Tuż przed północą Albus Dumbledore teleportował się na obrzeża małej, mugolskiej wioski Pentherick w zachodniej Kornwalii.

Przez chwilę stał nieruchomo w połowie pokrytego zgniłymi liśćmi wzniesienia, rozglądając się na boki i nasłuchując uważnie. Jedynym dźwiękiem, jaki dochodził jego uszu, był świst ostrego wiatru, niosącego słony zapach morza. Odwrócił się i spojrzał na leżącą w dole wieś. Gdzieniegdzie w oknach paliły się światła, jednak główna ulica była ciemna i opustoszała. Skąpe światła latarni nie rozpraszały jesiennego mroku, a wilgotna pogoda i porywisty wicher nie zachęcały do nocnych spacerów.

Wioska kładła się do snu.

Upewniwszy się, że nikt go nie śledzi, Albus ruszył w dalszą drogę, kierując się na szczyt wzniesienia. Szedł wąską, wydeptaną wśród zrudziałych traw ścieżką, ostrożnie stawiając stopy. Palce prawej dłoni zaciskał na trzymanej w kieszeni płaszcza różdżce.

Gdy dotarł na sam szczyt, zatrzymał się na moment i osłoniwszy oczy od wiatru, spojrzał w dół. Latem zwykł stać tu godzinami i rozkoszować się widokiem drzew, usianej kwiatami łąki, rozciągającej się niczym wielobarwny kobierzec i krętej, piaszczystej ścieżki, wiodącej niemal aż do drzwi małego domku w dolince. Teraz zaś wzdrygnął się i poprawił kołnierz. Łąka przypominała jedną wielką, czarną plamę, chmury pędziły po niebie, to odsłaniając, to zakrywając tarczę księżyca, a pozbawione liści drzewa wyglądały jak sękate, powykręcane artretyzmem dłonie. Skąpana w srebrzystej poświacie dolinka wyglądała upiornie.

Miejscowi rzadko kiedy zapuszczali się aż tutaj. Nawet latem, w biały dzień, gdy dolina była w pełnym rozkwicie, mało kto wydeptywał tu ścieżki. Wszyscy wiedzieli, że to nawiedzone miejsce. Wielu śmiałków oraz przypadkowych turystów, którzy zaszli za drugą stronę wzgórza, widziało wilki. Zwierzęta te wyłaniały się jak spod ziemi i zagradzały drogę, zupełnie, jakby stały na straży doliny, ale nie atakowały. Gdy człowiek pospiesznie się wycofywał, czując na plecach wilczy oddech, odchodził stąd cały i zdrowy.

Miejscowi podchodzili do tej sprawy dość spokojnie. Nie chodzi się do dolinki i już. Wilki nie rzucały się na ludzi, nie pojawiały się też po drugiej stronie wzgórza ani we wsi. Skoro tak, trudno. Nie wzywano myśliwych, nie próbowano urządzać obław ani polowań, a sporadyczne, przeciągłe wycie kwitowano wzruszeniem ramion. W tej małej wiosce, zamieszkałej głównie przez starszych ludzi, człowiek i wilk żyli obok siebie, nie niepokojąc się wzajemnie i szanując swoje terytoria.

Takiego właśnie miejsca potrzebował Albus.

Schodząc ścieżką w dół, widział wpatrzone w siebie liczne pary płonących ślepi. Zwierzęta obserwowały go czujnie – w końcu takie było ich zadanie – i pozwalały mu przejść. Gdy Albus dotarł już pod drzwi wejściowe niedużego, piętrowego domku, odwrócił się i uniósł dłoń. Jakby na komendę wilki zaczęły się wycofywać i powoli zniknęły w mroku.

Albus ujął kołatkę w kształcie małpiej głowy i kilkakrotnie zastukał w drzwi. Po chwili z wnętrza domu dobiegł go cichy głos:

- Tak?

- To ja, Albus Dumbledore – odpowiedział. Niemal natychmiast dało się słyszeć zgrzyt odryglowywanych zamków i drzwi uchyliły się nieco. Oczom Albusa ukazała się czujna, niespokojna twarz kobiety.

- Witam, pani Frobisher.

- Profesor Dumbledore! – drzwi natychmiast otworzyły się na całą szerokość. Albus wszedł do środka i od razu poczuł przyjemny zapach cynamonu i wanilii. Stał w wąskim, dobrze oświetlonym korytarzu i przyglądał się kobiecie, która starannie ryglowała drzwi. Bezpieczeństwo było sprawą kluczową, nie wolno im było niczego zaniedbać. Gdy pani Frobisher skończyła, Albus ostrożnie przesunął dłonią wzdłuż drzwi i skinął głową. Wszystkie zabezpieczenia działały.

- Znakomicie – oświadczył z uśmiechem, przyglądając się swojej rozmówczyni. Była to pulchna, siwowłosa kobieta o łagodnych, niebieskich oczach i wyglądzie godnym zaufania. – Czuję, że piekła pani ciasteczka.

- Specjalnie dla pana – roześmiała się pani Frobisher. – Wiem, że pan za nimi przepada. Zapraszam do biblioteki, zaraz podam kawę. I może… odrobinę whisky?

- Nie odmówię, nie odmówię. Przemarzłem na kość podczas spaceru. Co za pogoda! Zresztą w Szkocji pewnie nie lepsza – Albus roztarł dłonie. – Jak się miewa nasz pacjent?

- Znakomicie. Trochę się nudzi, ale co ma biedak robić tu, na tym pustkowiu – pani Frobisher poprawiła mankiety popielatej sukni. – Pytał o pana. Tak się cieszy, kiedy przychodzi pan w odwiedziny.

- Wiem – westchnął Albus. – Ale wszyscy wiemy, że nie ma innego wyjścia. Będzie musiał tu wytrzymać jeszcze przez jakiś czas.

Magomedyczka skinęła głową. Albus Dumbledore ruszył w kierunku biblioteki, w której, mimo późnej pory, świeciło się światło. Siedzący przy biurku mężczyzna podniósł głowę. Na widok gościa w oczach zapaliły mu się iskierki radości.

x x x x x

Zegar na wieży wybił pierwszą w nocy, gdy Fede wracała niespiesznie pogrążonymi w ciemności korytarzami. W głowie przyjemnie jej szumiało, a na języku wciąż czuła posmak mocnego, korzennego wina, którym raczyła się z Aurigą przez ostatnie kilka godzin na Wieży Astronomicznej. Spotkanie było wyjątkowo udane i obie panie stwierdziły zgodnie, że muszą je kiedyś powtórzyć. Najchętniej siedziałyby na wieży aż do brzasku, patrząc, jak noc powoli ustępuje nowemu dniu i rozgrzewając się świetnym trunkiem, jednak za kilka godzin rozpoczynały się poniedziałkowe zajęcia, na których obie musiały się pojawić w pełni przytomne i trzeźwe.

Ziewając, Fede otworzyła zaklęciem drzwi do gabinetu i weszła do środka. Było bardzo ciemno, gdyż ogień na kominku był zupełnie wygaszony. Odczekała chwilę, aż oczy przywykną jej do ciemności, po czym skierowała się w stronę bocznych drzwi, prowadzących do jej sypialni, rozpinając w międzyczasie płaszcz. Przyszło jej na myśl, że to dość niepraktyczne rozwiązanie, zbudować pokój, do której jedyne wejście prowadzi przez gabinet. W razie pożaru czy innego niebezpieczeństwa byłaby odcięta, nie mając możliwości wydostania się z sypialni wprost na korytarz. Pomyślała, że będzie musiała porozmawiać na ten temat z Dumbledorem.

Gdy tylko weszła do pokoju, poczuła na twarzy przyjemne, rozgrzewające ciepło. Tuż przed spotkaniem z Aurigą przezornie napaliła w kominku, spodziewając się, że trochę zmarznie na Wieży Astronomicznej. Październik powoli zbliżał się ku końcowi, wieczory i noce bywały już dość chłodne. Ciepły blask ognia rozjaśniał pokój, rzucając refleksy na dywan, ściany, meble, elegancki stolik i siedzącego przy nim z grobową miną Severusa Snape'a.

Fede omal nie wyskoczyła ze skóry ze strachu. Jego niespodziewany widok tak ją zaskoczył, że mało nie wrzasnęła. Spojrzała na niego osłupiałym wzrokiem, kompletnie wytrącona z równowagi. To było coś, czego bardzo nie lubiła – niezapowiedziany gość, wdzierający się do jej pokoju, prywatnego sanktuarium.

- Co ty tu robisz? – wybuchnęła, kiedy odzyskała już zdolność mowy. – Co, do cholery, robisz w moim pokoju?

- Wpadłem w odwiedziny – uśmiechnął się ironicznie Severus, przechylając szklankę i dopijając whisky. – O jedenastej, jak to mam w zwyczaju. Ponieważ cię nie zastałem, stwierdziłem, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli na ciebie zaczekam.

- Cóż za miła wizyta – warknęła Fede. Spojrzała zezem na opróżnioną już do połowy butelkę Ognistej i dodała lodowatym tonem: - Zaproponowałabym ci coś do picia, ale widzę, że już zdążyłeś się obsłużyć.

- Gdybym czekał, aż wrócisz i zaproponujesz mi drinka, umarłbym z pragnienia – odpalił zjadliwie Severus. Ignorując oburzenie Fede, dolał sobie jeszcze trochę whisky. Bursztynowy płyn zatańczył w szklance, a w czarnych oczach Mistrza Eliksirów zamigotało wyzwanie. – Dołączysz do mnie? Mogę się postarać o drugą szklankę.

