Stiles sądził, że spotkają się z Peterem przed jego, cotygodniowym wyjściem do klubu, ale jego telefon milczał. Im dłużej też spoglądał na komórkę tym bardziej miał ochotę rzucić nią o ścianę i już nigdy jej nie podnosić. Wbrew pozorom nigdy nie był dobry w mówieniu na głos, czego pragnął. Przez wszystkie lata szkoły średniej skupiał się głównie na szokowaniu swoich znajomych, więc na głos wypowiadał każde znajome mu tabu, chcąc po prostu, aby go zauważono.
Nie byli popularni.
Klub zmienił wiele. Stiles widział jak ludzie wodzą za nim wzrokiem i Peter miał rację – zapewne nie odmówiono by mu, gdyby spytał jakiegokolwiek Dominanta czy nie chciałby przejść do drugiej części sali. Tam jednak musiałby porozmawiać z nim, a już pierwsza scena z Avą pokazała mu, że nie był tak do końca pewien, czego chce. To Madame wtedy proponowała, podobnie jak Brian kilka tygodni później.
Stiles nie był pasywny. Był uległy, a to wcale nie oznaczało tego samego. Kiedy rozmawiali z Peterem – jednocześnie wiedział, że powinien się odnosić w stosunku do mężczyzny z pewną dozą szacunku, ale to wcale nie spiłowało jego pazurków. Hale zdawał się to lubić. Tak po prostu wyglądały ich naturalne relacje.
Peterowi mógł powiedzieć zresztą wszystko i trudno było wilkołaka zszokować, więc szybko przestał się popisywać, wiedząc, że nie robi to na mężczyźnie żadnego wrażenia. Sama obecność Petera lekko wytrącała go z równowagi, ponieważ coś szeptało z tyłu jego głowy, że Hale nie mówił mu wszystkiego, że ta jego dziecinna niepewność jest niczym w porównaniu do tego, co mężczyzna przeżył lub czego próbował.
Stiles sądził jednak, że te kilka smsów, które wysłał rozwiały chociaż niepewność Petera co do tego, czy Stiles, kiedykolwiek zdecyduje się z nim na wspólną scenę. Sam ją prawie zaplanował i zdawkowe 'dobrze', które dostał w odpowiedzi – wytrącało go z równowagi za każdym razem, gdy spojrzał na historię rozmowy z Peterem.
Kiedy zatem wszedł do klubu, nie wiedział czego się spodziewać. Hale równie dobrze mógł odgrywać scenę z Adamem lub Pat. Albo, kimkolwiek innym. I Stiles nie chciał już tego oglądać. Wydawało mu się to niewłaściwie po tym o czym rozmawiali u Petera w mieszkaniu. Zjedli razem cholerne śniadanie, a to coś musiało znaczyć. Przynajmniej dla Stilesa.
Nie chciał się zachowywać znowu jak zazdrosny o uwagę psiak, ale i tak ulżyło mu, gdy dostrzegł siedzącego na swojej kanapie Petera. Oczy Hale na krótką chwilę spotkały się z jego własnymi i wilkołak skinął w jego stronę głową, sugestywnie nakazując mu podejście. Na stole zresztą czekały już dwie butelki wody.
- Witaj Stiles – powiedział Peter.
Głos mężczyzny tym razem wydawał mu się jakiś głębszy.
- Sir – odparł, starając się włożyć w to trochę więcej przekonania niż zwykle.
A może wystarczyło tylko nie traktować tego na siłę lekko. Słowo to było dostatecznie ciężkie w jego ustach, niosąc znaczenia, które sprawiały, że po jego ciele przechodziły dreszcze.
Zamierzał usiąść jak zawsze obok, ale Peter zaprzeczył lekko głową, jakby chciał go poinformować, że reguły gry się zmieniły. Kiedy mężczyzna spojrzał na poduszkę przed sobą, Stiles zamarł. Nie rozmawiali o tym wcześniej, jednak im dłużej skupiał się na swoim pijackim wybryku, tym więcej sobie przypominał. Klęczenie przed Peterem nie było złe, chociaż wydarzyło się przez przypadek. Okłamałby siebie i Hale'a, gdyby zaprzeczył, że nie wyobrażał sobie jak pada przed Peterem na kolana.
