Kochani, dziękuję jeszcze raz wszystkim dodającym to opo do ulubionych i alertów :) Myślę o was, kiedy tłumaczę tego fika!

Freja: Stosunek Rona do Harry'ego nawet w kanonie jest naznaczony zazdrością - widać to doskonale w czwartym tomie przy wyborach do Turnieju Trójmagicznego i oczywiście w siódmym, gdzie chodzi o Hermionę. A gdzie zazdrość, tam i niechęć, według mnie. Myślę, że bycie szóstym synem dość ubogiej rodziny odbiło się znacznie na jego charakterze i chłopak wiele sytuacji ocenia niewłaściwie właśnie przez pryzmat swoich kompleksów. Zachowanie Rona w poprzednim rozdziale uważam za całkiem kanoniczne - i nie wiem, po czyjej byłam stronie w tym starciu, bo chociaż w całej sytuacji nie było winy Harry'ego, to jednak reakcję Rona całkowicie rozumiem (jakby nie była niesprawiedliwa).

Miłego czytania!

Dwie twarze

Kolejny tydzień minął Harry'emu w takim zobojętnieniu, że prawie nic z niego nie zapamiętał. Chociaż jego kłótnia z Ronem została wyjaśniona, chłopcy nadal się do siebie nie odzywali; za każdym razem, gdy Weasley'owie przychodzili do Kwatery Głównej na obiad, między nim i Ronem siadała Hermiona, która nieustannym trajkotaniem rozpaczliwie starała się utrzymać konwersację. Fred i George z kolei próbowali wytłumaczyć mu, że Ron to głupek i złość przejdzie mu prędzej czy później, jednak Harry czuł, że tym razem chodzi o coś więcej. W Norze Remus zaprosił Rona na rozmowę w cztery oczy; Harry nie był pewien, czy Lupin chciał wyjaśnić jego przyjacielowi, co się stało, czy powiedzieć mu o dziwnych snach, czy poinformować o tym, jak rozległe tak naprawdę były obrażenia jego głowy, ale kiedy Ron wyszedł z pokoju, miał dość żałosną minę. Od tej pory za każdym razem, gdy patrzył na Harry'ego albo czuł na sobie jego wzrok, w jego oczach czaiło się coś dziwnego. Harry w końcu zrozumiał, co to takiego – strach. Strach przed jego obecnością, strach przed nim samym.

Lekcje Oklumencji trwały dalej, ale nie przynosiły większych sukcesów. Snape jednak, zamiast złości i wrzasków, których Harry się spodziewał, traktował swojego ucznia obojętnie i niemal pokojowo. Za każdym razem, gdy Mistrz Eliksirów wdzierał się do jego umysłu, Harry ze wszystkich sił starał się wznieść swoją barierę ochronną, ale tajemnicza, silniejsza od niego obecność uniemożliwiała mu to. Początkowo obaj przypisywali to urazowi jego głowy, ale w miarę upływu czasu nawet Snape przestał być tego pewien. Właśnie z tego powodu dzień przed urodzinami Harry'ego nauczyciel stał u stóp spiralnych schodów prowadzących do gabinetu Dumbledore'a i patrzył na paskudnego, kamiennego gargulca stojącego na ich straży. Zatrzymał się tylko na moment, ponieważ wiedział, że droga na górę będzie straszliwie bolesna – jego mięśnie paliły żywym ogniem i chociaż stał nieruchomo, czuł się tak, jakby go wrzucono do kotła z kwasem. Wziął głęboki wdech i zaczął wchodzić po schodach z nadzieją, że tego wieczora Voldemort będzie dla niego nieco łagodniejszy. Nawet inni Śmierciożercy nie znali powodu tej nagłej zmiany w stosunku Czarnego Pana do Mistrza Eliksirów; nie rozumieli, dlaczego członek najbliższego kręgu Voldemorta na każdym niemal spotkaniu wije się pod klątwami u jego stóp. Oczywiście to nie znaczy, że mu współczuli – po prostu cieszyli się, że – przynajmniej na razie – to nie oni są celem tych klątw.