- Tak, a jutro, to jest dzisiaj, będę prowadzić lekcje na kacu! – Fede ujęła się pod boki. – Jak śmiałeś wejść do mojego pokoju, choć widziałeś, że mnie nie ma? To jest mój pokój, moja prywatna oaza. Czy ja kiedykolwiek pakowałam się bez zaproszenia do twojej sypialni?

- Do tej pory nie narzekałaś, kiedy pojawiałem się u ciebie punkt jedenasta – Severus uniósł ironicznie brwi.

- To zupełnie co innego! – Fede miała dziwne wrażenie, że za chwilę przegra ten słowny pojedynek. Kilka kubków mocnego, aromatycznego wina z całą pewnością nie wpływało dodatnio na jej elokwencję. Co więcej, czuła, że zaczyna się tłumaczyć, co spotęgowało jej wściekłość. – Co innego, kiedy cię zapraszam. Wtedy czekam na ciebie, wyjmuję whisky i szklanki, bo wiem, że przyjdziesz. Biorąc pod uwagę twoje zachowanie podczas kolacji, kiedy nie raczyłeś nawet odezwać się do mnie słowem, uznałam, że nie zamierzasz się pojawić, a i ja nie miałam ochoty cię zapraszać. Nie jestem panienką, na którą wystarczy skinąć. Jeśli więc sądziłeś, że najpierw mnie zlekceważysz, a potem wskoczysz mi pod kołdrę, to się grubo mylisz!

- Nie zamierzałem, jak to brutalnie ujęłaś, wskakiwać ci pod kołdrę – Severus wychylił resztki whisky i odstawił szklankę. Wyprostował się w fotelu i przez chwilę Fede miała wrażenie, że wstanie i do niej podejdzie, on jednak wciąż siedział. – Przyszedłem, aby porozmawiać i nie udawaj, że nie wiesz, na jaki temat.

- Domyślam się – odparła chłodno Fede. – Spodziewałam się oczywiście burzy z piorunami, wymówek i awantury, nie podejrzewałam jednak, że tak szybko zbierze ci się na rozmowę.

- Do rzeczy – oczy Severusa zwęziły się, a ton jego głosu stał się nagle ostry i nieprzyjemny. – Nie ciągnijmy dłużej tych bezsensownych, słownych przepychanek i przejdźmy do meritum sprawy. Czy mogę wiedzieć, dlaczego byłaś tak uprzejma i zafundowałaś mi lekcje oklumencji z Potterem? I nie wypieraj się, że to nie ty. Wiem doskonale, że Potter przyleciał do ciebie, by się wyżalić, a ty od razu poszłaś do Albusa i zasugerowałaś, że to ja powinienem uczyć szczeniaka.

- Owszem – Fede nie widziała powodu, aby się wykręcać. – Poszłam do Dumbledore'a i powtórzyłam mu wszystko, o czym mówił Harry. Severusie, jako specjalista od oklumencji musisz doskonale wiedzieć, że to, co się dzieje z tym chłopcem, to nie są żarty, wymysły czy złe sny. Harry'emu potrzebna jest natychmiastowa pomoc.

Severus zacisnął szczęki.

- Pytałem, dlaczego to ja zostałem uszczęśliwiony perspektywą udzielania dodatkowych lekcji temu gryfońskiemu bałwanowi – jego głos brzmiał zwodniczo łagodnie, ale każdy, kto go znał, wiedział, że to ostatnia chwila, by wziąć nogi za pas. – I dlaczego sama nie zaoferowałaś się udzielać mu lekcji. Jesteś aurorem, a więc zdałaś egzamin z oklumencji i legilimencji.

- Boże drogi – westchnęła Fede, której coraz bardziej szumiało w głowie. Perspektywa kąpieli i ciepłego łóżka odpływała w bliżej nieokreśloną przyszłość, wiedziała bowiem, że Severus nie da się wyrzucić, póki nie uzyska odpowiedzi, po którą przyszedł. W ten sposób mogliby się kłócić do samego śniadania. Nieco chwiejnym krokiem podeszła do stolika i z cichym westchnieniem opadła na drugi fotel, zdecydowana spławić Severusa jak najszybciej. On zaś przyglądał jej się wzrokiem pająka, który złapał muchę w sieć.

– Sev, jestem zmęczona i średnio trzeźwa, więc wyjaśnię ci wszystko krótko i zwięźle, a potem idę spać. Jesteś najlepszym oklumentą, jakiego znam. Nikt inny z całej hogwarckiej kadry ani z członków Zakonu nie jest w stanie dorównać ci w tej dziedzinie, nawet Tonks czy Moody, którzy są aurorami. Mało tego, sam Albus Dumbledore nie może się mierzyć z tobą pod tym względem. A Harry musi jak najszybciej opanować sztukę oklumencji, więc niech uczy się od mistrza. Wyjaśniłam jasno i klarownie? Wyjaśniłam. No to dobranoc.

- Próbujesz mi się podlizać? – na twarzy Severusa pojawił się krzywy uśmieszek. – Tego się po tobie nie spodziewałem.

Fede poczuła nagła chęć chluśnięcia mu whisky w twarz, a najlepiej rozwalenia mu butelki na głowie. Ta rozmowa prowadziła donikąd, bo w ten sposób dyskutowaliby do białego rana. Zerwała się z fotela i lekko się zataczając, podeszła do toaletki.

- Jeśli nie masz mi nic więcej do powiedzenia, proponuję, abyś wrócił do siebie – powiedziała zimno. – Muszę się wykąpać i idę spać.

Zaczęła rozpinać guziki sukni. Severus nie ruszył się z fotela, ale jego oczy obserwowały czujnie każdy jej ruch.

- Pachniesz korzennym winem – zauważył obojętnie. – Po twoich niepewnych ruchach wnioskuję, że sporo wypiłaś. Mały wypad do Hogsmeade w poszukiwaniu wesołego towarzystwa?

- Słucham? – palce Fede znieruchomiały przy dekolcie sukni. Odwróciła się w kierunku Severusa tak gwałtownie, że włosy przecięły powietrze niczym bicze. – Nie twój interes, gdzie byłam i z kim! Jak śmiesz mnie wypytywać?

Przyglądał jej się zwężonymi oczami, z których nie można było niczego wyczytać. To nie zazdrość, a zaborczość, pomyślała Fede z goryczą. Zaborczość, która pojawia się prędzej czy później i niszczy wszystko. Do diabła, zaoferowałam mu uczciwy i jasny układ, nie oczekując w zamian prawie niczego. Dlaczego mężczyźni tak chętnie przystają na pewne warunki, jeśli dotyczą one ich samych, nie dając kobiecie równego prawa do niezależności?

- Jestem naprawdę zmęczona – powiedziała tak łagodnym tonem, na jaki była w stanie się zdobyć. – Proszę cię, odłóżmy tę rozmowę na jutro. Padam z nóg.

- Dobrze wiesz, jakie jest moje zdanie na temat Pottera – Severus ani trochę nie przejął się jej prośbą. Ton jego głosu był dość natarczywy i Fede przyszło do głowy, że musiał całkiem sporo wypić, czekając na nią. – To skończony leń, pozbawiony zdolności skoncentrowania się na czymkolwiek oprócz Quidditcha przez choćby pół minuty. W życiu nie opanuje oklumencji, która wymaga takiego skupienia i panowania nad myślami i emocjami, jak żadna inna dziedzina magii. A skoro tak, równie dobrze możesz sama uczyć swojego pupilka.

Fede nie odezwała się ani słowem. Była zdecydowana położyć się spać, więc ignorując wypowiedź Severusa wróciła do rozpinania guzików. Gdy już uporała się ze wszystkimi, zdjęła suknię i rzuciła ją niedbale na poręcz krzesła, po czym usiadła przy toaletce i sięgnęła po szczotkę do włosów.

- Ach, a więc w ten sposób próbujesz odwrócić moją uwagę od tematu naszej rozmowy – cichy głos Severusa dobiegł z bardzo bliska, a w chwilę później jego sylwetka wypełniła lustro. Fede pogratulowała sobie w duchu opanowania oraz tego, że nawet nie drgnęła, gdyż nie zauważyła, jak wstał z fotela i do niej podszedł. Stał teraz tuż za jej plecami, co bardzo ją zdenerwowało. Nie dając niczego po sobie poznać, zaczęła starannie szczotkować włosy, które przypominały wronie gniazdo i domagały się mycia. Severus kontynuował: - Sądziłaś, że twoje wdzięki skuszą mnie na tyle, że zapomnę, po co tu przyszedłem? Twoja wiara we własną kobiecość jest doprawdy zdumiewająca.

- Nie. – Fede odłożyła szczotkę i z uwagą studiowała swoje odbicie. – Powiedziałam ci wyraźnie, że jestem zmęczona i idę spać, a nie mam zamiaru kłaść się do łóżka w ubraniu. Ponieważ udałeś, że nie rozumiesz moich aluzji, przebieram się, kąpię i padam w objęcia Morfeusza. A twoja obecność jest mi najzupełniej obojętna.

Miała na sobie czarny, ozdobiony białymi wstążkami gorset, majtki do kompletu, czarne pończochy i sięgające jej do kolan sznurowane buty na wysokich obcasach, dopasowane kolorystycznie do reszty stroju. Z westchnieniem oparła prawą nogę o brzeg toaletki i niespiesznie zaczęła rozsznurowywać but. Oczom Severusa ukazał się bardzo przyjemny widok – fragment lekko opalonej skóry między koronkowym zakończeniem samonośnej pończochy a czarnymi majteczkami. Ten mały skrawek ciała wydał mu się tak kuszący, że poczuć nagłą chęć przyciśnięcia do niego ust. Wstrząsnął nim lekki dreszcz. Świadom rosnącego powoli pożądania, przyglądał się bezradnie zsuwającej prawy but kobiecie, czując, że właśnie ponosi klęskę, a jego samokontrolę zwycięża zwyczajna, męska żądza. I choć widział już Fede zupełnie nagą, dyszącą, spoconą i rozpaloną, pieścił ją ustami w najintymniejszy sposób, szczytował w niej i razem z nią, to nie podniecała go wtedy nawet w części tak, jak ta na wpół ubrana kobieta, z obojętną miną mozoląca się nad rozsznurowaniem buta.

