Well... trochę zwolniłam z rozdziałami, ale to zapewne chyba każdy odświeżający stronkę co kilka godzin zauważył XD
Powód dość trywialny, w końcu zabrałam się za pisanie swojej pracy inżynierskiej, przydałoby się ją wstępnie skończyć przed świętami :v
-Gilbert…- powtórzył Toris pustym głosem
-Mhm… ten sam… który teraz… próbuje przejąć nasze ziemię...- westchnął Feliks -Mówiłem… że nie uwierzysz... jak ci powiem…-
-Bo nie mogę w to uwierzyć…- przyznał Litwa zszokowany -Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że przy waszym ostatnim spotkaniu próbowałeś go poszatkować-
-Cóż… teraz mniej więcej wiesz… z jakiego powodu…- mruknął Polska -Poznałem go… dawno… będzie chyba… ze sto lat z dużym hakiem…-
-Sto lat… fakt trochę czasu minęło...- stwierdził brunet
-Nie wiem na ile… interesowała cie… moja historia… ale wtedy… cóż… nie było u mnie za wesoło- wymamrotał blondyn
-Coś tam słyszałem… zdaję się, że wtedy twoje terytorium było podzielone- powiedział Toris
-I to cholernie...- mruknął Feliks -Znasz taką sytuację? Kiedy twój władca… trochę za bardzo… wziął sobie do serca… konieczność spłodzenia potomka…?-
-Taaa… wiesz, mój poprzedni Wielki Książę Olgierd, miał dwadzieścia troje dzieci, w tym naszego obecnego króla Jagiełłę- oznajmił Litwa
-O cie chuj…- westchnął Polska z uznaniem -Czasami odnoszę wrażenie… że niektórym ludziom… to się po prostu nudzi… dlatego mają tyle dzieci…-
-Może… ale wracając do tematu, co to ma wspólnego z Gilbertem?- zapytał brunet, chciał się dowiedzieć jak najwięcej na ten temat… poza tym rozmowa pozwalała mu chociaż częściowo zapomnieć o zmęczeniu i biec dalej, chyba już nawet widział majaczącą w oddali sylwetkę obozu
-Mój ówczesny władca… jeden z nich… sprowadził na te ziemię… Zakon Krzyżacki- powiedział blondyn -Oryginalnie po to… by wspomóc obronę… i chrystianizować plemiona pruskie… na północy… dostali w dzierżawę spory kawałek ziemi…-
-Skoro twoje ziemie były wtedy podzielone… to co działo się z tobą?- zapytał Toris
-Miałem się… źle- mruknął Feliks -Generalnie… jedność wśród narodu nadal była… ale ci wszyscy książęta… tak jak to zwykle bywało w takich… przypadkach, tłukli się między sobą o tron…- wziął ostrożnie nieco głębszy wdech i jęknął czując ostry ból między żebrami -Ale nie będę cię tym… zanudzał… miałem ci opowiadać… o czymś innym…-
-Wybacz… opowiadaj dalej- mruknął Litwa
-Tego dnia… byłem… naprawdę zmęczony tymi ciągłymi… przepychankami o tron… poszedłem przejść się… odpocząć chwilę… i tak po prostu… natknąłem się na niego…- wymamrotał Polska -Początkowo miałem… zrobić w tył zwrot… ale coś mnie podkusiło… zagadałem do niego… był mniej więcej w tej… sytuacji co ja… był Prusami… ja dostawałem wycisk od swoich… on od Zakonu który chrystianizował jego tereny… od słowa do słowa zaprzyjaźniliśmy się… może nie tak od razu… ale od tamtego momentu zawsze… jakoś udało nam się spotkać… pogadać…-
-Nie przyszło ci wtedy do głowy, że coś z nim jest nie tak?- Toris odkąd go tylko poznał, stwierdził, że Prusy jest pospolitym dupkiem, po delikatnym nacisku na ramieniu uznał, że blondyn chciał pokręcić głową
