Biegła najszybciej jak mogła, co chwilę migała kilka metrów wprzód, mimo iż wiedziała, że dla Angeli może się to skończyć źle. Ale w tej chwili o tym po prostu nie myślała. Szczególnie, że z białowłosą na rękach poruszała się znacznie wolniej, a więc używanie akceleratora przyspieszało ją, jak nigdy dotąd. W końcu dotarły, Lena z impetem otworzyła drzwi. Ćwierć sekundy starczyło na dojrzenie Jacka i mignięcie prosto do niego. Uspokoiła się i nachyliła lekko z nadzieją, że jeszcze nie jest za późno. Angela bez słowa pokazała maszynę, której rozbity moduł od razu rzucał się w oczy. Lena zrozumiała, zrobiła trzy szybkie kroki w stronę aparatury. Białowłosa sięgnęła po sterylną torebkę i najszybciej jak mogła wlała do środka zawartość fiolki, zacisnęła ją i podłączyła do urządzenia. Z ekranu monitorowania zniknął czerwony wykrzyknik. Obie wstrzymały oddech. Po chwili Lena, tym razem powoli, podeszła do stołu, na którym leżał Jack i delikatnie posadziła Angelę na taboreciku obok niego. Zaraz potem usiadła obok niej.
- Teraz pozostaje czekanie - odezwała się białowłosa.
- Jakie ma szanse, żeby przeżyć? - przez chwilę Lena nie otrzymała odpowiedzi. Angela przełknęła ślinę.
- Nikłe - odpowiedziała szorstko. Brunetka nie pytała o rozwinięcie. Wiedziała, że to tylko pogorszy stan przyjaciółki.
- Co się stało? Jakim cudem zdobyłaś ten cały sprzęt? Żniwiarz… - nie dokończyła. Było tyle możliwości, że nie wiedziała, którą wybrać.
- Jeszcze pół godziny temu normalnie oddychał - zaczęła Angela - A potem… ten łajdak sięgnął po broń i strzelił prosto w aparaturę. Jeden z odłamków trafił w torebkę. Zaraz potem on i jego żołnierze zmyli się… z tego co powiedział jedni poszli za nim, drudzy zostali tutaj. Jeden z nich mnie pilnował - Lena lekko przytaknęła.
- A… co z Tobą?
- Fizycznie? Nic strasznego… małe złamanie w nodze.
- Taka drobnostka nie wyłącza Cię z gry, co? - Lena uśmiechnęła się lekko, na co Angela zareagowała krótkim, aczkolwiek nieudawanym śmiechem.
- Ten osiłek, co ze mną został nawet nie chciał mnie związać przed tym, jak wszyscy wyszli z pokoju, i Bogu za to... - ugryzła się w język. Była ateistką, ale rodzice wychowali ją na katoliczkę. Trudno się pozbyć starych nawyków - Dobrze, że tak zrobił… gdyby nie to, Jack nie miałby żadnych szans na przeżycie. Chociaż… - zerknęła na ekran z parametrami życiowymi. Nie dokończyła zdania. Przez chwilę obie się nie odzywały. Milczały czekając, aż coś się stanie... cokolwiek. Ale nie zapowiadało się na to. W pewnym momencie Angela odwróciła się w stronę okna, a na jej twarzy pojawiła się obojętność - Gdzie reszta? - spytała. Lena otworzyła lekko usta, ale nie w geście odpowiedzi. Wyczuła w głosie przyjaciółki łzy, które gdzieś tam siedzą, które są desperacko wstrzymywane przed ujściem. Doskonale rozumiała, co to oznaczało. Spuściła głowę
- Nie ma już szans… prawda? - Białowłosa zacisnęła oczy. Nie mogła dłużej powstrzymać łez, nie po takim pytaniu.
