Rozdział 12. Organizacja
Kiedy wreszcie wszyscy zasiedli w ogrodzie niedaleko białej ławki (która została zajęta przez Narcyzę i Lucjusza), a Simon przestał podziwiać rzekę, kwiaty, skały i... cóż, wszystko, Voldemort uznał, że ilekroć dzień zaczął dobrze, to bezpieczniej było zostać w łóżku, ponieważ teraz mogło być tylko gorzej. Syriusz i Remus cieszyli się słońcem i sobą, Siri z głową na udzie Remusa. Po cichu śmiali się też z Voldemorta, który z każdą sekundą wyglądał na coraz bardziej wzburzonego. Dudley i Draco prowadzili dosyć grzeczną dyskusję o tym, czy to mugole, czy czarodzieje są lepsi, którą zakończył Dudley przypominając blond Ślizgonowi, że mógłby pobić go podczas wakacji, a Draco wypomniał mu, że mógł poprosić rodziców lub ojca chrzestnego, by transmutowali go w zwierzę, które on wybierze. Severus czuł się dosyć zbędny dlatego myślał o powrocie do swojego laboratorium, o pracy nad eliksirem dla Harry'ego, kiedy wspomniany chłopiec skinął na niego by zapytać czy mugole widzą jednorożce (oczywiście, że mogli - skąd indziej by pochodziły te głupie i śmieszne bajki?). Skończył obok Empaty i choć nie rozmawiali zbyt wiele to miał niesmaczne wrażenie, że Turner odczuwał jego emocje, więc skłoniło go to do wzmocnienia jego barier Oklumencjnych.
- Zaczynając, ciasto, które wybrał Dumbledore jest dobre, oczywiście pod warunkiem, że nie jest zatrute - zaczął Voldemort ściągając uwagę wszystkich. - Pozostaje nam zaplanowanie całej reszty. Zacznijmy od ubrań.
- Zawsze myślałem, że pan młody nosi garnitur, więc po co te ceregiele? - zapytał Dudley, nie widząc niczego niewłaściwego w swoim rozumowaniu.
- Ponieważ jesteśmy czarodziejami, a czarodzieje nie noszą garniturów na swoich ślubach - opowiedział Voldemort z wymuszonym spokojem. Nie ma po co zrywać teraz kontrakt przez jakąś głupią wpadkę.
- Och - Dudley próbował wyobrazić sobie wesele bez garniturów i sukien ślubnych. - Więc, co nosicie?
- Szaty - dopowiedział Snape, będąc usatysfakcjonowanym ze swoich psychicznych barier. Dlatego też znów mógł śledzić rozmowę. - Szaty wyjściowe.
- Nie byle jakie szaty wyjściowe, Severusie - skarciła go Narcyza. - Przedstawiają one to jaki każdy z małżonków jest, czego oczekuje od życia i małżeństwa.
- Jak wyglądały wasze szaty? - spytał z zainteresowaniem Harry, który siedział plecami naprzeciwko nóg Simona. Narcyza wydawała się trochę odpłynąć, gdy ze szczegółami opisywała jej stylowy, piękny strój ślubny.
- Były we wspaniałym jasnoniebieskim odcieniu ze złotymi podszewkami. Miały delikatny złoty łańcuszek, służący za pas i jedwab cienki jak papier elegancko opadający falami na podłogę, więc nie było nic słychać, gdy szłam. Moje włosy były upięte w skomplikowaną fryzurę, która odsłaniała moją szyję, więc każdy mógł zobaczyć dziedzictwo Blacków: naszyjnik z czarnym onyksem i srebrnym jednorożcem w środku - westchnęła głęboko, zanim wróciła z powrotem do rzeczywistości.
- Dlaczego nie ubierzemy szat wyjściowych z naszymi herbami na nich? - zasugerował Harry.
- To dobry pomysł, aczkolwiek nadal powinniśmy dobrać choćby kolory - przypomniał mu Voldemort, ale mimo to ten pomysł mu się podobał. Harry wydawał się być bardzo zakłopotany, gdy zadawał pytanie.
- Jak wygląda herb Potterów?
- Jest w nim lew, który ostrzy pazury na brzozie. Między łapami ma miecz z rubinem w rękojeści - zobrazował Syriusz i uśmiechnął się zachęcająco.
- Nic więc dziwnego, że cała rodzina była w Gryffindorze... W każdym razie, jeśli chcesz możesz także mieć herb Blacków, bo... no wiesz. Oczywiście zrozumiem jeśli nie chcesz...
- Z wielką chęcią, ale tylko wtedy, jeśli nie okaże się czymś obrzydliwym - jego chrześniak ochoczo przytaknął.
- Nie martw się, to tylko czarny jednorożec stojący dęba. Ale może byłoby lepiej, gdybyś mógł go zobaczyć na własne oczy, aczkolwiek nie mam pojęcia, jak to zrobić. Chociaż mogę sprowadzić jeden z herbów Blacków wątpię, że wciąż jest gdzieś herb Potterów, lub przynajmniej nie mam pomysłu gdzie moglibyśmy szukać - powiedział Syriusz zamyślając się.
