Brązowi Rycerze w towarzystwie Shury, Camusa i Aphrodite'a wpadli z impetem do Sali Audiencyjnej.

Wielki Mistrz siedział na tronie niewzruszony jak zawsze. Kiedy Rycerze podbiegli do niego wstał spokojnym ruchem.

- Zdrajco! – wykrzyknął jeden z Brązowych – Kazałeś zabić Atenę!

Ruszył w kierunku postaci zmierzając się do ataku. Camus nie zdążył go powstrzymać. Ten młodzik nie miał szans nawet zadrasnąć Wielkiego Mistrza. Sprowokuje go tylko do bezpośredniego ataku!

Ale było już za późno. Brązowy Rycerz zaatakował. Shura, Aphrodite i Camus zamarli. Cios dosięgnął ubranej w ciemnoniebieską szatę postaci bez jakichkolwiek trudności. Nie otworzył nawet najlżejszej bariery ochronnej, nie podniósł ręki, nic. Pięść młodego Rycerza zatrzymała się na brzuchu zamaskowanej postaci. Mężczyzna tylko lekko się pochylił, opanowując ból. Podniósł w górę prawą rękę i Złoci Rycerze w momencie przygotowali się do obrony. Ale on tylko sięgnął do swojej twarzy. Maska spadła na ziemię i Shura wykrzyknął:

- Saga!

Wszyscy obecni popatrzyli na Wielkiego Mistrza w przestrachu.

- Złoty Rycerz Bliźniąt! – dokończył urywanym głosem Aphrodite.

- Myślałem, że nie żyjesz – Shura, który znał Sagę osobiście w przeciwieństwie do reszty mieszkańców Świątyni postąpił dwa kroki wprzód i zatrzymał się twarzą w twarz z niebieskowłosym Rycerzem.

Saga milczał patrząc na niego tylko.

- Na Hadesa, to ty próbowałeś zabić Atenę!

Rycerz Koziorożca poczuł wzbierającą falę gniewu. To ten człowiek cały czas ich zwodził! Dopuścił się takich zbrodni, że nie zasługiwał żeby dalej chodzić po tym świecie! Shura zaatakował natychmiast. Wycelował w sam środek piersi Sagi odrzucając go do tyłu. Rycerz Bliźniąt uderzył w krawędź marmurowego, wbudowanego w podłogę tronu i tylko lekko się skuliwszy opadł na ziemię. Za chwilę jednak znów podniósł się, powoli tak jak wcześniej.

Rycerz Koziorożca wrzał gniewem. Nie panował nad swoim głosem już zupełnie.

- Kazałeś mi zabić Aiorosa, chociaż tak naprawdę to TY byłeś zdrajcą! Cały czas wmawiałeś nam, że Saori to oszustka podczas gdy dokładnie wiedziałeś co się stało. Bogowie, Aioria przez trzynaście lat dręczył się myślą, że jego brat zabił wcielenie Ateny. Przez ciebie o mało nie zamordował Marin!

Pociski leciały w kierunku Rycerza Bliźniąt jak meteoryty.

- Shura, dość!

- Kazałeś nam czekać aż ona wykrwawi się na śmierć!

- Shura, przestań! – potężna fala energii odepchneła Rycerza Koziorożca w tył. Pomiędzy nimi stanął Rycerz Panny. Shura podniósł się błyskawicznie, jakby w ogóle nic nie poczuł. Nie zamierzał tak łatwo dać za wygraną.

Camus skupił spojrzenie na postaci klęczącej u boku tronu. Saga nie patrzył im w oczy. Znieruchomiał jakby czekając aż Shura go zabije. Jakby chcąc żeby Shura go zabił.

- Atena tu idzie – powiedział Shaka, zatrzymując tym samym na chwilę Rycerza Koziorożca, który tym razem zaświecił w pełni energię kosmiczną. Wszystkim przed oczami błysnął Ekskalibur.

Saga pierwszy raz podniósł wzrok. Wiadomość o nadchodzącej Atenie zaalarmowała go nagle. Gwałtownie poddźwignął się w górę i znów stanął na nogach, podpierając się na ramieniu tronu.

