To naprawdę niezręczna sytuacja. Na mojej klatce piersiowej leży półnaga dziewczyna, która wygląda tak, jakby się miała zaraz rozpłakać. No świetnie. Teraz potrafisz doprowadzić kobietę do płaczu, nawet nie wiedząc o tym. Brawo.

Ale coś mi tu nie pasowało. Ta dziewczyna zachowywała się tak, jakby mnie znała i to od długiego czasu...
- Revan... Revan... - Dziewczyna która przedstawiła się jako Kuune, sięgnęła swoimi rękoma w kierunku mojej twarzy. Rzecz jasna, powstrzymałem ją, lecz mimo wszystko, ona kontynuowała - Chodź do mnie Revan, przypomnij mnie sobie...
- Powtórzę pytanie. Kim jesteś i czego chcesz?!
- Revan, chodź, wyleczę cię, wszystko sobie przypomnisz...

Czy ta kobieta to jakiś Sukkub czy coś? - pomyślałem, gdy siłowałem się z dziewczyną, by ta nie znalazła się bliżej mojej twarzy. Jej ucisk na moje ramiona, powodowany przez jej dwa ogony wzmocnił się, przez co zacząłem przegrywać pojedynek.
- Revan, ściągnij to z twarzy. Chcę ci znów przyjrzeć... - Jej głos był dla mnie niepokojącą uspokajający, a jej dłonie były niebezpiecznie blisko mojej moich policzków.

I tu naglę słyszę ziew.
- Aaach! Dawno się tak dobrze nie wyspałam!
To Lily, która właśnie w tej chwili się obudziła. Na jej wciąż był uwiązany lisi ogon.
- Nyaaaa... - Lumi najwyraźniej też się obudziła.

I ten mały splot wydarzeń mnie "uratował".
- Siostrzyczko - Zaczęła Lily, na której twrzy malował się ogromny uśmiech, wtuliła się w ogon, mówiąc rozmarzonym głosem - Twój ogon jest taki miękki i puszysty! Mogłaym się w niego przytulać do końca życia!
Najwyraźniej ten komentarz spodobał się Kuune, gdyż ta z uśmiechem zaczęła głaskać końcówką swojego lisiego ogona policzek Lily.

Jednak w chwili gdy Kuune odwiązała swój ogon, użyłem błysku, by wpierw odepchnąć ją od siebie, po czym przyprzeć ją do ściany, przytrzymując łokciem,
- Spytam ostatni raz, kim jesteś i czego chcesz?!
Ta nie odpowiedziała, tylko wciąż wpatrywała się we mnie ze łzami w oczach. Nasze spojrzenia się spotkały. Miałem wrażenie, że jej wzrok przewierca się przez moją duszę. Najgorsze było to, że nie mogłem się od niej oderwać. Jej spojrzenie mówiło mi, że już kiedyś się spotkaliśmy...
- AAAAAARGHHH!
I w tej chwili moją głowę przeszył ogromny ból.

Upadłem wpierw na kolana, później na plecy. Ręce trzymałem na głowie, a z mojego gardła wydobywał się krzyk pełen bólu. Lily podbiegła do mnie i przerażona pytała się mnie co się stało.

Aż to nagle, tak samo szybko jak ból się pojawił, tak samo szybko zniknął. Przez moje ciało przeszła dziwna energia, która niszczyła cały ból. Gdy otworzyłem oczy, okazało się, że Kuune tworzy tą dziwną energię i wysyła ją do mnie poprzez dotykanie mojej głowy.
- Tak, Revan... Wyleczę każdy twój ból... Jeszcze trochę i... Revan, co to jest? Revan wpuść mnie! Muzę cię wyleczyć! Rev – Nie dokończyła, gdyż użyłem odrobiny mocy, by ją odepchnąć w stronę drzwi.

Kuune zdołała odzyskać równowagę i próbowała znowu do mnie podejść, jednak i tym razem coś jej przeszkodziło - mianowicie drzwi, które otwarły się, a za którymi stała Akeno Himejima.
- Co tu się stało? Szukałam cię Kuune...
- Czy z łaski swojej - Zacząłem kierować swój gniew w ich stronę - mogłybyście opuścić mój pokój?

Szczęście mi dzisiaj sprzyjało, gdyż kobiety (mimo lekkich protestów) wyszły. Ja tymczasem siedziałem na podłodze z jedną myślą w głowie: Czy ktoś mi kurwa powie, co tu za drama się odpieprza?!