- Myślę, że co najmniej jeden powinien być w twoim skarbcu, Harry - skomentował Lucjusz. - Powinno być tam także zaklęcie, jednakże nie pamiętam go dokładnie, więc najprawdopodobniej będzie szybciej jeśli odwiedzisz Gringotta.
- Znam to zaklęcie - poinformował ich Voldemort rzeczowym tonem. - Jeśli będziesz taki miły i oddasz mi różdżkę, wykonam je.
- Okej, a jak to zaklęcie działa? - zapytał Harry, oddając mu jego własność.
- Będę mi potrzebny pergamin - wyczarował dwie rolki - i kropla twojej krwi.
- O nie, nie sądzę. Ostatnim razem, gdy ktoś wziął moją krew, byłem przykuty do nagrobka. Raczej nie chciałbym powtarzać tego doświadczenia - zaprotestował i przesunął się poza jego zasięg.
- Cóż, to nie zadziała bez twojej krwi lub kości. Wolałbyś żebym wziął którąś z twoich kości? - zapytał sarkastycznie Voldemort.
- Ty to zrób – zażądał czarnowłosy chłopiec. -Wykonasz to zaklęcie na sobie tworząc swój herb. Jeśli stwierdzę, że ten sposób jest właściwy będziesz mógł to zrobić ze mną.
Czarny Pan jęknął zirytowany, ale wyczarował sztylet i naciął swój palec wskazujący. Natychmiast wypłynęła kropla, więc przeniósł dłoń nad papier pozwalając szkarłatnej cieczy spłynąć i stuknął różdżką w pergamin. Na początku wyglądało to tak, jakby nic się nie stało, ale tak jak na Mapie Huncwotów pojawiła się pajęcza sieć ciemnych linii, która skupiła się na pewnych częściach i zostawiła kilka miejsc pustych tak, że po pewnym czasie można było rozpoznać węża Slytherinu, owiniętego wokół małego, imponującego sztyletu, którego nie było na herbie Hogwartu. Po tym jak wszystkie linie przestały się rozprzestrzeniać, pergamin zaczął emitować różne kolory: zieleń węża, czerwień jego oczu, srebro sztyletu i czerń tła. Pod wężem był również srebrny napis : "Aut captantur, aut captant."*
- Zadowolony? - zadrwił wysoki brunet. - Pozwolisz mi wykonać to zaklęcie na tobie?
Harry wciąż patrzył na niego bardzo niepewnie, ale wyciągnął rękę, więc Voldemort mógł naciąć jego palec. Tom nacisnął sztyletem czubek jego palca wskazującego, a potem odwrócił rękę chłopca tak, że krew padła na pergamin, którą przeniósł z jego drugiej ręki. Puścił jego dłoń, ale dopiero po lekkiej pieszczocie mlecznobiałej skóry. Linie ponownie uformowały lwa, którego wcześniej opisał Syriusz, wraz z mieczem i brzozą. Po tym jak kontury były wykończone, pojawił się kolor i zabarwił na złoto lwa z jasnymi niebieskimi oczami (które złośliwie przypomniały Harry'emu o Dumbledorze), srebrnym mieczem z czerwonym rubinem, napisem na nim: "Walcz o swoje życie, żyj dla Miłości" i z białą brzozą z jasnozielonymi liśćmi. Harry delikatnie obrysował palcami lwa i uśmiechnął się, choć ze smutkiem.
- Pada deszcz! - wyszeptał i spojrzał na srebrne linie, które tworzyły tło.
- Co powiedziałeś Harry? - zapytał zaniepokojony Syriusz i także starał się przyjrzeć herbowi. Chłopiec przeczołgał się, by położyć się obok niego i wyciągnął pergamin nad ich głowami.
- Powiedziałem, że pada deszcz. Spójrz! - Znów obrysował srebrzyste linie.
- Jamie kochał deszcz - Syriusz uśmiechnął się w ten sam smutny sposób co Harry - Tak jak ty. Wygląda na to, że to rodzinna tradycja.
- Dlaczego jedna z najbardziej znanych czarodziejskich rodzin Jasnej Strony kiedykolwiek miałaby mieć coś tak przygnębiającego i... złowieszczego jak deszcz w swoim herbie - wtrącił młody Malfoy, który nie słyszał co powiedział Syriusz. - To absurd!
- Światło może świecić tylko w ciemności - powiedział filozoficznie Simon. - Nie powiedziałbyś, że mało potrzebne czary mogą dawać więcej światła jeśli widzisz doskonale, prawda?
- Mogę zobaczyć twój herb, Siri? - spytał Harry, ponieważ Draco nie wydał się być teraz w dobrym nastroju do rozmów.
