Bardzo, bardzo mocno dziękuję mojej becie, Himitsu, za zaopiekowanie się tą miniaturką.

Ariano, a tych kłótni wcale nie było w ich życiu tak mało, prawda? ;) Chłopaki z jednej strony świetnie się dogadują, jak z pewnością nie potrafiliby z nikim innym, a z drugiej strony kłócą się tak często, że trudno wyobrazić ich sobie bez ich zwykłego przekomarzania. Edge, taak, opiekuńczy Tom to coś, co z pewnością bardzo do niego pasuje i co jest dość... urocze. Cieszę się, że nie rzuciły ci się w oczy żadne błędy, staramy się jak tylko możemy, aby było ich jak najmniej :). Star1012, bardzo dziękuję za komentarz! :) Co do Dursleyów - z jednej strony również i mnie jest ich żal, a z drugiej właściwie Tom w końcu zrobi coś, co ktoś zrobić powinien już dawno temu: pokaże im, że znęcanie się w jakikolwiek sposób nad dzieckiem nie jest dobre. Itami Namida, miło mi słyszeć, że ci się podobało. No i że Tomowi udało się pozostać sobą :). Odpowiadając na twoje pytanie - nie, niestety nie ma kontynuacji tej miniaturki. Możemy sobie tylko wyobrażać, co stało się, kiedy Tom i Harry wrócili do domu.

Dziękuję również za wasze komentarze. Czytało mi się je oczywiście z wielką przyjemnością. Cieszę się, że wciąż interesują was historie związane z Tomem i Harrym :). I że, mam nadzieję, wciąż chociaż trochę pamiętacie o "Ulubieńcu Losu" :).

Miłego czytania.


Wybraniec Przeznaczenia

Miniaturka 4

Dedukcja pijanego

Harry zamrugał na obraz, który się przed nim pojawił, przerywając swój tok myślowy.

Co do diabła?!

Podszedł ostrożnie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma jakichś halucynacji.

Nie, to rzeczywiście był Tom. Jego przyjaciel szybko odwrócił głowę, trzymając w ręku jedną butelkę, podczas gdy druga leżała na ziemi obok niego.

- Jesteś pijany? – zapytał z niedowierzaniem Harry. Tom przewrócił oczami.

- Tylko troszeczkę… chodź, usiądź, kochanie, dołącz do mnie. – Tom poklepał wolne obok siebie miejsce na ławce.

Jego głos był odrobinę bełkotliwy. Taa, Harry był pewien, że tylko „troszeczkę".

Rozejrzał się po terenie Hogwartu – znajdowali się obok ogromnego, czarnego jeziora. Wszędzie wokół nich zalegała lekka pokrywa śniegu. Był początek stycznia. Na dworze było mroźno i Harry potarł o siebie swoje powoli siniejące dłonie, mocniej owijając się kurtką, przyglądając się niewzruszenie swojemu towarzyszowi.

Tom miał na sobie płaszcz, ale był on cienki i rozpięty, co pozwalało wiatru uderzać o jego nagie ramiona. Nie miał pod sobą nic, prócz koszuli. Harry zaklął.

- Na Salazara – mruknął. – Musisz zamarzać. I co tak w ogóle robisz na zewnątrz?

- Piję. – Tom uniósł butelkę w toaście i pociągnął z niej kolejny, długi łyk.

- Dlaczego?

- No cóż, po pierwsze: dzięki temu jest mi ciepło – oświadczył Tom, znów machając do niego niecierpliwie, aby usiadł.

Harry zawahał się, a śnieg pod jego nogami zaskrzypiał, białe kryształki osiadły na jego zdecydowanie nie-zimowych butach.

- Ciepło może być ci również dzięki - wiem, to zaskakujące - nie wychodzeniu na tak absurdalnie niskie temperatury z tak głupią ilością ubrań – odparł sucho. – Chodź, wejdziemy do środka – namawiał.