Wiedział, jak wygląda jej łono pod warstwą czarnego materiału. Znał smak jej skóry, ust, języka. Pamiętał jej przyspieszony oddech i zduszone jęki, kiedy wznosił się i opadał, poruszając się w niej. Jego spodnie były napięte od erekcji. W tej chwili pojął, że przegrał sam ze sobą i nie jest w stanie odejść, odepchnąć od siebie Fede, nie spotkać się z nią więcej. O dziwo, świadomość ta nie wzburzyła go, nie zirytowała, nie doprowadziła do wściekłości. Fakt, że pragnął mieć koło siebie kobietę, wydał mu się nagle czymś tak oczywistym i naturalnym, że nie przejął się tym, iż emocje i prywatne odczucia, które zawsze odsuwał na bok, wzięły w nim górę.

Bezładne myśli przepłynęły przez jego głowę.

Przez wiele lat żyłem, nie myśląc o własnych potrzebach. Zimne łóżko, samotne noce, pusta sypialnia. Jedyne chwile intymności to kilka minut w łazience w towarzystwie własnej ręki, a dawniej przypadkowe, wymalowane dziwki z Nokturnu. Kurwa. Do tej pory nie wiedziałem nawet, że może być inaczej. A ona bez wahania zaoferowała mi siebie. Jest pierwszą. Pierwszą, która kiedykolwiek tak na mnie spojrzała. Wie, jaki jestem i kim byłem, ale nie dba o to. Nie patrzy na mnie z pogardą, nie boi się mnie. Nie jestem dla niej odpychający. Lubi, kiedy z nią rozmawiam, kiedy jej dotykam. Czy to możliwe, aby było jej dobrze ze mną… przy mnie…

- Sev? Co ci jest? – ostry, naglący głos wyrwał Severusa z zadumy. Fede pozbyła się już obu butów i z niepokojem wpatrywała się mu w twarz. – Sev?

Zdał sobie sprawę z tego, jak żałośnie musiał wyglądać, stojąc przed nią z błędnym wzrokiem i baranim wyrazem twarzy. Oczy Fede wyrażały lekki niepokój, co naturalnie rozjuszyło Severusa, który na wszelkie przejawy życzliwości reagował dość nieufnie i agresywnie..

- A co ma mi być? – warknął. – Pomijając oczywiście to, że załatwiłaś mi dodatkowe lekcje z Potterem, co rzecz jasna, wcale mnie nie cieszy.

- Ach tak – niepokój zniknął z oczu Fede, zastąpiony irytacją. Wyglądała, jakby pożałowała swojej wcześniejszej troski. – No to masz problem, bo będziesz chłopca uczył, czy ci się to podoba, czy nie.

Ostrożnie zsunęła obie pończochy i odwiesiła je na poręcz krzesła, po czym wstała.

- Rozumiem, że rozmowa jest zakończona i zamierzasz wrócić do siebie? No to dobranoc.

Severus nie miał najmniejszego zamiaru wychodzić, jednak byłoby nierozsądnie wspominać o tym Fede. Takie postawienie sprawy bardzo by ją rozzłościło, a on miał inne plany na tę noc. Plany, które w przeciągu minuty diametralnie uległy zmianie.

- Pomyślałem, że może przyda ci się mała pomoc… w tym – machnął ręką w okolicy jej pleców.

- W czym? – Fede spojrzała na niego z ukosa, bynajmniej nie rozbrojona jego nagłą uprzejmością.

- Gorset – Severus uśmiechnął się ironicznie. – Służę uprzejmie. Bardzo chętnie ci go rozsznuruję.

- Ohoho. – A więc nawet on nie jest odporny na widok damskiego dessous i małego striptizu. Ha! I tu cię mam! – A skąd przypuszczenie, że rozpięcie własnego gorsetu stanowi dla mnie problem? Mam dwie sprawne ręce, więc bez łaski.

- Ale chyba nie na tyle sprawne, by sięgnąć nimi do własnych pleców?

- Pleców? O czym ty bredzisz? – potrząsnęła głową. – Skąd ci przyszło do głowy, że gorset ma zapięcie z tyłu?

- Stąd. – Severus popukał ją palcem w kręgosłup. – Masz tu wstążki i sznurowania, biegnące od karku aż do pasa. Skoro są sznurówki, to chyba logiczne, że służą do rozwiązywania.

- Znawca bielizny się znalazł – prychnęła Fede. – Logiki szukaj w matematyce, a nie damskich gorsetach. Te sznurowania i wstążki służą do ozdoby. Żadna kobieta nie byłaby w stanie zapiąć się czy rozpiąć od strony pleców, chyba, że przy pomocy służącej, a to nie te czasy. To cudo obsługuje się w bardzo tradycyjny, prosty sposób. – Sięgnęła do dekoltu i zaczęła sprawnie rozpinać przemyślnie ukryte haftki. Po chwili spod warstwy materiału wyłoniła się jedna pierś, zakończona spiczastym, ciemnoróżowym sutkiem.

A więc masz ochotę, tylko za nic się do tego nie przyznasz, pomyślał Severus, przyglądając się nabrzmiałej brodawce. Ty mała lisiczko, uwielbiasz grać mężczyznom na nosie? Dobrze więc, zagramy, ale tym razem tak, jak ja chcę.

Z obojętną miną Fede zdjęła gorset i położyła go na krześle, podczas gdy Severus pożądliwym wzrokiem śledził każdy jej ruch. Rozebrała się przy nim bez śladu wstydu czy wyuzdania, zupełnie, jakby go tu nie było, a ona szykowała się do snu. Jej naturalne zachowanie wydało się nagle Severusowi bardzo intymne. Wstrzymał oddech. Przyszło mu do głowy, że choć w sferze seksu przeszli już bardzo długa drogę, to do tej pory nie miał okazji oglądać jej przy wykonywaniu zwykłych, codziennych czynności. A teraz widział, jak czesała włosy, przeglądała się w lustrze, zdejmowała buty, ściągała pończochy i odwieszała je na poręcz krzesła.

Zwykli ludzie, żyjący ze sobą przez lata, widują swoich partnerów w takich sytuacjach każdego dnia. Są to dla nich czynności tak prozaiczne, że nie zwracają na nie większej uwagi. On tymczasem widywał wcześniej Fede albo zupełnie ubraną, albo przygotowaną na jego przyjście. Teraz zaś miał uczucie, jakby oglądanie jej podczas przygotowywania się do snu zbliżyło go do niej, zupełnie, jakby przez to przeszli z etapu kochanków, którzy pokazują się od jak najlepszej strony, do etapu znacznie większej bliskości. Takiej, która pozwala ludziom pokazywać się bez makijażu czy eleganckich strojów, za to z zapuchniętymi od snu oczami i w lekkim nieładzie. Przez moment miał wrażenie, że Fede w pewien sposób uchyliła drzwi, zapraszając go do swojego życia i do znacznie większej bliskości. To było coś, czego się nie spodziewał ani nie oczekiwał, co więcej, nie potrafił tego zrozumieć. Czy było to działanie celowe, czy nie? Czy Fede zdawała sobie sprawę z tego, co robi? Nie wiedział, ale wystarczyło tylko zajrzeć w jej umysł…

Nie. Nie zrobi tego. Tak byłoby najłatwiej, ale…

- Idę się wykąpać – Fede zsunęła majtki i była już całkiem naga, co nie wydawało się peszyć ją w najmniejszym stopniu. – Jeśli chcesz, możesz na mnie zaczekać. Jak wrócę, dokończymy naszą rozmowę, bo widzę, że bardzo ci na tym zależy.

- Sądziłem, że jesteś zmęczona – zauważył cicho Severus. Nie było łatwo zmusić się do patrzenia tylko i wyłącznie w jej oczy.

- Dość skutecznie wybiłeś mnie ze snu – odparła Fede, lekko się uśmiechając. – Zresztą pora jest wczesna, dopiero kwadrans po pierwszej. Bywało, że kładłam się spać znacznie później… tak samo, jak ty, prawda? – podeszła do niego i jednym ruchem położyła mu dłoń na kroczu, po czym wspięła się na palce i wyszeptała mu do ucha. – Wiedziałam, że ci stoi, nie musiałam nawet na ciebie patrzeć. – Zaczęła delikatnie poruszać dłonią w górę i w dół, obejmując palcami wypukły, prężący się kształt. Severus wciągnął powietrze i milczał, czując, że spodnie stają się coraz bardziej niewygodne. Ona zaś nie przerywała, wciąż szepcząc mu do ucha. – Uwielbiam to, że u was, mężczyzn, pewnych rzeczy nie da się ukryć. To bardzo zabawne, wiesz? Przykładowo, mogę rozmawiać z kimś podczas zupełnie oficjalnego spotkania. Niewinna, uprzejma rozmowa z bardzo miłym dżentelmenem. Tyle, że wystarczy mi jeden rzut oka na jego spodnie i już wiem, że owego sympatycznego faceta, który rozmawia ze mną na temat nauczania, polityki czy choćby pogody, interesuje coś innego, niż mój światopogląd. On chciałby wiedzieć, jakie majtki noszę, czy mam ogoloną cipkę i czy jęczę, gdy się pieprzę. A gdy na mnie patrzy, nie widzi pani profesor w zapiętej pod szyję sukni. Jego wyobraźnia podsuwa mu zgoła inne obrazy – jak klęczę przed nim, rozpinam mu spodnie i biorę go do ust, robiąc mu przy tym tak dobrze, aż się spuszcza. Ma nadzieję, że jego marzenia się spełnią i uda mu się później wyciągnąć mnie na jakąś przechadzkę, podczas której znajdziemy jakieś ustronne miejsce, gdzie mógłby mi zadrzeć spódnicę aż na głowę i ulżyć sobie bez żadnej finezji.