- Saori postanowiła przejąć wreszcie należny sobie Pałac – mówił Shaka. Nie zdążył dokończyć. Saga sprężył się i zaatakował go. Rycerz Panny zrobił krok w tył i odbił cios z łatwością, zwielokrotniając przy tym siłę uderzenia. Rycerz Bliźniąt poleciał w tył i znów padł u stóp tronu, tym razem z cichym syknięciem. Uderzył plecami o marmur. Camus zauważył, że ciemny kamień zaplamił się lekko na czerwono.

Shura w żadnym razie nie mógł się skoncentrować na tym, co mówi Shaka. Ruszył przed siebie znowu cedząc przez zaciśnięte zęby:

- Zabiję tego psa...

Saga nie ruszył się i klęcząc przed tronem patrzył Shurze w oczy, co jeszcze bardziej podjudzało Rycerza Koziorożca. Jak on śmie mi w oczy patrzeć! Jak śmie w ogóle istnieć! Na miejscu takiego zdrajcy zabiłbym się juz kilkanaście razy! – przelatywało Shurze przez myśli. Shaka i Camus skoczyli wprzód zatrzymując zgięte w połowie ramię Rycerza Koziorożca.

Shaka stanął naprzeciw Wielkiego Mistrza.

- Nie możemy go teraz zabić – powiedział do Shury - Kiedy Atena tutaj dotrze, sama podejmie decyzję.

- Co?! – oburzył się Shura – Co ty wygadujesz! Powinniśmy wypatroszyć go żywcem a potem powiesić przy wejściu na jej powitanie!

- Ze smutkiem to przyznaję, ale zgadzam się z Shurą – odezwał się Aphrodite – Jak możesz proponować żebyśmy go oszczędzili? Próbował zabić Atenę od czasu jak tylko się urodziła! Przez trzynaście lat, cały czas działał przeciwko niej!

- Atena jest już bardzo blisko – odpowiedział Shaka – Powinniśmy uszanować jej zwierzchnictwo i pozostawić podjęcie tej decyzji. Być może będzie chciała jeszcze z nim porozmawiać.

- Postradałeś zmysły?! – zawołał z pasją Shura – przecież on znowu spróbuje ją zabić. Nie przyszło ci to do głowy?

Shaka nie zdążył odpowiedzieć. Saga bez najmniejszego ostrzeżenia poderwał się w górę. Ruszył w kierunku gdzie stał Shura i na Rycerza Koziorożca poleciała kula skoncentrowanej energii. Wyrosła jak spod ziemi i ani Shaka, ani Aphrodite, ani Camus nie zdążyli zareagować. Shura musiał działać instynktownie. Atak przeciwko atakowi, to była jego metoda, Hiszpan żadko się bronił. Ekskalibur zaświecił złotym światłem i przeszył powietrze mierząc w sam środek lecącej ku sobie kuli energii. Na próżno.

- Shura! – zawołali na raz wszyscy obecni. Brązowym Rycerzom oczy rozwarły się w przerażeniu.

Rycerz Koziorożca miał brzuch i ramię pokryte krwią. Znieruchomiał z oczami ciągle pełnymi zaskoczenia. W momencie kiedy naładowana energią pięść była o kilka centymetrów od Shury energia Sagi nagle gwałtownie zniknęła. Shura nie zdążył zatrzymać ręki i Ekskalibur z całym impetem zagłębił się w ciele Wielkiego Mistrza, nie chronionym żadną zbroją. Nawet Shura tego nie przewidział. Zaskoczony cofnął rękę i Rycerz Bliźniąt z cichym odgłosem zwalił się na kamienną połyskującą posadzkę.

June obudziła się dopiero po jakimś czasie. Od razu przeleciał jej przed oczyma szereg obrazów. Saga tłumaczył jej co musi zrobić. Zabrała ze sobą ciężką złotą tarczę i wyszła na zewnątrz. Teraz tarcza leżała obok niej. To ten silny promień. June nie przypuszczała, że energia skupionego na złotej powierzchni światła osiągnie siłę zdolną ogłuszyć rycerza w pełnej zbroi. Obejrzała się od stóp do głów. Zbroja nie była nawet draśnięta.

Za to słońce zachodziło. Bogowie, Saga!