Tom spojrzał na jego wyciągniętą rękę, chwytając ją, i kiedy tylko Harry chciał już zacząć ciągnąć swojego przyjaciela w stronę zamku, ten szarpnął nią tak mocno, że runął na śnieg u stóp Toma. Młody Czarny Pan roześmiał się otwarcie.

Harry uniósł brew na dziecinność jego zachowania, prychając, próbując wstać, kiedy – lodowata! – ręka Toma owinęła się wokół jego bioder i pociągnęła go, zmuszając niezdarnie do zajęcia miejsca na ławce. Ręka pozostała na wcześniejszym miejscu, trzymając się go jak mróz roślin.

- Jesteś ciepły – stwierdził w wyjaśnieniu Tom, kiedy zdezorientowany Harry odwrócił głowę, aby na niego spojrzeć.

- A ty bardzo zimny – zripostował Harry, przewracając oczami. – Naprawdę. Chodź do środka, zaraz zachorujesz lub coś w tym stylu, a sam Merlin wie, że będziesz wtedy jeszcze bardziej nieznośny… Ała! – krzyknął. – Czy ty właśnie mnie uszczypnąłeś?

- Nie jestem nieznośny – rzucił nadąsany Tom, a jego ciemne oczy zabłysły niebezpiecznie. Harry modlił się o cierpliwość, i to jeszcze anielską.

- Nie, jesteś pijany. – Westchnął. – I jak tak dalej pójdzie, dostaniesz hipotermii… chodź do środka, dobra? Możesz pić w Pokoju Wspólnym… Jak w ogóle udało ci się zdobyć alkohol?

- Bo jestem geniuuuszem – wycedził Tom, którego nastrój znów najwyraźniej zmienił się na stosunkowo dobry. A Harry myślał, że miał niezłe wahania nastrojów, kiedy był trzeźwy! - Wiesz… - zaczął z zamyśleniem Tom - ...że w celu leczenia i zapobiegania hipotermii powinno się zdjąć swoje ubrania i dzielić ciepłem własnego ciała poprzez spanie z kimś w jednym śpiworze lub coś takiego?

Tom wziął kolejny łyk ze swojej butelki i rozdrażniony Harry sięgnął po nią, ale Tom jedynie uniknął jego ręki.

- Na razie wiem, że jesteś pijany – mruknął Harry.

- Naprawdę tak jest!

- Nie obchodzi mnie, czy tak jest. Nie będę rozbierał się na środku Hogwartu, aby zaspokoić twoją nagłą potrzebę wyjścia na dwór w środku zimy, jeśli to właśnie sugerujesz – odparł Harry, rozdarty pomiędzy rozbawieniem, przerażeniem a irytacją. – Zwłaszcza, gdy tuż obok znajduje się cudownie ogrzewany zamek, do którego możemy się udać.

Tom jedynie przez chwilę spoglądał na niego z ukosa, sprawiając wrażenie niemal trzeźwego z powodu oceniającego wyrazu, jaki przybierała obecnie jego twarz. Następne słowa zniszczyły jednak to złudzenie.

- Powinieneś być bardziej pijany – powiedział mu dziedzic Slytherina niepodlegającym dyskusji tonem.

Harry parsknął, kręcąc głową, oniemiały, zaczynając czuć dreszcze. Tom wziął kolejnego łyka, wciąż mu się przyglądając, po czym wyciągnął ku niemu butelkę.

Harry wziął ją, głównie po to, by powstrzymać Toma od dalszego picia, biorąc z niej łyk, czując, jak ciecz pali mu gardło i osadza w żołądku jak kula ciepła.

- Dlaczego wyszedłeś, aby się upić, Tom? – zapytał w końcu cicho.

- Bo chciałem – oświadczył chłopak.

- Dlaczego? – naciskał Harry.

- Bo muszę pomyśleć.

- A Ognista Whisky tak bardzo polepsza twoje zdolności umysłowe? – zapytał sceptycznie Potter.