Severusowi przed oczyma zaczęły latać czerwone plamy. Szeptane mu do ucha fantazje podniecały go do szaleństwa – nigdy wcześniej żadna kobieta nie mówiła mu czegoś takiego. Jednocześnie wizja Fede, która na klęczkach zaspokaja jakiegoś gnojka, wzbudziła w nim żądzę mordu.

- Lubisz to, prawda? – wychrypiał. – Lubisz kręcić mężczyznami i doprowadzać ich do szaleństwa. Lubisz mieć nad nimi władzę.

- Lubię – potwierdziła. Jej oczy lśniły z podniecenia, ale Severus nie miał złudzeń, kontrolowała cała sytuację i nawet na moment nie wypadła ze swojej roli. – Uwielbiam to. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaką władzę nad mężczyznami ma ten kawałek ciała między kobiecymi nogami. Ale sam to doskonale wiesz – roześmiała się gardłowo i odsunęła dłoń od jego krocza – bo gdybym chciała, spuściłbyś się w spodnie. I to ode mnie zależy, czy ci na to pozwolę, czy nie. – Przesunęła dłońmi wzdłuż jego boków. – To ode mnie zależy, czy dam ci tę satysfakcję, czy też będziesz jej szukał w zaciszu własnej łazienki.

Odsunęła się od niego.

- Czekaj na mnie – ton jej głosu był rozkazujący i nie dopuszczał sprzeciwu. – Wiem już, co zrobię… albo czego nie zrobię.

- Jesteś bardzo pewna siebie – Severus uśmiechnął się drwiąco, choć z wysiłkiem. – Dlaczego zakładasz, że gdy wrócisz z łazienki, nadal będę na ciebie czekał?

Odpowiedziała uśmiechem.

- Wiem i już.

I masz rację, pomyślał Severus, przyglądając się, jak naga Fede wchodzi do łazienki i zamyka za sobą drzwi. Opadł na fotel, krzywiąc się przy tym nieco, bo pełna erekcja wymagała dość ostrożnych ruchów. Jednego tylko nie wiesz, moja droga. To, co masz między nogami, ma władzę nie tylko nad mężczyznami, ale i nad tobą. Chcesz tego tak samo, jak ja, i dostaniesz, ale nie tak, jak to sobie wyobrażasz.

W łazience Fede pospiesznie wskoczyła pod prysznic. Wiedziała, że ma Severusa w garści i że nie ma mowy, aby wyszedł bez tego, na co liczył. Jego głowę musiały teraz wypełniać najróżniejsze fantazje i rojenia, a on sam zastanawiał się, która z nich zostanie dziś spełniona. Jednak największą nawet ochotę można zabić lekceważeniem. Początkowo planowała wziąć długą kąpiel, jednak złośliwe trzymanie Severusa w oczekiwaniu przez godzinę, albo i dłużej, wydało jej się zbyt okrutne. Przecież nie chciała, aby wyszedł. Dlatego postanowiła skrócić ablucje do minimum, biorąc szybki prysznic i myjąc głowę. Zajęło jej to nie więcej, niż piętnaście minut, a gdy wyszła z łazienki, owinięta kąpielowym ręcznikiem i z turbanem na mokrych włosach, czuła, że jej ciało drży z oczekiwania.

Widok pustego pokoju uderzył ją niczym obuchem w głowę. Zatrzymała się jak wryta, nie wierząc własnym oczom.

- Severus? – spytała, rozglądając się niepewnie. – Severus? Sev!

Wyszedł. Najwyraźniej nie miał zamiaru czekać. Niech to szlag! Fede stała na środku pokoju, nerwowo szarpiąc skraj ręcznika i czując, jak w jej piersi wzbiera zawód. Nie tak miało być. Dlaczego więc odszedł, do cholery? Zniesmaczyła go jej bezpośredniość, jej uwodzenie, prowokowanie? Przecież wszystko, co mówiła i robiła, miało być tylko wstępem do dalszych igraszek. Chciała go podniecić, doprowadzić na skraj szaleństwa, pozwolić mu oczekiwać w napięciu na dalszy ciąg. Znal ją na tyle dobrze, aby wiedzieć, że grzeczny i miły seks nie leży w jej naturze. Związek z nią był zawsze walką, w której raz jedna, a raz druga strona zdobywa przewagę. Lubiła dominować, aby za chwilę stać się całkowicie uległą.

Myślała, że… cholera, była tego pewna. Czy mogła się aż tak pomylić?

- Wolałem cię bez ręcznika – cichy głos rozległ się tuż za jej plecami. Po raz drugi tego samego wieczoru Fede omal nie wyskoczyła ze skóry. Odwróciła się gwałtownie, czując, jak serce podchodzi jej do gardła.

- Skąd… się tu wziąłeś? – wychrypiała, ledwo żywa ze strachu i zła, że pozwoliła tak się zaskoczyć. W tym momencie zrozumiała. Nie mogła wcześniej dostrzec Severusa, gdyż stanął on przy ścianie i zasłoniły go otwarte drzwi łazienki. Na widok jego błyszczących oczu poczuła ogromną ulgę. Nie wyszedł. Został tu z nią. – Chryste, Sev. Przestraszyłeś mnie!

- Taki miałem zamiar – uśmiechnął się drwiąco Mistrz Eliksirów. Nie spuszczał z niej wzroku i Fede nagle poczuła się dość niepewnie. Serce zaczęło jej bić przyspieszonym rytmem. W czarnych oczach Severusa widziała dziwny wyraz, którego nie była w stanie odczytać, jednak przez moment miała wrażenie, jakby weszła właśnie do klatki wygłodniałego lwa. Poczuła coś na kształt strachu – nigdy jeszcze nie patrzył na nią w taki sposób – jednak za nic w świecie nie wycofałaby się. Nie teraz. Oblizała wyschnięte usta i poczuła znajome łaskotanie w dole brzucha.

Przez dłuższą chwilę oboje milczeli, a ciszę przerywało jedynie trzaskanie ognia w kominku i dźwięk wiatru, uderzającego wściekle o szyby. Gdy Severus wolno wyciągnął dłoń w kierunku jej piersi, wydała z siebie westchnienie ulgi i przymknęła oczy. Rozkoszowała się dotykiem jego palców, muskających jej ramię, obojczyk i pełznących niżej.

- Tego chyba możemy się pozbyć – mruknął Severus, jednym ruchem dłoni rozwiązując ręcznik, który opadł na podłogę, odsłaniając nagie ciało. – I tego również. – Kolejny ręcznik znalazł się na dywanie, a włosy Fede opadły jej na plecy. Poczuła zimną strugę wody, pełznącą po kręgosłupie i spływającą między pośladki. Miała wrażenie, jakby lodowate palce dotknęły jej najintymniejszego miejsca. Zadrżała, ale uczucie było równie niepokojące, co przyjemnie. Gdy dłonie Severusa objęły jej talię, nie mogła się powstrzymać od cichego westchnięcia.

Niespodziewanie chwycił ją w pasie i podniósł do góry. Pisnęła, zaskoczona, i odruchowo chwyciła go za ramiona. Pomyślała, że za chwilę zaniesie ją do łóżka, ale pomyliła się. Severus dwoma krokami przemierzył pokój i posadził ją na toaletce, w taki sposób, że jej pośladki znajdowały się na samym skraju mebla, a palce u stóp ledwo dotykały ziemi. Dłonie mężczyzny przez chwilę muskały zaokrąglenie bioder, po czym niespiesznym ruchem przesunęły się niżej, aż do kolan. Fede oparła się dłońmi o toaletkę, nie protestując, gdy Severus łagodnym gestem rozłożył jej uda. Wiedziała, że w ten sposób odsłania przed nim całą swoją intymność, ale nie odczuwała wstydu. Wręcz przeciwnie, chciała, aby na nią patrzył i napawał się widokiem. Miała wrażenie, że jego wzrok przepala jej skórę.

- Jesteś piękna – wymamrotał Severus. Niespodziewanym ruchem chwycił ją za włosy na karku, tak łagodnie, żeby nie zadać bólu. Jego twarz znalazła się nagle bardzo blisko jej i znów Fede dostrzegła w czarnych oczach dziwny wyraz, którego nie umiała zinterpretować. Pojęła, że tym razem role się odwróciły i to Severus przejął całą inicjatywę. Nie miała nic przeciwko temu. Była skłonna poddać się jego woli i zrobić wszystko, czego by od niej zażądał, choćby miało to być najbardziej perwersyjną rzeczą, jaką zrobiła w życiu. Absolutna bezbronność i uległość podniecała ją na równi z dominacją. Lubiła i jedno, i drugie, a nie było jej zdaniem nic lepszego, niż zmiana ról.

