A/N Dzięki Wam wszystkim za komentarze nika0645, Yosss, Itami Namida... Naprawdę nie mogłabym wyobrazić sobie wspanialszego prezentu urodzinowego! ;D Cóż nowy rozdział i mam nadzieję, że będzie Wam się podobał tak samo jak poprzednie. Pamiętajcie, że jak zacznę przynudzać to napiszcie mi to! ;D Kończę i wstawiam nowe opo. Tym razem świat Naruto po wojnie.

Zapraszam
Charlotte

Otworzyłem oczy i przeciągnąłem się. Mmmm… pachniało! Ale zaraz! Przecież to nie jest mój pokój! Zamrugałem i przypomniałem sobie. Racja, przecież nocowałem u Sasuke. Na dodatek w jego łóżku! Jakie to cudowne – obudzić się w domu przyjaciela! Zszedłem z antresoli w stronę tego smakowitego zapachu. Zobaczyłem ubranego w garnitur Sasuke siedzącego przy stole i zajadającego naleśniki. Wyglądał zabójczo! Bycie tak przystojnym powinno być nielegalne! Naprzeciwko niego stała druga porcja.

- W końcu się obudziłeś? Nie masz limitu w tym temacie, huh?. Siadaj i jedz śniadanie w porze obiadowej.- usiadłem i powoli przyswajałem sobie jego słowa.

- Porze obiadowej?

- Jest już po 12.00. Ja już nawet zdążyłem wrócić z firmy.- skrzywił się.

- Przepraszam.- powiedziałem zmieszany.

- Nie masz za co. Nie tylko ty w tym wieku późno wstajesz.

- Nie za to. Przepraszam za wproszenie ci się nie tylko do domu, ale i do łóżka.- powiedziałem cały czerwony. Miałem całkowitą świadomość jak to brzmi, ale nie wiedziałem jak inaczej to ująć. Mam nadzieję, że nie skomentuje tego.

- Już powiedziałem. Nie masz za co. Jedz.- czy on zawsze musi rozkazywać?

- Sam przygotowałeś te naleśniki?- zapytałem.

- Tak. Jeśli mieszkasz sam, musisz się nauczyć gotować. Masz jeszcze kaca?

- Ja nigdy nie mam kaca!- krzyknąłem wesoło, biorąc do ust pół naleśnika.- Dobre to. Co ze szkołą?

- Wszystko co robię, robię dobrze. O szkołę się nie martw załatwiłem sprawę z Tsunade – sama.

- Z babunią? I co? Nie burzyła się?- zrobiłem zaciekawioną minę.

- Jak cholera, ale ją przekonałem.

- Trzeba było dać ją mnie. Zawsze mi ulega.

Dalej jedliśmy w ciszy. Dopiero ja znów postanowiłem ją przerwać.

- Wszystko było pyszne, naprawdę Sasuke, ale myślę, że muszę już iść. Kończyliśmy dzisiaj szybko lekcje jak w każdą środę. Jeszcze raz dzięki za przenocowanie mnie.- ubrałem buty i wyszedłem na ganek wprost do Kyuubiego. On oparł się o framugę drzwi.

- Nie zrobiłem tego dla ciebie.- powiedział, gdy włączyłem silnik. Zaśmiałem się głośno, założyłem kask i odjechałem. Widziałem w lusterku jak zamyka za sobą drzwi.

- BAKA, KIBA!- zawołałem wściekły goniąc tego idiotę po całej szkole. Na dodatek półnago, bo ten kretyn zabrał mi koszulę.