- Spowalnia je, dzięki czemu mogę wybrać co przejdzie przez moje osłony – oznajmił Tom. Harry zdał sobie sprawę, że jego słowne zahamowania znów musiały być zmniejszone. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać…

- Twoje osłony?

- Ściany, za którymi kładę rzeczy, o których nie lubię myśleć – wyjaśnił Tom, wciąż na niego patrząc. – Jesteś zimny.

- Jest minusowa temperatura! – wykrzyknął Harry. – Oczywiście, że jestem zimny, właśnie dlatego staram się przekonać cię do kontynuowania tego wszystkiego w środku.

- Nie jesteś mugolem – rzucił Tom. Harry zmarszczył brwi.

- Co…? – zaczął, próbując nadrobić te etapy rozmowy, które musiały zostać pominięte.

Tom westchnął ciężko, po czym chwycił mocno rękę Harry'ego i szarpnął nią bliżej siebie, tak blisko, że byli całkowicie do siebie przyciśnięci, drugą ręką rozpinając płaszcz. W następnej sekundzie Harry'ego ogarnęło błogie ciepło, jak gdyby trafił na termofor, a jego oczy rozszerzyły się. Miękki, jedwabisty materiał opadł na jego ramiona, a dłoń Toma trzymała go, wraz z Harrym, w odpowiednim miejscu.

Zaklęcie ogrzewające. Tom rzucił na swoje ubrania i płaszcz zaklęcia ogrzewające.

Oczywiście.

Nie był na tyle głupi, nawet jako pijany, aby zamarznąć na śmierć. Riddle znów spojrzał na niego, a jego oddech łaskotał mu skórę, kiedy powtórzył:

- Nie jesteś mugolem.

Harry skinął głową, tym razem rozumiejąc, i umieścił zaklęcie ogrzewające również na własnym ubraniu. Tom uśmiechnął się lekko z aprobatą.

- Zatem co takiego, czego zazwyczaj unikasz, próbujesz przemyśleć? – zapytał znów po chwili Harry.

- Czas – stwierdził z obrzydzeniem Tom. I wraz z tymi słowami, Harry zamarł po raz kolejny.

- Czas? – powtórzył drżącym głosem, ledwie ośmielając się mieć choćby trochę nadziei. – Co z nim?

Tom wysłał mu ostre spojrzenie.

- Zastanawiam się, dlaczego zawracam sobie nim głowę, skoro za pomocą kilku wolnych wyborów mogę roztrzaskać wszystko na kawałki…

- No cóż – powiedział ostrożnie Harry, czując dziwną pustkę. I zaufaj tu Tomowi! Kiedy był pijany, był tak introspekcyjny* i… - Mówię ci to cały czas. Dlaczego jest to czymś, o czym nie chcesz myśleć? Przecież tak właśnie powinieneś zrobić – oznajmił. Jego wnętrzności ścisnęły się boleśnie.

- Właściwie próbuję zrozumieć, co takiego jest w tobie, co sprawia, że stanie się nim, tą słabą opcją samego siebie, jest dla mnie tak możliwe do przyjęcia. – Tom skierował twarz bardziej bezpośrednio do niego, przyglądając mu się.

- Nie mogę na to odpowiedzieć – powiedział cicho Harry. – Osobiście nie mam po…

- Skończ to zdanie, a wrzucę cię do jeziora – obiecał Tom, troszeczkę zbyt mocno uderzając go w ramię. Harry spojrzał na niego nieufnie.

Gdyby Tom był trzeźwy, pchnąłby go, ale jako że nie był… Harry naprawdę nie wiedział, co zrobić. Przez chwilę wytrzymał na sobie wzrok Toma, po czym odwrócił spojrzenie.

- Masz w sobie coś, Harry – kontynuował cicho Tom, a jego wzrok wwiercał mu się w głowę. – A ja nie potrafię tego nazwać.

- Nie rozumiem, dlaczego wiążesz się z przyszłością, której nie pragniesz – stwierdził cicho Harry, zastanawiając się, czy upojenie Toma i jego zahamowania słowne obniżone są na tyle, aby w końcu uzyskał na to odpowiedź.