-Nie… wtedy byłem szczęśliwy… że znalazłem kogoś… z kim mogłem porozmawiać… wyżalić się… kogoś kto tak właściwie mnie słuchał… ktoś kto wydawał się… lubić mnie… komu zależało... chociaż… przyznam, że moment w którym zdecydował się… dołączyć do Zakonu… mocno mnie zdziwił- stwierdził Feliks -To było jakoś… wkrótce po tym… jak Zakon podstępem przejął... dzierżawione im ziemię na własność…-
-A tobie dalej nie dało to do myślenia, że coś tu jest nie tak- mruknął Litwa
-Bardzo… zawoalowany sposób… na nazwanie mnie… idiotą Liet…- westchnął Polska -Ale masz rację… byłem idiotą... byłem ślepy… moi ludzie też nie odnosili... się do Zakonu jakoś szczególnie wrogo… przynajmniej do czasu… kiedy najechali moje ziemie… byłeś kiedyś w Malborku? Czy tam Marienburgu… jebał pies jak to miasto nazywać...-
-Nie, nie byłem- odparł brunet, nie widział żadnego powodu dla którego miałby się tam znaleźć, co najwyżej w sytuacji w której jego armia zdobyłaby miasto i tamtejszy zamek, wycinając wcześniej w pień całą jego krzyżacką załogę
-Ja bywałem... tam dość często…- powiedział blondyn z wysiłkiem, mówiło mu się coraz ciężej, ale uznał, że musi dokończyć… nie znosił niedokończonych spraw, a jeśli to miała być ostatnia rzecz którą zrobi w życiu… -Ładnie tam… chociaż swojej ostatniej… wizyty… nie wspominam… zbyt miło…-
-Feliks… może powinieneś chwilę odpocząć- zasugerował Toris przerażony tym, jak z każdym kolejnym słowem, głos blondyna był coraz słabszy -Później opowiesz mi resztę-
-To niegrzeczne… kończyć historię… tuż przed jej… rozwiązaniem… nie sądzisz?- zapytał Feliks zaciskając lekko palce na kolczudze na piersi bruneta -Zwłaszcza… że jest… duża szansa… na to, że… już nigdy… nie będziesz miał… okazji usłyszeć reszty…-
-Nie umrzesz- powiedział z naciskiem Litwa -Jesteśmy już prawie na miejscu!-
-Podziwiam… twój upór… i optymizm…- oznajmił Polska -Ale ja… jestem bardziej… uparty… i będę mówił dalej… zresztą… spójrzmy prawdzie w oczy… medycy… nie są cudotwórcami… nawet jak… uda ci się mnie… donieść do obozu… nie jest powiedziane… że przeżyję…-
-Feliks…- warknął brunet z rozdrażnieniem
-Boże… zamknij się w… końcu… bo… w sumie nie wiem… chyba ugryzę cię… w ucho… na nic innego… nie starczy mi… siły- westchnął blondyn -Kiedy ostatnim… razem… byłem w Malborku… to było… tuż po tym… jak Zakon najechał na moje… terytorium… dalej naiwnie… wierzyłem, że to pomyłka… i wiesz co? Przez chwilę… ta zdradziecka łajza… udawała… że nie ma o niczym pojęcia… zaproponował mi… wspólne polowanie… i przy okazji… rozmowę w cztery oczy… zgodziłem się…-
-A on próbował cię zabić, w chwili kiedy nie było żadnych świadków- stwierdził Toris przez zaciśnięte zęby
-Mhm… uspokoiłem tych… którzy byli tam ze mną… powiedziałem im… że lada moment będę z powrotem…- Feliks poczuł jak w oczach wzbierają mu łzy -Przeze mnie… stracili życie… zostali zamordowani… nawet nie zdążyliśmy… zagłębić się z Gilbertem… zbytnio w las… kiedy to poczułem… nie byłem wtedy pewny co dokładnie… przeprosiłem go i chciałem zawrócić… wtedy skoczył mi na plecy z nożem… w ostatniej chwili… zaalarmowany szmerem… odwróciłem się… ostrze zamiast w plecy… trafiło w ramię… głęboko… rozorał