Rozdział 12

Po odnalezieniu Naruto, Sasuke przekazał strażnikom mężczyznę, który zaatakował szesnastolatka. Nikt nie pytał, dlaczego pojmanemu brakuje kilku zębów, miał opuchniętą twarz, połamane kości i wyglądem przypomina bardziej zmielone mięso niż człowieka. Mimo, że dwudziestolatek służył dopiero rok w anbu, był już dobrze znany z bycia brutalnym i doskonałym strategiem. Nie dorównywał jeszcze Narze, który czasami z nimi współpracował, ale z czasem był gotów go prześcignąć. Często brał na siebie najtrudniejsze zadania, dlatego strażnicy woleli nie pytać, czemu pojmany był w takim, a nie innym stanie. Sam mężczyzna również milczał i tylko zerkał na Uchihę oczami wypełnionymi pierwotnym strachem.

Po załatwieniu tej sprawy Sasuke skierował swoje kroki do „Sake". Tam przekazał najbliższym szesnastolatka, że go odnalazł, ale na razie nie może wrócić do wioski i niech się o niego nie martwią, bo jest pod dobrą opieką, a sam postara się go jak najczęściej odwiedzać. W ten sam sposób spełniał obietnicę, jaką złożył chłopakowi.

Odwiedzał go przynajmniej raz dziennie. Wciąż miał urlop, na który wysłał go przełożony, więc nie miał nic do roboty, chociaż w ostatnim czasie zaczął nadzorować budowę domu, który znajdował się na pograniczu lasu. Był daleko od wioski, ale nie tak daleko, żeby uznać to za odludzie. Las za to był bliziutko, można było uznać, że gaj był ich ogrodem. Budował go z nadzieją na to, że Naruto zmieni zdanie i z nim zamieszka.

Pewnego razu przybiegł do jaskini z zamiarem powiedzenia chłopakowi, że mogą już zamieszkać razem, jeśli Naruto tylko zechce. Dom był już gotowy i Sasuke uważał, że mu się spodoba. Nie zastał jednak ani chłopaka ani demona, przynajmniej nie w takiej formie, jakiej się spodziewał.

Na podłodze pieczary siedział młody, delikatnej budowy mężczyzna. Jego włosy w kolorze słońca przetykane czerwonymi pasemkami były roztargane, ubrany był w czarne spodnie i tego samego koloru bezrękawnik. Sasuke wiedząc, że Naruto nikomu nie zdradził swojej kryjówki, wyjął broń i zbliżył się do nieznajomego z zamiarem zaatakowania go, ale powstrzymały go słowa, które powiedział mężczyzna.

— Czemu się tak skradasz, Sasuke? Zawsze wiem, gdy przychodzisz. Naruto też powoli uczy się korzystać ze swoich wyczulonych zmysłów.

Uchiha znał ten głos.

— Kyuubi?

Mężczyzna uniósł głowę i spojrzał na niego swoimi czerwonymi tęczówkami.

— Dopiero teraz mnie poznałeś? Rodzaj ludzki naprawdę jest opóźniony — westchnął. Chłopak na to nie zareagował. Przyzwyczaił się do tego, że demon uważał ludzi za gorsze istoty. Musiał się z nim po części zgodzić, jeśli brać pod uwagę tylko siłę demonów i ludzi, demony zdecydowanie wygrywały w tej rywalizacji.

— Usiądź, chce z tobą porozmawiać. — Wskazał mu miejsce obok siebie. — Choć widzę, że też masz do mnie jakieś pytania.

Sasuke zajął miejsce przy demonie, choć niezbyt blisko. Nie był jeszcze na tyle naiwny by mu ufać, nawet, jeśli był ojcem Uzumaki'ego.

— Gdzie jest, Naruto? — zadał pierwsze pytanie, jakie mu się nasunęło.

— W lesie. Zleciłem mu pewne zadanie i nie wróci jeszcze przez pewien czas, nie musisz się o niego martwić.

— Co to za forma? — Gdy zadał to pytanie, lis zaśmiał się rozbawiony.

— Zwykła. Jak myślisz, czy jako lis mogłem spłodzić syna?

Zdając sobie sprawę z absurdalności swojego pytania, Sasuke odwrócił wzrok. Zauważył, że mężczyzna był bardzo podobny do Naruto. To właśnie po nim chłopak odziedziczył delikatną budowlę ciała i blondwłosą czuprynę, chociaż bez rudych pasemek.