June podniosła się tak gwałtownie, że jej but zadźwięczał o złotą tarczę a ramię wygięło się boleśnie. Nie było czasu na te rzeczy. Ateno, oni go zabiją! June łzy stanęły w oczach kiedy biegła przez werandę wychodzącą z Sali Audiencyjnej. Cały czas wiedział, że June straci przytomność. Nie chciał żeby przy tym była. Dla niego to było jedyne rozwiązanie. Bogowie, dlaczego nie wiedziała wcześniej. Nigdy nie dopuściłaby do tego wszystkiego. Bogowie, żeby on jeszcze żył!

Saga leżał na ziemi nie wydając żadnego odgłosu. Co jakiś czas tylko powolnym ruchem zamykał i znów otwierał oczy. Camus pochylił się nad nim. Rycerz Bliźniąt leżał na boku. Otoczył się jednym ramieniem, drugie leżało bezwładnie. Spod luźnej, ciemnoniebieskiej szaty ukazywała się lepka, głęboko czerwona plama. Rozszerzała się po posadzce leniwie wpadając w rowki między płytkami i częściowo wsiąkając w dywan.

Shura stał obok Shaki w dalszym ciągu nie mogąc wyjść z zaskoczenia. Cała wcześniejsza wściekłość znikneła teraz prawie zupełnie. Camus podniósł się z poważnym spojrzeniem. Rana była śmiertelna. Rycerz Koziorożca popatrzył na swoją dłoń, z której ciągle jeszcze kapała krew.

Rycerz Bliźniąt poruszył się nieznacznie, jakby próbował wstać. Camus ponownie podszedł do niego i klęknął na oba kolana pochylając się nad nim.

- Shura – dało się słyszeć, bardzo cicho.

Rycerz Koziorożca podszedł bliżej, Camus odsunął się żeby zrobić mu miejsce. Shura nie chciał czuć dla niego współczucia, jednak wbrew sobie klęknął obok Sagi.

- Dziękuję ci. – usłyszał. Saga zamknął oczy i już ich nie otwierał. Shura wstał i odszedł kilka kroków na bok, dotknął zasłony wiszącej za tronem. Poczuł pod palcami ciężki, gruby materiał. Mimowolnie wytarł w niego zakrwawioną rękę, ale tylko częściowo. Krew zasychała i lepiła się, a poza tym nie wytarł wierzchu dłoni w ogóle.

Camus pozostał najbliżej rannego i słyszał jak jego oddech stawał się coraz słabszy i coraz bardziej przerywany przez krew, która z pewnością doszła mu już do ust i blokowała oddychanie.

Nagle wszyscy odwrócili się odczuwając potężną energię kosmiczną. Brązowi Rycerze pobiegli do drzwi i jednogłośnie powitali Saori. Nadchodziła w towarzystwie Marin i wszystkich pozostałych Złotych Rycerzy.

Saga czuł, że coraz bardziej oddala się od zimnej podłogi i jakby unosi w górę albo zapada wgłąb siebie. Chciał odetchnąć głębiej, ale tylko zakaszlał. Z daleka, jakby zza szeregu grubych warstw przepierzenia dochodziły do niego jakieś głosy. Lewy bok bolał go tylko trochę, właściwie Rycerz stawał się powoli nieczuły na wszystko. Myślał o tym, że nareszcie może być spokojny. Rozluźnił mięśnie i całkowicie pozwolił życiu uciekać na zewnątrz i rozlewać się po kamiennej posadzce. Przed oczami stała mu June, jedyna osoba której mógł zaufać. Wysłał ją nie tylko po to żeby wbrew niemu samemu uratowała życie Atenie, ale także żeby to wszystko ją ominęło. Nie chciał żeby próbowała go zatrzymać. Nie powinien zajmować życia takiej ślicznej dziewczynie. Zasługiwała na to, żeby ktoś naprawdę o nią dbał, ktoś za którego nie musiałaby się wstydzić. Niepotrzebnie pozwolił żeby zdjęła przed nim maskę. Teraz przynajmniej po jego śmierci zostanie uwolniona. W myślach wodził oczami po jej uśmiechniętej twarzy. Przywołał do siebie jeszcze raz wszystkie chwile, jakie spędzili razem.