Za trzy tygodnie w drugiej połowie lipca mają się odbyć krajowe zawody w karate, dlatego Jiraiya spędza ze mną na treningach większość czasu swojego i mojego. Z tego powodu także moje godziny wfu na który nie chodzę, zostały zamienione na treningi na których muszę się zjawiać. Normalnie przebieram się w szatni z chłopakami i razem idziemy na lekcje. Dzisiejszy trening się przeciągnął na pół przerwy, więc Kiba postanowił to wykorzystać i zrobić mi żart. Ukradł mi górę od mundurka, skurczybyk jeden! Wchodzę na relaksie do szatni, myję się, przebieram spodenki na standardowe spodnie od mundurka, zdejmuję przepoconą koszulkę i… BUM! Nie mam żadnej na przebranie, a za drzwiami słyszę znajomy chichot! Niewiele myśląc, wybiegłem z szatni za, wątpliwym w tej chwili, przyjacielem. Tylko skazać takiego na spóźnioną o całe 18 lat aborcję! Było już po dzwonku i bałem się spóźnić, bo miałem teraz matmę, ale przecież nie będę siedział nago albo śmierdział! Mając taki wybór wolę go gonić…. W końcu wbiegł do jakiejś klasy. Ciesząc się, że nie ma dokąd uciec, przyspieszyłem i wyciągnąłem rękę w stronę klamki. Na moje nieszczęście nie zauważyłem numeru na drzwiach. Wbiegłem z hukiem wrzeszcząc:

- KIBA, IDIOTO, JUŻ NIE ŻYJESZ!

Cisza. Tylko tyle usłyszałem. Nawet nie, bo całe pole widzenia miałem czerwone ze skrajnej wściekłości, a w centrum była postać tego palanta. Normalne wiec jest, że w takim sytuacji nie widziałem nic wokoło.

- Uzumaki! Nie groź koledze, bo zaraz ty tutaj będziesz martwy!- usłyszałem bardzo znajomy i głęboki głos.

Dopiero teraz wściekłość mnie opuściła i spokojnie rozejrzałem się wokół. Stałem na środku klasy, półnago, wzbudzając śmiech w kolegach i wściekłość w Sasuke. Chyba mam deja vu…. Poczułem, że robi mi się niedobrze. Tym bardziej widząc zarumienioną twarz Gaary i niejasne zainteresowanie w oczach Saia. Od tamtej pamiętnej nocy Z Sasuke minęło około półtora miesiąca, ale to nie znaczy że zaczął mnie inaczej traktować. Jest tak samo wredny, mimo że często razem wychodziliśmy i poznawaliśmy się coraz bardziej. Teraz był już moim najlepszym przyjacielem. Nawet chyba lepszym niż Kiba. A przynajmniej normalniejszym. Dzisiaj był ostatni dzień szkoły przed rozdaniem świadectw. Zaczerwieniłem się i spojrzałem na niego.

- Trening się przeciągnął i Kiba w formie żartu zabrał mi koszulę. Goniłem go w celu odebrania, ale uciekł tutaj. Nie zauważyłem numeru a nie sądziłem, że przyjdzie akurat tutaj.- wyburczałem obrażony.

- Nie ten ton, Uzumaki!- wycedził. Wiedziałem już, że u niego oznacza to coraz bardziej wzrastającą złość.- Inuzuka, więc w ręku miałeś koszulę kolegi?

Zauważył? Może mi się uda tym razem.

- Mimo, że jest koniec roku, macie nieszczęście być wychowawstwem wiecznie spóźniającego się Hatake.- ooł! Użył nazwiska, czyli coś kombinuje.- Znaczy to, że wasze świadectwa są jeszcze nie wydrukowane. Uzumaki! Jedynka za nieodpowiedni ubiór!- krzyknął, a z tyłu klasy rozległ się tubalny śmiech Kiby.- Inuzuka! Pała za spowodowanie nieodpowiedniego ubioru kolegi!

Teraz ja zachichotałem. Za chwilę miałem się przekonać, że to nie był dobry pomysł. Jego przeszywające na wskroś oczy….

- Obaj piszecie kartkówkę z trzech ostatnich lekcji. Na ile napiszecie, taką ocenę wystawię wam w dzienniku, a która znajdzie się na świadectwie. Znaczy to, że możecie podwyższyć albo obniżyć ocenę. Chociaż na podwyższenie nie liczę w waszym przypadku….- zmrużył oczy.