- Oczywiście - zgodził się Syriusz i wyczarował inny zwój pergaminu na własny herb, zanim poprosił Voldemorta (napiętym, ale uprzejmym głosem), aby wyjaśnił mu potrzebne zaklęcie. Chwilę po tym animag podał pergamin Harry'emu. Ukazał im się czarny jednorożec ze srebrnymi kopytami i z zielonymi pnączami bluszczu okręconymi wokół jego długich nóg, trzymającymi go w miejscu. Tło było ciemnoniebieskie, przez co wyglądało jak niebo w pochmurną noc. Tutaj też był napis na jednorożcu, który Harry już widział na drzewie genealogicznym Blacków: "Toujours pur."**
- Dobrze, teraz mamy wszystkie herby, ale wciąż musimy wybrać kolory szat - kontynuował Voldemort (naprawdę spędził wystarczająco dużo czasu przy tej całej sprawie. Dlatego nadszedł czas, aby zacząć zabawę).
-Cóż, myślę, że oboje możemy pójść w czarnych - stwierdził Harry, ale zszokowana twarz Narcyzy oznajmiła mu, że powiedział coś bardzo złego.
- Nie możesz ubrać czarnych szat na ślub, nie mówiąc już o tym, że jesteś uległym partnerem - poinstruowała go surowo blond włosa kobieta.
- Och... Czemu nie? Znaczy się, mugolscy panowie młodzi noszą czarne garnitury, więc nie rozumiem dlaczego ja nie mogę zrobić tego samego - spytał Harry zmieszany, decydując się zignorować komentarz o nim jako uległym partnerze.
- Ponieważ czarny symbolizuje śmierć i smutek, a to nie są uczucia, które chcesz mieć na ślubie - wyjaśniła Narcyza. - Dlatego też twoja szata nie może być czarna.
- Okeeeej - Harry dał za wygraną. - Więc niech jedno z was zasugeruje coś innego!
- Proponowałabym zieleń, ponieważ symbolizuje nadzieję, a jej ciemny odcień będzie pięknie współgrał z twoimi oczami, Harry - powiedziała Narcyza uśmiechając się zachęcająco do Gryfona. - Albo niebieski, ponieważ oznacza pokój i też by ci pasował.
- Myślę, że czarne szaty dla mnie i ciemnozielone dla ciebie są dopuszczalne - przyznał Czarny Pan. - Świetnie, a teraz czas na listę gości. Dumbledore już stworzył twoją, więc myślę, że możemy przejść do...
- Przepraszam, ale chciałbym zobaczyć tę listę i myślę, że to niesprawiedliwe, iż ty możesz mieć czarne szaty, a ja nie - przerwał Harry i zignorował mamrotanie Dudley'a Co za pędziwiatr, ten facet powinien odpocząć raz na jakiś czas.
Voldemort przejrzał swoje papiery i podał mu odpowiednią kartkę.
- Zawsze noszę czarne ubrania, a skoro przynajmniej jeden z nas ma mieć szaty w innym kolorze to będziesz to ty. Wybiorę ci bardzo ciemną zieleń jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej.
- Dobrze. Czy możesz wyczarować trochę tuszu, proszę? - powiedział Harry do Syriusza po krótkim spojrzeniu na listę.
Kiedy animag wykonał jego rozkaz, zaczął skreślać niektóre nazwiska na liście - właściwie nie niektóre, a większość z nich. Pozostali go obserwowali, ale Harry zbył ich lekceważącym ruchem ręki.
- To może być zaskoczeniem dla niektórych z was, ale mogę to zrobić bez nadzoru. Dlaczego nie kontynuujesz, Voldemorcie? Wydawało mi się, że strasznie ci się śpieszy.
- Jestem tego w pełni świadomy, dziękuję - Czerwonooki mężczyzna skrzywił się, zły na chłopca za to, że mówi co ma robić. - Mogę wiedzieć co robisz?
- Wykreślam nazwiska. Myślałem, że to oczywiste - Grymas Voldemorta pogłębił się. - Czytaliście tą listę? Nie? Czy wiesz, że mam zaprosić niemal całe Ministerstwo? Nie znam większości z nich, a tych, których znam nie lubię. Następne są druhny : Ginny Weasley i Hermiona Granger. Ponieważ w tej chwili mnie nienawidzą nie widzę ich na ślubie, nie wspominając o tak ważnej funkcji. I dlaczego mam do wyboru dwie druhny? Chcę Dudley'a jak mojego drużbę.
- Na tym mi zależy... W takim razie Bellatrix będzie moją druhną - Voldemort westchnął zapisując to, tym samym przegapiając krotką furię migoczącą w szmaragdowych oczach.
- Wiesz... Myślę, że mam lepszy pomysł. Zrób z niej swoją pannę młodą! - powiedział słodko. - To już załatwiliśmy, więc myślę, że teraz powinieneś przedyskutować z nią te wszystkie kwestie i przygotowania. Czy chcesz bym był twoim drużbą?
- Co tym razem do cholery jest nie tak, Potter? - splunął ze złością Voldemort.