Byłyśmy w naszym pokoju. Suzaku czekała na nas, siedząc na swoim łóżku i popijając napar przypominający herbatę.

- Gdzie była nasza małą zguba? - Spytała poważnie?
- Była u niego... - Odpowiedziałam - Nie wiem czy być na Kuune wściekła czy szczęśliwa...

Tymczasem Kuune oparła się o ścianę. Jej lisie uszy i trzy ogony opadły na dół, co było dowodem na to, że jest smutna.
- Ja chyba znam powód... Amnezji... Revana...
To nas zszokowało. Natychmiast zerwałam się z miejsca, w którym stałam i podeszłam do "córki"
- Córciu, powiedz... Powiedz, co się z nim stało? - Do moich oczu znów napływały łzy, lecz mimo to, żadnej z nich nie uroniłam. Musiałam być silna, dla Kuune i Revana.
- Gdy patrzyliśmy sobie w oczy... - Zaczęła Kuune lekko płaczliwym tonem - Jego głowa zaczęła go przeraźliwie boleć. Chciałam go uleczyć moim Senjutsu i... Wtedy to odkryłam. Jego ciało... - Kuune zaczęła płakać - Jest pokryte bliznami, a w jego umyśle... Jest tyle bólu i cierpienia...

Informacja ta nas wszystkich dobiła. Nikt nie próbował już powstrzymywać łez, bo było to niemożliwe.

Każdego dnia zastanawiałam się, co się działo z moim synem przez te osiem lat. Dla mnie i dla Kuune te osiem lat było tragedią. Ja, pogrążona w płaczu i smutku, Kuune w depresji i myślach samobójczych. A Revan? Pogrążony w walce o przeżycie, każdego dnia robi coś, czego większość mieszkańców mojego świata nie byłaby w stanie tu zrobić - przeżyć. Każdego dnia, odkąd tu przybyłam, zastanawiałam się, skąd on bierze siłę, by funkcjonować na tym świecie. Wszędzie dookoła tylko śmierć i chaos, a on jak gdyby nigdy nic przez to wszystko idzie, nieustannie prze do przodu.

Moje rozmyślania przerwał jeden z żołnierzy, który wszedł do pokoju. Był to mężczyzna pokryty szarą zbroją z hełmem i maską na głowie.
- Suzaku, Akeno i Kuune Himejima? - Spytał oficjalnym tonem. My kiwnęłyśmy potwierdzająco - Jesteście wzywane do sali konferencyjnej. Macie pójść ze mną w tej chwili
Czując, że opór nie jest zbyt mile widziany, wstałyśmy i podążyłyśmy za żołnierzem.

Podczas naszej wędrówki przez szare korytarze, zauważaliśmy wymijających nas żołnierzy, którzy o dziwo szli w tym samym kierunku co my.
- Co się dzieje, jeśli można wiedzieć? - Spytałam naszego "przewodnika".
- Spotkanie członków Dha Werda Verdy.
Więcej nie powiedział. Popatrzyłam na moją córkę i Suzaku w nadziei, że chociaż one wiedzą coś więcej. Kuune była tak samo zakłopotana jak ja, nato miast Suzaku stwierdziła tylko:
- Wiem, że takie spotkania odbywają się regularnie, jednak nigdy mnie na nie nie zapraszano.

Tymczasem nasz "przewodnik" otworzył drzwi i wprowadził nas do ogromnego pomieszczenia, w którym znajdowało się kilkudziesięciu żołnierzy.
- To wyżsi rangą lub przydzieleni do zadań specjalnych żołnierze. - Wytłumaczyła Suzaku – Pytanie tylko, co my tutaj robimy?
W tej samej chwili Kuune spostrzegła Revana i Lily, którzy stali niedaleko nas. Revan był w swojej zbroi oraz hełmo-masce i stał oparty o ścianę. Trzymał także za ręke Lily, która wydawała się speszona tak dużą ilością ludzi, jednak gdy nas zobaczyła, od razu się uśmiechnęła i pomachała do nas ręką. Postanowiliśmy pójść w ich kierunku.

Przecisnęliśmy się przez kilku ludzi aż doszliśmy do celu. Lily wybiegła, by się z nami przywitać, po czym wskoczyła na Kuune i ją przytuliła. Kuune najwyraźniej nie była zaskoczona tym, gdyż się uśmiechnęła do Lily i zaczęła ją głaskać swoimi ogonami.