Spojrzałem chmurnie na Kibę i podszedłem do ławki. Wyrwałem mu z ręki koszulę, nie zważając na współczujący wzrok, który pewnie miał mnie podnieść na duchu. Ubrałem się i przeniosłem do Saia. Ledwo zdałem na tą dwóję, a teraz mogę nie zaliczyć. Może gdy wysilę mózg i przypomni mi się coś z korków…. Tak, wtedy byłaby szansa na tą dwóję…. Napisał nam na kartkach po pięć zadań i wrócił do prowadzenia lekcji. Wcale nie było tak prosto, ale może na ta dwóję zaliczę. Mam nadzieję, że Kiba utraci swoją cenną czwórkę, za tak paskudne wrobienie mnie Oprócz niego jedyną ocenę powyżej tróji ma Shikamaru i Neji. Ale oni to inna liga. Po dziesięciu minutach zabrał kartki, zadał klasie zadania do zrobienia i zaczął sprawdzać.

- Uzumaki – 3, Inuzuka – 3. Macie takie oceny na koniec.- powiedział, a ja z radości aż wstałem. Zacząłem skakać, jednocześnie pokazując załamanemu Kibci język.

Zanim Uchiha zdążył coś powiedzieć na temat takiego zachowania, zadzwonił dzwonek. Wszyscy wyszli. Oprócz mnie. Zostałem i gdy drzwi się zamknęły, rzuciłem się na niego całując w policzek. Mówiłem już, że jest moim najnajlepsiejszym przyjacielem, prawda?

- Dziękuję!- zawołałem uradowany.

- Sobie dziękuj. Ja ci nie podciągałem. Sam napisałeś na taką ocenę. Może twój mózg jeszcze ma zdolność absorpcyjną, dobe.

- Absorp… co? Co to znaczy?- zapytałem marszcząc nos. Przy nim poznaję tak wiele słów….

- Nie zaprzątaj tym sobie tej ślicznej blond główki, młotku.- powiedział czule i potargał mi włosy.

- Ale ja chcę wiedzieć, noooo!- zawyłem, ale widząc jego powoli twardniejący wzrok odpuściłem.- Ech… nieważne. Do zobaczenia!

Wyszedłem na korytarz nie spodziewając się nikogo zobaczyć. Moja paczka już od dawna wiedziała, że jeśli zostaję po matmie lub fizie to nie warto na mnie czekać. Tak samo było tym razem. No, z jednym czarnowłosym wyjątkiem. Sai od mojego powrotu z wycieczki prawie nie odstępował mnie na krok. Tak samo jak Kiba i Gaara. Pewnie chodziło o to, że tylko my w paczce nie jesteśmy sparowani. Nie przeszkadzała mi jego obecność, przeciwnie- był moim przyjacielem i cieszyłem się z jego towarzystwa. Uśmiechnąłem się i wyszedłem z wnęki w której były umieszczone drzwi do klasy. Bardzo dobra do podsłuchiwania takiej lekcji matmy lub zwierzających się sobie dziewczyn na korytarzu. Podszedłem do niego.

- No, co tam Sai? Chciało ci się na mnie czekać?- zapytałem wesoło.

- Hmm… tak. Nie bardzo wiem jak to ująć, ale… proszę!- wyciągnął w moją stronę jakąś kartkę w koszulce.- Narysowałem to dla ciebie.

Moje brwi podjechały do góry. Wziąłem estetycznie prostą kartkę i przyjrzałem się jej. Widniał na niej mój portret. Narysowany ołówkiem, z odpowiednimi cieniami i szczegółami. Jedynym kolorowym elementem, były moje oczy pomalowane na błękitno. Wiedziałem, że brunet ma talent, ale nie wiedziałem że aż tak wielki! Naprawdę to było wspaniałe!

- Sai…- zaniemówiłem.- To… to jest piękne.

- Cieszę się.- oczy zalśniły mu nadzieją.- Naruto, może to nie jest odpowiednia pora, ale chcę ci coś powiedzieć. –posłałem mu zachęcający uśmiech.- Dużo o tym myślałem i wydaje mi się, że to co czuję to miłość. Nie wiem jak, ale czuję to całym sobą, dlatego… kocham cię, Naruto.