- Proszę - zawołał Dumbledore zanim Snape zdążył zapukać; zirytowany, mężczyzna otworzył drzwi i stanął twarzą w twarz z dyrektorem, który pobił rekord prędkości w dotarciu do wejścia.

- Szybko, Severusie, mamy wiele spraw do omówienia.

Dumbledore niemal wciągnął go do środka, budząc na nowo ból w mięśniach i konsternację na twarzy, po czym zamknął drzwi.

- Czy rozmawiał pan z chłopakiem? - spytał Snape siadając ostrożnie na krześle przy biurku.

- Na razie go... zignorowałem - odparł dyrektor z niespodziewanym rumieńcem i zaczął maszerować w tę i z powrotem po gabinecie.

- Czyli on wciąż o niczym nie wie?

- Jeszcze nie; ale to tylko kwestia czasu.

- Oklumencja mu nie pomoże - poinformował Snape; był już tego pewien.

Dumbledore zatrzymał się przy oknie i wyjrzał na błonia; Mistrz Eliksirów niemal słyszał, jak pracują trybiki w jego głowie.

- Tom Riddle już od dłuższego czasu przebywa w głowie Harry'ego; snu, który Harry widział na twój temat, Voldemort nie musiał mu telepatycznie przesyłać, ponieważ ich umysły tworzą już jedność. To dlatego nie działa Oklumencja – umysł Harry'ego nie wyczuwa żadnej obcej obecności.

- W takim razie po co kontynuujemy te lekcje?

- Ponieważ musimy, Severusie - powiedział mu Dumbledore. - Ponieważ musimy utrzymywać pozory, by chronić Harry'ego.

- A co będzie, kiedy Czarny Pan dowie się o tym połączeniu?

- Obawiam się, że już wie - westchnął dyrektor. - Podczas ataku na Privet Drive poczuł reakcje Harry'ego.

- Opanował ciało Pottera? - spytał Snape czując uścisk w piersi.

- Nie do końca. Raczej... badał teren.

- Podejrzewam, że ma pan jakąś teorię na temat tego, w jaki sposób Czarny Pan dostał się do umysłu chłopaka? I w jaki sposób może w przyszłości opanować go w pełni?

- Owszem, mam - przytaknął dyrektor, ale nie odwrócił się od okna.

- Czy zamierza się pan nią ze mną podzielić?

- Nie - odpowiedział Dumbledore szybko. - Ale tylko dlatego, że nie mogę. Musisz kontynuować lekcje Oklumencji. Teraz, gdy Voldemort jest obecny w umyśle Harry'ego, ma dostęp do wszystkich jego wspomnień; jeśli odkryje, w jaki sposób znalazł się w głowie chłopca... nawet nie chcę o tym myśleć. Harry nie może dowiedzieć się o tym połączeniu.

- Czarny Pan widzi wspomnienia Pottera... - powtórzył Snape rozumiejąc powoli, co próbował mu powiedzieć dyrektor. - Moja pozycja w jego najbliższym kręgu jest ostatnio zagrożona; z powodu chłopaka?

- Przykro mi z tego powodu, Severusie. Tego nie mógł przewidzieć żaden z nas. I tak, właśnie dlatego Tom był w ostatnim czasie taki surowy dla ciebie.

- Nie macie teraz ze mnie żadnego pożytku - mruknął Snape; jego oczy przypominały dwa czarne węgle.

- Oczywiście, że mamy, Severusie! - powiedział Dumbledore odwracając się w końcu od okna.- Masz wybór, tak samo jak wtedy, kiedy zgodziłeś się być naszym szpiegiem; możesz się do nas przyłączyć, możesz walczyć razem z nami. Jeśli jednak postanowisz inaczej, nie zamierzam cię potępiać.

Snape patrzył na niego przez chwilę.

- Co mi pan radzi?

- Obawiam się, że nie mogę ci pomóc w podjęciu tej decyzji - odpowiedział wolno dyrektor. - To twoje życie i tylko ty możesz zdecydować, co chcesz z nim zrobić.


