Alister był przekonany już od dobrych kilkunastu lat o tym, że świat składa się z tak wielu sekretów, że tylko najbardziej oddani prawdziwej potędze umysłu będą w stanie nimi zawładnąć. Pomimo swoich stu dwudziestu lat, nadal nie pozwolił starości zmącić mu umysłu. Jego dzień był schematyczny, jednak przez lata samotności nauczył się to kochać. Miał swoje dziwaczne nawyki, owszem, jak na przykład myjąc zęby lubił stawać nago przy oknie i podziwiać górski pejzaż. Nie mógł, pomimo doświadczenia, zwalczyć jednej rzeczy. Odczucia, że brakuje mu kobiety. Młodej, zgrabnej, w której krągłości mógłby się wtulać chłodnymi wieczorami. Na samo wyobrażenie odczuł swoją męskość, która niebezpiecznie dawała o sobie znać. Jako mistrz magomedycyny, dawno mógł coś na to wynaleźć. Jednak wierzył, że naturalne odruchy nie powinny być hamowane, z resztą mieszkał sam i mógł sobie pozwolić nawet na mycie zębów przy oknie na golasa.

Zaczął właśnie rozważać zaspokojenie swoich męskich potrzeb, kiedy usłyszał donośne pukanie do drzwi.

Severus nie należał do troskliwych osób, rzadko przejmował się losem innych. Szczególnie gadatliwych i lekkomyślnych Gryfonów. A może dokładniej – Gryfonek. Hermiona Granger była jego koszmarem sennym, przenośnie i dosłownie. Nie dość, że w ciągu dnia musiał się nią zajmować o jeszcze po feralnej nocy pojawiała się w jego snach. Nienawidził, kiedy ktokolwiek pojawiał się w jego życiu. Z całych sił wzbudzał względem niej najgorsze emocje, aby tylko nie dać się zwieść przez jej magię. Którą, na marginesie, sam w niej rozbudził. Kiedy tylko wrócił do domu, po nocy spędzonej z tą kobietą ciągle czuł zapach jej magii. Nie mógł przestać obwiniać, się o to co między nimi zaszło. Opróżnił wtedy całą zawartość barku, sam nie potrafił wzbudzić w sobie znieczulicy. Od tamtego zdarzenia wyczuwał jak jej moc wzrasta z każdą chwilą. Przeraziło go to, nie wiedział dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko. Musiał interweniować, dlatego znajdował się przed drzwiami Alistera Carra, największego magomedyka jakiego widziała ziemia.

- Już idę, idę.. – dobiegło go marudzenie zza drzwi. Po chwili stanął w nich średniego wzrostu, dość przystojny mężczyzna z białą pianą dookoła ust. Severus powstrzymał się od niestosownej uwagi, zarejestrował jedynie, że facet pomimo swoich lat nieźle się trzyma.

- Severus Snape – rzekł zdziwiony mężczyzna ścierając rękawem szaty resztki pasty -co cię do mnie sprowadza? Znowu nieudany eksperyment, z podobno nieodwracalnymi skutkami? – zagadnął ironicznie.

- Witaj Alisterze – przywitał się z lekkim ukłonem, nie znosił tego faceta jednak mimo wszystkich złośliwości szanował go za jego wiedzę. – Mam do Ciebie sprawę dość… nietypową.

- Jak zwykle, z resztą o dziwo nie mam nic lepszego do roboty, więc wejdź posłucham Cię z konieczności…

- Dziękuję

- Jednak nie licz, że zaproponuję Ci cokolwiek do picia, nie chcę wypełniać potem zapasów w moim barku, a tym bardziej naprawiać, twojej i tak już ledwo dyszącej, wątroby…

Severus zagryzł tylko zęby, niestety to byłą jedna z pięciu osób, której nie mógł odpowiedzieć w swój urokliwy sposób. Zbyt był cenny, żeby stracić jego przychylność przez jeden sarkastyczny komentarz. Po paru spotkaniach z nim, jednak szło przywyknąć do jego sposobu bycia.

Zanim usiadł, przeszło mu przez myśl, że tak samo musi chyba czuć się Granger jak z nim przebywa. Uśmiechnął się paskudnie, cóż musi zapamiętaj to uczucie złości. Jak wróci, wyładuje to wszystko na niej, będzie patrzył jak zżera ją wściekłość. Spotkanie wydało mu się nagle trochę przyjemniejsze.

Na szczęście dostała miesięczny urlop, z zastrzeżeniem, że jeżeli zdarzy się coś ciekawego w okolicy której się znajdzie ma zaraz pisać reportaż. Usiłowała właśnie zdecydować jakie rzeczy ma ze sobą zabrać, bowiem jej szanowny mistrz nie dał jej nawet tak banalnej informacji w jakim klimacie znajduje się ta „urokliwa" dziura do której się wybierają. Magicznie powiększyła wnętrze torby wpychając do niej grubsze jak i lżejsze rzeczy. Postanowiła zabrać ze sobą również kilka własnych książek poświęconych kształtowaniu w magiczny sposób swojej osobowości. kto wie może się przydadzą, a jak nie to będzie miała co czytać, byleby tylko unikać towarzystwa Snape'a. Zebrała pospiesznie wszystkie rzeczy, sprawdziła po raz ostatni okna, rzuciła wszystkie zaklęcia zabezpieczające i wyszła na spotkanie z przeznaczeniem.

