Rozdział 12
– Arianwen i co ja mam zrobić? Jak do niego dotrzeć?
– Loki przecież ci już mówiłam. Musisz być cierpliwy.
– Cierpliwość nie jest moją mocną stroną.
– No wybacz, ale chyba odrobina poświęcenia, po tym wszystkim co zrobiłeś, nie jest ponad twoje siły, co?
– Nie, ale chyba już wolałem jak był trochę pokorniejszy.
– Loki!
– No co? Przynajmniej się wtedy słuchał. A teraz muszę znosić jego humory.
– To straszne – powiedziała z ironią. – No bo w końcu fakt, że chciałeś go zabić, a wcześniej robiłeś wszystko, żeby utrudnić mu życie, to nic w porównaniu z tym, że twój brat ma humory.
– Nie rozumiesz. Jak mam mu pomóc, skoro nie chce ze mną rozmawiać? Poza tym zrobił się taki diabelnie nieprzewidywalny. Jednego dnia snuje się po pałacu prawie się nie odzywając, a drugiego wścieka się o byle głupotę.
– Posłuchaj w jego stanie to normalne, musisz być przygotowany na zmienne nastroje, depresję, gniew, strach. Jesteś jego bratem, znasz go lepiej niż ja, powinieneś wiedzieć co może mu pomóc. Wysil się trochę – popatrzyła na niego z mieszaniną desperacji i rozbawienia. Potem spoważniała i zapytała: – Loki, a czy ty mu zwróciłeś wolność?
– Eee – Loki wyglądał na zawstydzonego – zapomniałem.
Spojrzała się na niego z niedowierzaniem – Zapomniałeś? Loki, ja chyba oszaleję przez ciebie. Nie sądzisz, że powinieneś zrobić to już dawno temu? Jak on może z tobą szczerze rozmawiać, skoro wciąż jest twoim niewolnikiem?
– No, nie zrobiłem tego formalnie, ale przecież chyba jest to dla niego jasne?
– Oczywiście, no bo przecież czyta w twoich myślach. Loki wiesz dobrze, że dla każdego niewolnika najważniejsza jest wolność.
– Wiem, ale tyle się działo, że po prostu zapomniałem.
– Loki, stać cię na lepszą wymówkę. Mam nadzieję, że nie chodzi ci o zachowanie tej resztki władzy nad nim, co?
Loki zaczerwienił się lekko i nic nie odpowiedział. – Loki! Masz to zrobić jeszcze dziś i masz mu o tym od razu powiedzieć, jasne? – cedziła każde słowo oddzielnie, widocznie wściekła.
– Dobrze, dobrze.
– Jutro jak do was przyjdę, ma być już wolnym człowiekiem, zrozumiałeś?
– Zrozumiałem już za pierwszym razem.
– Świetnie. Liczę na ciebie. A teraz wybacz jestem zajęta.
– Thor, chciałem z tobą porozmawiać.
Thor spojrzał na Lokiego z niechęcią, nie miał ochoty na pogaduszki z bratem. Od czasu, gdy opowiedział mu o swoim pierwszym właścicielu, czuł się nieswojo w obecności Lokiego. Z jednej strony poczuł ulgę, że mógł się komuś zwierzyć, z drugiej żałował, że był to właśnie Loki. A to jak błagał go o wymazanie pamięci! Na same wspomnienie o tym robiło mu się niedobrze. Znowu pokazał Lokiemu, że jest nic nie wartym słabeuszem. Thor marzył o kimś z kim mógłby porozmawiać, zwierzyć się, zaufać. Ale miał tylko Lokiego i jego ukochaną. Nie dowierzał Lokiemu, bał się, że cokolwiek mu powie, jego brat wykorzysta to, żeby w dogodnym dla siebie momencie znowu uderzyć. Z tego samego powodu nie mógł zaufać Arianwen, nie był pewien, ile z tego co jej powie, dotrze do Lokiego.
– Thor? – Loki przerwał mu rozmyślania.
– Tak, o co chodzi? – zapytał nie starając się nawet ukryć wrogości w głosie.
– Przejdźmy do mojego gabinetu.
– Jak sobie życzysz.
Loki zacisnął wargi, ze wszystkich sił starając się nie powiedzieć czegoś wrednego. „Cierpliwości, cierpliwości" powtarzał sobie w myślach.
– Proszę usiądź – powiedział Loki, gdy już weszli do jego gabinetu. – Thor chciałbym cię przeprosić – stwierdził. – Powinienem zrobić to już dawno temu. Proszę – podał bratu jakiś papier.
Tamten wziął dokument i przyglądał mu się przez chwilę. – Co to jest? – zapytał w końcu nieufnie.
Loki spojrzał na niego zdziwiony – To jest akt wyzwolenia. Nie jesteś już niewolnikiem, zwróciłem ci wolność.
Thor zbladł i wyjąkał – Zwróciłeś mi wolność? Ja...nie wiem... – nie mógł dokończyć. Nie chciał rozkleić się w obecności Lokiego, wypadł więc z gabinetu, ściskając mocno bezcenny dokument. Loki popatrzył za nim z uśmiechem, czując się zadziwiająco dobrze. „Jednak bycie szlachetnym nie jest takie przereklamowane" pomyślał.
Kiedy Thor dotarł do swojej komnaty, padł na fotel i zaczął się wpatrywać w papier, który dał mu Loki. Nie umiał wprawdzie przeczytać tego co było tam napisane, ale Loki chyba nie oszukałby go tak okrutnie. Akt wyzwolenia! Był wolnym człowiekiem. Thor nie płakał ani razu w ciągu swojej długiej niewoli, ale teraz rozpłakał się jak dziecko. Gdy wreszcie się uspokoił, zaczął się zastanawiać, co to oznacza dla niego. Był teraz wolny, mógł sam o sobie decydować. Prawda jednak była taka, że jego opcje były dość ograniczone – nie miał własnych pieniędzy, nie miał dokąd pójść. Chwilowo musiał zostać z Lokim, w jego pałacu, ale teraz przynajmniej był mu równy. Nie musiał się już bać, że każde słowo czy czyn może się skończyć się dla niego chłostą albo zamknięciem w lochu. Pomyślał, że w zasadzie Loki jest mu coś winien za to wszystko co wycierpiał z jego ręki. Schował papier i po raz pierwszy od wielu lat poczuł, że wraca mu nadzieja.
