coś pod nosem.
-Jesteś lekarzem czy nie jesteś lekarzem? – zapytał, kierując się swoją prostą, dziecięcą wręcz logiką.
-Jestem – westchnął, a Aomine był pewien, że właśnie zaciska palce na skrzydełkach nosa, żeby powstrzymać migrenę (czy coś).
-No właśnie!
-Dobra, dobra! Aspiryna dwa razy dziennie, dużo warzyw, owoców, pilnuj, żeby się nie odwodnił. Jakby mu nie przeszło do końca tygodnia, umówię go u mojego znajomego na wizytę.
-Dzięki – odparł, szczerząc zęby.
-Do tego czasu zero seksu, Aomine – dodał złośliwie Midorima, ale idealnie zamaskował ton głosu swoim zwyczajnym znudzeniem. –Kise musi dużo spać i odpoczywać.
-W-wiem!
-I nie zostaw go samego w domu, może się przewrócić.
-Jest u mnie!
-No dobra, dobra. Jakby co to dzwoń – wymamrotał.
W tym samym momencie Aomine usłyszał wyraźnie kobiecy głos, wołający „Shintarou, prysznic wolny!". Szerzej otworzył oczy.
-Yo, Midorima, czy ty masz dziew…
Pik.
Telefon się urwał.
-Kise padnie, jak to usłyszy! – powiedział Aomine sam do siebie.


Gdy wrócił do sypialni, Kise spał na jego połowie łóżka, co dziwnie go rozczuliło (cholera, może się zaraziłem?!). Aomine ostrożnie obszedł je dookoła i podniósł kołdrę z drugiej strony. Skoro mają już obaj wolne, a Kise już śpi, to nie zaszkodzi, jeśli i on utnie sobie drzemkę. Zwłaszcza, że już z daleka widział, że blondyn dygocze w gorączce. Cmoknął cicho pod nosem i przytulił się do pleców Kise, po czym objął go mocno ramionami. Wystarczyło kilka minut, by mężczyzna przestał się trząść, a jego ciało się zrelaksowało i rozluźniło. Aomine ostrożnie odgarnął mu włosy ze spoconego czoła i dotknął go, czując, że Kise robi się cieplejszy. Oby Midorima miał rację i oby to było zwykłe przeziębienie
Sama myśl o tym, że coś mogłoby zagrozić jego blondynowi, sprawiała, że Aomine ział złością. Czuł się za niego w pewnym sensie odpowiedzialny. Chciał, by Kise wprowadził się do niego na stałe, ale ten pewnie pomyślałby, że Aomine chce go kontrolować i odebrać mu jego niezależność. Westchnął cicho i pocałował lekko kark Kise. Zajmie się nim najlepiej, jak umie i powoli, małymi kroczkami, doprowadzi do tego, by blondyn na zawsze pozostał jego.