Sądził, że to jest związane z tym, że niemal cały czas widział kogoś związanego przez wilkołaka albo właśnie w ten sposób służącego mu, ale najwyraźniej było to coś więcej, bo jego kolana ugięły się same.
I nie mogło minąć więcej niż ułamki sekund, ponieważ Peter najwyraźniej nie zauważył jego zawahania, tylko pogładził go po włosach, jakby w ten sposób go nagradzał.
- Jak spędziłeś tydzień? – spytał Hale, jak gdyby nigdy nic.
Stiles nie widział prawie nikogo, ale czuł wzrok wbity w swoje plecy. Miał ochotę się obrócić i sprawdzić czy naprawdę wzbudzają takie zainteresowanie, ale Peter skutecznie unieruchamiał jego głowę.
- Kiedy tutaj jesteśmy zwracasz uwagę tylko na mnie – poinformował go Hale.
- Tak Sir – powiedział bez zastanowienia, czując, że tego się właśnie od niego wymaga.
- Pomyślałem, że posiedzimy dzisiaj w ciszy i spokoju – oznajmił mu Peter. – Więc jak minął twój tydzień? Tym razem liczę na odpowiedź. Nie lubię się dwa razy powtarzać – dodał odrobinę ostrzej.
Stiles przełknął nadmiar śliny w ustach. Jego gardło zdawało się zaciskać boleśnie, a serce biło mu tak głośno, że wątpił, aby Peter tego nie słyszał. Wilkołak, jednak dalej bawił się kosmykiem jego włosów.
Stiles miał ochotę powiedzieć, że cały tydzień wgapiał się w cholerny telefon, ale Peter pewnie, i to wiedział. Przecież z jakichś powodów do niego nie zadzwonił, może zostawiając mu więcej czasu do namysłu. Stiles tymczasem był już całkiem pewien może nie tego, co chce robić, ale kogo chce. A to chyba oznaczało granie według reguł Petera – nie, żeby nie spodziewał się tego wcześniej.
- Zwyczajne zajęcia – odparł Stiles.
- Och, na pewno jesteś w stanie wysilić się bardziej – stwierdził Peter.
Co dziwniejsze Stiles przypominał sobie mgliście, że wspominał mężczyźnie wcześniej o swoich wykładowcach i Joshu, z którym dzielił pokój w akademiku.
- Chyba moje piętro sądzi, że jestem prostytutką – stwierdził, przypominając sobie dziwny wzrok, którym był odprowadzany przez ostatnie tygodnie.
- Martwi cię to? – zainteresował się Peter.
- Niespecjalnie – odparł Stiles. – Nie znam tych ludzi. A Josh wydaje się tym ubawiony. Szczególnie, że dziewczyna z parteru pracuje w seks telefonie.
Peter prychnął, jakby nie spodziewał się po nim niczego innego.
- Zawsze miałeś problemy z zaprzyjaźnianiem się – podjął Hale, jakby faktycznie go znał. – Masz znajomych, ale pewnie nadal dzwonisz do Scotta, bo nie pozwoliłeś się nikomu poznać bliżej – stwierdził Peter, i to było o wiele zbyt bliskie prawdy, aby Stiles czuł się z tym komfortowo.
Ręka Petera nadal poruszała się niespiesznie. Palce mężczyzny przestały się jednak już tylko wplątywać w jego włosy. Stiles czuł, że zsunęły się niżej muskając napięte mięśnie jego karku. Peter dotykał go cały czas i chociaż żadna z tych stref nie wydawał mu się erogenna – jednak było to bardziej intymne niż cokolwiek innego, co doświadczył w życiu.
Wziął głębszy wdech, zmieniając lekko ułożenie na poduszce. Jego kolana jeszcze się nie poddawały, ale był tego bliski. Lekkie zdrętwienie przechodziło w ból, ale nie było to nieprzyjemne. Tępe uczucie paraliżowało powoli jego ciało niczym jad kanimy z tą różnicą, że tym razem czuł się dziwnie bezpiecznie.