- Nie… nie ma - szlochnęła - Minęło już… minęło już zbyt wiele czasu… żaden człowiek nie przetrwałby tyle w tym stanie - pokręciła głową. Lena przysunęła się bliżej, objęła przyjaciółkę. Angela odwzajemniła uścisk z ogromną siłą, w którym czuć było smutek, żal i cierpienie. Smuga sama chciała się wypłakać, ale doskonale wiedziała, że nie mogła, nie teraz. Trwało to kilka minut, dopiero po dłuższej chwili płacz ucichł. Angela zaczęła dusić łzy, puściła Lenę i złapała się mocno za kark, próbując wyładować negatywną energię na czymkolwiek. Nastała cisza - To nie fair - odezwała się w końcu, jej głos bardziej opanowany.
- Angie…
- Przeżył już jedną śmierć… kiedy znowu zaczął oddychać, byłam pewna, że wszystko się jakoś ułoży, dało mi to nadzieję na kolejne starania… ale teraz… nic… - westchnęła głęboko.
Nagle Jack zaczął kasłać. Kobiety spojrzały się na niego z szeroko otwartymi oczami. Wskaźniki na monitorze zmieniły się z czerwonych na pomarańczowe, a po chwili na żółte. Obie wstały i nachyliły się nad nim, wpatrując się, jak zahipnotyzowane. Po chwili atak kaszlu ustał. Jack otworzył oczy, jego ciało rozluźniło się. Spojrzał się na dwie kobiety stojące nad nim, zszokowane, jakby zobaczyły ducha.
- Nie… - Angela w końcu ocknęła się i z niedowierzaniem zaczęła odczytywać parametry z monitora. W pewnym momencie popatrzyła się na niego zasłaniając usta dłonią - Niemożliwe… jak? - Usta Leny zaczęły powoli formować się w szeroki uśmiech, mimo że cała reszta twarzy nie drgnęła - JAK?! Żaden człowiek...
- Angie, usiądź… - odpowiedziała kojącym głosem Smuga, ciągle nie spuszczając z oczu Jacka. Białowłosa wzięła głęboki oddech i powoli usiadła, gdzieś głęboko ciesząc się z ożywienia przyjeciela… mimo, że nie było tego widać na jej twarzy - Zapomniałaś o jednej, drobnej rzeczy. To nie jest zwykły człowiek. To… Jack Morrison.
- Mówiłaś, że twój sonar jest mocniejszy od dotychczasowych - Z głośnika doszedł złowrogi głos Żniwiarza. Sombra przekręciła oczami.
- Bo to prawda. Ale żaden sonar na świecie nie potrafi przedrzeć się przez taką ilość litej skały. Nie wiem, czy może naoglądałeś się filmów z lat dwudziestych mówiących o tym, jak świetne będziemy mieć dziś sonary, czy po prostu jesteś niedoinformowany. Powtarzam, nie ma na świecie żadnego sonaru, który wykryłby Overwatch z takiej pozycji - Żniwiarz mruknął.
- Zawiodłem się na Tobie. Dla twojej informacji… wiem, że żaden sonar tego nie potrafi. Ale spodziewałem się czegoś więcej niż jednej sztuki przy bazie. Szczególnie po Tobie.
- Następnym razem wyrażaj się precyzyjniej - odparła z obojętnością w głosie. Żniwiarz na chwilę ucichł.
- Sombra… zaczynam się zastanawiać, czy aby nasza współpraca powoli nie przestaje być… opłacalna. Spotkamy się wieczorem… wiadomo, gdzie. Muszę Ci coś… wyjaśnić - Sombra ułożyła usta w dzióbek. Zakończyła połączenie.
