11. Rozdział kolejny, który robi czytelnikowi wodę z mózgu.

Był ranny. Krew spływała z jego lewego ramienia i policzka. Jakiś czar tnący zapewne. Widział siebie wbiegającego w tym stanie do Czarnej Jamy. Zgrabna, wysoka kobieta podeszła do niego zza lady. Upadł ledwo przytomny pod jej stopami. Pochyliła się nad nim, a jej czarne, śliskie włosy dotknęły jego twarzy. Wzdrygnąłby się, gdyby miał siłę.

- Proszę... Harry. Porwany. Znajdź go. Wiem, że potrafisz. Wiem, że - tu przerwał mu spazmatyczny kaszel.

- Pozwoliłeś go sssobie odebrać, Missstrzu Eliksssirów. – wysyczała krzywiąc się z pogardą.

- Zniknęło wszystko. Nie mam nic. Błagam. Pomóż… - kolejna porcja kaszlu.

- Co zrobisz by odzysssskać chłopca? – spytała patrząc na niego onyksowymi oczami… wydawało mu się, że oczy lekko migoczą. Nie był pewny jednak czy to złość, czy znikał jakiś czar maskujący.

- Wszystko. – wychrypiał.

- Nie trzeba było ufać sssswojemu ssssercu… - wysyczała kolejny raz kobieta, a jej rozdwojony język przemknął po pięknych, karminowych ustach. Severus zapatrzył się w czerwień jej warg. Rozchyliły się lekko, ukazując rząd okropnych kłów.

- Proszę… muszę go odzyskać… - szepnął i zobaczył złośliwy uśmiech wykrzywiający te piękne usta. W tym momencie ostre niczym kły bazyliszka zęby, wbiły się w jego szyję.

Obudził się mokry, dotykając swojej szyi w panice. Była wilgotna jak reszta jego ciała, ale nie było śladów krwi. Sięgnął do szuflady przy łóżku i wyjął z niej lusterko, które zaklął kilka dni temu. Nie ma pojęcia dlaczego utrzymał czar monitorujący na Czarnej Jamie. Było to przeczucie, o którym nie potrafił zapomnieć.

Ostatni raz gdy spoglądał na taflę szkła – było zupełnie czarne. Teraz jednak dostrzegał staruszkę kręcącą się po jakimś pokoju, i sprzątającą brudne talerze ze stołu. Poza jej skromną osobą pokój był pusty. Machnięcie różdżki i łóżko po dawnym lokatorze było zaścielone. Kolejne bezgłośne zaklęcie poprawiło zasłony w oknach. Trzeci ruch dłonią sprawił, że wszystko w pokoju zalśniło czystością. Kobieta odwróciła się do drzwi. Zatrzymała się na chwilę przy lustrze na szafie. Spojrzała w nie poprawiając swoje siwe włosy.

Severus wyraźnie widział starszą panią, z wielkim, krzywym nosem i siecią zmarszczek na twarzy, stojącą w pokoju. W tafli lustra odbijała się młoda brunetka o lśniących, niemal granatowych, czarnych włosach. Założyła za ucho niesforny kosmyk i uśmiechnęła się lubieżnie.

- Uważaj – szepnęła w przestrzeń i mrugnęła zawadiacko. Policzek Severusa, zapiekł w miejscu gdzie gościły paznokcie wiedźmy. W tej samej chwili lusterko znów pociemniało. Jakby widoczność przesłoniły opary czarnego dymu.

##

Leżał w swoim łóżku, gdy poczuł szczupłe, zwinne palce krążące po jego brzuchu. Ciepły oddech na szyi sprowadzał na niego dreszcze. Odwrócił głowę w stronę ust, które były tak blisko. Wąskie wargi zbliżyły się do jego ust. Przemknął po nich palcami, a one zacisnęły się, krzywiąc nieznacznie. Wilgotny język przemknął po dolnej wardze. Piękne, oczy spojrzały prosto na niego, przyszpilając go niemal do poduszki.

Delikatnie chwycił niesforne kosmyki i założył mu za ucho. Chciał zanurzyć nos w te włosy. Poczuć je na swojej twarzy. Zamiast tego zatoczył kilka okręgów na karku mężczyzny. Ten mruknął w odpowiedzi. Przyciągnął go do siebie i delikatnie musnął językiem te ponętne wargi. Rozchyliły się w niemym zaproszeniu.

- Harry – cichy szept wywołał dreszcze na całym jego ciele. Chciałby słyszeć ten głos co rano, do końca swojego życia.

