ROZDZIAŁ 12
" WAAAKKE UUUP! "
Bella POV
- JEEEEEEEEEEEEEE! - Alice praktycznie skakała po ścianach.
- Więc, wasza dwójka chodzi już ze sobą? - zapytała mnie Rosalie.
- Nie wiem, tak szczerze to nawet o tym nie rozmawialiśmy... - rzeczywiście, nawet o tym nie pomyślałam, powinnam do niego zadzwonić i zapytać się czy jesteśmy razem czy nie, czy jest on moim chłopakiem czy nie. Wiem o tym, że nie widywaliśmy się z innymi osobami i nie umawialiśmy się z innymi, ale on tak naprawdę to nigdy mnie nie zapytał, czy bym chciała zostać jego dziewczyną. To było w sobotę rano. Alice i Rosalie zostały ze mną, aż do wtorku, ponieważ moi rodzice wyjechali do Seattle na zbiórkę pieniędzy. Myślę też, że mieli oni jakąś rocznicę czy coś tam...Było około piętnaście po jedenastej, a my niedawno wstałyśmy z łóżka i właśnie jadłyśmy śniadanie.
To wtedy zaczęło się całe przesłuchanie : Co robiłaś z Edwardem wczoraj w nocy? Całowaliście się? Byliście naprawdę długo tam, co on ci powiedział, że mu przebaczyłaś? Zeznałam im transmisję z naszego wczorajszego spotkania i to właśnie wtedy zaczęła wszystko Alice. Gdy jadłam, w moim umyśle przesuwałam wspomnienia dotyczące Edwarda. Jak wyglądają jego twarz w świetle księżyca, jak wyglądały jego szmaragdowe oczy, tą iskrę, którą czułam, jak dotykały się nasze usta, jego ramiona owinięte wokół mojej tali.
- Jestem bardzo szczęśliwa - westchnęłam i uśmiechnęłam się do dwóch moich najlepszych przyjaciółek.
- W końcu - roześmiała się Rosalie.
- Ty i Edward doprowadzaliście już nas do szału od początku semestru. - rzuciłam jej zirytowane spojrzenie. Alice chciała to wszystko zakończyć, czekała tylko aż zrobi sobie płatki i mlekiem.
- Cóż jestem szczęśliwa, że ten cały dramat się skończył - krzyknęła.
- O tak, zdecydowanie się z tym zgadzam - odpowiedziałam.
Chciałam zadzwonić do Edwarda, ale nie byłam całkowicie przekonana. Siedzieliśmy wtedy z Edwardem do samego końca, a on musiał jeszcze tam zostać i pomóc sprzątać. Na sam koniec, Emmet wylał całą lemoniadę, która została. Była ona wszędzie. Większość chłopaków wtedy wróciła do domu, ale Jasper, Emmet i Edward i dwóch innych chłopaków z drużyny musiało zostać i zmyć wszystko i wytrzeć wszystkie lepiące się krzesła i stoły. W końcu skończyli około północy. Nie wiedziałam, co mam robić, czekałam, ale w końcu wzięłam telefon i szybko wykręciłam numer. Dzwoniłam pięć razy, zanim odebrał.
- Kto? Chchces? - powiedział niewyraźnie Edward przez słuchawkę.
- Oh! Przepraszam, to ja, Bella. Nie chciałam cię obudzić - przeprosiłam, mimo, że nie czułam się z tym źle. Zrobił się nagle bardzo czujny.
- Nie, nie! Nie martw się o to, lubię się budzić na dźwięk twojego głosu - ziewnął. Zarumieniłam się.
- Więc, dobrze spałeś?- Oczywiście, miałem najlepszy sen... - powiedział.
- Dobrze - nadal wydawał mi się śpiący, dało się to wywnioskować z jego wycieńczonego tonu głosu.
- Co robisz dzisiaj? Myślę, że powinniśmy się spotkać wszyscy i rozbić coś fajnego - zaproponowałam. W końcu my nigdy w naszej grupie nie byliśmy w taki sposób.
- Brzmi świetnie. Pozwól mi pogadać z Emmettem i Jazzem, a potem do ciebie oddzwonię, dobrze?- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- Pa, Edwardzie.
- Dowidzenia, Bello - mogłam stwierdzić, że najprawdopodobniej on się teraz uśmiechał.