No teraz to mnie zwalił z nóg. Kocha mnie? Jak to jest możliwe? Przecież nigdy nie dałem mu nawet jednego znaku czy nadziei. Jak? Ale w sumie miłość nie ma przyczyny. Miłość jest wtedy, gdy szanujesz i akceptujesz daną osobę bez względu na jej wady, nie wyobrażasz sobie bez niej życia, chcesz dla niej lepiej niż dla siebie. Potrzebujesz jej, pożądasz, jesteś tylko jej. Miłość jest nieuchwytna, a zakochanie jeszcze bardziej. Musi być między wami namiętność, ufność, przyjaźń. Każdy musi się starać i…. O CHOLERA! NIE, TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! Muszę szybko porozmawiać z Kibą! Ale najpierw odpowiedź dla Saia. Różne uczucia do niego czułem, ale na pewno nie miłość. Nie do niego….

- Sai, przykro mi, ale ja cię nie kocham. Lepiej już teraz ci to powiedzieć. Wiem, że jesteś Bi, dlatego jeśli chcesz mojej rady, zainteresuj się Ino z klasy Jiry. Raz mówiła Sakurze, że jesteś bardzo przystojny.- uśmiechnąłem się, dotknąłem jego ramienia w geście pocieszenia i pognałem szukać Kiby.

Zaraz potem zadzwonił dzwonek. Sztuka. Luz. Odkąd trzy tygodnie temu poprzedni sensei złamał nogę i rękę spadając ze schodów w mieszkaniu, babcia zatrudniła młodego, zajebistego, ale zdrowo popieprzonego sensei – Deidarę. Na jego lekcjach zawsze był luz i mogliśmy robić co chcemy jeśli na koniec lekcji pokażemy mu zrobiony przez siebie model bomby. Mawiał, że sztuka jest ulotna, że sztuka jest eksplozją…. Mówiłem, że popieprzony. Wbiegłem do Sali i zaraz odciągnąłem Kibę od reszty paczki machając na nich ręką. To był mój własny znak, że mają nie przeszkadzać. Z tyłu klasy był podest na którym grano przedstawienia klasowe. Usiedliśmy tam.

- Kibciu, potrzebuję pomocy.- powiedziałem, coraz bardziej zaniepokojony. A jeśli moje podejrzenia były prawdziwe?

- Naru, ja cię NAPRAWDĘ przepraszam za tą koszulę. Błagam daj se spokój z biciem, bo matka jak się dowie, to tylko mi dołoży. To jak jest okay?- powiedział szybko, a ja machnąłem lekceważąco dłonią.

- Daj spokój! Już o tym zapomniałem!- powiedziałem.- Kiba, ja tu mam PRAWDZIWY problem!

- Mów co ci w duszy gra.

- Powiedz, byłeś kiedyś zakochany?

- No była taka jedna treserka psów…. Kumpela mojej siostry. Śliniłem się do niej przez dwa miesiąca, aż Hana mi powiedziała, że Airisu jest już zaręczona. Naprawdę miałem złamane serce. A co?

- Jak się czułeś, gdy byłeś zakochany?- zapytałem ignorując jego pytanie.

- Dziwnie. Jak nie ja. Chodziłem zamyślony, starałem się spędzać z nią jak najwięcej czasu nawet jeśli mi to nie pasowało, bo musiałem się uczyć, albo spotkać z wami. Chciałem by była szczęśliwa i widziała tylko moje zalety.- otworzył się. Wiedziałem, że dużo to go kosztowało. Kiba nie jest skrytym człowiekiem, ale nie umie mówić o uczuciach. Tylko przede mną puszcza jego bariera. Tylko ja potrafię ją złamać.- Naruto, dlaczego pytasz?- spojrzał na mnie badawczo.

- Zaraz wszystko ci wyjaśnię. Powiedz jeszcze jak się czułeś jak nie było jej koło ciebie.

- Miałem poczucie pustki, beznadziejności, samotności. Oblepiała mnie ona szczelnie dopóki znów nie jej nie zobaczyłem.- AAAA! KUSO! A WIĘC MIAŁEM RACJĘ! ZA-KO-CHA-ŁEM SIĘ! Dlaczego teraz? Dlaczego… w nim? Ale z drugiej strony nie mogę zaprzeczyć, że jest cudowny.- Teraz tłumacz.

