12.
- I jak, droga przyjaciółko? Nadal uważasz, że małżeństwo, to kula u nogi?- zapytała pani Jackson, kiedy wraz z pułkownikową siedziały w ogrodzie, delektując się popołudniową herbatką i ciasteczkami.
- Nie.- zarumieniła się Samantha.- Przyznaję, że mogłam przesadzić w tej kwestii.
- Naprawdę?- roześmiała się lekko żona Daniela.- Dobrze pamiętam, co dokładnie twierdziłaś na ten temat, moja droga. Wiem, że zgodziłaś się na ten ślub z praktycznych względów, ale czy mylę się twierdząc, że zmieniłaś swoje sarkastyczne poglądy w tej materii? Wyglądasz mi na kontentą.- dodała z nutką przekory w głosie.
- Nie jest tak źle, jak początkowo sądziłam.- odparła Sam.- Przed ślubem, bałam się utraty niezależności i tego, że mój mąż obróci się w mojego byłego narzeczonego. Jonas był nie tylko bardzo kontrolujący i zaborczy, ale również brutalny, jak się potem okazało. Obawiałam się, że sytuacja może się powtórzyć, zwłaszcza, że mój przyszły małżonek również miał być żołnierzem.- wyznała.
- Zakładam jednak, że tak się nie stało?- spytała Vala.- Znam pułkownika O'Neill'a już od pewnego czasu i zawsze wydawał mi się perfekcyjnym dżentelmenem.
- Jest taki…- z czułym uśmiechem odparła jej rozmówczyni.- Jest łagodny, pomocny, troskliwy, inteligentny i wyrozumiały…- wyliczała.
- Przystojny!- zauważyła psotnie pani Jackson, a jej przyjaciółka skinęła głową, czerwieniąc się niczym piwonia.- Zawsze twierdziłam, że jak na mężczyznę dojrzałego i tak ciężko doświadczonego przez los, trzyma się doskonale! Mam nadzieję, że Daniel w jego wieku, będzie równie krzepki i męski, ale jeśli nie i tak nie przestanę go kochać. Jest taki słodki!- paplała niezmordowanie Vala.
- Co masz na myśli?- nagle zainteresowała się Samantha, słuchając wywodu towarzyszki.
- Przepraszam?- spytała skonfundowana pytaniem żona lingwisty.
- O czym myślałaś mówiąc, że mój mąż jest ciężko doświadczony przez los?- powtórzyła pułkownikowa, patrząc uważnie na brunetkę, która nieco się spłoniła.
- To ty nic nie wiesz, Samantho?- zapytała niepewnie.
- O czym?
Vala się zawahała.
- Może nie powinnam…- powiedziała niepewnie.
- Vala, proszę!- nalegała Sam i doktorowa wreszcie się poddała.
- Nikt ci nie powiedział, że pułkownik był już kiedyś żonaty?- spytała cicho.
- Co?- zawołała zaszokowana pani O'Neill.- Co ty mówisz?
- To prawda.- potwierdziła Vala.- Daniel mi to opowiedział. Jako młody człowiek, mający zdaje się około osiemnastu lat, pułkownik poznał śliczną pannę, córkę jednego z oficerów i się w niej zakochał. Miała na imię Sara. Po okresie zalotów, poślubił ją i doczekali się synka. Niestety, jakieś dziewięć lat później, gdy pułkownik O'Neill przebywał poza domem, doszło do straszliwego wypadku. Mały Charles znalazł przypadkiem jeden z pistoletów ojca i się zastrzelił. Jego matka z rozpaczy też odebrała sobie życie. Kiedy pułkownik powrócił do domu i się o tym dowiedział, omal nie oszalał. Podobno nigdy już nie był taki sam…- powiedziała ze współczuciem jej przyjaciółka.
Słuchając tej historii, Samantha poczuła ból w sercu. Nie mogła sobie wyobrazić, w jakim okropnym cierpieniu żył jej mąż. Sama szybko straciła matkę i to bolało, ale stracić dziecko i ukochaną żonę… To musiała być rozpacz nie do opisania. Gdy myślała o tym, jak Jack znosił tę udrękę, jak mimo wszystko próbował żyć dalej, jej podziw dla niego urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Nie miała żalu, że jej nie powiedział. Rozumiała, że nie był to temat, na który chciał rozmawiać. Gdyby była na jego miejscu, zapewne czułaby to samo. W jej głowie jednak, zrodziła się pewna teoria…
- Może dlatego…- wyszeptała bezwiednie, patrząc gdzieś w przestrzeń i natychmiast zwróciła tym uwagę Vali.
- Co?- spytała zaintrygowana wyrazem twarzy pułkownikowej, brunetka.
