TRON: Dziedzictwo

Rozdział jedenasty: Słodki sen

-Tron, ty...- zaczął Shadox i zamilkł. Jego dotąd stoicki wyraz twarzy zmienił się w głęboki szok i zdziwienie. Rozumiałam to. Przeżyłam to samo-... jak?- zapytał w końcu.

Uśmiechnęłam się w myślach. Przestałam się bać. Wiedziałam już że tu nikt mnie nie weźmie za uzurpatorkę Udało mi się udowodnić kim jestem, a ujawnienie nie się Trona przybiło ostatni gwóźdź do trumny. Teraz już nie było odwrotu.

-To dość skomplikowana historia i chętnie ci to wytłumaczę- Tron spojrzał znacząco na mój dysk który Riven kurczowo ściskał w dłoniach- ale najpierw oddaj dysk Sam.

Ciemnoskóry program wziął dysk z rąk swojego podwładnego.

-Wybacz że ci nie wierzyłem Użytkowniczko- powiedział z szacunkiem i wręczył mi mój dysk.

-Nic nie szkodzi, sama na twoim miejscu byłam bym nieufna- odłożyłam dysk na miejsce- i mów mi Sam- uśmiechnęłam się do niego. Miałam nadzieje że wyszło mi to szczerze. Szczery uśmiech był jedynym którym nie dysponowałam na zawołanie.

-Dobrze... Sam...- zamilkł jakby próbował brzmienia mojego imienia- Riven, przynieś nam energii- rozkazał.

Mężczyzna bez gadania wystrzelił z miejsca i dwie sekundy później zniknął za drzwiami.

Zapadła sekunda niezręcznej ciszy.

-Więc, przez ten cały czas to ty byłeś Rinzlerem- powiedział Shadox- ale jak to się stało?

Tron zacisnął szczęki. Domyśliłam się że to dla programu bolesny temat.

-CLU go przeprogramował- wyjaśniłam- i z tego co odkryłam wielu żołnierzy, jeśli nie wszyscy, zostali przeprogramowani.

-Wiecie to od tego żołnierza którego zabraliście z placu.

-W rzeczy samej- odpowiedział Tron.

-Dobrze, zostałeś przeprogramowany ale jak to się stało że wróciłeś? Nie mogę tego pojąć.

-Złamałem program, moje podstawowe oprogramowanie było zbyt silne.

Shadox rozszerzył oczy w głębokim szoku.

-Wiedziałem że jesteś uparty ale to już jest nie do pojęcia.

Mój program ochrony uśmiechnął się delikatnie. Wtedy do pokoju przyszedł Riven. Trzymał w dłoniach tacę na której stał dzbanek z energią i trzy szklanki. Program postawił tace na stole.

-Coś jeszcze sir?- zapytał.

-Nie, możesz odejść- odparł Shadox. Gdy program zniknął po raz kolejny za drzwiami westchnął cicho- To spotkanie jest bardzo miłe ale wątpie że przyszliście tu tylko pogadać, mam racje?

-Masz- odparłam- Castor powiedział nam że chcesz połączyć frakcje, chcemy ci w tym pomóc.

Ciemnoskóry program uśmiechnął się szeroko.

-Twoim udziałem to może się udać...- zamyślił się na sekundę- trzeba będzie zorganizować spotkanie, najlepiej jedno ze wszystkimi na raz, to zmniejszy ryzyko wykrycia.

-Wszyscy przywódcy w jednym miejscu, to trochę nieroządne- zauważyłam

-Racja- przytaknął mi Tron- ale jeśli ktoś cię wygada i w miasto pójdzie plotka o tych spotkaniach ktoś spróbuje wykorzystać okazje i cię złapać.

-Szczególnie że Tesler wyznaczył za ciebie niezłą nagrodę- dodał Shadox- On się ciebie i tego co mu obiecałaś boi- uśmiechnął się.

-I słusznie- odpowiedziałam na co ciemnoskóry program się zaśmiał i nalał nam po szklance energii. Upiłam łyk.

-Więc- zaczął Tron i wziął łyk ze swojej szklanki- gdy ty zajmiesz się organizowaniem spotkania, my ułożymy jakiś dalszy plan działania, Sam jest w tym bardzo dobra.

-Dobrze, jak będę mógł się z wami skontaktować?

-Pojedź na rubieże, sami cię znajdziemy- odparłam.


Potem już wszystko poszło gładko. Omówiliśmy z Shadoxem wszystkie ważne sprawy. Tron nawet trochę pożartował. Moja pewność siebie wzrosła chodź obawy całkowicie nie zniknęły Zostawała bardzo poważna sprawa maszyny która przeprogramywuje programy i nieuchronność jednego z Praw Murrfiego: Jeśli wszystko idzie dobrze, coś na pewno w końcu musi się schrzanić. Tego można było być pewnym. Zawsze.

