Rozdział dwunasty: Piętno Syreny


Bianca wróciła pospiesznie do pomieszczenia z Kamerdynerem. Ominęła i wystawę z ciałem, i stolik, i przeszła bez słowa do pomieszczenia po lewej stronie ciała Allana.

Bianca była wściekła. Patrząc się na puste miejsce po gałce od drzwi przypomniała sobie historię Sama, i uświadomiła sobie, ile jeszcze roboty i udręk ją tu czeka, nim ten wariat nie wypuści jej stąd – założywszy pozytywnie, że faktycznie nie kłamał, i miał w planach to zrobić. Bianca nie chciała robić sobie jednak zbyt wielkich nadziei – miała pełną świadomość tego, że jeśli przyjdzie co do czego, to najpewniej będzie musiała polegać sama na sobie, aby przeżyć do następnego dnia.

Bianca znalazła się w pomieszczeniu, które wyglądało jak pokój służby. Sięgając pamięcią wstecz, Bianca przypomniała sobie, że pięć lat temu w podobnym pomieszczeniu Oscar wystraszył nieźle Sama szkieletem ukrytym w szafie.

Bianca mimowolnie rozejrzała się wokół, i nagle krew zamarzła jej w żyłach.

Miała rację. Tu była wysoka, staromodna szafa. A w niej na pewno znajdował się szkielet, który miał ją przestraszyć.

Bianca zwlekała z podejściem do szafy tak długo, jak tylko mogła. Najpierw na starym, zakurzonym materacu znalazła metalowy znak Bliźniąt, który zabrała ze sobą. Dopiero po jakiejś minucie ociągania się, wyjęła powoli klucz znaleziony przez siebie wcześniej, i skierowała swoje niepewne kroki do szafy.

Z duszą na ramieniu Bianca włożyła klucz do zamka szafy, i powoli go przekręciła. Potem wzięła kilka głębokich wdechów, i otworzyła drzwi z rozmachem, przygotowana na najgorsze.

W szafie nie było jednak żadnego szkieletu. Gdy Bianca uchyliła w końcu powieki, okazało się, że jedyne, co w niej było, to samotnie leżący na jeszcze bardziej zakurzonej niż materac podłodze drewniany żeton do tej trójkątnej układanki ze strychu.

- Bianco…droga Bianco. Nie wystraszyłbym cię. Nigdy w życiu. – rozległ się ni stąd, ni zowąd głos Oscara. Bianca nawet się nie wzdrygnęła. Warknęła tylko zajadle, po czym zamknęła z wściekłością drzwi szafy, aż huknęło, i wyszła z impetem z pokoju, trzaskając także drugimi drzwiami.

W „pokoju z Kamerdynerem" Bianca położyła na tarczy symbol orła na właściwym miejscu, i wyszła stamtąd możliwie jak najszybciej. Przeszła potem przez kilka pomieszczeń, wdrapała się po schodach, weszła do sypialni, i tam włożyła do ostatniego wolnego otworu fragment mozaiki.

Z boku łóżka otworzyła się sekretna skrytka, z której Bianca wyjęła różę ze stali. Bianca włożyła ją ostrożnie do plecaka, po czym ruszyła jeszcze dalej w tył, na poddasze, do owej zagadki z liczbami i żetonami.

Bianca włożyła do pustej szczeliny drewniany żeton, i rozpoczęła rozwiązywanie łamigłówki. Kluczem do jej rozwiązania było ułożenie żetonów tak, aby liczby na nich wygrawerowane, dodane do siebie, odpowiadały sumie podanej w mniejszych trójkątach.

Rozwiązanie tej zagadki zajęło jej niecałe trzy minuty. Gdy już ją rozwiązała w skrytce pod zagadką znalazła zawieszkę z numerem 44.

Bianca już miała stąd wyjść, i pobiec do przebieralni, gdy nagle uświadomiła sobie coś, co sprawiło, że o mało nie strzeliła się otwartą dłonią w czoło.

Stał tu ostatni fragment domu-zabawki. Przez cały czas tu stał, a ona go nie zauważyła.

A już tak dawno mogła mieć ten fragment tej chorej gry za sobą.

Bianca, przeklinając siebie i w duchu, i na głos, złapała pospiesznie fragment zabawki, i zbiegła szybko ze strychu na dół, o mały włos nie potykając się o zrolowany fragment wykładziny wyściełającej schody. Dziewczyna dosłownie przebiegła przez całą długość domu, aż do początku jej drogi, i wbiegła równie szybko do pokoju teatralnego, a potem za kulisy. Dopiero tam się zatrzymała, aby złapać oddech.

Gdy już jej oddech się ustabilizował, Bianca połączyła ze sobą wszystkie trzy części domku, i nacisnęła na przycisk na makiecie, na której miała go ułożyć.