mi rękę od ramienia… aż po nadgarstek… ale nie to było… najgorsze…- zacisnął mocno powieki, łzy popłynęły mu po policzkach, a ciałem wstrząsnął szloch -Bardziej niż ręka… bolało gdy zaśmiał mi się w twarz… moja mina musiała go… bardzo rozbawić… rzucił mi to wszystko w twarz… to jak byłem głupi… i naiwny… łatwowierny… wciąż próbując przy tym… pozbawić mnie życia… byłem… zbyt zaskoczony… zraniony na ciele i duchu… nie byłem w stanie… się bronić… więc rzuciłem się… do ucieczki-
-Skurwysyn- syknął Litwa, już wcześniej miał powody, żeby nienawidzić Prusy, teraz, wraz z nowo odkrytym uczuciem i historii którą opowiadał mu Feliks, zyskał kolejny
-W pewnym sensie… to było polowanie… tylko zamiast myśliwym… byłem zwierzyną… czułem się… jak zaszczute zwierze…- załkał cicho Polska, teraz też nie był pewny co bolało go bardziej, obecne rany, czy raczej wspomnienia -To, że mi się… udało… to był chyba cud… wskoczyłem do rzeki… do Nogatu… złapałem się jakiegoś dryfującego kawałka drewna… żeby nie utonąć… Gilbert miał… niesamowity ubaw… próbując zestrzelić mnie… z łuku… jak dziką kaczkę… dość szybko odpuścił… zapewne przekonany… że z taką raną… nie mam szans przetrwać… i albo się utopię… albo wykrwawię… prawie miał rację… miałem… duży kłopot z wydostaniem się z rzeki… gdybym dopłynął do Wisły… nie miałbym szans…-
-Ale przeżyłeś… i teraz też przeżyjesz, wydobrzejesz i razem skopiemy temu skurwysynowi rzyć- stwierdził Toris, byli już tak blisko... straż obozowa chyba już ich zauważyła, bo kilku ludzi zmierzało w ich stronę
-To bolało Liet… nadal boli…- wyszeptał Feliks -Zdrada kogoś… komu się bezgranicznie ufało… był moim przyjacielem… może nawet kimś więcej… czy gotowość oddania… za kogoś życia… to już jest miłość? Czy jeszcze nie… słyszałem… tyle różnych definicji… o tylu różnych rodzajach... a zanim to się stało... byłem gotów... poświęcić swoje życie... dla kogoś innego...-
-Nie wiem Feliks… naprawdę nie wiem- odparł Litwa, nie miał doświadczenia w miłości, ale gdyby tak było…
Czy był w stanie oddać życie za Feliksa? Zdecydowanie, był tego pewien, skoro prawie je dzisiaj stracił chcąc się tylko upewnić, że nic mu nie jest.
Czy to, że życie blondyna wisiało na włosku, bo ocalił jego życie, oznaczało, że wbrew temu wszystkiemu co mówił, żywił wobec niego jakieś głębsze uczucia? Miał taką nadzieję… i nadzieję na to, że ten cienki włosek się nie przerwie.
-Heh… no tak…- westchnął z goryczą Polska -Och… udało ci się… to nasz obóz… to teraz… mogę się jakby zdrzemnąć?… Jesteś… taki miękki i ciepły…-
-Proszę wytrzymaj jeszcze trochę… Feliks?- zapytał z niepokojem brunet, kiedy głowa blondyna opadła bezwładnie na bok -O nie… błagam tylko nie teraz- jęknął -Wezwijcie medyka!- krzyknął do zmierzających ku nim żołnierzy
-Co?… Co się… o kurwa mać…- wyjąkał pierwszy z żołnierzy który do nich dotarł, stanął jak wryty patrząc zszokowany na oba państwa
-PRZESTAŃ SIĘ KURWA GAPIĆ JAK UPOŚLEDZONY TYLKO BIEGNIJ PO LEKARZA!- wydarł się Toris tak czystą polszczyzną, że był pewny, że gdyby Feliks był przytomny, po prostu musiałby go pochwalić, i choć raz nie miałby powodu żeby śmiać się z jego akcentu.