Harry obudził się tego ranka z dziwnym wrażeniem, że o czymś zapomniał. Dom był pogrążony w ciszy, więc chłopiec założył, że wszystkich znów wezwały takie czy inne obowiązki, ale dziwne, naglące uczucie wciąż pozostawało w jego głowie.

Harry bez pośpiechu umył się i ubrał, po czym postanowił zwiedzić wyższe piętra – w ostatnim czasie działo się tyle, że nie miał jeszcze okazji tego zrobić. Był na półpiętrze, kiedy nagle wyskoczyły przed nim z ciemności dwie figury i machając rękoma krzyknęły:

- Wszystkiego najlepszego, Harry!

- Fred? George? - spytał Harry, kompletnie zaskoczony. - O mój Boże, zupełnie zapomniałem, że dzisiaj są moje urodziny! - przyznał ze śmiechem.

Bliźniacy wymienili ponure spojrzenia, złapali Harry'ego za ramiona i skierowali w dół schodów.

- Zapomniałeś o własnych urodzinach? - spytał Fred.

- To niepokojące! - dodał George.

- Niezwykle niepokojące - powiedzieli obaj.

- Co wy tu w ogóle robicie? - zapytał Harry i otrzymał za to dwa trzepnięcia przez głowę.

- Przecież to twoje urodziny! - krzyknęli bliźniacy.

- Chyba nie spodziewałeś się, że cały dzień przesiedzisz tu sam? - zdziwił się Fred.

- Wszyscy są na dole - wyjaśnił George i pociągnął Harry'ego w stronę kuchni.

- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! - zakrzyknęła wesoła grupa ludzi zebrana przy kuchennym stole. Harry rozpromienił się widząc Weasley'ów (nawet Ron zdobył się na mały uśmiech), Hermionę i większość członków Zakonu.

- Wyobraźcie sobie – krzyknęli Fred i George ściągając na siebie uwagę. - że on zapomniał, że ma dzisiaj urodziny!

Kuchnia zatrzęsła się od śmiechu; wszyscy klepali Harry'ego po plecach i ściskali, a w końcu posadzono go na krześle i kazano rozpakować prezenty. Było ich w tym roku sporo i Harry pomyślał z poczuciem winy, że jego przyjaciele nie powinni robić sobie takiego kłopotu. Remus najwidoczniej potrafił czytać mu w myślach, bo nachylił się i szepnął tak, że tylko Harry mógł go usłyszeć:

- Oni chcieli to zrobić – dla ciebie, nie dlatego, że się nad tobą litują.

Harry spojrzał na niego i uśmiechnął się.

- Dzięki - powiedział.

Remus poklepał go lekko po plecach i szybko wstał w krzesła, żeby mogła na nim usiąść Hermiona. Kolejna godzina minęła na otwieraniu prezentów i jedzeniu chyba najobfitszego śniadania, jakie pani Weasley kiedykolwiek przygotowała; Tonks bardzo chciała jej pomóc, ale skończyło się na tym, że była cała obsypana mąką, a taca z bekonem, którą niosła, wylądowała na ziemi. Harry dostrzegł sposób, w jaki Remus się do niej uśmiechał i nie mógł powstrzymać własnego uśmiechu; będzie musiał później o tym porozmawiać ze swoim byłym nauczycielem...

- Harry?

Chłopiec odwrócił głowę i zauważył, że stoi obok niego Ginny. Przyglądała mu się i Harry, czując uścisk w żołądku, zorientował się nagle, że wygląda na starszą, niż do tej pory; jej włosy opadały na ramiona falą lekkich loków, jej twarz straciła dziecięcą niewinność, którą zauważył, gdy poznał ją na drugim roku, a sukienka, którą miała na sobie, podkreślała jej szczupłą figurę. Harry poczuł, że się rumieni myśląc w ten sposób o siostrze Rona i mógłby przysiąc, że słyszy śmiech Remusa z drugiej strony stołu.