- Mhnm – wymamrotał tylko, wciąż całując mężczyznę w swoich objęciach. Silne dłonie zacisnęły się na jego pośladkach, a on wypchnął biodra przed siebie. Chciał poczuć jego męskość. Chciał ją widzieć. Dotykać. Smakować. – Taak. – szepnął prosto w usta kochanka i pchnął biodrami kolejny raz.

- Harry – Głos przybrał niecierpliwej nutki. Czyżby Harry za bardzo się ociągał?

Sięgnął do czarnych bokserek by je zdjąć. Skąd wiedział, że są czarne, skoro były schowane pod kołdrą? Musiały być czarne. Jakie inne mogły by być? Poczuł gorące ciało napierające na jego brzuch i jęknął. Dłonie na pośladkach, usta na jego ustach, język penetrujący każdy skrawek jego podniebienia.

- Harry! – Ostry, natarczywy głos odciął się w powietrzu niczym klinga. Zimny. Odległy. Coś było nie tak. Z ociąganiem otworzył oczy, by ujrzeć najpiękniejsze czarne tęczówki, jakie kiedykolwiek widział, tuż przed sobą. Twarz przed nim nie wyrażała nic więcej tylko pogardę i obrzydzenie. Z impetem uderzył w niegościnną rzeczywistość i bardzo mu się to nie spodobało.

- Jak? Co? Ale…– Wypowiedział odruchowo nie do końca jeszcze kontaktując i nakrył się z zażenowaniem kołdrą pod samą szyję.

- Skoro zszedłeś już na ziemię ze swojej wyspy fantazji i samozadowalania, to rusz łaskawie swoją dupę do kuchni. Jeśli zapomniałeś, pragnąłbym ci przypomnieć, że nie przyjechałeś tu na wakacje. A dzisiejszego dnia, dzięki twoim erotycznym fantazjom o Malfoyu, masz już pewne opóźnienia w zakresie podejmowanych nauk. 15 minut i widzę cię na dole. Bez dyskusji.

Wściekłe spojrzenie Mistrza Eliksirów sprowadziło Harry'ego na ziemię jakieś ułamki sekund temu. Jednak słowa zupełnie nieuzasadnionej wściekłości, zupełnie go rozbiły… spojrzał jeszcze raz w kierunku drzwi, za którymi zniknął mężczyzna…

- Nie śniłem o Malfoyu! – chciał krzyknąć, ale był w stanie wyjęczeć to jedynie w poduszkę i nakryć nią głowę. – Świetnie. Po prostu cudownie. – Nie był w stanie zmieścić w sobie własnego wstydu. Czy mówił coś przez sen? Czy to tak rozwścieczyło Severusa? Chciałby teraz umrzeć.

Niemal miał ochotę podnieść słuchawkę telefonu, wykręcić numer na informację i powiedzieć – Z Lordem Voldemortem poproszę. - A gdy w końcu ktoś podałby psychopatę do telefonu powiedziałby mu – Wiesz co stary? Za godzinę u mnie. Weź siekierę, żeby odrąbać mi głowę. A właściwie nic nie bierz. Będę czekał na ciebie na schodach… umrę na twoich oczach ze wstydu.

- Ja nie żartowałem Panie Potter! – usłyszał z dołu wściekły głos furiata. Teraz był już pewny, że ten Snape nie może być podstawiony. Tylko on był tak labilny emocjonalnie. Tylko on najpierw dawał jakiś zdawkowy komplement, by 5 minut później zmieszać cię z błotem jak skrzata domowego. Nikt nie potrafiłby zagrać doskonale mu znanej furii Mistrza Eliksirów. Nie na darmo facet uchodził za postrach całego Hogwartu.

Harry chwycił pierwszą z brzegu koszulkę, bieliznę i spodnie, jakie znalazł w szafie i ruszył w kierunku łazienki. Upewnił się przedtem, że nie spotka mrocznego i wkurzonego bruneta na korytarzu. Że nie będzie musiał patrzeć mu w oczy, póki nie pozbędzie się resztek erekcji, po porannych przygodach w krainie snów.

Gdyby ktoś na to popatrzył z boku uznałby, że Harry jest zupełnie szalony. Nie podniecał go krzyk, ani obrażanie jego osoby, co to - to nie. Ale czarne oczy wpatrujące się w niego z taką intensywnością? To było coś co powodowało przyspieszenie pulsu Harry'ego.