— Dlaczego więc zawsze widziałem cię w postaci lisa?

— Bo jest moją prawdziwą postacią, ta forma jest taka ciasna. — Rozciągnął się demonstrując swoje niezadowolenie. — Przybieram ją tylko wtedy, gdy jest to konieczne, tak jak wtedy, gdy zakochałem się w matce Naruto. On sam widział mnie w niej tylko parę razy.

— Czemu zdecydowałeś się przybrać ową formę przy mnie? — zapytał podejrzliwie Sasuke.

— Już mówiłem, chciałem z tobą porozmawiać, a wydawało mi się, że ta forma jest odpowiedniejsza. Sam przyznasz, że wolisz rozmawiać z człowiekiem niż z lisem.

Sasuke nic na to nie powiedział, tylko zadał ostatnie pytanie:

— To, o czym chciałeś rozmawiać?

— O Naruto. Musze już opuścić ten świat, i tak już za długo w nim przebywałem. Moi podwładni zaczęli się burzyć. — Sasuke już dawno przypuszczał, że Kyuubi musi być ważną osobistością w świecie demonów. — Na początku zastanawiałem się, czy nie zabrać go ze sobą. Jest już tak duży, że potrafiłby się obronić przed innymi demonami, a nawet samemu dać im nieźle w skórę, ale zmieniłem zdanie. Naruto jest zbyt przywiązany do tego świata. Może nie tyle do tego świata, co do ciebie. — Skierował na niego swój wzrok. — Chciałbyś wiedzieć, o kim najczęściej opowiadał mi Naruto? O tobie. Prawie wszystkie jego szczęśliwe i smutne chwile łączyły się z tobą. Nawet jak miał osiem lat i miałem ochotę cię zamordować za zranienie mojego potomka, on mnie powstrzymał, chyba już wtedy coś do ciebie czuł. Na pewno jeszcze nie miłość, bo był za mały, ale szacunek i podziw dla twoich umiejętności. Później się rozstaliście, aż los znów sprawił, że się spotkaliście, a ty zostałeś jego klientem. Ciężko było mi wyciągnąć z niego to, że bał się twojego dotyku, ale się temu nie dziwię. Demony są zawsze ostrożne w dobieraniu partnerów. Musimy strzec się stosunków, bo często okazuje się, że podczas nich możemy zostać zabici przez swoich partnerów. Nie mogę wciąż się nadziwić, że udało ci się tak szybko nakłonić go do takiej bliskości, choć jeszcze nie stracić cnoty. — Uśmiechnął się, a Sasuke pod wpływem tego uśmieszku zadrżał ze strachu. — Później ten napad, który go wzburzył. Przybiegł wtedy do lasu i go odnalazłem. Po wyjaśnieniu kilku spraw zamieszkał tu ze mną. Ja zapewniłem mu wszystko, czego potrzebował, ale on wciąż tęsknił za tobą. Wtedy nagle się pojawiłeś i nie zląkłeś jego postaci, i dobrze, bo inaczej bym cię zabił — powiedział ostro i chłopak nie miał wątpliwości, że zrobiłby to. — Odwiedzałeś go i okazywałeś mi należyty szacunek, dlatego, gdy muszę opuścić mojego jedynego potomka postanowiłem, że zostawię go pod twoją opieką. — Wstał i skierował się w stronę wyjścia z jaskini. — Ufam, że się nim zaopiekujesz. Jest rozdarty między dwoma światami. Pamiętaj też, że wiem, gdy mojemu synowi dzieję się krzywda —ostrzegł zanim otoczyła go pomarańczowa mgiełka, po chwili, mgła opadła, a mężczyzna zniknął zostawiając Sasuke samego w jaskini.

— Możesz być pewny Kyuubi, że zajmę się Naruto i postaram się, żeby nic mu się nie stało — powiedział cicho, kierując te słowa do lisa. Był pewny, że ten go słyszy, mimo że już go tutaj nie było.

Skierował swoje kroki pod ścianę jaskini i usiadł pod nią, opierając plecy o skałę. Miał zamiar zaczekać na Naruto, wszystko mu wyjaśnić i spróbować go przekonać, żeby z nim zamieszkał.

