Harry czuł pęd wiatru, który swobodnie przeczesywał jego przydługie brązowe loki. Zgarnął kilka lepkich kosmyków, które przyczepiły się do jego twarzy i ponownie spojrzał w dół. Trybuny wypełnione po brzegi przez uczniów obu domów tonęły w kolorach. Severus siedział obojętnie na swoim miejscu, tuż obok Dumbledore'a, ale wydawał się znudzony.
Pani Hooch wygłosiła jak zwykle kilka zdań o grze fair play, ale Draco Malfoy parsknął w jej kierunku, więc reszta utonęła w śmiechu Ślizgonów. Blondyn podleciał do Pottera wcześniej, oznajmiając mu, że nawet poślubienie opiekuna ich domu nie załatwi mu taryfy ulgowej. Jakby on kiedykolwiek jakiejkolwiek potrzebował.
Tłuczki zostały wypuszczone i jeden już prawie zderzył się z nim, ale w ostatniej chwili Wood odbił go do góry, mrugając wesoło do młodego Gryfona. Mecz się rozpoczął od wiwatów i gwizdów oraz lekkiej mżawki, która szybko zamieniła się w rzęsisty deszcz utrudniający widoczność. Ślizgoni szybko przejęli prowadzenie, nokautując dwóch obrońców w tym kapitana drużyny, ale Harry nie zwracał uwagi na zmieniające się wartości liczbowe na tablicy. Draco Malfoy, który do tej pory przelatywał okazjonalnie koło własnych trybun rozdając słodkie uśmiechy, zniknął z zasięgu jego wzroku, co oznaczać mogło jedno z dwóch. Dostrzegł znicz albo planuje coś niecnego. W obu przypadkach Gryfon powinien mieć go na oku.
Poderwał miotłę pionowo w górę i wleciał na dużo większą wysokość mając nadzieję, że z niej dostrzeże cokolwiek. Na okularach pojawiły się pierwsze krople deszczu, więc zaklęcie Hermiony zakończyło swoją ważność. Westchnął tylko przecierając szkła od czasu do czasu, aż w końcu dostrzegł blond czuprynę, która chowała się za jednym z szerokich słupów. Już miał podlecieć bliżej Malfoya, gdy jego uwagę przyciągnął złoty błysk, ocierający się o zielony trawnik tuż pod nim. Szukający Ślizgonów dostrzegł go także, sądząc po tym jak szybko zawrócił i skierował się wprost na złoty znicz. Harry pomyślał wtedy o dwóch rzeczach; po pierwsze był dużo dalej od Malfoya i po drugie – lecąc pionowo w dół miał jedyną szansę. Jednym ruchem dłoni obrócił miotłę o 180 stopni, starając się nie zamknąć oczu…