Westchnęła głęboko i rozluźniła mięśnie, zsuwając się nieco z krzesła - 'Dobra, spokojnie… potrzebujesz trochę czasu, by wyluzować… szczególnie przed tym wszystkim, co ma się wydarzyć' - pomyślała. Gdy wyświetlił się przed nią hologram z przełącznikami sterującymi, uniosła dłoń i wybrała opcję "Zmień dla wszystkich dopuszczonych". Zmniejszyła wartości i zaakceptowała. Przymrużyła oczy, poczuła znajomy, kłujący ból w różnych częściach ciała, najmocniej w okolicach głowy. Zawsze przy tego typu zmianach implantów w ciele czuła pewien dyskomfort. Ale efekt końcowy był zdecydowanie tego wart. Kiedy w końcu mikrowspomagacze wysunęły się nieco z jej ciała, wyciągnęła te, które mogła i położyła na biurku. Westchnęła głęboko, gdy usunęła jeden z większych implantów, który jako jedyny miał bezpośrednie połączenie z mózgiem. Ukryty za włosami, w okolicach potylicy, zielonkawy chip był jedynym wspomagaczem, który nie pasował do reszty. Nie tylko ze względu na kolor… nie wyglądał zbyt przyjemnie. Wydawał się mały, lecz trzy cienkie igły wychodzące z jednego punktu zawsze wywoływały dreszcz na jej skórze. Doskonale wiedziała, do których miejsc trafiają. Zmniejszanie poziomu dopaminy, kontrola nad ilością adrenaliny… główny element wszystkiego. Odpowiadał za większość zmian, pośredniczył prawie że w każdej. Bezpośrednie połączenie z mózgiem było potrzebne. Pośrednie mogłoby doprowadzić do błędu. A na to nie mogła sobie pozwolić. Wzięła głęboki wdech - 'Nie warto tym się teraz przejmować' - pomyślała i ponownie spróbowała się rozluźnić. Uśmiechnęła się lekko. Jak wielką pomoc stanowiły implanty, trzeba przyznać, że odpoczynek bez nich to zupełnie inne doświadczenie. Żadnych ucisków, dziwnych uczuć w różnych miejscach na całym ciele… człowiek po prostu czuł się bardziej ludzki. W dodatku niektóre z mikrowspomagaczy miały za zadanie utrzymywać ją cały czas w "trybie czuwania", pomagać jej umysłowi szybciej i lepiej kalkulować... a w odpoczywaniu nie pomagało to ani trochę. Sombra doskonale wiedziała, że bez tego wszystkiego to zupełnie inny świat… czuła to, i to bardzo mocno. Na tyle, że uwalniając się od high-techu wydawało jej się, że staje się inną osobą. Zupełnie inną. Czasami, gdy była w tym stanie, ta myśl zaczynała ją przerażać. Nieraz otwierała oczy i spoglądała w lustro, by ujrzeć, jak wygląda. W takich momentach czuła się zupełnie oderwana od swojego ciała, jakby kontrolę nad nim zwykle sprawował ktoś zupełnie inny. Nie utożsamiała się z tym, jak wygląda. Jej mięśnie rozluźniły się, twarz złagodniała. Otworzyła delikatnie oczy i spojrzała się na ścianę za holoemiterem, który był w tym momencie wyłączony. Materiał był połyskliwy, mogła z łatwością zobaczyć odbicie samej siebie. Ujrzała spokojną, zamyśloną twarz, w której jednak było coś w rodzaju niepokoju, coś z małego, zagubionego dziecka. Westchnęła głęboko i powoli wstała z krzesła, kierując się w stronę łóżka. Jej spokojne, wolniejsze ruchy nie przypominały w ogóle sposobu, w jakim porusza się Sombra. Było w nich coś o wiele bardziej... zwyczajnego. Delikatnie położyła się na łóżku i przymknęła oczy. Nie zasnęła jednak. Miała sporo do przemyślenia. Nawet jeśli w tym stanie nie mogła, nie potrafiła myśleć o najbliższych planach, to ważniejsze, bardziej personalne i głębsze przemyślenia wymagały jej uwagi. Sombra westchnęła i przemówiła głosem, który z jednej strony należał do niej, a z drugiej brzmiał jak wypowiedziany przez zupełnie inną osobę - To będzie długa noc…
Nikt nic nie mówił. Czas na powitania i zdziwione twarze już dawno minął. Wiedzieli, że powinni jak najszybciej podjąć pościg za Żniwiarzem… ale nie robili tego. Woleli zostać przy Jack-u, mając nadzieję, że Winstonowi uda się jakimś sposobem wyśledzić trasę Reyesa. A nawet te myśli były bezpłciowe, bo prawda jest taka, że w tym momencie każdy miał Żniwiarza głęboko gdzieś. Woleli napawać się widokiem dwójki przyjaciół, którzy jakimś cudem ciągle żyli, i uśmiechać się niekontrolowanie na ten widok. Tak… każdego z nich w tej chwili nie obchodziło nic innego.