Do kryjówki wróciliśmy również bez kłopotu. Bawiło mnie to. Wielka armia, żądny mojej kasacji generał, a my sobie tak po prostu kiedy chcemy przenikamy do miasta, omijamy patrole i wracamy bez kłopotu. To było śmieszne i jednocześnie tragiczne. Trudno było mi zrozumieć w jaki sposób stara władza nie została jeszcze obalona. Być może dlatego że nie miał kto nimi odpowiednio potrząsać i pokierować. W końcu były to tylko i aż programy. Zrażały się od tego wyjątki takie jak Tron albo Beck ale to było stanowczo za mało. Miasto potrzebowało Głównego Administratora. Nie podobało mi się zbytnio wizja że ja nim zostanę ale jeśli programy będą tego chciały zrobię to, zrobię chyba po raz pierwszy w życiu to czego się ode mnie oczekuje.

Gdy dotarliśmy do garażu pierwsze co zobaczyłam była lekko przerażona twarz Beck.

-Czy coś się stało?- zapytałam dezerując mój światłocykl do postaci pałeczki.

-Twój Bit...- zaczął niepewnie- zdemolował twój pokój.

-Co?- zapytał zdziwiony Tron i podszedł do mnie.

-Bit Sam zdemolował jej pokój i to doszczętnie. Nawet nie wiedziałem że bity mogą być takie silne.

Niewiele myśląc pobiegłam do swojego pokoju. Stanęłam w drzwiach i aż mnie wryło. Wszystkie bibeloty leżały w kawałkach na podłodze. Lustro było stłuczone. Umywalka nadkruszona, a łóżko złamane na pół. Nad tym całym pobojowiskiem unosił się Bit uwolniony ze swojego przesieradłowego więzienia. Gdy mnie dostrzegł podleciał do mnie i zawisł na linii moich oczu.

-NIE!- wrzasnął i uderzył mnie w ramię- NIE!

-Co nie?- zapytałam – Nie ty to zrobiłeś czy co?

-NIE!- kolejne uderzenie.

-Słuchaj ty mały...- zaczęłam ale poczułam czyjąś obecność.

Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą wszystkich mieszkańców kryjówki.

-Zawsze myślałem że bity są słabe- powiedział Castor- podrasowałaś mu kod czy co- zwrócił się do mnie.

-Nic przy nim nie grzebałam...

-Pamiętam że Flynn coś przy nim robił- odezwała się niepewnie Quorra.

-I sprezentował mi Bita obronnego?- zapytała.

Beck i Castor parsknęli śmiechem na co Tron posłał im krytyczne spojrzenie.

-NIE!-znów wrzasnął Bit.

-O co ci chodzi!- wydarłam się na niego. Wiedziałam że to było głupie, ale inaczej z nim nie mogłam.

-Chyba wiem o co mu może chodzić...- powiedział niepewnie Tron.

-O co?- zmarszczyłam brwi.

-O twój strój- odpowiedział lekko speszony.

Spojrzałam na siebie. Wciąż byłam w przebraniu syreny. Spróbować nie zaszkodzi Wysłałam impuls energii do mojego kombinezonu i po sekundzie wyglądałam po staremu. Bit obejrzał mnie uważnie po czym po "Tak" usiadł mi na ramieniu i wtulił mi się w szyję. To dopiero było dziwne.

-Ja nawęd nie chce wiedzieć o co mu dokładnie chodziło- powiedziałam i wskazała Bita palcem.

-Pewnie o to...- zaczął Castor ale Quorra złapała go za ucho i pociągnęła do góry- Auu! Za co to?

-Za całokształt- odparła ISO- a teraz idziemy do panelu monitorującego, teraz twoja kolej na dyżur- poprowadziła go w stronę schodów.

-Ja lepiej też już pójdę- Beck podrapał się po karku- miłego ładowania- powiedział i szybko zniknął w drzwiach swojego pokoju.

Stałam i tępo wpatrywałam się w pustą przestrzeń korytarza.

-Kolejny zwykły dzień w zakładzie psychiatrycznym- skomentowałam.

-W czym?- zapytał Tron.

-Taki ośrodek dla Użytkowników z uszkodzonym procesorem- wytłumaczyłam mu i weszłam do mojego pokoju. Wśród połamanych mebli udało mi się znaleźć pudełko z notatkami taty. Na szczęście zawartość była nieuszkodzona.

-Możesz przejść w ładowanie razem ze mną- powiedział nagle Tron stając przymnie.

Nie powinno mnie to zdziwić ale zdziwiło.

-Jeśli to nie będzie to dla ciebie kłopotem- odpowiedziałam spokojnie.

-Nie będzie- uśmiechnął się delikatnie- lubię wiedzieć gdzie jesteś.