Wcale go nie wykorzystywał; używał nadarzających się okazji. Okej, wykorzystywał go. Ale był pewien, że Tom zrobiłby dokładnie to samo, gdyby ich role się odwróciły.

- Wiem, że twierdzisz, iż nie możesz być beze mnie Tomem, ale… jestem pewien… mógłbyś być innym Tomem? I innym Voldemortem?

Raniło go powiedzenie tego, ale mógł to zaakceptować.

- I mógłbym spotkać jakiegoś nowego, lśniącego, całkowicie nudnego Harry'ego Pottera, który nie był i nigdy nie byłby mój? To nie byłoby to samo – oświadczył Tom, z wyraźną zrzędliwością.

- A teraz jestem twój? – Harry uniósł brew. – Nie jestem przedmiotem.

- Ale i tak jesteś mój – powiedział z wielką satysfakcją Tom. – Nie byłbyś tym, kim teraz jesteś, gdyby nie ja.

- Ale, idąc tym tropem, technicznie rzecz biorąc sprawia to, że ty również jesteś mój – zauważył Harry, zastanawiając się, kiedy ta rozmowa stała się tak surrealistyczna.

- Oczywiście. – Tom wysłał mu dziwne spojrzenie. – Należymy do siebie. Od wieków ci o tym mówiłem. – Harry zamrugał.

- Chyba zaczynam rozumieć, skąd biorą się te wszystkie plotki… - stwierdził drżącym głosem, zdenerwowany intensywnością emocji Toma. – Chociaż to i tak śmieszne – dodał szybko, przewracając oczami pod wpływem pijanego, ale bez wątpienia uważnego spojrzenia Toma. – Gdybyśmy się w sobie podkochiwali, nasza historia byłaby zbyt bajkowa… a bajki nie są zbyt szczęśliwe.

Miał mętlik w głowie, a Tom odwrócił się, aby spojrzeć na niego jeszcze bardziej bezpośrednio, wykręcając się na ławce. Harry opuścił wzrok na butelkę, którą trzymał w ręce.

- Powinienem przestać to pić – powiedział stanowczo, chociaż wiedział, że nie był nawet podpity.

- Podkochuję się w tobie? – zapytał po chwili Tom z nutką zrozumienia w głosie, marszcząc lekko brwi. Harry poczuł, że jego policzki zaczynają się rumienić.

- Mówiłem tylko, że… Ale… Pytasz mnie, czy się we mnie podkochujesz? – wyjąkał, skonsternowany. – Skąd mam wiedzieć?

- No cóż, wydajesz się taki pewny, że się w sobie nie durzymy, zatem musisz wiedzieć, jak to jest być w kimś zakochanym, aby móc to porównać – powiedział Tom, irytująco logicznie.

Chciał umrzeć ze wstydu.

- Um… - urwał, przeczesując dłonią włosy. – Po prostu się to wie, nie?

Tom przechylił głowę.

- Więc w nikim się nigdy nie podkochiwałeś? – dopytywał się Ślizgon.

- Ja, ta… no cóż, w pewnym sensie. Oczywiście. Cho. Tyle że ona lubiła Cedrika. Um… nie miałeś być geniuszem? Nie powinieneś już wiedzieć o tym wszystkim? – mruknął Harry.

- Więc jak to było się w niej podkochiwać? – zapytał Tom. Nastąpiła cisza, podczas której chłopiec spojrzał na niego wyczekująco.

- Naprawdę? – zapytał Harry. – Pytasz się mnie, jak to jest się w kimś podkochiwać? Nigdy wcześniej się w nikim nie durzyłeś?

- Nie wiem – stwierdził Tom. – Co się czuje, kiedy się w kimś podkochuje? – Tom zmrużył oczy, kiedy Harry wysłał mu sceptyczne spojrzenie. – Psychopata – przypomniał mu z rozdrażnieniem dziedzic Slytherina.