Nagle obraz dziewczyny zniknął i Sagę przeszył nagły ból. Poczuł szum w uszach i nagły napływ brutalnej energii ogarnął go tak szybko, że Rycerz drgnął i wciągnął nerwowo powietrze. Znów poczuł pod sobą twardą posadzkę. Otworzył oczy i natknął się wzrokiem na czyjąś twarz. Pomimo zdrętwienia całego ciała poczuł, ciepło rozchodzące się po jednym ze swoich ramion. Ale ta obca energia nie przynosiła ulgi. Coś we wnętrzu Sagi znów się zaburzyło. Dotyk dłoni na ramieniu nie ustawał. Sagę gwałtowny skurcz przywrócił do zmysłów na tyle, że przez zanikającą już mgłę rozróżnił parę dużych jasnych oczu i dziewczęcą, uśmiechniętą twarz. Nagle poczuł, że ta energia nie tylko dotyka jego ramienia, ale rozchodzi się po całym ciele. Znów coś szarpnęło i Saga zrozumiał kogo ma przed sobą.

- O nie... – wyrwało mu się z ust. Zadrżał na całym ciele. Zebrał wszystkie siły i poruszył się gwałtownie, odsuwając od dłoni dotykającej jeszcze przed chwilą jego ramienia.

Saori położyła jedną rękę na piersi Sagi, a drugą znów na ramieniu, próbując uspokoić Rycerza. Death Maskowi przyszła do głowy szalona myśl, że dotyk Ateny zdaje się sprawiać Wielkiemu Mistrzowi ból.

- Nie martw się, wszystko jest w porządku. Leż spokojnie - odezwała się Saori spokojnym, łagodnym głosem. Milo nie wierzył, że ona na prawdę zamierza wyleczyć tego człowieka. Chyba tylko Shaka i Camus opowiadali się za osądzeniem go, wszyscy inni po prostu nie byli w stanie czuć dla niego żadnej sympatii. Byłoby mniej problemów gdyby zostawili go tak jak jest, sam się zresztą o to prosił. Jedynie Aphrodite zauważył po cichu, że może prowokując Shurę Rycerz Bliźniąt chciał uniknąć sprawiedliwości i szybko opuścić ten świat. Lepiej było żeby był świadkiem jak jego imię zostaje powszechnie przeklęte.

Nikt jednak nie wyrażał swoich negatywnych myśli przed Ateną. Emanowała z niej taka dobroć i niewinność, że każdy powstydziłby się natychmiast swoich poglądów, nawet jeśli dotyczyły mordercy.

Saga zamrugał oczami. Złoci Rycerze obserwowali uważnie to co się dzieje w razie gdyby coś jej zagroziło ze strony Wielkiego Mistrza. Kiedy Saori uklękła obok niego, trochę krwi od razu wsiąkło w jej białą sukienkę. Część rozmazało się też na rękawach, ale dziewczyna nie pozwoliła się nikomu skierować na inne miejsce. Od razu zaczęła leczyć Rycerza.

Atena uśmiechnęła się kiedy Saga otworzył oczy i spojrzał na nią. Jednak nie odwzajemnił uśmiechu. Zamiast tego na jego twarzy pojawił się strach. Rycerz jeszcze raz próbował odsunąć się od siedzącej obok niego Saori. Lecznicza energia rozchodziła się po jego ciele, ale odwzajemnił ją tylko nerwowym poruszeniem.

- Przestań! – zakaszlał jeszcze, głos mu się nieco urywał - Nie dotykaj! – powiedział wreszcie. Przez jego głos przebijał paniczny strach. Aldebaran skrzywił się i pokręcił głową. Nigdy nie przypuszczał, że Rycerz Bliźniąt okaże się takim tchórzem. Czyżby tak okropnie bał się konfrontacji z boginią i tego, że będzie musiał spojrzeć jej w twarz po tym jak bez skrupułów tyle razy próbował ją uśmiercić?

Saga trząsł się cały. Lecznicza energia Ateny powoli przywracała jego ciału władność. Saori zupełnie nie zwracając uwagi na jego niewdzięczne zachowanie starała się go uspokoić. Zamknęła oczy i zwiększyła przekaz. Przez jej dłonie energia przechodziła szerokim strumieniem, którego aura wprawiła wszystkich Złotych Rycerzy w prawdziwy zachwyt.