W międzyczasie skupiłam wzrok na swoim synu. Wciąż opierał się o ścianę, a ręce miał splecione na klatce piersiowej. Na jego lewym ramieniu siedziała Lumi, która najwyraźniej coś do niego mruczała...


Mimo iż przez mój hełm nie było tego widać, podążyłem wzrokiem za Lily. Patrzyłem, jak tuli się do dziewczyny o imieniu Kuune – z mojego punktu widzenia, Lily dogadywała się z kobietami z tamtej grupki (mam na myśli Suzaku, Akeno i Kuune).

Nie chciałem tego przyznać, ale cieszyłem się, że Lily nie jest samotna, że w tej grupce kobiet znalazła coś na kształt rodziny.
- Nyaaan.
- Wyłaź z mojej głowy Lumi...
- Nyaaaaan Nyaaaaaan!
- Dobra przyznaję się, cieszę się, że Lily jest szczęśliwa. Znajdzie w nich dobrą rodzinę.
- Nyaaan?
- A ja? Usunę się w cień. Jak każdy potwór, gdy ludzie o nim zapominają...

Lumi otarła swoją główkę o mój wizjer w masce. Ja tymczasem patrząc na Lily, czułem w sercu... Szczęście. Tylko dlaczego jestem szczęśliwy widząc czyjeś szczęście?


Revan, kiedy ty zrozumiesz, że nie jesteś potworem? Jesteś tylko małym dzieckiem, pogubionym w ciemności, który szuka tego co wszyscy - światła - pomyślałam, gdy kontynuowałam ocieranie się o jego maskę...


Patrzyłam tak na syna jeszcze przez chwilę, po czym zauważyłam, że gasną światła. Żołnierze w pomieszczeniu zaczęli tworzyć swoisty okrąg wokół centrum sali. Podeszłam więc do Revana, mając nadzieję, że on wie, co się dzieje. On tylko wskazał miejsce obok niego i powiedział:

- Stańcie tutaj.
Posłuchałyśmy i czekałyśmy.

Następnie ujrzałyśmy formujące się niebieskie hologramy na środku sali. Z powodu ogólnego błękitu hologramów, nie byłyśmy w stanie rozpoznać koloru zbroi ludzi z tych holoprojekcji.

W sumie uformowało się jedenaście hologramów. Każdy z nich miał na sobie pełną zbroję, wraz z zakrywającą twarz maską (w sumie jak każdy z zebranych). Oprócz hologramów, na środku stał także Kapitan Ox, który zaczął przedstawiać "gości":
- Generał Johny, Pułkownik CJ, Kapitan Smith, Kapitan Willow, Pułkownik Rush, Generał Charls, Major T-Dog, Kapitan Mic, Generał Ross, Major Frost i Kapitan Viz. Witajcie, miło was znów widzieć.
Hologramy tylko kiwnęły głową. Najwyraźniej uznali, że to wystarczy.
- Zebraliśmy się tu dzisiaj z dwóch powodów. Pierwszym jest wkroczenie do końcowej fazy projektu "Biała Opowieść". Drugim jest fakt, że Sojusz dowiedział się o urządzeniach teleportacyjnych, więc możemy spodziewać się wizyty ich "wysłanników". - Ox na chwilę przerwał, po czym spytał się Revana – Czy można wiedzieć Revan, jaki jest stan "Fazy II"?

Revan przez chwilę jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Po zebraniu odpowiednich myśli, odpowiedział Ox'owi:
- Kuroka i Shirone Toujo, podobnie jak wnuczki Yasaki, są obecnie w fazie uśpienia. Obudzimy je dopiero w finałowej fazie...
- Czy można wiedzieć - Przerwał mu pytająco Generał Johny – dlaczego postanowiłeś porwać wnuczki Yasaki, zamiast samą Yasake?
- Z kilku powodów. Pierwszym był fakt, że atak na Cesarzową Kyoto był zbyt oczywisty, spodziewano się go. Dodajmy do tego fakt, że ona wyczułaby nas zanim byśmy zdołali zbliżyć się do jej posiadłości. Więc - Wdech – Zamiast tego wydałem rozkaz porwania jej wnuczek, by tym samym zmusić ją do wejścia na naszą planszę, gdzie panują nasze zasady. A przypominam, że użytkownicy Senjutsu i liń życia nie mają tu lekko.