OoO

— Sasuke? — Obudziło go szarpanie za ramię. Najzwyczajniej na świecie zasnął, oczekując na chłopaka. Uchylił powieki i spojrzał w przestraszone oczy Naruto, który klęczał tuż przy nim. — Gdzie jest Kyuubi? — spytał. Wydawało, że z każdą chwilą staje się coraz bardziej przestraszony.

— Naruto — powiedział, chwytając jego ramiona, całkowicie pozbywając się senności. — On odszedł, to nie jest jego świat, nie mógł w nim przebywać za długo.

— Zostawił mnie! — Wargi chłopca drżały.

— Chciał cię zabrać ze sobą, ale uznał, że jego świat nie jest dla ciebie — próbował mu spokojnie to wytłumaczyć.

— Jeśli jego świat jest nie dla mnie i świat ludzi mnie nie chce, to gdzie jest mój świat?

Naruto nie potrafił powstrzymać łez, które zaczęły spływać mu po policzkach. Sasuke nie mógł powiedzieć, że go rozumie, bo nikt nie mógł go zrozumieć, ale przynajmniej wiedział, że te łzy są naturalną reakcją. Te wszystkie informacje spadły na chłopaka tak niespodziewanie kiedy był sam, bez niego, czego zresztą Sasuke nadal nie mógł sobie wybaczyć. Jednak to się już stało, a teraz mógł tylko próbować udowodnić Naruto, że mu na nim zależy.

— Pozwól, żebym to ja był twoim światem —wyszeptał i schwytał w swoje dłonie jego policzki. Zlizując z nich łzy, całował delikatnie jego twarz i szeptał, że go kochał i nigdy nie opuści. Powoli chłopak się uspokajał, pozwolił, żeby Sasuke ułożył go na ziemi, potrzebował teraz bliskości, czułości ze strony Sasuke. Założył swoje dłonie na jego karku i przyciągnął go do siebie w gwałtownym pocałunku. Obaj czuli smak swoich ust pomieszany ze słonym smakiem łez. Kiedy pocałunek się skończył, Sasuke zaczął sunąć swoimi ustami po szyi kochanka, robiąc po drodze malinki. Był delikatny, te pieszczoty nie były nastawione tylko na spełnienie, chciał mu pokazać, że akceptuje go takim, jakim był i nie zrobi mu krzywdy. Wciąż pamiętał słowa demona, że dla jego rodzaju stosunek może być sprawą życia i śmierci i bardzo rzadko pozwalają komuś, aż tak się zbliżyć.

Powoli obserwując reakcję chłopaka, ściągnął z niego koszulkę. Widać było, że Naruto był zmieszany, ale po chwili nie był zdolny myśleć o swoim wstydzie, tylko o dłoniach i ustach chłopaka, które pieściły jego tors oraz brzuch. Z jego ust wciąż wymykały się jęki przyjemności. Pozwolił, żeby chłopak zdjął z niego ostatnią sztukę odzieży i leżąc tak obnażony, obserwował jak Sasuke zdejmuję z siebie ubranie.

Kiedy Uchiha był nagi powrócił do niego, głaszcząc dłońmi jego uda, co rusz wędrując do jego najskrytszego miejsca. Naruto jęknął, gdy jego ciało samo zareagowało. Uniósł biodra i spojrzał na niego z niemą prośbą. Chciał go poczuł w sobie, zapomnieć o wszystkim i skupić się tylko na ich wzajemnej bliskości. Sasuke posłusznie ułożył się między jego nogami, unosząc je wyżej. Nakierowując swoją męskość na jego wejście powiedział cicho, nie chcąc niszczyć atmosfery, która zapanowała między nimi:

— Może zaboleć.

Naruto kiwnął głową, dając znak, że rozumiał i nie przeszkadzało mu to. Sasuke spojrzał na niego jeszcze raz i wszedł w niego, najdelikatniej jak tylko potrafił. Widział, że przez jeden ulotny moment twarz pół demona wykrzywiła się w lekkim grymasie, ale wydawało się, że niezbyt go to zabolało, jednak Sasuke chciał być pewny. Nie poruszał się, chociaż był na granicy wytrzymałości! To było takie cudowne uczucie, być otoczonym przez te wszystkie mięśnie. Jego wszystkie wyobrażenia nie oddawały nawet połowy rozkoszy, którą czuł.