- Nierozsądnie - w końcu mruknął Jack - Mogliśmy właśnie stracić jedyną szansę na pojmanie Reyesa.
- Okazji będzie jeszcze wiele - od razu wtrąciła Lena.
- Tak… chyba, że to on wpierw zaskoczy nas.
- Brakowało mi twojej chłodnej kalkulacji - usłyszał głos Any.
- To się w tej chwili nie liczy - powiedziała Angela - Będziemy się tym martwić później, jak zawsze - powiedziała ze spokojnym uśmiechem na twarzy - 'I to nasz błąd' - pomyślał Żołnierz, ale nie powiedział tego na głos. Uznał, że lepiej sobie odpuścić.
- No, stary druhu… wychodzi na to, że nawet po śmierci potrafisz zaskakiwać - odezwał się w końcu Jesse, z wyzywającym uśmiechem na twarzy - Angie, kiedy wydobrzeje?
- Teoretycznie za jakiś tydzień. Ale… nie mam pojęcia, jakim dokładnie zmianom został podjęty te kilka lat temu, może się okazać, że wydobrzeje znacznie szybciej - Łaska spróbowała poruszyć nogą. Zaśmiała się sztucznie - Na pewno szybciej ode mnie.
- Głowa do góry! - poczuła, jak ktoś szturcha ją w ramię - To cud, że jeszcze w ogóle żyjecie! - powiedziała Lena - Najważniejsze, że znowu będziemy mieli was z powrotem.
- Z tym cudem muszę się zgodzić - wtrącił Jack - Do teraz trudno mi uwierzyć w to, jak postąpił Reyes… - kasnął kilka razy, by pozbyć się nieprzyjemnego uczucia w gardle - Idiota… chciał mnie złamać przed śmiercią. Tylko przez to jeszcze żyję - zaśmiał się lekko - Ostatnio naprawdę nie ma szczęścia.
- Tak... Zero szczęścia i prawie że zero rozumu - odezwała się Ana - Musimy to wykorzystać, zanim się opamięta.
- Nie opamięta się - wtrącił Wdowa - Za bardzo popadł w ten swój śmiercionośny trans.
- Ale… to też nas za bardzo nie ustawia - stwierdziła Lena.
- Niestety - potwierdził Jack - zagubił się w swojej pysze, myśli coraz mniej racjonalnie… ale nie zmienia to faktu, że jest niebezpieczny.
- Wszystko przez tą potęgę… - wtrąciła Angela.
- Dlatego potrzebujemy dobrego przywódcy. Kogoś, kto wykorzysta śmiałość Żniwiarza - powiedziała Ana. Jack spojrzał się na nią z lekkim uśmieszkiem.
- Jasne, dowodzić jeszcze potrafię… mam nadzieję - Lena uśmiechnęła się lekko w jego stronę.
- A więc… witamy na pokładzie, Jacku-u Morrisonie!
- Ponownie - uśmiechnął się McCree - Wiecie… to wcale nie wygląda tak źle. Odzyskaliśmy waszą dwójkę, wcieliliśmy do zespołu Hanę i Farę… brakuje tylko dawnego ducha i dobrej organizacji.
- O dobrego ducha się nie martw - kącik ust Leny uniósł się lekko - Już ja o to zadbam - puściła mu oczko.
- Ale baza operacyjna to podstawa - powiedziała Ana.
- To nasz następny cel - potwierdził Jack - Jak tylko dostanę się na pokład… czegokolwiek, połącz mnie z Brytyjczykami. Mam nadzieję, że sojusz ciągle wchodzi w grę.