Poczułam się troszeczkę mniej winna z powodu wykorzystywania programu ochronnego jako emocjonalnego materaca. Przez długi czas radziłam sobie sama i byłap pewna że i teraz poradziłam bym sobie bez większych problemów, tylko że program ochrony był pod ręką i do tego bardzo chętny żeby mnie pocieszać, chronić i tulić do snu. Może i oboje potrzebowaliśmy swojej obecności, może ja nawet bardziej od niego ale to było złe. Życie było dziwką, a ja nigdy nie oczekiwałam że się we mnie zakocha. Tych na których najbardziej mi zależało w ten czy inny sposób traciłam. A gdy traci się wszystkich nadchodzi czas destrukcji. Ja swój czas ledwo przeżyłam. Przez ponad rok chlałam, ćpała i rżnęłam się z kim popadnie. Cudem było to że niczego nie złapałam. Robiłam wszystko by zapełnić pustkę, by nie czuć tego pieprzonego bólu który z każdym swoim silniejszym atakiem odrywał kawałeczek mojego człowieczeństwa.

Po tym jak program ochrony uratował mnie z areny światłocykli stał się dla mnie bardzo ważny. Nie wiedziałam kim jest, a jakąś godzinę wcześniej chciał mnie zabić ale stał się ważny. Pojawił się kiedy najbardziej go potrzebowałam. Zależało mi na nim. Powinnam się tego już domyślić po bójce w klubie. Tak się bałam że umrze. Wcześniej tego nie dostrzegałam. Nie dorosłam do tej świadomości. Teraz sama czuje że myślę inaczej. Dorastałam. Już dawno przegoniłam dorosłość odpowiednią dla swojego wieku. Musiałam szybko się do tego przystosować inaczej oszaleje.

-Wszystko w porządku?- poczułam na ramieniu dłoń Trona. Jego ciepłe, brązowe oczy przyglądały mi się badawczo- przez chwilę stałaś zupełnie w bezruchu.

-Zamyśliłam się, to wszystko- uśmiechnęłam się radośnie do programu. Miałam nadzieje że oczy nie zdradzają mojego nastroju.

-Na pewno?

-Tak- parsknęłam śmiechem i zdjęłam Bita z mojego ramienia- ty śpisz tu panie Demolka- cisnęłam go na jedną z poduszek.

W odpowiedzi Bit posłał mi bardzo nadąsane "tak".


Siedziałam na łóżku w pokoju Trona i nanosiłam jeszcze kilka poprawek do projektu filtru percepcji.

-Co robisz?- zapytał program siadając przymnie. Zauważyłam że jego zbroja wróciła do pierwotnego wyglądu.

-Nanoszę parę poprawek na projekt- pokazałam mu dane.

-Sam, nie zostałem zaprogramowany do przetwarzania tego rodzaju danych- powiedział cicho, jakby się trochę wstydził.

-To filtr percepcji- wyjaśniłam- Będzie sprawiał że osoba go nosząca stanie się nie zauważalna... trochę jak wtedy gdy się w kimś zakochasz a ta osoba nawet nie wie o twoim istnieniu- naniosłam ostatnią poprawkę, zapisałam zmian i odłożyłam płytkę do pudełka.

-To może być przydatne- odparł Tron neutralnie.

-I będzie- rozplątałam włosy. Wtedy zauważyłam na szafce nasze wspólne zdjęcie a dokładniej nasze dwa wspólne zdjęcia Jedno zrobione na początku mikrocyklu w Wieży Głównej, a drugie zapewne w czasie mojej pierwszej wizyty w Systemie.

-Skąd je masz?- zapytałam marszcząc brwi- nie pamiętam żeby ktoś nam robił wtedy zdjęcie.

-To klatka nagrania z monitoringu, chciałem mieć jakąś pamiątkę- wyjaśnił lekko speszony.

-To dobre wspomnienie- powiedziałam bezwiednie.

-Bardzo dobre- odpowiedział.

Następnie oboje położyliśmy się na łóżku. Gdy światło zgasło ramiona mężczyzny obwinęły się wokół mnie. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Był taki ciepły.

-Byłaś dziś bardzo odważna- powiedział nagle program.

-Dlaczego tak uważasz?-Zamknęłam oczy. Dlaczego coś tak dobrego musiało być złe.

-Bałaś się konfrontacji z Shadoxem.

-Wcale nie- zaprzeczyłam. Nie mogłam się bać, musiałam być silna.

-Twoje dłonie.

-Co "twoje dłonie"?

-Spociły się- otworzyłam oczy. W delikatnym świetle naszych obwodów dostrzegłam że się uśmiecha.

-No dobra, trochę się bałam.

-Wiesz że nie pozwoliłbym by cokolwiek ci zrobiono.