Harry'emu zaschło w ustach, próbując przypomnieć sobie tych kilka dziewczęcych rozmów, które kiedykolwiek próbowała przeprowadzić z nim Hermiona, a także Cho. Było to dla niego tak odległe.

- Errr, uważa się, że ten ktoś jest śliczny? Czuje się wokół niego nerwowym? Chce się z nim spędzać czas?

- Nie wydajesz się zbyt pewny – zauważył Tom, ponownie sięgając po butelkę. Harry wziął z niej kolejny łyk, nie dając mu jej, decydując, że Tom był już wystarczająco pijany, aby prowadzić tę rozmowę, a on zbyt trzeźwy, aby sobie z nią radzić.

- Każdy odczuwa to inaczej – warknął defensywnie. Na twarzy Toma pojawił się uśmieszek.

- Sprawiam, że jesteś speszony?

- Nie! – burknął Harry. Uśmieszek Toma poszerzył się, po czym zamienił się w melancholijny, może nieco rozdrażniony.

- Cóż, nie sądzę, byś był odrażający… nigdy nie jestem nerwowy, a twoje towarzystwo uważam za znośne. Sprawia mi ono również przyjemność. – Tom przyglądał się mu w sposób zupełnie niepasujący do pytań, na jakie poszukiwał odpowiedzi. – Uważasz, że jestem brzydki?

Harry parsknął.

- Wszystkie dziewczyny się w tobie kochają, oczywiście, że nie jesteś brzydki, idioto! – zamilkł, kiedy te słowa opuściły jego usta, pośpiesznie korygując to, do jakich błędnych wniosków można by z ich powodu dojść. – Nie żebym osobiście uważał cię za atrakcyjnego, ja po prostu… Salazarze, dlaczego zawsze zadajesz tak niezręczne pytania?

Tom zamrugał.

- To proste pytanie dotyczące estetyki. Nie czułbyś się niezręcznie, gdybym zapytał czy uważasz Greengrass za brzydką, czy nie – zauważył dziedzic Slytherina, znów z tą samą irytującą logicznością. – Co to za różnica?

- Ty, no cóż, ty to ty – powiedział Harry, próbując to wyjaśnić.

- I co takiego różni mnie od wszystkich innych? – zripostował sucho Tom. Oczywiście nie udało mu się tego wystarczająco dobrze wytłumaczyć.

Wziął kolejny łyk alkoholu, odpychając rękę Toma, kiedy jego przyjaciel ponownie po niego sięgnął.

- Jesteś facetem! – wypalił.

- Jesteś niezwykle bystry, skoro to zauważyłeś… I jakie to niby ma znaczenie przy pytaniu, czy uważasz mnie za atrakcyjnego?

- Facet nie mówi innemu facetowi, że uważa go za ślicznego – prychnął Harry, pragnąc zwinąć się w kłębek. – Lub przystojnego, cokolwiek.

Tom rzucił mu spojrzenie, pod wpływem którego poczuł się niezwykle głupio z powodu powiedzenia tego.

- Nie – powiedział krótko Harry. – Nie uważam, że jesteś brzydki, przynajmniej na tyle, na ile się na tym znam.

- No, widzisz, to nie było takie trudne, prawda? – wycedził młody Czarny Pan. Harry skrzywił się. – Poza tym, widać wyraźnie, że raczej nie masz nic przeciwko mojemu towarzystwu, sam też przyznałeś, że zawsze jesteś w moim towarzystwie emocjonalnym wrakiem…

- Byłem pijany, kiedy to mówiłem! – jęknął Harry, ale został zignorowany. Tom przyglądał się mu poważnie, wyglądając na nieco zaintrygowanego.

- Wszystkie dowody wskazują na to, że się w sobie podkochujemy.

Zamierzał błagać Snape'a o jakiś trzeźwiący eliksir.


* introspekcja – analiza własnych stanów psychicznych, myśli i przemyśleń