- Dzisiejszej nocy, moja droga – głos Severusa był cichy, a pachnący whisky oddech owiewał jej twarz – pokażę ci, co to znaczy mieć władzę. Sądzisz, że to, co ukrywasz między nogami, pozwala ci kręcić mężczyznami, jak ci się podoba. Udowodnię ci, że się mylisz. – Jego głos przyprawił Fede o dreszcze. Zamknęła oczy, wsłuchując się w jego słowa. – Jest dokładnie odwrotnie. Ten mały kawałek ciała rządzi tobą, skarbie, dzięki czemu będziesz chodzić za mną jak na sznurku i nie ośmielisz się zaprotestować nawet słowem, podczas gdy ja będę robić wszystko, na co przyjdzie mi ochota. A ty poddasz się temu bez protestu.

- Udowodnij to – wyszeptała Fede. – Udowodnij.

- To nie sprawi mi najmniejszych trudności – odmruknął Severus. Wciąż przytrzymywał ją za włosy na karku, ale oprócz tego nie dotykał jej w żadnym innym miejscu. – Bo można na tobie grać niczym na skrzypcach. Znasz tę grę doskonale, bo sama wiele razy ją uprawiałaś i jesteś w niej mistrzynią. To, co dziś ze mną zrobiłaś, było znakomitym posunięciem. Nie dotykając mnie, sprawiłaś, że stał mi jak jeszcze nigdy w życiu. Miałaś rację, gdybyś w odpowiednim momencie nie zabrała ręki, spuściłbym się w spodnie.

Na moment oparł prawą dłoń o skraj toaletki, a potem bez ostrzeżenia wsunął w Fede dwa palce. Było to tak niespodziewane, że nie mogła się powstrzymać od krótkiego, urywanego krzyku. Podbrzuszem szarpnął niezwykle przyjemny skurcz, a męskie palce penetrowały jej wnętrze, drażniąc i pobudzając.

- Widzisz? – Severus na moment wysunął się z niej. – Jesteś cała mokra, ty lisiczko. – Palce na powrót wsunęły się w nią, kontynuując niespieszny rytuał. – Choćbyś nie wiem, jak obojętną twarz pokazywała, znam cię za dobrze, aby się nabrać na tę twoją pozorną obojętność. Jesteś cała rozpalona, mokra i chętna. A ja wiem, co lubisz, Fede, i jak lubisz. Zrobię ci to więc tak, że będziesz miauczeć i błagać, abym wreszcie cię wziął. Bo to – kciukiem potarł jej łechtaczkę – to tylko wstęp do czegoś większego, prawda?

Fede jęknęła głucho. Dłoń Severusa wysunęła się z jej włosów, a ona odchyliła się do tyłu, opierając łokciami o blat toaletki. Chryste, robił to dokładnie tak, jak lubiła. Jego palce wciąż torturowały ją od wewnątrz, podczas, gdy mokry od śluzu kciuk drażnił łechtaczkę wolnymi, delikatnymi muśnięciami. Z gardła wyrwało jej się stłumione westchnienie.

- Nie prze… rywaj! Proszę, nie… przerywaj…

Łapała powietrze urywanymi haustami, poddając się przyjemności, płynącej z jego dotyku. Odruchowo podciągnęła kolana, opierając stopy o skraj toaletki. Nie była w tym momencie sobą, trzeźwo myślącą Fede. W tej chwili zamieniła się w jeden kłębek zmysłów, pragnących nieustannie być podrażnianymi i pobudzanymi.

- Chcesz więcej?

- Tak… błagam – jęknęła i nagle z przerażeniem uświadomiła sobie, że Severus wysuwa z niej palce. Miała ochotę krzyczeć i błagać, aby jej tego nie robił, nie w takim momencie, jeszcze tylko minuta, może dwie… była zbyt podniecona, aby wytrzymać dłużej. W tej chwili dostrzegła, że Severus uklęknął przed nią. Poczuła, że obejmuje dłońmi jej kostki u nóg, następnie ciepły oddech musnął podbrzusze… i znowu był w niej, ale tym razem język zastąpił palce. Fede wydała z siebie coś na kształt skowytu i opadła bezwładnie na toaletkę, gdyż łokcie, na których się podpierała, odmówiły jej posłuszeństwa.

- Sev! – zawyła, chwytając dłońmi jego głowę i wczepiając palce w czarne włosy. – O Boże, Sev…

Nie był to pierwszy raz, kiedy pieścił ją oralnie. Poprzedniego razu, kilka dni temu, doprowadził ją do orgazmu językiem, ale wtedy robił to delikatnie, łagodnymi niczym pieszczota muśnięciami. Tym razem było inaczej. Jego język dotykał jej łechtaczki długimi, niemal brutalnymi pociągnięciami, doprowadzając ją do szaleństwa. W chwilę później zagłębiał się w niej, jak poprzednio palce, by znowu powrócić do drażnienia jej najczulszego punktu. To była tortura. Jego język i wargi pobudzały ją, aby po chwili przerwać i zacząć od nowa. Ciało Fede wygięło się w łuk. Nie zwracała uwagi na to, że szczotka do włosów boleśnie wbija jej się w ramię, a ona sama leży w pobojowisku poprzewracanych buteleczek i słoiczków.

- Nie wytrzymam – jęknęła. – Sev, ja nie wytrzymam dłużej, proszę… och! – ostry, niemal spazmatyczny krzyk wyrwał się jej z gardła, gdy język mężczyzny wysunął się z niej i zaczął sunąć nieco w górę. Gdy wargi Severusa delikatnie objęły jej łechtaczkę, a koniuszek języka zaczął drażnić nabrzmiały guziczek, straciła nad sobą panowanie. – NIE PRZERYWAJ, BŁAGAM, NIE TERAZ! JA ZARAZ… JA… OCH, BOŻE, PROSZĘ…

Niespodziewanie wycofał się. Fede, która była już bliska orgazmu, pisnęła żałośnie i spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem, w którym czaiło się błaganie.

- Nie teraz, proszę… Sev, ja za chwilę będę miała…

- Teraz wiesz, na czym to polega? – dłoń Severusa gładziła jej nabrzmiałe, wilgotne od śluzu wargi. – Mówisz, władza nad mężczyznami? W tej chwili nie masz nade mną żadnej władzy, Fede. To ja jestem górą. Wiedziałem, że będziesz jęczeć i błagać o jeszcze. I to ode mnie zależy, czy pozwolę ci przejść granicę, czy nie. Chcesz tego, lisiczko? Chcesz? – delikatnie potarł kciukiem jej łechtaczkę. Fede zajęczała, a jej ciało zadygotało. – Jak bardzo? Co jesteś w stanie dla mnie zrobić, abym dał ci orgazm?

- Wszystko – wydusiła z siebie Fede, wijąc się niczym piskorz. Gdyby ramiona Severusa nie blokowały jej ugiętych w kolanach nóg, z pewnością spadłaby na dywan.

- Uklękłabyś przede mną i wzięła go w usta? – kciuk poruszał się wolno, w górę i w dół. Fede czuła, że zaraz oszaleje. – Odwiedziłabyś mnie między zajęciami w klasie eliksirów i pozwoliła, abym zarzucił ci spódnicę na głowę i brał cię od tyłu, na swoim biurku? Zrobiłabyś to sobie sama, palcami, podczas gdy ja patrzyłbym na ciebie?

- TAK! Wiesz, że tak! – wycharczała Fede, czując narastające skurcze podbrzusza. Jeszcze tylko chwila…

- Znakomicie. – Cofnął rękę w momencie, kiedy Fede zagryzała wargi w oczekiwaniu na orgazm, który wyczuwała każdym nerwem swojego ciała. Potrzebowała jeszcze kilku sekund, aby… - W takim razie możesz dokończyć.

- Co… co…?

- To, co słyszałaś, lisiczko. Wyraziłaś chęć zrobienia sobie dobrze sama, a ponieważ masz dwie sprawne ręce, a do tego wystarczy ci tylko jedna… to powinnaś sobie poradzić – Severus uśmiechnął się złośliwie i cofnął, nie spuszczając wzroku z Fede. Ta z trudem oparła się na łokciach, patrząc na niego w osłupieniu, jakby nie do końca zrozumiała, co właśnie się stało. Po chwili jej oczy nabrały bardziej przytomnego wyrazu, gdy dotarł do niej sens jego słów.

- Sama? Mam sobie zrobić… ty… ty… - brązowe oczy rozszerzyły się, a wcześniejsze rozmarzenie ustąpiło miejsca narastającej furii. Z wysiłkiem zeszła z toaletki i stanęła przed nim na uginających się nogach. Severus omal się nie roześmiał na widok jej miny i płonących policzków. Za chwilę rozmarzona jeszcze kobieta zupełnie oprzytomnieje i dostanie ataku szału, zrobił więc coś, co, jak wiedział, rozwścieczy ją jeszcze bardziej – błyskawicznym ruchem wyciągnął rękę i dał jej klapsa w pośladek. Fede aż kwiknęła, bardziej z zaskoczenia, niż bólu i odruchowo chwyciła się za uderzone miejsce. Severus wykorzystał ten moment. Dopadł toaletki, chwycił leżącą na niej różdżkę i jednym ruchem wrzucił ją na szafę, nie chcąc ryzykować otrzymania jakiejś klątwy prosto między łopatki.

Powietrze zawibrowało od wściekłego wrzasku, a Severus poczuł, że czas się ewakuować. W kilku susach dopadł kominka i w tym momencie usłyszał, czy też raczej wyczuł, że Fede rzuca się w jego kierunku. Znakomicie. Bez wahania przeskoczył do swojego pokoju i błyskawicznie się odwrócił, wyciągając przed siebie ręce, skutkiem czego wyskakująca z kominka Fede wylądowała wprost w jego objęciach, zamiast, jak najwidoczniej planowała, na plecach. Jej oczy rozszerzyły się, gdy zorientowała się, że jej plan się nie powiódł. Severus zareagował błyskawicznie. Pociągnął ją za sobą na dywan i nim Fede się obejrzała, leżała na plecach, unieruchomiona ciałem Mistrze Eliksirów, który rękoma przytrzymywał jej nadgarstki nad głową, a kolanami rozchylał uda.