Peter przyciągnął go bliżej do swojej nogi, pozwalając mu się o nią oprzeć i Stiles nie mógł nie zerknąć na okolice rozporka mężczyzny. Miał je tuż przed oczami, a zadzieranie głowy do góry, aby patrzeć Hale'owi w oczy wydawało mu się bezsensowne teraz, gdy było mu względnie wygodnie.
Peter masował teraz jego ramiona jedną ręką, co zapewne nie powinno przynosić żadnych skutków, ale Stiles zaczynał się powoli przyzwyczajać do tępego bólu, który zaczynał się w jego kolanach i przyjemnym odprężeniu przychodzącym z góry. Peter mówił coś do niego, ale nie bardzo skupiał się na słowach, a jedynie na brzmieniu jego głosu.
Kiedy otworzył oczy szerzej, zdał sobie sprawę, że stracił godzinę. Hale dalej go dotykał niespiesznie, bez wyraźnego celu. Kolana Stilesa bolały jak diabli i czuł mrowienie w nogach.
- Sir? – spytał, chcąc zwrócić na siebie uwagę Petera.
- Tak? – odparł wilkołak, zerkając na niego na dół.
- Zaczynam odcinać dopływ krwi do stóp – poinformował go Stiles.
W kąciku ust Petera pojawił się lekki uśmieszek zadowolenia.
- Usiądź wygodniej – polecił mu Hale bez wahania. – Dziękuję, że mi powiedziałeś – dodał i Stiles zdał sobie sprawę, że Peter właśnie na to czekał.
Aż Stiles poinformuje go o swoim limicie.
Ulga jaką odczuł, siadając w końcu na tyłku była niczym w porównaniu do zadowolenia, jakie czuł, gdy Peter wrócił do masowania jego karku.
Peter odwiózł go swoim bajeranckim samochodem pod sam akademik pewnie potwierdzając tylko plotki, że Stiles pracował jako prostytutka. Prawie świtało i naprawdę był wdzięczny, że Hale odstawił go z powrotem, bo jego powieki po prostu opadały ze zmęczenia. Nie zdawał sobie nawet sprawy jak wiele kosztowało go klęczenie koło nóg Petera dopóki nie wyszli, żegnając się ze Stacy. Wilkołak nie zdjął ręki z jego pleców przez całą drogę do samochodu.
Stiles spodziewał się pocałunku na dobranoc i nawet pochylił się lekko, ale Peter spojrzał na niego lekko zaskoczony.
- Jesteśmy poza klubem – poinformował go Hale. – Mogę cię pocałować, ale to nie będzie miało nic wspólnego z tym, co zrobiliśmy tam. Rozumiesz różnicę? – spytał Peter i mózg Stilesa naprawdę kiepsko działał o tych godzinach, bo zajęło mu dłuższą chwilę, zanim zdał sobie sprawę o czym Hale mówił.
Zawahał się wyraźnie i wilkołak uśmiechnął się lekko jak zawsze rejestrując każdą różnicę w jego zachowaniu.
- Tutaj mogę ci powiedzieć, że jesteś dupkiem – mruknął Stiles, a uśmiech Petera stał się tylko bardziej drapieżny.
- Tam również. Tylko czekają cię konsekwencje – poinformował go Hale.
Oddech uwiązł w jego gardle na krótką chwilę. Przez myśl przebiegło mu kilka kar, które widział w internecie jako przykłady. Nie rozmawiali jeszcze z Peterem na dobrą sprawę o niczym. Jednak najwyraźniej jego sms był zgodą na coś, skoro klęczał kilka dobrych godzin u boku wilkołaka.
Napisał Peterowi, że chciałby to dla kogoś zrobić, ale sądził, że dostanie cały zestaw. Klęczenie i inne… rzeczy. Tymczasem wracał do swojego pokoju wyczerpany, a jednocześnie dziwnie poruszony, chociaż nie widział nawet centymetra tych rejonów skóry Petera, które chciał zobaczyć.