Edward POV
Wyskoczyłem z łóżka i od razu udałem się do pokoju Emmetta.
- Wstawaj! WSTAWAJ! Wstawaj! - zacząłem skakać na jego łóżku.
- Co do... ? - Emmet otworzył szybko oczy i na mnie spojrzał. - Edward? Co ty robisz? Nie jesteś już taki zdołowany? - zapytał zmieszany.
Huh, on miał chyba rację... Ostatnio byłem bardzo melancholijny i roztrzepany... Zacząłem chichotać oglądając, Emmeta, któryby całkowicie zaspany, wyglądał on jak mała dziewczynka i patrzył na mnie.
- Więc, o co chodzi z tym niepotrzebnym budzeniem mnie bracie? - przetarł sennie oczy.
- Wychodzimy dzisiaj z dziewczynami! Przygotuj się! Idę obudzić Jazza - skoczyłem na podłogę i pobiegłem do pokoju Jazza.
- Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, Wstawaj, WSTAWAAAJ - krzyknąłem mu do ucha.
- Hej - wrzasnął. - Staram się spać!
- Już nie, wychodzimy dzisiaj z dziewczynami. Zaraz, kiedy wrócę tu sprawdzić ciebie, lepiej, żebyś nie był już w łóżku - usłyszałem śmiech Esme.
- Ta... Cokolwiek - słyszałem jak narzekał, przyciskając poduszę do swoich ust. Szybko wróciłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi. Wybrałem numer Belli i czekałem, aż odbierze.
- Hej.
- Cześć, Emm i Jazz już wstali... Nie do końca, ale co chcesz robić, jak przyjedziemy po was? - słyszałem, jak mruczała w słuchawce zanim odpowiedziała.
- Właściwie, my przyjedziemy do was…. - parsknęła śmiechem. Byłem pewien, że one coś planowały.
- Dobra, mogę wiedzieć, co zamierzasz?
- Nie, ale nie martw się, wszystko będzie dobrze, będzie śmiesznie - teraz już się śmiała.
- Idź do Emmeta i Jazza, jestem pewna, że wrócili spać, gdy tylko wyszedłeś z ich pokoi - zaproponowała.
- Tak, proszę pani - poszedłem do pokoju Jaspera i byłem pewien, wystarczyło wejść, a dało się zobaczyć jego rękę zwisającą na brzegu łóżka. Następnie, udałem się prosto do Emmeta, nawet nie trzeba było wchodzić. Dało się stąd usłyszeć jego chrapanie.
- Śpią dalej.
- Świetnie! Będziemy, więc za jakieś dwadzieścia minut - szybko odłożyłem telefon i chciałem by czas leciał szybciej. Czułem się, jakbym czekał z godzinę, gdy usłyszałem podjeżdżający samochodów na nasz podjazd. Wyszedłem na zewnątrz, by tam się z nimi spotkać, nie ma mowy, by zadzwoniły dzwonkiem i obudziły moich braci. Dziewczyny, zdecydowanie nie chciały, żeby byli przytomni.
- Hej - wziąłem oddech, gdy szedłem w stronę Belli.
- Hej - uśmiechnęła się nieśmiało. Przyciągnąłem ją do siebie, dając jej buziaka w policzek. Tak bardzo chciałem ją pocałować, ale nie wiem, czy było to jeszcze właściwe. Praktycznie, nie chodziliśmy jeszcze ze sobą, ale nie umawialiśmy się z nikim innym... To naprawdę mnie dezorientowało.
Będę musiał coś z tym zrobić i to jeszcze dziś wieczorem - zanotowałem w swojej głowie.
- Okej, dzieciaki, skończcie z tym. Nie przyjechałyśmy tutaj bez powodu - roześmiała się Rosalie.
- Co jest? - zapytałem.
- Zobaczysz. Będziesz miał przyjemność oglądania tego ze mną - złapała mnie za rękę Bella i pociągnęła mnie razem ze sobą, podążając za Alice i Rose. Na palcach wchodziliśmy po schodach i po cichutku przeszliśmy drugie piętro. Bella poprowadziła mnie na sam środek, skąd widzieliśmy drzwi od sypialni Emmeta i Jaspera. Po cichu odliczyły na palcach do trzech i otworzyły drzwi, kierując się prosto do ich łóżek.