Nie miał już siły biec, więc po prostu powlókł się w stronę namiotu który służył za lecznicę, łypiąc na każdego kto nadto się zbliżył i nie pozwalając odebrać sobie swojego brzemienia… dopiero kiedy medyk wskazał mu miejsce w którym mógł położyć Feliksa, zgodził się z nim rozstać.
-Nie wygląda to za wesoło- stwierdził lekarz wstępnie oglądając swojego pacjenta -Rzekłbym nawet, że szansę są bliskie zera…-
-Po prostu mu pomóż… zrób cokolwiek…- wymamrotał Litwa słaniając się na nogach
-Zrobię to oczywiste, ale nie będę kłamał, stracił już naprawdę dużo krwi, a jeśli ta strzała...- medyk wskazał na pocisk tkwiący między żebrami blondyna -Naruszyła jakieś ważne organy…-
-Zrób coś w końcu zamiast gadać!- warknął brunet przysiadając na ziemi koło prowizorycznego posłania
-Młodzież… jak zawsze niecierpliwa…- mruknął lekarz ostrożnie zaczynając zdejmować z Feliksa resztki jego kolczugi i koszuli, usta Torisa wygięły się w krzywym uśmiechu, fakt był młody, ale na pewno nie w taki sposób jaki miał na myśli ten człowiek.
-Trzymaj się Feliks… wszystko będzie dobrze- mruknął brunet ściskając lekko dłoń blondyna, wzrok skupił na jego twarzy, nie chciał patrzeć na całą tą krew…
-W sumie przydasz mi się na coś chłopcze… przytrzymaj go, wolałbym żeby nie zaczął się rzucać jak będę wyciągał strzały- powiedział medyk rozcinając nogawkę spodni blondyna, żeby móc zająć się jego udem -Myślę, że zacznę od tej… na szczęście grot nie uszkodził arterii…- stwierdził mężczyzna łapiąc mocno za drzewce pocisku.
Toris pokiwał głową ostrożnie, ale mocno przytrzymując Feliksa, blondyn już nie raz zaskoczył go tym ile miał siły, wolał mieć się na baczności. Lekarz jednym ruchem wyciągnął pierwszą strzałę, Polska drgnął lekko, krzywiąc się z bólu, jego powieki zadrgały, ale ich nie uniósł.
-Całe szczęście to zwykłe groty- mruknął medyk rzucając okiem na strzałę, odłożył pocisk na bok, żeby później lepiej się mu przyjrzeć i zaczął szybko bandażować ranę na nodze -Widywałem już przypadki przypiłowanego grotu, który rozłupywał się po uderzeniu w cel… barbarzyństwo…-
Gdyby nie fakt, że ten człowiek próbował teraz uratować życie Polski, Litwa najchętniej strzeliłby go w zęby, może i był dobry, wykształcony medyk, a nie pierwszy lepszy rzeźnik który twierdził, że zna się na leczeniu… ale szczegółów mógł sobie oszczędzić.
-To teraz bark… i bok- westchnął lekarz przygotowując sobie dużo bandaży, niektóre nasączone były środkiem do odkażania -Uwaga… raz… dwa… trzy!- wyciągnął strzałę z barku Feliksa, chwilowo zabezpieczając ranę zwykłym kompresem, musiał jeszcze zająć się się ostatnią strzałą. Tym razem Polska jęknął boleśnie uchylając nieco powieki i tocząc wokół nieprzytomnym spojrzeniem, utrzymanie go w jednym miejscu też było trudniejsze niż wcześniej.
-Teraz będzie najgorzej- oznajmił medyk przymierzając się do ostatniej strzały -Może trochę potrwać, nim usunę strzałę, nie chcę przez przypadek pogorszyć sprawy- ujął delikatnie drzewce ostatniego pocisku i zaczął ostrożnie wydobywać go z rany, tutaj nie mógł sobie pozwolić na ten sam pośpiech i niedbałość co w przypadku poprzednich strzał.
