Remus i Syriusz zdjęli łyżwy i ubrali buty. Zostawili na chwilę dziewczyny ślizgające się na lodzie, żeby pójść na huśtawki na męską rozmowę.
Wspięli się na ogromną skałę, na której na gałęzi drzewa ktoś powiesił dwie huśtawki. Siedli na nich i rzeczowo wymieniali uwagi o dziewczynach. Rozmawiali dojrzale o ich piersiach, ustach i dupach. Przedłużali rozmowę, żeby jak najdłużej delektować się świadomością, że tam na lodzie, daleko w dole, czekają na nich dziewoje z ciastem i parującym kakao.
Już się zbierali, ale Syriusz zrobił rzecz niespodziewaną. Siadł na skraju skały, zwieszając nogi w przepaść i zaczął gapić się na niebo. W sumie to w jego stylu – pomyślał Remus. Niepoprawny romantyk. Usiadł obok niego i również zwiesił nogi. Stopy dyndały im w powietrzu jak odnóża jakichś pozbawionych woli marionetek. Nie wiadomo co go tak nagle natchnęło, ale Remus spojrzał na przyjaciela i rzekł:
– Chcę ci coś wyznać, coś czego jeszcze nikomu innemu nie mówiłem.
Syriusz wstał, rozpiął rozporek i wyjął siusiaka na mróz.
– Co ty wyrabiasz?
– Chce mi się siku... – wyjaśnił
Złoty mocz Syriusza spadał z urwiska na złamanie karku w rozszerzającym się strumieniu kropelek. Słowom Remusa wtórował cichy syk wydobywających się z ciała chłopca szczyn.
– Kiedyś polecę tam – wskazuje – kiedyś polecę na Księżyc!
Syriusz nieświadomie zapieczętował moczem marzenie Remusa. Cokolwiek przysięgniesz lub cokolwiek zapowiesz, gdy ktoś robi siku, to nie będzie już odwrotu.
Strużka moczu nagle się urwała.
KONIEC