I nastała cisza. Najwyraźniej dowódcy rozważali wypowiedź Revana.
- Co z wnuczkami, gdy zdobędziemy cel główny? - Tym razem zapytał się Generał Charls.
- Zwrócimy je tam, skąd je wzięliśmy. W dosłownie tym samym momencie w jakim odbierzemy główny cel.

I znów zapanowała cisza. Patrzyłam na swojego syna pełna podziwu. Nie dość, że posiada wielką moc i ogromny wachlarz umiejętności, to jest przy tym cholernie inteligentny. Czyli całe nasze spotkanie w zaświatach było częścią jego planu... Czyżby tylko udawał amnezję? Nie, Kuune od razu by to wykryła. Coś mi się tu nie zgadza... Czy to możliwe, że nasze ponowne spotkanie było przeznaczeniem lub kaprysem losu?

Tymczasem następny odezwał się Kapitan Mic. W jego głosie była mieszanka irytacji, zaniepokojenia oraz... Ciekawości.
- A nasi... Goście?
- Suzaku była tu od dawna. Lily odnalazłem po drodze Reszta to gapowicze. - W głosie Revana można było usłyszeć znudzenie.
- Oki-Doki, Rev, ty i twoja grupa zbadacie kto poza nami korzystaz teleporterów. Tymczasem Ox - zwrócił się nieco poważniej do Kapitana Ox'a - Weź kogoś, by zaprowadził naszych gości do ich pokoju. Usłyszeli, co mieli usłyszeć.

Po chwili podszedł do nas ten sam żołnierz który nas przyprowadził. Raz jeszcze spojrzałam na syna by zobaczyć jak... Uaktywnia technikę, dzięki której... Stał się cieniem.

Wychodząc z sali za szarym żołnierzem, spytałam resztę dziewczyn, czy zrozumiały z tego cokolwiek. One tylko przecząco przekręciły głowami. Revan... Co ty planujesz zrobić? - Spytałam go w myślach zmartwiona...


W ciemnym pokoju, jakby dosłownie z ciemności pojawiła się postać, trzymająca w rękach czarnego kota. Owa osoba położyła kota na łóżku znajdującym się w rogu pokoju, po czym zdjęła hełm z głowy i rzekła:

- Nie bój się Lumi, wszystko będzie dobrze. To tylko kolejna misja, Zobaczysz, wrócę jeszcze dziś...
- Nyaaaaan... - Kot jakby odpowiedział i zaczął głaskać swoją główką policzek rozmówcy.

A on tylko lekko uśmiechnął się, po czym włożył hełm i zniknął w ciemnościach.


W ruinach kompleksu wojskowego, stojącego wokół kompletnej pustki, nagle znikąd pojawiła się grupa osób.

Owe osoby były ubrane w dość nietypowy (jak na postapokaliptyczny obraz świata) ubrania. Nie nosili żadnych chroniących przed promieniowaniem strojów. Zamiast tego, mieli dziwną, zielonkawą poświatę, zdającą się odbijać promieniowanie.

Pierwszą osobą była kobieta, wyglądająca na dwadzieścia do trzydziestu lat, posiadająca blond włosy przechodzące w złoty kolor. Na jej głowie stała para lisich uszu, a z za jej pleców wystawało dziewięć lisich ogonów. Ubrana była w strój kapłanki Miko, który mocno podkreślał jej kobiece kształty - duże piękne piersi, płaski brzuch i kobieca talia.

Tuż za nią stało pięciu wojowników ubranych w czerwone, samurajskie zbroje. Każdy z nich miał po dwa miecze na lewym boku – jeden długi, drugi krótszy.

Obok kobiety pojawił się mężczyzna w czarnej skurzanej zbroi, nie posiadający żadnej broni. Mężczyzna miał czarne włosy i baki. Roztaczał wokół siebie aurę gburowatego wojownika.

Za wojownikiem stały dwie kobiety, wyglądające na dwudziestolatki. Pierwsza z nich miała szkarłatne włosy i była ubrana w czerwony dres. Druga osoba miała krótkie czarne włosy i okulary. Ubrana była w podobny dres co kobieta obok niej, tyle że koloru ciemnoniebieskiego.

Ostatnią osobą była kobieta o długich srebrnych włosach oraz pełnej zbroi walkiri.