Ciepła woda spłynęła na niego. Odkorkował pachnący bambusem i miętą płyn do kąpieli i namydlił całe ciało. Na półce stał jeszcze jeden żel. Zaciągnął się tylko jego zapachem i poczuł jak erekcja wraca do niego. Chciał pomyśleć o Draco. To było by zdrowe. Ale nie potrafił. Zamknął oczy i zobaczył znów onyks tęczówek. Wrócił do niego dotyk ze snu. Długie, szczupłe palce sunące po jego plecach. Silny chwyt jego pośladków. Maatkooo… oddałby wszystko, by poczuć to choć przez chwilę. By zobaczyć go bez tej cholernej koszulki bez rękawów…

Gdyby tak wylać na niego coś cuchnącego? Nie. Uznał po chwili. Eliksiry cuchną, a żaden wypadek w klasie nigdy nie zmusił go do zdjęcia szaty… Może to i dobrze… gdybym na początku roku wiedział jak wygląda jego tyłek w jeansach… puls Harry'ego znów przyspieszył. Był w stanie wyobrazić sobie mężczyznę klęczącego przed nim… pieszczącego jego pośladki. Liżącego jego penisa…

Harry jęknął cicho, dochodząc. Czuł, że to wszystko wykracza poza jakąś ogólnie przyjętą normę. Dwa dni temu chciał dowiedzieć się paru rzeczy o własnej matce i nauczyć jak uciekać od Dumbledore'a i Riddle'a. Dzisiaj opiekun ślizgonów budzi go w połowie erotycznego snu, tylko po to, by na niego nawrzeszczeć… a on jakby się nic nie stało, idzie pod prysznic i rozważa jak tu wypiąć dla niego swoje pośladki...

Harry ubierając się pomyślał, że nie zupełnie rozumie o co poszło Severusowi. Wczoraj siedzieli razem w bibliotece i czytali książki. Fakt, że może Kompendium Klątw nie jest najlepszą literaturą do poduszki, ale w końcu Snape nie miał nic przeciwko… Czyżby Riddle znów ich wezwał i sprał tyłki wszystkim, którzy nie przynieśli informacji na tacy?

Harry, jesteś zupełnie przetrącony. Przestań myśleć o biciu po tyłkach śmierciożerców! To ohydni zwyrodnialcy, którzy powinni gnić w Azkabanie. Ojcowie twoich kolegów… - Harry wzdrygnął się. Minęło dopiero kilka dni, a jego mózg nie był w stanie myśleć o niczym innym niż seks. Chciałby przekląć swoje hormony… ale miał świadomość, że jeśli czegoś z tym nie zrobi w ciągu paru następnych dni… to może się to źle odbić na jego relacji z mrocznym nietoperzem.

Harry znał się na tyle dobrze, że wiedział, że może się ocknąć pewnego dnia pół-przytomny, a mężczyzna będzie go akurat zrzucał ze schodów, po tym jak obije mu wcześniej mordę za wchodzenie do jego sypialni.

##

Gdy zszedł do kuchni, nie było w niej Severusa. Sięgnął do lodówki i wyjął z niej jogurt. Wrzucił go do miseczki i zasypał płatkami. W między czasie zaparzył wodę na kawę dla siebie i nauczyciela. Nie wiedział gdzie podziewa się Snape, jednak był pewny, że nie pogardzi czarnym, gorącym trunkiem.

Po kilku minutach czuł rosnący niepokój, który wzmagały cisza i brzuch pełen musli. Wciąż rosnące napięcie przerwał wpadający do pomieszczenia huragan. A raczej czarnowłose wcielenie furii. Czarne szaty wydawały się powiewać na mężczyźnie, choć już dawno nie robiło to na Harrym żadnego wrażenia. Już na trzecim roku odkryli z Draco czar, który stosował dla wzmocnienia efektu swojego image. Prosta iluzja, a ile radości, myślał Harry. Z takimi dodatkami, nawet Trelawney wyglądała by groźnie, gdyby te jej korale i chusty zaczęły nagle powiewać.

Harry popijał swoje moccacino i podziwiał te kocie ruchy. Ukrył twarz za kubkiem, by zatuszować cisnący mu się na usta głupkowaty uśmiech.

- Kawa. Czarna. Bez cukru – wykrztusił z siebie w końcu przykuwając uwagę mężczyzny. – Choć nie wiem, czy przy aurze która ci towarzyszy powinienem dolewać oliwy do ognia. Odrobina energii więcej i rozsadzi cię na małe kawałki. – Czarne oczy spojrzały na niego wściekle. Harry przełknął kolejny łyk kawy i zdusił w sobie chęć oblizania się. – Tak, zdecydowanie mam świra! – pomyślał.

- Nie ma czasu. Wychodzimy. Musisz się w końcu czegoś nauczyć.

- Nie oponowałem w tej kwestii od początku, jeśli sobie przypominasz, więc nie wiem o co to całe wzburzenie? – zauważył przytomnie.

- Jest 11! – usłyszał syk w odpowiedzi, a z czarnych oczu poleciały iskry.