- Możemy porozmawiać? - spytała wyciągając do niego rękę.

Harry wahał się przez moment, ale w końcu skinął głową i wstał chwiejnie na nogi. W kuchni wciąż rozbrzmiewał gwar rozmów i nikt chyba nie zauważył, że on i Ginny wychodzą – nikt z wyjątkiem Rona, który skrzywił się na ten widok, i Hermiony, która zdzieliła go przez ramię i kazała się zachowywać.

Weszli do salonu. Harry wlókł się za Ginny. Czuł straszliwe zdenerwowanie; jego żołądek wywijał salta, a serce waliło jak szalone. Perspektywa przebywania z nią sam na sam przyprawiała go o zawroty głowy – i działała też na inne części jego ciała... Starał się za wszelką cenę skupić na tym, co miała mu do powiedzenia. Przecież mogło to być coś zupełnie niewinnego.

- Ron jest zwykłym głupkiem, wiesz o tym, prawda? - spytała w końcu.

Harry miał wrażenie, jakby wszystko w nim zgasło; oczywiście, że chodzi jej o Rona, o co innego mogłoby chodzić...?

- Tak, wiem - odpowiedział starając się ukryć rozczarowanie w swoim głosie.

- Było mi za niego naprawdę wstyd, kiedy cię uderzył; nie miał prawa tego robić.

Harry skinął głową, ale dodał:

- No cóż, to, co powiedziałem, było niewybaczalne.

- Ale właśnie o to chodzi - powiedziała Ginny cicho. - Ja wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie powiedział. A kiedy to mówiłeś... nawet nie brzmiałeś, jak ty; to wyglądało tak, jakby ktoś mówił to zamiast ciebie.

- Nawet tego nie pamiętam.

- Wiem - zapewniła Ginny. - I wiem, że wciąż dochodzisz do siebie po wypadku, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu chodzi o coś jeszcze.

Harry uniósł brew.

- Co masz na myśli?

- Coś się w tobie zmieniło, odkąd uderzyłeś się w głowę; nie umiem powiedzieć dokładnie, co to takiego.

Harry wzruszył ramionami nie wiedząc, co powiedzieć. Nie chciał jej mówić o swoich snach; ostatnią rzeczą, której potrzebował, było wyjście w jej oczach na wariata.

- Wiesz, że możesz mi ufać, Harry - mówiła dalej Ginny. - Jeśli nie możesz teraz rozmawiać z Ronem, bo obraził się jak idiota, to pozostaje Hermiona; przecież jest dla ciebie jak siostra...

- A ty? - przerwał jej Harry niemal potykając się na słowach, które same wysypały się z jego ust. Nie chciał zadać tego pytania, ale i tak się pojawiło, jakby chciało za wszelką cenę zmienić temat rozmowy.

Ginny uśmiechnęła się i podeszła do niego.

- Ze mną zawsze będziesz mógł porozmawiać - zapewniła.

Pierś Harry'ego ścisnęła się dziwnie; chłopiec otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. Czy rozmowy z dziewczynami zawsze są takie trudne?

- Nie o to mi chodziło - wydukał w końcu.

Ginny zaśmiała się lekko. Harry poczuł motyle w żołądku słysząc ten dźwięk – był niemal tak piękny, jak ona.

- Wiem - powiedziała.

W następnej chwili już trzymał ją w ramionach i tulił tak mocno, jakby nigdy nie chciał jej wypuścić; jej usta były cudownie miękkie i ciepłe i nagle Harry poczuł, że jest w zgodzie z całym światem. Jego miejsce było tu, przy tej właśnie dziewczynie. Jak można czuć taką pewność w stosunku do czegoś, co jest tak nowe?

- Harry... och, przepraszam.

Odskoczyli od siebie, rumieniąc się wściekle. W drzwiach stała Tonks i starała się – oczywiście nieudolnie – ukryć swój szeroki uśmiech.

- Teraz, ekhm, będziemy kroić tort...