- Jak miło, że wpadłaś – szepnął jej do ucha. – Nie ma nic milszego dla mężczyzny, niż naga kobieta, wyskakująca z kominka prosto w jego ramiona. Aż taką masz ochotę?

Fede zawyła i zaczęła się szamotać, ale bezskutecznie. Pozycja, w jakiej się znajdowała, uniemożliwiała oswobodzenie się, kopnięcie czy choćby ugryzienie.

- Puszczaj! – wrzasnęła.

- Nie mam zamiaru. I co mi zrobisz?

Jej oczy ciskały błyskawice.

- Miałem ci udowodnić, kto tutaj ma władzę – wyszeptał jej prosto w twarz. – Masz, czego chciałaś. Teraz jesteś zupełnie bezbronna, nie jesteś w stanie nic zrobić.

- Bo mnie trzymasz! Puszczaj, ale już!

Roześmiał się, bawiąc się jej oburzeniem.

- Wezwę pomoc! – zagroziła.

- To może od razu zafiukaj do McGonagall i poskarż się, że cię gwałcę – odparł ironicznie Severus. – Mam ci uruchomić kominek? Z tej pozycji będziesz miała doskonały widok na rozmówcę. Zresztą i McGonagall miałaby co oglądać.

Gdyby wzrok mógł zabijać, Mistrz Eliksirów byłby już trupem.

- Będę krzyczeć! – warknęła.

- A krzycz, tylko głośno. I nie zapomnij dodać mojego imienia. Niech wszyscy się dowiedzą, kto jest tym szczęśliwcem.

- SEVERUS! TY ŁAJZO!

- Ajajaj – Severus zacmokał z udawanym rozczarowaniem. – Spodziewałem się po tobie czegoś innego, moja ty kruszynko. Czegoś w rodzaju: „Severusie, mocniej, mocniej, och, już dochodzę", czy co wy tam, kobiety, krzyczycie, jak wam jest dobrze.

- Mi nie jest dobrze! – Fede podjęła kolejną próbę uwolnienia się, wijąc się jak piskorz, ale nie przyniosło to najmniejszych rezultatów. Jedynym efektem było to, że rzucając się na boki, kilkakrotnie otarła się o członek Severusa, co bez wątpienia sprawiło mu sporą satysfakcję. Na widok jego sarkastycznego uśmiechu momentalnie znieruchomiała. Nie chciała go podniecać ani sprawiać mu przyjemności - chciała go tylko rozerwać na strzępy.

- Przestałaś? Szkoda, bo zaczynało być całkiem przyjemnie – Severus doskonale się bawił. – Może wykorzystamy fakt, że nadal mi stoi?

- Pieprz się.

- Wolałbym ciebie.

- Po moim trupie!

- Żadna atrakcja. Wolę, jak jesteś żywa i kręcisz się pode mną, jak przed chwilą.

Cisza.

- No to co, leżymy tak dalej?

Zero odpowiedzi.

- Niech ci będzie. Mi jest wygodnie.

Jakieś siedem minut później

- Długo jeszcze? – po kilku minutach kamiennego milczenia i absolutnej wzgardy Fede poczuła, że dłużej tego nie wytrzyma. Wyglądało na to, że Severus może tak leżeć do rana, cóż, kiedy ona już nie bardzo mogła. Choć dywan był zaskakująco miękki, to ciężar spoczywającego na niej mężczyzny powoli dawał jej się we znaki.

- To zależy od ciebie – ton głosu Severusa był pogodny. – Skoro potrafiłaś mnie po mistrzowsku podniecić, bądź na tyle honorowa, aby chociaż dokończyć. Cholera, nadal bolą mnie jądra. Fede, może jednak… skoro już tak leżysz…?

- NIE!

- No to mamy impas, moja ty ptaszynko.

- Nie jestem żadną twoją ptaszynką, ty padalcu!

- Padalcu? Widzę, że zakładasz hogwarckie ZOO. To się Hagrid ucieszy… Hmm, skoro ptaszynka ci nie odpowiada, to może… - uśmiechnął się złośliwie. Fede dyszała z wściekłości, kompletnie bezradna. Leżała pod nim naga jak ją Pan Bóg stworzył, rozkraczona, w dodatku narażona na sarkazm w pełnej krasie. – Już wiem! Skoro nie ptaszynka i zapewne też nie kruszynka, w takim razie… Eunice. Eunice, Eunice, Eunice – zamruczał jej wprost do ucha.

- Nie nazywaj mnie tak! – Fede omal nie opluła się ze złości. Podobnie jak Tonks, nie znosiła swojego imienia i nikt, oprócz jej matki, tak jej nie nazywał.

- O! – Severus udał strapienie. – Chyba popełniłem ogromną gafę. Nie Eunice? To jak ty masz na imię? Sądziłem, że Eunice… ach, cóż za nieostrożność. Powinienem był pamiętać, że najbezpieczniej jest mówić „skarbie". W ten sposób unika się pomyłki, a wszystkie panie są zadowolone.

- Severusie – głos Fede drżał z pasji. – Jesteś chamem.

- Bo się na ciebie wpycham? – bezczelnie do niej mrugnął. – Gdybym wiedział, że jesteś mi niechętna, to bym cię nie przymuszał. Wiem, kiedy odpuścić. Tylko, że jak na tobie leżę, to odbieram zgoła inne sygnały. Wiesz, że między nogami masz nadal takie bajorko, że moczysz mi spodnie?

- Ty… - Fede zaczęła charczeć. – Ty… złamany fiucie!

- I właśnie dlatego cię trzymam – Severus w najmniejszym stopniu nie przejął się obelgą. – Gdybym cię puścił, twoje słowa nie byłyby dalekie od prawdy.

Fede wydała z siebie głuchy jęk. Od leżenia w jednej i tej samej pozycji zaczynały ją boleć kości, nie mówiąc o uświadomieniu sobie bardzo bolesnego faktu: dostała za swoje. Zawsze uważała się za osobę wyszczekaną, która niełatwo zbić z tropu, jednak w tym momencie zrozumiała, że gdy Severus wypływa na pełne wody swojego sarkazmu, ona może się przy nim schować. Nie miała najmniejszych szans ani w pyskówce, ani w fizycznym starciu. Przełknęła gorycz porażki i postanowiła podejść do sprawy chłodno i racjonalnie.

- No dobrze – powiedziała, siląc się na spokój. – W takim razie powinniśmy dojść do porozumienia. Mam dla ciebie pewną propozycję.

- Bardzo mnie to cieszy.

- Jak mnie puścisz, to obiecuję ci najlepszy seks w twoim życiu. NAJLEPSZY. Będziemy robić takie rzeczy, z istnienia których nawet nie zdajesz sobie sprawy.

- To może odwrotnie – Severus nie był naiwniakiem. – Najpierw ten seks, a potem cię puszczę.

- Inaczej. Jak mnie NIE puścisz, to do końca życia nie pozwolę ci się tknąć.

- Jasne – Severus pochylił się nad lewą piersią Fede. Ta wyciągnęła szyję, ale nie udało jej się dosięgnąć żadnej części jego ciała, którą mogłaby ugryźć. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, słysząc, jak kłapnęła zębami, po czym ucałował delikatnie kuszącą wypukłość. W gardle Fede coś zabulgotało, a ona znowu zaczęła się rzucać na wszystkie strony. Severus nie zwrócił na to większej uwagi, znacznie bardziej zainteresowany wodzeniem czubkiem języka wokół jej sutka.

- Cóż za piękny widok – zamruczał na widok twardniejącej brodawki. – Uwielbiam patrzeć na reakcje twojego ciała. Nie masz zahamowań, nie wstydzisz się tego, że lubisz to, co z tobą robię. Mowa ciała bywa zdradziecka, nie sądzisz? W tej chwili masz ochotę mnie zamordować, ale twoje piersi domagają się pieszczot. Nie mogę odmówić ich prośbie. – Koniuszkiem języka popieścił ciemnoróżowy sutek, a następnie wziął go w usta i zaczął ssać. Fede sapnęła i zadygotała. Severus doskonale wyczuwał kłębiące się w niej emocje – wściekłość, upokorzenie i fizyczne podniecenie, do którego nie chciała się przyznać.

- Wet za wet – szepnął, nie przerywając pieszczot. – Prowokowałaś mnie nie raz, kotku. Teraz to ty będziesz się skręcać. Mogę cię drażnić na wszelkie możliwe sposoby, wycofując się w chwili, gdy będziesz już bliska orgazmu. Przytrzymam ci nadgarstki jedną ręką, a drugą wsunę między uda. Chcesz tego? Chcesz, abym cię tak torturował?

Fede jęknęła głucho. Miała przymknięte oczy i uchylone usta, a on wiedział, że toczy się w niej wewnętrzna walka.

- Powiedz mi, czego chcesz – głos Severusa był ochrypły. – Powiedz mi, jak mam ci to zrobić. Ustami? Od tyłu? Chcę usłyszeć, jak krzyczysz z rozkoszy, poczuć, jak prężysz się w moich ramionach. Wiesz, że miałabym ochotę cię teraz wziąć tu i teraz, na tym dywanie? Co ty na to, lisiczko?