- Ach. – odpowiedział bardzo rezolutnie Harry i zapragnął rąbnąć się w łeb z otwartej dłoni. – Więc idziemy w teren ćwiczyć moją zamianę w animaga?

- Poczytasz sobie dzisiaj o magii bezróżdżkowej – Severus nawet na niego nie spojrzał, odwrócił się tylko w stronę okna i wyjrzał przez nie jakby oczekiwał nadlatujących stworzeń. Mina Harry'emu trochę zrzedła, nie miał zamiaru nudzić się cały dzień nad książkami. Potrzebował trochę ruchu.

- Chciałbym zapytać o moją sowę... - zaczął Harry, bo w końcu przypomniało mu się, że nie zdążył tego wczoraj zrobić.

- Nie ma czasu. Zaczniesz dzisiaj czytać.

- Wolałbym, żebyś sam mi to wyjaśnił. Będzie szybciej. A wykresy i przykłady w książkach nie zawsze są czytelne.

- Z tego co się orientuję posiadłeś umiejętność czytania już jakiś czas temu. A informacje łatwiej się przyswaja, gdy przeczyta się je osobiście.

- Kiedy ja jestem słuchowcem – mruknął Harry i pożałował, że się odezwał. Severus zafalował swoimi rozpuszczonymi włosami i bardzo niemile spojrzał na niego.

- Słucham? – prychnął jak wściekły kot, który za chwilę rzuci mu się do gardła. Harry przełknął ślinę, ale odpowiedział.

- Lepiej przyswajam wiedzę, jak słucham, a nie jak czytam. Dlatego zwykle wolałem być na lekcjach. – wyjaśnił jak dziecku. Odpowiedziało mu drgnięcie ust. To miało być skrzywienie się?

- Nie będę marnował czasu na bzdurne gadanie. Wyobraź sobie, że wbrew temu co ci się może wydawać, ja nadal nie wiem jeszcze wszystkiego i nie pozjadałem wszystkich rozumów. I czasem muszę pogłębiać swoją wiedzę, by poszerzać horyzonty.

- Trzeba było powiedzieć, że chcesz mieć czas dla siebie. Taka dywersja jest naprawdę słaba. Wymaga za dużego wydatku energetycznego. – powiedział przemądrzałym tonem Harry.

- Nie bądź głupi. – prychnął Snape i zaplótł ręce na piersi.

- Wyjaśnij więc. Doinformowany sprawiam o wiele mniej problemów. - Harry zabębnił palcami w stolik.

- Biblioteka. – sapnął Snape zagryzając wargi. – Muszę tam pojechać. I ty idziesz ze mną. Żeby mi nie przeszkadzać w moich poszukiwaniach – poczytasz sobie o magii bezróżdżkowej. – Patrzył na niego rozkazująco.

- A nie rozważałeś czasem pomysłu, że mógłbym ci pomóc? Do diabła! W czymkolwiek co tam szukasz?!

- Nie.

- Bo? – Harry patrzył na niego uparcie.

- Bo i tak musisz przeczytać o magii bezróżdżkowej. To nie podlega dyskusji. – No ten facet był jak wielki kamień. Potrzebna była naprawdę spora dźwignia żeby go ruszyć.

- A gdzie miejsce na wymianę poglądów i kompromis? – zapytał Harry mając doskonałą świadomość, że upór zaraz wybuchnie mu w twarz.

- Nie ma. – warknął Snape.

- Tyran. – mruknął Harry prosto w kubek. Snape spojrzał wrogo i cisnął w nim książką, po czym wyszedł z kuchni powiewając szatami. Harry odłożył z impetem wolumin na stół nawet na niego nie spoglądając i wybiegł za starszym ślizgonem. – No ja pierdolę, Snape! Ostatnie 3 dni włazisz mi w dupę, mało się nie udławisz od bycia miłym! A jak zaczynam, mieć wrażenie, że być może… -

- Gówno mnie w tej chwili obchodzi twoje zdanie. Ubieraj się! Wychodzimy.

- Najpierw mi wyjaśnisz co się stało! Nie wsiądę na motor z kimś kto nie panuje nad sobą. Jeszcze mi życie miłe!

- Posłuchaj mnie Potter – syknął Snape pochylając się z groźną miną nad chłopakiem. – W czasie kiedy ty miewasz mokre sny o Malfoyu, ja miewam poważniejsze rzeczy na głowie. Ważniejsze niż dbanie o twoje cholerne, dobre samopoczucie!