- Co jest nie tak? - Kruczowłosy chłopak był bliski krzyku. - Powiem ci co jest nie tak. Nazwałeś kobietę, jeśli można ją tak nazwać, druhną, która niemal zabiła mojego ojca chrzestnego, chociaż to była jego wina, która rzuciła Crucio na Neville'a, po czym chwaliła się jak to torturowała jego rodziców sprawiając, że oszaleli i nie pamiętają własnego syna, i Bóg wie co jeszcze zrobiła. Chcesz ją na tym głupim ślubie? Dobrze, ale wtedy mnie na nim nie będzie!
Właśnie wtedy Voldemort zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział Chłopca-Który-Przeżył naprawdę złego i po raz pierwszy poczuł coś w rodzaju niepokoju, (przeżyje jeśli powiem, że strachu?) rosnącego w nim. Pewnie, chłopak pokonał go (no, nie całkiem pokonał, poprawił się, bardziej uciekł mu kilka razy, tak, to brzmiało lepiej), ale to zawsze była ciekawość, którą czuł wobec niego, a nie to. Po raz pierwszy zdawał się być straszny i niebezpieczny, był siłą, z którą trzeba się liczyć. Nie małym pionkiem Dumbledore'a, ani nie Złotym Chłopcem, którego nie trzeba się obawiać, ponieważ okazałby łaskę. W każdym razie, nie jest już zwykłym dzieckiem z dostatkiem szczęścia. Z łatwością można stwierdzić, że nie był zadowolony z tej nowej rewelacji, chociaż ... to sprawiło, że jest o wiele bardziej interesujący!
- Więc kogo proponujesz jako moją druhnę zamiast niej? - zapytał spokojnie, z powodu niedawnego spostrzeżenia. - Nie ma żadnej innej Śmierciożerczyni.
- A co z Narcyzą? - odpowiedział Harry ciągle zirytowany. - I czemu nie potrafisz zdecydować o czymś samemu? Mam na myśli logiczne sytuacje.
- Narcyzo, czy chciałabyś być moją druhną? - zapytał blondynkę, a ona od razu się zgodziła.
- Oczywiście, będę zaszczycona. Harry, kto będzie twoją druhną, kochanie? - powiedziała wesoło pragnąc zmniejszyć napięcie.
- Luna Lovegood - padła odpowiedź. - Chociaż wciąż muszę ją spytać.
- Czy jej ojciec nie jest redaktorem Żonglera? - zapytał Syriusz. - Podobał mi się ich artykuł o mnie, był dosyć pochlebny.
- Tak, to jej ojciec. Wyślę jej list tak szybko jak Hedwiga wróci z powrotem.
- Czy jest coś jeszcze nie tak z listą Dumbledore'a? - zapytał grzecznie Lucjusz, który już wiedział, że będzie drużbą Voldemorta.
- Tak. Napisał, że będzie jednym, który zaprowadzi mnie do ołtarza, ponieważ Knot oczywiście będzie pełnił funkcję kapłana, ale ja chcę Syriusza!
- Cóż, wtedy spędzi dzień w Azkabanie, prawda? - zauważył Severus z nadzieją.
- Albowiem Pettigrew znajdzie się dopiero po ślubie.
- Nie, oddasz go przed ślubem - poprawił go Harry. - Skoro ja dotrzymam obietnicy to chcę, by Syriusz tam był. Chyba, że masz innego zdanie na ten temat co, Voldemorcie?
- Przyprawiasz mnie o ból głowy.
- To uczucie jest wzajemne i biorę to za nie.
- Ty celowo próbuje mnie zdenerwować, prawda?
- Czasami.
Voldemort jęknął, zanim wziął się w garść.
- Teraz to ustalone, zostały tylko dekoracje i muzyka. Jakieś pomysły?
- Żadnych lilii i nie.
- Cóż, to ja proponuję białe róże, bluszcz i kawałek instrumentalny - powiedział Voldemort nie oczekując sprzeciwu i po raz pierwszy nie był rozczarowany.
podczas, gdy Voldemort notował to co dotychczas ustalili, śnieżnobiała sowa Harry'ego pojawiła się zza drzewa i wylądowała obok chłopca pohukując czule.
- Hej Hedwigo. Miałaś udane łowy? - zapytał cicho i pogłaskał jej białe pióra. - Mogłabyś dostarczyć list dla mnie? - Hedwiga potargała trochę jego włosy i zahuczała raz jeszcze, gdy Chłopiec-Który-Przeżył ułożył/układał bardzo krótki list:
Luno, czy będziesz moja druhną?
Harry
W każdym razie była to raczej formalność. Luna była jedną z niewielu, z którymi utrzymywał kontakt podczas wakacji i choć ich przyjaźń czasami była dziwna to dziewczyna nadal powiedziałaby mu o fantastycznej bestii lub o innych, a on nie chciałby tego przegapić. Czarnowłosy chłopak zwinął kawałek papieru i wyciągnął go w stronę Hedwigi, a ta objęła go dziobem i wystartowała, delikatnie uderzając go w głowę jednym ze skrzydeł.