Małe, jasne światełko, odpowiadające zapewne windzie w tym domu, zajechało z parteru na samą górę zabawkowego domu. Gdy dojechało na samą górę, dach zabawki się otworzył, i ze skrytki Bianca wyjęła mały, czerwony kryształ.

Bianca przyglądała się temu przez jakieś pół minuty, nim nie uświadomiła sobie, po co jej to.

Oko węża, pomyślała Bianca. Z małym uśmiechem na ustach Bianca wybiegła z kulis przez teatr, ślizgając się nieznacznie na scenie, z której jednak zwinnie zeskoczyła, pomijając schodki znajdujące się tuż obok.

Była mocno do tyłu z czasem. Musiała nadrobić te wszystkie minuty, które zmarnowała na powolne łażenie po tej posesji. Musiała jak najszybciej ukończyć poboczne zadania, aby wreszcie dostać się do tego cholernego ogrodu.

Bianca wbiegła do owej przestronnej łazienki, i od razu skierowała się do wanny. Tam nachyliła się nad nią nieznacznie, i włożyła do znajdującej się tuż pod kranem płaskorzeźby węża ów krysztalik.

Bianca odsunęła się w porę. W chwili, gdy włożyła kryształ, otworzył się odpływ, i cała woda z wanny w jednej sekundzie wypłynęła do rury. W tej samej chwili też w ścianie ponad wanną uniosła się ciężka krata, uwalniając zza siebie długi pręt zakończony jakimś symbolem.

Pręt do wypalania znamion. Bianca podniosła pręt, i dokładnie się mu przyjrzała. Może mi się jeszcze do czegoś przydać. Do jakiegoś następnego zadania…albo do napiętnowania tego idioty, który mnie porwał i zmusił do przejścia przez to wszystko.

Bianca schowała pręt do plecaka, i spokojnym już krokiem udała się do przebieralni, w której użyła zawieszki nr 44. Gdy to zrobiła, w odpowiedniej skrytce znalazła gałkę do drzwi.

Bianca uśmiechnęła się sama do siebie, biorąc gałkę w rękę.

Jeszcze tylko trochę…już wkrótce uwolnię się od tego wariata.

Bianca bez wahania poszła – już szybszym krokiem – do drzwi prowadzących do ogrodu. Bez większych trudności zamontowała gałkę – Oscar wszystko sobie zaplanował, więc większość zadań szła Biance jak z płatka. Gdy to zrobiła, od razu wybiegła na dwór, wdychając chłodne, rześkie powietrze późnego wieczoru.

Miała jednak wciąż dużo zadań do zrobienia. Musiała być ciągle skupiona.

Naprzeciw niej, przy końcu pierwszej alejki, stał wazon ze stalowymi różami. Idąc do niego, Bianca od razu wyciągnęła z plecaka znalezioną przez siebie wcześniej różę, i włożyła ją do kompletu. Gdy to zrobiła, podwyższenie razem z wazonem zadrżało i poruszyło się, tylko po to, aby zaraz potem obrócić się o 180 stopni, i zniknąć za ścianą.

Bianca otrzymała jednak coś w zamian – mały, ale za to ciężki kamienny posąg ryby. Bianca niepewnie ujęła posąg w swoje ręce. Nie była pewna, czy go doniesie na miejsce, ale nie miała innego wyjścia – i tak wyglądał on na mniejszą i bardziej lekką wersję tego, co Sam musiał wcześniej dźwigać.

Bianca doniosła z trudem posąg, i od razu położyła go obok fontanny. Potem wykonała kolejny skłon, kolejne podniesienie, i ustawiła posąg w odpowiednim miejscu, na odpowiednim cokole.

Dopiero potem spojrzała się w górę.

Naprzeciw niej, na samym środku fontanny, znajdował się pojemnik z kolejną ofiarą Oscara. Tym razem była to Syrena – piękna dziewczyna o długich, falujących ciemnych blond włosach i ciemnoniebieskich oczach, które teraz, w zielonej mazi, przypominały bardziej kolor brunatnozielony.

Bianca bez problemu rozpoznała w młodej kobiecie Dianę Malcolm – nemezis Anny z ich osiedla. Ani Anna, ani Bianca nie darzyły jej zbytnią sympatią. Diana była bowiem strasznie chłodna i nieprzystępna, i do wszystkich odnosiła się z góry, a tym bardziej do obu sióstr, które od bitych sześciu lat musiały się mierzyć z medialnym linczem z powodu sprawy Sama i jego rzekomego zabicia Artysty.

Tyle, że Artysta nadal żył, upozorował swoją śmierć przed Samem, zrobił z niego kryminalistę, a teraz, po pięciu latach, zapragnął młodszej siostry jego dziewczyny.