Wielki Mistrz jednak podniósł się nerwowym ruchem rzucając szybkie spojrzenie na swoje ramiona, nogi i dłoń Saori dotykającą jego piersi. Całe ciało Rycerza promieniało złotą aurą. Atena siedziała tuż obok niego, na zimnej kamiennej podłodze. Dywan biegł dopiero za jego plecami. Saga czuł szorstki dotyk sztywnego materiału pod ręką, którą podparł się z tyłu. Panika w żadnym razie go nie opuściła. Odsunął się go tyłu, czując, że ciągle w pełni nie panuje nad swoim ciałem. Gwałtowny ruch spowodował nagłe krwawienie z jego rany na brzuchu. Nie zwracał na to jednak uwagi. Przez jego ruch w tył przekaz energii został zaburzony i chwilowo zachwiał się. Saori popatrzyła na Rycerza i natychmiast się przysuneła, znów kładąc mu jedną dłoń na piersi a drugą na ramieniu, tym samym wyrównując od razu leczniczy promień.

- Spokojnie... – powiedziała Saori patrząc na niego łagodnie – Nie ruszaj się.

Uśmiechała się patrząc mu cały czas w oczy jakby chciała powiedzieć, że już wszystko mu wybaczyła.

Saga skulił się lekko i syknął z bólu, kiedy ponownie próbował się podnieść. Przez ułamek sekundy jego mięśnie spięły się nienaturalnie. Milo drgnął i popatrzył na Death Maska, a potem na Mu niepewny czy interweniować. Ale Rycerz Bliźniąt opadł z powrotem na podłogę. Trząsł się lekko i ponieważ miał pochyloną głowę jego wzrok przelatywał po nogach Rycerzy stojących naokoło. Wreszcie zatrzymał się blisko lewego ramienia Ateny i podnósł w górę napotykając oczy Rycerza Barana. Jego właśnie szukał.

- Mu! – zwrócił się do niego. Starał się mówić szybko, ale głos nadal mu się urywał – Zabierz stąd Atenę! Błagam cię – przerwał na chwilę, mrużąc oczy. Znów próbował się odsunąć, łapiąc oddech urywanie – ...śmiertelne. Ona zginie! Zabierz ją!

Oczy Mu rozszerzyły się i Rycerz Barana, jak zresztą także inni drgnął zaalarmowany. Ale Atena zamknęła oczy, skoncentrowana. Czy mógł ją tak po prostu wyszarpnąć z transu? O czym ten Saga mówi?

Shaka przybliżył się nieco i patrzył na dwie siedzące postacie coraz uważniej. Z rosnącą powagą zastanawiał się nad tym dlaczego Rycerz Bliźniąt tak rozpaczliwie usiłuje odsunąć się jak najdalej od Saori. Zachowanie Sagi wyglądało irracjonalnie i Rycerza Panny zaalarmował instynkt. Ale nie zdążyli podjąć decyzji.

Nagle coś niespodziewanie uderzyło go w twarz, całkowicie dekoncentrując. Umysł Mu został zaatakowany w tym samym momencie. Przed Złotymi Rycerzami otaczającymi kołem Atenę wyrosła ściana energii tak gwałtownie, że zanim ochłoneli z zaskoczenia oddzielała ich od Ateny, gruba jak mur. Falująca, gęsta i pędząca z impetem z góry w dół energia zniekształcała widok na to co działo się w środku, ale pomimo to wszyscy zobaczyli dość żeby zdać sobie sprawę z powagi sytuacji. Strumień światła płynący z rąk Saori otoczyła czarna warstwa całkowicie się wokół niego zamykając. Dziewczyna krzyknęła z bólu, ale szybko wirujące wokół niej czarne powietrze tylko się zagęściło. Aldebaran z całej siły rzucił się w przód bezskutecznie próbując przebić ścianę energii. Mu, spojrzał na Wielkiego Mistrza i sparaliżowało go zaskoczenie, jak zresztą wszystkich pozostałych. Rycerz Bliźniąt miał szeroko otwarte oczy o zupełnie czerwonych białkach, usta wygięły mu się w okrutnym uśmiechu. Włosy, zwykle niebieskie przybrały teraz kolor brudnoszary. Ta ciemna, gęsta jak smoła energia emanowała właśnie z niego. Shura zdał sobie nagle sprawę z tego jak bardzo ta czarna aura różniła się od tej, którą zaatakował go przedtem Saga i którą odczuli pamiętnej nocy w pobliżu Zegara Złotych Rycerzy. Jasny, złotawy kosmos należący do Sagi jako Złotego Rycerza był im przez te wszystkie lata zupełnie nieznany. Dlatego kiedy ją zmanifestował wydał się wszystkim intruzem. To ta czarna aura była prawdziwą energią Wielkiego Mistrza! Złoci Rycerze niejednokrotnie odczuli ją jak rośnie wcześniej, kiedy ich dowódcę opanowywała wściekłość. Tym razem wielokrotniła się jednak do niewyobrażalnych rozmiarów, o wiele przewyższając aurę któregokolwiek z nich. Shaka ze strachem czuł, że energia ta ciągle rośnie. Wszystko jak najlepiej się zgadzało, brudnoszarawe włosy i czerwony błysk oczu.