- Świetnie - zawołał radośnie Dudley i skoczył na równe nogi. - Jeśli wszystko jest już ustalone to w końcu możemy obejrzeć filmy, które dla ciebie kupiłem.
- Co to film? - zapytał Draco uważając, by wydźwięk pytania był odpowiedni. Dudley gapił się na niego otwarcie, jakby drugiemu blondynowi wyrosły skrzydła albo inna dodatkowa część ciała.
- Nie wiesz czym jest film? Nie wiesz czym jest film?!
- Nie. Inaczej bym nie pytał, prawda? - wycedził Draco.
- Więc nie masz odtwarzacza DVD, tak? W takim razie dobrze, że wziąłem laptopa, prawda? - wysoki młody człowiek wydawał się być naprawdę z siebie dumny.
- Nie będzie tu działać mugolu - Voldemort rzucił groźnie spojrzenie w stronę blondyna, a ono przyniosło mu wściekły wzrok jego przyszłego męża. - Dookoła jest zbyt wiele magii, która będzie wpływać na energię elektryczną.
- Właściwie... - zaczął Harry wciąż patrząc na Czarnego Pana.
- Jest zaklęcie, które będą kierować magię tak, że zamiast utrudniać będzie wspierać pracę laptopa - zakończył Simon i uśmiechnął się łagodnie. - Jestem pewien, że jesteśmy w stanie przekonać chociaż jedno z was, aby wykonało dla nas to zaklęcie.
- Pewnie - zgodził się Remus. - Jeśli mnie poinstruujesz, to to zrobię.
- Inkantacja to Antiforte, Remusie - Harry uśmiechnął się i wziął większą rękę w jedną ze swoich, aby móc poruszać obcą różdżką.
- Wystarczy, że to wypowiesz, a ja poruszę twoim nadgarstkiem, okej? - Wilkołak skinął głową i czekał, aż Syriusz powiększy laptopa i umieści go przed nimi, tak aby mogli razem wykonać zaklęcie. Laptop zaczął się lekko trząść i promieniować żółtawym światłem, zanim wrócił do normy. Dudley od razu chciał włączyć swojego laptopa, ale Harry go powstrzymał.
- Powinniśmy wejść do środka, Dudley. Wkrótce będzie padać.
Mugol rozejrzał się i sprawdził chmury, jednak w ogóle nic nie zauważył, poza kilkoma niewinnie wyglądającymi obłokami. Był nieco zaskoczony, ale nie protestował i spakował wszystkie swoje rzeczy.
- Skoro tak mówisz, chudzielcu… Muszę skorzystać z toalety.
- Ja też - powiedział Simon także wstając i zgarnął płyty w ramiona. - Ciesz się swoim deszczem.
- Zapytajcie jeden z portretów o pomoc, dobrze? - poprosił czarnowłosy chłopiec. - Nie jestem w nastroju, aby szukać was godzinami...
Dwóch nastolatków podniosło ręce w geście poddania.
- Zrozumieliśmy. Będziemy grzeczni i zapytamy o drogę.
Harry położył się z powrotem na ziemi przy udzie Remusa, z głową obok swojego ojca chrzestnego.
- Zdajesz sobie sprawę, że większość z tych portretów nie jest zbyt miła i pomocna dla obcych? - zapytał Lucjusz z uniesioną brwią. - Najprawdopodobniej skończą w lochach lub wpadną w pułapkę.
- Nie, nic im nie będzie - Harry zamknął oczy. - Nie martw się!
- Dlaczego jesteś tego taki pewien? - wykpił go Voldemort.
- Lubią mnie.
- Lubią cię?
- To się zdarza raz na jakiś czas, Voldemorcie - skrzywił się, ale pozostawił oczy zamknięte. - I powinieneś użyć czaru odpychającego wodę albo iść z resztą do środka, ponieważ za chwilę zacznie padać deszcz.
Syriusz pochylił się nad nim i pocałował go w czoło.
- Remus i ja zaopiekujemy się twoim kuzynem i przyjacielem.
Remus też pocałował go lekko i wstał.
- Nie siedź zbyt długo Harry. Nie chcę żebyś się przeziębił.