Grupa przybyszy zaczęła rozglądać się i bacznie obserwować świat, który pojawił im się przed oczami. A to co ujrzeli wprawiło ich w ogromne przerażenie.

Szare niebo z którego zaczął padać gruby niczym popiół śnieg powoli przykrywał szarą ziemię, na której cudem czasem rosły źdźbła szarej trawy. Co kilka metrów można było zobaczyć kości, które niegdyś były ludźmi. W oddali zaś widoczne było miasto, które wyglądało tak, jakby dosłownie jakiś olbrzym je rozdeptał.

Cały ów widok mógł przyprawić o dreszcze tych, którzy nie żyli na tym świecie. Wszystko bowiem było tu martwe lub konające, a wszechobecna szarość wieńczyła agonalny obraz niegdyś pięknego świata.
- Na bogów. To wygląda jeszcze gorzej niż opisywali. - Odezwała się Walkiria. W jej głosie było pełno przerażenia.
- Co masz na myśli ? - Przerwała jej kobieta w czerwieni – Rosseweisse, przecież już tutaj byłaś?
- Nie, Rias. Prowadzili mnie po dziwnych korytarzach i pomieszczeniach. Mówili, że na zewnątrz jest zbyt niebezpiecznie.

Grupa zaczęła iść przed siebie. Wśród każdego z nich widać było oznaki przerażenia, a nawet pierwsze oznaki paranoi. Najwięcej z nich okazywała czarnowłosa dziewczyna:
- To straszne... - W jej głosie była już słyszalna tylko panika - Jakim cudem oni mogą żyć na tym świecie?!
- To doskonałe pytanie, Sono Sitri...

Na dźwięk nieznanego głosu, cała grupa wystraszyła się. Po krótkiej chwili, mężczyzna o czarnej skórzanej zbroi zlokalizował źródło głosu. Była to postać owiana dziwnym półpłaszczem, który kształtem przypominał pelerynę oraz kaptur koloru czarnego. Owa osoba miała na sobie napierśnik o kolorze czarnym po bokach i ciemnobrązowym w środku. Zbroja posiadała także brązowe zarękawie, czarne naramienniki oraz rękawice. Na nogach miała czarne wojskowe buty oraz osłony na nogach. Dodatkowo, połączenia poszczególnych elementów zbroi były wykonane z czerwonego materiału.

Podmuch wiatru ukazał gościom z zaświatów co kryło się za kapturem. A była to dziwna maska, której przednia część miała kształt litery "T". Posiadała ona wąski, długi czarny wizjer na poziomie oczu. Część maski w kształcie litery "T" była pomalowana na czerwono, natomiast reszta na szaro.
- Witaj Rosseweisse. Miło nam, że postanowiłaś wrócić, jednak muszę cię ostrzec. Tu na powierzchni nie jest tak bezpieczne jak w bunkrach. - Odezwał się głos, niemal mechanicznym tonem. Następnie skierował się w stronę blondwłosej Kyuubi – A ty jesteś Yasaka jak mniemam?

Grupa przez chwilę stała w milczeniu. Nikt nie próbował niczego zrobić. Niestety ciszy nie wytrzymała Rias Gremory.
- Oddaj mi moje przyjaciółki i wnuczki Yasaki, albo twoja śmierć będzie bolesna...!
- Dlaczego mówisz to bez żadnego przekonania, Gremory? - Postać spytała sarkastycznie - Czyżbym wyczuwał w tobie wątpliwości?
- Oddaj moje wnuczki, albo przekonasz się, że ja się nie waham.

Słowa Yasaki były zimne niczym lód, a w jej złotych oczach widać było tylko wściekłość i determinacją.

Postać zaczęła wolno podchodzić do grupki z zaświatów.
- Zanim spełnię jakąkolwiek prośbę - zaczął niemal znów mechanicznie – Powiedzcie mi, dlaczego jest was tutaj... Tak mało? - Po czym postać zadrwiła - Czyżby Azazel tylko tyle zdołał stworzyć urządzeń chroniących?
- Powiedz mi, czy wszystko co mówiłeś, było kłamstwem? - Rosseweisse gotowała się ze złości. Pod jej dłońmi uformowały się duże magiczne kregi z zaklęciami - Myślisz, że to zabawa?
- Nigdy cię nie okłamywałem. Wiedziałaś, że potrzebujemy "energii" i "przewodnika". Yasaki i siostry Toujo idealnie pasują do tej roli. Dlatego też... - Skierował się w stronę lisicy, która z trudem panowała nad swą wściekłością - Zadbałem o to, by twoje wnuczki, Yasako, wróciły do domu w momencie, gdy ty będziesz tutaj.

