Hermiona cicho wspinała się po setkach stopni prowadzących do Wieży Astronomicznej. Było za trzy dwunasta. Dotrzymała słowa. Nie miała większych problemów z wymknięciem się, gdyż do Harry'ego ustawiała się kolejka dziewcząt, głównie z drugiego i trzeciego roku, chcących z nim zatańczyć.

Tuż przed wyjściem mignęła jej rozciągnięta w wymuszonym uśmiechu twarz Harry'ego, gdy bardzo się starał nie złamać serc młodszych dziewczyn, które prosiły go do tańca.

- Rój fanek – powiedział Ron ze śmiechem.

Ron był zajęty opychaniem się i gorącą dyskusją z innymi chłopcami o ostatnich wyczynach Armat z Chudley.

Było cicho i czuła lekkie podmuchy wiatru na skórze. Nie miała pojęcia, co na nią czeka. Główny pokój był zamknięty. Rozejrzała się na boki.

Podeszła do otwartych drzwi na prawo. Przedsionek Wieży Astronomicznej, gdzie trzymano większość teleskopów, miał niewielki daszek ponad szafkami i stołami. Śnieg padał na jej stopy.

Kawałek dalej dostrzegła postać ubraną w szaty koloru intensywnej, ciemnej zieleni i srebra, wyglądającą jak wenecki doża.

Draco stał w ciszy, opierając się o ścianę, ze skrzyżowanymi ramionami. Jego włosy powróciły do swojego koloru jasnego blondu. Na jego poważnej twarzy pojawił się niewielki uśmiech.

Wpatrywał się w nią przez kilka sekund. Zapamiętywał jak wygląda, a chciał zapamiętać to na zawsze. Sukienkę, białą ze złotymi ornamentami przy dekolcie i brzegach, włosy, zaczesane do góry z kilkoma kosmykami pozostawionymi luzem, okalającymi jej owalną twarz, jej oczy... piękne pod ciemnoczerwoną maską... jej skórę... jej usta... wszystko! W końcu otworzył usta.

- Przyszłaś... znowu – roześmiał się i ona też.

Skinęła głową.

- Co chciałeś mi pokazać? – zapytała.

Położył palec na ustach.

- Ciii...

Zmrużyła oczy i spojrzała na niego uważnie, ale ucichła.

Patrzył na niebo.

- Powiedziałem, że coś dostaniesz, prawda? Nagrodę... no, oprócz róży... – uśmiechnął się szeroko. – Czy mogłabyś zamknąć oczy, proszę?

- Nie zamierzasz mnie zabić, spychając z wieży? – zapytała. Przez moment czuła się tak, jakby Draco znów zaczął wyczyniać swoje stare numery.

Potrząsnął głową z poważną miną i Hermiona zamknęła oczy z westchnieniem, zapewniając się, że nie skrzywdziłby jej w żaden sposób.

Czuła się naprawdę głupio. Co Draco sobie wyobrażał? Co zamierzał jej pokazać? Czuła się dziwnie zdenerwowana. I nie potrafiła sobie wytłumaczyć, co tutaj w ogóle robiła.

- Otwórz oczy dopiero, kiedy ci powiem.

Wzruszyła ramionami.

Usłyszała jak głęboko oddycha, szepcząc pod nosem słowa, których nie mogła rozpoznać. Zbyt cicho mówił. Czuła, jak mroźne powietrze żądli ją w nos. To była zimna noc, ale nie padało zbyt mocno. Czuła płatki śniegu spadające na jej skórę.

- Otwórz oczy – powiedział w końcu Draco. Był trochę zdenerwowany, że może jej się nie spodobać, ale co tam!

A kiedy otworzyła oczy, złapała oddech i szybko zerwała maskę z twarzy.

- O, rany! – wyszeptała, wpatrując się w nocne niebo.

Gwiazdy były dziwnie rozproszone i dostrzegała mnóstwo różnych kolorów na ciemnym niebie. Świeciły jaśniej niż kiedykolwiek i z każdym mrugnięciem zmieniały barwę. Z różowej na czerwoną, potem na jasnoniebieską jak połyskujący diament...

- Czy one... czy one się ruszają? Tańczą? – zapytała bez tchu.

Draco skinął głową.

- Jak to zrobiłeś? – na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.

Uśmiechnął się i wskazał na niebo nad nimi. Jej oczy połyskiwały pod gwiazdami, które poruszały się tak szybko! Nigdy nie widziała, żeby gwiazdy zachowywały się w ten sposób!

- Podejrzewam, że chcesz usłyszeć logiczne wyjaśnienie tego wszystkiego? – zaczął Draco, patrząc na urzeczoną Hermionę.

Skinęła powoli głową jeden raz.

- Doprowadzasz mnie do szaleństwa, wiesz? Jesteś moją gwiazdą – powiedział. – Jesteś moją szaloną gwiazdą.