Naruto, widząc, co się z nim dzieje, przytulił się do jego ciała unosząc biodra. Sasuke jęknął, czując ten ruch. Nie mógł się powstrzymać. Całując ramiona, szyję i twarzyczkę ukochanego poruszał się długimi drażniącymi ruchami. Na początku się bał, że robi mu krzywdę, ale rozluźnił się, gdy usłyszał prośbę chłopaka:

— Mocniej.

Spełnił ją z przyjemnością. Podparł się na łokciach i zaczął wykonywać gwałtowniejsze ruchy. W pewnym momencie jęknął, a Naruto krzyknął. Natrafił na jego wrażliwy punkt, przez co chłopak zareagował spięciem mięśni i krzykiem, co miało wpływ także na Uchihę. Dostrzegając, że im obu sprawiało to przyjemność, zaczął punkt robić ten sam ruch. Nie potrzebowali dużo czasu by osiągnąć spełnienie. Udało im się w tym samym momencie. Mogli nazywać się szczęściarzami, nawet doświadczonym parom rzadko się to udawało.

Leżeli na ziemi wtuleni w siebie. Sasuke bawił się jego włosami na karku kochanka. Czuł się absolutnie szczęśliwy, nigdy nie był tak radosny, ale co z Naruto?

— Żałujesz? — spytał.

Naruto pokręcił głową i spojrzał mu w oczy.

— Mówiłeś poważnie? To, że możesz być moim światem? — zapytał niepewnie.

— Tak, jeśli tylko będziesz chciał. Mam nawet wybudowany już dom, daleko od wioski. Mieszkańcy o nim nie wiedzą, a jednocześnie nie tak daleko od „Sake", żebyś mógł się widywać z Tsunade, Iruką, Kakashi'm i innymi.

— Nasz dom?

— Tak. Tylko powiedź, że ze mną zamieszkasz — powiedział, całując go w drżące usta.

— Tak! — zawołał i wtulił się w niego gwałtownie.

OoO

Jednak jeszcze kilka dni po tym zdarzeniu Naruto przebywał w lesie. Sasuke przeniósł wszystkie jego rzeczy z „Sake" do domu, uprzedzając wcześniej mieszkańców domu publicznego, że Naruto zdecydował się z nim zamieszkać. Tsunade przyjęła to z zadowolonym uśmieszkiem, a Iruka z lekkim niepokojem, który od razu ugasił Kakashi. Wszyscy się cieszyli, że Naruto do nich wracał. Obiecali mu, że nie powiedzą mieszkańcom wioski o tym, że będą teraz razem mieszkali. Sasuke wyjaśnił im sytuację i powiedział, kim był ojciec Naruto. Przyjęli to nawet spokojnie. Jak stwierdzili: „To, że jego ojcem jest demon, nie zmienia faktu, kim jest. Naszym chłopcem, którego znaleźliśmy szesnaście lat temu na progu i przyjęliśmy z otwartymi ramionami." Uchiha czuł zadowolenie z takiej odpowiedzi.

Przygotowawszy wszystko, przyprowadził Naruto do ich wspólnego domu. Było widać, że dom jak i okolica spodobały się nastolatkowi. Rok później Sasuke zaciągnął go do anbu, bo chłopak miał niewyczerpane zasoby energii i chciał coś robić. Nikt go nie poznał, bo zawsze nosił na swojej twarzy lisią maskę. Odrobinę ironiczne, ale on twierdził, że mu ona pasuje i w pewnym stopniu Sasuke się z nim zgadzał.

Kiedy zobaczono umiejętności Uzumaki'ego, bez żadnych sprzeciwów przyłączono go do anbu, a Sasuke się postarał, żeby trafił do jego oddziału. Po tym jak odnalazł Naruto, znów nikt nie mógł mu dorównać na misjach i w niedługim czasie został kapitanem jednej z jednostek. Dzięki temu mógł mieć oko na ukochanego, ale jak szybko się okazało, nie musiał się o niego martwić, Naruto świetnie sobie radził i w opinii reszty oddziału miał w sobie dzikość lisa i jego spryt. Nawet nie wiedzieli, jak blisko byli prawdy! Po kilku miesiącach okazało się, że Naruto i Sasuke tworzyli świetny zespół i zdecydowano powierzać im samodzielne misje. Obu to zadowalało.

Można by napisać, że żyli długo i szczęśliwie, ale nie byłaby to cała prawda, bo nikt nie mógł żyć tylko szczęśliwie. Zdarzały się im kłótnie i ciche dni, ale można powiedzieć, że było im ze sobą dobrze.