Fede otworzyła oczy i spojrzała na niego wzrokiem na wpół przymglonym, na wpół wściekłym. Jej oddech przyspieszył, a na policzkach wykwitły rumieńce.

- Pieprzę cię – jęknęła. Przez jej ciało przebiegł skurcz, a biodra uniosły się nieco do góry, zupełnie, jakby chciały się wtopić w ciało Severusa. – Wygrałeś, ty łajdaku. Możesz mnie wziąć, jak tylko ci się spodoba. Od tyłu, na dywanie, na biurku, gdziekolwiek. Tylko zrób to DO KOŃCA!

Oczy Severusa rozbłysły.

- Zmiana władzy – mruknął. – Teraz ty rządzisz. - Niespodziewanie obrócił się na plecy, pociągając Fede tak, że z piskiem wyleciała w górę i wylądowała okrakiem na jego biodrach. Roześmiał się, widząc jej osłupiały wzrok i chwycił ją za pośladki. – Powiedziałaś „pieprzę cię", uznałem więc, że taka jest Twoja propozycja. A ponieważ sformułowanie tego w formie pierwszoosobowej sugeruje, że chcesz być stroną aktywną, zaproponowałem pozycję, w której to faktycznie TY będziesz mnie pieprzyć.

Fede wpatrywała się w niego zbaraniałym wzrokiem. Jej usta poruszyły się kilkakrotnie, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Severusowi przyszło na myśl, że zaraz dostanie ona szału albo wstanie i wyjdzie, ale w tym momencie Fede odrzuciła głowę w tył i wybuchnęła śmiechem. Chwycił ją mocno w pasie, aby nie upadła do tyłu i patrzył, jak jej ciało trzęsie się od śmiechu, wodząc wzrokiem od piersi aż po podbrzusze.

- Jesteś łajdakiem – szepnęła i pochyliła się nad nim. Jej oczy płonęły dziką uciechą. Zachłannie wpiła się w jego wargi, a on oddał pocałunek, czując, jak zwinne palce rozpinają mu rozporek. Zaczynało mu brakować tchu. Nigdy wcześniej nie całowała go z taką pasją. Gdy wreszcie oderwała się od niego, jej usta były czerwone i nabrzmiałe. Z figlarną miną ujęła w dłoń jego męskość i patrząc mu wyzywająco w oczy, dosiadła go jednym ruchem.

Z ust obojga wyrwał się cichy krzyk. Oboje wiedzieli, że to kwestia sekund. Byli tak podnieceni, że nie mogło to trwać zbyt długo. Ciało Fede wygięło się w łuk, a z każdym pchnięciem jej oddech stawał się coraz bardziej przyspieszony. Severus zagryzał wargi, starając się powstrzymać, ale jej ruchy i dotyk ciepłego, śliskiego wnętrza sprawiły, że szczytował pierwszy. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło, jednak Fede podążała tuż za nim. W chwilę później wydała z siebie ostry, urywany krzyk i znieruchomiała z dłońmi opartymi o jego uda, dysząc ciężko i dygocąc. Severus poczuł rozpływającą się po całym ciele błogość. Powstrzymywany tak długo orgazm był cudowny, niemal na granicy bólu. Odczekał, aż ich oddech się uspokoją, po czym delikatnie oparł dłonie na plecach Fede i przyciągnął ją do siebie. Pochyliła się bez protestu, opierając dłonie na jego ramionach i kładąc mu się na piersi. Severus przytulił ją mocno, a ona pieszczotliwie potarła nosem jego podbródek i ułożyła się wygodniej, przymykając oczy. Musiała być równie wyczerpana, co on.

Przez dłuższą chwilę leżeli tak w bezruchu, rozkoszując się wzajemnie ciszą, trzaskającym na kominku ogniem i bliskością swoich ciał.

x x x x x

Mark Connors obudził się w środku nocy z uczuciem pełnego pęcherza. Cholera. Niechętnie opuścił ciepłe łóżko i śpiącą obok żonę, ale cóż, wypite wieczorem trzy piwa domagały się ujścia. Zegarek wskazywał trzecią dwanaście.

Nałożył kapcie, ciepły szlafrok i powlókł się do łazienki. Przechodząc korytarzem, zajrzał jeszcze do pokoju synka. Czteroletni Marcus spał smacznie, oddychając cicho, przez nos. Ostrożnie, by go nie obudzić, pogłaskał jego jasne włosy, po czym poprawił malcowi kołderkę i cicho wyszedł z pokoju, przymykając drzwi.

W łazience ulżył pęcherzowi, starając się nie przeglądać zbytnio w lustrze. Opłukał dłonie i wyszedł, ziewając tak, że łupnęło mu w szczękach. Zostały mu niecałe cztery godziny snu, a gdy czasem zdarzało mu się budzić w środku nocy, miewał kłopoty z ponownym zaśnięciem. Jutro chciał zaś być wypoczęty, gdyż czekało go spotkanie z ważnym klientem. Pomyślał, że nie warto ryzykować przewracania się z boku na bok do samego rana, dlatego zamiast od razu wrócić do sypialni, skierował się do kuchni, gdzie w szafce trzymał proszki nasenne.

Już po chwili dostrzegł coś dziwnego. W kuchni paliło się światło, rzucając wyraźny, jasny poblask na przeciwległą ścianę. Mark zmarszczył brwi, usiłując sobie przypomnieć, kto ostatni wychodził wieczorem z kuchni. Aha, Lucy. Wstała na chwilę z łóżka, aby napić się wody. Dziwne, nie zgasiła światła? Wzruszając ramionami, pchnął uchylone drzwi i niemal natychmiast stanął jak wryty. Przez moment miał ochotę się uszczypnąć, aby przekonać się, czy to aby nie sen.

- Kim pani jest? I co pani, do cholery, robi w moim domu?

Oparta o stół kuchenny kobieta nie wydawała się być zaskoczona wejściem gospodarza. Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem i uniosła brwi, ale nie odpowiedziała, nie zaczęła też uciekać. Mark poczuł się niepewnie. Nie wyglądała na włamywaczkę, prawdę mówiąc, przypominała jedną z wielu wymalowanych jak wampir nastolatek, włóczących się po ulicach w noc Halloween, jednak z całą pewnością nie była to nastolatka. W jej wzroku, postawie i stroju było coś dziwnego. Miała na sobie czarną suknię o dziwnym kroju, przewiązaną paskiem w talii, czarne rękawiczki i buty na bardzo wysokich obcasach. Mocno kręcone, rozwichrzone włosy opadały jej na ramiona i plecy, a w ciemnych oczach o ciężkich powiekach czaiło się coś dzikiego.

- Proszę stąd natychmiast wyjść, albo wzywam policję!

To chyba jakaś ćpunka. Chryste, a gdyby Marcus obudził się w środku nocy i poszedł do kuchni, aby się czegoś napić? Kto wie, co by się mogło stać!

Pokręciła przecząco głową, a w jej ciemnych oczach pojawiło się coś na kształt rozbawienia.

- Nie tak prędko, mugolu – odparła schrypniętym głosem. Była w nim jakaś nuta, która sprawiła, że Markowi Connorsowi nagle zrobiło się bardzo zimno. – Wyjdę, kiedy skończę. Obawiam się, że to trochę potrwa.

- Dobra, doigrałaś się. – Mark odwrócił się, wyciągając rękę w kierunku wiszącego na ścianie obok telefonu. W tym momencie poczuł, jak ogromna siła uderza go w plecy, a ciało przeszywa niewyobrażalny wprost ból, pożerający każdą komórkę jego ciała. Z gardła wydarł mu się dziki krzyk. Nigdy wcześniej nie doświadczył takiej męczarni. Runął na ziemię, miotając się dziko na wszystkie strony. Ból kruszył jego kości, miażdżył palce, rozrywał nerwy.

Nagle wszystko minęło. Mark znieruchomiał na kuchennej podłodze, a ręce i nogi podrygiwały mu w niekontrolowany sposób. Nie mógł nad nimi zapanować. Łzy ciurkiem płynęły mu po twarzy, a gardło miał tak zdarte od krzyku, że nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.

Lucy zaraz tu zejdzie, przemknęło mu przez udręczony umysł. Musiała mnie usłyszeć, przybiegnie, aby sprawdzić, co się stało…

- Bolało? – czarnowłosa kobieta pochyliła się nad nim. W jej głosie czaiło się rozbawienie. Otępiały z bólu i szoku Mark leżał zwinięty w kłębek na zimnej, kuchennej podłodze, modląc się o cud. Niech Lucy zabiera Marcusa i ucieka. Przed oczami pojawiły mu się czarne buty i ciemne loki, niemal dotykające jego twarzy. Mocny, orientalny zapach perfum, zmieszany ze stęchlizną, zaatakował nozdrza. Żółć podeszła mu do gardła i z obrzydliwym odgłosem zwymiotował całą zawartość żołądka na podłogę.

- Pieprzony, śmierdzący mugol – syknęła kobieta. - Żałosna kreatura, leżąca we własnych rzygach.

Dały się słyszeć ciężkie kroki. W polu widzenia dławiącego się zalegającymi gardło wymiocinami Marka pojawiła się para męskich butów. Nie był w stanie podnieść głowy i spojrzeć na drugiego oprawcę.

- Nie tak szybko, Bella – odezwał się mężczyzna. - Co ci tak spieszno? Do mugolaka dołączy zaraz jego rodzinka.

- Znakomicie. W takim razie on pójdzie na koniec.

- Jasne. Najpierw dzieciak, potem jego matka.

Markowi łzy płynęły po twarzy. Zacharczał i zaczął drapać paznokciami podłogę w bezsilnej próbie zrobienia czegokolwiek.