Właśnie wtedy spadła pierwsza kropla deszczu. Niepozorne chmury zrobiły się ciemniejsze i większe w ciągu kilku minut, ponieważ magia otaczająca Dwór Malfoyów nie jest równa siłom natury, a łagodny uśmiech zamajaczył na ustach Harry'ego. Pozostali udali się do domu przez park nie używając czaru odpychającego wodę, a on po prostu się położył i pozwolił, by ciepły letni deszcz zmoczył jego ubranie, włosy i skórę. Czarny Pan spojrzał przez ramię, aby dowiedzieć się, czemu chłopiec chciał tam zostać. Bo patrząc obiektywnie było mokro, nic więcej, nic mniej. Oczywiście, on sam cieszy się kąpielą od czasu do czasu, ale wtedy jest w łazience z czystą i ciepłą wodą, a nie zmieszaną z martwymi owadami i bakteriami. W każdym razie wygląda na to, że nie szybko dostanie swoją odpowiedź, bo jego narzeczony nic specjalnego nie robił. Po prostu leżał z zamkniętymi oczami, a jego twarz była mokra od kropel deszczu. Właśnie wtedy, gdy już miał się ponownie odwrócić, Gryfon podniósł się w jednym płynnym ruchem. Spojrzał w jego oczy, a następnie uciekł. Biegł jakby uciekał od niego albo z miejsca, w którym przed chwilą był. Voldemort stał w deszczu i obserwował go jak biegł dalej i dalej, aż wreszcie zniknął za zasłoną wody. Tymczasem pozostali dotarli na dwór stosunkowo susi i wydawało się, że nawet dwójka mugoli nie zgubiła się w drodze do łazienki i wróciła z resztą.
- Skąd mam wiedzieć kto był na portrecie, z którym rozmawiałem? - odgryzł się Dudley na pytanie Lucjusza. - Dla mnie oni wszyscy wyglądają tak samo : blond włosy, jasne oczy i zadarty nos aż do nieba.
Syriusz wybuchnął śmiechem przypominającym szczekanie i poklepał Dudley'a po ramieniu.
- Coś ty taki szczęśliwy, Siri?
Wszyscy się obrócili, gdy usłyszeli cichy melodyjny głos dochodzący od strony drzwi. Harry był przemoczony od stóp do głów. Jego włosy ociekały wodą spływając na podłogę, gdzie utworzyła się mała kałuża. Uśmiechał się lekko, a jego szmaragdowe oczy szczęśliwie błyszczały.
- Jak możesz być tak mokry po zaledwie pięciu minutach? - zapytał z niedowierzaniem Severus, a Harry zaśmiał się radośnie.
- Czy naprawdę sądziłeś, że wysadzanie eliksirów to mój jedyny talent, Severusie?
- Miałem taką nadzieję - mruknął Mistrz Eliksir i dostał od Harry'ego mokrym golfem prosto w twarz. - Potter, nadal jestem twoim nauczycielem i żądam jakiegokolwiek szacunku...
- Nieważne, profesorze - przerwał Dudley i delikatnie objął ramiona swojego kuzyna, wyciągając go z pokoju. - Mamy filmy do obejrzenia.
Simon zarzucił ramię na wąską talię chłopca i wyszedł z nimi.
- Och, zapomniałbym - nieoczekiwanie Harry wrócił do pokoju i uśmiechnął się nieśmiało do Narcyzy. - Czy mogłabyś, od czasu do czasu, pomóc mi w nauce tańca?
- Oczywiście kochanie - Królewska kobieta oddała uśmiech niezwykle czule. - Zrobię wszystko żeby znaleźć dla ciebie trochę czasu. A teraz idź obejrzeć swoje... filmy.
- Dziękuję.
Narcyza była nieco bezradna, nie wiedząc co zrobić z tą wdzięcznością czarnowłosego chłopca, ale na szczęście dla niej, młody czarodziej prawie natychmiast się cofnął i opuścił pokój.
- Draco - jego głowa pojawiła się po raz jeszcze. - Myślałem, że chcesz się dowiedzieć, czym jest film - wyciągnął rękę i czekał aż chłopak chwyci ją w jego znacznie większą dłoń.
- Ehm, Draco? - Obydwoje leżeli na łóżku Ślizgona aż do teraz. - Chciałem cię o coś spytać...
Powodem nieobecności Dudley'a i Simona było to, że spali w pokoju Harry'ego. Drobny czarodziej stwierdził, że nie chce ich budzić, a Draco zgodził się pójść do swojego pokoju (chociaż to było bardziej tak, że Dudley chrapał, a to denerwowało blondyna, więc namówił go do przeniesienia się).
- Pewnie - Draco oparł brodę na założonych rękach, aby móc lepiej widzieć, jak chłopak bawi się brzegiem góry od piżamy. - Wyrzuć to z siebie.
- Chciałem zapytać... - wydawał się bardzo nerwowy. - W pociągu przed rozpoczęciem pierwszego roku, zapytałeś mnie czy zostaniemy przyjaciółmi, pamiętasz?
- Niech pomyślę... - zadrwił Draco, niepewny dokąd zmierzał ciemnowłosy chłopak. - Chodzi ci o to jak odrzuciłeś moją przyjaźń? Myślę, że pamiętam. To znaczy, nie jestem do końca pewien, ponieważ odrzucenie jest codziennością dla Malfoy'a, ale sytuacja wydaje się dziwnie znajoma...
Harry odwrócił się tak, że widział tylko jego plecy.
- Zapomnij. To było głupie.
- Nie - chwycił go za ramię i z powrotem go obrócił. - Przepraszam, że tak zareagowałem. Proszę, zdradź mi co chciałeś powiedzieć.
