Epilog

Czarny samochód płynnie omijał główne zatłoczone ulice, zmierzając w stronę lotniska. Sherlock pozwolił sobie przyglądać się tętniącemu życiem miastu. Mając do wyboru Londyn lub brata, zdecydowanie wolał to pierwsze. Mycroft zapewnił go, że Anthei można ufać, więc Sherlock nie poświęcał zbyt wiele uwagi siedzącej za kierownicą kobiecie, która zresztą zawsze odpłacała mu podobną obojętnością. Zamiast tego omiatał spojrzeniem mijane dzielnice, pozwalając sobie na chwilę nostalgii. Londyn ze swoimi zaułkami i wewnętrznymi prawami był jego królestwem i sceną, na której przeprowadzał najbardziej błyskotliwe ś razem miał przed sobą zadanie zgoła odmienne, które z jednej strony było nowym wyzwaniem i wywoływało dreszczyk podniecenia, a z drugiej zapowiadało się na długie i mozolne, bez gwarancji sukcesu i obietnicy rychłego zakończenia.

Dojeżdżali już prawie do Heathrow, kiedy Mycroft pierwszy przerwał milczenie.

- Wciąż możemy załatwić to w inny sposób – przypomniał, jakby odpowiadając na myśli Sherlocka. - Mam na lotnisku swoich ludzi gotowych śledzić Ditczenko, jeśli zdecydujesz się zostać.

- Sam powiedziałeś kiedyś, że im nie ufasz - prychnął w odpowiedzi Sherlock. - Jak możesz oczekiwać, że ja im zaufam?

- Osobiście wybrałem ludzi godnych zaufania - odparł Mycroft z urazą. - Od czasu afery z samolotem zaostrzyliśmy kontrole. Wszyscy pracownicy są regularnie sprawdzani.

- Przez kogo? Nie robisz tego osobiście, a nie możesz być w stu procentach pewien, że nie masz gdzieś wtyczki jak Lestrade - uniósł się Sherlock. - Zresztą, nie chcę jej złapać i zabić, interesują mnie jej powiązania z Moriarty'm i kontakty z siatką. Ci twoi ludzie nadają się tylko do brudnej roboty, dam ci znać, jak będę potrzebował – zadrwił. Mycroft widać zrozumiał aluzję, bo nie ciągnął tematu, ograniczając się jedynie do wiele mówiącego westchnienia.

- Za granicą nie mam takich możliwości jak w kraju – przypomniał zamiast tego. – Nie zawsze będę w stanie pomóc ci w takim zakresie, jaki mógłbyś potrzebować.

- Kto powiedział, że będę potrzebował twoich wpływów? – odpowiedział pytaniem Sherlock, z całego serca pragnąc, żeby ta rozmowa już się skończyła. – Bardziej przydatny będziesz tutaj, na miejscu.

- Tak, wiem – przytaknął Mycroft, bawiąc się bezwiednie rączką parasola. Sherlock dostrzegł jego ruch kątem oka i uśmiechnął się pod nosem. Parasol był dla niego atrybutem władzy brata, jak berło dla królowej. Nigdy nie powiedział tego głośno, ale zawsze bawiła go paranoja Mycrofta, która kazała mu zabierać parasol nawet w najbardziej słoneczne dni.

- Nie próbuj narzucać się Molly – przypomniał bratu Sherlock, powoli zmierzając do tego, o co chciał poprosić, choć wcale nie był z tego tytułu zadowolony. Anthea właśnie zaparkowała przed wejściem, więc nie mógł dłużej zwlekać. – Ale chcę, żeby była bezpieczna, mogę jej potrzebować w przyszłości – powiedział, a po minie Mycrofta widział, że ten dokładnie zrozumiał, o co został poproszony.

- Będzie pod stałym nadzorem – zapewnił starszy Holmes w momencie, gdy Sherlock otwierał już drzwi. – Dyskretnie, oczywiście. Powodzenia, bracie. Postaraj się nie zerwać zupełnie kontaktu, niektórzy mogą się niepokoić. Zwłaszcza Molly Hooper – dodał znacząco. Sherlock skinął głową na zgodę, a potem uśmiechnął się kpiąco.

- Uważaj na nią, skoro mnie nie byłeś w stanie upilnować – rzucił drwiąco i zatrzasnął drzwi samochodu, nim Mycroft zdołał zapytać, co konkretnie miał na myśli.

KONIEC


A/N: Dziękuję bardzo wszystkim, którzy przeczytali i dotrwali do końca. Jestem w trakcie pisania drugiej części, jeśli tylko wen nie zastrajkuje, to postaram się skończyć tekst jak najszybciej.

Ariana