- Robi się późno – zauważyła Marinette, zerkając na zegar wiszący nad drzwiami.

Nawet jeśli Adrien nie wchodził do tej kuchni przez dwa lata, to na pewno bywał tu ktoś kto dbał o porządek, a nawet zaopatrzenie lodówki! I na pewno wymieniał baterie w zegarze, bo wciąż działał. Teraz wskazywał godzinę dziesiątą wieczorem.

Adrien westchnął i odsunął się nieco od niej. Ścisnął znacząco jej dłoń i szepnął:

- Ależ z ciebie Biedronka.

- Zabrzmiało to jak zarzut? – zdziwiła się.

- Skupiona na zadaniu – uzupełnił celem wyjaśnienia.

- Ja tylko przypomniałam, że robi się późno. Mamy parę spraw do obgadania. A twoja mama pada z nóg – odpowiedziała Marinette.

- Nie przejmujcie się mną! – wtrąciła słabo Emilie.

- Powinnaś odpocząć, mamo… - zaniepokoił się Adrien, od razu czując wyrzuty sumienia, że zapomniał o swojej mamie.

- Zaraz pójdę się położyć – zignorowała jego obiekcje mama. – Najpierw w skrócie opowiedzcie mi, co tak naprawdę się wydarzyło. Bo ja naprawdę nic nie rozumiem. Pamiętam tylko… - urwała na chwilę i przymknęła oczy. – Znaleźliśmy z twoim tatą taką starą księgę i dwie ozdoby leżące obok. Wzięliśmy je ze sobą. Kompletnie nie mieliśmy pojęcia co to jest. Księga była zapieczętowana. I my… złamaliśmy tę pieczęć. A raczej… Ja to zrobiłam. I potem już nic nie pamiętam. Nie wiem, gdzie byłam. Nie wiem, ile czasu minęło. Widzę tylko, że musiało mnie długo nie być, bo urosłeś.

- Dwa lata… - mruknął Adrien. – Nie było cię dwa lata, mamo.

- Jak to się stało, że tata mnie sprowadził z powrotem? Dlaczego umarł? Czy musiał się poświęcić? Czy to o tym mówiło to czerwone stworzonko? Gdzie ono się podziało tak w ogóle? Gdzie te pozostałe dwa? – pytania wylewały się z Emilie Agreste, a każde kolejne wywoływało nową gonitwę myśli w głowie Marinette i Adriena. Co powinni odpowiedzieć? Spojrzeli na siebie w panice. Marinette ścisnęła delikatnie dłoń Adriena i zwróciła się do jego matki:

- To czerwone stworzonko to moje kwami. Nazywa się Tikki. Jest połączone z miraculum Biedronki, którym są moje kolczyki. Daje mi supermoce. Podobnie jak kwami Adriena. Dzięki niemu Adrien staje się Czarnym Kotem.

- A to trzecie?

- To… hmm… - Marinette zawahała się.

- To było kwami taty. – Pomógł jej Adrien. – Twoja Tikki jakoś je nazwała…?

- Nooroo – przypomniała sobie Marinette.

- Gdzie one są teraz? – spytała Emilie.

- Tikki i Plagg śpią w moim pokoju, mamo – wyjaśnił Adrien. – Straciły prawie całą energię i to nie tak jak zazwyczaj po wykorzystaniu naszych supermocy, tylko jakoś tak dziwnie, nie sądzisz, Marinette? – zwrócił się do dziewczyny.

- Też mnie to zastanowiło – odpowiedziała mu z namysłem. – Zupełnie jakby tamten materiał osłabił ich zdolności. Szkoda, że twój tata nie powiedział nam więcej o tej pułapce.

- Pułapce? – podchwyciła Emilie.

Adrien i Marinette znów wymienili przestraszone spojrzenia. Żadne z nich nie chciało uświadamiać Emilie Agreste, co jej mąż robił przez dwa lata tylko po to, żeby ją sprowadzić z powrotem.

- Teraz już się nie dowiemy – mruknęła Marinette.

- Możemy zapytać tego… Nooroo… - zaproponowała nieśmiało Emilie.

- Eee… - Marinette znów poczuła się niezręcznie. – Żeby Nooroo się pojawił, musimy wyjąć broszkę Motyla. Ja mam kolczyki Biedronki, a Adrien pierścień Czarnego Kota. Nie możemy łączyć miraculów.

- Musiałabyś ty, mamo… - dodał Adrien.

- Nie! – krzyknęła Emilie. – Nie chcę. Proszę…

Obojgu serca przestały bić na widok łez w jej oczach. To musiało być dla niej bardzo trudne!

- Co to była za pułapka? – spytała łamiącym się głosem.

Marinette spojrzała pytająco na Adriena, a on potrząsnął głową. Należało dawkować mamie złe wiadomości. Rozumiała to doskonale. Kiwnęła głową.

- Powiem tylko w skrócie. Połączenie naszych miraculów pozwala spełnić każde życzenie. Ale takie życzenie ma swoją cenę – dodała od razu, żeby uprzedzić prośbę o spełnienie kolejnego.

- Czyli tak jak powiedziałaś: albo ja, albo tata Adriena?

- Eee… - zawahała się Marinette. Tak naprawdę plan był zupełnie inny, ale to złamie Emilie serce. Musi skłamać. Czy raczej nagiąć nieco prawdę. – Tak się okazało. Wydaje mi się, że do końca sami nie wiemy, na jakich zasadach jest zachowywana równowaga we wszechświecie – stwierdziła, a Adrien obdarzył ją spojrzeniem pełnym wdzięczności za to, że właśnie oszczędziła mamie szczegółów. – Dlatego nie powinno się igrać z mocami, których nie rozumiemy. Według mnie. To znaczy, chciałam powiedzieć, że wcale nie miałam na myśli, że się nie cieszę, że pani wróciła! – zmieszała się na koniec.

- Emilie. Mów mi Emilie – wtrąciła mama Adriena, uśmiechając się do Marinette ciepło, a następnie podniosła się z krzesła. – Chyba mam dość wrażeń jak na jeden dzień. Jutro i tak będziemy mieć tu niezłe zamieszanie. Trzeba będzie wszystko wyjaśnić. Nie mam na to wszystko siły dzisiaj…

- Zaprowadzę cię mamo. – Adrien zerwał się i podał mamie rękę.

- To ja… - szepnęła Marinette, także podnosząc się z miejsca. – Ja może też już pójdę.

- Nie idź jeszcze! – wyrwało się Adrienowi i spojrzał na nią takim wzrokiem, że usiadła z powrotem. – Zaraz do ciebie wrócę.

- W porządku. – Kiwnęła głową.