W myśl zasady, że wszystko, co napiszę, ma być też po polsku. A ostatnio jakieś drabble po angielsku się mi namnożyły. Prompty chyba głównie z drabblefixu.
basiulek - zdumienie nad tym, jak biedna Tifa dostaje dobrą bieliznę (i to jeszcze sportowo-bojową) towarzyszyło mi przez całe AC. ; )
spent
Poprawa
Zasoby paliwa na czarną godzinę skończyły się błyskawicznie. Generatory stanęły, nawet w szpitalach, mimo wysiłków ludzi – owszem, były takie działające na olej napędowy, ale mniej wydajne, zresztą, ropy też brakło. Jeśli dać szpitalom, zabraknie dla ciężarówek i cystern, bez wody i jedzenia umrą wszyscy, nie tylko chorzy. Trudne wybory, histerie, żądania, błagania, skomlenia.
Na świecie znów uruchomiono reaktory, chwilowo przynajmniej. Decyzję podjęto jednak za późno, energii wciąż nie starczało, w Midgrze – Edge'u – nie dało się używać reaktorów, inne miasta, latami wykorzystywane, odmówiły pomocy.
Ostatecznie w samym Edge'u zmarło prawie milion ludzi. Nie licząc ofiar geostigmy. Planecie niewątpliwie ulżyło, Lifestream wydobrzał.
Fireworks&melt
Szkliwo, rutyna
Cierpienie wybuchło Rufusowi nagle, jak zwykle. Rodzaj fantomowego bólu, pozostałość po gostigmie, do tego ta połamana stopa… Fontanny, kaskady, wodospady – fajerwerki. Reakcje chemiczne w mózgu, reakcje chemiczne spalania.
Przed oczyma Shinry migotały kolory, kształty, światełka. Fajerwerki jako żywo.
Ale był na rozmowach z WRO, osłaniających przez połowę dawnego AVALANCHE'u, nie mógł sobie pozwolić na słabość. Zacisnął żeby, ukrył wszystko pod uśmiechem, ale zauważył, że Cloud się mu naraz intensywnie przypatruje.
Klęska, pomyślał prezydent, zacznie kpić albo przedłuży negocjacje, zemści się… Ból załomotał znowu; kolejny wyćwiczony uśmiech.
— Przepraszam — rzucił półgłosem Strife — czy mógłbym prosić o chwilę przerwy? Jestem – jesteśmy wszyscy – zmęczeni.
II
To, że Cloud dostrzegł atak bólowy Rufusa było irytujące. To, że zamiast drwić, Strife poprosił o przerwę, zapewniając Shinrze czas na odpoczynek, było okropne. Poniżające. Prezydent wietrzył podstęp.
A potem najemnik miał czelność przyjść w trakcie tejże przerwy ze środkami przeciwbólowymi!
— Przeżyłeś znacznie gorsze rzeczy — syknął wściekle Rufust. — Nie masz co się nade roztkliwiać, zniósłbym.
Cloud wzruszył ramionami, obserwując rozpuszczające się tabletki, bieluchne jak garnitur Shinry.
— Tiaa — westchnął wreszcie. — Przeżyłem eksperymenty i patrzyłem jak giną inni, storturowani na śmierć, próbujący zachować strzępy godności... Naprawdę masz mnie za aż taką gnidę, żeby po tym wszystkim sprawiał mi przyjemność widok cudzego cierpienia?
scream
Sposób ekspresji
Ciało Clouda składało się z mięśni, blizn i ulepszonych mako kości: ostrych, wystających, nieledwie przebijających bladą skórę. Bahamuci bałagan, jego zdaniem.
Blizny Tify czy Barreta były znamionami wojowników. Znakiem przeszłych bitew, odwagi, honoru, chwały. Bohaterską epopeją, same w sobie wyrażając więcej niż tysiące słów. A ciało Clouda to tylko pusta kartka, opowieść zbyt przerażająca lub zbyt żałosna, by być pamiętaną i powtarzaną. Piętno pokonanych: dotykanych, rozkrawanych, rozdzieranych, rozcinanych, dotykanych, rozcinanych, rozkrawanych, nieustannie – oszczędzonych z litości.
Rufus uwielbiał te blizny, najpewniej właśnie dlatego.
— Całkiem jak dzieło sztuki — wymruczał kiedyś, chwytając dłoń Strife'a, nakrywając własną i gładząc wgłębienia po wkłuciach — jak krzyk.
the city
Niebezpieczna sprawa
Nie mogę cię po prostu lubić?
W pytaniu Rufusa kryła się obietnica i nadzieja, Cloud słyszał, chociaż naprawdę próbował nie. Tak czy siak, wiedział lepiej.
— On lubił Nibelheim, wiesz — odparł i dostrzegł cień zdumionego „co, do bahamuta?" na twarzy Shinry; a potem zaraz zrozumienie. — No, może nie „lubił", nie znał go dość długo... Poczuł sympatię. Podobało się mu. Myślę – czułem takie rzeczy, kiedyś – myślę, że dlatego je zniszczył. Bo niechcący zakpiło z jego emocji, tak jakby, obróciło jego lubienie w przywiązanie do więzienia. Czuł się zdradzony... osobiście
— Cloud... — zaczął Rufus.