Ból zdecydowanie otrzeźwił Feliksa, jego krzyk wibrował w uszach Torisa, który musiał się mocno namęczyć, żeby utrzymać szarpiącego się blondyna, starał się go jakoś uspokoić słowami, ale niewiele to dawało… w sumie brunet mu się nie dziwił, sam raczej nie byłby w stanie usiedzieć w spokoju, gdyby ktoś grzebał mu czymś ostrym między żebrami. Litwa miał wrażenie, że wieki minęły, nim lekarzowi udało się w końcu wyciągnąć strzałę i zaczął opatrywać tors Polski, owijając go grubą warstwą bandaża, gdzieś w międzyczasie blondyn znów stracił przytomność, podrygując tylko od czasu do czasu niespokojnie.
-To teraz…- wysapał lekarz ocierając pot z czoła -Jedyne co pozostaje to zacząć się modlić… i to intensywnie- mruknął zabierając się za sprzątanie bałaganu, który powstał w czasie trwania całej tej akcji -Dziękuję ci za pomoc chłopcze, jeśli chcesz możesz iść chwilę odpocząć, nie wyglądasz mi na bardzo rannego, podejrzewam, że większość tej krwi należy do tego drugiego… więc jeśli byłbyś tak miły i poczekał chwilę, aż tu uprzątnę nim zajmę się tobą…-
-Nic mi nie jest i nigdzie nie idę- powiedział Toris zmęczonym głosem, miał wrażenie, że gdyby teraz zasnął, to obudziłby się za tydzień… ale nie miał zamiaru opuszczać Feliksa póki nie upewni się, że wszystko będzie z nim w porządku -Jak długo…-
-Nie mam pojęcia- odparł lekarz domyślając się o co brunet chciał zapytać -Może jeszcze dziś, może nigdy, jeśli przeżyje najbliższą dobę… jeśli w ciągu dwóch dni, odzyska przytomność chociaż na chwilę, uznam, że ma spore szanse przeżyć, ale i tak sporo czasu upłynie nim wróci do pełni zdrowia… jak w miarę dojdzie do siebie, koniecznie wyślę go z kolejnym transportem rannych w spokojniejsze okolice-
Litwa skinął głową siadając na ziemi i opierając się o skrzynkę służącą jako prowizoryczna szafka, odruchowo sięgnął po dłoń Polski, splatając swoje palce z palcami blondyna, mógł odrobinę odpocząć, ale nie miał zamiaru oddalać się nawet na krok. Lekarz tylko wzruszył ramionami, nie jemu było to wszystko oceniać, wolał zająć się innymi pacjentami których miał pod opieką, a miał przeczucie, że za niedługo będzie miał ręce pełne roboty.
Torisa obudziło silne potrząśnięcie za ramię, otworzył oczy niemal natychmiast, klnąc w duchu na siebie za to, że zasnął, nie wiedział nawet kiedy…
-Musimy porozmawiać żołnierzu- oznajmił komendant obozu patrząc surowo na bruneta -Chodź ze mną-
-Nigdzie nie idę- mruknął Litwa przecierając oczy jedną ręką, drugą wciąż trzymał dłoń Feliksa -Możemy porozmawiać tutaj-
-Mam ukarać cię za niesubordynację?- zapytał ostro dowódca
-Wiesz kim jestem…- powiedział powoli Toris patrząc twardo na stojącego przed nim mężczyznę -I wiesz kim on jest- dodał wskazując skinięciem głowy na nieprzytomnego blondyna, zacinał się co chwilę wciąż nieprzyzwyczajony do używania polskiego -I zdajesz sobie sprawę z tego, że nie musimy słuchać każdego twojego rozkazu, a kwestia kary należy tylko i wyłącznie do króla… jeśli chcesz mnie o coś zapytać, mów!-
-Wróciła reszta patrolu do którego was przydzieliłem- powiedział komendant z grymasem, brunet odniósł wrażenie, że dostrzegł błysk pogardy w jego oczach, kiedy spojrzał na splecione razem dłonie jego i Feliksa -A w każdym razie to co z niego zostało… a wedle doniesień żołnierzy stojących na warcie, ty i on zjawiliście się tu znacznie wcześniej niż cała reszta… chcę zapytać co to ma znaczyć, nie wiem jakie pogańskie zwyczaje panują u ciebie, ale tutaj za zdradę i dezercję przewiduje się surowe kary-
Toris zacisnął zęby mnąc w ustach stek przekleństw i wyzwisk, nie miał wiele do czynienia z tym człowiekiem, ale po tych kilku zdaniach zdążył stracić cały szacunek do niego i funkcji którą pełnił.
