Tyle rzeczy było w tym prompcie, tyle rzeczy...podróż w czasie i miecz Gryffindora, tak konkretniej. I zmieść to w drabble'u (wyszło dwa i pół, ale ciii).
Dla Martisz.
Kowadło
— Jesteś pewien, panie?
— Dla sprawy — odpowiedziano spokojnie, choć głucho.
Powód, dla którego Złociszek, przywódca buntu goblinów, miał się cofnąć w czasie – narazić na śmierć, co było drobiazgiem, i popełnić przestępstwo, utracić honor, co było wszystkim – nie mógł być mniejszy niż sprawa.
Czarodzieje przy okazji obalania reżimu Voldemorta udowodnili, niechcący, ale niezbicie, iż miecz Gryffindora rzeczywiście nie został przez niego skradziony. Że król goblinów nie miał racji. Oszukał.
Pozbawiło to wszystkie bunty goblinów racji bytu, zabiło w nich ducha walki. Owszem, udało się wywołać powstanie po nałożeniu nowych podatków na usługi bankowe, ale Złociszek widział, że przy tak niskim morale nie mają szans na zwycięstwo. Większość populacji w ogóle odmówiła przyłączenia się do ich ruchu!
Należało więc cofnąć się w czasie – po drodze, bagatela, złamać świętość skrytki bankowej; za to samo Złociszek na zawsze zostanie wygnany ze społeczności, a imię jego wymazane z księgi narodzin – i uczynić, co słuszne. Ukraść miecz królowi goblinów i podrzucić go Gryffindorowi przed oficjalnym przekazaniem. W ten sposób propaganda stanie się prawdą, a gobliny, zjednoczone tym razem słusznym celem, wygrywają może nawet od razu pierwsze powstanie.
Magia wszak zawsze przyznaje rację sprawiedliwym. Tylko czasem po bardzo, bardzo długim okresie prób i hartowania. Jak z metalem.
Być może Złociszek, biorąc w ręce potężny artefakt i wypowiadając formułę zaklęcia, popełniał bluźnierstwo, próbując skrócić proces obróbki. Podmieniając kruszec. Trudno. Gniew historii spadnie tylko na niego, a przecież tak przeznaczeniu, jak goblinom chodziło w istocie o jedno: stworzyć najpiękniejszą, najdoskonalszą broń.
Złociszek, szarpniętym zaklęciem, czuł, że właśnie się nią stawał.