Użył swojego najlepszego szczenięcego wzroku (które nie był zbyt dobry, jednak działał na jego matkę za każdym razem, więc pomyślał, że nie zrobi mu krzywdy jeśli wypróbuje go na nim).
- Chciałem za to przeprosić - wyszeptał, przez co Ślizgon musiał się wysilić, by usłyszeć każde słowo. - Zdaję sobie sprawę, że byłem głupi, i że powinienem wybrać ciebie i wiem jak to wygląda jeśli spytam teraz, ponieważ Ron i Hermiona odwrócili się od mnie, ale chciałem zapytać wcześniej... I zrozumiem, jeśli teraz mnie odrzucisz, ale...
- Harry - przerwał jego wywód i uśmiechnął się do niego zachęcająco. - Jeśli kiedyś zdecydujesz się zapytać mnie czy zechcę zostać twoim przyjacielem, to będę musiał powiedzieć, że będę zaszczycony taką propozycją.
To sprawiło, że dzisiaj Draco Malfoy III został przytulony przez Harry'ego.
-Naprawdę? Naprawdę zostaniesz moim przyjacielem? Nie jesteś zły, że cię odrzuciłem?
- Myślę, że prawdopodobnie postąpiłeś słusznie, patrząc z twojego punktu widzenia. - wyznał, pamiętając co Dudley wcześniej o nim powiedział. - Byłem nieco rozpieszczonym bachorem, ale chciałbym zacząć od nowa...
- Też bym tego chciał Draco - Harry leżał teraz w połowie na klatce piersiowej blondyna i wybijał koniuszkami palców rytm, znany tylko jemu. - I nie oczekuje, że zawsze dla mnie będziesz lub zrezygnujesz dla mnie ze znajomych... Ja po prostu nie chcę być sam - dodał pośpiesznie.
- Nie będziesz sam, Harry - uspokoił go i przeniósł rękę zataczając małe kręgi na jego plecach. - Zrobimy z ciebie honorowego Ślizgona albo coś takiego i jestem pewien, że moi przyjaciele też będą chcieli się z tobą zaprzyjaźnić. My naprawdę nie jesteśmy aż tak źli, kiedy się już nas pozna...
Draco pozwolił by jego głos wygasł, kiedy poczuł, że oddech drugiego chłopca zwolnił. Powoli odwrócił głowę, by móc spojrzeć mu w twarz nie budząc go. Tak, jego oczy były zamknięte. Ostrożnie przesunął jedną nogę i zsunął z niej buta, zanim powtórzył to samo z drugą nogą. Dzięki Merlinowi, że mniejszy czarodziej pozbył się swoich... cóż, gdzieś, i przebrał się wcześniej w piżamę (z jakiegoś powodu była za duża i oczywiście nie kupili nowych butów), oraz dzięki Merlinowi, że wcześniej sam zdjął sweter, podczas gdy oglądali film o tytule "Król Lew", ponieważ teraz mógł po prostu przykryć ich jego Ślizgońskim zielonym kocem i także pójść spać.
- Śpij dobrze, mały bohaterze - szepnął mu do ucha, nie wiedząc skąd pochodzi ta czułość. - Od teraz jestem twoim przyjacielem.
Za drzwiami stał Voldemort i był daleki od zadowolenia. Nie dlatego, że był zazdrosny o jego pana młodego w łóżku z innym mężczyzną (aczkolwiek przemyślając sprawę, nie był zadowolony z tej sytuacji). Nie, ale czemu on lubi wszystkich poza nim? Dlaczego przytula wszystkich oprócz niego? Wygląda na to, że nie mógłby nawet znieść jego dotyku, ale nie miał problemu z jego ojcem chrzestnym (który był do przyjęcia, ponieważ mimo wszystko był jego ojcem chrzestnym), z wilkołakiem (który również był w porządku, bo był jak drugi ojciec chrzestny), z jego kuzynem (mimo wszystko był członkiem jego rodziny), z Narcyzą (co nie było takie źle, ponieważ była już szczęśliwie zamężna), z tym Empatą (który mógłby żyć), z Severusem, z Lucjuszem, a teraz z Draco. I z tymi trzema ostatnimi miał problem. Nie miał żadnego powodu, aby przytulać lub ich lubić. Severus jest niezwykle uzdolnionym Mistrzem Eliksirów, w porządku, ale jest też tłustowłosy, drażliwy i absolutnie nie dający się lubić. Lucjusz Malfoy jest Malfoy'em. Nic nie trzeba więcej dodawać. Jest zimny i czuje się lepszy od wszystkich. Jego syn jest jego nie wiele mniejszą wersją. Więc czemu on ich lubi, a jego nie? Naprawdę był aż tak zły? Decydując, że potrzebuje pomocy, aby rozwiązać ten problem udał się na poszukiwania jego prawej ręki, którą zastał w swoim gabinecie. Zapukał lekko w drzwi, ale nie miał cierpliwości czekać na odpowiedź, więc po prostu wszedł. Lucjusz siedział za biurkiem i oczywiście przeglądał jakieś papiery.