ooo

Severus siedział na zbyt twardych ławkach i zastanawiał się nad tym dlaczego u licha moknie. Przeważnie nie miał zwyczaju przychodzić nawet na mecze własnej drużyny, ale dziś zdawał się nie wiedzieć, co robić we własnych komnatach. Książki zdawały się być zbyt nudne, a skupienie się na ocenianiu prac domowych odpłynęło wraz z pierwszymi fanfarami na cześć zawodników. Do tego ten cholerny Dumbledore odważył się uśmiechnąć na jego widok!
Kolejne krople deszczu spłynęły mu po twarzy. Nie miał ochoty na męczenie się niepotrzebnym zaklęciem. Nigdy nie rozumiał dlaczego czarodzieje tak bardzo polegają na tej magii. Prychnął z rozbawieniem, widząc, że dyrektor osłania rycersko McGonagall, ale sam wystawia swoje stare kości na kaprysy pogody.
- Nigdy nie zrozumiem dlaczego tak ich to ekscytuje – nie wytrzymał. Minerwa odwróciła się w jego stronę i zmierzyła go surowym spojrzeniem.
- Przecież sam grałeś w quidditcha, Severusie – powiedziała spokojnie, ważąc słowa.
Prychnął tylko w odpowiedzi, ignorując jej obrażone spojrzenie. Nienawidził tej gry, nienawidził tego, że liczy się tylko i wyłącznie jedna osoba – szukający. Reszta drużyny była tylko dodatkiem, który równie dobrze mógłby po prostu wskazywać drogę do złotego znicza.
Nagle Potter wzbił się o wiele wyżej od pozostałych graczy i odwrócił, przeczesując teren pod spodem. Mistrz Eliksirów nie mógł dostrzec skupienia na jego twarzy, ale był pewien, że takowe na niej zagościło. Cała jego postać była wyprężona, dumna, ale też gotowa do szybkiej reakcji i tego bardzo chciałby nauczyć chłopaka w obronie. Do tej pory brunet wykazał co najmniej średnie zdolności, co i tak było czymś niesamowitym w wśród Gryfonów. Niemniej jednak zdawał się nie bardzo radzić z samą różdżką, co bardziej ujmowało Severusa, niż drażniło. Pamiętał innego chłopca, który nie rozumiał sensu machania drewnianym patykiem, ale życie nauczyło go szybko, że to jedyna droga. Ale Potter był inny – pomyślał z niesmakiem. Zawsze pozwalano mu na więcej swobody, więc… Zastanawiał się chwilę, ale szybko odrzucił ten pomysł. Rzadka umiejętność, a chłopak nie posiadał odpowiedniej ilości mocy…
Jego rozmyślania przerwał krzyk przerażenia McGonagall, a jeśli ona wydaje takie dźwięki – oznaczać to może jedno. Spojrzał w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu plątał się Potter, ale została po nim tylko smuga. Szczeniak pikował właśnie w stronę ziemi z zawrotną prędkością i zdawał się tracić panowanie nad miotłą. Severus nie wahał się ani minuty – zerwał się ze swojego miejsca i jednym skokiem dopadł końca trybun.
- Protego Personum! – krzyknął. Duża część jego magii wprawiła różdżkę w drżenie i wystrzeliła w stronę opadającego chłopaka, który co prawda nie zwolnił, ale odbił się od zielonego trawnika i patrzył głupkowato na pobladłą profesor Hooch. Złoty Znicz lśnił w jego dłoni.

ooo

Harry obudził się zlany potem, łykając powietrze głębokimi haustami. Po raz pierwszy miał tak dziwny sen, ale nie to było w tym wszystkim najbardziej szokujące. Mara była niezwykle wyrazista i realna. Czuł się jak na prawdziwym meczu i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jakimś cudem pod koniec patrzył na wszystko oczami Severusa Snape'a...

ooo

Czarnowłosy jedenastolatek trzymał w swojej niewielkiej rączce trochę większą dłoń matki. Kobieta mówiła coś do niego, ale przez gwar ulicy prawie nic nie słyszał. Ojciec wciąż perorował na temat Królestwa i tego, co obecnie się dzieje, a jedenastolatek nie potrafił skupić się na obojgu naraz. Starszy mężczyzna wspominał o tym, że coraz częściej na niego napierają, dlatego Severus musi pozostać w Hogwarcie, może nawet przez kolejne dwa lata. Pierwotny plan nie zakładał tak długiego ukrywania się wśród inferioritas*, ale jeśli nie było innego wyjścia, dziecko nie zamierzało spierać się z ojcem.
Kobieta nagle przystanęła, wytrącając ich obu z rozmowy. Niemowlę na jej ramieniu obudziło się i zaczęło płakać.
- Coś się stało, Eli? - spytał jej mąż, ale ona tylko pokiwała przecząco głową.
Stała tylko wsłuchując się w gwar Pokątnej.
- Musimy wracać – powiedziała tylko, a Sewiusz nie sprzeczał się.
Intuicja jego żony była legendarna nie bez przyczyny. Trzy zamachy, którym zapobiegli także namawiały do większej ostrożności.
- Wracaj szybko do szkoły, Sevie – poradziła chłopcu puszczając jego dłoń.
Ojciec uścisnął go mocno i uśmiechnął się delikatnie, patrząc się wprost w jego błękitne oczy.
- Mam nadzieję, że przysporzysz mi powodów do dumy, synu. - Jego niski głos zadźwięczał niezwykle czysto.
Severus skinął głową zachowując poważny wyraz twarzy.
- Oczywiście, ojcze – odpowiedział tylko.
Chwilę później zawrócił w stronę jednej z pomniejszych uliczek, nie zauważając wysokiego mężczyzny, który podążył tuż za nim.