Akashi nienawidził zapachu szpitali. Wiedział, że to mieszanka woni środków chemicznych, potrzebnych do utrzymania czystości, podszyty zapachem choroby i śmierci. Od czasu, gdy odeszła jego matka, szpitale zawsze źle mu się kojarzyły. Mimo to, co miesiąc zgłaszał się na kontrolne badania, między innymi tomografię i badania krwi. Dzięki znajomości z Midorimą, a także dzięki posiadanemu majątkowi mógł sobie pozwolić na najlepszą opiekę medyczną, więc korzystał z niej. Migreny wciąż się pojawiały i nie było na nie ratunku.
-Akashi – Midorima pomachał do niego z drugiego końca korytarza, więc skierował się w jego stronę. –Dzisiaj dyżuruję tutaj. Możesz wejść do gabinetu i przygotować się do badania. Idę po twoją kartę.
-Ty? A gdzie pielęgniarki?
-Mamy w szpitalu wirusa, ponad połowa personelu jest chora – westchnął Midorima. –Prócz chorych na oddziale zakaźnym, zaraził się też personel. Szewc bez butów chodzi, wiesz.
-Taaak. Poradzę sobie – z niechęcią pomyślał o chłodnych dłoniach, które będą go dotykać. A na samą myśl o tomografie czuł jak żołądek podchodzi mu do gardła. Mimo to nawet nie drgnęła mu powieka, gdy wchodził do gabinetu.
-Dokto… Akashi-san? – ku jego zdumieniu, tuż przed nim stała Hikari, ubrana w mundurek pielęgniarki. Mimowolnie Akashi poczuł, że szybciej bije mu serce. Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że kobieta jest w pracy, wydawała się naprawdę seksowna.
-Izuki-san. Nie wiedziałem, że tutaj pracujesz – oznajmił, siląc się na uśmiech. Kobieta również odpowiedziała uśmiechem.
-Zastępuję koleżankę, którą rozłożył wirus – wyjaśniła, prowadząc go do gabinetu. –Znam się na tomografach, więc pomagam dziś doktorowi Midorimie. Ale, ale, dlaczego pan tu jest?
-Badania kontrolne – wyjaśnił. Nagle wizja rozebrania się stała się jeszcze mniej przyjemna. W jej obecności czuł się dziwnie skrępowany. Tymczasem jej nawet nie drgnęła powieka, gdy rozciągała parawan. Zapewne często widywała w pracy praktycznie nagich mężczyzn, nie był wyjątkiem.
-Zapewne więc wie pan, co zrobić – uśmiechnęła się uspokajająco, lekko wskazując mu dłonią parawan.
-Jak czuje się Miyu-chan? – zapytał, wchodząc tam i zaczynając rozpinać koszulę.
-Nawet dobrze. Nie budzi się już w nocy z krzykiem – odparła, nie mogąc oderwać wzroku od zarysu ciała Akashi'ego, które widziała pod światło. Oczywiście, musiała być profesjonalna, ale Akashi był naprawdę ładnie zbudowany. To oczywista, naturalna, kobieca ciekawość!
-Dobrze słyszeć.
W samych bokserkach wyszedł zza zasłony i z ulgą zauważył, że wrócił Midorima. W obecności innego mężczyzny nie czuł się już tak skrępowany. Hikari pomogła mu ulokować się w tomografie i odsunęła się.
-Wiesz, jak się zachować, więc nie będę tego powtarzać. Wiem, że jesteś mądrzejszy od Aomine i pamiętasz takie rzeczy.
-Daiki znów coś przeskrobał?
-Nawet nie pytaj – burknął pod nosem Midorima, znów ciężko wzdychając.

Pod koniec badania okazało się, że Midorima musi pomóc przy jakimś nagłym przypadku, więc Akashi znów został sam z Hikari. Ubrał się szybko, podczas gdy ona wypisywała coś w jego karcie i zaznaczała w systemie kolejny termin wizyty.
-Dziękuję – odparł, odbierając od niej karteczkę z datą.
-Do usług, panie Akashi.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, w końcu jednak Akashi postanowił zaryzykować. Fascynowały go oczy tej kobiety, chciał wiedzieć o niej więcej.
-Kiedy ma pani przerwę? Z chęcią wypiłbym kawę w pani towarzystwie, Izuki-san – oznajmił.
-Mam przerwę dopiero za pół godziny, po kolejnym pacjencie – wyznała przepraszająco.
-Nie szkodzi – odparł natychmiast, bez chwili zawahania. –Zaczekam.

Idąc do kawiarni szpitalnej, w której umówiła się z Akashim, Hikari zastanawiała się, o co może chodzić temu mężczyźnie. Pomagał jej już wcześniej, a teraz zaprosił ją na lunch. Co mogło czaić się w głowie takiego człowieka? Pochodzili przecież z dwóch różnych światów i prócz kilku przypadkowych spotkań, nic ich nie łączyło. I chociaż uważała go za szalenie przystojnego i elokwentnego człowieka, napawał ją swoistego rodzaju lękiem, a zdrowy rozsądek aż krzyczał, by zawróciła i uciekła, za każdym razem, gdy Akashi był w pobliżu. Mimo to szła przed siebie, by przez chwilę móc spoglądać w te niesamowite, dwukolorowe oczy.
Doprawdy, zaczynała rozumieć, czemu ćmy ciągną do światła, nawet jeśli oznacza to ich zgubę.