- Mój Panie - przywitał się i skinął głową. - Nie byłem świadom, że nadal tutaj jesteś.
- Próbuje unikać twojej szwagierki - mruknął Czarny Pan i zbył pytanie machnięciem ręki. - Mam nadzieję, że to nie kłopot.
- Ani trochę, panie - odpowiedział Lucjusz, tak jak się tego spodziewał. - Nie chcesz usiąść?
- Czy wiesz, że w tej chwili twój syn dzieli łóżko z Harrym Potterem? - zapytał Voldemort, siadając w jednym z foteli w pobliżu ognia. Lucjusz słusznie wyglądał na zaskoczonego, ale nie na nadmiernie zmartwionego.
- Nie, mój panie. Ale jeśli to cię martwi, dopilnuje by to się już więcej nie powtórzyło.
- Nie po to tu przyszedłem, Lucjuszu - sprostował ciemnowłosy czarodziej. - Nie obchodzi mnie to, że śpią w jednym łóżku. Jest coś innego co mi przeszkadza.
- Mógłbyś mówić jaśniej, panie? - zapytał blond arystokrata.
- Dlaczego wszyscy go lubią? I czemu on nie lubi mnie? - zażądał Voldemort. - Co mam zrobić żeby mnie polubił?
- Mogę mówić wprost, mój panie? - zapytał ostrożnie Lucjusz i wziął głęboki oddech, gdy Voldemort skinął gwałtownie głową. - Niezbyt go znam panie, ale wiem, że nie lubi, gdy mówi się o nim za jego plecami. Powiedziałem mu dzisiaj, że uważam go przyjaciela, a ponieważ to prawda nie chciałabym stracić tego niewielkiego zaufania, które we mnie pokłada. Jeśli chcesz mojej rady sugeruje rozmowę z nim, by lepiej go poznać.
- Nigdy nie zechce ze mną porozmawiać, Lucjuszu. On mnie nienawidzi - zaprotestował Voldemort sądząc, że mężczyzna powinien być wdzięczny za jego szczególną pozycję, inaczej już dostałby Cruciatusem za to, co powiedział.
- Jutro są jego urodziny - zaproponował blondyn. - Daj mu prezent, a jeśli mu się podoba, to wtedy zapytaj go czy pójdzie z tobą na spacer. Harry dał Severusowi i mnie drugą szansę, więc może ty też ją dostaniesz.
Czerwonooki mężczyzna posłał mu melancholijne spojrzenie, które Lucjusz sprawiedliwie zwrócił.
- Naprawdę go lubisz, czyż nie, Lucjuszu?
- Tak mój panie, bardzo się do niego przywiązałem. Dlatego nienawidzę, gdy jest nieszczęśliwy - zacięta chęć ochrony krótko zaświeciła w jego szarych oczach. - Znam cię dłużej niż większość Śmierciożerców i lubię myśleć, że nie do końca jesteś zły. Myślę, że jeśli ktoś może cię uszczęśliwić, to jest to Harry Potter. Mam tylko nadzieje, że ty także uczynisz go szczęśliwym, panie.
- Lucjuszu - Voldemort wstał i ruszył do wyjścia. - On mnie nie potrzebuje, by być szczęśliwym.
- I tu się mylisz, mój panie - dodał cicho blondyn, po tym jak drzwi zamknęły się za Czarnym Panem.
*Aut captantur, aut captant (z łac.) - Albo jesteś zdradzany, albo zdradzaj (coś w tym stylu :3 Autorka podkreśla, że nie jest to jej sentencja tylko jakiegoś filozofa albo oratora. Niestety nie pamięta jego nazwiska)
**Toujours pur (z franc.) - Zawsze czyści (pochodzi od pani J. )
To opowiadanie jest też publikowane przeze mnie na AO3, więc jeśli ktoś woli tamto forum to serdecznie zapraszam na mój profil.
Dziękuje za tak miłe opinie i ciepłe powitanie, a także za oczekiwanie. Powoli biorę się za kolejny rozdział zmotywowana waszymi prośbami, ale nie obiecuje zbyt szybkiej aktualizacji. Na tłumaczenie potrzebuje sporo czasu (zależne od długości rozdziałów, a także od bariery językowej). Mam nadzieje, że jak się spręże to szybko wrzucę dla was nexta :) Jakby co to błędy z 11-tego i 12-tego rozdziału zostały poprawione, ale jeśli jakieś nadal są to przepraszam. Nie mam już siły się za to zabierać :)
Do następnego :)
Aktualizacja z 21.09:
Rozdział 13 jest już u bety, a 14 powoli się tłumaczy. Myślę, że dodam oby dwa na raz, ponieważ 14 jest dosyć krótka, więc myślę, że wyrobię się przez dostaniem 13 z powrotem. Trzymajcie za mnie kciuki :)