- Nie śnił mi się Draco! – wrzasnął Harry, teraz już rozwścieczony, tą kiepską próbą wyciągnięcia z niego informacji. – Dla twojej wiadomości: chcę przeżyć! Do wczoraj jeszcze mi się wydawało, że chcę żebyś ty też wyszedł z tego żywy, ale dzisiaj już nie jestem tego taki pewien! Nie mam ochoty być poniżany, obrażany i wyszydzany! Gdybym miał taką perwersyjną potrzebę, to wróciłbym na Privet Drive! Co jest takiego niecierpiącego zwłoki, że nagle straciłeś wszelkie podstawy kultury osobistej i cierpliwości? Mroczny Znak spać nie dał? – wypalił Harry wściekle wpatrując się w mężczyznę przed sobą.

- Gorzej. – odpowiedział krótko Snape.

- Co może być gorszego niż Tom Marvolo Riddle? – Harry patrzył na niego jak na wariata w tym momencie.

- Bloody Marry rozrywająca ci gardło. – odparł z powagą Severus i zacisnął pięści. Harry'ego zamurowało. Gapił się na Severusa z rozdziawioną gębą.

- Śniła ci się stara baba z jakiegoś obskurnego hotelu i dostałeś napadu paniki połączonej z histerią i chamstwem?

- Potter – syknął Snape, w jego głosie słychać było rezygnację.

- Tak, panie Snape? – Harry uniósł lewą brew i włożył w spojrzenie posłane Mistrzowi Eliksirów całe pokłady sarkazmu jakie w sobie zebrał, a dziś rano było ich naprawdę sporo. Snape tylko skrzywił się, maskując cisnący mu się na usta uśmiech. – Pokaż mi to. Skoro tak cię ruszył jakiś koszmar, bo zakładam, że ci się coś śniło, a nie zapukała rano do drzwi, sprzedając ciepłe bułki. Pokaż mi to w myślodsiewni. – zażądał.

- Nie można przenosić snów do misy.

- To mi to opowiedz! Rozerwała ci gardło? Wielkie rzeczy! Koszmar jak każdy inny. Miewam takich na pęczki. Gdybym za każdym razem miał robić awantury o pobudki nie tak miłe jak oczekiwałem, nie miałbym ani jednego przyjaciela.

Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że i tak nie ma żadnego, ale Severusowi najwyraźniej to umknęło i nie skomentował tego błędu logicznego w wypowiedzi Harry'ego. Dla chłopaka było to tylko wyznacznikiem jak poważna jest ta sprawa dla Snape'a. Severus westchnął ciężko i ruszył w stronę Harry'ego. Po chwili zatrzymał się przed nim może o pół metra i zaczął rozpinać swoją szatę. Harry zacisnął pieści, i uszczypnął się w udo. Starał się jak mógł by się nie zaczerwienić.

Snape się rozbiera!

Po chwili jednak zagadka się zagmatwała. Severus chwycił dłoń Harry'ego i przyciągnął ją do swojego prawego ramienia, które chwilowo było odsłonięte. Poczuł pod palcami gorącą skórę mężczyzny, jego napięte mięśnie pod dłonią. Przełknął ślinę.

Czy to na pewno jest jawa? Może jednak nadal śpię? Może za chwilę poczuję jak te wąskie, zaciśnięte usta wpijają się we mnie, poczuję jego język…

W tym momencie skóra pod palcami zaczęła go niemal parzyć i spojrzał na swoją dłoń. Dziwny, wężowaty tatuaż zaczął wić się pod jego palcami, nabierając kształtu kobry. Napisy zmieniały się w łuski. Migotały szybko, wijąc się wokół całego ramienia. Harry nie mógł oderwać wzroku.

- To nie jest zwykły tatuaż – zaczął mężczyzna cicho.

- To totem ochronny – odpowiedział chłopak i czarne oczy spojrzały na niego ze zdziwieniem. – No co? Czytam książki. A Malfoy miał sporą bibliotekę. – wzruszył ramionami.

- Ten konkretny chroni mój umysł przed koszmarami i niechcianą ingerencją, pomaga też przy stawianiu barier mentalnych w trakcie oklumencji.

- No i? – Harry nadal nie rozumiał przesłania i całych tych nerwów.

- Nie miałem żadnego koszmaru odkąd go mam, a wierz mi, że to już niemal 13 lat. – Harry wciągnął powietrze z sykiem i odstąpił krok od mężczyzny. Po chwili pożałował tej decyzji, bo Snape już zaczął zapinać swoją szatę i nagie ramię zniknęło sprzed jego oczu. – Czy teraz już rozumiesz, że chcę się dowiedzieć, jak to stworzenie przedostało się przez moje bariery? Muszę pójść do biblioteki. To nie jest człowiek. I chcę wiedzieć jak to zabić w razie kłopotów.