- Wstaaaaaaaaaaawaj! Wstaaawaj! Nadszedł czas, by wstawać! - pięknie obydwie zaśpiewały i zaczęły skakać dookoła Emmeta i Jazza. Wyraz twarzy Emmeta był zdecydowanie bezcenny.
- Jak do diabła się tu znalazłaś Rosie? - jęczał i okrył się instynktownie swoją kołdrą.
- Słucham? Jeśli mnie nie chcesz, to chyba powinnam wyjść - udawała zranioną. Rose zeszła z łóżka i zaczęła iść w stronę schodów.
- Czeka, czekaj, czekaj! - krzyknął Emmet, zakładając na siebie koszulkę i pobiegł za nią. Przeniosłem wzrok teraz na sypialnię Jaspera, gdzie Alice nadal krzyczała, a on miał na siebie zarzuconą poduszkę.
- Wstaaaaaaaaawaaaj! Wsaaaawaj! Czas już wstać! - nagle wyciągnął rękę i chwycił kostki Alice. Usłyszałem jej krzyk i zobaczyłem jak ląduję na łóżku, obok Jaspera.
- ! Nie waż się robić jeszcze kiedyś, coś takiego Jasperze Cullen! - uderzyła go figlarnie w ramię. Miał jeszcze na sobie poduszkę, więc nie odpowiedział. Ściągnął ją z siebie i pociągnął Alice do siebie.- Powinniśmy chyba pójść... - zachichotała Bella.
Skinąłem głową i zaprowadziłem ją do siebie. Czułem się trochę nie swojo, po raz pierwszy dziewczyna przychodziła do mnie "moja przyszła dziewczyna". Pokój może naprawdę dużo powiedzieć o człowieku. Niepewnie przeszła przez próg pokoju i się rozejrzała wokół.
- Wow - powiedziała, przeraziłem się. - Twój pokój jest naprawdę fajny - zaśmiałem się, mogłem się spodziewać, że powie coś takiego.
- Dzięki - obserwowałem ją jak patrzyła na moją kolekcję książek i płyt.
- Musimy posłuchać tego! Nigdy wcześniej nie miałam okazji posłuchać Claire de Lune! Moja mama zawsze go puszczała na cały dom, aż w pewnym momencie ta płyta zapadła się pod ziemię i nie miałyśmy już więcej - roześmiała się.
Chwyciłem płytę i umieściłem ją w stereo. Muzyka wypełniała pokój i słyszałem, jak Bella nuciła. Siedziała na czarnej kanapie, podeszłem do niej. Siedzieliśmy i słuchaliśmy przyjemnej kołysanki wtuleni w siebie. Bella chwyciła moją lewą dłoń i bawiła się moimi palcami, a moja prawa trzymała ją w pasie.
- Więc, o co chodzi z tym najlepszym snem? - zapytała Bella, zaciekawiona
.- Możesz się łatwo domyślić - pochyliłem się i wyszeptałem jej to do ucha.
- Dobra! Hm... - podniosła swoją brodę żartobliwie, udając, że ciężko myśli. - Więc byłeś gorącą gwiazdą koszykówki i właśnie przed dzwonkiem zakończenia meczu, trafiłeś zwycięskim ostatnim rzutem?
- Nie - uśmiechnąłem się.
- Przekonałeś mnie, bym poszła jeszcze raz na mudding i bym wsiadła do tej pułapki śmierci? - parsknęła.
- Chciałbym, ale nie.
- Okej, poddaje się - oświadczyła dramatycznie.
- Dobra, dam ci wskazówkę... Jej imię rymuje się z "Fella" i zajmuje ona moje myśli dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Ella Fitz, ta z dziewiątej klasy, wiesz czyje ma zdjęcie w swojej szafce? Ona będzie zdecydowanie zachwycona, jeśli dowie się, że śniłeś o niej i marzysz o niej całe dnie. Myślę, że mam jej numer, powinnam do niej zaraz zadzwonić... - zaczęła szukać w książce telefonicznej, wyrwałem jej telefon, wiedziałem, że ona nie żartowała.
- Co? - zapytała niewinnie. - To znaczy, że nie śniłeś o niej? - udawała, że jest tym wstrząśnięta. - Jedyna dziewczyna, jaką znam, która rymuje się z tym jestem.. ja! - to było takie słodkie, Bella starająca się nie uśmiechać.