— ...więc lepiej dla mnie, żebyś mnie nie lubił. Ani trochę.
history
Blizny się łaszą do dłoni
I
Kazała na siebie mówić „Felicia", była twarzą oraz mózgiem kampanii dotyczącej prawnego uznania za ludzi – a więc przyznania im odpowiednich praw – obiektów eksperymentalnych ShinRy.
W trakcie jednej z konferencji prasowych Rufus, zapytany o kobietę, odparł, że jest bardzo szczęśliwy, iż obywatele zaczyną odgrywać tak aktywną rolę w życiu politycznym Wschodniego Kontynentu. A Reno, nawet zalany w trupa, nigdy nie pisnął nawet słowa o rzeczonej Felicii.
Wszystko to było znaczące, lecz Cloud ostatecznie uznał, iż musi tajemniczą pannę poznać, po tym, jak wprost zagadnąwszy prezydenta o sprawę, usłyszał:
— Felicia i ja... mamy wspólną przeszłość. Zdecydowanie paskudną. Nie zagłębiaj się w kwestię.
II
Cloud wpadł na Felicię podczas kampanii w sprawie prawnego statusu „prac bio-artu". Zauważywszy go, dziewczyna uśmiechnęła się sarkastycznie.
— No, no, tak nie do końca jesteśmy z SOLDIER, nie? Co te swołocze panu zrobiły?
Wzruszył ramionami. Kobieta, rozbawiona, wyjaśniła:
— Ludzi z SOLDIER nasze akcje nic nie obchodzą. Społeczeństwo uznaje ich człowieczeństwo, więc cała resztę mają w poważaniu. Muszą w końcu kogoś nazywać potworami. A więc, co ShinRa panu zrobiła?
Westchnął, ale odpowiedział szczerze:
— Właściwie nie wiem.
Felicia wybuchnęła bardzo zmęczonym śmiechem.
— Niech mi pan pokaże swoje blizny. Może wywróżę z nich panu przeszłość. To w końcu jedyna historia, jaką nam pozostawiono.
III
7th Heaven było dzisiaj oświetlone, zatłoczone i nawet nieco artystyczne, głównie z powodu otwieranej właśnie wystawy o ciemnych stronach korporacyjnych laboratoriów. Goście mogli też podpisać petycję, żądając humanitarnego i godne traktowania pozostałych przy życiu ofiar.
Felicia pomagała przy organizowaniu, sprzątaniu, przekonywaniu, a teraz siedziała, pijąc ryżową wutajską wódkę. Kieliszek za kieliszkiem.
— Panna z mocną głową, hm? — mruknął Cloud, nieco rozbawiony.
Wzruszyła obojętnie ramionami.
— Czasami, poniekąd. A propos, dziękuję za użyczenie lokalu.
— To Tify — odpowiedział szybko Strife. — I daj spokój, jakbyśmy mogli odmówić? Prawie skończyliśmy, jak oni. Gdyby cokolwiek poszło choć o milimetr inaczej... to jakby nasza własna, cudem uniknięta historia.
IV
— Czyli jak dobrze tak właściwie znasz Rufusa?
Felicia rzuciła Cloudowi ten swój odległy, cyniczny uśmiech.
— Hm. Zróbmy z tego ankietkę... Które z poniższych punktów spełniasz? A. Rufus cię zmanipulował, wykorzystał i zdradził, B. Prawie cię zabił, celowo, C. Uratował życie tobie i twojej rodzinie, D. Spałeś z nimi? Kolejność nie ma znaczenia.
Strife westchnął.
— Licząc działania turków? Pierwsze trzy.
Dziewczyna wyglądała na ubawioną.
— Wygrałam... — zaczęła nucić: obojętnie, bez prawdziwej emocji.
— Pojedynkowaliśmy się — dorzucił Cloud.
— Seks, pojedynek, jaka to różnica w tym przypadku? — parsknęła śmiechem. — Dobra, niech ci będzie remis. Ale niestety, informacje o które pytasz, są i tak ściśle tajne.
V
Czasami, kiedy byli z Cloudem sami w barze, rzucała nagle w jedno, dwa zdania. Rzeczy w stylu „Używam imienia Felicia, żeby ojciec był szczęśliwy. Nigdy tak o sobie nie myślę, ale Elfe to z kolei imię, którym nazywał mnie on – nie mogę tego znieść, niekiedy" albo „ojciec narażał dla mnie życie, wiem, jestem mu bardzo wdzięczna, tylko on oczekuje, że będę się zachowywać jak tamta dziewczynka, której nawet nie pamiętam – i nie umiem go zadowolić, nie wiem, jak" lub „Zmyśliłam tysiące historii o tamtych latach i dostaję ataków paniki, jeżeli nie pamiętam choć jednej".
Strife potakiwał, odpowiadając cicho „tak, wiem".