- Opóźniałam najbardziej jak potrafiłam - przyznała Ana.
- Postaram się to dobrze rozegrać. To nasza największa szansa.
- I być może jedyna - przerwała na chwilę. Już otworzyła usta, by powiedzieć więcej, ale znajomy dźwięk z komunikatora jej przerwał. Wyjęła holoemiter i odebrała połączenie.
- Mam go - usłyszeli głos Winstona - Zatrzymał się.
- A jeśli w tych śmigaczach są nadajniki? - spytała Wdowa nieco pewniej łapiąc za kierownicę. Lena zaśmiała się głośno.
- Poważnie? - Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Złotooka nie wiedziała, czy aby właśnie powiedziała coś głupiego, czy po prostu brunetka ciągle jest w doskonałym humorze po… ostatnich wydarzeniach - Przebyliśmy już ponad połowę drogi… a ty teraz się pytasz?
- Wrzuć na luz - wtrącił McCree puszczając kierownicę i odchylając się do tyłu, popisując się w nieoczywisty sposób - Winston wykryłby, gdyby śmigacze wysyłały jakieś sygnały. Prawda, Wielkoludzie? - spytał, mówiąc wszystko w taki sposób, by mikrofon komunikatora wyłapał każe słowo.
- Jak najbardziej! - zabrzmiało w uchu Wdowy - Mogę was zapewnić, że zarówno przesyłanie jak i wysyłanie dalekosiężnych informacji wokół pojazdów jest w tym momencie zerowe. Wykluczając naszą komunikację, ma się rozumieć.
- Świetnie. To samo stwierdziłeś podczas ataku Sombry na naszą placówkę? - Winston przez chwilę nie odpowiadał. W pewnym momencie złotooka pomyślała, że nie powinna zadawać tego pytania.
- ...Nie rozumiem, jak miałem to zrobić? - spytał zmieszany - Ten sposób nie polega na klasyfikacji przesyłanych danych, jedynie na ich wykrywaniu. W naszej placówce połączenie cały czas było aktywne… brak kontaktu ze światem w naszej sytuacji to przecież…
- No już, już… spokojnie, Wielkoludzie! - przerwała Lena - Przecież znasz naszą Wdowę, nie musiałeś nawet odpowiadać. A jeśli już jej pytanie było szczere, to do "jedynie na ich wykrywaniu" by starczyło - z komunikatora dobiegł dźwięk przypominający pociągnięcie nosem. Jeśli ktoś znał Winstona tak dobrze jak Lena, doskonale kojarzył ten odgłos. Wielkolud nerwowo pociągnął palcami za czubek swojego nosa.
- W każdym razie możecie być spokojni. Żadnych podsłuchów.
- Podsłuchów? - Usłyszeli inny głos z komunikatora. Na jego dźwięk Lena uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Jakich znowu podsłuchów?
- Zapewniałem tylko Wdowę, że nie wykrywam żadnej podejrzanej aktywności nadawanej przez skutery - Złotooka przekręciła oczami. Zaczęła żałować, że w ogóle poruszyła ten temat.
- Szkoda, że Ciebie i Angeli nie ma tutaj z nami - wtrąciła Lena.
- Uwierz mi, sam tego żałuję. Ale na razie nie mogę nawet chodzić. A Angela… cóż, złamana noga. I tak jestem pod wrażeniem, że stara się mną opiekować. Cholera, czuję się jak ostatnia oferma.
- Przynajmniej będziesz mógł poobserwować akcję z daleka - powiedziała Ana, uśmiechając się lekko - Tak jak kiedyś.
- Marna pociecha - odpowiedział krótko Jack - Szczególnie biorąc pod uwagę, że pełnej sprawności nie odzyskam zbyt szybko.
- Spójrz na to z innej strony - wtrąciła Lena - Angela powiedziała, że będziesz mógł chodzić lada moment.