Hale nie zdjął rąk z kierownicy i może siedzieli w ciszy kilka minut za długo. Peter nie pocałował go w usta w klubie ani raz, chociaż usta mężczyzny zalazły się na jego czole i karku. A Stiles czuł, że jego wargi niemal mrowią. Przerwany tak nagle podczas jazdy kontakt - wydawał mu się nieodpowiednią formą pożegnania.
Pochylił się z całkowitą świadomością tego, co robi i złączył na chwilę ich usta, sądząc, że Peter pozostanie nieruchomy. Wilkołak jednak szybko przyblokował jego głowę wchodząc w niego głębiej językiem i dominując całą sytuację.
Kiedy oderwali się od siebie, jego usta piekły, zapewne spierzchnięte, a Peter uśmiechał się krzywo z miejsca kierowcy.
- Dobranoc – powiedział Stiles krótko, wychodząc z samochodu.
Z Peterem nigdy nic nie było wiadome. Stiles sądził, że spotkają się ponownie w klubie i nawet nie sprawdzał swojego telefonu. Dlatego prawie spadł z łóżka we wtorkowy poranek na widok imienia Petera na wyświetlaczu.
- Cześć – przywitał się pospiesznie, starając się jakoś zakryć, gdy Josh otworzył jedno oko.
- Czy dobrze przypuszczam, że dzisiaj nie masz zajęć, a jutrzejsze zaczynają się dopiero od południa? – spytał Peter, ignorując kompletnie jego powitanie.
Stiles zamilkł na krótką chwilę.
- Tak – powiedział w końcu.
Peter wziął głębszy wdech.
- Jak dobry jesteś w wykonywaniu run? – spytał ciekawie Hale.
Stiles niemal od razu poczuł lekki zawód. Praca nie była tym, co przechodziło mu jeszcze kilka sekund temu przez głowę.
- Nie najgorszy – poinformował Petera. – Przyślesz mi detale na maila? – spytał ogólnikowo nie chcąc, aby Josh zadawał potem dziwne pytania.
- Pomyślałem, że mógłbym odebrać cię sprzed akademika. Muszę kupić odpowiednie drewno. Wykonalibyśmy je w moim mieszkaniu. Moglibyśmy tam również spokojnie porozmawiać. Rozumiem bowiem, że doszedłeś do siebie po ostatnim – odparł Peter.
Stiles faktycznie przez cały weekend czuł się lekko wytrącony z równowagi. Jego kolana nie bolały, ale jednak czuł je wyraźnie. Lekko naciągnięte mięśnie ud, sprawiały, że stał się całkiem świadom swoich pośladków. Nie czuł się seksownie per se, ale przez jego głowę wciąż przechodziły dziwne myśli jak; 'nie macie pojęcia co robiłem ostatnio'. Cholerna duma rozpychała jego klatkę piersiową, co wydawało mu się jednocześnie śmieszne, ponieważ jedynie klęczał. To nie wymagało dyplomu czy członkostwa w Mensie, a jednak wiedział, że zrobił dobrze, i to właśnie tak bardzo wypełniało go samozadowoleniem.
Nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią, ale jedno pytanie pojawiło się niemal od razu.
- Czy zostaję na noc – zaczął niepewnie.
Peter nie odpowiedział od razu i po prostu czuł jak napięcie zaczyna kumulować się pomiędzy nimi. Nie chciał się narzucać, ale jednak wydawało mu się to całkiem logiczne.
- Czy chcesz zostać na noc zdecydujesz, gdy porozmawiamy. Nie wiesz jeszcze czy naprawdę będzie ci odpowiadała scena, którą buduję w myślach na podstawie tego, co mi powiedziałeś – odparł Peter, i to też było całkiem racjonalne.
Z tym tylko, że Stiles całe życie polegał na swoim instynkcie, a on podpowiadał mu wyraźnie, że cokolwiek Hale nie zaplanował – będzie mu się podobało. Może będzie zaskoczony i będzie potrzebował czasu, aby to przyswoić, bo umysł Petera nie należał do najłatwiejszych – jednak pod tym względem byli podobni.
W myślach zanotował, aby zabrać szczoteczkę do zębów, licząc na to, że będzie mógł pożyczyć od wilkołaka kolejną z jego miękkich koszulek. Jedna nadal spoczywała bezpiecznie w jego szafie.