Podróż pociągiem wydawała się istną udręką. Oboje byli zajęci czytaniem, jednak w przedziale unosiła się napięta atmosfera. Pełna niedomówień. Nadal nie powiedział jej gdzie dokładnie zmierzają, co doprowadzało ją do ła nie wiedzieć, a tym bardziej „spontanicznie" wybierać się na wakacje w bliżej nieokreślonym celu. Starała się zachować pozory spokoju, jednak od środka rozrywała ją ciekawość. Co chwilę spoglądała na mężczyznę, który ze stoickim spokojem przewracał co chwila kartki opasłego tomu. Wyczuwał jej napięcie. Każde jej nerwowe spojrzenie sprawiało mu dziką satysfakcję. W tym tygodniu z resztą miał już wystarczająco dużo stresu, należało mu się odrobinę przyjemności, a doprowadzanie jej do szału było najlepszą nagrodą. Dochodził właśnie do ciekawego fragmentu poświęconemu wykorzystywaniu eliksirów do ulepszenia i utrwalenia transmutacji, kiedy usłyszał ciche chrząkanie.

-Mogłabym się w końcu dowiedzieć do jakiegoś to sekretnego miejsca mnie pan zabiera? – powiedziała to na tyle głośno, aby siedząca obok kobieta popatrzyła się na mężczyznę podejrzliwie.

Westchnął zrezygnowany i odłożył książkę.

Niepostrzeżenie machnął ręką, szepcząc pod nosem inkantację, aby po chwili nabrać powietrza w płuca i wrzasnąć.

-Ty nierozważna ignorantko! Nie rób ze mnie publicznie pedofila, jak już masz się do mnie odezwać to rzuć najpierw zaklęcie wyciszające, a nie zmuszaj mnie do tego, żebym musiał się zabierać do czyszczenia pamięci tej starej krowy!

-Przepraszam bardzo! Ale gdyby mi pan wcześniej powiedział to by mnie musiała w ogóle się do pana odzywać!

-Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć?! Myślałem, że przy tych dwóch imbecylach nauczyłaś się w szkole cierpliwości. Jednak widzę, że siedem lat z Wesley'em i Potterem poszły na marne i tylko uszczupliły twój wątpliwy intelekt!

-Chyba nie tylko ja mam wątpliwy intelekt w tym towarzystwie, skoro nie potrafi pan nawet poprawnie rzucić Muffiato! – wskazała zamaszystym ruchem na przerażoną kobietę.

-Do kurwy nędzy.. – agresywnym ruchem wyciągnął i wymierzył różdżką w skuloną kobietę.

-Obliviate – mruknął, a oczy kobiety zaszły mgłą. Po raz kolejny rzucił zaklęcie wyciszające, sprawdzając czy na pewno zrobił to dobrze.

-Zadowolona? – Warknął w stronę Hermiony, na której ustach malował się ironiczny uśmiech satysfakcji.

-Przynajmniej wiem, że nie jest pan takim perfekcjonistą na jakiego się pan kreuje

-Zamknij się Granger

-Zmuś mnie… – warknęła zmrużając niebezpiecznie oczy.

-Nie wiesz na co się porywasz, mógłbym cię zakneblować w mugolski sposób związać i wyrzucić przez okno pociągu, co szczerze mówiąc sprawiłoby mi większą satysfakcję niż zwykłym Silento… – jej obojętność go irytowała, delikatnie rozszerzyła usta co podsunęło mu pewien pomysł.

-Również mógłbym Ci zamknąć usta w typowo męski sposób i gwarantuję Ci, że wtedy nie tylko być milczała ale i zapomniała o co chciałaś pytać..

-Fu! – Odskoczyła gwałtownie – nie musi mi pan tego przypominać! Już będę milczała..

-Na reszcie.. Słuchaj więc, wybieramy się do małej chatki wgórach, niedaleko miejsca zamieszkania najsławniejszego magomedyka w historii – Alister Carr..

-Słyszałam o nim! – oczy zaświeciły się jej aż z podekscytowania- To wynalazca maści, która..

-Granger! – przybliżył się do niej – Bo spełnię swoją propozycję.. – momentalnie zatkała ręką usta.

-Grzeczna dziewczynka. Jak już mówiłem, większą część tego nieszczęsnego miesiąca będziemy pracować we dwójkę. Jednak udało mi się przekonać Alistera, aby pomógł nam w najcięższych partiach związanych z kontrolą. Zgodził się,jednak ilość nerwów jaka mnie przez to kosztowała będzie musiała zostać przez ciebie odpracowana.

-Że jak?!

-Jeszcze nie wiem jak, ale wymyślę coś spokojnie do końca miesiąca się powinnaś dowiedzieć – zapewnił ją.