-Ach… czyli nie rozmawiał pan z dowódcą patrolu?- zapytał kpiąco Litwa -Nie dowiedział się pan o starciu ze sporym oddziałem wroga? Ani o tym, że udzielił mi pozwolenia na opuszczenie pola bitwy, po to bym mógł ratować życie bardzo ważnej osoby? Nie widzę tu powodu, do oskarżenia mnie o dezercję, ani o zdradę, skoro na własnych nogach przytargałem go tutaj aby udzielono mu pomocy- komendant spojrzał na niego jakby miał do czynienia z jakimś insektem, ale po chwili jakby się opanował, a jego wzrok złagodniał
-Cóż… wdzięczny ci jestem… za przyniesienie go tutaj… nawet jeśli jest praktycznie trupem, przepraszam za bezpodstawne oskarżenia… pójdę porozmawiać teraz z resztą oddziału, a tobie radzę udać się na spoczynek, wyglądasz jakbyś sam miał zaraz wyzionąć ducha- stwierdził mężczyzna ruszając w stronę wyjścia z namiotu
Toris skinął głową, ale nawet nie drgnął żeby ruszyć się z miejsca, tutaj całkiem dobrze mu się odpoczywało… poza tym… ten człowiek wydawał mu się podejrzany. Nie podobał mu się sposób w jaki wyrażał się o własnym państwie i jego brak troski o życie Feliksa, jego głos brzmiał tak nieszczerze kiedy mu ''dziękował'', a jego wcześniejsze słowa tylko świadczyły na jego niekorzyść.
-Coś tu jest mocno nie w porządku Feliks…- mruknął brunet zerkając na zmizerniałą twarz blondyna -Ten facet mi się nie podoba…- szepnął znów przysypiając, starał się mieć na baczności, ale zmęczenie było zbyt duże… -Proszę obudź się szybko… po prostu się obudź… nie umieraj… gdzie znajdę drugie takie wkurwiadełko, z którym będę chciał spędzić resztę życia, jeśli ciebie zabraknie?-
Nie był w stanie zbyt dobrze wypocząć, budził się za każdym razem kiedy usłyszał jakiś szmer, raz zmusił się do nieco większego wysiłku i opuszczenia na chwilę blondyna, żeby pomóc lekarzowi z pozostałymi rannymi i przy okazji dać opatrzyć własne rany. Jednak z reguły nie opuszczał swojego stanowiska, co najwyżej, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby swojego ciała, a i tak robił to tylko wtedy kiedy był pewny, że ktoś pilnuje Feliksa.
-A ty dalej tu siedzisz?-
Toris uniósł głowę i zmrużył oczy żeby spojrzeć na tego który do niego mówił, zaklął w duchu ponownie widząc komendanta obozu, był chyba środek nocy, Feliks nadal się nie obudził… czego ten facet tutaj chciał?
-Powinieneś iść do swojego namiotu i należycie odpocząć- stwierdził dowódca -Siedzenie tutaj cały czas nie sprawi, że on obudzi się szybciej… o ile w ogóle-
-Może nie, ale przynajmniej nie przegapię tego momentu- odparł Litwa obojętnym tonem -Dostałem polecenie, że mam się nim opiekować, więc to robię… tutaj też mogę odpocząć-
-Rozumiem… więc chociaż idź się przebierz w coś co nie jest uwalane krwią i obmyj trochę, nie wiem jak on, ale ja chyba bym dostał ataku serca gdyby pierwszym widokiem który zobaczyłbym po obudzeniu, był ktoś kto wygląda jakby przed chwilą kogoś zamordował- powiedział komendant
Litwa zamrugał zaskoczony, wcześniej nie spojrzał na to od tej strony, rzucił Polsce zmęczone spojrzenie, może faktycznie powinien doprowadzić się do trochę bardziej ludzkiego wyglądu, zanim blondyn się obudzi… i tak był już w kiepskim stanie, silny szok mógłby mu poważnie zaszkodzić… ale z drugiej strony nie chciał go zostawiać samego.
