Rozdział 12.

— Nie sądzę, żeby to było dla ciebie zdrowe — powiedziała Hermiona. — Spędzanie z nim takiej ilości czasu...

Harry pochylił się, opierając łokcie o kolana. Znajdowali się na boisku Quidditcha, gdzie ich dzieci ćwiczyły latanie.

— Jestem pewien, że nie wiem, o czym mówisz.

Dziewczyna wywróciła oczami i westchnęła cierpiętniczo.

— Naprawdę, Harry? W tym tygodniu chodziłeś do niego codziennie.

James zanurkował, znajdując się niebezpiecznie blisko ziemi; pęd wiatru wręcz potargał Harry'emu włosy.

— James! — krzyknął, ale chłopiec zdążył ponownie wzbić się w powietrze, nie mając pojęcia, że ktokolwiek coś do niego mówił. — Przysięgam, jeśli nie nauczy się odrobiny zdrowego rozsądku, to zabiorę mu miotłę.

— Daj spokój — odezwał się Ron, wyciągając się na trawie tuż obok ławek.— Robiłeś gorsze rzeczy w jego wieku.

— Nie w tym rzecz... — Harry spojrzał na przyjaciela spode łba.

— Dość — wtrąciła Hermiona. — Musi ćwiczyć, stara się o przyjęcie do drużyny, prawda?

Harry utkwił w niej zdumiony wzrok.

— Uważaj na słowa. Hugo będzie próbował go naśladować i co mu wtedy powiesz?

Dziewczyna spojrzała na swego syna wiszącego sześć stóp nad ziemią. Uśmiechnęła się.

— Zaryzykuję.

— Taa — zgodził się Ron. — On ma w sobie dużo ze swojej matki. — Hermiona kopnęła go lekko za tę uwagę, jednak na jej twarzy nie było ani śladu złości.

— Mniejsza o to — podjęła. — Obaj zmieniacie temat. Harry, co ty właściwie wyprawiasz? On cię nie pamięta. Znowu cię zrani.

— To niedorzeczne, niczego od niego nie chcę — odparł, a Hermiona natychmiast uniosła brew na tak ewidentne kłamstwo brzmiące w jego głosie. — To znaczy — westchnął. — Chciałbym, żeby sobie przypomniał. Powinien wiedzieć, kim jest. Poza tym, miejsce jego syna jest w Hogwarcie.

— Oczywiście — zgodziła się dziewczyna, biorąc łyk wody mineralnej. — Jednak profesor Snape podejmie decyzję, która będzie najlepsza dla jego rodziny. Niczego więcej nie możesz zrobić.

Harry zmarszczył czoło, a jego synowie latali wysoko nad ich głowami kreśląc leniwe okrążenia wokół boiska.

— W jaki sposób podejmie dobrą decyzję, jeśli sam nie pamięta swojej przeszłości?

— Nie wiem — odparła przyjaciółka, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Ale ty sam musisz siebie chronić.

Harry spojrzał na Rona z nadzieją, że chociaż on go poprze.

— Wybacz, stary, tym razem popieram moją żonę. Snape nie jest dla ciebie odpowiedni, czy sobie przypomni, czy nie.

Harry kopnął grudkę ziemi myśląc o tym, iż jeszcze miesiąc temu mógł powiedzieć z całą szczerością, że nie myślał już o Snape'ie od lat, ale teraz...

— Czy powiedziałeś już profesor McGonagall? — spytała Hermiona.

— O czym?

— O Snape'ie. O tym, że przeżył. Że Harry Prince to jego syn.

— Nie. — Harry wbił spojrzenie we własne buty. Nie chciał mówić o tym Minerwie, sam nie wiedział, dlaczego. Jeszcze nie. Najpierw musiał dowiedzieć się, co mogło się wydarzyć i czy uda mu się przywrócić Severusowi wspomnienia.

— Musisz z nią porozmawiać — nalegała. — Być może będzie mogła ci jakoś pomóc.

xxx

— To wyjaśnia kilka spraw — odparła Minerwa zamyślonym głosem i odstawiła filiżankę na biurko. — Na przykład jego portret. — Kobieta wskazała płótno wiszące na ścianie tuż za nią, gdzie namalowany Snape właśnie pokazywał jej język.

— Tak. — Harry kiwnął głową. — Z tym obrazem zawsze było coś nie tak.

— Doprowadza mnie do szału — zgodziła się dyrektorka. — Inne postacie z obrazów podzielają moje zdanie. Nie uwierzysz, ile razy żądali, by go usunąć do lochów.

Choć Harry wiedział, że portrety były zaledwie podobizną i cieniem osób, które przedstawiały, Snape zawsze był... Cóż, dziwny to mało powiedziane. Po swoich doświadczeniach z obrazem przedstawiającym Dumbledore'a, Harry nauczył się, by nie mieć wobec nich zbyt wielkich oczekiwań. Mimo to, zawsze sądził, że Snape przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, że wszystkie jego portrety cały dzień grały w eksplodującego durnia lub opowiadały dowcipy. Harry uśmiechnął się, a potem coś przyszło mu na myśl.

— Włożył naprawdę wiele wysiłku w swoje zniknięcie. Musiał tak ustawić zaklęcie na portrecie, by uaktywniło się dopiero po bitwie, nawet jeśli nadal był żywy. W pełni zaplanował sobie to drugie życie... — Harry urwał, potrząsając głową. — Musiał mieć jakiś powód. A co, jeśli on wcale nie chce wrócić?

— Dopóki nie poznamy wszystkich okoliczności, nie możemy być tego pewni, Harry. — Minerwa zdjęła okulary i przetarła je chusteczką. — Sądzę też, że Severus w pełni zasługuje na to, byśmy pozwolili mu wrócić do domu.

Harry kiwnął głową.

— Więc co zrobimy?

— Być może powrót do Hogwartu mu pomoże. — Kobieta uśmiechnęła się smutno. — Poza tym, jestem przekonana, że z chęcią zobaczy swoje stare komnaty.

— Jego komnaty? Przecież zostały zapieczętowane od czasu bitwy.

— Wiem o tym, ale myślę, że Zamek zrobi dla niego wyjątek.