- Pokaż mi ją. – szepnął jeszcze raz Harry. – Pomogę ci szukać. Ale muszę wiedzieć to co ty. Severus przez chwilę kręcił się po przedpokoju, przestępując z nogi na nogę. W końcu ruszył w stronę kanapy i wyjął swoją różdżkę, wzywając Harry'ego gestem by usiadł przy nim. Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.

- Wyizoluję część wspomnień, tak byś zobaczył tylko te konkretne. Słyszałeś kiedyś formułkę legilimencji?

- Tak. – Przytaknął chłopak i przełknął ślinę z przejęciem. Czy ten facet właśnie zamierzał go wpuścić do swojego umysłu?

- Akcent na przedostatnią sylabę. – wyjaśnił Snape. Potter spojrzał na niego niepewnie, jakby się wahając. – I tak będziesz się tego uczył. Potraktuj dzisiejsze zadanie jako wstęp do ćwiczeń. Potem zmienimy jedynie role. – Po tych słowach wyciągnął w jego kierunku własną różdżkę i wymamrotał nad nią jakieś słowa. Harry nie był taki głupi. Nie zamierzał użyć drugi raz różdżki przeciw jej właścicielowi. Nie zamierzał mieć znowu pęcherzy na dłoniach. – Nie poparzy cię. – wyjaśnił Severus jakby czytał w jego myślach. – Zdjąłem z niej zabezpieczenia. I nie, nie wszystkie, nadal nie możesz mnie nią skrzywdzić, więc nawet nie próbuj. – Wyszczerzył się złośliwie i spojrzał w zielone oczy.

Harry po chwili wahania wziął do ręki czarne drewno i spojrzał pytająco na mężczyznę. Severus skinął głową, więc Harry szepnął:

- Legilimens. – poczuł mocne szarpnięcie i poleciał w czarną przepaść.

##

Wypowiedział słowa i w tym samym momencie otoczyła go mgła. Miał poczucie jakby wkoło świat wirował, jakby latał na miotle, ale nic nie widział. Być może, gdyby nie bariery Severusa, dostrzegłbym jego pierwszy lot na miotle?

Gdy tylko o tym pomyślał, przez chwilę widział bardzo chudego czarnowłosego chłopca w szatach Slytherinu, próbującego dosiąść miotły. Drewno jednak wymsknęło mu się z rąk, gdy tylko próbował przełożyć nogę by na niej usiąść i chłopiec wylądował na tyłku. Harry miał wrażenie jakby ktoś warknął mu nad uchem i usłyszał w tle śmiech dwóch stojących obok siebie chłopców w stroju Gryffindoru. Próbował skupić się na obrazie, jednak wszystko otoczyła mgła.

Nagle z tej mgły wyłoniła się Klara, pukająca do drzwi hotelu w którym znajdował się parę dni temu Harry.

- Czego tu? – otworzyła dobrze mu znajoma staruszka robiąc przerażającą minę.

- Ja do Har... - zaczęła dziewczynka, lecz jej przerwano.

- On cię nie potrzebuje. – warknęła staruszka patrząc naprawdę wrogo. Na Harry'ego nigdy tak nie spoglądała.

- Jesteśmy umówieni na kolację – usłyszał znów przemądrzały głos Klary. Teraz Harry z łatwością dostrzegał w zachowaniu dziewczyny, gwałtowne ruchy tak charakterystyczne dla opiekuna ślizgonów. Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? Przez chwilę kobieta wpatrywała się dziewczynce w oczy, a ta skrzywiła się nieznacznie jakby ją coś zabolało. Co ta wiedźma zrobiła Severusowi? Staruszka uśmiechnęła się złowieszczo wpuszczając dziewczynkę do środka.

- Zostań tu i niczego nie dotykaj swoimi kłamliwymi łapskami – burknęła kobieta. Blada w tym momencie dziewczynka przytaknęła bezgłośnie, patrząc z przerażeniem na siwy łeb, który poszedł właśnie zawołać Harry'ego.

Potem przewijały mu się przed oczami wspomnienia całego wieczoru, niczym w filmie puszczonym z podwójną prędkością.

- Nie. On nikomu nie pomaga. Nawet mi. To straszny egoista. – usłyszał własne słowa, gdy na chwilę obraz zwolnił. Harry chciał go zatrzymać, by przeprosić. Wyjaśnić, że przecież nie wiedział, że Snape go wcale nie olał po turnieju. Przygryzł wargi we frustracji. Czy te słowa zraniły mężczyznę? Czy Snape mógł myśleć, że tak go postrzega? Czy faktycznie tak było? Nie zdążył się jednak nad tym zastanowić, bo po chwili jego oczom ukazała się kolejna scena.