-Spokojnie… nic mu się chyba przez ten czas nie stanie nie? Jest w środku silnie bronionego, wojskowego obozu, w dodatku pod opieką lekarza, co złego może się stać jeśli spuścisz go z oczu na krótką chwilę?- zapytał dowódca
-Może… może ma pan rację- mruknął Toris podnosząc się z miejsca, był nieludzko zmęczony… może wcześniej mylił się co do tego człowieka… to była tylko krótka chwilka… -Zaraz wracam Feliks- rzucił w stronę blondyna, ruszając w kierunku wyjścia z namiotu.
Dowódca obserwował uważnie Litwina dopóki nie zniknął za połami namiotu, a jego kroki nie ucichły w oddali, w końcu udało mu się odciągnąć go na chwilę i zyskać okazję do działania. Jego plan poszedł zupełnie źle, musiał teraz wszystko naprawić, jeśli nie chciał, żeby jego nowi przełożeni się rozgniewali.
-To miłe z pana strony panie komendancie- stwierdził lekarz wracając do przerwanej pracy -Może chłopak jednak zmieni zdanie i odpocznie chwilę w spokoju-
-Mhm…- mruknął komendant rozglądając się dyskretnie wokół
Upewnił się tylko, że pozostali pacjenci śpią i podszedł tak cicho jak tylko potrafił do medyka, który zajmował się przygotowywaniem większej ilości leków dla rannych żołnierzy, jednym szybkim uderzeniem pozbawił go przytomności… chociaż może powinien był go zabić, dodatkowy cios dla tej hołoty by nie zaszkodził. Wyciągnął zza paska starannie zamaskowany nóż i odwrócił się w stronę posłania, na którym leżał ten blond pokurcz.
To nie tak miało wyglądać, był pewien, że z oddziału który wysłał na spotkanie z umówionym oddziałem krzyżackim, nikt nie wróci żywy… a przynajmniej, że ta dwójka zginie w bitwie, podjął stosowne kroki żeby im to ułatwić... a tymczasem nie dość, że wróciło więcej żołnierzy niż zakładał, to jeszcze musiał dokończyć dzieła.
Mógł co prawda poczekać aż ten gnojek sam wyzionie ducha, ale nie zaszkodziło popchnąć go delikatnie na drugą stronę, lepiej było nieco ''poprawić'' jedną z ran, niż ryzykować, że ten plan skończy się kompletną porażką. Najpierw pozbyć się jednego problemu, a potem wymyślić jakiś sposób na ten drugi, po to by na końcu zniknąć z tego burdelu i odebrać obiecaną mu nagrodę, w postaci niezłej sumki i ciepłej posadki w jednej z krzyżackich twierdz.
-Miłej wyprawy do piekła jebany wynaturzeńcu!- syknął komendant sięgając dłonią w stronę jednego z bandaży, kolejny dobry powód żeby pozbyć się tej dwójki, musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć, że między nimi coś się święci… sama ta myśl wydawała mu się obrzydliwa, to była obraza boskiego porządku.
Mężczyzna zesztywniał kiedy jego przyszła ofiara zajęczała cicho i powoli uniosła powieki, jasnozielone oczy przez chwilę wpatrywały się w niego nieprzytomnie, rozszerzyły się z przerażenia, kiedy blondyn dojrzał tuż nad sobą ostrze noża.
-Kurwa mać!- zaklął komendant, tego zupełnie się nie spodziewał, przy takim obrocie spraw nie było czasu na pozorowanie śmierci w wyniku odniesionych ran, musiał zadowolić się jedną ofiarą i prysnąć zanim ktokolwiek się zorientuje -Szlag by to po prostu zdechnij jebany gnojku!- warknął jedną ręką łapiąc za gardło blondyna, drugą wznosząc do góry by zadać śmiertelny cios.
Jak to spamić? D:
Ale ja lubię jak mi się spamuje i lubię długie komentarze D:
Mam wtedy większą motywację do pisania ;-;