Grupa stała w osłupieniu. Nie potrafili dalej zrozumieć co ich przeciwnik zaplanował. Ledwie udało im się pojąć, po co tak naprawdę zostali tu przywołani.

Rias (znowu) nie wytrzymała napięcia i w bojowym krzyku, wysłała w kierunku wojownika uderzenie mocy destrukcji. Jednak zanim pocisk uderzył, postać zniknęła, tylko po to, by pojawić się obok Sony Sitri, która ledwie podniosła się po szoku, jakiego wcześniej doznała.
- Tutaj na pustkowiu, zbyt długi szok oznacza śmierć. - Przemówił do Sony, naciskając przycisk na jej urządzeniu. To spowodowało, iż Sona została przeteleportowana do zaświatów - jedna z głowy.

Zanim jednak zdołał wykonać kolejny ruch, wojownika otoczyła przyboczna gwardia Yasaki z wyciągniętymi katanami. Ich twarze były zasłonięte przez maski, wyglądające na twarze demonów. Jednak nie przeraziło to wojownika - użył błysku, by wyskoczyć z pułapki. Następnie wylądował dwadzieścia metrów od przeciwników na drewnianej belce, wystającej kilka centymetrów nad śnieg.

Zamaskowana postać odczekała chwilę, aż "Samuraje" podejdę bliżej. Następnie wyciągnął biały miecz z lewej pochwy. Na całym ostrzu można było zauważyć sypiące się na ziemię iskry. Wojownik podniósł miecz do góry, po czym szybkim i energicznym ruchem wbił miecz w ziemię.

Na całej powierzchni pokrytej śniegiem pojawiły się wyładowania elektryczne. Jednak wbrew oczekiwaniom wojownika, wszyscy samurajowie pozostali nietknięci. Wszystko to za sprawą srebrnych magicznych kręgów, które pojawiły się przed nimi.
- Szybka reakcja, Rosseweisse, ale nie na tyle szybka, by mnie powstrzymać.
Mówiąc to, zakapturzony wojownik pojawił się przed walkirią, by zadać cios. Ku jego lekkiego zaskoczeniu, Rosseweisse zdołała uchronić się przed atakiem, za pomocą ochronnej. Wojownik szybkim ruchem wyciągnął drugi miecz - czarny i o tej samej długości co pierwszy miecz - po czym zaatakował, magicznie przyśpieszając ciosy. Jednak i to nie dało oczekiwanego efektu.
- Rozpracowałam twoją umiejętność. To błysk, prawda? - Wojownik nawet nie tknął - To bardzo stara, ale prosta i skuteczna technika. A sądząc po ruchach, opanowałeś błysk do perfekcji. Jestem pod wrażeniem, Revan.

Revan wzmocnił nacisk na barierę, jednak nie dało to żadnego efektu.
- Nie zauważyłeś też, że rozmawiasz z iluzją. - Usłyszał lekki głos, kilka metrów za sobą.

Gdy Revan odwrócił się, zauważył za sobą ogromne nagromadzenie się mocy destrukcji nad głową Rias.
- Gwiazda Zagłady!
Naszego bohatera ta moc powoli zaczęła wciągać, niczym prawdziwa gwiazda. Efekt tylko się wzmacniał, wraz ze zmniejszającą się odległością pomiędzy "gwiazda", a Revanem. Jednak zamiast próbować uciekać, Revan postanowił wykorzystać kolejną sztuczkę. Teraz jest moja szansa...

Revan wskoczył, z pomocą błysku, w kierunku "gwiazdy". Z perspektywy Rias i Rosseweisee, wyglądało to tak, jakby ich przeciwnik dał się pochłonąć mocy destrukcji.
- Co on... - Obie były... Co najmniej zdzwione.

Nikt nie mógł przewidzieć tego, ci się następnie stało. Kilka centymetrów przed twarzą Rias, pojawiła się dłoń, zupełnie, jakby powstała z cienia. Tuż po sekundzie pojawił się cały Revan, który ową dłonią chwycił twarz Rias, po czym rzucił nią w kierunku ściany jednego z budynków.