Klara opuściła pokój Harry'ego. Niemal mógł wyczuć namacalny strach Severusa. Miał pewność, że kobieta unieruchomiła go na parę uderzeń serca. Na jego oczach zmieniła się w śliczną istotę. I zagroziła pozbawieniem życia jeśli pozwoli skrzywdzić Harry'ego. Po chwili wypuściła Klarę, ale zanim to zrobiła, zadrapała jej policzek.

- „Idź. Ale jeśli pozwolisz ssskrzywdzić chłopca, znajdę cię, Missstrzu Eliksssirów".

Kolejna scena to Harry opuszczający hotel. I Snape czuwający, ukryty gdzieś tam w cieniu. Harry'emu zrobiło się przyjemnie. Snape nad nim czuwał cały ten czas. Jego oczom ukazała się dziwna próba sił z lusterkiem, którą najwyraźniej Severus przegrał. A potem świat się rozpłynął . Czarna mgła nabrała barwy fioletu i jego oczom ukazała się następna scena, w której Severus leżał na podłodze Czarnej Jamy wykrwawiając się najwyraźniej. Harry miał ochotę do niego podbiec, rzucić na niego jakiś czar leczący, wlać mu do ust jakiś eliksir. Mężczyzna na pewno miał jakiś przy sobie. Prawda?

- Trzeba było nie ufać ssswojemu sssercu...

A potem młoda, śliczna kobieta nachyliła się nad Severusem, by zatopić w nim swoje kły…

##

Harry krzyknął i poczuł silny podmuch wiatru. Coś wypchnęło go z umysłu Severusa, prosto na kanapę w salonie. Chłopak łapał łapczywie powietrze dotykając własnej szyi, jakby to on był ofiarą tego koszmaru. Severus patrzył na niego uważnie.

- Czy teraz rozumiesz dlaczego mi się tak spieszy?

- Rozumiem, że ta stara wiedźma wcale nie jest stara. Ale kim ona jest? Wampirem? Harpią? Jak mogła przedrzeć się przez moc totemu?

- Też chciałbym to wiedzieć. Pojąć czemu tak bardzo jej zależy na tobie, czego od ciebie chce i czemu akurat mnie pozwoliła wyjść stamtąd o własnych siłach.

Harry wyciągnął dłoń w kierunku Severusa i pokazał mu wciąż niegojące się zadrapanie wiedźmy. Drugą dłonią dotknął policzka swojego opiekuna i przemknął palcem po zasklepiającym się nacięciu. Mężczyzna spiorunował go wzrokiem i odsunął głowę odruchowo.

- Magia krwi. To musi mieć z tym coś wspólnego – wyjaśnił Harry. - Skosztowała i twojej i mojej. Jestem niemal pewny, że mojej dwa razy. Pierwszego i ostatniego dnia. - Harry odsłonił koszulkę i pokazał znikające już zadrapanie na szyi nad lewym ramieniem. – Wtedy wydawało mi się, że jest po prostu niezdarną staruszką.

- Niezdarną staruszka o bardzo wielkich zębach, która wie gdzie nas znaleźć.

- Może tego dokonać za pomocą jednej kropli krwi?

- Może znacznie więcej. – szepnął Severus wpatrując się poważnie w chłopca. Harry przełknął kolejny raz tego dnia ślinę. Nie niosło to tym razem za sobą żadnego podniecenia. Severus śmierdział lękiem, co nie zdarzało mu się często, a to nie był pociągający widok. Harry chciał czuć się przy nim bezpiecznie. Nagle pomysł zdobycia informacji o zabijaniu takich stworów jak to połączenie wampira z wiedźmą, albo czymś równie obrzydliwym, nie wydawało mu się takie głupie.

##

- Jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju po twoim koszmarze. – zagadał Harry, gdy jedli już kolację. Dzień w bibliotece przyniósł jedynie frustrację, bo żadne informacje nie dały im stu procentowej pewności co do sposobu zabijania starożytnych potworów. O ile kobieta byłaby czystym wampirem – zabicie jej było by dość łatwą sprawą i Severus znał na to przynajmniej 8 zaklęć, a żadne z nich, by go nie zawiodło. Gdyby było Harpią, wystarczyłby ostry miecz i ktoś kto będzie chętny zdekapitować potwora. Był pewny, że znał pewnego wilczka, który dokonałby tego w imię obrony syna dawnego kolegi. Raz już w końcu biegał z mieczem po Hogwarcie i uganiał się za Bazyliszkiem.