-Wiem.

Nie wiedziałam o co chodzi w tej rozmowie. Byłam zmęczona. Chciałam spać, chciałam dotrzymać słowa.

-Naprawdę nikt na ciebie nie czeka na ciebie w Świecie Użytkowników?

-Jestem sama- zamknęłam oczy. Coś w mojej głowie zaczęło mnie alarmować. Zignorowałam to.

-Dlaczego?

-Bo to boli- wyszeptałam bezwiednie-skrzywdzone zaufanie boli, wiesz o tym.

-Wiem... więc, dlaczego mi wtedy zaufałaś na Arenie.

-Najpierw bo nie miałam wyjścia, potem bo poczułam że nie zrobisz mi krzywdy.

Tron coś powiedział ale nie zrozumiałam. Poczułam jak jego palce zatapiają się w moje włosy. Było mi tak miło. Chciałam by to trwało wiecznie.


-Sam- ktoś mną potrząsnął- obudź się Sam.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam lekko uśmiechniętego Trona.

-Spadaj- powiedziałam i opadłam na poduszkę. Mój wewnętrzny zegar wyraźnie mi powiedział że jest za wcześnie.

-Sam, wstawaj. Masz klik na wyjście z łóżka.

Jakoś udało mi się wstać. Przetarłam pięściami oczy.

-Co się stało?- zapytałam i ziewnęłam.

-Chce ci coś pokazać, chodź- podszedł do drzwi.

-A mogę najpierw umyć twarz?- zapytałam.

-Dobrze, tylko szybko.

Podeszłam do umywalki i umyłam twarz. Program ochrony wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić przez korytarz Gdy przeszliśmy koło wyłamanych drzwi mojej sypialni z pokoju wyleciał Bit. Pan Demolka poleciał za nami. Tron wyprowadził mnie z kryjówki i szedł zemną przez rubieże.

-Dokąd mnie prowadzisz?- zapytałam w końcu.

-Niespodzianka- przyspieszył kroku. Musiałam nieźle wyciągać nogi by zanim nadążyć.

Po jakiś dziesięciu minutach doszliśmy do średniej wielkości nasypu. Wydawało mi się że dobiegają zza niego jakieś głosy i światło. Spojrzałam na program pytająco. Ten w odpowiedzi położył palec na ustach nakazując milczenie. Wspięliśmy się po nasypie i ostrożnie wystawiliśmy po za niego głowy. To co zobaczyłam sprawiło że od razu się uśmiechnęłam. Na terenie powyżej nasypu znajdowało się małe jeziorko energii na którym unosiły się bity. Setki bitów.

-Skąd się tu wzięły?-zapytałam szeptem.

-Za bardzo nie wiem jak powstały, ale wiem że są dzikie, bez jakiegokolwiek przypisanego do nich programu.

-Przypisanego?- zapytałam.

-Bit powstaje z fragmentu kodu programu. Tak samo jak twój powstał z twojego.

-Ale mój nie powstał z mojego. Myślę ze stworzył go tata.

-Tak- odezwał cię cicho Demolka i przycupnął na moim ramieniu.

Uśmiechnęłam się. Czułam się lepiej niż pod koniec zeszłego mikrocyklu.

-Jak je znalazłeś?- zapytałam.

-Widziałem jak przelatują i postanowiłem to sprawdzić. One zawsze ciągną do źródeł energii. Zawsze warto wiedzieć o okolicznych źródłach. Pomyślałem że to ci się spodoba. Byłaś wcześniej trochę smutna.

-Dzięki- uśmiechnęłam się i nie wiem co mnie do tego podkusiło ale pocałowałam go w policzek- jesteś kochany.

Poczułam się podle. Nie powinna tego zrobić. Tron był przyjacielem. Najlepszym jakiego miałam w życiu i tak powinno pozostać. Z wyobrażania sobie tego czego niema mogła stać mi się tylko krzywda.

-Próbuje tylko... ci się odwdzięczyć- odpowiedział prawie niesłyszalnie.

-Już ci mówiłam że nie ma za co. Jedyne co zrobiłam to nie dałam się za szybko skasować.

Mężczyzna przypatrywał mi się przez chwilę. Otworzył usta i już chciał coś powiedzieć gdy nagle lunęło jak z cebra. Wystraszyłam się i sunęłam się z nasypu, a Tron poleciał za mną. Program złapał mnie i postawił do pionu.

-Nic ci nie jest?- zapytał.

-Nie- potarłam ramiona- chciałeś coś powiedzieć.

-Teraz to już nie ważne, chodzimy do kryjówki za mim znajdą nas jakieś pluskwy- powiedział.

-TAK!- zawołał Demolka.

Ruszyliśmy biegiem do kryjówki.

Zastanawiałam się co program chciał mi powiedzieć.