Rosseweisse była cała w szoku. Co to za technika W życiu nie widziałam czegoś takiego! On po prostu jakby zniknął!
Zbyt późno zorientowała się, że wojownik już zmienił postawę i zamierzał ją zaatakować. Jego zamiary pokrzyżowała święta błyskawica lecąca w jego stronę.

Revanowi nie udało się obronić przed błyskawicą. Mimo posiadania zbroi, poczuł siłę uderzenia, co spowodowało, że wyrzuciło go na dziesięć metrów. Pomimo upadku, podniósł się i przyjął pozycje do walki. Jednak zanim wykonał atak, wypowiedział na głos:
- Shiro, kończ z ta iluzją...

Nagle całe niebo raz wszystko co otaczało bohaterów zaczęło pękać i znikać. Gdy magiczna bariera upadła, goście z zaświatów ujrzeli coś, co na zawsze miało pozostać w ich umysłach.

Grupa znajdowała się w miejscu, które kiedyś było aleją jakiegoś miasta. Wszędzie można było zauważyć zniszczone domy i wieżowce, które tak jak Ziemię, pokryły warstwy radioaktywnego śniegu.

Dookoła widoczne były szkielety samochodów, które obecnie praktycznie się rozpadały. Ale chyba najbardziej przerażające, były porozrzucane szkielety ludzi, które widoczne były z każdej strony. Owe kości należały niegdyś do zarówno dorosłych jak i dzieci.

Yasaka upadła na kolana, nie mogąc powstrzymać narastającej w niej histerii. Po apokalipsie, nie wychodziła poza barierę w Kyoto, przez co była odseparowana od świata zewnętrznego. Co prawda, przez barierę, czuła ból w siłach życiowych planety, lecz nic nie mogło jej przygotować na szok jakiego tutaj doznała.

Ból, cierpienie, tortury, agonia, śmierć. Poczuła każą możliwą emocję, jaka zawitała na Ziemii od czasów jej zniszczenia. Yasaka nie była w stanie tego znieść. Lisica upadła na ziemię, a jej ciało dostało drgawek spowodowanych bólem. Wokół niej zebrała się jej straż, jednak nie byli w stanie nic zrobić.

Rosseweisse także z przerażeniem obserwowała otaczające ją otoczenie. Jej oczy były pełne łez, a jej dłoń spoczęła na ustach. Gdy po raz pierwszy przybyła na ziemię, Dha Werda Verda pokazała jej zaledwie ułamek tego, co wydarzyło się w świecie ludzi i teraz już zrozumiała dlaczego. Szok był zbyt wielki, by go znieść.
- Tak! Dokładnie! - Usłyszała głos obok siebie – Poczujcie to! Poczujcie nasz ból. Ból z którym żyjemy na co dzień!
Obok niej stał Revan, który zaczął atakować Baraqiela. Upadły anioł przyzwał swój miecz, którym zablokował cios skierowany w szyję.

Revan widząc to, postanowił użyć błysku, by zyskać przewagę nad przeciwnikiem. Taktyka, pomimo małej skuteczności, zadała Baraqielowi lekkie obrażenia.
- Jestem po wielkim wrażeniem, Revan. - Baraqiel przemówił do wojownika. Prawdopodobnie chciał "przekabacić" Revana na stronę Sojuszu – Ale czy nie uważasz, że już wystarczy? Poddaj się, zwróć nam moją córkę i wnuczkę, a wszystko będzie dobrze...
- Nie. Próbuj. Mną. MANIPULOWAĆ! - W chwili, gdy Revan to krzyknął, wypuścił ze swojej ręki niebieską błyskawicę.

Baraqiel nie miał wyboru i został zmuszony do użycia swoich błyskawic. Więc i on zaatakował piorunami.

Dwa magiczne ataki zderzyły się pośrodku pola, a w miejscu uderzenia powstał mały krater. Niesamowite. Nie mogę uwierzyć, że mój wnuk opanował sztuki walki do takiej perfekcji. Jednak jest w tym coś dziwnego. Revan, co ty – Baraqiel nie dokończył myśli, gdyż był zmuszony zablokować cios lewego miecza. Jednocześnie zbyt późno zorientował się, że pierwszy atak był tylko przykrywką dla ataki prawym mieczem. Na ostrzu zgromadziła się energia, którą Revan szybkim ruchem wypuścił, krzycząc:
- Rozdarcie Niebios!