Jednak jej rozdwojony na końcach język nie pasował do żadnego z wyżej wymienionych potworów, ponadto babsko znało magię. Magię różdżkową, magię umysłu i magię krwi. I Severus był niemal pewny, że przy łatwości z jaką przychodziła jej transfiguracja własnego ciała, mogła się zmienić w co chciała i kiedy chciała, a to nie było szczęśliwą opcją dla ich dwójki – jeśli chcieli się przed nią ukryć.

Był wściekły. Tym bardziej, że dzieciak wydawał się tym jakoś nie przejmować, powtarzając w kółko, że przecież nigdy nie próbowała go skrzywdzić…

- Tak? - spojrzał na niego wyniośle w nadziei, że chłopak da już na dzisiaj spokój.

- Ty tłumaczyłeś, że mnie porwano, a ona, że nie powinieneś ufać swojemu sercu. Kto z ludzi którym ufasz mógłby chcieć mnie porwać, gdyby wiedział, że jestem u ciebie? – zapytał. Logicznie. Kolejny raz. O dziwo. Jak to możliwe, że syn Pottera ma w sobie takie pokłady logiki?

- W tym właśnie problem, panie Potter. Ja nikomu nie ufam.

- Nawet własnym rodzicom? – Severus zgrzytnął zębami na to pytanie, ale Harry nie zauważył tego zupełnie, nawijając właśnie uciekający mu makaron na widelec.

- Moi rodzice nie żyją, panie Potter. – odpowiedział Severus cierpko. Harry spojrzał na niego smutno.

- Przepraszam. Nie wiedziałem. Nie chciałem. – Dzieciak wyglądał jakby naprawdę go to dotknęło.

- Nie miałeś prawa wiedzieć.

- Jak ty żyjesz, nie ufając nikomu? To jest w ogóle możliwe?

- Oczywiście. Dla ciebie też było by bezpieczniej, gdybyś nie pokładał nadziei w tym, że stara wariatka o dość obrzydliwej reputacji, nie chce skrzywdzić akurat ciebie.

- Gdybym miał przejmować się ludzką reputacją, nie powinienem nawet zbliżać się do ciebie śmierciożerco. – Harry spojrzał na niego z wyzwaniem w oczach. – Ale masz rację, lepiej jak się nie ufa. Nie dostało mi się nic poza bólem z powodu… Malfoyów. – Cholera. Harry nie może się zamknąć w sobie zupełnie. Kość. Severusie, rzuć mu kość!

- Wstań jutro wcześniej. Wyjaśnię ci podstawy magii bezróżdżkowej.

- Nie możemy kupić niezarejestrowanej różdżki? – kolejne logiczne pytanie.

- Procedura jest w trakcie realizacji. Co nie stoi na przeszkodzie, byś miał parę asów w rękawie. – Chłopak wyszczerzył się. Idiota! Czy on myślał, że będę mu wypożyczał swoją różdżkę do końca wojny? Idź już spać dzieciaku, żebym nie musiał cię już oglądać. Myślał Severus.

Harry najwyraźniej miał inne plany. Zadowolony z siebie z kawałkami pociętych jabłek w miseczce rozsiadł się na kanapie i chwycił w rękę pilota od telewizora. Severusa zagotowało. Bezczelny bachor rozprzestrzeniał się w jego nieskazitelnym salonie z żarciem! Chciał już coś powiedzieć, warknąć, ale wtedy Harry przesunął się nieznacznie na kanapie i opuścił nogi na podłogę.

- Wybierzesz jakiś film? Od czytania dzisiaj pęka mi już głowa, a nie czuję się jeszcze w gotowości do snu. – uśmiechnął się szelmowsko, a jego zielone oczy błysnęły radośnie. Severus cofnął się w stronę kuchni i usłyszał cichy jęk zawodu. Przez jego usta przemknął niekontrolowany uśmiech, który natychmiast zdeptał. Wyjął z lodówki piwo i przelał do kufla. Po chwili wyciągnął też pepsi dla dzieciaka i z napojami w dłoni ruszył w stronę kanapy.


Notka autora:

Oczywiście serdeczne podziękowania dla mojej bety - za znoszenie moich pomysłów i rozwazań nad kolejnymi rozdziałami.

Dziękuję też za komentarze. Dobrze wiedzieć, że mój zakręcony jak słoik Severus wam sie podoba.

Kolejne rozdziały są w trakcie produkcji. Oczekujcie ich wkrótce.

Kicia 27 - skłonnosci bohaterów są. Zagmatwane, jak zauważyłaś. Ale nigdzie (jeszcze) nie napisałam wprost, że Harry czy Draco spali z dziewczynami - mowa była jedynie o macaniu cycków Pansy. ;) Cały wątek rozwinie się wcześniej, czy później...ale więcej nie planuję zdradzać chwilowo...