ooo

Ktoś przyciskał mu dłoń do ust, tak że nie mógł wydobyć z siebie głosu i z trudem walczył o oddech. Jego stopy przestały dotykać ziemi, gdy wyższy mężczyzna uniósł go jak piórko i zaciągnął w ciemny zaułek. Odgłosy ulicy ucichły. Severus z łatwością rozpoznał muśnięcie dobrze znanej mu magii. Uspokoił się, czekając aż nieznajomy postawi go na nogi. Jednak nic takiego się nie stało, a zamiast tego zobaczył przerażone oczy własnej matki, która stała dwa kroki za ojcem – blokującym zaklęcia tamtych. Napastnicy mieli niewiele czasu i wiedzieli o tym doskonale. Kryształ wiszący na piersi jego ojca nagrzewał się, jeśli chcieli magii całego Królestwa musieli działać szybko.
Nagle ktoś puścił jego usta, z których wyrwał się niekontrolowany krzyk, a zamiast tego przyłożył do jego szyi coś, co natychmiast przecięło delikatną skórę. Nóż – nie musiał zgadywać, widząc spotęgowane przerażenie w oczach swojej matki, zastąpione niemal natychmiast czymś innym, czego z kolei przestraszył się Severus. Błękit tęczówek kobiety złagodniał, gdy pojawiły się w nich łzy.
- Kryształ – zażądał ten, który go trzymał.
Sewiusz, ósmy z kolei Opiekun Magii, wciąż trzymajac uniesione wysoko dłonie, zerwał łańcuszek z szyi, wypełniając uliczkę gęstą mgłą własnej mocy. Napastnicy jednak niewzruszenie stali na własnych pozycjach.
- Nie jesteśmy z twego świata – warknął tamten w odpowiedzi i ostrze przesunęło się na lewą dłoń Severusa kalecząc ją głęboko.
Jedenastolatek nawet nie jęknął, patrząc jak nóż zagłębia się w jego skórze. Czerwony strumyk powoli pokrył całą dłoń i pierwsze krople spadły na ziemię. Patrzył jak zafascynowany na jedyny w swoim rodzaju spektakl. Jego ojciec zaczął grozić, ale ponownie nie zrobiło to na nich wielkiego wrażenia. Jedyne, co wychwycił to coś niejasnego o Czarnym Lordzie, który ma sposoby na takich jak oni.
- Wypuść go to tylko dziecko – odezwała się nagle jego matka. - Jestem czarownicą...
- Jest półkrwi, a tacy nie mają dla nas znaczenia – warknął tamten. - Nie obchodzi mnie twoja czystokrwistość...
Blada zazwyczaj twarz Eileen zaogniła się, a w oczach pojawiła dziwna pewność. Popatrzyła na niemowlę w swoich dłoniach i wyjęła różdżkę.
- Jesteś za dobry – powiedziała do męża, kładąc płaczące dziecko na ziemi i opatulając je czarem.
- Jest za głupi – odwarknął mężczyzna.
Nóż zaczął powoli nacinać skórę na jego gardle, ale nie mógł się wyrwać.
- Protego Personum! - zabrzmiało w powietrzu nim ostrze naruszyło tchawicę.
I bardzo wiele zdarzyło się w ciągu jednej chwili. Jego matka upadła na ziemię brocząc krwią, a ojciec opuścił z krzykiem osłonę, wyjmując miecz. Kilka minut później Severus poczuł Magię Kryształu, która przywołała go i związała trwale z jego krwią, wciąż skapująca na brudny bruk.
Płacz dziecka wciąż rozbrzmiewał w jego uszach...
… gdy obudził się we własnym łóżku, ściskając ramię. Miał ten sen po raz trzeci odkąd Potter usunął Mroczny Znak i nie był pewien czy nie tęskni za tym piętnem hańby, które przynajmniej blokowało nieprzyjemne wspomnienia.