- Taaaa… tylko czy wtedy zechce mnie wypuścić. Ale dość gadania, zaraz będziecie na miejscu. Przygotować się!
- Kolejny opuszczony budynek - zameldowała Ana wychylając się zza krzaków. Było to dziwne miejsce. Między innymi dlatego, że otaczały je góry, z których atak był banalnie prosty. W dodatku jedyną drogą ucieczki był mały wąwóz, który łatwo dało się zablokować. Ale była rzecz, która jeszcze bardziej zajęła jej myśli. O ile poprzednia baza Żniwiarza rzeczywiście wyglądała jak dawno opuszczony obiekt na szybko przywrócony do względnie sprawnego operowania, tak ten wydawał się naprawdę opuszczony. Od dawna - Ani żywego ducha… jesteś pewien, że to tu?
- Na sto procent. Nie ma mowy o pomyłce, zatrzymali się tu. Być może już wyruszyli, ale mieli tu postój.
- Dajcie wizję - Przerwał mu Jack - Z góry musi być piękny widok… - Ana porozumiewawczo kiwnęła w stronę Wdowy. Ta beznamiętnie odwróciła się w stronę budynku i aktywowała wizjer. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Siwowłosa założyła, że żołnierz po prostu analizuje budynek, że przez ostatnie wydarzenia po prostu zajmuje mu to ciut więcej czasu.
- Faktycznie opuszczony - odezwał się w końcu - Nikogo nie ma w środku?
- Nikogo - odpowiedziała szybko Wdowa - Chyba że mają ołowiowe ściany - dokończyła z ironią w głosie.
- Szczerze mówiąc spodziewałem się tego, byłem nawet pewien że zdąży zwiać... ale… - chwilowa pauza - ...ten budynek wygląda na naprawdę nietknięty.
- Iść dalej? - wtrąciła Ana.
- Chyba zwariowałaś - szybko uciął - Po Tobie takiego pytania się nie spodziewałem. Schodzicie i szukacie jakichkolwiek poszlak. Wiemy, że na jakiś czas się tu zatrzymali. Musieli zostawić jakieś ślady. Nie zdążyli ich zatrzeć w tak krótkim czasie - Ana kiwnęła głową, mimo że zdawała sobie sprawę z tego, że Jack nie może jej zobaczyć.
- Jasne. Schodzimy.
Szok. To pierwsze co odczuli, gdy to zobaczyli. Ana myślała, że nie znajdą nic, że Winston się pomylił. Jack sądził, że znajdą choćby maleńki ślad. Ale czegoś takiego… nikt się nie spodziewał. W jednym z pomieszczeń znaleźli ciało, przykryte znajomym, czarnym płaszczem. Spalonym płaszczem. Zamiast twarzy miał coś w rodzaju maski kościotrupa. Całej czarnej, przysmolonej. Widok był… porażający.
- Podróba - wymamrotał beznamiętnie Jack - Szukajcie dalej - Jednak nikt się nie ruszył. Wdowa nie spuszczała wzroku z kościotrupiej twarzy. Wyglądała na zamyśloną i zdeterminowaną jednocześnie. Cała reszta była w czystym szoku. Mimo postępu technologii nikt zza biurka nie mógł zobaczyć ciała tak wyraźnie, jak oni. Lena przełknęła ślinę. Powoli zbliżyła się. I uklęknęła. Mechanicznie sięgnęła obiema rękami do kościotrupiej twarzy. Złapała ją i zaczęła ciągnąć, ale okazało się to być trudne. Nie z powodu tego, że maska była mechanicznie trudna do zdjęcia. Nie, to coś innego. W końcu Lena pociągnęła mocniej. Oderwało się. Zanim cokolwiek można było dojrzeć, widok zasłonił gwałtowny czarny dym, a słuch zagłuszył nagły świst, który przyprawiał o ciarki na plecach. Po kilku chwilach niepokojący dźwięk i tajemniczy dym rozrzedziły się. I Lena zobaczyła, co chciała zobaczyć.