- Dokładnie - westchnąłem. Bella zachichotała, przybliżając się do mnie, oparła głowę na mojej klatce.
- Więc, co takiego działo się w twoim śnie?
- Byliśmy w lesie, albo na jakieś łące, po prostu leżeliśmy tam i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Naprawdę, nie pamiętam, o czym dokładnie rozmawialiśmy, ale musiało być całkiem zabawnie, ponieważ cały czas się śmialiśmy - uśmiechnąłem się, patrząc na beztroską twarz Belli.
- To brzmi jak świetny sen - odpowiedziała cicho. Czułem, jak oddychała równomiernie i gdyby się do mnie nie odzywała, uznałabym, że zasnęła.
- Tak, był - pocałowałem ją w czoło i trzymałem w swoich ramionach, tam, gdzie powinna być.
Bella POV
Miałam iść zdrzemnąć się, ale następną rzeczą, jaką usłyszałam, to krzyk Emmeta.
- CZAS PRZYTULANIA SKOŃCZONY - następnie dwa silne ramiona odepchnęły mnie od Edwarda. Głos Edwarda był naprawdę zaspany, widać, też musiał się zdrzemnąć na chwilę.
- Jezuu Em, tylko jej nie zabij - Emmet go zignorował.
- Więc co robimy?
- Nie jestem pewna, czy chcę w taki sposób spędzać czas - odpowiedziała Rosalie.
- Jedziemy do parku! - zapiszczała Alice.- Park? Kocham to miejsce - powiedział Emmet, wybiegając z pokoju i krzycząc, żebyśmy się pośpieszyli.- Dajcie spokój, przyroda może oczesać... -pokręcił Jasper głową i wyszedł z pokoju za Alice i Rose.
Opadłam z powrotem w ramiona Edwarda i zamknęłam oczy. Być może nie zauważy, że nas nie ma, miałam taką nadzieję. Jednak pięć sekund później przyszedł Emmet.
- Nie słyszeliście mnie? Powiedziałem, pośpieszcie się! - ryknął i stanął ze skrzyżowanymi rękoma. Edward jęknął i niechętnie pomógł mi wstać, a następnie sam wstał.
- Dobrze, dobrze... Już. Szczęśliwy? - wymamrotał sennie. - Bardzo - uśmiechnął się Emmet. Wszyscy wsiedliśmy do śmiertelnej pułapki, oczywiście prowadziła Rosalie, Emmet był na przedzie, za nimi siedziała Alice i Jasper, a na samym końcu ja przytulona do Edwarda.
- Mmmm - wymamrotał. - Możemy tutaj schować się na końcu, podczas gdy reszta sobie pójdzie...
- Brzmi świetnie - westchnęłam i umieściłam głowę w zagłębieniu jego szyi i zamknęłam oczy
Dotarliśmy do FORKS Community Playground, ale nie szybko. Zostaliśmy tu na dłużej i zaparkowaliśmy naszą pułapkę śmierci. Emmet i Alice wybrali najkrótszą drogę. Patrzyłam, jak Alice delikatnie zjeżdża do zjeżdżalni, a za nią Emmet, który chciał zjechać ciężko i mocno, przez co popsuł zjeżdżalnię.
Czwórka z nas, czyli Emmet, Alice, Rose i Jasper planowali tutaj zrobić wyścig na torze przeszkód. Edward ścisnął moją rękę i poprowadził mnie w stronę huśtawki. Usiedliśmy na dwóch końcach, lecz nadal trzymaliśmy się za ręce.
Starałam kołysać nią delikatnie, tak jak w tych romantycznych filmach, ale to nie wypaliło. Edward chciał być szybszy i szybko nas huśtał, co chwila byłam w górze i na dole. Zatrzymaliśmy się i Edward złapał mnie i popchnął lekko.
- Mam pytanie Bello... - zaczął. Brzmiał całkiem poważnie, co mnie zdecydowanie zamartwiło.
- Dobrze, dawaj.
- Jakim cudem strzeliłaś celnie trzy rzuty? To było doskonałe. Nigdy nie widziałem cię na treningach koszykówki! - zawołał. Roześmiałam się, Edward doprowadzał się do szaleństwa, myśląc o tym, jak mi się udało.