Saga w okrutnym zadowoleniu obserwował jak Atenę opuszczają siły. Miała zamknięte oczy i cała drżała. Jej ręce dotykające Wielkiego Mistrza były wygięte do granic możliwości, drgając gwałtownie. To wściekły pęd energii dostosowywał do siebie delikatne ciało dziewczyny. Jej małe dłonie naprężyły się kilka razy jakby chciała je oderwać, jednak ciemna fala trzymała je jak w kleszczach. Wydawało się że pod tym ogromnym ciśnieniem w każdej chwili drobne dłonie mogą rozprysnąć się na kawałeczki.

- Bogowie, on z niej wysysa energię kosmiczną! – wykrzyknął Death Mask. Złoci Rycerze próbowali usilnie przedrzeć się przez ciemną ścianę, ale ich wysiłki nie zdały się na nic. Róże Aphrodite'a spłonęły od razu. Mu poczuł, że ciemna ściana nie przepuści przez siebie ani jednego atomu powietrza. Ekskalibur Shury nawet jej nie zarysował. W końcu Shaka i Aldebaran zaatakowali jednocześnie, ale niestety promienie ich energii kosmicznych odbiły się od grubej warstwy jak od powierzchni lustra i Camus z trudem je zatrzymał zanim wyrzuciły sklepienie Sali w powietrze.

Ze środka dobiegł śmiech i Rycerz Bliźniąt chwycił Saori za ramiona.

- Jak ja cię dawno nie widziałem! Urosłaś w siłę, bardzo dobrze! – jego czerwone oczy były dziko rozszerzone a cała twarz wykrzywiona okrutnie.

- Spokojnie, nie trudźcie się nawet Panowie Rycerze – powiedział tym razem w stronę Złotych Rycerzy – Teraz już za późno, przez to się nie przebijecie – zniżając nieco głos znów zwrócił się do Ateny, która patrzyła teraz na niego przerażonymi oczami – Saga bardzo sprytnie to sobie wymyślił. Prawie mu się udało mnie wykiwać. No, ale dzięki tobie, Ateno i twojej sławnej litości nad wszystkimi, nie pociągnął mnie ze sobą do Hadesu. Obiecuję ci, że to był ostatni raz, kiedy udało mu się mnie nabrać. W końcu tyle lat czekałem żeby się ciebie pozbyć – znów popatrzył na nią. Czerwone oczy błyskały spod szarej grzywki, która opadła mu na twarz.

- Kim jesteś? – zapytała Saori przestraszonym głosem. Złoci Rycerze na zewnątrz próbowali wszystkiego żeby przebić ciemną ścianę. Bezskutecznie. Atena słabła w oczach. Death Mask atakował jak szalony. Za wszelką cenę nie chciał znów pozostać bezradny wobec kogoś na kim tak mu zależało. Nawet jeśli miałby poświęcić swoje życie chciał jakoś jej pomóc.

- Saga! – rozległo się za jego plecami. W drzwiach prowadzących na taras Pałacowy ukazała się młoda dziewczyna w Srebrnej Zbroi. Długie blond włosy mignęły przed oczamu zgromadzonych w tyle Brązowych Rycerzy i dziewczyna w momencie znalazła się pomiędzy Shaką a Milo.

- Saga!- wykrzyknęła znowu opierając dłonie na czarnej powierzchni pomimo czarnozielonych wyładowań, które doszły aż do jej tułowia – Saga, słyszysz mnie? Obudź się natychmiast!

Postać w środku poruszyła się i zaśmiała tak, że echo rozeszło się po całej Sali.