Kolejny wybuch pojawił się na polu bitwy. Tym razem to Baraqiel został wyrzucony. Jednak zanim zdołał stanąć i odzyskać równowagę, Revan wypuścił kolejny czar:
- Niebiańska błyskawica.
Upadły anioł był przerażony, widząc, jak świat z jego perspektywy był powoli pochłaniany przez elektryczną mgłę. Uratowała go przed nią Rosseweisse, która w ostatniej chwili aktywowała obronny okrąg magiczny. Gdyby nie panna Rosseweisse, byłbym teraz ciężko ranny... Revan, gdzie ty zdobyłeś taką moc?
- Shiro... Aktywuj.
Początkowo nikt nie rozumiał jego słów. Potem dopiero pojęli ich piekielne znaczenie.


Tymczasem w Kyoto, w pokoju typowym dla małych dziewczynek, z cienia wyjawiły się dwie postacie. Obie miały podobne szare zbroje i obie trzymały na swych rękach po osobie.

- Jak myślisz Telep, kiedy oni się skapną, że my oddaliśmy im wnuczki Yasaki?

Obaj wojownicy położyli dwie dziewczynki do ich łóżek. Następnie Telep popatrzył na Kai'a. Po chwili Kai odpowiedział.
- Rozumiem twój punkt widzenia...
Po czym zniknęli w cieniach...


Inna postać w siedzibie Grigori, włożyła pendrive z napisem "Zed rządzi!" do komputera. Po przesłaniu danych, Zed wyciągnął pendrive z komputera i zniknął w ciemnościach mówiąc:

- Ale beka...


Baraqiel nie mógł uwierzyć w to co się działo. W jednej chwili post-nuklearne pustkowie stało się piekłem. A wszystko przez dziwne potwory, które zleciały z nieba oraz wyskoczyły z okien budynków.

To był istny chaos. Gwardia Yasaki rozproszyła się i była nieskuteczna. Rosseweisse i Baraqiel próbowali się bronić, lecz ataki nadchodziły z każdej strony.
- Przegrupować się! Chronić cesarzową Yasa- - Baraqiel urwał rozkaz, gdy zobaczył Yasakę przytrzymywaną i nieprzytomną , w rękach Revana. Z ręki Revana wypadła pusta strzykawka.

Jednak zanim reszta grupy zdołała zareagować, Revan z Yasaką jakby "wszedł " do szklanej szyby i zniknął.
- Musimy uciekać! Wycofać się!
Zabrzmiał ostatni rozkaz. Grupa poniosła ogromną porażkę, więc wycofała się do zaświatów...


W siedzibie Dha Werda Verda, cała grupa cichociemnych czekała na swego przywódcę. Wraz z nimi czekali również Kapitan Ox, Lumi, Lili oraz domniemana rodzina Revana.

Na twarzach cichociemnych były lekkie emocje – dla nich takie misje to nic nowego. Jednak kobiety zgromadzone na miejscu "wyjścia" miały całą paletę uczuć wypisanych na twarzch. Nadzieja, zatroskanie, obawę, przerażenie.

Wtem, prosto z ciemności wyszła postać trzymająca kobietę ubraną w strój kapłanki Miko. Po zbroi postaci, od razu rozpoznano kto przyszedł - Revan.
- Kapitanie Ox, myślę, że można rozpocząć fazę III.
Ox tylko kiwną głową, definitywnie zgadzjąc się.
- Revan...
- Synku...
To były jedyne słowa wypowiedziane do Revana, gdy ten, wciąż z Yasaką w rękach, zmierzał za Kapitanem Ox'em...


Witajcie, tutaj Czechus!
Wybaczcie za zwłokę z wydaniem tego rozdziału... No tak się niestety złożyło.

Tym rozdziałem wchodzimy w ostateczną fazę 2 Arc'u. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Przy okazji, zacząłem czytać 21 Tom DxD... Jest ciekawie, ale stoję przed dużym wyzwaniem (które sam na siebie nałożyłem) - jak połączyć mój Fanfic z główną linią fabularną. Gdy zacząłem pisać, byłem chyba po 17 tomie, więc niezbyt wiedziałem, co autor DxD nam przygotował w następnych tomach.

Ale mam nadzieję, że się wam podobało. Trzymajcie się. Czechus mówi cześć
PS. - Pogrubiony tekst w rozdziale to myśli postaci...