- Myślę, że to moje umiejętności - powiedziałam, wzruszając ramionami, jakby to było nic wielkiego. Przyciągnął mnie do siebie.
- Tylko umiejętności? Chcesz, żebym ci uwierzył, że nigdy nie byłaś w drużynie koszykarek? - w jego oczach było widać niedowierzenie, ale zarazem zdumienie. Mój mózg wysłał mi sygnał i wszystko, co mogłam zrobić, to szybko się odwrócić. Puścił mnie i szybko ruszyłam przed siebie. Aż zakręciło mi się w głowie przez ten nagły ruch i te wszystkie emocje.
- W porządku, Swan. Ty i ja. Jeden na jednego - chwycił mnie za rękę i prowadził w stronę boiska do koszykówki.
- Co? Nie grałam już półtora roku! - zaprotestowałam.
- Aha! Więc grałaś! - Cholera. Pomyśl, zanim coś powiedz. Myśl, na przyszłość.
- Nie, uhhh. Chciałam powiedzieć, że od pół roku nie oglądałam koszykówki... - próbowałam się jakoś ratować.
- Jesteś beznadziejną kłamczuchą, Bello - zaśmiał się Edward i zabrał piłkę.
- Dobrze... zaczęło się wtedy, gdy dołączyłam do zespołu rekreacji, byłam wtedy w piątej klasie, a Charlie uważał, że mi się to spodoba... Grałam do tamtego roku - czułam, jak moje policzki robią się czerwone z zażenowania.
- Dlaczego to rzuciłaś? - zapytał, spojrzałam na swoje buty.
- To naprawdę nic takiego... Trener Clapp wściekł się, gdy powiedziałam mu, że nie będę grała w drugiej klasie.
- Ale z tego, co zauważyłem jesteś naprawdę dobra!
- Tak, ale lubię grać w koszykówkę dla zabawy, a w liceum... Zrobiła się straszna rywalizacja.
- Aha, więc nie miał bym szans przeciwko tobie, gdybyśmy zagrali? - uśmiechnął się krzywo.
Ugghh! Ten mały oszust wiedział, że jak tak się uśmiechnie, to na pewno nie odmówię.
- W porządku, ale tylko jeden raz - powiedziałam, pokiwał głową i rzucił mi piłkę.
- Panie przodem - uśmiechnął się. Zaczęłam kozłować piłką, kiedy Edward do mnie podszedł, próbując wytrącić mi piłkę. Szybko przecisnęłam się pod jego pachą i strzeliłam. Prosto w sam środek kosza, pięknie.
- Łałłł, dziecinko - usłyszałam Emmeta z drugiego końca parku. Reszta grupy podeszła i Emmet z Jasperem, patrzyli na mnie, a Alice z Rose kiwały głową z akrobatą. Edward popatrzył na mnie w szoku i po prostu zrobił się cały czerwony, znowu.
- Kto powiedział, że Bella nie umie grać? - zażartował Jasper.
- Właściwie była ona najlepszą zawodniczką w klasie Juniorów w pierwszej klasie - dodała radośnie Alice, a ja zarzuciłam jej złe spojrzenie.
- Bella? - wszyscy trzej bracia patrzyli na mnie z tą samą miną. Wypadła mi piłka z rąk i zrobiłam się cała czerwona.
- Tak, to prawda.
- Ona była niesamowita! Nawet nie macie pojęcia jak! - zwróciła się do nich Rosalie.
- Proszę, kontynuujcie swoją grę.. - skinął głowa Jasper do mnie i Edwarda.- Nie mogę, jak każdy mnie teraz obserwuje - jęknęłam.
- Bellla! - powiedział głośno Emmet
.- Dobrze - mruknęłam i rzuciłam Edwardowi piłkę. Tym razem mogłam powiedzieć, że Edward chciał zabrać mi piłkę, kiedy była w moim posiadaniu. Przeszłam ponownie pod jego pachą i ukradłam mu piłkę. Tym razem kozłowałam do samego kosza, skoczyłam i strzeliłam do kosza, otrzymując gwizdanie z zachwytu od dziewczyn i oszołomione wyrazy twarzy chłopaków.