- No i nawet ty tutaj jesteś. Bardzo dobrze, wszyscy dokładnie w komplecie. Jak to się wspaniale samo zaplanowało, nie uwierzyłbym jakby mi to Mojry przepowiedziały, hehe. Niestety, tym razem ten trik się nie uda. Masz mnie aż za takiego idiotę? Osadziłem tego natręta tak, że już nigdy nawet powieką nie poruszy bez mojego przyzwolenia. Wołaj ile chcesz. – Rycerz Bliźniąt przeszedł spojrzeniem po swoich dawnych podwładnych i dodał – Widzę że niezbyt rozumiecie o co chodzi. Ta dziewczyna myśli, że uda jej się obudzić umysł swojego przyjaciela. Nie wydaje mi się to możliwe. Dokładnie upewniłem się, że jej nie usłyszy. – rozsiadł się za ziemi nieco wygodniej, podwijając lekko dywan - A tak nawiasem mówiąc, bardzo mi pomogliście Panowie Rycerze. Zawsze się przyda lekkie rozbudzenie jego poczucia winy, albo ogólne zachwianie pewności siebie. Dziękuję, naprawdę jestem waszym dłużnikiem. Nie martwcie się, potrafię się dobrze odwdzięczyć – zaśmiał się i dodał lekkim tonem – To czy wam się spodobają moje wyrazy wdzięczności to inna sprawa, ale tak czy siak chciałem żebyście wiedzieli ile dla mnie zrobiliście. Ten głupiec zawsze sobie wyrzucał to, że nie udało mu się nade mną panować. No nigdy nie mogłem zrozumieć takiego poczucia odpowiedzialności. To tak jakby pani Saori Kido nagle nie spodobało się to co postanawia Atena i powiedziałaby sobie: 'Nie! Od dzisiaj robię po swojemu!' – znów wybuchnął śmiechem.

- To znaczy że… – zaczął zdumiony Shaka.

- Saga jest wcieleniem Aresa – powiedziałą June ze łzami w oczach nadal mimo bolesnych wstrząsów opierająca prawie całe ciało na ścianie energii. – Powiedział mi zaraz przed tym jak po niego przyszliście.

- Niemożliwe! – zawołał Shura – Znaliśmy się od dziecka, wiedziałbym o tym.

- No cóż, sprawa jest trochę bardziej skomplikowana – zagadnął Rycerz Bliźniąt zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Atena od jakiegoś czasu przestała się już poruszać – Z powodów, o których niepotrzebnie by wam, ograniczonym śmiertelnikom opowiadać (więc które pomijam od razu) wcieliłem się w Sagę kiedy miał piętnaście lat. Bardzo niecodzienne, przyznaję, ale tak ogólnie mówiąc miał odpowiednią pozycję, kontakty i był blisko Ateny. Prawdopodobieństwo, że zostanie wybrany na Wielkiego Mistrza rosło razem z jego wspaniałą reputacją. Niestety, ponieważ w wieku nastoletnim osobowość człowieka jest już w miarę ukształtowana niełatwo było tak po prostu w niego „wskoczyć", jak wy sobie to zapewnie wyobrażacie, że bogowie tak „wskakują" w kogoś i koniec. W każdym razie tak nie jest, ale niespodziewanie szczęśliwym trafem tamtejszy Wielki Mistrz zabił mu bardzo bliskiego przyjaciela i nadarzyła się wspaniała okazja.

- Ale przecież to nie Saga stoi za śmiercią poprzedniego Wielkiego Mistrza! – powiedział Aphrodite.

- Ależ oczywiście, że on – zaśmiał się Rycerz Bliźniąt – Byłem tam, wierzcie mi. Osłabła mu siła woli, szybko udało mi się wygodnie rozgościć. Wtedy jeszcze współpracowaliśmy. Dobre czasy, szkoda, że tak szybko minęły. No, ale akurat się kończy przepływ energii i muszę się tym zająć. Miło się z wami gawędziło.

Złoci Rycerze ponownie zaatakowali barierę ze wściekłością, znów całkowicie bez skutku. Rycerzy różnej rangi bezwiednie połączyła wspólna tragedia.

- On nie słyszy. Nie ma kontroli nad tym co się dzieje. Saga! – June znów krzykneła.

