Rozdział 12
Przez cały następny dzień udawałam, że jestem zmęczona. Co chwila narzekałam i starałam się robić jak najmniej. Męczyło mnie to, ale musiałam przekonać Damona, że położę się wcześnie i zasnę jak zabita. Zamknęłam za sobą drzwi sypialni i usiadłam na podłodze, opierając się o nie plecami. Pozostało mi jeszcze tylko odczekanie na odpowiedni moment, kiedy będę mogła wymknąć się niezauważona. Przypominało to nieco wymykanie się filmowych nastolatek albo ucieczkę z domu. Moje ewentualne konsekwencje były nieco inne, bo chyba nie groził mi szlaban. Na godzinę przed planowanym spotkaniem w domu zapanowała kompletna, przenikliwa cisza. Z radością wcisnęłam na stopy moje glany i stanęłam na parapecie. Jeszcze raz spojrzałam na zamknięte drzwi. W przerwie ponad nimi nie było widać światła. Damon musiał się już położyć. Kwestię dostania się ponownie do pokoju odłożyłam na później. Zeskoczyłam na trawę przed domem i zaczęłam biec. Przede mną rozciągał się niewielki lasek, który oddzielał mnie od przedmieścia. Linia drzew zdawała się być punktem, od którego zaczynała się strefa bezpieczna, gdzie nie było nieugiętych, denerwujących opiekunów. Z radością, właściwie skacząc, zagłębiłam się w ciemny las, nie pamiętając, ze gdzieś może czaić się Katherine. Byłam wolna i miałam zamiar spędzić czas z przyjacielem, tak jak kiedyś.
- A ty gdzie się wybierasz? - Mój zapał do zabawy ostudził głos Damona obok mnie. Zatrzymałam się, a on natychmiast przygwoździł mnie do jednej go z większych drzew. Nie mogłam się ruszyć, bo przycisnął mnie do kory własnym ciałem.
- Możesz łaskawie zaprzestać tej niewątpliwej próby gwałtu? – Poprosiłam grzecznie.
- Wybacz, ja tu nie spełniam twoich fantazji, tylko staram się uratować ci tyłek. O skrytych marzeniach możemy porozmawiać kiedy indziej. – Mrugnął do mnie, nie odsuwając się nawet na centymetr.
- Błagam. –Zniżyłam się do szczerości. – Pozwól mi iść ten jeden, jedyny raz.
- Przy twoim szczęściu to będzie ostatni raz, kiedy będziesz miała okazję chodzić. – Przypomniał
- Nie wierzysz w moje możliwości. Twój błąd. A zdawałeś się taki słodki. – Westchnęłam, udając, że się poddaję.
- Robię to wyłącznie dla twojego dobra. – Zapewnił, puszczając moje ręce.
- Nie ma takiej potrzeby. Masz jakoś mało wiary w siłę kobiet. Wszystkie dotychczasowe koleżanki nędznie skończyły?
- Można tak powiedzieć.
- Jestem inna. – Powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy i zbliżając się do niego. – Nawet nie wiesz, jak bardzo.
Nie zrobiłam nic wbrew jego woli. Chciał tego, od momentu, kiedy próbowałam go zabić. Nie musiałam nawet czytać w jego myślach, żeby widzieć, jak wiele razy walczył ze sobą. Przycisnął mnie do siebie, zachłannie wpijając się w moje usta. Było inaczej niż kiedykolwiek. Trudno było ocenić, czy lepiej. Z dozą dziwnego, nieokreślonego uczucia i jakieś odległej tęsknoty za czymś. Miałam wrażenie, że ja też tego chciałam. Ale jedynie przez chwilę. Za głową Damona, na mojej dłoni pojawiła się mała, złota iskierka. Przeczesałam palcami jego włosy, a on osunął się na ziemię, tuż przede mną.
- Miłych snów, królewiczu od siedmiu boleści. – Ruszyłam w dalszą drogę, na spotkanie z Patrickiem.