- Jeśli będziemy robili przerwę po każdym koszu, nigdy nie skończymy tej gry - powiedziałam, czekając na ich odpowiedź. Edward odchrząknął i ruszył naprzeciwko mnie.
- Pożałujesz tego, Swan - uśmiechnęłam się i rzuciłam mu piłkę.
- No dawaj, Cullen.
Edward POV
Codziennie Bella ujawniała nowe rzeczy o sobie. Nie miałem pojęcia, że grała ona w koszykówkę i była naprawdę w tym dobra. Nic dziwnego, że trener Clapp był na nią wkurzony. Stracił najlepszego gracza w całym zespole! Skończyło się z wynikiem 21-16. Emmet nazwał mnie ofiarą, gdy Bella wygrywała. Pojechaliśmy do sklepu, po jedzenie, by móc urządzić piknik i wróciliśmy z powrotem do parku. Resztę dnia, Emmet i Jasper wyzwali Bellę na pojedynek, na grę. Bella pokonała ich obu. Wsiedliśmy z powrotem do naszego jeepa i odwieźliśmy dziewczyny do domu i powiedzieliśmy im dobranoc.
- Zadzwonię później, dobrze...? - pocałowałem w policzek Bellę i ją przytuliłem.
- Dobrze, do usłyszenia... - spojrzała jeszcze raz na mnie i wyskoczyła z samochodu.
Patrzyłem jak zachodzi słońce i poczułem, jak zostawiłem tam za sobą część mojego serca. Pamiętam, że miałem to naprawić. Bella i ja nie przedyskutowaliśmy naszych wzajemnych relacjach. Wszystko musiało się zmienić.- Emmet, Jazz! Szybko wracamy do Belli!
Bella POV
Byłam w piżamie i szukałam dobrego filmu romantycznego, kiedy dziewczyny szykowały się do spania. Każdy film przypominał mi o Edwardzie. Zawsze porównywałam go do głównego bohatera i siebie do głównej aktorki. Edward nie dzwonił.
Wybrałam w końcu "Jak stracić chłopaka w 10 dni?". Wszystkie lubiłyśmy ten film i poszłam do kuchni by przygotować popcorn. Mój telefon zaczął wibrować na ladzie, wiedziałam dokładnie, kto to był.
Wyjdź na zewnątrz.
Czy on poważnie mówi? Było tylko z piętnaście stopni!
Co?
Ufasz mi?
Takk...
Więc, wyjdź na zewnątrz.
Założyłam na głowę kaptur i wyszłam na zewnątrz.
Dobra, co teraz?
Piętnaście kroków w prawo.
Stałam na końcu własnego podjazdu.
Już... i co teraz?
Odwróć się.
Nie było tam Edwarda, tylko biała róża.
BZZZZZZ.
Mój telefon zaczął ponownie wibrować.
Zostaniesz moją dziewczyną?
Zajęło mi to chwilę i próbowałam nie podskakiwać w górę z radości, ale musiałam wziąć się w garść. Mogłam zobaczyć na jego twarzy, jak bardzo był zmieszany i zdenerwowany.
– Chwila...
BZZZZZ! Tym razem zawibrował Edwarda telefon.
- Naprawdę? - zapytał, po odczytaniu mojej wiadomości.
- Naprawdę, naprawdę.. - uśmiechnęłam się do niego, wciąż byłą jeszcze między nami odległość.
- Chodź tu - skinął ręką i rzuciłam się w jego ramiona. Złapał mnie mocno w tali i obrócił mnie, robiąc kółko. Postawił mnie z powrotem i teraz bez wątpienia jego usta spotkały się z moimi. Chciałam poczuć ten wzrost energii elektrycznej, które przechodziło przez nasze ciało, poprzez nasz pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie i usłyszeliśmy krzyk prowadzący z domu.
- AAAAAAAAAAAAAAAA - twarz Alice i Rose były przyciśnięte do okna. Zaraz obok nich pojawił się Emmet i Jasper, zobaczyć, co się dzieje. Dziewczyny pokazały im i od razu wyszli z domu. Biegli wszyscy w naszym kierunku i zaczęli podskakiwać. Słyszałam, jak bracia gratulują Edwardowi i uśmiechnęłam się.
Jestem dziewczyną Edwarda Cullena.
On był w końcu mój.