- Mówiłem ci przecież – Rycerz Bliźniąt odwrócił się do niej plecami znudzony i zagadał do Aphrodite'a naprzeciwko siebie, jakby szukając kogoś kto go wreszcie zrozumie:

- Czyż to nie wspaniałe, moja boska siostrzyczka nie tylko przywróciła do życia moją ziemską powłokę ale nawet sama z własnej woli przekazuje mi swoją energię! No naprawdę, już nie mogła być mi bardziej pomocna. Utworzyła tak piękny strumień, że aż żal mi go psuć i chyba po prostu poczekam do końca. Ja cały czas myślałem żeby ją zabić, a ona podsuneła mi znacznie lepszy pomysł. To się nazywa utalentowana rodzina, jestem dumny.

Uśmiechnął się. Saori miała zamknięte oczy. Skuliła się jak wysuszona gałązka. Głowa opadła jej na jedno ramię, a ciało co jakiś czas tylko drgało bezwładnie w rytm przepływu energii. Mu zadrżał na myśl o osobie, która posiadałaby siłę obojga bogów jednocześnie. Trzeba było natychmiast coś zrobić! Dlaczego nie zareagował na ostrzeżenia Sagi!

June wielkie łzy zamazywały wszystko. Milo zobaczył jak zapaliła swoją energię najsilniej jak potrafiła. Dopiero wtedy wszyscy wyczuli, że mimo pięknej zbroi jest tylko Brązowym Rycerzem. Milo spuścił oczy. Ta bariera została skonstruowana przez jednego z bogów. Nic nie mogła zrobić i niepotrzebnie marnowała swoje siły. Ciemna ściana energii strzelała groźnie w kontakcie z jej rękami. June krzyknęła kiedy ciemna energia porwała jej ręce i zaczęła łakomie pochłaniać także kosmos Rycerza Kameleona.

Milo skoczył wprzód żeby ją wyciągnąć, ale nagle rozszerzył oczy ze zdumienia. Dłonie dziewczyny powoli zaczęły zagłębiać się w gęstej ścianie. Aura otaczająca Atenę i Aresa pasmami zmieniała kolor z czarnego na brudnozielony. Trochę się rozjaśniała. Widocznie Saga musiał wyczuć jej kosmos przez to, że Ares go pochłaniał. June z trudem przedzierała się przez chaos ciepłego powietrza wirującego wściekle dookoła. Aldebaran poczuł nieprzyjemny swąd spalenizny i zobaczył, że naramienniki, rękawice i nakolanniki June zaczynają się tlić. Dziewczyna pochyliła się do przodu kuląc przed nieznośnym gorącem. Wreszcie powoli znalazła się tuż za plecami Rycerza Bliźniąt, który zajęty był całkowicie wiszącą bezwładnie w jego ramionach Ateną. June nie zaatakowała, tylko wysuneła ręce przed siebie i powoli zacisnęła je wokół klatki piersiowej Rycerza. Jej zbroja w oczach zamieniała się w martwą czarną warstwę. Aldebaran odwrócił się. Nie chciał patrzeć jak dziewczyna spala się żywcem. June oparła brodę na ramieniu Rycerza Bliźniąt i skoncentrowała całą energię próbując przelać ją na niego. Nie szkolono jej w przekazie energii, wszystko wyszło nieregularnie i szczątkowo. June nie zapanowała nad energią i bardzo szybko straciła kontakt ze swoim ciałem, jakby unosząc się gdzieś z jakimś przypadkowym prądem. Wreszcie, bardzo głęboko w tym, w czymkolwiek dryfowała jej świadomość, June poczuła kosmos którego szukała.

Ciało Sagi naprężyło się i jego włosy gwałtownie zamigotały pomiędzy dwoma kolorami. Nagle ściany energii otaczające ich ścisnęły się tworząc jedno pasmo. Rozległ się ochrypły wrzask i z ciała Sagi wystrzelił wściekle niekontrolowany strumień energii wprost do ciała Saori. Krzyk trwał w czasie kiedy energia z niewiarygodną szybkością przelatywała z powrotem do swojej właścicielki. Przed oczami Rycerzy przelatywał strumień, którego uderzenie potrafiłoby z łatwością wyrzucić w powietrze całe miasto i Świątynię. Nagle, po kilkunastu okropnie długich sekundach szalony pęd zwolnił, energia kończyła się. Ochrypły wrzask Aresa zmienił się w krzyk Sagi, po czym ucichł jak nożem uciął. Trzy ciała opadły ciężko na podłogę. June pozostała przytulona do Rycerza Bliźniąt.