Westchnąłem.

- Sai wyznał mi miłość.- zagwizdał cicho. Zgromiłem go spojrzeniem.- Nie wiem, jakim cudem darzy mnie takim uczuciem, ale ja go nie kocham. Powiedziałem mu to, ale między jego pytaniem a moją odpowiedzią zacząłem się zastanawiać czym jest miłość. I wtedy uderzyło mnie, że ja mogę być zakochany. Oczywiście nie w Saiu, ale zakochany. Wiedziałem, że ty już byłeś, dlatego chciałem zapytać jakie to uczucie. Teraz wiem, że miałem rację. Dzięki, Kibuś.- oparłem mu głowę na ramieniu.

- Nie ma za co Naru. Pewnie jak spytam, kto jest tym pechowcem to mi nie powiesz, ne?

- Nie, baka!- szturchnąłem go w bok. Nagle zadzwoniła moja komórka. Odebrałem.- Haaalo?

- Naruto, ruszcie z Kibą dupę do nas!- zawołał Neji z drugiego końca klasy. Poderwałem głowę i popatrzyłem w jego stronę.

- Tak, tak, już.- rozłączyłem się i zanim zablokowałem telefon, popatrzyłem na godzinę. Schowałem do kieszeni.

- Czekaj. Pokaż mi swoją tapetę.- powiedział przerażony Kiba. Na początku nie skapowałem o co mu chodzi, ale zaraz uśmiechnąłem się wrednie.

Jeszcze raz wyjąłem komórkę, rozkoszując się jego bladą twarzą z rozdziawionymi ustami. Nie dziwiłem się. Po wycieczce, masie pytań matki i oglądaniu zdjęć, wgrałem te ostatnie wszystkie na kompa. Szczególną uwagę poświęciłem tym z Kibą w bikini Tenten. Piękny, owłosiony jak jego najlepszy psi przyjaciel Akamaru -Kiba, z kaloryferem, ubrany w ledwo zasłaniające jego męskość majteczki i seksowny, ażurowy stanik od bikini. Nie mówiąc już o tym, że nasz model miał twarz w kolorze swego krwistoczerwonego stroju kąpielowego. A w tle zwijający się ze śmiechu Kakashi i Jiraya, zdegustowany Sasuke i oburzone Sakura i Ino. Zaśmiałem się na to wspomnienie i na skamieniałego Inuzukę siedzącego przede mną, patrzącego bezmyślnie w ekran. Schowałem telefon i potrząsnąłem moim załamanym kolegą.

- Nie martw się. Oprócz ciebie wie tylko Sasuke.- pocieszyłem go. Otrzeźwiał.

- Taa, pocieszające, że ten debil wie.- mruknął, a ja walnąłem go pięścią w ramię.

- Nie mów tak o nim. On jest…

- Naprawdę zajebisty.- dokończył za mnie. Już tyle razy mu to powtarzałem, że trudno, by nie pamiętał.- Gdzieś to już słyszałem.

Niby powiedział to z przekąsem i jawnym niezadowoleniem, ale ja się tylko zaśmiałem i pociągnąłem go do chłopaków. Chłopaków, bo dziewczyny trajkotały sobie z innymi laskami w innej części Sali. Zobaczyłem telefon w ręku Shino. Niby taki nieśmiały, a tak naprawdę to niezły zboczuch. Spojrzałem mu przez ramię i się skrzywiłem. Pornosy? Serio?

- I tylko po to nas wołaliście?

- Ale Naruto, spójrz na te cycki!- zawołał śliniący się już Kiba. Mój grymas się powiększył.

- Jesteś, idiotą.- stwierdził Neji.

- Co? Czemu?- spytał zdezorientowany Inuzuka.

- Maatko, jakie to kłopotliwe.- stwierdził z ciężkim westchnieniem Shikamaru.- Naruto jest gejem, co oznacza że nie leci na cycki.

- Nie martw się.- próbował pocieszyć mnie Gaara.- Powiedzieli, że gejowskie też mają.