Harry skinął głową czując, jak palą go policzki.

- Tak, eee, jasne; już idziemy.

Tonks odwróciła się i ruszyła z powrotem do kuchni. Harry spojrzał na Ginny – dziewczyna wciąż uśmiechała się; ścisnęła pokrzepiająco jego rękę, po czym praktycznie wyfrunęła z pokoju.


- No więc... - zagadnął Remus, kiedy wieczorem sprzątali kuchnię. - Dobrze się dzisiaj bawiłeś?

Harry odwrócił się, by na niego spojrzeć, i zmarszczył brwi; w głosie Lupina było coś dziwnego.

- Tak - powiedział niepewnie. - Było bardzo przyjemnie.

Remus kiwnął głową.

- Tak, wyglądałeś na bardzo zadowolonego.

Harry cieszył się, że dom jest już pusty, inaczej wszyscy widzieliby jego rumieniec. Pochylił głowę i zajął się ustawianiem talerzy.

- O czym chciała porozmawiać Ginny? - spytał Remus; Harry usłyszał śmiech w jego głosie i odstawił talerze, by na niego spojrzeć.

- Wiesz? - spytał zawstydzony. Remus wybuchnął śmiechem.

- Nietrudno było się domyślić - powiedział wesoło. - Poza tym Tonks mnie doinformowała.

- A, właśnie! - Harry złożył ręce na piersi. - Skoro już o tym mowa, to i ty nie jesteś zupełnie niewinny.

Remus natychmiast podniósł kolejny talerz do wycierania.

- Słucham? - spytał.

- Widzę, jak zachowujecie się z Tonks, kiedy jesteście razem - wyjaśnił Harry. - Ukradkowe spojrzenia, rumieńce, „przypadkowe" wpadanie na siebie...!

- Nie wiem, o czym mówisz.

Harry parsknął.

- Jak dzieci! - powiedział z politowaniem. - Coś mi się widzi, że Remus Lupin zakochał się w Nimfadorze Tonks!

Remus odwrócił się i rzucił w Harry'ego ścierką do naczyń; chłopiec schylił się i zaśmiał jeszcze bardziej widząc zakłopotanie na twarzy swojego byłego nauczyciela.

- Ani słowa, Harry - powiedział mężczyzna grożąc mu surowo palcem; Harry pokiwał głową z niewinna miną. - Mówię poważnie. To nie jest dla mnie jakiś głupi, szkolny romansik.

- Hej! - zawołał chłopiec oburzony. - Mój dla mnie też nie!

- I co byś zrobił, gdybym poszedł do Ginny i powiedział jej, że ją kochasz?

Harry znów się uśmiechnął, odrzucił ścierkę i zaśmiał się, gdy trafiła Remusa w twarz.

- To nie będzie problem, bo sam jej to powiem - ustawił talerze na stos obok zlewu. - I myślę, że powinieneś zrobić to samo - dodał z triumfalną miną. - Oczywiście wobec Tonks, nie Ginny...

Remus zachichotał i zdzielił go ręcznikiem.

- Domyślam się - zadrwił.

Harry skinął głową radośnie i prawie w podskokach podszedł do wyjścia. W drzwiach zatrzymał się i odwrócił do Lupina, który nadal kończył sprzątanie.

- Remus? - odezwał się cicho.

- Hmm? - mężczyzna spojrzał na niego.

- Ja... chciałem ci tylko podziękować... no wiesz, za wszystko, co dla mnie robisz - powiedział chłopiec nieśmiało. - Nie sądzę... to znaczy, wciąż wyciągasz mnie z kłopotów, odkąd to wszystko się zaczęło... więc, no, dzięki.

Remus uśmiechnął się lekko.

- Nie powiesz mi, że mnie kochasz, prawda? - spytał. Harry zaśmiał się.

- Chyba śnisz!

- Każdy potrzebuje kogoś, na kim może polegać - powiedział Remus lewitując naczynia do szafek. Harry skinął głową.

- Tak. Branoc, Remus.

- Dobranoc, Harry.