- Dzieciak? - w głosie kobiety zabrzmiało rozbawienie. - To ci się trafiło, Jugson. Świeże mięsko, co?

- Trochę za młody gówniarz, na oko pięć lat. Ale nie wybrzydzam, całkiem ładny blondasek. Uch, aż mi stanął. A ty, Bella? Może weźmiesz sobie tatuśka? Niczego sobie, chociaż mugolak.

- Też coś – prychnęła kobieta. - Musiałabym mu chyba wepchnąć różdżkę w fiuta, aby był z niego jakikolwiek pożytek. Dobra, nie gadaj tyle. Wracaj z mamuśką i bachorem, a my tu sobie poczekamy, prawda? - czubkiem buta trąciła głowę na wpół przytomnego mężczyzny.

To tylko koszmarny sen, myślał Mark. To nie może być prawda. Zaraz się obudzę... błagam...

Ale to nie był sen.

Mark Connors zmarł o piątej czternaście, gdy jego serce nie wytrzymało kolejnego Cruciatusa. Umarł pół godziny po swojej żonie i pięćdziesiąt trzy minuty po dziecku.

Rozbawieni śmierciożercy opuścili dom, pozostawiając kuchnię pełna krwi i szczątków zmasakrowanych ciał.

x x x x x

- Nie powinniśmy byli tego robić.

Kobieca dłoń, muskająca jego pierś, znieruchomiała. Po chwili Fede wolno uniosła się na łokciu i spojrzała mu prosto w twarz. Severus unikał jej wzroku, wpatrując się w płonące na kominku polana, ale wyczuwał jej emocje i wiedział, że właśnie sprawił jej ogromną przykrość.

- Teraz mi to mówisz? Po tym, jak się kochaliśmy? – w jej głosie nie było gniewu, ale coś w rodzaju żalu. – Sev, czemu to robisz? Co się z tobą dzieje? Nie potrafię cię zrozumieć. W jednej chwili jest nam razem tak dobrze, w następnej mnie odpychasz. Przecież niczego od ciebie nie żądam. Nie oczekuję kwiatów, deklaracji, pierścionka. Chcę tylko spędzać z tobą czas i nie wtrącam się w twoje życie.

- To nie o to chodzi – odpowiedział niechętnie.

Usiadła. W świetle ognia jej na wpół wilgotne włosy nabrały złotego odcienia. Miał wielką ochotę pogładzić wijące się na skroniach loczki.

- Bądź ze mną uczciwy – poprosiła. – Jeśli nie chcesz się więcej ze mną spotykać, powiedz mi to wprost. Wtedy odejdę i zostawię cię w spokoju. Na zawsze. Ale czy nie uważasz, że zasługuję na szczerą i jasną odpowiedź?

Tak, odejdź i więcej nie wracaj. Powinien tak powiedzieć, ale nie mógł. Nie przeszłoby mu to przez gardło.

- Nie chcę cię narażać, Fede – odparł cicho. Jego palce objęły jej dłoń, a serce skurczyło się boleśnie, po raz pierwszy od wielu lat. – To zbyt niebezpieczne. Nie chcę, aby coś ci się stało.

- Nie rozumiem – szepnęła Fede.

Nie wiem, czy chciałabyś to zrozumieć. Mam ci opowiedzieć, jak doszło do śmierci Lily Potter? Czternaście lat temu wydałem ją Czarnemu Panu – ją, którą tak kochałem. Nawet sobie nie wyobrażasz, co wtedy czułem. Nie chcę, aby to się powtórzyło, by kolejna kobieta straciła życie z mojego powodu. Gdyby coś miało stać się tobie, tylko dlatego, że za bardzo się do siebie zbliżyliśmy…

Poczuł, że Fede gładzi go po włosach. Ten gest, pełen czułości i łagodnego zrozumienia sprawił, że Severusa coś ścisnęło za gardło. Przesunął ustami po jej przedramieniu. Czekała cierpliwie, w milczeniu.

- Wiesz, jaka jest moja rola w Zakonie – powiedział cicho. – Czarny Pan ufa mi na tyle, abym mógł pełnić rolę podwójnego szpiega i przekazywać Dumbledore'owi informacje na temat działań śmierciożerców. Ale wszyscy wiemy, że nawet do mnie nie ma stuprocentowego zaufania. Wiele razy sondował mój umysł za pomocą legilimencji, szukając najmniejszych nawet oznak słabości, niewierności bądź czegokolwiek, co pozwoliłoby mu trzymać mnie w szachu. Czarny Pan wie, że nic nie zagwarantuje mu wierności swoich sług tak, jak obietnica nagrody bądź strach o rodzinę lub bliskich.

- Jest jeszcze coś innego, co wiąże ze sobą ludzi znacznie silniej i skuteczniej – mruknęła Fede.

Omal się nie uśmiechnął.

- On tego nie pojmuje. Ktoś o duszy przeżartej złem tak, jak on, nie jest w stanie zrozumieć siły przyjaźni czy szczerego oddania. Śmierciożercy są dla niego tylko sługami, nikim więcej. Gdyby powziął najmniejsze nawet podejrzenie, że łączy nas cokolwiek, miałby mnie w garści. Będąc ze mną, wystawiasz się na ogromne niebezpieczeństwo, bo wszystko, co robimy, pozostawia ślad w moim umyśle i wspomnieniach.

- Rozumiem – oczy Fede przybrały dziwny wyraz. – Ale skoro przez kilka miesięcy udawało ci się okludować umysł na tyle skutecznie, że Vol… Sam-Wiesz-Kto niczego się nie domyślił…

- To były zupełnie inne wspomnienia. Suche fakty, dotyczące działalności Zakonu, pozbawione jakichkolwiek emocji. To, co jest między nami, jest… inne. Znacznie trudniejsze do ukrycia. – Odetchnął głęboko, staranie dobierając słowa. – Byłabyś doskonałą kartą przetargową, a ja… chciałbym, abyś była bezpieczna.

Usta Fede dotknęły jego czoła.

- Nikt, kto jest w Zakonie, nie jest bezpieczny – odparła cicho. – Wszyscy wystawiamy się na zagrożenie. Spójrz na Weasleyów, Severusie. Oboje są w Zakonie, a ich dzieci przyjaźnią się z Harrym. Sądzisz, że nie boją się oni o swoich bliskich? A mimo tego nie poddają się strachowi, nie rezygnują.

- To co innego.

- Nie. – Fede z powrotem ułożyła się na piersi Severusa. – Jeśli Sam-Wiesz-Kto wygra i zdobędzie władzę, nasze życia nie będą warte funta kłaków. Nie boję się. Ryzykowałam wiele razy i tak też zrobię teraz. Nie chcę rezygnować z ciebie dla poczucia fałszywego bezpieczeństwa. Równie dobrze mogłabym uciec daleko stąd z podkulonym ogonem.

- A jeśli coś ci się stanie? Z mojego powodu?

- A jeśli coś stanie się tobie? – w jej głosie zabrzmiało rozdrażnienie. – To świetnie, że się o mnie martwisz, ale może ktoś martwi się również o ciebie?

- O mnie? – roześmiał się posępnie. – Od wielu lat nikt się mną nie przejmował.

- Mną też nie – wyrwało się jej. Severusowi zrobiło się nieprzyjemnie, słysząc gorycz, z jaką to powiedziała. Po chwili się opanowala. – Wiesz, że żaden facet nie troszczył się o mnie tak, jak ty teraz? To całkiem miłe…

- To chyba niewielu mężczyzn znałaś – Severus bezwiednie nawinął na palec kosmyk jej włosów – skoro proste stwierdzenie, że nie życzę ci źle, odbierasz jako coś wyjątkowego.

Westchnęła.

- Znałam ich bardzo wielu – powiedziała cicho. – Może nawet zbyt wielu. I nadal twierdzę to samo. Żadnego z nich nie obchodziłam w takim stopniu, jak ciebie.

Zrozumiał, że mówiła poważnie i zrobiło mu jej się żal. Na Merlina, czy przez całe życie otaczały ją jedynie wykorzystujące okazję gnoje? Objął ją i przytulił tak mocno, że aż sapnęła, ale nie zaprotestowała.

Podjął już decyzję, a słowa Fede tylko go w niej utwierdziły. Skoro oboje chcą ryzykować, niech tak będzie. Wiedział, że postępuje jak egoista i opanowany żądzą samiec, który przedkłada własne potrzeby nad jej dobro – ale nie miał siły kończyć związku.

Severusie, ależ z ciebie skurwysyn. Dobrze wiedziałeś, co powie Fede. Nie jest tchórzliwa, nie zostawi cię. Czekałeś na jej decyzję tylko po to, aby się upewnić, że postępujesz słusznie. Bo przecież nie rozstałbyś się z nią.

A zresztą ryzyko nie musi być tak duże.

Nie pozwoli sobie wydrzeć z umysłu choćby jednej myśli o Fede. Skoro Czarny Pan dał się nabrać co do jego uczuć względem Lily, tym razem też tak będzie. Zwłaszcza, że wtedy musiał ukrywać znacznie więcej. Kochał Lily tak mocno i głęboko, że nawet teraz, po tylu latach, wiedział, iż nikogo innego nie obdarzy podobnym uczuciem. Coś takiego zdarza się tylko raz w życiu. Zaś Fede, która wdarła się w jego życie z siłą huraganu i zaczęła wywracać jego egzystencję do góry nogami…

Zacisnął mocno powieki.

Nie zniósłby, gdyby jej nagle zabrakło. Było mu z nią dobrze. Cholernie dobrze. I tyle.

Powinno mu być łatwiej wszystko ukryć.