- Nie obchodzi mnie to. Idę do Brewki.- wskazałem głową krzaczastego. Ciekawe, co on tam sam robił.

- Ten facet ma małego penisa.- stwierdził Sai patrząc na ekran, a ja przewróciłem oczami i usiadłem koło Lee.

- Co ty tutaj robisz sam? Przecież chłopaki się świetnie bawią.

- Uważam to za przywilej wiosny młodości, ale nie muszę w nim uczestniczyć! Mistrz Gai tak powiedział!

- Serio?

- Tak! Stwierdził, że zanim będę oglądać, muszę mieć swoje doświadczenia w tym zakresie. Dlatego nie oglądam.

- Och.- nie wiedziałem co odpowiedzieć.- Ja też nie. Posiedzimy sobie razem.- posłałem mu przyjacielski uśmiech.

Jeszcze pięć minut do dzwonka. Muszę iść powiedzieć o tym chłopakom! Muszą mi na tej dzisiejszej imprezie zrobić idealną sytuację. Cholera, kwestia tylko czy się odważę? Zadzwonił dzwonek. Szybko zrobiłem z plasteliny kulkę, przełamałem wykałaczkę na pół i wsadziłem oba końce w miękką masę. Oddałem Deidarze i powoli wyszedłem z klasy z wyszczerzem na twarzy. Nie musiałem się spieszyć. Zanim dojdą do pokoju nauczycielskiego z klas, trochę przerwy zleci. Przynajmniej Sasuke nie miało tam być. Teraz miał okienko, podczas którego zawsze jeździł do tej swojej firmy. Zobaczyłem jak Jira z Kakashim wchodzą do pomieszczenia i szybko pobiegłem za nimi. Otworzyłem z hukiem drzwi i zaświegotałem radośnie, zamykając oczy.

- Zakochaaaałem się!- otworzyłem oczy i zamarłem.

Siedziało tam prawie całe grono pedagogiczne razem z tym wyliniałym biologiem- Orochimaru i chemikiem z obsesją na punkcie drewna- Yamato. Siedziała tam też babcia z szeroko otwartą buzią w tej chwili i, o zgrozo, Sasuke. Blady na swojej pięknej twarzy.

- A któż skradł twoje serce, blondie?- zasyczał lubieżnie Oro. Wzdrygnąłem się. Podbiegłem do Jiraiyi wdrapując mu się na kolana. Przyłożyłem usta do jego ucha i szepnąłem.

- Musicie mi pomóc.

- Mów.- odszepnął wprost w moje ucho głaszcząc mnie po plecach. Kooooochałem tooo….

- Naprawdę się zakochałem. Pewnie mnie wyśmiejesz, ale tą osobą jest Sasuke. Musicie mi spowodować dogodną sytuację na imprezie.

- Nic za darmo, skarbie.

- Czego chcesz?- zmrużyłem oczy.

- Ty masz za to sparować mnie z Tsunade. Tak jak ostatnio. Kapujesz?

- NIE SZEPCIE TAK!- krzyknęła w końcu Tsunade.

- Właśnie, Naru – kun, jeśli chcesz szeptać możesz szeptać do mnie.- Oro znów się wtrącił.

- Zgadzam się.- westchnąłem ciężko przy uchu tego szantażysty. Odsunąłem się od niego i razem z białowłosym uśmiechnęliśmy się do Kakashiego TYM uśmiechem. TYM, który znała tylko nasza trójka. TYM, który mówił jednemu z nas o właśnie wymyślonym planie.

Zszedłem z kolan Jiraiyi i przeniosłem się na Sasuke. Wtuliłem nos w jego pachnącą drogimi perfumami szyję. Głaskał mnie po kręgosłupie, a ja ledwo mogłem się powstrzymać od mruczenia. Zresztą jak zwykle. U niego było mi najlepiej, a teraz przynajmniej wiedziałem dlaczego. I zrozumiałem też dlaczego czułem do niego wręcz magnetyczne przyciąganie. Wtuliłem się bardziej w jego szyję.

- Jesteś cudowny.- szepnąłem mu do ucha i pocałowałem jego płatek. Jak na razie tylko tak mogłem okazać mu swoją miłość.