- Huh?- odparła Sam.
- Pytałam, o czym myślisz, Samantho.- powiedziała pani Jackson
- Czy myślisz, że on ją nadal kocha?- powoli szepnęła blondynka, zastanawiając się, czy to właśnie jest powód braku czułości z jego strony. Może doszedł do wniosku, że Sam nie zastąpi Sary w jego sercu…
- W pewnym stopniu, zapewne tak, w końcu była jego żoną…- przyznała Vala, ale smutek w oczach przyjaciółki kazał jej szybko dorzucić:- Naturalnie, to nic w porównaniu z uczuciem, jakim darzy ciebie, moja droga! Pułkownik cię uwielbia!- zapewniła gorąco.- To jasne jak słońce!
- Obawiam się, że się mylisz, Valu.- wyznała cicho pani O'Neill.
- Niemożliwe!- stwierdziła zdecydowanie.- Widziałam, jak na ciebie patrzy, Samantho. Jego oczy, to oczy zakochanego mężczyzny.
- Skoro tak, to dlaczego mnie jeszcze nawet nie pocałował?- wymamrotała zaczerwieniona pułkownikowa.
- Słucham?- tym razem to Vala krzyknęła, zupełnie zdumiona tym pytaniem. Trzy miesiące razem i nic?- Wcale?- dorzuciła, robiąc oczy wielkie jak spodki.
- Tylko w dłoń.- sprostowała zawstydzona Sam.
- Czy to znaczy, że wy nie…?- ostrożnie dopytywała się żona lingwisty.
- Nigdy mnie nie dotknął.- wyznała jej przyjaciółka i dodała z zażenowaniem:- Myślisz, że dlatego, że nadal kocha Sarę? Dlatego mnie nie chce?
- Ależ, skarbie!- zaprzeczyła doktorowa.- W to nie uwierzę nigdy! Od lat, odkąd go znam, nigdy nie widziałam, by patrzył na kobietę tak, jak patrzy na ciebie! Ten człowiek cię ubóstwia! Nie wiem, dlaczego zwleka…- kontynuowała.- Gdybym miała zgadywać, pomyślałabym, że się boi…
- Czego?- zdziwiła się Samantha. Jej mąż był najodważniejszym człowiekiem, jakiego spotkała.
- Odrzucenia, moja droga.- odparła powoli Vala.- Daniel wspominał mi, że pułkownik wyznał mu kiedyś, iż czuje się stary i wysłużony, co oczywiście jest dla mnie zupełną bzdurą…- stwierdziła rzeczowo.- Być może obawia się, że ktoś taki jak ty go nie zechce? Jesteś od niego dużo młodsza, Samantho. Jesteś piękna i rozumna. Może obawia się ośmieszenia w razie, gdybyś nie odwzajemniała jego uczucia. Tylko takie rozwiązanie przychodzi mi do głowy.
- Ale przecież nie musiałby… To mój obowiązek…- wymruczała pułkownikowa, oblewając się szkarłatem.
- To nie ten typ mężczyzny, skarbie.- powiedziała pani Jackson.- Pułkownik nigdy nie uchybiłby kobiecie, zmuszając do czegoś, czego ona nie chce. Nigdy nie wymusiłby na tobie uległości.
- Wiem, to dżentelmen.- przytaknęła.- Jednak, w tym przypadku by nie musiał…- wyznała onieśmielona.
- Kochasz go, Samantho?- zapytała z uśmiechem jej towarzyszka.
- Tak.- wyznała szeptem pułkownikowa.
- A czy on o tym wie?- padło kolejne pytanie i Sam gwałtownie podniosła głowę, a w jej oczach zajaśniało światełko zrozumienia.
- Czy to możliwe?- pomyślała.
Kiedy wspominała wspólne chwile, spędzone w towarzystwie męża, musiała przyznać, że poza tym jednym razem, gdy spontanicznie ucałowała jego dłoń, nigdy nie zainicjowała intymniejszego kontaktu, sądząc, że krok ten należy do mężczyzny. Co jednak, jeśli jej mąż bał się go podjąć, bo faktycznie myślał, że ona sobie tego nie życzy?
- Jest zbyt dobry, by zmusić mnie do czegokolwiek…- przemknęło jej przez głowę.- I naprawdę myślisz, że on mnie kocha?- spytała, desperacko próbując podsycić wątły płomyk nadziei, który pojawił się w jej sercu.
- Droga przyjaciółko…- odpowiedziała powoli Vala.- Gotowa jestem na to postawić cały swój interes!- dokończyła zdecydowanie.
Samantha się rozpromieniła. To właśnie chciała usłyszeć…
TBC
